Dziedzictwo Jana Matejki.

Re: Dziedzictwo Jana Matejki.

Postprzez janusz » 29 gru 2014, o 00:35

28 grudnia 2014.
Matejko skopiował obraz z krzyżackiego skarbca? Kontrowersje wokół "Bitwy pod Grunwaldem"

Obrazek

Według najnowszych ustaleń niemieckich historyków sztuki, Jan Matejko malując "Bitwę pod Grunwaldem", mocno inspirował się obrazem austriackiego malarza Alexandra Ritter von Bensa – uważa znawca historii Zakonu Krzyżackiego prof. Udo Arnold. Kustosz Muzeum Narodowego jest wobec tej teorii sceptyczna.

- Ten monumentalny obraz Matejki wciąż w Polsce uchodzi za jedno z najważniejszych dzieł malarskich. Ja to wiem. Wiem też, że kolejne pokolenia wiedzą o tym, że jednym z celów tego dzieła było wzbudzanie poczucia jedności wśród rodaków, którzy żyli pod zaborami - przyznaje profesor Udo Arnold, historyk uniwersytetu w Bonn. To on uważa, że dzieło krakowskiego malarza jest inspirowane austriackim płótnem. - Ten obraz ("Bitwa pod Grunwaldem" - przyp. red.) niósł ze sobą przesłanie dla współczesnych. Z tych wszystkich powodów wiem, że moje badania mogą nie wzbudzić u wszystkich w Polsce zachwytu – mówi Udo Arnold.

Wybitny ekspert od krzyżaków
Profesor Udo Arnold od kilkudziesięciu lat zajmuje się badaniem historii Zakonu Krzyżackiego. Jest uważany za jednego z najlepszych europejskich mediewistów i najwybitniejszego obecnie znawcę dziejów Zakonu. Na obraz "Die Schlacht von Tannenberg" (czyli "Bitwa pod Grunwaldem"), który w latach 1860-69 namalował austriacki malarz Alexander Ritter von Bensa naukowiec natknął się w skarbcu Zakonu Krzyżackiego w Wiedniu. Obraz jest tam przechowywany do dziś.

Matejko sugerował się obrazem Bensy
- Obraz Bensy nie jest tak monumentalny jak dzieło Matejki. Jest dużo mniejszy. I przedstawia inny moment bitwy, nie śmierć Wielkiego Mistrza Krzyżackiego, jak czyni to Matejko, ale wcześniejszą fazę bitwy, gdy jej losy nie są jeszcze rozstrzygnięte. Mimo to trudno nie dostrzec podobieństw między oboma obrazami – ocenia prof. Arnold i podkreśla, że obraz Bensy powstał wcześniej niż Matejki, bo był gotowy w 1869 roku. Tymczasem Matejko rozpoczął pracę nad swoją "Bitwą pod Grunwaldem" w 1872 roku, a ukończył swoje dzieło w 1878 roku. -Tak więc Bensa nie mógł się inspirować Matejką, a Matejko Bensą jak najbardziej – zauważa Arnold.

Podobne przedstawienie walki
W ocenie prof. Arnolda to, co łączy oba obrazy, to sposób przedstawienia bitwy, czyli walczący, skłębiony tłum ludzi i koni. - W Polsce wiele osób krytykowało Matejkę za tę kompozycję – przypomina niemiecki historyk. Dodaje, że podobna jest także kompozycja - walka jest na pierwszym planie, w tle krajobraz, a nad całością ciężkie niebo.

- Ta bitwa inspirowała malarzy XV-XVI w., ale w dziele Bensy po raz pierwszy pojawia się tak wielki tłum - mówi Udo Arnold.

Skopiowana chorągiew
Elementem, który w ocenie niemieckiego historyka może przesądzać, że Matejko inspirował się obrazem Bensy - jest proporzec chorągwi braniewskiej, który widać na obu obrazach. Znak, pod którym walczył ten oddział, jest dwudzielny: na białym tle ma czarny krzyż, a na czarnym tle biały krzyż. O tym, że brał udział w bitwie w 1410 roku wiemy z całą pewnością, ponieważ zdobyczne chorągwie i ich spis trafiły do Krakowa. Ilustrowane opisy 51 chorągwi zdobytych pod Grunwaldem znalazły się w dziele "Banderia Prutenorum" autorstwa Jana Długosza.

- Tyle tylko, że rycerze z tej chorągwi w bitwie nie odegrali żadnej znaczącej roli. Uważam, że Bensa namalował ją z powodu tego, że jej wizerunek jest atrakcyjny malarsko, plastycznie. Matejko to powielił – przekonuje Arnold.

Prof. Arnold, który od kilku lat zgłębia tajniki obu obrazów uważa, że Matejko mógł widzieć dzieło Bensy w Wiedniu w 1870 roku, jadąc przez to miasto do Monachium. Obraz "Die Schlacht von Tannenberg" był prezentowany na wystawach, zanim kupił go ówczesny wielki mistrz zakonu, austriacki arcyksiążę Wilhelm Habsburg i umieścił w krzyżackim skarbcu.

Polscy kustosze nie zgadzają się z niemieckim historykiem
Czy hipoteza o pierwowzorze dzieła Matejki wzbudzi zainteresowanie i zostanie zbadana przez polskich historyków sztuki? Pytana o to kustosz kolekcji zbiorów sztuki polskiej do 1914 r. w Muzeum Narodowym w Warszawie Ewa Micke-Broniarek uważa, że do ustaleń niemieckiego naukowca trzeba podejść sceptycznie.

- Nie przekonują mnie informacje prof. Arnolda o wzorowaniu się Matejki na płótnie Bensy. Źródłem inspiracji dla Matejki był przede wszystkim konkretny fragment opisu bitwy zawarty w Kronice Jana Długosza i dość wiernie przez malarza odtworzony, łącznie z postacią św. Stanisława wśród chmur. Matejko realizował w kompozycji obrazu własny program historiozoficzny, wprowadzając sytuacje i postacie niepoparte faktami historycznymi, służące natomiast wyrażeniu przez malarza jego własnych poglądów na rolę i znaczenie walk z Zakonem Krzyżackim dla dziejów dawnej Rzeczypospolitej. Przykładem tego jest obecność komtura Heinricha von Plauen ratującego się ucieczką z pola bitwy, podczas gdy w rzeczywistości w ogóle nie walczył on pod Grunwaldem - wyjaśnia Ewa Micke-Broniarek.

Tłum jest na każdej scenie bitewnej
Jak podkreśliła kustosz, trudno, żeby obraz o treści batalistycznej przedstawiał coś innego niż walczący tłum. Zastrzegła jednak, że na podstawie słabej jakości reprodukcji obrazu Bensy zamieszczonej w internecie trudno powiedzieć coś bliższego na temat kompozycji tego dzieła. - Odnoszę jednak wrażenie, że tam natarcie rycerzy rozwija się w płaszczyźnie równoległej do widza, a nie na wprost, co zdecydowanie wyróżnia dzieło Matejki na tle innych obrazów batalistycznych z tej epoki - mówi Ewa Micke-Broniarek.

Przyznała, że zbiory skarbca zakonu krzyżackiego w Wiedniu nie są powszechnie znane historykom sztuki w Polsce. Zastrzegła jednak, że mit zwycięstwa pod Grunwaldem już od XV wieku był na tyle mocno osadzony w polskiej historiografii i sztuce, że polski malarz nie musiał wzorować się na dziele artysty tworzącego w innym kraju. Ponadto - jak zwróciła uwagę - istnieje ogromna różnica w skali obydwu dzieł: obraz Bensy ma zaledwie 134 na 188 cm, a "Bitwa pod Grunwaldem" 426 na 987 cm.

http://www.tvn24.pl/matejko-skopiowal-o ... 797,s.html
Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 1156
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38

Re: Dziedzictwo Jana Matejki.

Postprzez janusz » 16 lut 2015, o 18:31

Utopiona w Bosforze oraz Widok Bebeku pod Konstantynopolem



Obrazek

Jesienią roku 1872 na zaproszenie swego kuzyna Henryka Gropplera Jan Matejko w towarzystwie żony Teodory odbył egzotyczną podróż do Konstantynopola. Owocem tej wyprawy stały się obrazy: dwa portrety gościnnych gospodarzy, pejzaż zatytułowany Widok Bebeku pod Konstantynopolem oraz Utopiona w Bosforze.

Ten ostatni powstał pod wpływem opowieści malarza Stanisława Chlebowskiego, który przedstawił Matejce prawdziwą historię romansu pewnego młodego Polaka z mieszkanką haremu. Kiedy sprawa wydała się, bohaterka dramatu poniosła śmierć w wodach Bosforu, a niefortunny amant cudem ocalił głowę.

W osiem lat później Jan Matejko namalował obraz o tej samej treści, ale uważny widz (może nieco pod wpływem sugestii sekretarza artysty Mariana Gorzkowskiego) zauważy podobieństwo postaci z obrazu do konkretnych osób: Turek topiący niewierną odaliskę o kształtach Teodory Matejkowej to Marian Gorzkowski, zaś siedzący na rufie łodzi sułtan – niemy świadek egzekucji nosi rysy Matejki.

Losy tych obrazów jak ich tematyka były również niezwykłe. Po latach obydwa znalazły się we Wrocławiu: jeden – wraz ze spuścizną po Janie Nowaku-Jeziorańskim w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, natomiast drugi w Muzeum Narodowym we Wrocławiu (od roku 1946).
W dniu 21 lutego 2007 roku w Domu Jana Matejki Oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie doszło do niezwykłego spotkania. Oba obrazy zostały po raz pierwszy od ich powstania zaprezentowane obok siebie.

Żona za burtą!
W obrazie „Utopiona w Bosforze" Jana Matejki zdradzony Hassan nosi rysy malarza, niewierna odaliska – jego żony Teodory, a kat, który ją topi, powiernika malarza – Mariana Gorzkowskiego. A wszystko zaczęło się podczas wycieczki państwa Matejków do Stambułu...


Obrazek

Żona Jana Matejki, Teodora, rzeczywiście o mały włos nie znalazła się za burtą podczas wycieczki do Stambułu, którą małżonkowie odbyli w roku 1872. Dramatyczną sytuację na łodzi rozbujanej przez fale Bosforu opisała dokładnie w liście do matki, kończąc go słowami: „Moja osoba prawie bez życia". Czy „wisząc w powietrzu nad falami", zainspirowała swojego męża do namalowania „Utopionej w Bosforze"?

Raczej tylko udzieliła bohaterce swoich rysów twarzy. Bo wiadomo skądinąd, że obraz powstał pod wpływem historii, którą opowiedział Matejce inny polski malarz, Stanisław Chlebowski, który pracował na dworze sułtana. Jedna z kobiet z jego haremu zakochała się ponoć w polskim oficerze, a zazdrosny sułtan kazał ją za karę utopić w morzu. Tyle wiemy o dziele namalowanym jeszcze podczas pamiętnej wyprawy. Ale autor „Bitwy pod Grunwaldem" powrócił do tego, jakże nietypowego dla swej twórczości, tematu po ośmiu latach.

W „Utopionej w Bosforze 2" sytuacja jest jeszcze mniej wesoła. Siedzący na dziobie łodzi Hassan, który z zadziwiającym spokojem obserwuje szamotaninę topionej żony, ma twarz Matejki. Srodze karana niewierna – niezmiennie przypomina Teodorę (choć ta, chora na cukrzycę, w rzeczywistości była już monstrualną grubaską), główny zaś egzekutor wygląda jak Marian Gorzkowski, postać, która od jakiegoś czasu odgrywa w stadle Matejków dwuznaczną rolę. Jest „tym trzecim". Wielbiciel i oddany sługa malarza, szczerze nienawidzący jego żony, cały czas nieźle między małżonkami miesza. Wkracza w ich życie w momencie daleko posuniętej degrengolady rodzinnej i skrzętnie w swych pamiętnikach ją opisuje.

Małżeństwo Matejków od początku dobrze nie rokowało. Jan znał Teodorę Giebułtowską od dzieciństwa, bo jego ojciec, przybyły z Czech dyrektor chóru, uczył ją i jej braci muzyki. Kiedy wyrosła na wysoką piękność „typu gruzińskiego", kompletnie stracił dla niej głowę. Ale szanse na miłosne podboje miał marne. Niski i wątłej budowy ciała, ze złamanym nosem (pamiątka po wypadku z dzieciństwa, którego nikt w rodzinie nie zauważył), skryty, pełen kompleksów, w dodatku artysta, czyli ktoś o niepewnym statusie materialnym, nie wydawał się Teodorze księciem z bajki.

Pierwsze oświadczyny w 1862 roku zakończyły się fiaskiem – na ofiarowany jej pierścionek chwilę popatrzyła i cisnęła o ziemię tak, że potoczył się do drugiego pokoju. Ale po dwóch latach, kiedy malarz zdobył już niekwestionowaną sławę, namówiona przez owdowiałą matkę, zgodziła się na zamążpójście. Ślubu, do którego przystąpiła w narysowanej przez przyszłego męża i uszytej przez bocheńskiego krawca sukni, udzielił jej rodzony brat Stanisław Giebułtowski.

Teodora dość szybko wsunęła sobie starszego o osiem lat męża pod pantofel. Kąśliwa i kapryśna, latami dowodziła, że niedobrze czuje się w roli, jaką musi odgrywać (marzyła o karierze aktorskiej). Potrafiła sama powozić bryczką i pojawiać się w towarzystwie bez męża, czym wywoływała skandale towarzyskie. Wiecznie pełna wątpliwości (ulubione powiedzonko: „Czy Bóg jest, o ile jest i czy istnieje, o ile istnieje") oraz wiecznie niezadowolona. O podróży poślubnej pisała: „Paryż okropny, rzeżuchę tu jedzą, a przez to włóczenie się z Jasiem po galeriach wzdymka zrobiła mi się na pięcie".

Najbardziej ze wszystkiego lubiła jeździć do wód, zostawiając Janowi na karku czwórkę dzieci, które dość sprawnie powiła w pierwszych latach małżeństwa. Gorzkowski tak opisywał te wyprawy: „Pakowała mnóstwo kufrów, wzięła nawet suknie balowe. Jej wymagania względem dogodzenia sobie nie mają granic, jej marnotrawstwo okropne; żadnych względów na ciężko zapracowany pieniądz mężowski. Ona wyłącznie myśli tylko o sobie, łamie sobie głowę nad tym, co gdzie kupić, a jeśli kupi, to już ten sam przedmiot nie robi jej zadowolenia, tylko rozmyśla, co dalej kupować".

Po powrocie ze spa między małżonkami doszło do głośnej awantury, o której długo mówiło się potem w Krakowie. Teodora dowiedziała się, że podczas jej nieobecności, w tajemnicy, Matejko namalował obraz „Kasztelanka", do którego pozowała piękna i młodziutka siostrzenica Teodory, Stasia Serafińska. Zazdrośnica najpierw zemdlała (robiła to często na pokaz), a kiedy się ocknęła, przystąpiła do dzieła zniszczenia. Ofiarą jej szału padł nie obraz siostrzenicy (ten Matejko przezornie ukrył), ale jej własny portret w sukni ślubnej. Na szczęście zdolny malarz portret ten szybko odtworzył.

Zazdrośnicy często miewają to i owo za uszami, i taką tezę pielęgnował w mistrzu Marian Gorzkowski. Czy tylko otwierał oczy tłamszonemu małżonkowi na ciemne strony charakteru Teodory, czy jawnie sączył w jego serce jad, chcąc wyrugować resztki uczuć do żony i mościć sobie w nim miejsce dla swojej osoby? Mogło tak być, bo wszystkie miłe momenty w życiu małżeńskim Matejków (a takie też się zdarzały) pilny sekretarz w swych pamiętnikach pomijał. Na pewno zaś snuł wizje jej niewierności i prawdopodobnie pod ich wpływem Matejko namalował drugą wersję „Utopionej".

Niewykluczone, że Jan, wstawiając twarze całej trójki w egzotyczną scenę mordu, zwyczajnie pozwolił sobie na gorzki żart. Był melancholikiem, ale niepozbawionym poczucia humoru, co widać w jego rysunkach i karykaturach. Może chciał zdemaskować podświadome pragnienia swego sekretarza ukatrupienia Teodory, a może po prostu malarz choć raz chciał poczuć się panem w stosunku do swej dominującej żony i przedstawił ją spętaną, spoglądającą błagalnie, proszącą o łaskę...?

Obie wersje „Utopionych w Bosforze" to niezwykłe dzieła w twórczości Matejki. Po pierwsze są to jedyne akty, jakie malarz wielkich scen historycznych kiedykolwiek namalował. Po drugie różnią się od pozostałych jasnym kolorytem i inną, lekką techniką malowania. Zwłaszcza druga wersja obrazu przypomina malowane szybkimi uderzeniami pędzla dzieła impresjonistów. Ciekawostką jest, że po latach pierwsza wersja obrazu trafiła pod właściwy adres. Nabył ją i umieścił w swoich zbiorach Jan Nowak-Jeziorański. „Jaką przyjemność – pisał on – sprawiło mi kupno Matejki »Utopiona w Bosforze«. To była podwójna przyjemność, dlatego że w sprawę tej Turczynki, która zdradziła w haremie swojego pana na rzecz polskiego oficera, był w jakiś sposób wmieszany któryś z moich krewnych noszących nazwisko Jeziorański".

Beata Majchrowska

http://www.wrozka.com.pl/niezwykli-niez ... a-za-burta
Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 1156
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38

Re: Dziedzictwo Jana Matejki.

Postprzez janusz » 3 mar 2015, o 21:18

Spacer po polu bitwy
Roman Daszczyński 13.07.2010

Kto jest kim na obrazie Jana Matejki?

Obrazek

Gdzie i jak zginął pod Grunwaldem wielki mistrz Krzyżaków Urlich von Jungingen (nr 6)? Historycy mimo wnikliwych prac nad przebiegiem i następstwami bitwy nie mają pewności. Tym bardziej nie mógł tego wiedzieć Jan Matejko, gdy w latach 1872-78 malował swój obraz - wielki nie tylko pod względem siły wyrazu, lecz także rozmiarów (426 cm wysokości i 987 cm szerokości). Opierał się głównie na "Rocznikach" Jana Długosza.

Gdzie i jak zginął pod Grunwaldem wielki mistrz Krzyżaków Urlich von Jungingen (nr 6)? Historycy mimo wnikliwych prac nad przebiegiem i następstwami bitwy nie mają pewności. Tym bardziej nie mógł tego wiedzieć Jan Matejko, gdy w latach 1872-78 malował swój obraz - wielki nie tylko pod względem siły wyrazu, lecz także rozmiarów (426 cm wysokości i 987 cm szerokości). Opierał się głównie na "Rocznikach" Jana Długosza.

Wizja śmierci von Jungingena jest w całości dziełem wyobraźni malarza. Wielki mistrz siedzi jeszcze w siodle białego rumaka, który staje dęba. Koń obrócony jest do publiczności zadem. Twarz von Jungingena widzimy dzięki temu, że w walce z wrogiem musi on ekwilibrystycznie przekręcić się w pasie o dobrych 50 stopni. Jego płaszcz łopoce i skręca się dynamicznie na wietrze, u boku dynda różaniec.

Człowiek z toporkiem i z włócznią

Z prawej strony na von Jungingena nacierają dwie nieznane postaci (nr 7 i nr 8 ) - z ubioru i uzbrojenia historycy sztuki wnioskują, że mają one charakter symboliczny. Von Jungingen swoją lewą ręką odpiera dłoń mężczyzny w czerwonym - katowskim - kapturze, który za chwilę zada cios toporkiem (nr 7). Tuż obok na wielkiego mistrza uderza włócznią długowłosy blondyn z nagim torsem (nr 8). Kat nie miał prawa występować na polu bitwy, co zatem robi u Matejki? Zapewne wymierza sprawiedliwość za przestępcze działania - napaści i rabunki - jakich dopuszczali się Krzyżacy. Cios chce zadać śląskim toporkiem górniczym z XVI w. - więc chyba w imię krzywdzonego ludu.

Postać długowłosego blondyna z nagim torsem jest jeszcze bardziej kontrowersyjna ze względu na broń - cios zadaje włócznią św. Maurycego, która należy do polskich relikwii narodowych i według tradycji miała być darem cesarza Ottona III dla Bolesława Chrobrego podczas zjazdu gnieźnieńskiego w roku 1000 - na znak braterstwa władców chrześcijańskich. Absurd malarskiej wizji artysty powodował, że część historyków sztuki konsekwentnie pisała o "halabardzie", inni woleli traktować temat marginalnie. Najdalej wśród badaczy dzieł Matejki poszedł Jarosław Krawczyk - jego zdaniem należy pamiętać, że św. Maurycy w III w. n.e. był rzymskim dowódcą chrześcijańskiego Legionu Tebańskiego i poniósł ze swoimi żołnierzami męczeńską śmierć za to, że odmówili walki przeciwko wyznawcom Chrystusa. Św. Maurycy stał się patronem piechoty. Śmierć od włóczni jego imienia symbolizowałaby więc karę za wystąpienie chrześcijańskiego władcy Urlicha von Jungingena przeciwko chrześcijańskiemu królowi Władysławowi Jagielle.

Na prawo od wielkiego mistrza - tuż za jego plecami - Matejko namalował wielkiego szpitalnika Wernera von Tettingena (nr 5). Krzyżacki dostojnik unosi ręce, jakby chciał chronić wielkiego mistrza przed upadkiem. Za von Tettingenem widoczna jest postać chwytająca się w przerażeniu za głowę (nr 4.) - to zapewne inny brat zakonny. W całym państwie krzyżackim zakonna elita władzy liczyła w tym czasie 400, najwyżej 450 rycerzy. To właśnie oni mieli przywilej noszenia białego płaszcza z czarnym krzyżem. Według szacunków historyków w bitwie poległo 208, a nawet 211 braci zakonnych. Von Tettingen zhańbił się ucieczką z pola bitwy - po tym, co się stało, psychicznie nigdy nie doszedł do siebie.

Urlich walczący do upadłego

Wielu widzów dostrzega w twarzy wielkiego mistrza przedśmiertne przerażenie. Warto wiedzieć, że Urlich von Jungingen znany był z brawurowej odwagi - pod Grunwaldem kilkakrotnie prowadził do ataku ciężkozbrojną jazdę, mimo że liczył sobie już 50 lat. Był motorem twardej - nastawionej na konflikt militarny - polityki zakonu. Gdy w 1407 r. umierał wielki mistrz Konrad von Jungingen, przestrzegać miał współbraci, by na nowego przywódcę nie wybrali jego rodzonego brata Urlicha. Według "Kroniki gdańskiej" Konrad miał go wręcz nazwać głupcem. Urlich zrezygnował z ekspansji na obszarze Skandynawii, skupił się na kierunku wschodnim. Gdy Jagiełło odmówił neutralności w konflikcie krzyżaków ze Żmudzinami - wojska zakonne w 1409 r. uderzyły na ziemię dobrzyńską. Doszło do wielkiej wojny, której kulminacja miała miejsce pod Grunwaldem.

- Uważam, że to zaciekłość Urlicha doprowadziła do rzezi braci zakonnych - mówi prof. Marek Smoliński. - W tamtym czasie w walce starano się nie zabijać rycerzy, lecz ich schwytać żywych, co dawało sowity okup. A bracia zakonni pochodzili najczęściej ze znamienitych rodów niemieckich, również książęcych. Chodzi o to, że krzyżacki kodeks rycerski nie przewidywał możliwości ani ucieczki, ani poddania się na polu bitwy. Urlich do upadłego prowadził swoje chorągwie przeciw wrogowi. Walka była wyjątkowo krwawa.

Gryfici po stronie zakonu

W lewym górnym rogu - w dalekim tle - Matejko przedstawił końcowy bój o obóz krzyżacki pod wsią Stębark. Poniżej, na pierwszym planie, widoczne są trzy postaci. U dołu: pieszy młodzieniec z łukiem (nr 3) - być może giermek, anonimowy uczestnik bitwy, jak większość z tych, którzy pojawiają się na obrazie. Tuż nad głową młodzieńca z łukiem widnieje walczący po stronie Jagiełły rycerz z kopią - Jakub Skarbek z Góry (nr 1). Naciera on na Kazimierza V, księcia szczecińskiego z dynastii Gryfitów (nr 2), który stanął po stronie Krzyżaków. Kazimierz obrócony jest do widza plecami, zadaje cios mieczem z półobrotu - najłatwiej poznać go po wielkim pióropuszu z pawich piór. To ważna postać - pokazuje, że na bitwę pod Grunwaldem nie należy patrzeć według klucza narodowościowego, który był obcy ludziom średniowiecza. Wśród sojuszników Urlicha von Jungingena było wiele oddziałów, gdzie dominował język polski. Kazimierz V pod Ggrunwaldem wzięty został do niewoli. Po bitwie skorzystał z zaproszenia króla Władysława do udziału w uczcie triumfalnej. Miał wówczas ok. 30 lat. Z niewoli został wypuszczony w czerwcu 1411 r. Zmarł 24 lata później.

Obrazek

Kto odegrał kluczową rolę w bitwie po stronie wojsk polsko-litewskich? Matejko - za Długoszem - wskazuje, że był to 60-letni wówczas Witold, wielki książę Litwy (nr 1). Autor "Kronik" tak go opisuje: " biegał na wszystkie strony, wszędzie pomiędzy całym wojskiem tak polskim, jak litewskim, zmieniając raz po raz konie, przywracając porządek w rozbitych szeregach, wznawiając w wielu miejscach w wojsku litewskim walkę i głośnym rozdzierającym wołaniem powstrzymując na próżno ucieczkę swoich wojsk".

Witold miał w trakcie bitwy zrugać króla Władysława Jagiełłę - swego kuzyna - za to, że będąc w bezpiecznym oddaleniu słucha mszy świętej i nie rzuca polskich wojsk do walki, podczas gdy hufce Litwy i Rusi wykrwawiają się.

Do dziś historycy z Litwy trzymają się wersji, że zwycięstwo pod Grunwaldem (po litewsku - Żalgirisem) było niemal wyłączną zasługą wojsk Witolda. Pod koniec bitwy Polacy próbowali je co najwyżej zawłaszczyć.

Książę Witold jest centralną postacią obrazu. Pędzi na rumaku pośród tłumu walczących. W triumfalnym geście unosi miecz i tarczę - jakby się go nie imały ostrza broni wroga. Za Witoldem chyli się ku upadkowi chorągiew wielkiego mistrza. Co więcej - na lewo od niej widoczna jest stojąca ponad głowami walczących prostokątna chorągiew nie z litewską Pogonią, lecz herbem Witolda. Tuż nad nią Matejko umieścił rozmodloną postać św. Stanisława (nr 2) - patrona Polski, który w czasie bitwy miał się ukazać rycerstwu na niebie.

Wszystkie sztuki, chrzty i imiona Witolda

Witold miał za sobą długą, bogatą i skomplikowaną karierę polityczno-wojskową. Był synem Kiejstuta i pogańskiej kapłanki. Toczył walki z Krzyżakami, Moskwą i Tatarami. Gdy władzę na Litwie objął Jagiełło - Witold wystąpił przeciwko kuzynowi. Jagiełło uwięził wówczas Witolda i Kiejstuta. Witold zdołał uciec pod skrzydła swojego szwagra Janusza księcia mazowieckiego, a gdy to okazało się zbyt mało - do Malborka. Został nawet przez Krzyżaków ochrzczony pod imieniem Wigand. Podpisał z nimi układ, że otrzymają władztwo nad Litwą, jeśli jego linia dziedzictwa wygaśnie. Wyprawił się z Krzyżakami na Litwę przeciw Jagielle, odbili dla niego zamek w Trokach. W 1385 r. zawarł z Jagiełłą pokój i zaaprobował unię w Krewie, co dla Jagiełły oznaczało przyjęcie korony polskiej i obietnicę chrystianizacji Litwy, a dla Witolda - nadane przez króla namiestnictwo na Litwie. Przyjął ponownie chrzest, tym razem od ruskiej cerkwi prawosławnej, jako Aleksander. Gdy na tronie książęcym w Wilnie zasiadł brat Jagiełły Skirgiełło - Witold zbuntował się. Rok później (1390) dołączył do krzyżackiej krucjaty i uczestniczył w oblężeniu Wilna, którego broniła polska załoga. Skirgiełło został pokonany, ale wówczas Witold za sprawą tajnych rozmów z Jagiełłą zerwał swój sojusz z Krzyżakami. Znowu był namiestnikiem Litwy, a od 1401 r. "najwyższym księciem litewskim".

Po Grunwaldzie żył jeszcze 20 lat. Zawsze ambitny, marzył o koronie królewskiej dla Litwy i zabiegał o nią. Poselstwo cesarskie rzekomo w ostatnich miesiącach życia Witolda wiozło dla niego koronę (litewscy historycy wierzą w to święcie) , ale nie dotarło - zostało powstrzymane przez zaufanych biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego.

Piast po stronie zakonu

Pomiędzy Witoldem a Urlichem von Jungingen widoczne są postaci Zyndrama z Maszkowic (nr 3) i Mikołaja Skunarowskiego vel Skunaczewskiego (nr 4). Zyndram jako miecznik krakowski przed bitwą został mianowany przez Jagiełłę dowódcą sił królewskich. Na obrazie Mikołaj zadaje pchnięcie mieczem rycerzowi zakonnemu, który trzyma jeszcze upadającą chorągiew wielkiego mistrza. Jagiełło zaraz po bitwie wysłał Skunarowskiego do Krakowa ze zdobyczną flagą biskupa pomezańskiego, jako znakiem zwycięstwa.

Poniżej Witolda, na lewo, leży umierający Kuno von Lichtenstein (nr 5) - dostojnik zakonu, od 1406 r. piastował godność wielkiego komtura. Obok, na koniu który padł, widoczny jest Konrad VII Biały (nr 6), książę oleśnicki z dynastii Piastów . Pod Grunwaldem był niespełna 20-latkiem, walczył po stronie Krzyżaków - choć młodość spędził na Wawelu jako paź żony Jagiełły, królowej Anny Cylejskiej. W bitwie wziął go do niewoli czeski najemnik Jost z Salcz (Żelecz). Konrad podobnie jak inny znamienity jeniec króla - Kazimierz V książę szczeciński - po roku wrócił do domu. Zmarł w 1442 r. we Wrocławiu.

Żiżka, czeski heros i najemnik

Na prawo od tarczy Witolda znajduje się rycerz, który dmie w trąbę. To Marcin z Wrocimowic (nr 7), chorąży Ziemi Krakowskiej. Z jego postacią wiąże się jeden z najbardziej dramatycznych epizodów bitwy. Marcin w ferworze walki upuścił chorągiew - tu dumnie powiewającą nad głowami walczących - na ziemię. Krzyżacy zaczęli śpiewać triumfalną pieśń. Polski hufiec mógł pójść w rozsypkę, ale inni rycerze podnieśli chorągiew i zażegnali niebezpieczeństwo.

Pod Grunwaldem po stronie króla miał walczyć również 50-letni Jan Żiżka z Trocnova (nr 8) - późniejszy wybitny dowódca wojsk husyckich, bohater narodowy Czechów. Co go sprowadziło na północ? Prozaiczna chęć zarobku. Spauperyzowana szlachta czeska i morawska często trudniła się rozbójnictwem - do jednej z band należał Żiżka. Wojna na północy dawała możliwość legalnego i dobrego zarobku. Zaciągali się masowo zarówno po stronie polskiej, jak i krzyżackiej (zakon płacił lepiej). Na służbę w oddziałach króla Władysława zgodziło się 3- 4 tys. rycerzy czeskich i morawskich, około 60 z nich znanych jest z imienia i nazwiska. Część Czechów pod Grunwaldem próbowała zdezerterować z polskich szeregów, gdy w rozsypkę poszły hufce litewsko-ruskie i wydawało się, że zwycięstwo należy do Krzyżaków.

Żiżka u Długosza pojawia się dopiero po bitwie jako uczestnik zakończonego sukcesem oblężenia zamku w Radzyniu. Nie ma pewności, czy był pod Grunwaldem, ale u Matejki potężnie siecze mieczem krzyżackiego dostojnika - malarz nie mógł zrezygnować z postaci o tak sławnym nazwisku.

Obrazek

Na pierwszy rzut oka trudno wywnioskować, że główną postacią tej części obrazu jest Heinrich von Plauen - komtur na zamku w Świeciu (1.). Jego obecność wśród walczących jest więcej niż dziwna, bo w bitwie pod Grunwaldem nie uczestniczył i Matejko chyba nie mógł o tym nie wiedzieć.

Von Plauen przedziera się przez ludzki gąszcz - niełatwo wyłowić go wzrokiem z tej plątaniny ciał i oręża. Jest na koniu, w pełnej zbroi, na głowie ma szyszak z pawimi piórami. Mieczem wycina sobie drogę ucieczki - jeszcze chwila i czmychnie w prawo, poza ramy płótna. Ma to swoją symbolikę: von Plauen zaraz po wieści o klęsce pognał z oddziałem zbrojnych ze Świecia do Malborka i uchronił zakon przed całkowitą klęską. Przygotował obronę zamku - na tyle dobrze, że walczący po stronie króla Władysława czeski najemnik Jan Sokół z Lamberka, specjalista od walki oblężniczej, uznał zdobycie twierdzy za nierealne. Zamiast ataku Sokół zaproponował wykup za ogromną kwotę 40 tys. florenów, jako że wśród obrońców twierdzy miał wielu znajomych. Król nie przystał na to, Malbork się obronił.

To dało 40-letniemu von Plauenowi godność wielkiego mistrza. W 1411 r. zawarł korzystny dla zakonu pokój z królem Władysławem w Toruniu. Następnie energicznie działał na rzecz odbudowy państwa krzyżackiego i załatwiał porachunki. Na jego rozkaz pojmano i ścięto bez prawa do przyjęcia sakramentów rycerza Mikołaja z Ryńska, który jako chorąży należącej do Krzyżaków ziemi chełmińskiej pod Grunwaldem upuścił sztandar na ziemię - spowodowało to kapitulację całego oddziału i przyczyniło się do klęski von Jungingena. Von Plauen uważał Mikołaja z Ryńska za zdrajcę, który potajemnie sprzyjał polskiemu królowi. Okoliczności zajścia nie są jednak jasne - rycerza z chorągwią mógł po prostu ponieść koń.

Sprawa Mikołaja z Ryńska ściągnęła na von Plauena opinię mściwego okrutnika. Zła sława zaczęła rosnąć, gdy wielki mistrz drastycznie zaostrzył politykę podatkową, by odbudować potęgę wojskową zakonu. Zbuntowały się szlachta, mieszczaństwo i część zakonnej elity. Von Plauena obalono w 1413 r., a nowy wielki mistrz kazał zamknąć go w więzieniu - był tam do 1422 r. Siedem lat później zmarł, pochowano go w katedrze w Kwidzynie. Niedawno miejsce złożenia zwłok odnaleziono i teraz wystawiono na widok publiczny - von Plauen stał się atrakcją turystyczną.

Jan Długosz na wojnie

Tłusta twarz za pióropuszem von Plauena należy do Krzysztofa, "biskupa lubeceńskiego" (nr 2.), który miał uczestniczyć w wyprawie po stronie Krzyżaków - tak przynajmniej opisał to sekretarz Matejki. I jest problem, bo takiego biskupa w Lubece wówczas ponoć nie było. Być może chodzi więc o hierarchę z innego miasta o podobnie brzmiącej nazwie.

Efektowna scena rozgrywa się natomiast poniżej von Plauena. Zakuty w zbroję brodaty rycerz na padłym koniu to komtur brandenburski Marquard von Salzbach (nr 3.). Chwyta się za szyję, bo złapał go na arkan jakiś wojownik w kozackim stroju. Na prawo od tego wojownika jest twarz szczupłego brodacza - Jan Długosz (nr 4.), ojciec kronikarza Jana Długosza, autora tak lubianych przez Matejkę "Roczników". To hołd malarza wobec królewskiego dziejopisa. Ojciec Długosza schwytał von Salzbacha przy pomocy swojej służby. Już w obozie okazało się, że Witold ma z komturem dawne porachunki - Krzyżak podobno w czasie misji dyplomatycznej na Litwie obraził matkę wielkiego księcia, nazywając ją "ladacznicą i nieczystą matroną". Salzbach nie okazał skruchy, został ścięty. Śmierć komtura odebrała Długoszowi nadzieje na bogaty okup za jeńca, ale dała królewską łaskę. Jagiełło stał się protektorem rodziny - Długoszowie sięgnęli po wysokie urzędy w państwie.

Zawisza Czarny bez hełmu

Trzeba nieźle wytężyć wzrok, by u prawego boku von Salzbacha zauważyć głowę mężczyzny, który dłonią wpija się w sukno leżące na biodrach pojmanego komtura. To inny komtur - z Gniewa - Johan von Wenden (nr 5.), który przed wojną miał się narazić von Jungingenowi jako przeciwnik militarnej konfrontacji z Polską. Warto zwrócić też uwagę na klęczącą na lewo od von Salzbacha postać rycerza w zielonej szacie. Odwrócony jest do widza plecami, za chwilę ma otrzymać cios mieczem od Jana Żiżki. To komandor tucholski Heinrich von Schwelborn (nr 6.).

Są tu może jacyś znani rycerze króla Władysława? Ponad słaniającym się Schwelbornem widać szarżującego z kopią kruczowłosego wojownika bez hełmu - jest nim Zawisza Czarny z Garbowa (nr 7.). Znany był w całej Europie jako wcielenie cnót rycerskich, zwycięzca licznych turniejów. Na wieść o wojnie z Krzyżakami porzucił dobrze rokującą karierę na dworze króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego i pojechał do Krakowa - nie wszyscy Polacy służący na obcych dworach zachowali się tak szlachetnie. Zawisza wielokrotnie pełnił funkcję królewskiego posła, na zlecenie Jagiełły prowadził też zaciąg najemników. Pod Grunwaldem miał ok. 40 lat. Został potem starostą kruszwickim i starostą spiskim, należał do zaufanych Jagiełły. Poległ w 1428 r. jako dowódca wojsk zaciężnych w wyprawie Zygmunta Luksemburskiego na Turków.

Wódz, który pilnuje zwycięstwa

Tuż obok Zawiszy - na prawo - widoczny jest w lśniącym stalowym hełmie rycerz Domarat Grzymalczyk z Kobylan (nr 8.) - jeden z przybocznych Jagiełły, późniejszy kasztelan lubelski.

Władysław Jagiełło (nr 9.) pojawia się na obrazie Matejki, ale stanowi zaledwie dalekie tło dla bohaterów bitwy. Królewski orszak widoczny jest w górnym prawym rogu obrazu, pod lasem. Jagiełło jedzie konno w lśniącej zbroi. Za nim widoczna jest czerwona chorągiew z orłem i kolejno: bratanek króla Zygmunt Korybut, podkanclerzy koronny (późniejszy prymas) Mikołaj Trąba, książę mazowiecki Siemowit i sekretarz króla - późniejszy biskup krakowski - Zbigniew Oleśnicki (ma czerwone rajtuzy i opończę). Przed Oleśnickim leżą zwłoki krzyżackiego rycerza Dippolda Kikeritza, który śmiałą szarżą próbował dotrzeć do Władysława i został powalony przez otoczenie króla.

Długosz o królu Władysławie pisał, że w prowadzeniu wojen niedbały i ciężki, wszystko staranie na wodzów i zastępców składał. Do rozlewu krwi ludzkiej tak był nieskory, że często największym nawet winowajcom karę odpuszczał.

Wiadomo też jednak, że król pod Grunwaldem ochrypł od wydawania komend. Rację więc być może mają ci z historyków, którzy uważają że 15 lipca 1410 r. Władysław Jagiełło był jak sławny chan Mamaj obserwujący ze wzgórza bitwę na Kulikowym Polu - wódz, który pilnuje zwycięstwa.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,76842,8128716,Kto_ ... z3TM5qLIGR
Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 1156
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38


Re: Dziedzictwo Jana Matejki.

Postprzez janusz » 6 sie 2015, o 21:47


https://www.youtube.com/watch?v=Mwc7xGKUQ7c

"Bitwa pod grunwaldem" to prawdopodobnie najbardziej znany obraz w Polsce. Ale już mniej znana jest jego historia, a zwłaszcza z okresu II WŚ gdy Niemcy stawali na głowie aby go odnaleźć.
Źródło: "Jana Matejki Bitwa pod Grunwaldem: nowe spojrzenia" pod red. Katarzyny Murawskiej-Muthesius.
Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 1156
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38

Re: Dziedzictwo Jana Matejki.

Postprzez janusz » 28 sty 2016, o 23:04

Zaginione obrazy Jana Matejki z dawnego pałacu Zamoyskich w Kozłówce

Obrazek

Obrazek

W dawnej kolekcji ordynatów kozłowieckich znajdowały się m.in. dwa obrazy Jana Matejki. Niestety, zaginęły one po 1945 roku. Zachowane fotografie obydwu dzieł mistrza Matejki można obejrzeć za pośrednictwem strony http://www.dzielautracone.gov.pl

Ostatnio, na fan-page’u strony (https://www.facebook.com/muzeumutracone) znalazł się tekst, odnoszący się do obrazów z kolekcji pałacu w Kozłówce.

Prezentujemy jego poszerzoną wersję:

Niestety, nie wiemy jak wiele przedmiotów z dawnego pałacu Zamoyskich podzieliło losy obrazów Jana Matejki. Pierwszą wywózkę obiektów z wyposażenia pałacu w Kozłówce, rozpoczęła, w czasie okupacji, sama Jadwiga z Brzozowskich Zamoyska, żona ostatniego właściciela majątku, Aleksandra Leszka Zamoyskiego (1898–1961). Robiła to najprawdopodobniej w obawie przed zbliżającym się frontem wschodnim. Autorzy popularnych przewodników muzealnych: Waldemar Odorowski („Pałac w Kozłówce”, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1985) i Jacek Szczepaniak (wieloletni kustosz Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, autor licznych publikacji muzealnych) piszą, że te transporty odbywały się w roku 1944. Obiekty były deponowane m.in. w kamienicy Zamoyskich przy ul. Kredytowej w Warszawie oraz w magazynach Muzeum Narodowego przy ul. Podwale. Nasi badacze zgodnie twierdzą, że wszystko, co zostało z Kozłówki wywiezione do stolicy, zaginęło w czasie Powstania Warszawskiego. Zdarzają się jednak wyjątki, nie potwierdzające tej reguły. Przetrwał komplet zabytkowych, francuskich mebli, dekorowanych gobelinową tkaniną ze scenkami z bajek La Fontaine’a, z dawnego wyposażenia Salonu Białego pałacu w Kozłówce, ukryty podczas okupacji w Ambasadzie Brytyjskiej w Warszawie. Po wojnie Zamoyscy oficjalnie sprzedali meble gospodarzom tej placówki. Te sprzęty powróciły, na chwilę, do Kozłówki podczas wystawy „Salon odzyskany” z 2004 roku. Obecnie (jako dar księżnej Kentu) znajdują się w Zamku Królewskim w Warszawie.

Co było w paczkach przewożonych przez Jadwigę Zamoyską z Kozłówki? Możemy przypuszczać oglądając archiwalne zdjęcia pałacu, a także podziwiając obecną ekspozycję muzealną. Tworzy ją (informacja z tekstu Anny Szczepaniak „Zbiory Muzeum Kozłówce na wystawie jubileuszowej, „Spotkania z Zabytkami” nr 7/8 2014, s.54-57) około 46% oryginalnej kolekcji, stworzonej głównie przez pierwszego ordynata kozłowieckiego, Konstantego Zamoyskiego. Wiemy z całą pewnością, że w Kozłówce znajdowały się dwa obrazy Jana Matejki: „Zamoyski pod Byczyną” oraz portret żony Konstantego, Anieli Zamoyskiej. Jakie były? Znowu sięgnijmy po przewodniki W. Odorowskiego i J. Szczepaniaka. W pierwszym czytamy „ …portret Anieli z Potockich Zamoyskiej namalowany przez mistrza w 1872 roku, a więc wkrótce po ślubie młodych Zamoyskich. O obrazie tak pisał Zygmunt Kamiński [malarz, przyjaciel Konstantego, autor pamiętnika „Dzieje życia w pogoni za sztuką”, Warszawa 1976] „ z własnych ust hrabiego usłyszałem znaną w literaturze wypowiedź mistrza: gdy po ujrzeniu portretu hrabia zawołał: ”Mistrzu, mistrzu moja żona tak nie wygląda! Matejko odrzekł: Ale powinna, panie hrabio, tak wyglądać”. Rzeczywiście, piękny portret przedstawia hrabinę jako władczą, wspaniałą heroinę. Jak było naprawdę z tym wyglądem, nie wiadomo; ale zachowane reprodukcje portretu świadczą, że było to prawdziwe dzieło sztuki, jeden z najlepszych portretów mistrza Jana”. Ówczesna prasa, śledząca niemal każdy krok Matejki, odnotowała powstanie tego portretu. Jeszcze więcej uwagi poświęciła drugiemu obrazowi mistrza namalowanemu dla Konstantego Zamoyskiego w 1884 roku, a był to Jan Zamoyski pod Byczyną. Jego temat wyszedł niewątpliwie od Konstantego, zwycięstwo pod Byczyną i wzięcie do niewoli arcyksięcia Maksymiliana Habsburga było największym sukcesem militarnym i politycznym Jana Zamoyskiego, odbiło się też szerokim echem w Europie. Matejko, który niejednokrotnie odrzucał sugerowane mu tematy, w tym wypadku zgodził się, gdyż odpowiadał on również i jemu. Mieścił się przecież w rzędzie wielkich triumfów Rzeczypospolitej, takich jak Bitwa pod Grunwaldem, Hołd Pruski czy Batory pod Pskowem, które z upodobaniem, ku „pokrzepieniu serc” malował Matejko. Obraz przedstawiał moment poddania się Maksymiliana Zamoyskiemu i został dokładnie opisany w kilku gazetach, między innymi w krakowskim „Czasie”. W „Przeglądzie Powszechnym” krytyk napisał […] choć niewielkich rozmiarów, ale ważnej dotyka epoki dziejów naszych i świetnem szczyci się artyzmem. Stonowanie obraz i jasność ugrupowania jest tu o wiele szczęśliwsza, aniżeli w niektórych z ostatnich prac mistrza”.

Nieco inną hipotezę o genezie obrazu ma natomiast Jacek Szczepaniak. W przewodniku pałacowym jego autorstwa (dostępnym dla turystów) czytamy „Podobno Jan Zamoyski, brat Konstantego, obraził się na Habsburgów za to, że nie chciano go przyjmować na dworze cesarskim. Zamówił więc u Matejki i wystawił w Wiedniu obraz, na którym inny Jan Zamoyski bierze do niewoli arcyksięcia Maksymiliana Habsburga.”

Dodajmy, że obraz (mamy na to dowód – zdjęcie z lat 30. XX wieku) znajdował się w jadalni pałacu Zamoyskich w Kozłówce i był eksponowany nad bufetem.

Obrazek

http://kontakt24.tvn24.pl/zaginione-obr ... 641904,ugc
Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 1156
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38

Re: Dziedzictwo Jana Matejki.

Postprzez janusz » 16 lut 2016, o 19:00

Odnaleźli obraz Matejki zaginiony w czasie Powstania Warszawskiego
14.02.2016 DZIEŁA SZTUKI W RĘKACH POLICJI

Warszawscy kryminalni znaleźli zaginione w czasie II wojny światowej obrazy Jana Matejki i Michała Borucińskiego. Dzieła były dotąd uznawane za polskie straty wojenne.


https://www.youtube.com/watch?v=U_QVMDGXFI0

Śledczy wpadli na trop obrazów, dzięki temu, że pojawiły się na rynku antykwarycznym. Zabytki zostały odnalezione w dwóch prywatnych mieszkaniach. Policjanci pracowali pod nadzorem prokuratury, a do lokali weszli wspólnie z przedstawicielami ministerstwa kultury oraz biegłego.
- Jesienią zeszłego roku wpłynęło zawiadomienie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które wskazało, że obrazy mogły być wystawiane na aukcjach kilka lat temu. Zostało wszczęte postępowanie w tej sprawie. W toku prowadzonych czynności udało się odnaleźć dwa obrazy - tłumaczył Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Okręgowej.

Jak dodał, śledztwo jest kontynuowane. - Być może uda się odnaleźć kolejne. Obrazy zabezpieczono na w pełni legalnej aukcji - zaznaczył prokurator. Nikt w tej sprawie nie usłyszał zarzutów, nikogo nie zatrzymano.

Były w prywatnych kolekcjach

Przechwycone obrazy to "Święty Eligiusz, patron dzwonkarzy" autorstwa Jana Matejki (projekt polichromii do Kościoła Mariackiego w Krakowie) oraz portret "Hucułki z dzbankiem" Michała Borucińskiego. Pracownicy Muzeum Narodowego w Warszawie potwierdzili autentyczność obu prac.

Przed wojną obrazy stanowiły część dwóch prywatnych kolekcji. Zaginęły najprawdopodobniej podczas Powstania Warszawskiego.

Jak tłumaczyła na antenie TVN 24 Irma Kozina z Zakładu Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, takich zaginionych dzieł jest mnóstwo. - 62 tys. zarejestrowano na liście w internecie. Teoretycznie powinno być tak, że każda galeria w momencie kiedy przyjmuje jakieś dzieło do handlu, pierwszą rzeczą jaką powinna zrobić to jest sprawdzić czy jest na tego rodzaju liście - wyjaśniała.

Dzieła trafiły do magazynu stołecznego Muzeum Narodowego.

Obrazek Obraz Jana Matejki "Święty Eligiusz, patron dzwonkarzy"

Obrazek
Odnaleziony obraz "Hucułka z dzbankiem" autorstwa Michała Borucińskiego

http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje, ... rettyPhoto
Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 1156
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38

Re: Dziedzictwo Jana Matejki.

Postprzez janusz » 19 lut 2016, o 15:39

Jan III Sobieski w Częstochowie (szkic) - Jan Matejko

Obrazek
Jan III Sobieski w Częstochowie (szkic) 1859. Olej na papierze naklejonym na płótnie. 76,5 x 54,5 cm.
Muzeum Sztuki w Łodzi.

Z Bożej łaski król Polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, inflancki, smoleński, siewierski i czernihowski. Przez Turków bywał zwany Lwem Lechistanu, a przez chrześcijan Obrońcą Wiary.

Obrazek
Jan III Sobieski z ryngrafem z podobizną Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej

Pielgrzymka przed wyprawą Wiedeńską w 1683 r.

W 1682 r. paulini polscy obchodzili wielki jubileusz 300-lecia obecności cudownego obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze. Wśród zaproszonych dostojników nie pominęli także króla Jana III Sobieskiego. Król wszakże nie mógł być obecny na tych uroczystościach, o czym powiadomił przełożonych zakonu w liście wysłanym z Jaworowa. Mimo to, podczas uroczystości jubileuszowych na Jasnej Górze paulini dali wyraz swej pamięci o monarsze i swoim dobrodzieju, a zarazem wielkim czcicielu Matki Bożej.

Wobec wzrastającej ustawicznie potęgi tureckiej i niebezpieczeństwa najazdu na Europę doszło do naturalnego sojuszu pomiędzy Polską i Austrią wobec wspólnego zagrożenia wojennego ze wschodu. W dniu 31 marca 1683 r. został zawarty sojusz obronny między obu państwami. Był to już ostatni termin wobec nadciągającej potęgi otomańskiej. Wojska tureckie pod dowództwem wielkiego wezyra Kara Mustafy podjęty wielką wyprawę na Wiedeń. Armia mahometańska otoczyła gęstym pierścieniem stolicę Austrii, z której w ostatnim momencie zdołał się uratować ucieczką cesarz Leopold I wraz ze swoim dworem, zatrzymując się tymczasowo w Linzu. Oblężenie Wiednia trwało od dnia 14 lipca 1683 r. Poseł cesarski hrabia Waldstein na kolanach błagał króla polskiego o szybką pomoc. Cesarz jednocześnie pisał do króla polskiego „nie tyle oczekujemy wojsk Waszej Królewskiej Mości, ile osoby Waszej, pewni że osoba Wasza Królewska na czele naszych wojsk i imię Wasze, tak groźne dla wspólnych nieprzyjaciół, same zapewnią ich klęskę” .

Król polski natychmiast podjął zdecydowane kroki ku wywiązaniu się ze zobowiązań wypływających z zawartego sojuszu. Próbującego zmontować opozycję przeciw tak działającemu królowi posła francuskiego wydalił z Polski. Wydał rozkazy wzywające na wojnę wojskom koronnym i litewskim (te ostatnie jednak nie zebrały się w oznaczonym terminie). Pierwszym wszakże odezwem króla Jana III na wieści z Wiednia była pielgrzymka królewska do sanktuarium jasnogórskiego. W dniu 18 lipca tr. wraz ze swoim dworem wyruszył król do Częstochowy, a w dziesiątym dniu od chwili oblężenia stolicy cesarskiej przez Turków król polski już przybył do Częstochowy. Przybywał tutaj z Warszawy udając się do Krakowa, gdzie miało zgromadzić się wojsko polskie, gotowe do wyprawy pod Wiedeń.

Wydarzenie tej miary, jakim była pielgrzymka królewska przed ważną wyprawą wojenną, nie mogło ujść uwadze kronikarzowi tego klasztoru. Podobnie jak poprzedni pobyt króla na Jasnej Górze, tak i ten był dokładnie obserwowany przez autora kroniki paulińskiej. I tym razem liczba uczestników królewskiej pielgrzymki była duża. Nigdy Jasna Góra — pisał kronikarz — nie gościła króla i królowej oraz tak licznego orszaku magnatów i dostojników państwowych, jak w tym roku. Skoro bowiem zostało zawarte porozumienie pomiędzy cesarzem, a Królestwem Polskim wraz z sojuszem wojskowym przeciwko wszelkim wrogom wiary chrześcijańskiej, król Jan III podjął wyprawę mając nadzieję, że będzie wspomagany opieką Królowej Nieba i Polski. W tym bowiem czasie na godzinę przed północą w dniu 24 lipca, kiedy ojcowie i bracia zakonni recytowali brewiarz zostały przywiezione do klasztoru dzieci królewskie, wśród nich Jakub i Aleksander. Para królewska przybyła już po północy około godziny pierwszej i w tym czasie nie było w klasztorze żadnego powitania należnego królowi. (Tak bowiem nakazał król, aby bracia i ojcowie zakonni udali się na spoczynek).

W dniu 25 lipca, czyli w uroczystość św. Jakuba Apostoła, patrona najstarszego syna Jakuba, dostojni pielgrzymi wysłuchali Mszy św. Tuż po niej, kiedy para królewska powracała do swej rezydencji, prowincjał paulinów o. dr Tobiasz Czechowicz wraz ze zgromadzonymi współbraćmi pięknym przemówieniem pozdrowił majestat królewski, na które otrzymał równie piękną odpowiedź wygłoszoną przez biskupa łuckiego Jana Stanisława Witwickiego. Jednocześnie działa jasnogórskie obwieszczały wszystkim radość z pobytu króla w tym klasztorze.

Kiedy zaś nadszedł czas na posiłek, król wraz z małżonką i dziećmi oraz z biskupami i dostojnikami Królestwa licznie przybyłymi wspólnie w nim uczestniczyli. Monarcha wzniósł pucharem wina zdrowie obecnych, a w tym czasie także działa twierdzy jasnogórskiej sztucznymi ogniami ogłaszały wszystkim „vivat” dla króla Sobieskiego. W radosnym nastroju upłynął ten dzień wszystkim gościom. Dnia następnego, 26 lipca, w uroczystość św. Anny, Matki Najświętszej Bożej Rodzicielki, najjaśniejszy monarcha, prosząc Najwyższego Dawcę wszelkich zwycięstw przez wstawiennictwo Wspomożycielki Chrześcijaństwa Dziewicy Maryi, modlił się o szczęśliwy przebieg wyprawy i pomyślne nad wrogiem zwycięstwo. Król odbył bardzo pokornie spowiedź świętą i przed cudownym obrazem Matki Bożej bardzo pobożnie przystąpił do komunii św. Pokładał bardzo głęboką nadzieję w modlitwach paulinów jasnogórskich oraz okazywał wielką uprzejmość względem nich. Wyraził pragnienie, ażeby jeden z ojców paulinów w przyszłości był kierownikiem jego sumienia.

Po skończeniu modlitw i złożeniu wot oraz po otrzymaniu specjalnego błogosławieństwa, król spożył posiłek w sposób całkowicie prywatny. Około godziny jedenastej dostojni pielgrzymi oraz wszyscy urzędnicy i dostojnicy królewscy udali się w dalszą podróż. Wpierw jednak ze skarbca królewskiego została odliczona suma 12 tysięcy florenów w obiegowej monecie, na wybudowanie szpitala i na wspieranie w nim ludzi biednych zgodnie z zobowiązaniem, które określono w szczegółach. Paulini zobowiązali się, że otrzymany zapis królowej nie będzie użyty na inny cel, wyjąwszy pożyczkę na procenty lub zakup jakiejś posiadłości ziemskiej dla klasztoru. Ponadto zakonnicy zobowiązali się do odprawiania każdego tygodnia w środę jednej Mszy św. o Trójcy Przenajświętszej przed ołtarzem Matki Bożej Królowej Polski w intencji pomyślności dla króla i jego małżonki.
Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 1156
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38

Re: Dziedzictwo Jana Matejki.

Postprzez Piter1974 » 15 sie 2016, o 18:08

janusz napisał(a):28 grudnia 2014.
Matejko skopiował obraz z krzyżackiego skarbca? Kontrowersje wokół "Bitwy pod Grunwaldem"

Obrazek

Według najnowszych ustaleń niemieckich historyków sztuki, Jan Matejko malując "Bitwę pod Grunwaldem", mocno inspirował się obrazem austriackiego malarza Alexandra Ritter von Bensa – uważa znawca historii Zakonu Krzyżackiego prof. Udo Arnold. Kustosz Muzeum Narodowego jest wobec tej teorii sceptyczna.

- Ten monumentalny obraz Matejki wciąż w Polsce uchodzi za jedno z najważniejszych dzieł malarskich. Ja to wiem. Wiem też, że kolejne pokolenia wiedzą o tym, że jednym z celów tego dzieła było wzbudzanie poczucia jedności wśród rodaków, którzy żyli pod zaborami - przyznaje profesor Udo Arnold, historyk uniwersytetu w Bonn. To on uważa, że dzieło krakowskiego malarza jest inspirowane austriackim płótnem. - Ten obraz ("Bitwa pod Grunwaldem" - przyp. red.) niósł ze sobą przesłanie dla współczesnych. Z tych wszystkich powodów wiem, że moje badania mogą nie wzbudzić u wszystkich w Polsce zachwytu – mówi Udo Arnold.

Wybitny ekspert od krzyżaków
Profesor Udo Arnold od kilkudziesięciu lat zajmuje się badaniem historii Zakonu Krzyżackiego. Jest uważany za jednego z najlepszych europejskich mediewistów i najwybitniejszego obecnie znawcę dziejów Zakonu. Na obraz "Die Schlacht von Tannenberg" (czyli "Bitwa pod Grunwaldem"), który w latach 1860-69 namalował austriacki malarz Alexander Ritter von Bensa naukowiec natknął się w skarbcu Zakonu Krzyżackiego w Wiedniu. Obraz jest tam przechowywany do dziś.

Matejko sugerował się obrazem Bensy
- Obraz Bensy nie jest tak monumentalny jak dzieło Matejki. Jest dużo mniejszy. I przedstawia inny moment bitwy, nie śmierć Wielkiego Mistrza Krzyżackiego, jak czyni to Matejko, ale wcześniejszą fazę bitwy, gdy jej losy nie są jeszcze rozstrzygnięte. Mimo to trudno nie dostrzec podobieństw między oboma obrazami – ocenia prof. Arnold i podkreśla, że obraz Bensy powstał wcześniej niż Matejki, bo był gotowy w 1869 roku. Tymczasem Matejko rozpoczął pracę nad swoją "Bitwą pod Grunwaldem" w 1872 roku, a ukończył swoje dzieło w 1878 roku. -Tak więc Bensa nie mógł się inspirować Matejką, a Matejko Bensą jak najbardziej – zauważa Arnold.

Podobne przedstawienie walki
W ocenie prof. Arnolda to, co łączy oba obrazy, to sposób przedstawienia bitwy, czyli walczący, skłębiony tłum ludzi i koni. - W Polsce wiele osób krytykowało Matejkę za tę kompozycję – przypomina niemiecki historyk. Dodaje, że podobna jest także kompozycja - walka jest na pierwszym planie, w tle krajobraz, a nad całością ciężkie niebo.

- Ta bitwa inspirowała malarzy XV-XVI w., ale w dziele Bensy po raz pierwszy pojawia się tak wielki tłum - mówi Udo Arnold.

Skopiowana chorągiew
Elementem, który w ocenie niemieckiego historyka może przesądzać, że Matejko inspirował się obrazem Bensy - jest proporzec chorągwi braniewskiej, który widać na obu obrazach. Znak, pod którym walczył ten oddział, jest dwudzielny: na białym tle ma czarny krzyż, a na czarnym tle biały krzyż. O tym, że brał udział w bitwie w 1410 roku wiemy z całą pewnością, ponieważ zdobyczne chorągwie i ich spis trafiły do Krakowa. Ilustrowane opisy 51 chorągwi zdobytych pod Grunwaldem znalazły się w dziele "Banderia Prutenorum" autorstwa Jana Długosza.

- Tyle tylko, że rycerze z tej chorągwi w bitwie nie odegrali żadnej znaczącej roli. Uważam, że Bensa namalował ją z powodu tego, że jej wizerunek jest atrakcyjny malarsko, plastycznie. Matejko to powielił – przekonuje Arnold.

Prof. Arnold, który od kilku lat zgłębia tajniki obu obrazów uważa, że Matejko mógł widzieć dzieło Bensy w Wiedniu w 1870 roku, jadąc przez to miasto do Monachium. Obraz "Die Schlacht von Tannenberg" był prezentowany na wystawach, zanim kupił go ówczesny wielki mistrz zakonu, austriacki arcyksiążę Wilhelm Habsburg i umieścił w krzyżackim skarbcu.

Polscy kustosze nie zgadzają się z niemieckim historykiem
Czy hipoteza o pierwowzorze dzieła Matejki wzbudzi zainteresowanie i zostanie zbadana przez polskich historyków sztuki? Pytana o to kustosz kolekcji zbiorów sztuki polskiej do 1914 r. w Muzeum Narodowym w Warszawie Ewa Micke-Broniarek uważa, że do ustaleń niemieckiego naukowca trzeba podejść sceptycznie.

- Nie przekonują mnie informacje prof. Arnolda o wzorowaniu się Matejki na płótnie Bensy. Źródłem inspiracji dla Matejki był przede wszystkim konkretny fragment opisu bitwy zawarty w Kronice Jana Długosza i dość wiernie przez malarza odtworzony, łącznie z postacią św. Stanisława wśród chmur. Matejko realizował w kompozycji obrazu własny program historiozoficzny, wprowadzając sytuacje i postacie niepoparte faktami historycznymi, służące natomiast wyrażeniu przez malarza jego własnych poglądów na rolę i znaczenie walk z Zakonem Krzyżackim dla dziejów dawnej Rzeczypospolitej. Przykładem tego jest obecność komtura Heinricha von Plauen ratującego się ucieczką z pola bitwy, podczas gdy w rzeczywistości w ogóle nie walczył on pod Grunwaldem - wyjaśnia Ewa Micke-Broniarek.

Tłum jest na każdej scenie bitewnej
Jak podkreśliła kustosz, trudno, żeby obraz o treści batalistycznej przedstawiał coś innego niż walczący tłum. Zastrzegła jednak, że na podstawie słabej jakości reprodukcji obrazu Bensy zamieszczonej w internecie trudno powiedzieć coś bliższego na temat kompozycji tego dzieła. - Odnoszę jednak wrażenie, że tam natarcie rycerzy rozwija się w płaszczyźnie równoległej do widza, a nie na wprost, co zdecydowanie wyróżnia dzieło Matejki na tle innych obrazów batalistycznych z tej epoki - mówi Ewa Micke-Broniarek.

Przyznała, że zbiory skarbca zakonu krzyżackiego w Wiedniu nie są powszechnie znane historykom sztuki w Polsce. Zastrzegła jednak, że mit zwycięstwa pod Grunwaldem już od XV wieku był na tyle mocno osadzony w polskiej historiografii i sztuce, że polski malarz nie musiał wzorować się na dziele artysty tworzącego w innym kraju. Ponadto - jak zwróciła uwagę - istnieje ogromna różnica w skali obydwu dzieł: obraz Bensy ma zaledwie 134 na 188 cm, a "Bitwa pod Grunwaldem" 426 na 987 cm.

http://www.tvn24.pl/matejko-skopiowal-o ... 797,s.html



To ja dodam zdjęcia na których mógł się wzorować malując "Bitwę pod Grunwaldem" i sądzę że to jest bardziej prawdopodobne że Matejko wykorzystał właśnie te elementy w "Bitwie pod Grunwaldem" niż to, że inspirował się obrazem austriackiego malarza Alexandra Ritter von Bensa gdyż w tym obrazie nie widać niczego co Matejko mógł by zapożyczyć.

Obrazek
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/ea/Alfred_Rethel_-_The_Battle_of_Cordoba_-_Google_Art_Project.jpg

To jest fresk Bitwa pod Kordobą pędzla Alfreda Rethela, centralna postać na koniu to Karol Wielki ewidentnie widać zapożyczenie Matejki układu konia i samej postaci z niewielkimi zmianami układu ciała pod postać Ks. Witolda.

Obrazek
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7e/GericaultHorseman.jpg/800px-GericaultHorseman.jpg

Obraz pędzla Theodore Gericault "Oficer szaserów" tu też po niewielkich modyfikacjach Matejko zapożyczył konia i jeźdźca do postaci Ulricha von Jungingen.

Obrazek
http://mbarouen.fr/sites/default/files/styles/oeuvre/public/upload/Collections%20permanentes/9_romantisme/1835_3.jpg

Obraz pędzla Luisa Boulangera "Męczarnie Mazepy".
Natomiast tutaj mógł Matejko wykorzystać tą scenkę do ataku na wielkiego Mistrza Ulrich von Jungingen postać mężczyzny w czerwonych spodniach odwróconego tyłem oraz układ ciała jest bardzo podobny do postaci w czerwonym kapturze atakującej wielkiego mistrza.
Piter1974
 
Posty: 29
Dołączył(a): 10 cze 2012, o 16:37

Re: Dziedzictwo Jana Matejki.

Postprzez janusz » 18 cze 2017, o 19:02

Ja, Matejko

Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 1156
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hydepark przeszłości

 


  • Powiązane tematy
    Odpowiedzi
    Wyświetlone
    Ostatni post

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron