Przeklenstwo Kopernika

Przeklenstwo Kopernika

Postprzez janusz » 2 lut 2011, o 18:32

Poszukując materiałów do tematu związanego z tajemniczymi księgami, znalazłem wiadomość o przeklętym przez rzymską kurię,zaginionym dziele Mikołaja Kopernika zatytułowanym ''De astro minante'' czyli - ''O groźnej gwieździe'',w którym fromborski kanonik ostrzegał przed kosmiczną katastrofą.Wygląda na to,że Patryk Geryl nie był pierwszym siewcą strachu. ;)
Na internecie trudno znaleźć coś na temat tej zaginionej księgi.
Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 978
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38

Re: Przeklenstwo Kopernika

Postprzez chanell » 2 lut 2011, o 18:34

janusz napisał:
Poszukując materiałów do tematu związanego z tajemniczymi księgami,
znalazłem wiadomość o przeklętym przez rzymską kurię,zaginionym
dziele Mikołaja Kopernika zatytułowanym ''De astro minante'' czyli -
''O groźnej gwieździe'',w którym fromborski kanonik ostrzegał przed
kosmiczną katastrofą.Wygląda na to,że Patryk Geryl nie był pierwszym
siewcą strachu.
Na internecie trudno znaleźć coś na temat tej zaginionej księgi.



Cześć Janusz :P
To bardzo ciekawe co piszesz ! Nie wiedziałam że Kopernik napisał coś na tak kontrowersyjny temat.Sama też poszukam coś w internecie o tym dziele.Daję głowę że ta tajemnicza zaginiona księga,spoczywa gdzieś w archiwach Watykanu ;)
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)
Avatar użytkownika
chanell
 
Posty: 439
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Przeklenstwo Kopernika

Postprzez Blad » 2 lut 2011, o 18:37

MILOŠ JESENSKÝ i ROBERT K. LEŚNIAKIEWICZ - Przekleństwo Kopernika.

http://www.przyszloscwprzeszlosci.info/ ... -kopernika


Dla mnie ta sprawa zaczęła się w sobotnie popołudnie 13 kwietnia 2002 roku, w studio STV Žilina, gdzie robiliśmy program na temat zaginionych światów i nieznanych zwierząt. W antrakcie pomiędzy nagraniami, rozmawiałem z animatorem tego cyklu programów, słynnym słowackim łowcą tajemnic i zagadek historycznych dr Miloszem Jesenským, który jest m.in. autorem wielu opracowań historycznych - znanych także polskiemu Czytelnikowi z łamów m.in. „Nieznanego Świata”, dzięki którym w swej ojczyźnie nadano mu przydomek „Pán Tragačik”, co jest tam odpowiednikiem polskiego Pana Samochodzika z powieści Zbigniewa Nienackiego (popularnych także na Słowacji i w Czechach), o jednej z największych zagadek i zarazem sensacji historycznych, jaką są okoliczności śmierci Mikołaja Kopernika i jego ucznia Jerzego Joachima von Lauchen alias Retyka. Historia sprzed niemal pół tysiąclecia ma swój sensacyjny ciąg dalszy także w naszym wieku...

---oooOooo---

Jest 24 maja 1543 roku. W jednym z pomieszczeń potężnej baszty we Fromborku leży na łóżku wyczerpany do cna Mikołaj Kopernik. Choroba powaliła go zimą 1542 roku, wskutek czego nie może już chodzić tak jak dawniej, trzymając się i wspierając o ściany, od łóżka do stołu i od stołu do okna z widokiem na niebo, ku któremu tak często unosił głowę w czasie swych obserwacji. Teraz leży bezsilnie w pościeli, w oczekiwaniu na śmierć, która może przyjść w każdej chwili. Mężczyzna nie chce nawet pić, jest zmęczony, ale jedynie porusza go jeszcze wołanie z podwórza, że przybył kurier z Norymbergii. Za chwile przyniesie do izby ciężki drukowany foliał. To przecie jest wasza księga, doktorze Mikołaju - mówią lekarze, kiedy goniec wkłada mu w bezwładne ręce ciężką księgę. Umierający słabo przytaknie, ale jego dłonie już stygną, a słoneczny dzień na zewnątrz powoli nabiega granatem nocy, którego już nie ujrzą jego oczy...

W trzydzieści jeden lat po śmierci Mikołaja Kopernika, umiera także jego uczeń Georg Joachim Rhaeticus (1514-1574). Okoliczności i miejsce jego śmierci są historyczną zagadką mającą związek ze słowackimi Koszycami: uczeń tego, który wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię dał swe ostatnie tchnienie w tym mieście i to w okolicznościach, które były jakby żywcem wyjęte z powieści awanturniczej.

Retyk, Rhaeticus - tak brzmiała zlatynizowana, zgodnie z ówczesną modą, forma nazwiska Jerzego Joachima von Lauchena - był niezmiernie ciekawą postacią. Już jako dwudziestosiedmiolatek był profesorem matematyki na uniwersytecie w Wittenbergii. W roku 1539 doszły do niego słuchy o Koperniku i jego nauce, wedle której to nie Ziemia była centralnym punktem Wszechświata, pojechał do niego do Fromborka, gdzie zaczął gorliwie studiować teorie swego mistrza. Pracował wprost z tekstem Kopernika, który cierpliwie objaśniał mu co bardziej dlań niezrozumiałe jego partie. W końcu lipca 1539 roku, razem udali się do Prus na lubawski dwór bp Tiedemana Giese’a - zaś w rok później, w Gdańsku, opublikowano jego rozprawa pt. „Narratio prima”. W tej to pracy Retyk nie bał się porównać swego mistrza z nowym Ptolemeuszem, który przenicował zasady astronomii i miał odwagę wyrzucić Ziemię z jej tronu pomiędzy innymi planetami.

Dzieło mego nauczyciela - pisze Retyk - dla tych wszystkich, którzy zajmują się naukami matematycznymi i dla tych, którzy zajmowali się naukami matematycznymi - i dla wszystkich następnych pokoleń będzie niewyczerpalnym źródłem poznania. Jak wkrótce to zobaczymy, słowa te odnosiły się do o wiele mroczniejszych tajemnic, niż znane nam dzieła kopernikańskiej astronomii...

W roku 1541, Kopernik pozwolił na wydanie swego dzieła o mechanice niebieskiej w drukarniach norymberskich Jana Petreja. W tym czasie Retyk został mianowany profesorem w Lipsku i powierzył dozór nad wydaniem swemu koledze Ondrejowi (Andreasowi) Hosemannowi znanemu pod zlatynizowanym imieniem Osiander - profesorowi teologii i matematyki. Obawiając się możliwego wzburzenia kościelnych hierarchów z wiadomymi konsekwencjami, Osiander bez wiedzy Kopernika dopisał do jego księgi anonimowy wstęp, w którym teorię Kopernika przedstawił tylko jako hipotezę, która nie musi być prawdziwa. Książkę zaczęto drukować w maju 1542 roku, a w kwietniu 1543 roku ukazało się 1.000 egzemplarzy - nakład jak na owe czasy pokaźny! Drugie wydanie wyszło w 1566 roku w Bazylei.

Zawartość księgi Kopernika „De revolutionibus orbium coelestium” jest do dziś dnia znana, w przeciwieństwie do motywów, które zmusiły Retyka do ucieczki w ostatnich latach swego życia z Krakowa do Koszyc, wraz z rękopisem dzieła swego mistrza. Bezsprzecznie jest to wielka zagadka. Jeden z współczesnych biografów Retyka, niemiecki historyk dr Hilper opublikował w czasopiśmie „Századok” apel do węgierskich historyków o pomoc w rozwiązaniu tej tajemniczej zagadki, co miało miejsce w 1877 roku[1]. Nadaremnie - do dziś dnia niczego nie znaleziono. Podstawową informacją na temat pobytu i śmierci Retyka w Koszycach pozostaje zapis w kronice, którą aż do swej śmierci w 1623 roku prowadził tameczny proboszcz ks. Joachim Leibitzer: 4. Decembr. Joachimus Rhaeticus mathematicus et Doctor Medicinae Caschoviae[2] 2 hora matutina die Barbarae Catharro excinctus est.[3] Poza tą wzmianką z roku 1574 nie mamy żadnej innej informacji pisanej na temat pobytu Retyka w Koszycach. Węgierski historyk dr G. Székely w jednym ze swych studiów twierdzi, że Retyka zaprosił na swój dwór mołdawski wojewoda Despot i nie jest wykluczone, że w drodze zatrzymał się w Koszycach.[4]

Konspiracyjna atmosfera towarzyszyła Retykowi przez cały czas jego tajemniczego życia. Kiedy się pożegnał z Kopernikiem w roku 1541 we Fromborku, został dziekanem artystycznego fakultetu w Wittenbergii, jednakże spotkamy się z nim także na uniwersytecie w Norymberdze i na uniwersytecie w Lipsku. Tutaj był także dziekanem artystycznego fakultetu, zaś w roku 1551 w niejasnych okolicznościach, niejawnie i nagle opuścił to miasto. Zrezygnował z zaproszenia do pracy na wiedeńskim uniwersytecie i w roku 1554 zamieszkał w Krakowie, gdzie był znanym lekarzem. Kraków leży niemal dokładnie na tym samym południku - 19o54’ E, co Frombork - 19o40’ E - co daje różnicę tylko 14’ - w tamtych czasach w granicach błędu pomiarowego. Retyk w Krakowie kontynuował dzieło swego mistrza, jego obliczenia, i dzięki nim zestawił swe tabele „Opus palatinum”, które wydano dopiero po jego śmierci, w roku 1596. W roku 1563 odmówił paryskiej Sorbonie, która zaproponowała mu objęcie katedry matematyki (!!!) i na ten rok datuje się jego list do praskiego astronoma Tadeásza Hájka z Hájku.

Ciekawą okoliczność stanowi informacja niemieckiego uczonego prof. Karla Sudhoffa, który w 1904 roku odkrył we florenckiej Biblioteca Nazionale Centrale łaciński przekład pracy Paracelsusa pt. „De Alchimia liber vexationis” z roku 1575 i wszystko wskazuje, że była to praca Retyka - z tym, że ktoś musiał ją dokończyć już po jego śmierci. Inny biograf Retyka - K. H. Burmeister zaś zakłada, że do końca życia zajmował się on w Koszycach przekładaniem prac słynnego alchemika Paracelsusa, który dwukrotnie odwiedził Słowację, gdzie robił on doświadczenia z produkcją złota w Kremnicy oraz z tajemniczą wodą mineralną w Španiej Dolinie (okolice Bańskiej Bystrzycy), która transmutowała mu żelazo w miedź...

Osobiście podejrzewam, że największym osiągnięciem Retyka w Koszycach było uchronienie rękopisu swego mistrza, z którym się nie rozstawał. Jest także zatem całkiem możliwe, że inkwizytorom ze Świętego Officium nie podobał się on jeszcze wcześniej, zanim kongregacja biskupów kurii rzymskiej w 1616 roku, umieściła dzieło Kopernika na czarnym indeksie ksiąg zakazanych. Pomimo wściekłego polowania inkwizytorów, udało mu się uchronić ten rękopis przed płomieniami Świętej Inkwizycji, dzięki całemu łańcuchowi jego strażników: po Retyku rękopis Kopernika wziął na przechowanie Valentin Otho a po nim heidelberski uczony prof. Jakob Christmann. Od jego wdowy wykupił rękopis jeszcze jako student Ján Amos Komenský, który zawiózł go na Morawy do swego azylu w Leąnie. Potem wywieziono go do Nosticovskej Knižnicy na Malej Stranie w Pradze, potem na wiosnę 1945 roku wywieziono go do Klementina, a po ośmiu latach rząd Czechosłowacji przekazał go w darze rządowi PRL, gdzie zdeponowano go w Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. To jednak może być tylko częścią prawdy: niektóre wskazówki pokazują także na to, że Retyk i po nim inni ukrywali przed Kościołem katolickim coś więcej, niż rękopis „O obrotach sfer niebieskich”...

Według niemieckiego historyka i pisarza Phillipa Vanderberga możemy też przypisać autorstwo polskiego kanonika do dotychczas nieznanego do dziś dnia, drugiego dzieła Kopernika pt. „De astro minante”, którego darmo szukalibyśmy w zbiorowym wydaniu „Nicolaus Copernicus Complete Works” wydanego przez Polską Akademię Nauk w Warszawie, w 500 rocznicę urodzin wielkiego polskiego astronoma. To dzieło stało się kanwą najnowszej powieści Vanderberga pt. „Der Fluch des Kopernikus”[5] - ale my zajmijmy się powodem, dla którego Retyk wraz z rękopisem tej księgi ukrywał się w protestanckich Koszycach.

Jeżeli wierzyć historii podanej przez Vanderberga, kopernikowska księga „De astro minante” czyli dosłownie „O groźnej gwieździe”, było niebezpiecznym dziełem, które po rozprzestrzenieniu go w Europie mogło zatrząść odwiecznym porządkiem średniowiecznego i renesansowego świata, kierowanego przez autorytety Ojców Kościoła katolickiego. Kopernikowski tekst miał się składać z 22 rozdziałów, których ilość odpowiada ilości ustępów Apokalipsy wg św. Jana - też 22. Manuskrypt ten wydrukowano - w największej tajemnicy w roku śmierci autora, a kierował tym opat klasztoru oo. Benedyktynów w Bursfeld - w nakładzie 101 egzemplarzy, z których po jednym dostało każde opactwo z tzw. Unii Bursfeldzkiej, która pracowała nad przywróceniem pierwotnej czystości posłania Kościoła chrześcijańskiego. Najciekawszą i najbardziej niesamowitą była treść tej księgi, która zaczynała się słowami mogącymi zaniepokoić każdego: Aristotelis divini universum nec Iulii Caesaris calendarium protegere nos non possunt ab astro minante... - co znaczy - Ani kosmos wzniesiony przez Arystotelesa, ani kalendarz Juliusza Cezara nie uchronią nas przed groźną gwiazdą. Ziemi, którą według biblijnej księgi Genezis Bóg stworzył na początku świata, pozostało już niewiele czasu do straszliwej Apokalipsy. Ta miała nadejść w sposób taki, że Dzień Sądu Ostatecznego - o którym tekst Księgi Ksiąg mówi z taką żarliwością - odegra się, ale nie tak, jak to się opisuje w Ewangeliach. A to dlatego, że to, co opisał św. Jan w rzeczywistości nie jest Sądem Bożym, ale uderzeniem - impaktem - groźnej gwiazdy, która według wyliczeń Kopernika nieubłaganie zbliża się ku Ziemi, i wskutek zderzenia z nią wygubi na niej wszelkie życie. Nie będzie żadnego zmartwychwstania zmarłych błogosławionych, nie będzie żadnego Nowego Jeruzalem, żadnej nowej Ziemi - będzie za to definitywny i nieodwracalny koniec, nie dający się opanować kataklizm Natury, którego nie przeżyje ani jeden człowiek. A kiedy nie będzie Sądu, tedy nie będzie także osądzonych, nie będzie oddzielenia sprawiedliwych od grzeszników, kara nie będzie następować po grzechu, a w czasie ślepego katakliktycznego zniszczenia Ziemi nie będą już obowiązywały żadne, ani Boskie, ani ludzkie prawa... Poza Kopernikiem i kilkoma wtajemniczonymi wiedzieli o tym także niektórzy papieże, co wyjaśniałoby, dlaczego - marność nad marnościami - niektóre pomazane głowy Kościoła rzuciły się w wir wyuzdanego i niemoralnego życia, niegodnego namiestnika i lokatora Stolicy Piotrowej. Finis mundi - jak wyliczył Kopernik - miał nastąpić w dniu 8 października 1582 roku, co znaczy już po jego śmierci, i kiedy z prasy drukarskiej spłynęły pierwsze karty jego traktatu drukowanego w Bursfeld, światu pozostawało tylko mniej niż 40 lat grzesznej i poniżającej egzystencji. Jest łatwo przewidzieć, jakie implikacje wynikłyby z opublikowania tego faktu przed tamtejszym, ówczesnym społeczeństwem: ekonomiczne, społeczne i ideologiczne wstrząsy wynikające z takiej wiedzy, spowodowałyby ogólnoświatową zapaść, w porównaniu z którą kryzys chrześcijańskiej Europy na przełomie lat 999/1000 był jedynie śmiesznym epizodem...

Fatalna przepowiednia nikomu wtedy nieznanego fromborskiego kanonika stała się na długie lata najpilniej strzeżoną tajemnicą rzymskiej kurii. Kiedy autor skrył się przed nią na wieki pod ciężką płytą kościelnej krypty, emisariusze Świętego Officium polowali przy pomocy mieszka pełnego złotych talarów, tortur czy trucizny na każdy egzemplarz „De astro minante”, zaś wybranym astronomom z zakonu oo. Jezuitów[6], którym powierzono zestawienie nowego kalendarza, do oporu sprawdzali i kontrolowali obserwacyjnie wyliczenia Kopernika. Dramatyczne rozwiązanie przyniosło wydarzenie, które Phillip Vanderberg komentuje w swej książce słowami:

Nie trzeba dodawać, że w dniu, który wyliczył Kopernik - świat nie zginął. Jednakże zostanie tajemnicą, czy dlatego papież Grzegorz XIII wykreślił na wieki sądny dzień z kalendarza tylko dlatego, że się Kopernik pomylił. Po zniszczeniu ostatniej kopii książki Kopernika zapomniano o wszystkich liczbach i rachunkach. Wydarzenia roku 1582 - a właściwie wydarzenia pomiędzy 4 a 15 października tamtego roku, które nie mogły zajść, bo te dziesięć dni było z nowego kalendarza wymazane - jedni uważają za cud i dowód swej wiary, wedle której papież jest nieomylnym, a zaś dla innych jest to nieustannie powracający dowód na to, że wiedza i postęp już niejednokrotnie przyniosły ludziom nieszczęścia.

Co można dodać na koniec? Nie jest trudnym przedstawić prawdziwość ukazanej hipotezy, która w sposób niekonwencjonalny ukazuje, dlaczego po 4 października nastąpił 15 październik 1582 roku, dzięki czemu ze zbiorowej pamięci Ludzkości wymazano całych 10 dni. Nie trzeba na to zbyt wielkiej dozy wyobraźni, byśmy sobie skojarzyli fakt istnienia ostatniego egzemplarza kopernikowskiego kacerskiego dzieła z nagłą ucieczką jego wiernego ucznia do protestanckiego azylu we wschodniej Słowacji. Najbardziej niepokojącym aspektem tej historii nie jest możliwość znalezienia na Słowacji ostatniego egzemplarza „De astro minante” w Koszycach, ale to, że ta groźna gwiazda może w najmniej oczekiwanym momencie wynurzyć się z mroków w którymś kwadrancie nieboskłonu i spełni się kopernikowska klątwa o cierpieniu silniejszym niż miliard boleści, impaktu po którym już nikt się nie narodzi i Bóg osierocieje...

---oooOooo---

Przyznaję, że kiedy Miloą referował mi sprawę „klątwy Kopernika”, to czułem lodowate mrówki spacerujące mi po grzbiecie. Nie dlatego, żebym się bał nagłego końca świata, na to już jestem za stary - ale dlatego, że zdałem sobie sprawę z tego, jak mało jeszcze wiemy o życiu tych słynnych Europejczyków, których badania otworzyły nową epokę, której ukoronowaniem stały się loty kosmiczne! No cóż - ale pasjonująca tajemnica niepokoi i trudno się jest oprzeć jej złowrogiemu urokowi - chodząc po śladach ludzi sprzed niemal połowy tysiąclecia mamy wrażenie, ze ocieramy się co krok o Nieznane i tajemnicze coś, co może mieć ważki wpływ na naszą teraźniejszość, mimo tego, że kości tych ludzi rozsypały się już na proch, a pamięć o nich przechowują biblioteki... W historii roi się od słynnych postaci, o których - jak się nam wydaje - wiemy wszystko. Ale to pozór. Tak nam się to właśnie wydaje. Naprawdę jest tak, że osoby te są nieuchwytne, bo otacza je nimb sławy, ale o ich życiu prywatnym wiemy niewiele, lub zgoła nic, a przecież to byli ludzie z krwi i kości, tacy jak my. Tak jak my jedli, pili, spali, kochali i nienawidzili, mieli swe mocne i słabe strony... I to nas intryguje. Jedną z jaśniejszych kart PRL, to była właśnie harcerska akcja Frombork 2000 z początków lat 70. ubiegłego stulecia, która przybliżyła młodzieży postać najsłynniejszego polskiego astronoma. Dzięki temu także nakręcono w Polsce film fabularny o Koperniku, ze świetną kreacją Andrzeja Kopiczyńskiego w roli tytułowej.

Czy Kopernik mógł przewidzieć impakt komety i jego skutki? W świecie naukowym panuje przekonanie, że Kopernik nie zajmował się kometami, bowiem ich ruchy nie pasowały do żadnej teorii budowy Układu Słonecznego. Nieprawda - jest udowodnione, że zajmował się kometami - bo zakładamy, że chodzi tutaj właśnie o kometę, a nie o asteroid - te zostały odkryte dopiero od 1801 roku przy pomocy teleskopów, których Kopernik nie znał i nie mógł zastosować - a zatem mogło chodzić tylko o „ogoniastą gwiazdę”. W jednej z tych dysput brał on udział jako Nicolaus Copernicus Vratislaviensis - Mikołaj Kopernik Wrocławianin. Ale czy tak było naprawdę? W latach 1503-1538 Kopernik był scholastykiem kościoła Świętego Krzyża we Wrocławiu - stąd ten Vratislaviensis...

No właśnie - znany polski astronom dr Andrzej Marks w książce „Pod znakiem komety” (Katowice 1985) pisze tak oto:

Mikołaj Kopernik [...] w swym wiekopomnym dziele „De revolutionibus...” wydanym w 1543 roku w Norymberdze pisze też o kometach. Wzmianka jest krótka: >>[...] powiadają, że najwyższa warstwa powietrza postępuje za ruchem nieba, co wskazują owe nagle pojawiające się gwiazdy, a mianowicie komety.<< Czyżby więc Kopernik był wyznawcą poglądu, że komety są zjawiskiem atmosferycznym? Nie, on wszakże tylko przytacza opinie innych. On sam miał o kometach pogląd odmienny; niestety nie wiemy jednak dokładnie, jaki. Współczesne badania wykazują bowiem, że nie cały dorobek piśmienniczy Kopernika się zachował. W dorobku tym była też rozprawa o kometach, napisana u schyłku życia w formie listu wysłanego prawdopodobnie z Wrocławia. Otóż w latach 1531, 1532 i 1533[7] ukazały się na niebie trzy niezwykle jasne, okazałe komety. Oczywiście >>Wielkie samotnik z Fromborka<< widział je o obserwował. Komety te wywołały panikę w Europie i dla uspokojenia przerażonych ludzi zorganizowano wielka międzynarodową dysputę na temat komet. Wzmianka o tym znajduje się w wydanym w 1559 roku dziele Gulielmusa Zenocara opisującym życie Karola V w rozdziale pod tytułem >>Tercius Cometa<<. Wzmianka owa brzmi dokładnie tak: >>Hinc magna inter Vratislavensem[8] Copernicum et Ingolstadtiensem Appianum, et Hieronimem Scalam, et Cardatum Mediolanensem, et Gemma Frisium fuit decoratio.<<

I dalej dr Marks pisze, że list Kopernika - a dysputy takie przeprowadzało się przy pomocy listów, które publikowano później - w sprawie komet znaleziono w Wiedniu i następnie przekazano do Londynu, ale nie jest on tego pewien. Nikt nie jest tego pewien. Jedno jest pewne - Retyk doskonale wiedział, że Kopernik interesował się kometami i wiedział, że jego mistrz wraz z innym astronomem krakowskim - Mikołajem z Szadka - obserwowali kometę z 1533 roku i na podstawie obliczeń trygonometrycznych przeprowadzonych przez nich w oparciu o bazę, którą stanowiła odległość z Krakowa do Fromborka o długości około 500 km i na niemal tym samym południku, wypadło im, że kometa ta znajdowała się poza sferą Księżyca. Wykonując ten pomiar, Kopernik uprzedził duńskiego astronoma Tycho de Brache (1546-1601). A zatem kometa nie mogła być produktem atmosfery ziemskiej. A stąd już tylko jeden krok do wyciągnięcia wniosku, że komety mogą potencjalnie zagrozić Ziemi i innym planetom Układu Słonecznego. Być może to właśnie ta kometa była ową stella minanta, przed którą ostrzegał Kopernik. NB, ciekawy jestem, czy o całej sprawie wiedział drugi znakomity polski astronom Jan Heweliusz (1611-1687), który wraz ze swą żoną Elżbietą obserwował także komety. W tym zakresie współpracował z innym polskim astronomem - Stanisławem Rolą-Lubienieckim (1623-1675) i znakomitym matematykiem niemieckim Gottfriedem Leibnitzem (1646-1716). A co mają wspólnego ze sobą Retyk i Heweliusz? Otóż obaj odmówili objęcia katedry na paryskiej Sorbonie!

Nie tak dawno Polską wstrząsnął skandal związany z kradzieżą pierwodruku „De revolutionibus...” z Biblioteki UJ w Krakowie. Oczywiście dzieło to ma wartość materialną i bezcenną wartość kolekcjonerską. Roztrząsając ten problem z dr Jesenským doszedłem do wniosku, że nieznany złodziej mógł rzeczywiście działać na zlecenie któregoś z niemieckich kolekcjonerów. Łatwość z jaką starodruki mogą przenikać przez granicę Polski znam z własnego doświadczenia. Pewnego letniego dnia 1993 roku w przejściu granicznym Łysa Polana celnicy zakwestionowali turyście amerykańskiemu i towarzyszącej mu obywatelce Austrii sześć pierwodruków książek z XVI i XVII wieku, które ponoć kupili na aukcji staroci w Krakowie. Oczywiście nie zezwolono im na wyjazd z kraju z tymi książkami, ale nie znaczy to, że te książki znajdują się w Polsce - wystarczyło, że wywiózł je ktoś inny za granicę, kto nie podpadł celnikom w czasie przekraczania granicy przez inne przejście graniczne... Jestem w tym przypadku pewien tego, że rękopis Kopernika i inne zrabowane w polskich bibliotekach bezcenne woluminy znajdują się już poza granicami Polski. Po prostu nie są one do upilnowania, zaś niezrozumiała polityka resortu kultury RP zezwalająca na handel tymi księgami i inkunabułami jest zbrodnią na polskiej kulturze. Inaczej tego nazwać nie sposób.

Pytanie jednak pozostaje, bo manuskrypt „De revolutionibus...” mógł zawierać informacje przeznaczone tylko dla wąskiego kręgu wtajemniczonych - np. klucz szyfru do słynnego „Manuskryptu Voynicha” czy ksiąg enocheńskich dr Johna Dee?... A dlaczego nie? Kopernik był człowiekiem Renesansu, a to zobowiązuje. Zgodnie z panującą wtedy modą, ważne czy niebezpieczne odkrycia ukrywano w zaszyfrowanych inskrypcjach, a zatem „De revolutionibus...” mógł ukrywać klucz do jakiegoś ważnego odkrycia, które nawet po latach mogłoby być groźne dla np. Kościoła katolickiego, który był wrogiem wszelkiej postępowej myśli w ciągu swej ponad dwutysiącletniej historii. Mogli to być także członkowie różnych tajnych stowarzyszeń ezoterycznych, poszukujących świętego Graala czy innych artefaktów religijnych, tego się nie da wykluczyć. Wypadki opisane w powieści Umberta Eco „Wahadło Foucaulta” nie są wcale taką fikcją literacką, jak zapewnia o tym autor. Szyfry, to głównie, tylko i wyłącznie czysta matematyka, a Kopernik i jego uczeń byli na matematycznym topie swych czasów!

Nie bez kozery trzeba tutaj wspomnieć, że Retyk zmarł w mieście, w którym znaleziono w 1996 roku tajemniczy radioartefakt, pokryty niezrozumiałymi napisami.[9] Powstaje kolejne pytanie: czy Retyk mógł mieć coś wspólnego z tą tajemniczą skrzynką? Był - podobnie jak jego mistrz - lekarzem i mógł znać skutki działania promieniowania jonizującego. Oczywiście nie miał pojęcia o fizycznym mechanizmie jego powstania, ale skutki mógł znać. Dlatego to on być może ukrył ten radioartefakt w podziemiach Koszyc tak, by nikt niepowołany nie miał doń dostępu? A dlaczego nie wyrzucił do rzeki czy nie zakopał go w jakiejś jaskini, których w Słowacji niemało? Po prostu dlatego, że ją badał lub jej używał do swoich celów - a jakich, to możemy się tylko domyślać...

Takie zagadki można by mnożyć bez końca. W trakcie naszej dyskusji dr Jesenský wymienił mi przynajmniej dziesięć następnych tajemnic historii, które proszą się o ich nagłośnienie: tajemnica Paracelsusa, święty Graal, skarb Nibelungów, Arka Przymierza, itd. itp.

Jak to się stało, że Kopernik popełnił błąd i gwiazda śmierci nie uderzyła w Ziemię w przewidzianym przezeń terminie? No cóż - matematyka matematyką, ale wszystkie rachunki bazują na danych wyjściowych i brzegowych, a te nie były dostatecznie precyzyjne, z winy dostarczających je przyrządów obserwacyjnych. O ile planety można było obserwować przez wiele, wiele lat - a zasadą jest, że ilość obserwacji może skompensować niedokładności technik pomiarowych, czego najlepszym przykładem są mistrzowskie w swej dokładności kalendarze Indian środkowo- i południowoamerykańskich - to komety są tworami, które krótko goszczą na naszym niebie i można je tylko obserwować w okolicach peryhelium. Kopernik nie miał możliwości dokonania dokładnych obserwacji i pomiarów trajektorii tych komet - stąd jego obliczenia mogły być obarczone znacznym błędem. To wyjaśnia tą kwestię w sposób zadowalający.

Hipoteza na o kopernikowskim błędzie w obliczeniach i jego konsekwencjach jest o tyle interesująca i aktualna, bowiem nawet my - ludzie XXI wieku - wyposażeni w wiedzę pięciu tysięcy lat istnienia naszej cywilizacji i najnowocześniejszy osprzęt techniczny, do dziś dnia nie potrafimy wyjaśnić takiego fenomenu, jak np. Meteoryt Tunguski czy nie potrafiliśmy przewidzieć bliskiego przelotu asteroidy oznaczonej 2002EM7, którą odkryto w dwa dni po przeleceniu przez nią perygeum! Gdyby miała ona uderzyć w Ziemię, to nie zostałaby ona w ogóle wykryta, a to dlatego, że nadlatywała od strony Słońca - dokładnie jak Tunguski Fenomen!!! Energia jej impaktu mogłaby zmieść z powierzchni Ziemi miasto wielkości Warszawy...

Jak więc widać z powyższego, klątwa Kopernika może w każdej chwili nas dosięgnąć, materializując się w postaci asteroidy czy komety, która znienacka spadnie nam na głowy i wykończy nas, jak dinozaury sprzed 65 milionów lat na granicy Kredy i Trzeciorzędu.

I historia potoczy się od nowa...

KONIEC

[1] W opisywanym czasie Słowacja znajdowała się pod okupacją węgierską, stąd apel do uczonych węgierskich - przyp. tłum.
[2] Caschia (łac.), Kassa (węg.) = Kosice (Koszyce) - przyp. tłum.
[3] Dosł.: 4 grudnia. Joachim Retyk matematyk i doktor medycyny z Koszyc zmarł o godzinie 2 nad ranem w dniu św. Barbary - przyp. tłum.
[4] Jest to jednak mało prawdopodobne, bowiem w takim przypadku pisałoby o nim jako Cracoviensis, a nie Caschoviae, jak w tekście Leibitzera - przyp. tłum.
[5] „Klątwa Kopernika” - przyp. tłum.
[6] Zespołem tym kierował astronom Ch. Clavius - przyp. tłum.
[7] Kometa z 1531 roku to była słynna kometa P/Halley, zaś komety z roku 1532 i 1533 to było jedno i to samo zjawisko przedzielone okresem niewidzialności tego ciała niebieskiego, spowodowaną jego przejściem przez peryhelium - uwaga A. M.
[8] Podkreślenie A. M.
[9] Na ten temat traktuje artykuł dr Milosza Jesenský’ego zamieszczony w „Nieznanym Świecie” nr 4,97.
robert (08:31)
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste http://www.przyszloscwprzeszlosci.info
Avatar użytkownika
Blad
 
Posty: 549
Dołączył(a): 12 sty 2011, o 20:33
Lokalizacja: UK

Re: Przeklenstwo Kopernika

Postprzez janusz » 2 lut 2011, o 18:38

Dzięki Andrzejku,Ty wszystko znajdziesz. :P
Avatar użytkownika
janusz
 
Posty: 978
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 01:38

Re: Przeklenstwo Kopernika

Postprzez Blad » 2 lut 2011, o 18:39

staram się odkrywać ciekawe tajemnice tego świata najlepiej jak mogę , odkrywać oczywiście dla mnie i wielu takich jak ja bo te tajemnice odkrył już dawno ktoś przed nami :)
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste http://www.przyszloscwprzeszlosci.info
Avatar użytkownika
Blad
 
Posty: 549
Dołączył(a): 12 sty 2011, o 20:33
Lokalizacja: UK

Re: Przeklenstwo Kopernika

Postprzez chanell » 2 lut 2011, o 18:40

janusz napisał:
Dzięki Andrzejku,Ty wszystko znajdziesz.

I ja się przychylam do podziękowań Andrzej niesamowite to wszystko !! :shock:

Andrzej skąd wiadomo że "radioartefakt" jest skrzynką ? i co to jest ? Szukałam w google ale nie widze dokładnego wytłumaczenia Poszukam jeszcze wieczorem :P
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)
Avatar użytkownika
chanell
 
Posty: 439
Dołączył(a): 18 sty 2011, o 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Przeklenstwo Kopernika

Postprzez Blad » 2 lut 2011, o 18:41

http://www.historyofcivilization.net/in ... df=1&id=13 tutaj jest bardzo ciekawy art na ten teat (i wielu innych) wprawdzie w formacie pdf, ale mam nadzieje ze sobie z tym poradzicie
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste http://www.przyszloscwprzeszlosci.info
Avatar użytkownika
Blad
 
Posty: 549
Dołączył(a): 12 sty 2011, o 20:33
Lokalizacja: UK


Powrót do Przepowiednie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość