Bitwy i wydarzenie, które zaważyły na losach ludzkości.

Awatar użytkownika
Maat
Posty: 129
Rejestracja: 25 stycznia 2011, 23:23

Bitwy i wydarzenie, które zaważyły na losach ludzkości.

Post autor: Maat » 11 października 2011, 10:32

Wyobraźcie sobie tą strategie, spójrzcie na bitwę z lotu ptaka, pomyślcie, że życie setek żołnierzy, wdów i sierot, które po nich zostaną jest w waszych rzekach,- czujecie ten strach, furię i adrenalinę unoszącą się w powietrzu. Czy może być coś bardziej przerażającego i jednocześnie fascynującego?

Starcie cywilizacji
09/10/11

Kościoły Rzymu przerobione na meczety – taka wizja prześladowała katolicką Europę, dopóki flota Ligi Świętej nie pokonała Turków pod Lepanto w 1571 r.

Bitwa morska pod Lepanto 7 października 1571 r. jest dla południa Europy tym, czym dla Polaków odsiecz wiedeńska. Za cenę ponad 7 tys. zabitych i tyluż rannych oraz utraty 15 własnych galer flota Ligi Świętej zniszczyła 107 okrętów osmańskich, a 130 zdobyła. Kilkanaście tysięcy Turków zginęło w walce. W ręce zwycięzców dostało się prawie 300 dział, 150 tys. dukatów oraz wiele chorągwi, buńczuków i kosztowności. A co najważniejsze – oddalono widmo tureckiej inwazji na Italię.
KURS W STRONĘ WOJNY

Morze Śródziemne było w XVI w. arterią łączącą Europę z Afryką, Bliskim Wschodem i Indiami. Na lukratywnym handlu wschodnimi towarami bogacili się zarówno Turcy, przede wszystkim jako pośrednicy, jak i Wenecjanie, którzy z zyskiem sprzedawali je w Europie. Jednak Imperium Osmańskie po zdobyciu Konstantynopola w 1453 r. zaczęło przejmować kontrolę nad całym szlakiem tranzytowym z Indii do Europy. Zrodziło to konflikty z Wenecją. Kupiecka republika nie chciała być zdana na łaskę Turków. Tymczasem sułtan wspierał algierskich korsarzy, a w 1570 r. zażądał od Wenecjan odstąpienia Cypru. Zwrócili się wtedy o pomoc do papieża i króla Hiszpanii. I tak pod auspicjami papieża Piusa V utworzono w Rzymie w maju 1571 r. Ligę Świętą. Jej członkowie zobowiązali się do wspólnej walki z Turkami. Wodzem naczelnym został nieślubny syn Karola V Habsburga (króla Hiszpanii i cesarza) Don Juan de Austria, którego Filip II oficjalnie uznał za brata. Kiedy europejscy dyplomaci radzili nad sojuszem, Turcy działali. Już w 1570 r. dokonali desantu na Cypr, zdobyli Nikozję i oblegli najsilniejszą twierdzę – Famagustę. Poddała się dopiero 1 sierpnia 1571 r. W odwecie jej dowódca Antonio Bragadino został przez Turków żywcem obdarty ze skóry. Bohaterska obrona Famagusty dała członkom Ligi Świętej czas na zebranie sił. Kwaterę główną wyznaczono w Mesynie na hiszpańskiej wówczas Sycylii. Pod koniec września 1571 r. sprzymierzona flota wypłynęła z portu i dotarła na Korfu. Tam dowiedziano się, że Turcy schronili się w zatoce koło Lepanto. Nadchodził czas bitwy.
DON JUAN KONTRA ALI

Flota chrześcijańska przedstawiała się okazale. Składało się na nią 316 okrętów, głównie wiosłowo-żaglowych, bo takie wówczas dominowały. Papież, Wenecjanie, Hiszpanie, Genueńczycy i Kawalerowie Maltańscy wystawili: 6 potężnych galeas, 208 nieco mniejszych galer, 26 galeonów (okrętów żaglowych nowej generacji) i 76 mniejszych jednostek. Don Juan de Austria dowodził 12 tys. marynarzy i 20 tys. żołnierzy piechoty, uzbrojonych w broń palną (królowały wtedy arkebuzy). Okręty dysponowały siłą ognia 1800 dział – było zatem czego się bać. Przeciwnik też rozporządzał pokaźnymi siłami. Muezzinzade Ali pasza dysponował 229 galerami i fregatami (szybsze okręty żaglowe) oraz 60 galeotami (niewielkie galery) transportowymi. Na pokładach znajdowało się 16 tys. żołnierzy, uzbrojonych przeważnie w broń białą i szybkostrzelne łuki – jedynie 2,5 tys. janczarów posiadało rusznice.

Słabsza była też siła ognia armatniego, ponieważ Turcy mieli jedynie 750 dział. Napęd wiosłowy zapewniali im niewolni galernicy, na których trzeba było uważać w razie przedostania się wroga na pokład. Tureckie okręty charakteryzowało ponadto płytsze zanurzenie i mniejsze rozmiary niż chrześcijańskich – widoczne zwłaszcza przy porównaniu z potężnymi galeasami. Flota turecka była za to szybsza i bardziej manewrowa. Dobrze sprawdzała się na otwartym akwenie, gdzie mogła okrążyć przeciwnika i zasypać go z bliskiej odległości gradem strzał, po czym próbować dokonać abordażu. Jednak walorów tych Turcy nie mogli wykorzystać, dopóki byli zamknięci w porcie Lepanto. Mieli trzy wyjścia: bronić się w zatoce Patras
(licząc, że rychła zima zmusi wroga do odpłynięcia); uciec na otwarte wody, zanim nadpłynie nieprzyjaciel bądź wydać mu bitwę, nim wtargnie do zatoki. Dowodzący piechotą turecką Pertev pasza radził nie wdawać się w bitwę i poczekać do wiosny. Jednak głównodowodzący Muezzinzade Ali pasza zdecydował się na atak.

C.d. http://www.focus.pl/historia/artykuly/z ... acji/nc/1/

Awatar użytkownika
Maat
Posty: 129
Rejestracja: 25 stycznia 2011, 23:23

Re: Bitwy i wydarzenie, które zaważyły na losach ludzkości.

Post autor: Maat » 11 października 2011, 11:12

Wybaczcie, że kolejność wydarzeń w tym temacie jest (podobnie jak ja) nieuporządkowana, - ale czyż nie z chaosu narodził się wszechświat? Chciałam zacząć od stworzenia i stwórcy jednak zadałam sobie pytanie – którego? I tu wystąpił poważny problem, więc wrzuciłam najbardziej fascynujący temat, który wpadł mi w ręce.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Bitwy i wydarzenie, które zaważyły na losach ludzkości.

Post autor: janusz » 11 października 2011, 22:26

I.........tak nasza droga Maat trzymać. Zaraz ten ciekawy temat ruszy i będzie budowany cegiełka po cegiełce. :D

Bitwa na Zielonym Polu - Autor tekstu: Krzysztof Sykta

Niedawno minęła okrągła rocznica jednej z największych wiktorii polskiego oręża. Dokładnie 600 lat temu, 15 lipca 1410 roku, masy rycerstwa Unii Jagiellońskiej starły w proch siły Zakonu Najświętszej Marii Panny w jednej z największych bitew „pancernych" późnego Średniowiecza. W każdym razie tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Gdyby przyjąć, że o wielkości danego starcia świadczą wykopane przez archeologów szczątki i szkielety, to należałoby uznać, że… bitwy pod Grunwaldem nie było w ogóle.

Zgadza się, do tej pory nie zlokalizowano grobów ani szkieletów dziesiątek tysięcy rycerstwa jakoby poległego na „zielonych polach" obok Stębarku. Bo też i tak na dobrą sprawę do tej pory nie przeprowadzono bardziej zaawansowanych prac archeologicznych, a te, które miały miejsce w czasach powojennych, do niczego specjalnego się nie dokopały. Być może nie szukano w odpowiednich miejscach, teren uległ znacznym zmianom i zlokalizowanie faktycznego miejsca bitwy w obecnych czasach jest praktycznie niewykonalne. Z drugiej strony, relacje o wyrżnięciu w pień znacznej części sił krzyżackich przy znikomych stratach własnych („poległo dwunastu z naszych znaczniejszych rycerzy") przypominają nie tak dawne briefingi nt. starć w Iraku czy Afganistanie. W relacjach pisanych przez zwycięzców niemal zawsze panuje tendencja do zawyżania wysokości strat zadanych przeciwnikowi i pomniejszania własnych.

Nikt też w tamtych czasach nie prowadził bitew na „wyrżnięcie do ostatniego człowieka". Wystarczy przytoczyć relację jak jeden z rycerzy niemieckich — Dypold Kokeritz von Dieber z Łużyc — bez trudu podjechał do Jagiełły i wyzwał go na pojedynek. Króla jednakże powstrzymano, a w jego zastępstwie starł się na kopie Zbigniew z Oleśnicy, rzecz jasna Niemca roznosząc na strzępy. I nawet ta informacja nie może być traktowana jako stuprocentowo wiarygodna, bo pisał ją akurat „znajomy" Zbigniewa, stąd też wszelkie wielkie uczynki i dzieła na polu bitwy tegoż ostatniego mogą być jedynie kreacją autorską kronikopisarza. Zabrakło tylko krzyża ognistego na niebie, głosu Chrystusa i rozrąbania pięciu smoków i dwóch bazyliszków walczących w barwach Zakonu.

Długosz dostarcza nam również wielu innych ciekawych relacji, chociażby o chłopach obserwujących starcie na sześciu dębach, rosnących pośrodku pola bitewnego, czy o rzuceniu się polskich sił do „degustacji" krzyżackiego wina z zajętych taborów. Raczy nas też opowieścią o tym, jak to Litwini „uciekali aż na Litwę". W zasadzie niemal wszystko co wiemy o przebiegu Bitwy opiera się na jego relacji, tudzież na wcześniejszej — powstałej w tym samym roku, w którym miało miejsce starcie — Kronice Konfliktu. Do źródeł kronikarskich zawsze trzeba podchodzić z pewnym dystansem, a Długoszowi w szczególności zarzuca się jedno: Litwinów nie znosił, za Witoldem, jak i za samym Jagiełłą, zbytnio nie przepadał, stąd też jego opis przebiegu starcia, pomimo fascynujących szczegółów w jakiejś części, niewiadomo czy mniejszej, czy większej, może być tendencyjny i niewiarygodny. Jagiełłę przedstawiał wręcz jako płaczliwego starca na pasku krakowskich panów.

W nawiązaniu do dzisiejszych czasów warto wspomnieć jeszcze o jednym aspekcie wojny polsko-krzyżackiej. Kampanię wojenną poprzedziła równie intensywne zabiegi dyplomatyczne oraz propagandowe, jak również kilka zamachów skrytobójczych. Co prawda Polaków i Litwinów nie nazywano „terrorystami", ale użyto ówczesnego odpowiednika: „poganie". Świat Zachodu ruszył więc ochoczo do walki z „poganami ze wschodu", dowodzonymi przez poganina-Jagiełłę, i równie przewrotnymi Polakami. Polscy „agenci wpływu" tworzyli własny obraz Zakonu, jako instytucji barbarzyńskiej i zdeprawowanej, co z chęcią pociągnął dalej jeden z największych polskich pisarzy historical fantasy — Henryk Sienkiewicz. Jego wizja znana nam jest bardziej dzięki monumentalnej ekranizacji w reżyserii Aleksandra Forda, który pewne wątki stonował.

Wiadomo, że po polskiej stronie walczyły m.in. oddziały litewskie, smoleńskie, tatarskie, Ślązacy i grupa wyjątkowo tchórzliwych Czechów, których dwukrotnie z powrotem jakoby zaganiano na pole bitwy. Przeglądając informacje o siłach krzyżackich do niedawna jeszcze z trudem można było znaleźć jedną informację — po stronie wojsk zakonnych walczyło sporo Polaków, a dokładnie Dolnoślązaków i Pomorzan, na czele z księciem szczecińskim, którego herold był jednym z tych, co wręczali dwa nagie miecze (na Jagiełłę bardziej podziałałyby pewnie dwie nagie Litwinki, ale to już szczegół).

Obraz wojsk krzyżackich to w powszechnej opinii masa ciężkozbrojnego rycerstwa z czarnymi krzyżami na białych płaszczach, taki wizerunek odmalował Ford w swym filmie i taki też gości w naszej pamięci. Problem tylko w tym, że ciężkozbrojnych Braci Zakonnych, stanowiących elitę dowódczą sił pruskich, było na polu bitwy tylko… 250, (a w całym państwie zakonnym 570), z czego większość zginęła (na czele z Wielkim Mistrzem Ulrichem) w bezpośrednim, bitewnym starciu.

Jeżeli chodzi o krzyżacką piechotę i wilcze doły — wiadomo, że stanowią one późniejszy dodatek (czytaj: konfabulację) i ani nie było żadnych kuszników, ani też wojska krzyżackie nie miały czasu na kopanie pułapek, w które zresztą same by powpadały, gdyby przeprowadziły bezpośrednią szarżę, miast czekać na uderzenie wojsk polskich.

Kronika Konfliktu nie wspomina nic o upale, w którym to jakoby grzać się mieli zapuszkowani rycerze (większość chorągwi i tak stanowili lżej uzbrojeni jeźdźcy stanowiący świtę każdego kopijnika), zamiast tego pisze o ciepłym deszczu, który zmył kurz z końskich kopyt. Nie wspomina też nic o pierwszym uderzeniu prawego skrzydła przez „popędliwego i niecierpliwego" Witolda — wojska miały ruszyć na siebie frontalnie staczając się w dolinkę...

W zasadzie nie wiadomo dokładnie ile osób walczyło po obu stronach, ile zginęło, ile uciekło, ile dostało się do niewoli, jak dokładnie przebiegało starcie. Wiadomo jedno — po zniszczeniu sił krzyżackich w bezpośredniej bitwie wojska polskie rozbiły się o mury Malborka i po nieskutecznym oblężeniu musiały powrócić do rodzimych stron. Potęga Zakonu została nadłamana. Krzyżacy z pozycji agresora musieli przejść do defensywy, tracąc Pomorze Gdańskie, a następnie ulegając sekularyzacji. Jednakże nierozwiązana kwestia Prus na stałe zaciążyła na historii regionu i stosunkach polsko-niemieckich, stając się jedną z przesłanek napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę w 1939 roku.

ODPOWIEDZ