Ziołolecznictwo

Barbarax

Ziołolecznictwo

Post autor: Barbarax » 29 stycznia 2011, 17:15

Ziołolecznictwo w starożytności

Ziołolecznictwo stanowi najstarszą metodę leczenia. Jako środki lecznicze wykorzystuje surowce roślinne oraz otrzymane z nich preparaty. Źródła informacji o zamierzchłych czasach stanowią wykopaliska archeologiczne oraz piśmiennictwo historyczne. Analizując je, można zauważyć i prześledzić na przestrzeni dziejów niezależny rozwój ziołolecznictwa w różnych kulturach.

Ziołolecznictwo stanowi najstarszą metodę leczenia. Jako środki lecznicze wykorzystuje surowce roślinne oraz otrzymane z nich preparaty. Źródła informacji o zamierzchłych czasach stanowią wykopaliska archeologiczne oraz piśmiennictwo historyczne. Analizując je, można zauważyć i prześledzić na przestrzeni dziejów niezależny rozwój ziołolecznictwa w różnych kulturach.

Dokładne wiadomości o niektórych ziołach i sposobach ich stosowania pochodzą sprzed 5000 lat.

Pierwsze zapisy mówią głównie o znaczeniu ziół w obrzędach, magii i lecznictwie. Sumerowie znali już właściwości lecznicze czosnku, mięty, rumianku, babki, piołunu. a przy chorobach oczu stosowali sok z jaskółczego ziela.

Na glinianej tabliczce z Nippur (Babilonia), na której sumeryjski lekarz (3000 lat p.n.e.) spisał znane mu środki lecznicze, wymienione są m.in. kora i żywica różnych drzew, oleje roślinne, sproszkowany muł rzeczny i chlorek sodu (sól). Zioła wykorzystywano na okłady, do inhalacji i jako napary. Sumerowie swą wiedzę o ziołach przekazali Asyryjczykom i Babilończykom, ci z kolei Egipcjanom.

Na terenie Niniwy odkopano bibliotekę króla Asurbanipala. Odczytując gliniane tabliczki datowane na 2000 r. p.n.e., otrzymano wiele informacji o stanie medycyny Asyrii, w tym używanych przez jej mieszkańców roślinach leczniczych. W Babilonii lecznictwo stanowiło domenę kapłanów. Chorobę traktowano jako karę za obrazę bogów.

Jedynie dzięki ofierze złożonej przez kapłanów i ich modłom mogło nastąpić przebaczenie, a tym samym uzdrowienie. Schorzenia leczono, stosując zioła zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Asyryjczycy i Babilończycy zaobserwowali, że w różnych porach dnia i roku rośliny posiadają różną moc leczniczą. Opracowali kalendarz i zasady zbioru ziół.

Opisali też zasady przechowywania i uprawy roślin. Roślinami leczniczymi interesował się nawet słynny prawodawca Hammurabi, żyjący około 1700 roku p.n.e. Słynny Kodeks Hammurabiego, powstały w XVIII w. p.n.e., określał także obowiązki i prawa medyków oraz zawierał opisy leków przywożonych z Egiptu i Indii.

W Egipcie wiedza lekarska była skupiona w rękach kapłanów, bacznie chroniących swoich tajemnic.

Podczas wykonywania zabiegów wypowiadali oni zaklęcia. Miejsca kultu były jednocześnie ośrodkami zdobywania wiedzy lekarskiej i aptekami, w których przygotowywano medykamenty.

W przyświątynnych ogrodach uprawiano zioła. W tak zwanym papirusie Ebersa z Teb (1550 rok p.n.e.) wymienionych jest kilkaset roślin leczniczych wraz ze sposobami ich stosowania przez kapłanów egipskich. Zostało tam spisanych ponad dziewięćset recept na specyfiki, wraz z informacją o ich zastosowaniu. Najprawdopodobniej źródłem, z którego korzystano przy ich sporządzaniu, były święte księgi przypisane bogu Thot.

Wśród roślin wchodzących w skład receptur znajdowały się miedzy innymi: len, cebula, bylica, piołun, kolendra, czosnek, mandragora, szafran, endywia, koper włoski, rącznik pospolity, kozieradka, lulek czarny, mięta, tatarak, glistnik jaskółcze ziele, chrzan, konopie indyjskie oraz mak.

Świeże i suszone zioła rozcierano w moździerzu lub mielono w młynkach, a następnie zalewano wodą, winem, piwem, oliwą, mlekiem, naparem jęczmiennym, moczem i gotowano. Leki roślinne podawano w postaci odwarów, naparów, proszków, plastrów, maści, powidełek i czopków.

Ważnym ośrodkiem zielarskim były Indie, a wiedza medyczna stała tam na wysokim poziomie.

Do dziś Europa zawdzięcza im dużą liczbę przypraw i produktów leczniczych: kminek, pieprz, kardamon, goździki i imbir. Chyba tylko tam wiedza ta była wyjątkowo silnie związana z wierzeniami i obrzędami religijnymi, a źródłem frapujących wiadomości z tej dziedziny są święte księgi Wedy.

Ajurweda to najstarszy na świecie system medyczny i filozoficzny, wywodzący się ze starożytnych Indii, z przed ponad 5000 tysięcy lat. Jest to systemem medycyny indyjskiej rozwiniętym w starożytności. Jest jednym z niewielu systemów medycyny niekonwencjonalnej wykorzystujących chirurgię.

Chińczycy rozwinęli ziołolecznictwo na niezwykłym poziomie, a jego początki sięgają 4000 lat p.n.e.

Chiński Kanon ziół napisał podobno cesarz Shen Nung (zm. 2698 p.n.e.), zwany „Boskim rolnikiem”, który na sobie testował zioła, by sprawdzić, które z nich są trujące.Znaleźć tam można opis 252 roślin wraz z podaniem ich wpływu na organizm ludzki, miejscem występowania, sposobem przyrządzania i przechowywania.

Zapiski na kościach wróżebnych z II wieku p.n.e. mówią o stosowaniu ziół w różnych schorzeniach. Chociaż liczba ziół, które początkowo opisywano była dosyć skromna, obejmowała około 300 gatunków m.in. rzewień, kamforę i żeń-szeń, ciekawy był ich podział na klasy:

książęcą - zioła podtrzymujące życie, a nieszkodliwe dla organizmu,

ministerską - zioła zwalczające ciężkie choroby i przywracające siły,

asystencką - zioła leczące pewne choroby, ale trujące i nie nadające się do stałego użytku.

Chińczycy wierzyli, że przyroda kryje w sobie lekarstwo na każdą chorobę. Do dzisiaj cały naturalny sposób leczenia związany z filozofią i religią Chin nazywa się medycyną chińską. W starożytności między krajami Wschodu i Południa kwitł ożywiony handel i on to przyczynił się do rozpowszechnienia ziół.

Żydzi, podobnie jak Arabowie, rozwinęli „przemysł kosmetyczny”, wytwarzając z roślin olejkodajnych wonności cenione nie mniej niż złoto. W księgach „Starego” i „Nowego Testamentu” można znaleźć kilkadziesiąt nazw ziół.

Początki wiedzy medycznej o ziołach w Europie pochodzą ze starożytnej Grecji.

Mity starożytnej Grecji mówią o udziale bogów i herosów w przekazywaniu wiedzy medycznej opartej przede wszystkim na leczniczych właściwościach ziół a ich ślady odnajdujemy dziś w łacińskich botanicznych nazwach roślin, które często są to zlatynizowane nazwy greckie.

Na przykład krwawnik to po łacinie Achillea - a więc ziele związane z Achillesem, bylica - Artermisia - z boginią Artemidą, kosaciec - Iris - z piękną Iris, boginią tęczy, zaś grzybień - Nymphanea - kojarzy się z nimfami nie tylko nazwą, ale i urodą. W starożytnej Grecji szczególnie intensywnie wykorzystywano ich właściwości narkotyczne m. in. do celów obrzędowych oraz trujące. Wywarów z silnie toksycznych gatunków roślin używano do wykonywania wyroków śmierci.

Hipokrates z Kos (460-377 r. p.n.e.) - największy lekarz starożytności nazywany „Ojcem medycyny”.

Pozostawił po sobie 53 pisma medyczne w dialekcie jońskim. W piśmie „O świętej chorobie” Hipokrates odrzuca panujący poprzednio przesąd, że przyczyną padaczki (epilepsji) jest opętanie chorego przez demony (jak twierdzili kapłani) i tłumaczy ją jako chorobę mózgu.

Fizjologia wg Hipokratesa opierała się na nauce o czterech zasadniczych sokach w organizmie: krwi, śluzie, żółci i czarnej żółci. Zakłócenie harmonii między tymi czterema sokami w organizmie było, według Hipokratesa, źródłem chorób.

W swym dziele „Corpus Hippocrateum” opisał 455 różnych roślin. Hasłem Hipokratesa i jego nauki w prowadzeniu kuracji było: Primum non nocere, czyli po pierwsze, nie szkodzić. Uważał, że racjonalne odżywianie się i higiena to czynniki zapobiegające chorobom. Zauważył, że środowisko zewnętrzne wpływa wybitnie na stan zdrowia i psychikę człowieka (pismo pt. „O powietrzu, wodach i okolicach”).

Hipokrates uważał, że do leczenia należy wykorzystywać całe rośliny, bez jakiejkolwiek obróbki, twierdził on, bowiem, iż leki znajdujące się w przyrodzie są w najlepszej formie dla organizmu. Wygłosił słynny aforyzm: „Vita brevis, ars longa, tempus praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile” (życie krótkie, sztuka długa, sposobność przemijająca, doświadczenie niebezpieczne, wnioskowanie trudne).

Teofrast (372-287 r. p.n.e.) – uczeń Arystotelesa, „Ojciec botaniki”, wszechstronny uczony.

Napisał między innymi dwie naukowe rozprawy: „O badaniu roślin” i ,,O pochodzeniu roślin”. W swoim dziele „Corpus Hipocraticum” wydanym 100 lat po śmierci sławnego lekarza wymienia ok. 300 leków pochodzenia naturalnego w tym 200 leków pochodzenia roślinnego.

Dioskorydes (I w. n.e.) - lekarz grecki z Cylicji, autor pięciu ksiąg pt. „O materii lekarskiej” opisał około 600 gatunków roślin.

Praca ta barwnie ilustrowana, stanowiła przez ponad tysiąc lat źródłowe dzieło dla wielu pokoleń botaników i lekarzy całego uczonego świata. W dziele pt.„O rzeczach leczniczych” opisał wiele środków pochodzenia roślinnego i mineralnego. Zatrudniony jako lekarz rzymskich legionów.

W Grecji istnieli rhizotomowie, czyli osoby zajmujące się zawodowo wykopywaniem korzeni. Wykopane korzenie poddawali suszeniu, rozdrobnieniu, a następnie sprzedawali je. Sporządzali też mieszanki ziołowe.

Popularnym zbieraczem korzeni, twórcą licznych mieszanek ziołowych był Krateuas - autor dzieła farmaceutycznego i poszukiwacz odtrutki na wszelkiego rodzaju trucizny. W starożytnym Rzymie także nie brakowało wybitnych znawców i propagatorów ziołolecznictwa i zielarstwa.

Claudius Galenus (132-201 r. n.e.) pochodził z Pergamonu, z wykształcenia medyk i filozof.

Pozostawił po sobie ok. 300 prac pisemnych, np. „Sztuka lekarska”, „O kościach”, „O mieszaniu i działaniu leków” oraz „Podział leków według działania”. Posiadał własną aptekę, gdzie sporządzał różne medykamenty według własnego pomysłu (miody ziołowe, nalewki, proszki, plastry, pigułki, wyciągi octowe, olejowe i wodne, wina).

Opisał około 450 roślin leczniczych. Stal się twórcą tak zwanej farmacji galenowej, która zajmuje się otrzymywaniem i badaniem przetworów z surowców roślinnych, mineralnych i zwierzęcych. Sprzeciwiając się Hipokratesowi zaczął poddawać rośliny przeróbkom, gdyż uważał, że działanie leku zależy od jego formy. Starał się przetwarzać surowce roślinne w sposób racjonalny i optymalny opracowując lub tylko dopracowując techniki sporządzania leków. Dbał o jakość i czystość swych medykamentów, domagał się tego też od innych medyków.

Caius Plinius Secundus zwany także Maior (23-79 r.) opisał ponad 1000 roślin. Zginął jednak podczas wybuchu Wezuwiusza, kiedy to podążył do zagrożonych miejscowości Kampanii by zapoznać się ze skutkami zjawiska przyrody i nieść pomoc poszkodowanym.

Orybazjusz (Oribasios z Pergamonu żył w IV w. n.e.) był nadwornym lekarzem cesarza Juliana z Galii. Dokonał wyciągu z pism Galena. Opracował też dzieła innych medyków tworząc „Zbiory lekarskie” w 70 księgach w układzie metodycznym. Napisał pracę pt. „Lekarstwa domowe” w czterech księgach.
http://www.doz.pl/czytelnia/a1112-Ziolo ... rozytnosci

Barbarax

Re: Ziołolecznictwo

Post autor: Barbarax » 29 stycznia 2011, 17:15

Ziołolecznictwo od oświecenia do współczesności

Bardzo ważne dla rozwoju ziołolecznictwa było wprowadzenie w dobie oświecenia przez Karola Linneusza (1707-1778), podziału. Ten szwedzki przyrodnik i lekarz jest twórcą systemu klasyfikacji roślin i zwierząt grupując rośliny na podstawie pokrewnych cech (systematyka) i nadając im podwójne nazwy łacińskie - rodzajową i gatunkową.

W 1753 r. ukazało się dzieło „Species plantarum”, w którym autor sklasyfikował dziesięć tysięcy roślin. Opisał w nim różne gatunki flory oraz wyodrębnił 10 grup ziół według aromatu i wpływu na ludzki organizm, np. o zapachu piżmowym i działaniu miłosnym (macierzanka), o zapachu korzennym i właściwościach uspokajających (różą, cytryna).

W sto lat później znano już sto tysięcy roślin wyższych.
Wielkie odkrycie geograficzne w tym okresie związane są z poszukiwaniem tajemniczej „terra Australis”. Jej niegościnne brzegi poznano na początku XVII w., jednak dopiero w 1770 r. Anglik James Cook (1728-1779), jeden z najwybitniejszych żeglarzy i odkrywców w całej historii, odkrył dla Europy jej żyzne tereny wschodnie.
Na początku XIX w. uznano, że jest to kontynent i nazwano go Australią.
Pokrywa ją uboga roślinność półpustynno - sawannowa, a tylko w małej części lasy eukaliptusowe. Roślinami o znaczeniu międzynarodowym są eukaliptus gałkowy - Eucalyptus globulus i kilka gatunków pokrewnych oraz melaleuka skrętolistna - Melaleuca alternifolia, nazwana przez Cooka "drzewem herbacianym" - ze względu na podobieństwo jej liści do krzewu herbacianego. Z liści tych roślin otrzymuje się wysoce aktywne olejki eteryczne.

W Afryce południowej i tropikalnej, intensywnie eksplorowanej przez angielskich badaczy, poznano wiele roślin leczniczych, stosowanych przez szczepy murzyńskie. Były to m.in.:
•cola zaostrzona - Cola acuminata,
•skrętnik wdzięczny - Strophanthus gratus i gatunki pokrewne,
•olejowiec gwinejski - Elaeis guineensis,
•johimba lekarska - Corynanthe yohimba,
•bobotrutka kalabarska - Physostigma venenosum,
•strączyniec ostrolistny - Cassia acutifolia,
•kawa arabska - Coffea arabica,
•tasiemecznik abisyński - Hagenia abyssinica (mira),
•akacja senegalska - Acacia senegal,
•bertram lekarski - Anacyclus officinarium,
•czuwaliczka jadalna - Catha edulis,
•bukko brzozowe - Barosma betulina,
•aloes zwyczajny - Aloe vera,
•aloes drzewiasty - Aloe arborescens,
•hakorośl rozesłana - Harpagophytum procumbens.

W wieku XIX rozwój nauk przyrodniczych spowodował zwrot w zielarstwie.

Nastąpił rozkwit badań fitochemicznych. Prawdziwy postęp dokonał się jednak począwszy od XIX w., kiedy to poznano i rozpoczęto wyodrębnianie z ziół leczniczych substancji czynnych.

Poznanie mechanizmów ich działania i budowy chemicznej posłużyło do otrzymywania związków syntetycznych. Doniosłym wydarzeniem były próby izolowania z materiału roślinnego związków chemicznych o właściwościach leczniczych.

Pierwszym był szwedzki aptekarz C. W. Scheele (1742-1786), który otrzymał kwas jabłkowy, cytrynowy, szczawiowy, mlekowy i galusowy. Niemiecki aptekarz F. W. Sertürner wykrył w 1804 r. obecność morfiny w opium.

Fakt ten wyznacza bardzo ważną granicę w badaniu roślin, sygnalizuje bowiem zmierzch okresu empirycznego stosowania roślin i ich przetworów dla ludzi i zwierząt oraz otwiera okres naukowych dociekań nie tylko składu chemicznego, lecz również właściwości farmakologicznych, toksykologicznych i ich kompleksów.

Stosowany obecnie termin fitoterapia - phytotherapia pochodzi od słów phyton - roślina i therapeuo - leczę, oznacza leczenie roślinami i powstał w końcu XIX w. w Niemczech.

W 1785 r. William Withering opisał naukowo zastosowanie naparstnicy w leczeniu niewydolności serca. Z czasem odkryto, że jest to zasługą digoksyny oraz digitoksyny. W 1819 r. wyodrębniono atropinę a w 1820 r. chininę. W 1830 roku Leroux izoluje z kory wierzbowej salicynę (prekursor aspiryny). „Złota era leku roślinnego” trwała do lat trzydziestych XX wieku. Kiedy to w1935 roku zsyntetyzowano sulfonamidy.

Dalszy dynamiczny rozwój chemii i dokonane nowe odkrycia, m.in. wynalezienie sulfonamidów i antybiotyków, spowodowały gwałtowny spadek popularności leków pochodzenia roślinnego. Fascynacja chemioterapią była tak wielka i bezkrytyczna że zakładano całkowity zanik ziołolecznictwa jako metody „przestarzałej”. Uznawanie leczniczych właściwości ziół było uważane za objaw zacofania, jeśli nie wręcz ciemnoty i zabobonu.

W połowie XIX w. wyróżnił się w dziedzinie znajomości i popularyzacji roślin leczniczych znakomity botanik i lekarz polski, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Napoleon Ignacy Rafał Czerwiakowski (1808 - 1882), autor kilku publikacji z zakresu botaniki.

Jego książkę „Botanika lekarska do wykładów oraz dla użycia lekarzów i aprekarzów” (Kraków 1861) można uważać za doskonały na owe czasy podręcznik ziołolecznictwa.

W końcu XIX w. rozpoczął działalność popularyzatorską w dziedzinie zielarstwa i ziołolecznictwa farmaceuta polski Jan Biegański (1863-1939), autor kilkunastu książek i wielu artykułów z tej dziedziny. Już w 1894 r. wydał obszerną książkę, doskonale na owe czasy opracowaną, pt. „Rośliny lekarskie i ich uprawa”.

Jeśli chodzi o stosowanie ziół w homeopatii, to najbardziej wnikliwie zajmował się tym dr med. Henryk Cyrkler. W 1903 r. opublikował podręcznik do leczenia chorób środkami homeopatycznymi. Drugie wydanie tej pracy ukazało się w Warszawie staraniem Apteki Centralnej Homeopatycznej w 1935 r.

Problematyką ziołolecznictwa zajmował się również Augustyn Czarnowski (1861-1935), stomatolog i homeopata, wydawca pisma „Przewodnik Zdrowia” (1895-1922). W piśmie tym zamieścił obszerną pracę „Zielnik lekarski”. Ukazała się ona również w osobnych wydaniach, z których trzecie opublikowano w 1938 r., już po śmierci autora. Zawiera 18 wielobarwnych tablic roślin leczniczych.

W 1933 r. ukazała się książka dr med. Jerzego Lypy pt. „Phytotherapia. Roślinne środki lecznicze. Recepty dla lekarzy”. Drugie wydanie tej publikacji z 1938 r. zawiera słowo wstępne prof. Jana Muszyńskiego.

W pracy tej dr Lypa pierwszy w Polsce użył wspomnianego wyżej terminu fitoterapia w pisowni łacińskiej na określenie leczenia preparatami roślinnymi.

W latach trzydziestych dr med. Edward Wasiutyński opracował cykl broszur o różnych grupach chorób i możliwości leczenia ich preparatami roślinnymi. Noszą one ogólny tytuł – „Leczenie ziołami w opracowaniu dla wszystkich”. Ukazały się w 1938 r. przy współpracy mgr Jana Biegariskiego i obejmują choroby żołądka, wątroby i woreczka żółciowego, nerek, dróg moczowych, a także gruźlicę, reumatyzm, artretyzm i ischias.

Dr med. Zygmunt Węgliński, były dyrektor szpitala Św. Ducha w Iłży, wydał książkę „Mój system leczenia raka” (Ostrowiec Kielecki 1934), w której omówił wiele preparatów roślinnych.

Leonard de Yerdmon Jacąues, Polak o cudzoziemskim nazwisku, napisał książkę „Kuracja roślinna”, której trzecie wydanie ukazało się nakładem M. Arcta w Warszawie w 1936 r.

Dr med. Stanisław Breyer opublikował w latach międzywojennych książkę „Lekarz domowy”, nakładem wydawnictwa „Prawda" w Krakowie, w której zalecał wiele przetworów z roślin leczniczych.

Wybitnym popularyzatorem ziołolecznictwa w Polsce był Jan Kazimierz Muszyński (1884-1957), profesor farmakognozji i hodowli roślin leczniczych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie oraz UL i AM w Łodzi. Opublikował kilka książek i wiele artykułów z tej dziedziny.

Ziołolecznictwa dotyczy praca „Fitoterapia”, zawarta w książce „Podręczna encyklopedia lekarza praktyka”, t. III, 1938, cz. II – „Współczesne metody leczenia”. Następne wydania tej pracy ukazywały się oddzielnie pt. „Ziołolecznictwo i leki roślinne”. Wspomnieć należy również książki: „Uprawa i zbiór roślin leczniczych” (1946) oraz „Ziołowa apteczka domowa” (1948).

Swoją przedmową prof. dr Muszyński opatrzył kilka publikacji z zakresu ziołolecznictwa innych autorów. W 1955 r. wydał książkę pt. „Zarys fitoterapii (Farmakologia i receptura ziół leczniczych)” farmaceuta Wojciech Roeske, profesor AM i dyrektor Muzeum Farmacji w Krakowie.

W latach 1954 i 1956 ukazała się praca zbiorowa „Vademecum fitoterapii”. Opracowaniem kierował zespół redakcyjny w składzie: prof. dr Jan Muszyński, dr Marian Górski, dr Henryk Kałużyriski i Zbigniew Połomski.

Wspomnieć należy również wydaną dwukrotnie w 1956 r. książkę „Poradnik zbieraka ziół”, którą opracowali inż. Jadwiga Kwaśniewska, mgr Józef Skulimowski i inż. Helena Tumiłowicz. Książka, prócz dużego zasobu wiadomości dla zbieracza i barwnych ilustracji, zawiera ogólne wskazania dotyczące zastosowania wielu surowców w lecznictwie.

Franciszkanin Czesław Andrzej Klimuszko (1895-1980), znany w Polsce z uzdolnień parapsychologicznych, zajmował się również ziołolecznictwem. Napisał książkę „Powrót do ziół”, wydaną staraniem Wielkopolskiego Stowarzyszenia Różdżkarzy (Poznań 1980). Prof. dr Irena Turowska, doc. dr Jan Kozłowski i prof. dr Leszek Golcz wydali książkę „Zarys zielarstwa - problemy współczesne”.

Wzrastające zanieczyszczenie środowiska, pojawienie się nowych chorób będących jego następstwem i rozczarowanie brakiem skuteczności niektórych leków syntetycznych, oraz stwierdzenie bardzo niekorzystnego działania ubocznego wielu środków syntetycznych, spowodował, że od końca minionego wieku obserwuje się ponowne wzmożone zainteresowanie roślinami jako surowcami leczniczymi.

Leki galenowe (napary, odwary, maceraty, nalewki, soki, syropy, maści, proszki) oprócz najsilniejszych związków biologicznie czynnych dostarczają również związków potęgujących ich działanie. Tak przygotowane są łatwo przyswajalne. Regulują, wzmacniają, ożywiają, tym samym ułatwiają powrót do zdrowia. Warto stosować leki ziołowe jako terapia wspomagającą podczas chemioterapii.

Badania na surowcami roślinnymi prowadzone są na całym świecie. Poszukuje się nowych roślin, szczegółowo bada się ich skład, mechanizm działania związków czynnych i opracowuje się metody ich wyodrębniania. Opisuje się miejsca występowania, ocenia zasoby, metody uprawy i aklimatyzacji gatunków nierosnących w danym klimacie. Tym wszystkim działaniom towarzyszy wielka nadzieja ludzi na wynalezienie skutecznych leków niezbędnych do walki z nieuleczalnymi dotąd chorobami.
http://www.doz.pl/czytelnia/a1115-Ziolo ... lczesnosci

Barbarax

Powrót do fitoterapii – sekrety medycyny naturalnej

Post autor: Barbarax » 29 stycznia 2011, 17:18

Stara jak ludzkość

„Po pierwsze nie szkodzić”. Powiedzeniem tym Hipokrates nadał nowy sens praktykom leczniczym. Medycyna przestawała być odtąd sztuką, stawała się nauką. To był przełom.
Leczenie roślinnymi wywarami, naparami, roztworami, maściami i tym podobnymi specyfikami znane było naturalnie daleko wcześniej. Fitoterapia bowiem stara jest jak ludzkość. Kolebką fitoterapii, jedynej wówczas i przez długie wieki niezastąpionej praktyki medycznej, był Egipt. Odnaleziony w XIX w. tzw. Papirus Ebersa zawiera niemal 900 recept zalecanych przez egipskich kapłanów w przypadkach najróżniejszych chorób i dolegliwości. Znajomość roślin leczniczych przeniosła się stamtąd do Babilonii i Asyrii – jak mówią dokumenty sprzed 3 tys. lat – a później do Grecji i Rzymu. Dopiero tam zaczęto fitoterapię wyprowadzać ze świątyń, wyzwalać z przesądów i zabobonnych rytuałów. Pierwsi lekarze świeccy pojawili się w Atenach. Byli nimi wykształceni przyrodnicy i filozofowie. Walką o naukowy – w sensie wolnym od magii – charakter lecznictwa wsławił się słynny matematyk Pitagoras. Tak stopniowo zamierały mity, gusła i czary lecznictwa.

Roślinne talizmany, takie jak: mandragora, którą sławił Homer, czy żeń-szeń powróciły wprawdzie w średniowieczu jako leki owiane tajemnymi właściwościami nadprzyrodzonymi, niemniej i w tym okresie dziejów nie zabrakło pionierskich badań, zgłębiających wiedzę o roślinach leczniczych. W tym czasie rozwijała się farmacja klasztorna, Arabowie zastosowali aparaty destylacyjne, Chińczycy i Hindusi rozpowszechniali preparaty z nieznanych dotychczas Europejczykom roślin azjatyckich.

Krokiem w kierunku współczesnej medycyny były badania Paracelsusa, poszukującego w I poł. XVI wieku metod wyodrębnienia z roślin leczniczych tych związków, które oddziałują na organizm ludzki.

Fitoterapia zaczynała odtąd pozostawać w cieniu medycyny bazującej na syntezach ciał organicznych i preparatach otrzymywanych w laboratoriach.

Z euforii towarzyszącej lekom syntetycznym wyrwały świat medyczny dopiero dostrzegane objawy skutków ubocznych, jakie niosła z sobą chemia. Skutków często nieodwracalnych dla normalnego funkcjonowania organizmu. Dopiero wtedy zdano sobie sprawę, że w walce o zdrowie człowieka, tak naprawdę, medycyna akademicka wniosła niewiele pożytecznego. Olbrzymie ilości nowych leków syntetycznych wcale nie chroniły ludzkości przed chorobami. Wręcz przeciwnie. Osłabiając system immunologiczny organizmu, czyniły go podatnym na działanie różnego rodzaju bakterii i wirusów. Czyniły go bezbronnym wobec powstających wynaturzonych komórek. Czyniły go bezbronnym wobec zakłóceń w funkcjonowaniu poszczególnych organów.

Medycyna tak potężna i jednocześnie tak bezsilna stanęła na rozdrożu. Lekarze zaczęli zadawać sobie pytania, którędy droga? Coraz więcej spośród nich, pomnych dewizy Hipokratesa, gotowych było skłaniać się ku fitoterapii, ku nowym badaniom roślin. One nie szkodzą, a ich na powrót odkrywana skuteczność, zwłaszcza w zwalczaniu chorób nieuleczalnych, zachęcała do wyboru tej właśnie drogi.

Na trąd, malarię i na raka

Medycyna akademicka była i jest nadal oporna wobec naturalnych leków roślinnych. Wiele z nich mimo swojej doskonałości do dziś nie znalazło miejsca w aptekach. Wiele trafiło tam po wiekach. Od 3 tys. lat np. stosowane w indyjskiej medycynie ludowej substancje z drzewa rauwolfia nie były uznawane przez medycynę oficjalną jako lek aż do 1931 roku. Wtedy to dwaj hinduscy chemicy wyodrębnili z korzeni tego drzewa czyste alkaloidy, które następnie poddano wnikliwym badaniom farmakologicznym. Okazało się, że w sposób rewelacyjny obniżają ciśnienie krwi. W dwa lata później znana firma Ciba wyprodukowała z nich niezwykle cenny preparat przeciwko chorobie nadciśnieniowej pod nazwą Serpazil. Prastary lek roślinny zyskał wkrótce powszechne uznanie klinicystów całego świata. 3 tysiące lat o miano leku ubiegała się też chińska bylina żeń-szeń posiadająca właściwości regeneracyjne. Podobnie było z afrykańską byliną mandragorą, której korzeń również dziś z powodzeniem stosowany jest w lecznictwie. Innym przykładem może być wiecznie zielone indyjskie drzewo zwane uśpianem różnolistnym. Olejem otrzymywanym z nasion tego drzewa Hindusi od wieków leczyli trędowatych, podczas gdy medycyna akademicka uparcie uważała trąd za chorobę nieuleczalną. Dopiero w 1921 roku zainteresowano się pewnym leprozorium, w którym zanotowano znaczącą ilość uzdrowień w rezultacie stosowania oleju zwanego czaulmugrowym. Mimo nowej kuracji sulfonamidami do dziś olej czaulmugrowy leczy trąd równie dobrze jak sulfonamidy. Ma nad nimi tę przewagę, że jest nieporównywalnie tańszy. Toteż w wielu krajach tropikalnych wciąż zakładane są plantacje uśpianu różnolistnego.

Ostatnio medycyna z niemałym zainteresowaniem spogląda na Amazonię i odkryte przez polskiego misjonarza, ojca Edmunda Szeligę, tajniki naturalnych metod leczniczych dawnych Inków. Ich potomkowie przez kilkadziesiąt lat wtajemniczali ojca Szeligę w arkana terapii roślinami, a on skrupulatnie badał je, zlecając analizy biochemiczne laboratoriom uniwersyteckim.

Wcześniej Indianie tylko raz uchylili rąbka najbardziej strzeżonych tajemnic, jakimi były ich własne metody leczenia. Jedną z nich zdradzili dziesiątkowanym w Amazonii przez malarię konkwistadorom. Antidotum na tę nieuleczalną chorobę okazała się kora wskazanego przez Inków nieznanego Hiszpanom drzewa. Sto lat później Linneusz – na cześć żony wicekróla Peru, hrabiny Chinchon, która była pierwszą Europejką wyleczoną z malarii – nazwał zbawienne drzewo chinowcem. Wkrótce jezuici zaczęli eksploatować w Amazonii cudowną korę, a w sproszkowanej postaci zwanej chininą eksportowali ją w świat. Rząd Peru zabraniał bowiem pod karą śmierci wywożenia nasion i sadzonek chinowca. Dopiero po niemal dwóch wiekach niemiecki botanik Hasskarl, na polecenie Holendrów, przemycił sadzonkę chinowca z Peru na Jawę. Stąd głównym producentem kory chinowej jest obecnie Jawa, a chinina do dziś z powodzeniem konkuruje z produkowanymi przeciw malarii lekami syntetycznymi.

50 lat temu polski salezjanin ojciec Szeliga poznał w Amazonii pnącze o właściwościach leczniczych na miarę chinowca. Indianie zwą je vilcacorą (łacińska nazwa – Uncaria tomentosa). Mówią o nim, że jest królem roślin.

Tak jak swe przeciwmalaryczne działanie kora chinowca zawdzięcza alkaloidowi nazwanemu chininą, która niszczy wywołujące chorobę zarodźce we krwi, tak vilcacora zawdzięcza swą moc sześciu alkaloidom niezwykle silnie działającym antymutacyjnie i antyutleniająco, co stanowi o jej wartości w leczeniu nowotworów.

Uczeni uważają, że musi zwykle upłynąć 20 lat, zanim produkt medyczny pochodzenia roślinnego trafi z lasów na rynek. Jednym z przykładów może być kurara, niegdyś używana wyłącznie w dżunglach, gdzie indiańscy myśliwi zatruwali nią groty strzał. Kurara uzyskiwana z żywicy pewnego pnącza (Chondrodendron tomentosum) jest dziś niezwykle skutecznym środkiem zwiotczającym mięśnie. Farmakolodzy stwierdzili, że zawarty w żywicy tego pnącza alkaloid zwany D-tubokuraryną, ratuje życie osobom cierpiącym na skurcze wywołane przez tężec i paraliż astmatyczny. Dwadzieścia lat po odkryciu tubokuraryny chirurdzy na całym świecie powszechnie jej używają jako bezcennego leku przy operacjach wymagających zwiotczenia mięśni.

Wychodzenie z cienia

W literaturze naukowej istnieje wiele interesujących opisów leczenia chorych, którzy poddawali się klinicznym kuracjom preparatami z vilcacory. Coraz częściej lekarze w prywatnych praktykach lekarskich, zwłaszcza w USA, Kanadzie i Australii stosują vilcacorę z dobrymi i bardzo dobrymi rezultatami.

Nie tak dawno w Genewie pod auspicjami Światowej Organizacji Zdrowia miała miejsce Pierwsza Międzynarodowa Konferencja Badaczy Uncarii tomentosa. Rezultatem obrad było oficjalne uznanie vilcacory za roślinę leczniczą, która powinna być zalecana przez WHO. Na podstawie wyników badań przedstawionych na tym spotkaniu, rekomendacja taka została sformułowana. Podpisali się pod nią profesorowie uniwersytetów i placówek badawczych z krajów uczestniczących w konferencji.

Uncaria tomentosa nie jest „jakąś tam” rośliną, jedną z wielu tysięcy czy nawet milionów. Jest największym spośród odkrytych dotychczas skarbów amazońskiej puszczy – podkreślają uczeni.

Piotr Szumski
http://www.poradnia.pl/ziololecznictwo/ ... naturalnej

ODPOWIEDZ