Templariusze

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 03 stycznia 2015, 23:29

SKARB TEMPLARIUSZY
autor STANISŁAW PYTLIŃSKI
„Wiedzieć, chcieć, ośmielić się, milczeć"... — oto cztery najważniejsze reguły obowiązujące tych, którzy oddają się zgłębianiu nauk tajemnych, z samą Kabałą na czele.
Zakon świątyni Salomona należał niewątpliwie do najbogatszych organizacji czy związków swoich czasów, lecz było to bogactwo bankiera, który nie trzyma pieniędzy w kufrze, ale wciąż nimi obraca, woląc w dodatku posługiwać się wekslami i listami kredytowymi niż brzęczącą monetą. Można śmiało założyć, iż taki sposób działania na polu ekonomicznym przyjęli właśnie Templariusze. Ich skarbce nie zawierały zatem skarbów, w każdym razie nie tak wielkich o jakie ich posądzano!

Cóż zatem kryły w sobie Templariuszowskie skarbce?
Z pewnością dokumenty, a także rozliczne relikwie, klejnoty koronne królów Jeruzalem, łupy wojenne...
Relikwie, klejnoty i łupy wywiezione z Ziemi Świętej miały bez wątpienia wartość olbrzymią, ale zapewne nie aż tak wielką jakby tego można się było spodziewać. Opuszczając Jerozolimę, Templariusze wywieźli wszystkie swoje dobra na grzbietach dziesięciu osłów! Był to więc ładunek niewielki i ograniczony — 800 — może 1 000 kg! Jeśli więc założymy (i to wcale nie karkołomnie!), że to właśnie miałby być ten wciąż poszukiwany skarb „właściwy", przechowywany w Paryżu przez Wielkiego Mistrza i wywieziony potajemnie przez Guichard'a de Beaujeu w trumnie i kufrach, dojdziemy szybko do przekonania, że dla dzisiejszego szczęśliwego znalazcy skarb taki posiadałby rzeczywiście wartość astronomiczną, lecz byłby wręcz śmiesznie mały jeśli weźmie się pod uwagę operatywność, międzynarodowy zasięg Zakonu, rozgłos wokół całej sprawy i wreszcie wagę tajemnicy jaka na niej ciąży. Skoro zatem hipoteza „żywej gotówki" upada, warto przyjąć inną — stokroć bardziej intrygującą! Prawdziwą tajemnicą Templariuszy było owo „wiedzieć" stojące na czele kabalistycznej listy reguł, a prawdziwym skarbem manuskrypty, a właściwie zawarta w nich wiedza!

Obrazek Obraz sir Petera Robsona - Przeznaczenie Domu Złota

l to wiedza przez duże „W"! Serge Hutin („Ludzie i Cywilizacje Fantastyczne") przypuszcza, iż mogły to być, ni mniej, ni więcej, tylko rękopisy samych Aliantów! Templariusze mieli przejąć te rękopisy od Arabów, a ci przedtem zdobyć je podczas podboju Egiptu. Hipoteza taka kusi i wywołuje zawrót głowy zarazem. Być może Serge Hutin zagalopował się nieco, być może intuicyjnie trafił w przysłowiową „dziesiątkę"... Hipoteza o rękopisach Aliantów jest jednakowoż trudna do zaakcepto-wania, choćby ze względów językowych. Być może były to „tylko" teksty o Atlantach, aczkolwiek i przy takim „uproszczeniu" wkraczamy niemal na teren fantastycznej bajki. Jeśli jednak założymy Atlantycką oryginalność tekstów, nic nie stoi na przeszkodzie, by idąc „za ciosem", założyć, iż język Aliantów był znany kapłanom egipskim, ewentualnie, iż został rozszyfrowany przez Arabów lub samych Templariuszy. (Mógł być po prostu zbliżony do starożytnego egipskiego bądź np. fenickiego).

Przy całej swej fantastyczności, hipoteza Serge'a Hutin nie jest po-zbawiona pewnego sensu! Nawet najwięksi sceptycy będą zmuszeni przyznać, że „coś w tym jest", jeśli tylko dadzą, choćby częściowo, wiarę innemu niekonwencjonalne¬mu badaczowi — Jacques'owi De Mahieu, autorowi m.in. książki „Te¬mplariusze w Ameryce" (Wyd. Editions Robert Laffont — 1981). Autor ten bardzo przekonywająco udowadnia, iż Templariuszowska Flota utrzymywała stały, wręcz handlowy kontakt z Nowym Światem! Wywód De Mahieu jest długi, drobiazgowy i dość pokrętny; dla uproszczenia sprawy, tezy jakie on sobie stawia, można ująć w trzech pytaniach:
— Skąd wzięto pieniądze na finansowanie budowy gotyckich katedr na terenie Francji?
— Czemu i komu służył port La Rochelle?
— Gdzie schroniła się atlantycka flota Zakonu w 1307 r.?
Pytania te zadawało sobie niewątpliwie wielu historyków, ale pewnie żaden z nich nie odpowiedział tak, jak czyni to Jacąues De Mahieu. Zacznijmy żatem od kaledr!
Jak siało się możliwe, iż począwszy od roku 1140, w przeciągu stosunkowo krótkiego czasu i niemal jednocześnie na terenie Francji, niczym grzyby po deszczu, wyrosło ponad 70 wielkich katedr i drugie tyle niewiele mniejszych kościołów?
Jak do tego doszło, iż niewielkie, kilkutysięczne miasta czy wręcz miasteczka o bardzo ograniczonych możliwościach mogły sobie nagle pozwolić na niewyobrażalny wręcz zbytek posiadania katedry?

Żeby przybliżyć nieco miarę problemu warto wziąć pod uwagę, iż obecnie, przy nieporównywalnych w ogóle środkach i możliwościach, żadne miasto francuskie wielkości ówczesnego Chartres, Laon, Noyon czy Soissons, nie jest w stanie wygospodarować własnych funduszy na budowę choćby krytego lodowiska czy basenu kąpielowego, a cóż tu dopiero mówić o gigantycznej katedrze, mogącej w swym wnętrzu pomieścić cały stadion! Nie ulega większej wątpliwości, że jedyną organizacją zdolną sprostać takiemu przedsięwzięciu byli Templariusze.
Po pierwsze — mieli oni pod swoją pieczą Bractwo Dzieci Salomona, zrzeszające elitę mistrzów-nadzorców, kamieniarzy, murarzy i rysowników specjalizujących się w katedrach gotyckich. Po wtóre — tylko Templariusze dysponowali niezbędnymi środkami finansowymi. Jednakowoż pożyczki, jakich udzielali oni biskupom i gminom, nie mogły mieć, praktykowanej przez Zakon, formy listów gwarancyjnych, weksli, ani żadnej innej formy „pisemnej". Na opłacenie robotników, majstrów i dostawców potrzebna była brzęcząca moneta! Skąd zatem wzięły się owe pieniądze w czasach, gdy handel wymienny kwitł w najlepsze, a pieniądz metalowy, służący w zasadzie tylko do płacenia podatków królewskich, był rzadkością? Monet rzymskich praktycznie nie było już w obiegu, zaś te, które Templariusze wywieźli z Ziemi Świętej (gdzie zresztą miały wartość wyższą od złota), nie mogły starczyć na długo (pamiętajmy o ładunku dziesięcio-oślim!); miały przy tym zbyt duże nominały, nawet na miesięczną wypłatę dla robotnika, nie można było przy tym ich rozmienić, bo nie było na co!

Tymczasem Templariusze „wpuścili na rynek" olbrzymie ilości drobnej srebrnej monety, która n.b. w konsekwencji przyczyniła się do szybkiego rozkwitu tej części Europy. Skąd zatem wzięto niezbędny metal, skoro kopalnie srebra z czasów rzymskich były już wyczerpane, a nowe złoża jeszcze nieodkryte? Jakby nie licząc się z tym, Zakon sprowadził w tajemnicy wielkiej niemieckich mincerzy, odlewników i osadził ich w okolicach Tuluzy, gdzie w równie wielkiej tajemnicy bito srebrną monetę! Skąd zatem pochodził metal? — Oczywiście z Ameryki! — Tak przynajmniej twierdzi Jacgues De Mahieu.
Jeśli zatem założy się możliwość istnienia templariuszowskich kontaktów z Nowym Światem, kierunek ucieczki jest tylko jeden — Ameryka! Dalsze pytania nasuwają się same: — Co uwiozła z sobą atlantycka eskadra?
Wielki Mistrz — Jacques De Molay pozostał przecież w Paryżu! Być może nie zdążył uciec, być może poświęcił się, by odwrócić uwagę królewskich prokuratorów! Od czego..?

Niejaki Jean De Falon zeznał przed papieżem w czerwcu 1308 roku (zeznania te znajdują się w Archiwach Watykańskich), iż wieczorem, dnia poprzedzającego atak królewski, widział Templariuszowski konwój opuszczający Paryż i udający się drogą w kierunku La Rochelle. Konwój ten składał się z 3 wozów wypełnionych ukrytymi w słomie kuframi, stanowiącymi „skarb" Wielkiego Wizytatora Zakonu, eskortowanych przez 40 rycerzy pod wodzą Hugues'a De Chalons i Gerarda De Villiers.
Zapewne nie był to skarb w dzisiejszym rozumieniu, jako że wywożenie szlachetnych kruszców z zamiarem przetransportowania ich do Ameryki przypominałoby przysłowiowe wnoszenie drzewa do lasu. Poza tym trudno dopuścić nawet taką możliwość, gdyż Wielki Wizytator, jako zakonnik, nie posiadał żadnego majątku własnego. Nie były to też zapewne dokumenty związane z działalnością bankową czy handlową Zakonu — a więc tytuły własności, akty nadania, skrypty dłużne czy najrozmaitsze pokwitowania, ze względu choćby na ich zupełną nieprzydatność po drugiej stronie Atlantyku. Musiały to być zatem Archiwa Sekretne najwyższej wagi, skoro do ich ochrony zaangażowano aż 40 rycerzy w czasach, gdy jeden człowiek w zbroi był w stanie skutecznie rozprawić się z bandą pospolitych rabusiów! Nie wykluczone, iż konwojów takich, zmierzających w stronę La Rochelle było więcej... Być może udały się tam wcześniej nie zwracając niczyjej uwagi..? Nic konkretnego na ten temat nie wiadomo. Jak również nie wiadomo nic na temat treści Tajnych Archiwów. Domysły można tu snuć długie i szerokie.

Jacgues De Mahieu, nie wspominający zresztą ani słowem o ewentualnych rękopisach Aliantów, tym razem nie wdaje się w żadne spekulacje. Inni autorzy również nie dają tu żadnych wskazówek, ograniczając się jedynie do stwierdzenia, że takie archiwa musiały być.
Być może zawierały w sobie ową mistyczną „Wiedzę Przodków", której studiowaniu oddawało się dziewięciu rycerzy wysłanych do Jerozolimy przez Opata z Clairvaux, być może równie sekretne wiadomości zebrane przez niego samego w czasie niezliczonych podróży na Wschód..? Mogły to być również tajemnice alchemii, którą Templariusze uprawiali z wielkim zamiłowaniem, lub wręcz czarnej magii, jako że i ta dziedzina znalazła się w kręgu ich zainteresowań! Niewykluczone, iż były to traktaty filozoficzne, rozprawy o reinkarnacji, życiu i śmierci, powstałe pod wpływem wierzeń Dalekiego Wschodu... czy też nie mieszczące się w chrześcijańskich konwencjach rozważania na temat istoty Boga, Szatana i Życia Wiecznego..?
Poza hipotetycznymi rękopisami Atlantów, w Tajnych Archiwach nie powinno zabraknąć najrozmaitszych raportów szpiegowskich, opisów, nieznanych ówczesnej Europie ziem, z samą Ameryką na czele i oczywiście map, które pod żadnym pozorem nie powinny dostać się w niepowołane ręce.
Następne pytanie nasuwa się automatycznie — Skąd Templariusze wiedzieli o istnieniu Ameryki?

Odpowiedź — wg Jacques De Mahieu — jest bardzo prosta. Niewątpliwie słyszeć musieli o legendarnej navigatio Świętych Mało i Brandana, którzy w latach 536—552 mieli jakoby dotrzeć do jakiegoś kraju położonego za oceanem. Od najemników skandynawskich, będących na służbie u Cesarzy Bizancjum, dowiedzieli się zapewne o wyprawach do Meksyku mnichów irlandzkich w 870 roku i słynnego Jarla Ulmana w roku 967. Wreszcie, studiując starożytne księgi podczas pobytu w Ziemi Świętej, musieli zetknąć się z dziełami Plutarcha, Theopompa i Macroba, mówiącymi o istnieniu po drugiej stronie Marę De Tenebris „bogatej ziemi pełnej lasów, rzek żeglownych", lub przynajmniej „cudownej wyspy", której odkrycie Diodor Sycylijczyk przypisywał Fenicjanom. Z całą pewnością wpadła w ich ręce także „Geografia" Ptolemeusza, który przytaczając historię opowiedzianą przez Marina z Tyru, wspomina o pewnym kapitanie greckim imieniem Aleksander, mającym w I w n.e. przepłynąć Pacyfik i dotrzeć do nieznanego lądu po podróży „liczącej dni tak wiele, że aż nie można ich było policzyć"! Na poparcie swej hipotezy amerykańskiej Jacques De Mahieu przytacza multum dowodów mogących skruszyć najzatwardzialszych sceptyków.
Templariuszom nie udało się skolonizować Ameryki ze względów oczywistych — byli przecież zakonnikami żyjącymi w celibacie! Ewentualni goście i rezydenci, nie związani żadnymi ślubami, którzy dostali się na pokład owych okrętów, zapewne nie zabrali z sobą żon, o ile w ogóle byli żonaci! Niewielka garstka europejskich emigrantów dysponujących wprawdzie olbrzymią przewagą cywilizacyjną, ale pozbawionych jakichkolwiek kontaktów ze Starym Światem, topniała w szybkim tempie.

Prawdopodobnie w drugiej połowie XIV wieku zmarli ostatni biali przybysze, pozostawiając po sobie nielicznych potomnych pół krwi, którzy prawdopodobnie kontynuowali idee Rycerzy Salomona, ale już w nowej, zindianizowanej formie.
Krótki w sumie pobyt — pierwsi Templariusze przybyli na tereny Meksyku prawdopodobnie około roku 1270, ostatni — w 1307 — wywołał jednak duże zmiany, zwłaszcza w Ameryce Środkowej, gdzie pozostawił po sobie liczne i trwałe ślady..
Wyliczenie ich wszystkich zajęłoby zbyt dużo miejsca, toteż przytoczę tylko te, które Jacpues De Mahieu uznał za najważniejsze i najbardziej przekonywające. Byłyby to zatem:
— Szybki rozkwit gospodarczy w tamtych właśnie czasach i rozbudowa zbiurokratyzowanej struktury państwa opartej na typowo templariuszowskiej hierarchii władzy. — Powstanie sztucznych tworów językowych, bazujących na grece i łacinie, a związanych ze zmianami w strukturze administracyjnej.
— Obecność wielu słów pochodzenia francuskiego (np. w języku keczua-maya, wg Jacques'a De Mahieu byłoby ich około 50. Czytelników na pewno zainteresują dwa z nich: „ton" — oznaczający odgłos walenia w bęben i „guz"— oznaczający gust, smak).
— Ślady działalności misyjnej kapelana Zakonu — Ojca Gnupy i chrystianizacji przedkolumbijskiej na terenach Tiahuanaco, a także ruiny, pochodzącego z XII wieku, kościoła chrześcijańskiego, którego motywy architektoniczne i rzeźby zostały żywcem zapożyczone z gotyckiej katedry w Amiens w północnej Francji.
— Ewolucja wierzeń religijnych w Ameryce Środkowej i wykształcenie się pojęcia Boga wszechmogącego, wszechobecnego, niewidzialnego. Tego Który Jest.
— Obecność znaków i symboli chrześcijańskich: krzyży łacińskich, greckich, maltańskich i katarskich, gwiazd pięcio i sześcioramiennych i różnych symboli tzw. hermetycznych, jakimi posługiwali się Templariusze, widocznych w malowanych księgach, na rzeźbach i murach budynków. O tym jak daleko przeniknęła symbolika chrześcijańska do wierzeń, bądź co bądź, pogańskich świadczyć może również monstrancja boga Tezcatlipoki, przypominająca jako żywo monstrancje wczesno-średniowieczne, pastorał biskupi trzymany przez Ouetzalcoatla, hostia w ręku Itzamny czy też wreszcie sama idea Pierzastego Węża, mogącego z powodzeniem kojarzyć się z Upadłym Aniołem.
— Kult Tezcatlipoki, boga Wenus, utożsamianego później z „europejskim" Lucyferem czy sekretnie czczonym przez Templariuszy Baphometem.
— Tajemnicze kopalnie w Peru, Paraguaju i Brazyli, w których metodami europejskimi wydobywano srebro i przetapiano na sztabki łatwe do transportu.
— Statuetki o kształtach negroidalnych pochodzące z tzw. epoki postklasycznej, odpowiadającej europejskiemu Średniowieczu, znajdowane na terenie Meksyku i świadczące o obecności czarnych niewolników sprowadzonych przez Templariuszy.

Listę tę można by skutecznie przypieczętować innym, już nie amerykańskim argumentem. Jest nim właśnie pieczęć, przejęta w 1307 r. przez prokuratorów Filipa Pięknego, przedstawiająca najprawdziwszego Indianina z łukiem w ręce i pióropuszem na głowie, otoczonego napisem SECRETUM TEMPLI! Hipoteza De Mahieu jest niewątpliwie oryginalna i ciekawa, aczkolwiek niektóre z jego argumentów mogą budzić pewne wątpliwości. Np. uzasadnienie lokalizacji portu w La Rochelle czy też powiązanie budowy katedr gotyckich z pojawieniem się w Europie srebrnej monety i to pojawieniem się nagłym, dla którego klasyczni historycy zdają się nie mieć żadnego wytłumaczenia... czy wreszcie owa pieczęć z napisem „sekret" nieomal sekret ten zdradzająca..! Ba! Zdradzająca dziś, lecz z całą pewnością niewiele mówiąca w czasach, gdy powszechnie sądzono, iż za Morzem Ciemności żyją potwory przy których wszystkie inne średniowieczne straszydła jawiły się łagodnymi barankami.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 06 stycznia 2015, 21:34

Bracia świątyni Salomona, dysponujący potężną siecią szpiegów i wywiadowców wiedzieli zapewne dużo wcześniej, co szykuje im zawistny monarcha Filip. Nie mogąc stawić mu czoła zbrojnie, zawczasu ukryli wszystko co mieli do ukrycia w różnych miejscach, aby w ten sposób choć częściowo pokrzyżować królewskie szyki.

Niektórzy historycy, z Johnem Charpentierem na czele, tak oto wyobrażają sobie dalszy przypuszczalny rozwój wypadków: (podaje za Robertem Charroux). Gdy uwięziony wielki Mistrz Jacgues de Molay nabrał przekonania, że król dąży do całkowitego unicestwienia Zakonu, powziął odpowiednie środki zaradcze, aby mogła być zachowana „tradycja i subtelna wiedza fundamentalna". Wezwał, do więzienia, w którym przebywał, swego siostrzeńca — młodego księcia Guichard'a de Beaujeu i tam, w tajemnicy, pasował go na nowego Wielkiego Mistrza. Wraz z funkcją — teraz już tajną — młody książę wszedł w posiadanie największych tajemnic i sekretów, dotyczących m.in. skarbów. Droga do nich miała prowadzić przez kryptę Wielkich Mistrzów, gdzie w wydrążonych kolumnach zdobiących wejście winny znajdować się niezmierne kosztowności, a w grobowcu poprzedniego Wielkiego Mistrza, miast doczesnych szczątków tegoż — tajne archiwa i także liczne relikwie i precjoza wywiezione z Ziemi Świętej, a wśród nich: korona królów Jeruzalem, siedmioramienny świecznik Salomona i złote podobizny Czterech Ewangelistów. Młody książę przysiągł, iż uratuje to wszystko i ukryje tak, aby nie zostało odnalezione „aż do końca świata"! Odebrawszy tę przysięgę Mistrz de Molay „ucałował siostrzeńca po raz ostatni i przygotował się na śmierć", która dosięgła go na stosie. Wkrótce po tych wydarzeniach nowy wielki Mistrz zawiązał stowarzyszenie „Architektów Doskonałych", których zadaniem miało być przeniesienie i ukrycie skarbu. Okazja ku temu nadarzyła się niebawem — była nią śmierć jednego z krewnych Guichard'a — jego wuja Guillaume'a. Uzyskawszy od króla Filipa zgodę na przewiezienie ciała i pochówek zmarłego w rodzinnych włościach, wydobył z pomocą „Architektów" skarby, załadował je do trumny i kilkunastu kufrów i wywiózł w nieznanym kierunku. Tak mówi o tym historia, mniej lub bardziej oficjalna. Na temat owego „nieznanego kierunku" domysłów i spekulacji nie brak do tej pory.
Na pierwszym miejscu wysuwano Cypr, gdzie urzędował Archimandryta i Kapituła Zakonu. Skarbu zatem należałoby szukać w Limassoi! Serge Hutin w swej książce „Ludzie i cywilizacje Fantastyczne", wydanej w 1970 r. wskazuje inne miejsce — Paryż; tam przecież była siedziba Wielkiego Mistrza!

Obrazek
Fragment podziemnego Paryża dzisiaj.

Według przekazywanej ustnie tradycji, skarb ma się znajdować w podziemnym labiryncie, do którego prowadzą dwa tajne przejścia — jedno z kościoła Saint-Merry, drugie — z katedry Notre-Dame. Nie można również wykluczyć, iż największe templariuszowskie dobra zostały ukryte gdzieś pod ulicami dawnej dzielnicy zwanej „Dzielnicą Świątyni", jako że swego czasu była ona lennem Zakonu. Wydawać by się mogło, że kryjówka taka winna być już dawno odkryta z racji wielokrotnej przebudowy miasta, konstrukcji metra, wodociągów, podziemnych tras komunikacyjnych i innych prac, które wykonywane są do dzisiaj. Nic bardziej mylnego! Roboty te naruszają tylko warstwę wierzchnią, nie docierając z zasady do wciąż niezbadanych do końca labiryntów paryskich katakumb. Rozciągają się one głęboko, głębiej niż sieć metra, kanały i koryto Sekwany, a powstać miały jeszcze w dawnej Starożytności, na wiele wieków przed przybyciem Rzymian. Łączna ich długość podobno przekracza 2, a może nawet 4 tysiące km — dokładnie nie wiadomo; trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce na chwilowe schowanie czegokolwiek!
Paryskie katakumby rozciągają się na obszarze około 770 hektarów i są pozostałością po kamieniołomach, z których już od czasów Cesarstwa Rzymskiego wydobywano wapień potrzebny do budowy miasta. Pozostałe po kopalniach tunele i korytarze tworzą coś na kształt podziemnego miasta, które od zawsze przyciągało swoim mrokiem paryski półświatek, służąc za schronienie dla wszelakiej maści odmieńców, rzezimieszków, szmuglerzy i rewolucjonistów – zarówno historycznych, jak i fikcyjnych. To tu komunardzi rozstrzeliwali monarchistów, tu w czasie wojny spotykał się francuski ruch oporu, tu odbywały się (i ponoć nadal odbywają) czarne msze i narkotykowe imprezy. Victor Hugo w katakumbach umieścił akcję „Nędzników”, mieszkał w nich Erik, słynny Fantom z Opery, oraz paryskie wampiry z powieści Anny Rice – a ostatnio nawet Pink próbowała pokazać światu swoje zdolności aktorskie uciekając przed czającą się w tunelach śmiercią w „znakomitym” niewątpliwie horrorze „The Catacombs”…
http://paryznagoraco.com/2009/05/kataku ... ch-paryza/

Wóz, rydwan symbolem ukrycia skarbu.
O świcie, w piątek 13 października, wszyscy templariusze mieli zostać aresztowani, a ich dobra skonfiskowane. Z zastawionej sieci, dzień wcześniej z Paryża wyjechały wozy, na których wywieziono i ukryto w nieznanych miejscach skarby zakonu. Można mieć pewność, że wszelkie wskazówki ich przechowania były znane nielicznym wtajemniczonym. Gerard de Sade w swojej książce „Templariusze są wśród nas" twierdzi, że „wóz" jest zaszyfrowanym znakiem ukrycia skarbu. Miasto Gisors zwane Warownią wozów, rydwanów, było jedną z twierdz zakonu. Rycerze ukryli tutaj część swojego bogactwa, a w nazwie zakodowali informację o tym. W czasie kiedy je zbudowano, o północy, na niebie widać było konstelację Wielkiego i Małego Wozu. Podobno karty tarota stworzyli templariusze jako środek służący do przekazania wiedzy o ukryciu swoich największych tajemnic. Wśród 22 arkanów większych, kluczem do ich odkrycia są karty o nazwach: Rydwan i Świat (mały i wielki rydwan). Na nich pojawia się motyw sfinksa, symbolu związanego z największą tajemnicą Świątyni Salomona, arką Przymierza, którą ponoć odkryli templariusze.

Obrazek Obrazek Karty reprezentują sobą przesilenie letnie oraz czerwcową, magiczną noc. ;)

Obrazek Świątynia Salomona
Raz w roku podczas dnia przesilenia letniego, świątynia była oświetlona naturalnym światłem dziennym.

Może wspomniane wcześniej, zaszyfrowane hasło które brzmiało: "Święty Jan Chrzciciel tylko 24 czerwca wskaże Ci tę jedyną drogę", jest główną wskazówką dotyczącą miejsc ukrycia skarbów ''Świątyni''. Szukając pamiętajmy o widocznym Wielkim i Małym Wozie na niebie oraz oddechu sfinksa za plecami. :D

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 16 lutego 2015, 15:09

Obrazek Karty Tarota są często nazywane kartami Graala. :D

Kiedy templariuszy aresztowano jako heretyków, niektórzy z nich wyjawili prawdziwą funkcję kart Tarota, szczególnie tzw. ''Arkanów Większych'', stanowiących dla nich zestaw zaszyfrowanych znaków. Dzięki tym symbolom mogli oni, nie wzbudzając żadnych podejrzeń, przekazywać tajne nauki dosłownie pod nosem urzędników Kościoła.

Obrazek Ponoć w tej pozycji osiąga się szybciej pełne oświecenie.....co widać na w/w karcie nr 12...... ;)

Okazało się, że eksperci zajmujący się symboliką tarota uważają pozycję ciała z jedną nogą zgiętą i skrzyżowaną z drugą, wyprostowaną, za „wyjątkowo znaczącą".Takie, a nie inne ułożenie nóg występuje na kartach przedstawiających Cesarza i Wisielca — w tym drugim przypadku mamy do czynienia z wizerunkiem postaci wiszącej na krzyżu na prawej stopie, z lewą nogą zgiętą i skrzyżowaną za prawą. Tego rodzaju ułożenie ciała odgrywało ważną rolę u templariuszy, jako że każdego z tych rycerzy po śmierci składano do grobu ze skrzyżowanymi dokładnie w ten sam sposób nogami. Skrzyżowane nogi tworzą kształt „x", co jest jedną z form litery Taw, ostatniej litery alfabetu hebrajskiego, która symbolizuje oświecenie-wtajemniczenie. Bardziej wyszukane grobowce przywódców templariuszy ozdabiano płaskorzeźbami lub pełnymi rzeźbami przedstawiającymi postać zmarłego w tej niezwykłej pozie.

Obrazek Kartę z wizerunkiem Papieżycy nazywano czasami „Joanną". Fakt używania owej karty w okresie, kiedy jeszcze nie pojawiły się opowieści o Joannie, świadczył, że templariusze natrafili zapewne na stare dokumenty, które identyfikowały Marię Magdalenę z pierwszym papieżem. W niektórych taliach kart do tarota Joannę przedstawia się ze zwojem w ręce, siedzącą między dwiema kolumnami. Kolumna z lewej jest czarna i oznaczona literą „B", kolumna z prawej zaś biała i oznaczona literą „J". W taki sposób ukazano więc bezpośrednie związki Wysokiej Kapłanki czy też Papieżycy z dwiema kolumnami Boaz i Jakin, które stały niegdyś przed wejściem do wewnętrzego sanktuarium Świątyni w Jerozolimie, a obecnie ich kopie znajdują się w każdej świątyni masońskiej.

Historia z Papieżycą musiała bardzo zaniepokoić watykańskich dostojników, jako że wprowadzili oni środki, które miały uniemożliwić podobny skandal w przyszłości. Od wszystkich kardynałów branych pod uwagę przy wyborze papieża zaczęto wymagać, by nadzy pod wierzchnią szatą siadali na specjalnie skonstruowanym krześle stojącym na podwyższeniu i otwartym od spodu niczym sedes, co umożliwiało specjalnej komisji oględziny genitaliów. Po przeprowadzeniu badania komisja wydawała oficjalny werdykt: „Testiculos habet, et bene pendentes" („Ma jądra i zwisają one prawidłowo"!) :o

Karty templariuszy zostały tak zaprojektowane, by każda z nich miała dwa odrębne poziomy znaczeniowe. Dzięki temu można było posługiwać się nimi przy przekazywaniu tajnych wiadomości bez obawy, że zostaną rozszyfrowane przez przypadkowych świadków. Pierwotnie te misternie zdobione karty służyły do opowiadania historii templariuszy, później zaś stały się podstawowym narzędziem pracy wróżbitów na całym świecie.

Obrazek

Talia do tarota składa się z 56 kart zwanych Minor Arcana oraz 22 kart-figur zwanych Major Arcana. Z czasem Minor Arcana przekształciła się we współczesne karty do gry, podzielone na cztery kolory: buławy (trefle), kielichy (kiery), szpady (piki) i pentagramy (karo). Początkowo w skład każdego koloru wchodziło czternaście kart: cztery karty dworskie — król, królowa, rycerz i giermek (walet) — oraz karty numerowane: od asa do dziesiątki. Współczesna talia składa się z 52 kart, ponieważ w pewnym momencie usunięto z niej czterech rycerzy z każdego koloru. Karty te zniknęły wkrótce po uznaniu templariuszy za heretyków, a Kościół usiłował za wszelką cenę zatrzeć pamięć o zakonie.
Major Arcana składa się z 22 ponumerowanych kart, przedstawiających wizerunki różnych postaci. Wszystkie z tych kart, z wyjątkiem jednej, zniknęły w tajemniczy sposób mniej więcej w tym samym czasie, co rycerze z Minor Arcana, ponieważ Kościół uważał, że są one „szczeblami drabiny prowadzącej do piekła" oraz „brewiarzem diabła".
Arcana zwano także Triumfami (Atutami) lub Wielkimi Tajemnicami; spośród nich jedynie Błazen uniknął zagłady i przetrwał do dziś jako Joker. Zgodnie z tradycją Błazen reprezentuje nowicjusza rozpoczynającego podróż ku oświeceniu. I ten głupiec ma ''SIŁĘ'' w zwykłych kartach, bo pochodzi z Arkanów Większych TAROTA
Obrazek Obrazek Joker to ślad po tzw. Arkanach Większych TAROTA. To po prostu ''Głupiec''.

Obrazek Buławy, Puchary, Miecze, Misy (Monety) to cztery kolory w Tarocie.

Rycerzami Graala byli templariusze. Czyżby usunięcie czterech rycerzy ze zwykłych kart do gry, było celowym ukryciem prawdy o twórcach Wielkich i małych Wtajemniczeń w średniowieczu. Asy prawdopodobnie zastąpiły rycerzy, w nowo powstałych kartach.

Obrazek As kier - As pucharów.

Może AS-y to karty reprezentujące rycerzy?....Teraz ilość kart w tzw. kolorze wynosi 13- naście....czyżby nawiązanie do pechowej daty dla zakonu świątyni. Cztery razy trzynaście daje liczbę 52, która w kabale oznacza Synów Bożych.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 01 marca 2015, 00:12

Nowy Świat templariuszy
Anna Gwozdowska

Zakon rycerski, zniszczony przez Filipa Pięknego, przetrwał i odrodził się w Portugalii. To stamtąd templariusze wyruszali w zamorskie podboje. Prawdopodobnie odkryli Amerykę przed Kolumbem.

Obrazek
Patronem morskich wypraw Portugalczyków został Henryk Żeglarz, brat króla i mistrz Zakonu Chrystusa – nowego wcielenia templariuszy.

Latem 1415 roku z portu w Lizbonie wypłynęła flota, złożona z około 200 okrętów. Szykowała się do potyczki z niewiernymi i korsarzami, nękającymi południowe wybrzeża Portugalii. Wyprawa portugalskiej armady przeszła do historii, bo wraz z nią rozpoczęła się epoka odkryć geograficznych. Portugalczycy, jeden z najmniejszych narodów ówczesnej Europy, odegrali w niej decydującą rolę.

Tamtego roku zdobyli afrykańską Ceutę, miasto handlowe nad Cieśniną Gibraltarską – i już się nie zatrzymali. W ciągu następnych stu lat ich karawele opłynęły wybrzeże Afryki, dotarły do Indii i do Japonii, a na zachodzie do Brazylii. Nowy Świat stanął przed Europą otworem, a jego odkrycie zapoczątkowało nowy etap w dziejach ludzkości. Nie bez powodu brytyjski historyk Arnold Toynbee dzielił nowożytną historię na dwa etapy: okres przed wyprawą Portugalczyka Vasco da Gamy do Indii (1497–1499) i okres, który nastąpił po niej.

Pod koniec XIV wieku Portugalia liczyła milion mieszkańców i była spustoszona przez epidemię dżumy. A jednak w ciągu następnych 400 lat morskiej ekspansji wyekspediowała za morza milion ludzi: żeglarzy, misjonarzy, żołnierzy i kolonizatorów. Do ojczyzny wróciło zaledwie 10 proc. z nich. Jak to możliwe, że maleńkie państwo dokonało czegoś, co można porównać chyba tylko z podbojem kosmosu? Dlaczego akurat wciśnięty w zachodni skrawek Półwyspu Iberyjskiego kraj, którego granice nie zmieniły się w ciągu 700 lat, zdobył się na niezwykle kosztowny projekt przecierania morskich szlaków na obu półkulach?

Obrazek
Portugalskie karawele docierały do nieznanych dotąd lądów (na rycinie wybrzeże Brazylii) z czerwonym krzyżem templariuszy na żaglach.

Portugalscy historycy nie mają wątpliwości: ogromny udział w odkryciach geograficznych miał Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona – czyli templariusze. Gdy w 1307 roku z rozkazu króla Francji Filipa Pięknego aresztowano pod zarzutem herezji większość rycerzy, skonfiskowano ich majątek, a potem po sfingowanym procesie spalono, to właśnie w Portugalii zakon przetrwał w niemal nietkniętej formie. Templariusze byli tam zresztą obecni od XII w. i cieszyli się ogromnym zaufaniem portugalskich władców. Zapracowali na nie w czasie rekonkwisty, walcząc na pierwszej linii frontu o wyparcie muzułmanów z Półwyspu Iberyjskiego.

Dlatego gdy na placu w Paryżu palono na stosie wielkiego mistrza templariuszy, portugalski król Dionizy miał już plan, jak ratować zakon. Po pierwsze nie dopuścił do wywiezienia z kraju majątku templariuszy, czego domagał się papież. Po drugie zarządził lokalny proces rycerzy w Salamance, który oczyścił ich z zarzutów. Do Rzymu wysłano z Lizbony dwóch emisariuszy, którzy mieli w imieniu króla wynegocjować jakąś formę przetrwania templariuszy. W 1317 roku nowy papież Jan XXII zgodził się na utworzenie w ich miejsce czysto portugalskiego Zakonu Chrystusa.

– Zmieniła się właściwie tylko nazywa, a reszta została po staremu – mówi historyk José Hermano Saraiva. – Te same osoby, te same miejsca, które należały przedtem do Zakonu Świątyni, teraz przeszły na własność Zakonu Chrystusa – podsumowuje decyzję króla Dionizego. Zakon Chrystusa (po portugalsku Ordem do Cristo) zachował majątek i hierarchię templariuszy. Nie zmieniła się także jego symbolika. Rycerze mogli, jak dawniej, nosić białe płaszcze z krzyżami, z tą różnicą, że w czerwony krzyż wpisano mniejszy, biały, na znak niewinności nowego zakonu. Już w nowym wcieleniu templariusze zainspirowali morską ekspansję Portugalii.

„Byli templariusze”, jak nazywają ich często portugalscy historycy, przekonali tamtejszych władców, że dalekomorskie ekspedycje mogą łączyć motywację religijną – nawracanie napotkanych ludów na chrześcijaństwo – z czysto merkantylną – poszukiwaniem szlachetnych kruszców, barwników i niezwykle drogich w Europie przypraw.

Rycerze mieli stały dostęp do królewskich uszu. Patronem dalekomorskich wypraw został infant Henryk, znany w historii jako Henryk Żeglarz, mistrz Zakonu Chrystusa i brat króla Jana I. To Henryk zainicjował większość pionierskich ekspedycji i patronował portugalskiej szkole nawigacji. Dzięki jego uporowi Portugalczycy przekroczyli przylądek Bojador na zachodnim wybrzeżu Afryki, który od wieków przerażał żeglarzy.

– Infant Henryk umożliwił wykorzystanie doświadczeń templariuszy: żeglarzy, bankierów i rycerzy w nowym morskim przedsięwzięciu – mówił w jednym z wywiadów José Hermano Saraiva. Większość żeglarzy w służbie Henryka, na czele z tymi najbardziej znanymi: Gilem Eanesem, Bartolomeu Diasem czy Vasco da Gamą, była tak jak on związana z Zakonem Chrystusa. Nic dziwnego, że na statkach portugalskich karawel powiewały żagle z czerwonym krzyżem. Rycerze Ordem do Cristo, poza majątkiem i symboliką, przejęli od swoich poprzedników jeszcze coś – wiedzę, którą templariusze zdobyli, krążąc między Europą i Jerozolimą. A nie jest wykluczone, że rycerze Świątyni zapuszczali się jeszcze dalej, bo na zachodnie krańce Atlantyku.

Karawele płyną na Zachód

W ciągu dwustu lat istnienia templariuszom udało się stworzyć doskonale działające biuro – używając współczesnego języka – pielgrzymkowe. Mieli ochraniać chrześcijan udających się do Ziemi Świętej, ale potrafili znacznie więcej. Stworzyli dobrze funkcjonujący system bankowy. Pielgrzymi wyruszający w podróż oddawali im w depozyt swoje środki i otrzymywali w zamian weksel, który mogli zrealizować w Ziemi Świętej w lokalnej walucie. Przez ten czas, a podróże trwały wtedy miesiącami, templariusze obracali tymi pieniędzmi. Nic dziwnego, że zadłużeni byli u nich nawet monarchowie. Ale rycerze Świątyni znali się nie tylko na wojnie i finansach. Dysponowali również własną flotą. Ich prywatna sieć transportowa służyła najpierw głównie pielgrzymom. Jednak kiedy Jerozolima trafiła w ręce wyznawców islamu, rycerze używali jej nadal, tyle że do przewożenia towarów. Stali się więc potężnym armatorem, konkurującym nawet z Republiką Wenecką. Z samej Marsylii zabierali około 4 tys. pielgrzymów rocznie. Mieli prawie wyłączny, prywatny niemal dostęp do wielu europejskich portów, ale najważniejsze było dla nich La Rochelle na zachodnim wybrzeżu Francji.

Francuski historyk Michel Lamy uważa, że stamtąd właśnie na długo przed Kolumbem templariusze mogli popłynąć do Ameryki. Swoje żeglarskie doświadczenia i kolekcję map zdążyli najprawdopodobniej przekazać Portugalczykom jeszcze przed likwidacją zakonu. Na tajemniczych mapach, które próbowała zdobyć konkurencja, mógł być zaznaczony ląd na zachód od Portugalii. Bo to, że Kolumb nie był w Ameryce pierwszy, potwierdzili już archeolodzy. Do Ameryki pływali wikingowie, ostatnio mówi się też o Baskach, ale nie tylko. W swojej książce „Templariusze” Michel Lamy przytacza hipotezę innego Francuza, Louisa Charpentiera. Według niego do Ameryki Środkowej przed hiszpańskim konkwistadorem Cortezem przypłynęli właśnie templariusze, a później przeprawiali się być może jeszcze dalej na południe. Choć brakuje na to twardych dowodów, według Charpentiera jest dość przesłanek przemawiających za prawdziwością takiej hipotezy.

Aztekowie mieli przecież na początku przyjmować Hiszpanów przyjaźnie – argumentuje Charpentier – i tłumaczyć im, że czekali na brodatych białych ludzi, którzy przypłyną ze wschodu. Poza tym w Meksyku hiszpańscy konkwistadorzy znajdywali sporo symboli – wyrytych m.in. na wazach – przypominających krzyż. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo to symbol rozpowszechniony również poza chrześcijaństwem, gdyby nie fakt, że przypominał on krzyż templariuszy.

Istnieje również kronika spisana w Meksyku przez Francisco San Anton Munon Chimpalhina, ochrzczonego tubylca, pochodzącego z książęcego rodu Chalco, która zdaje się potwierdzać podejrzenia Charpentiera. Chimpalhin pisze w niej o swoim ludzie, który miał przybyć do Meksyku zza wielkiej wody. W dodatku mieli to być rzekomo wojownicy przysłani przez Boga. Nazywano ich również w języku nahuatl „Teopantlaca”, czyli ludźmi świątyni. Według amerykanisty Mufloza Camargo, który zbadał dokładnie kronikę, nie ma wątpliwości, że chodziło o Zakon Świątyni. Jeśli wierzyć tej kronice, templariusze mieli przybyć do Meksyku... pod koniec XIII wieku.

No i jeszcze jedno: zanim Kolumb wyruszył na wyprawę, miał szukać dawnych map w hiszpańskim Zakonie Calatrava, w którym po kasacie zakonu templariuszy znalazło schronienie wielu jego rycerzy.

Druga flota templariuszy

U progu wielkich odkryć geograficznych templariusze nie istnieli już od ponad stu lat. Czas zacierał pamięć o nich i ich rzekomych winach, a uwagę władców Europy zaprzątały zupełnie inne problemy.
W 1453 roku Turcy zdobyli Konstantynopol, a papież zaczął nawoływać do walki z niewiernymi i umacniania wiary chrześcijańskiej. Zakon Chrystusa miał na tym polu wiele spektakularnych sukcesów: podczas gdy władztwo chrześcijańskie na Wschodzie systematycznie się kurczyło, na Zachodzie zakonnicy zakładali kolejne zamorskie diecezje – pierwszą była Madera. Kolejni papieże bez mrugnięcia okiem powierzali więc portugalskiemu zgromadzeniu zadanie organizowania Kościoła na nowo odkrytych ziemiach. Według portugalskiego historyka Pedro Silvy zaufanie, jakim obdarzono Zakon Chrystusa, jest znaczące. – Papieże doskonali zdawali sobie sprawę, że mają do czynienia nie z mało doświadczonym portugalskim zakonem, ale z nowym wcieleniem templariuszy – uważa Silva.

Powiększająca się z roku na rok portugalska flota i wyprawy sporo kosztowały. Część środków pochodziła właśnie ze szkatuł niezwykle bogatego Zakonu Chrystusa (od XII wieku poczynając, templariusze otrzymywali za walkę z Maurami gigantyczne nadania ziemskie). Henryk Żeglarz szukał też środków na wyprawy w monopolu na połów tuńczyka na wodach wybrzeży Algarve i w haraczach od statków, które pływały pod obcą banderą na południe od Bojador.

W Lizbonie z inspiracji byłych templariuszy powstawały stocznie, a w Leiria – plantacja sosen nadmorskich. Stamtąd czerpano budulec na statki portugalskiej floty. Budowano je też w Constancia, niedaleko Tomaru, siedziby Zakonu Chrystusa, kiedyś najważniejszego obok Cypru ośrodka templariuszy w Europie.

Obrazek
Tomar, najważniejszy po Cyprze ośrodek templariuszy w Europie, to dar z 1160 r. portugalskiego króla Alfonsa Henryka za walkę z niewiernymi. Rycerze zbudowali tu zamek. Po kasacie zakonu Tomar był ulubioną rezydencją m.in. króla Manuela

Dzięki pomocy dawnych templariuszy, którzy przejęli wiele nowinek technicznych od Arabów, Portugalczycy udoskonalili też instrumenty nawigacyjne i mapy, których zazdrościli im wytrawni żeglarze z innych państw. „Portugalczycy mieli większe doświadczenie i większą wiedzę o morzu niż my” – pisał hiszpański kronikarz obecny w trakcie negocjacji traktatu z Tordesillas (1494 r.), który dzielił nowo odkryty świat między Portugalię i Hiszpanię.

To właśnie w Tordesillas wiedza przekazana Portugalczykom przez templariuszy okazała się szczególnie cenna. Na mocy traktatu Portugalia otrzymała Brazylię i to na 6 lat przed jej oficjalnym odkryciem! Na mapach używanych w Tordesillas jej nie było, ale król Portugalii Manuel oczywiście wiedział wcześniej o jej istnieniu. Skąd? Według Pedro Silvy, za odkryciem Brazylii stał Zakon Chrystusa – następcy templariuszy. Podobnie sądzi wielu innych historyków. Np. według Jorge Couto, portugalski negocjator z Tordesillas Duarte Pacheco Pereira, rycerz Zakonu Chrystusa, był w Brazylii już w 1498 r.

Mógł o tym świadczyć również przebieg oficjalnej wyprawy, która „odkryła” albo raczej potwierdziła istnienie Brazylii dopiero w 1500 r. Ekspedycja wyglądała według Silvy tak, jakby została poprowadzona już istniejącym szlakiem.

Historycy są zgodni, że Brazylia była najbardziej opłacalnym odkryciem Portugalczyków. Bo kiedy rosnąca na Oceanie Indyjskim europejska konkurencja sprawiła, że pływanie do Indii przestało się koronie portugalskiej opłacać, Portugalczycy zajęli się Brazylią. To stąd – z Minas Gerias, Bahii i Mato Grosso – pod koniec XVII w. zaczęła płynąć do Portugalii rzeka złota. Jej wartość przerosła wyobrażenia o słynnym skarbie templariuszy, które rozpalały umysł wroga zakonu Filipa Pięknego. Jeśli skarb ten kiedykolwiek istniał, być może to Portugalia wykorzystała go do sfinansowania morskiej ekspansji. Dzięki zyskom, które przyniósł ląd odkryty przez Pedro Alvaresa Cabrala, inwestycja zwróciła się wielokrotnie. Pobożnym templariuszom również: Brazylia jest dziś największym krajem katolickim świata.

Warto wiedzieć:

Krzyż templariuszy
Nad portalem portugalskiego zamku templariuszy w Tomar znajduje się kamień z krzyżem Zakonu Świątyni. Około 1320 roku został on zastąpiony krzyżem Zakonu Chrystusa, który pojawia się na żaglach karawel i na tzw. padrões, obeliskach stawianych w Nowym Świecie.

Obrazek Krzyż templariuszy

Dla głodnych wiedzy:
■Barbara Frale, „Templariusze”, Świat Książki, 2008
■José Hermano Saraiva, „Krótka historia Portugalii”, Universitas 2000


Kategoria: Świat
Data: 30 listopada 2013
Źródło: Focus 10 2013

http://historia.focus.pl/swiat/nowy-swi ... iuszy-1398

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 09 marca 2015, 22:15

Do Polski templariusze dotarli około 1155 roku. Przywiózł ich ze sobą, wracając z krucjaty, książę Henryk Sandomierski, syn Bolesława Krzywoustego. Miał im nadać miejscowość Opatów oraz 16 przyległych wsi na ziemi sandomierskiej. Pozostałością ich klasztoru jest najprawdopodobniej kolegiata św. Marcina w Opatowie, gdzie według legendy znajdują się w podziemiach zabalsamowane ciała braci.
Henryk Sandomierski, był szóstym (przedostatnim) według starszeństwa synem Bolesława III Krzywoustego. Wziął udział w drugiej wyprawie krzyżowej.
Jan Długosz......
A gdy przybył szczęśliwie do Ziemi Świętej, uczciwszy pobożnie grób Zbawiciela, złączył się z rycerstwem króla Jerozolimskiego Baldwina i z wielką odwagą i poświęceniem walczył przeciwko Saracenom, pragnąc pozyskać wieniec męczeński. Lecz gdy nie udało mu się tego szczęścia dostąpić, zabawiwszy tam rok cały i straciwszy znaczną liczbę rycerzy, już to w boju poległych, już odmienności powietrza znieść niemogących, wrócił zdrowo do ojczyzny. Tu od braci swoich, Bolesława i Mieczysława [prawdopodobnie chodzi o Mieszka], i przedniejszych panów polskich z wielką czcią i radością powitany został. Z jego to opowieści poczęła się dopiero szerzyć i upowszechniać w Polsce wiadomość o stanie, położeniu i własnościach Ziemi Świętej, niemniej o krwawych i zaciętych wojnach, które w jej obronie toczono z barbarzyńcami
Najstarsze, bo pamiętające początki drugiego tysiąclecia, dzieje Opatowa wiążą się z zespołem osadniczym na wzgórzu książęcego Żmigrodu, który następnie miano Opatowa otrzymał. Zespół, składający się z grodu i co najmniej dwóch osad, zajmował północny brzeg płynącego głębokim lessowym jarem potoku Łukawa (Opatówka). Na południowym brzegu Łukawy wzniesiono monumentalną romańską kolegiatę św. Marcina. Ciekawe informacje o kolegiacie opatowskiej zamieszcza Jan Długosz w ''Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis''.
Ujrzawszy w portalu głównym kościoła uszkodzone posągi postaci w strojach, które uznał za habity rycerzy zakonnych, wysnuł Długosz domniemanie, że byli oni kiedyś posiadaczami kościoła. Rozpoczął w ten sposób długą listę domysłów i spekulacji. Jego wersja do dziś jest najbardziej tajemnicza i "egzotyczna". Wg niej kolegiatę św. Marcina mieli zbudować Templariusze. Sprowadził ich na te tereny Henryk Sandomierski, jedyny (udokumentowany) polski władca, który nie wymawiając się brakiem w Ziemi Świętej piwa niezbędnego Słowianom do życia w gorącym klimacie, wyruszył wraz z pocztem rycerstwa Ziemi Sandomierskiej na krucjatę w 1154 roku, aby zmazać rzuconą na siebie klątwę. Henryk Sandomierski rzekomo osadził Braci Świątyni Salomona w Opatowie. Pierwszym komandorem został jednocześnie pierwszy znany z imienia polski Templariusz - Wojsław (Wielisław) Trojanowic herbu Powała, zwany jerozolimskim. Komandoria miała przetrwać do 1237 roku.

Obrazek

Pierwsze nadania ziemi Templariusze zawdzięczali księciu śląskiemu Henrykowi Brodatemu, który przekazał im majątki w okolicach Oławy (Oleśnica Mała) oraz Lietzen (ówczesna Leśnica). Władysław Odonic przekazał im Myślibórz, Wielką Wieś, Chwarszczany i Wałcz. Wielkopolski książę Przemysł II przekazał im Czaplinek. Zakon miał w Polsce kilkanaście komandorii, niektórzy historycy nawet doliczają się 50. Liczba templariuszy w Polsce w okresie największego rozwoju zakonu jest oceniana na 150-200, przy czym byli to rycerze z różnych krajów Europy z wyraźną przewagą templariuszy pochodzenia francuskiego. Liczba Polaków w zakonie jest trudna do ustalenia. Po rozwiązaniu zakonu majątek przejęli joannici.

Na Śląsku, dzięki staraniom Henryka Brodatego, pierwsi templariusze osiedlili się w 1226 roku w Oleśnicy Małej koło Oławy, gdzie założyli pierwszą na tych ziemiach siedzibę, czyli tzw. komandorię.

Kolejna komandoria powstała, według starych kronik na przełomie XIII i XIV w., w miejscowości Obrowiec koło Krapkowic. Od wieków grodzisko to było zwane Tempelberg. Miejsce to istnieje do dnia dzisiejszego. Zakonnicy przebywali prawdopodobnie także na zamkach w Rogowie Opolskim, Krapkowicach, oraz na zamku w Otmęcie, po którym zostały tylko niewielkie ruiny. W całości zachowała się jedynie jego wieża, która obecnie jest integralną częścią kościoła parafialnego. Według legendy zamki w Rogowie i Otmęcie łączył podziemny korytarz; przypuszcza się, że połączenie miały również z Obrowcem i Krapkowicami. Ślady rycerzy wiodą także do Prudnika, gdzie mieli zbudować pierwszy drewniany zamek w tej okolicy. Książę Bolesław Wstydliwy osiedlił templariuszy również w Łukowie.
Duch z Tempelbergu - artykuł z "Kuriera Krapkowickiego"

Wszystko zaczęło się od zdjęcia, które grupa młodzieży wykonała na tzw. Tempelbergu (dosł. Góra Temlariuszy) w pobliżu Obrowca. Choć fotka wykonana została telefonem komórkowym, widać na niej wyraźnie zarys świetlistej postaci. Zdjęcie zostało wykonane 13 lipca punktualnie o godzinie 11.00.

Obrazek

- W tym dniu wybraliśmy się w szóstkę na Tempelberg, bo przyjechał kolega z Niemiec, chciał zobaczyć to miejsce, nie wierzył, że w ogóle takie tu jest. Ja też tam byłam po raz pierwszy. Szłyśmy z tyłu z siostrą i robiłyśmy zdjęcia komórką. Potem, gdy przeglądaliśmy zdjęcia w domu, okazało się, że na jednym z nich jest dziwna, oświetlona postać. Na początku myśleliśmy, że to może słońce kogoś oświetliło, ale tam akurat nikogo w tym miejscu wtedy nie było - mówi 13-letnia Nikola Fait, autorka zdjęcia.Zdjęcie wywołało poruszenie w Obrowcu. Zna je już niemal cała miejscowość.
- Niektórzy myśleli, że to jakiś fotomontaż, ale wielu mieszkańców wierzy, że zdjęcie jest prawdziwe i to nie jest żart z naszej strony - dodaje 16-letni Krzysiek Kopiec.
Zdjęcie zrobiło wrażenie także na nas. Widać na nim trzy osoby idące gęsiego. Pomiędzy dwójką chłopaków wyraźnie zarysowuje się świetlista postać.
Sceptycznie nastawieni, umawiamy się z grupką młodych ludzi z Obrowca, by wskazali nam miejsce, gdzie wykonane zostało zdjęcie. W środę, 3 sierpnia wybieramy się do Obrowca. Przy miejscowej remizie czekają już na nas: 16-letni Krzysztof Kopiec, 18-letni Piotr Woźniak i Sabrina Machura. Wraz z młodymi mieszkańcami docieramy do Tempelbergu.Tempelberg otoczony jest drzewami, starymi dębami i grabami. Najpierw wspięliśmy się na coś w rodzaju wału, potem zeszliśmy w dół na teren fragmentu wyschniętej (zasypanej?) fosy. Znaleźliśmy się jakby wewnątrz zamkniętego kręgu. By dojść do centrum kręgu czekała na nas kolejna wspinaczka. Po chwili byliśmy już w miejscu, gdzie podobno przed wiekami stało grodzisko templariuszy. Według starych kronik właśnie tutaj na przełomie XIII i XIV w. templariusze założyli swą obronną siedzibę.

Obrazek

Robimy zdjęcia aparatami cyfrowymi. Już na jednej z pierwszych fotografii widzimy dziwne, jaskrawe punkciki. Tłumaczymy to sobie spadającymi z drzew kroplami deszczu, jednak każdy z nas wykonuje zdjęcia 'cyfrówką' już od kilku lat i do tej pory nie uwieczniliśmy w obiektywie tak oryginalnych kropel.

Z Tempelbergiem związanych jest kilka legend i opowiadań, które mogą 'zjeżyć włos na głowie'.Jedną z legend opowiedział nam Jerzy Lipka, znawca lokalnego folkloru.
- Kiedyś, jedynym kościołem w pobliżu był klasztor na Świętej Annie i przed Wielkanocą jeden z ojców jechał za Odrę, w okolicę Żużeli, Brożca i Straduni. Głosił kazania i udzielał Komunii. Kiedy wracał, Templariusze napadli na niego i ukradli mu monstrancję oraz kielich. Ojciec przeklął miejsce, w którym dokonano rabunku i grodzisko miało się zapaść - opowiada Jerzy Lipka.I faktycznie - po siedzibie Templariuszy nie zostało nic, prócz kopca, starej fosy i... tajemnicy. Wielu okolicznych mieszkańców przeświadczonych jest, że w tym miejscu dzieją się dziwne rzeczy. Kilku z naszych rozmówców opowiedziało nam swoje przygody związane z Tempelbergiem.
- Jakieś 30 lat temu wybrałem się z kolegą nad Odrę na ryby. Była wczesna wiosna. Siedzieliśmy nad rzeką i nagle zobaczyliśmy, że na Tempelbergu, dookoła ogniska bawi się gromada dzieci. Zastanawialiśmy się, kto prowadzi dzieci w miejsce, o którym mówi się różne rzeczy... I postanowiliśmy podejść bliżej i zobaczyć, co to za maluchy i kto się nimi opiekuje. Mieliśmy jakieś 100 metrów do ogniska. Gdy byliśmy 50 metrów od dzieci, zasłoniły nam je drzewa, a gdy dotarliśmy na miejsce nie było ani dzieci, ani nawet żadnego śladu po ognisku - wspomnina pan Skórka, który w Obrowcu mieszka od zawsze. Podobna sytuacja przydarzyła się ponoć pewnemu traktorzyście. - Kiedy zobaczyliśmy to zdjęcie, poszliśmy na Tempelberg i chcieliśmy kopać w tym samym miejscu, gdzie pojawiła się dziwna postać. Mieliśmy fotografię przy sobie, wiedzieliśmy dokładnie, skąd Nikola zrobiła zdjęcie, ale nie mogliśmy ustalić, gdzie stała postać. Wszystko wyglądało inaczej, nawet układ drzew się nie zgadzał - mówi Damian Skórka. Czy więc na Tempelbergu są duchy? Czy w tym miejscu straszy?

- Nie wiem, czy tam straszy. Mogę powiedzieć, co mnie tam spotkało... To mogę przysiąc! - zapewnia Jerzy Lipka. - Byłem jeszcze młodym chłopakiem. Pomagałem ciotce, która kosiła trawę w okolicy Tempelbergu. Był jasny dzień, między godziną 12.00 a 13.00. Chciałem skrócić sobie drogę i przejść przez Tempelberg. Szedłem prosto przed siebie, ale nagle chciałem wrócić. Byłem nie dalej niż 30 m od wału otaczającego kopiec i nie mogłem znaleźć wyjścia! Widziałem wał, ale nie mogłem do niego dotrzeć, nie wiedziałem, jak wyjść. Czułem się, jakbym był czymś zamroczony - wspomina pan Lipka. - W Obrowcu był wielki miłośnik kultury i zabytków, on pracował jako nauczyciel i nazywał się Kałuża. W jego zapiskach można znaleźć informację o tym, że w południe widywano tam 'psa, który miał w pysku ogień', wiele jest też wzmianek na temat tego, że ludzie nie mogli znaleźć wyjścia z Tempelbergu - dodaje Jerzy Lipka.

Krąży też pogłoska, że pies ma na szyi zawieszony klucz. Jeśli ktoś ten klucz zerwie, zamek Templariuszy stanie na nowo...Choć z grodziska Templariuszy nic nie zostało, niektórzy mieszkańcy Obrowca na własną rękę poszukiwali pozostałości po siedzibie rycerzy. Kiedyś podobno lokalni archeolodzy-amatorzy odkopali starą bramę i schody, a wieczorem, gdy zaczęło się ściemniać zabezpieczyli wykopalisko i poszli spać. Kiedy przyszli rano kopać dalej, po ich pracy nie było śladu. Wszystko było zasypane, a po kopaniu nie było śladu. Na Tempelbergu pewnien gospodarz znalazł dobrze zachowane, stare wrota:
- W Obrowcu, w dworze Matejków, w starym budynku PGR były drzwi do magazynu. Drzwi właśnie z Tempelbergu. Nocami ciągle ktoś te drzwi zamykał i otwierał, nie było spokoju - opowiada Jerzy Lipka.Wielu mieszkańców Obrowca wie o tym, że zniknięcie Tempelbergu okryte jest tajemnicą, że miejsce to jest niezwykłe. Ludzie, którzy pracują na okolicznych polach w południe przerywają pracę i oddalają się od kopca Templariuszy. Podobno słychać stamtąd przeraźliwe dźwięki. Także po zmroku nikt się tam nie zbliża, a nawet najwięksi śmiałkowie uciekają wystraszeni:
- Kiedyś chłopaki założyli się, że wytrzymają na Tempelbergu całą noc. Wypili tyle alkoholu, że stać na nogach nie umieli, a o północy, przerażeni uciekali stamtąd prościutko - opowiadają Sabrina, Krzysiek, Piotrek.A jak wytłumaczyć zdarzenie, które miało miejsce w 1994 czy 1995 roku?
- Przez Obrowiec przechodzili turyści. Mieli taki plan na wakacje, że idą wzdłuż Odry. Nie wiedzieli nic o Tempelbergu. Ot, zobaczyli górkę i postanowili, że rozbiją sobie tam namiot - osłonięci przed wiatrem i zabezpieczeni przed deszczem. Około 2.00 w nocy przybiegli - w tym, w czym spali, do najbliżej położonego domu i tłukli się do drzwi, krzycząc, że coś białego tłucze im w namiot i lata dookoła niego - opowiada pan Skórka.My także na Tempelbergu czuliśmy się nieswojo. Może działał tak na nas półmrok spowodowany gęstymi koronami drzew? A może tajemnicze pozostałości po fosie i bagno? A może - to po prostu siła sugestii, dreszczyk po wysłuchaniu nieprawdopodobnych opowieści? Może właśnie - pod wpływem mrożących krew w żyłach legend dotyczących Tempelbergu - ludzie nie zbliżają się do tego miejsca? Wierzyć - nie wierzyć? Faktem jest, że Tempelberg ma w sobie niepowtarzalny, mroczny urok, któremu i my ulegliśmy. I nawet gdyby zdjęcie młodych ludzi było tylko udaną mistyfikacją, albo zarys postaci to tylko złudzenie optyczne spowodowane np. przez prześwitujące słońce, przyznać trzeba, że miejsce to owiane jest tajemniczą aurą.

Honorata Podżorska, Artur Jackowski
Kurier Krapkowicki, nr 112 / 2005 r.
http://www.paranormalium.pl/duch-z-temp ... tykul.html

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Templariusze

Post autor: chanell » 10 marca 2015, 19:14

TAJEMNICA TEMPLUM: Amerykański ślad?

Obrazek
Imperium Templariuszy w Europie

Michaił Burlieszin

Ten niezmiernie ciekawy materiał ukazał się na łamach rosyjskiego czasopisma „NLO” nr 5/2006 z dnia 30 stycznia 2006 roku i mówi on o niezwykłym tropie Rycerzy Świątyni, który wiedzie do Ameryki.


Długousi we Francji ?

W jednym z burgundzkich miast Villerevue-sur-Yonne, znajduje się wyjątkowo interesujący kościół zbudowany jeszcze w XII wieku. Na jego bogato zdobionym frontonie można zobaczyć niezwykle ciekawą scenę. Wśród ludzi otaczających Jezusa Chrystusa znajduje się mężczyzna i kobieta, których uszy są niezwykle długie. Mężczyzna jest odziany w szatę z piór, bardzo podobną do takich jakie nosili północnoamerykańscy Indianie, ale na jego głowie – nie wiedzieć dlaczego – widzimy hełm Wikinga... Dzisiaj wiemy, że Inkowie zamieszkujący w Ameryce Południowej mieli zwyczaj rozciągania małżowin usznych poprzez zawieszanie na nich ciężkich ozdób ze złota. Jasne, tylko skąd o tym wiedzieli Templariusze żyjący na trzy stulecia przed słynną wyprawą Christofora Colona czyli Krzysztofa Kolumba (1451-1506), którego uważamy za odkrywcę Nowego Świata?

Francuski historyk Jacques de Mayée zainteresował się tym freskiem i był w stanie udowodnić, że Rycerze Świątyni podróżowali do Ameryki na długo przed Kolumbem i mimochodem rozwiązać jeszcze dwie zagadki historyczne, a mianowicie:

v Skąd w XII i XIII-wiecznej Europie pojawiła się naraz ogromna ilość srebra, chociaż nie wzrosło jego wydobycie?
v Dokąd popłynęła flota Templariuszy, która wyszła z należącego do nich portu La Rochelle, w nocy 12 października 1307 roku i znikła w morskiej dali, od czasu likwidacji Zakonu, którą zarządził francuski król Filip IV Piękny (1268-1314)?
Obrazek
Kaźń Templariuszy według ówczesnego rysunku

„Tajemnica Świątyni”

Zakon Templariuszy (Frates Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis) powstał w 1128 roku i składał się z rycerzy, którzy powrócili z Palestyny, a do roku 1307 był najpotężniejszym zakonem rycerskim w Europie. W jego szeregach służyło 15.000 rycerzy i 45.000 sierżantów, nie licząc już ludzi z obsługi Zakonu, giermków, rzemieślników, cyrulików, chłopów, itd. itp. Europejscy monarchowie byli zawistni o te bogactwo. Wedle poglądów Jacquesa de Mayée, nie mogło ono powstać w wyniku operacji bankowych, które Templariusze szeroko praktykowali, a także monopolowi na transport po Morzy Śródziemnym wojsk Krzyżowców, broni, koni i niektórych towarów z/do Lewantu. Było także jeszcze inne tajne źródło finansowania – które pozwoliło Templariuszom wybić i zgromadzić ogromną ilość srebrnych monet, które stały się środkiem płatniczym i tezauryzacyjnym.

Nie tak dawno w Narodowym Archiwum Francji znaleziono pieczęcie Zakonu Rycerzy Świątyni, które dopadli żołnierze króla Filipa Pięknego w 1307 roku. Na jednej z nich, załączonej do dokumentu podpisanego przez Wielkiego Mistrza Zakonu znajduje się napis: „Tajemnica Świątyni”, zaś w centrum pieczęci znajduje się figura człowieka odzianego w przepaskę biodrową, na głowie ma on pióropusz, jaki nosili Indianie z Ameryki Północnej, w prawej ręce dzierży on łuk, zaś poniżej wyobrażono swastykę – powszechny w całej Skandynawii symbol z epoki Wikingów.

To właśnie Wikingowie...


Jacques de Mayée rozwiązał zagadkę „Tajemnicy Świątyni”, która musiała być bardzo ważną, skoro wiedzieli o niej tylko Wielki Mistrz i najwyżsi w hierarchii członkowie ścisłego kierownictwa Zakonu Rycerzy Świątyni. Jeszcze w X wieku Wikingowie przebywali w Meksyku i to właśnie oni założyli zręby Imperium Tiahuanaco, a potem popłynęli do Peru. To właśnie wraz z ich przybyciem do tego kraju zaczęła się rozwijać rabunkowa eksploatacja srebra. W indiańskich legendach mówi się o tym, że w a. D. 967 biały bóg Quetzacoatl nauczył ich tajników metalurgii, a następnie odpłynął na zachód. Wedle poglądów Jacquesa de Mayée, tym białym bogiem mógł być Wiking imieniem Ulman (lub Ullmann), który jak raz właśnie wtedy przybył był do Meksyku. W Peru Wikingowie postąpili podobnie, jak w Meksyku, ale nie przekazali im technologii produkcji stali. Albo nie chcieli, albo nie zdążyli... Dlatego też w momencie przybycia tam Hiszpanów, stalowe przedmioty już skorodowały i wypadły z użycia, tak że pozostało jedynie w użyciu słowo „żelazo”, i doskonale zorganizowane wydobycie srebra. Było go tak dużo, że miejsce jego wydobywania nazwano Srebrna Góra. Lwia część wydobytego srebra była wysyłana do portu Santos. Tam w twierdzy zbudowanej wedle najlepszych europejskich wzorów, znaleziono formy do odlewania srebra w sztaby.

Badania Jacquesa de Mayée prowadzone w Mezoameryce i Ameryce Łacińskiej pozwoliły uczonemu na wyciągnięcie wniosku, że przed Kolumbem na kontynencie amerykańskim znajdowało się kilka kolonii europejskich przesiedleńców. Pierwszymi byli tam iroszkoccy mnisi z Zakonu Kolumbitów (p.w. św. Kolumby lub Kolumbana). Potem w roku 967 na brzegu Ameryki wylądowali Wikingowie pod wodzą Jarla Ulmana, prawdziwego twórcy imperium Tiwanako. Trzecia fala przybyszów zza oceanu, to według Jacquesa de Mayée, byli Templariusze, którzy pojawili się tam w 1272 roku. Do wniosku tego doprowadziło go dokładne przestudiowanie księgi „Popool-vooh”, napisanej w języku Indian Kiczua (Quiche). Wynika z niej, że Templariusze podporządkowali sobie ponad 20 plemion indiańskich.

Czas jednak nieubłaganie płynął i na początku XV wieku w Ameryce nie pozostał ani jeden Rycerz Świątyni. Ostatni z nich zmarli bezpotomnie z wiadomych względów. Ich giermkowie żenili się z miejscowymi kobietami, ale ich potomstwo zasymilowało się i rozpłynęło w Ameryce, nie będąc w stanie stworzyć struktur państwowych, których nie rozumieli, gdyż były obce ich mentalności. W momencie pojawienia się pierwszych konkwistadorów na kontynencie amerykańskim, państwo Templariuszy już nie istniało od co najmniej pół wieku...
Obrazek
Kolumb dotarł do Nowego Świata (obraz Salvatora Dali)

Kurs - Ameryka!

Według poglądów francuskiego badacza, Templariusze doskonale wiedzieli o tym, że już od półtora stulecia Wikingowie wywożą srebro i złoto z kontynentu amerykańskiego znajdującego się na zachód od Europy. Utrzymując ścisłe kontakty z potomkami Wikingów zamieszkujących onegdaj Meksyk, a aktualnie Normandię, otrzymali oni mapę na której były naniesione Wikland (Winlandia – dzisiejsza Kanada) i Ameryka Południowa. Posiadając najsilniejszą flotę w ówczesnej Europie, Templariusze postanowili wziąć swoją część amerykańskich skarbów.

Jacques de Mayée przytacza dwa poważne dowody na poparcie jego hipotezy. Główną bazą templaryjskiej floty było La Rochelle. Z punktu widzenia operacji finansowych i handlowych ówczesnej Europy, lokalizacja ta jest co najmniej dziwna. Dla handlu z Anglią, port ten znajdował się zbyt daleko na południe. Tak samo jest w przypadku zabezpieczenia logistycznego kolejnych krucjat w Palestynie, natomiast doskonale nadaje się na punkt wypadowy na Atlantyk i do Ameryki. I właśnie do tego portu, uciekając przed siepaczami Filipa Pięknego, przybyły trzy kryte wozy załadowane skrzyniami ze skarbami Templariuszy, a nade wszystko ich tajnymi archiwami. W porcie czekało na nie 17 okrętów Zakonu, które załadowawszy na pokład rycerzy i tajemniczy ładunek wyszły w morze i... odpłynęły w nieznanym kierunku. Nie zawinęli oni do żadnego portu Europy i wedle opinii badacza, popłynęły one od razu do Ameryki, gdzie templariusze zamierzali przeczekać niesprzyjający czas.


Templariusze i podział świata


Dalsza historia Zakonu Świątyni – według poglądów Jacquesa de Mayée – potwierdza, że templariusze wiedzieli o istnieniu Ameryki. Zakon Templariuszy w Portugalii od roku 1320 zmienił nazwę na Zakon Rycerzy Chrystusa (Militia Domini Nostri Jesu Christi, Ordem Militar de Cristo), ale i ludzie i organizacja nowego zakonu się nie zmieniła, zmieniono tylko szyld. Zmieniło się także i to, że Wielki Mistrz od tego czasu nie był wybierany przez zakonników, ale naznaczany przez króla, i został nim infant Henryk Żeglarz (1394-1460). Powołał on do życia Akademię, w której arabscy, europejscy i portugalscy uczeni badali stare pisma i mapy. W stoczniach budowano najnowocześniejsze okręty, w czym brali czynny udział ex-Teplariusze, którzy także wypływali na nich w morze, a na żaglach pysznił się znak Zakonu Rycerzy Chrystusa – szkarłatny krzyż.

4 marca 1493 roku, Krzyszof Kolumb przybył do Lizbony po swej pierwszej ekspedycji, w czasie której odkrył Antyle (Indie Zachodnie). A już po upływie dwóch miesięcy, 3 maja, papież rzymski Aleksander VI (1431-1503) wydał bullę, dzięki której Indie przypadły Hiszpanii oraz drugą dzielącą ziemie odkryte przez niego pomiędzy Kastylię a Portugalię na linii demarkacyjnej wzdłuż południka położonego 100 leguas na zachód od Wysp Zielonego Przylądka. Co leżało na wschód od tego południka – przypadało Portugalii, co na zachód – Hiszpanii. W Ameryce lepiej na tym wyszli Hiszpanie...

I tutaj nastąpiło coś niewyjaśnionego do dziś dnia – portugalski dwór gwałtownie zaprotestował i zażądał przeniesienia granicy na 350 leguas od Islas do Cabo Verde. Postępowanie portugalskiego króla było całkowicie niezrozumiałym. Do kontynentu amerykańskiego okręty Kolumba jeszcze nie dopłynęły, a zatem wiódł on spór o skórę niedźwiedzia, który był w mateczniku. Król dopiął swego i w 1494 roku papież uznał nowy podział świata.

Przyczyna protestu portugalskiego króla stała się jasna w kilkanaście lat później. Templariusze otrzymali schronienie w Portugalii, a wiedząc doskonale o nowym, oficjalnie nie odkrytym jeszcze kontynencie, z wdzięczności dali wskazówkę królowi, dzięki czemu przypadła mu w udziale potężna część Ameryki Południowej – jest nią dzisiejsza Brazylia...

Trzy grosze od tłumacza


Mój ułomny komentarz kanapowego detektywa i badacza zza biurka zacznę od tego, że przedstawiona tutaj hipoteza na swój sens i wyjaśnia niektóre, bardzo dziwne moim zdaniem, fakty w rodzaju niektórych mitów o dziewicy-matce identycznego z biblijnym przekazem o Maryi i Jezusie, podobieństwo obiektów architektonicznych, prac wydobywczych, itd. itp., co teraz uważa się za dowód na ingerencję Kosmitów w naszą historię. Jak się okazuje, można obejść twierdzenia i hipotezy Ericha von Dänikena i jego stronników, które zakładają ingerencję Przybyszów z UFO, dając w zamian niemniej interesującą teorię, całkowicie utrzymującą się w realiach tego świata.

Drugim interesującym aspektem tej hipotezy jest to, że Templariusze wywożąc różne artefakty zapewne wywieźli do Nowego Świata swoją najświętszą relikwię – kielich Jezusa – świętego Graala. Tego samego, którego poszukiwano przez całe stulecia, poszukiwania te opiewano w eposach rycerskich Średniowiecza i wreszcie którego zlokalizowano wreszcie w jednym z kościołów Sewilli. Ale czy to jest na pewno Graal? – tego nie wiemy na pewno... Możemy tylko domniemywać, ale skoro Templariusze posiadali inną najświętszą relikwię chrześcijaństwa – Całun Turyński vel Mandylion, to mogli równie dobrze posiadać Świętego Graala! A zatem należałoby go poszukiwać nie w Starym, ale Nowym Świecie, co daje pod rozwagę wszystkim poszukiwaczom tajemnic i nierozwiązanych zagadek historycznych.

Wiele jeszcze tajemnic kryją w sobie obie Ameryki...

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©


http://wszechocean.blogspot.com/2013/02 ... -slad.html
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 08 czerwca 2015, 12:31

Chorzowskie Bractwo Rycerskie Bożogrobców ma zaszczyt zaprosić na VI Zjazd Rycerstwa Chrześcijańskiego im. Gotfryda de Bouillon. Zjazd odbędzie się w dniach 13 i 14 czerwca 2015 roku w Śląskim Parku Etnograficznym w Chorzowie w ramach obchodów Święta Miasta Chorzów.

Wstęp wolny

Obrazek

PROGRAM METROPOLITALNEJ PARADY HISTORYCZNEJ i VI ZJAZDU RYCERSTWA CHRZEŚCIJAŃSKIEGO

CHORZÓW, 13 - 14 CZERWCA 2015 R.

MUZEUM ŚLĄSKI PARK ETNOGRAFICZNY

PIĄTEK 12 czerwca 2015 r.
Od piątku od godz. 16.00 - rejestracja uczestników VI Zjazdu Rycerstwa Chrześcijańskiego w obozie Chorzowskiego Bractwa Rycerskiego Bożogrobców na dużej polanie - rejestracja obowiązkowa


SOBOTA 13 czerwca 2015
7.00 - śniadanie w obozie rycerskim
8.30 - wyjazd do miasta grup rekonstrukcji historycznych
10. 30 - 10.50 - nabożeństwo w kościele św. Antoniego w Chorzowie - prowadzone przez ks. dziekana Eugeniusza Błaszczyka, śpiew Schola Cantorum Minorum Chosoviensis
11.00 - 11.30 - przemarsz ulicą Wolności, głównym pasażem miasta, grup rekonstrukcyjnych odtwarzających oddziały wojskowe od starożytności do pierwszej wojny światowej. Krótka scenka historyczna ukazująca nadanie bożogrobcom wsi Chorzów oraz przekazanie kluczy do bram miasta przez prezydenta Chorzowa Andrzeja Kotalę - Chorzowskiemu Bractwu Rycerskiemu Bożogrobców. Koncert Zespołu Muzyki Dawnej Roderyk z Wrocławia przed budynkiem Poczty Polskiej. Pokazy rodzinnych masek weneckich wykonanych przez dzieci i rodziców z przedszkoli chorzowskich. POLECAMY
11.30 - 13.00 - pokazy różnych stylów walki od starożytności do współczesności
- arena na ulicy Jagiellońskiej
13.30 - 15.00 - przerwa obiadowa i odpoczynek
15.00 - 19.00 - dalszy ciąg imprezy w Górnośląskim Parku Etnograficznym.
Eliminacje do turniejów „miecza i tarczy” - walki punktowe - dla bractw rekonstrukcyjnych w kategoriach XIII i XIV/ XV w. oraz do turnieju łuczniczego.
W tym dniu odbędą się także finały w kategoriach XIII w. Zawodnicy będą rywalizowali o złoty i srebrny krzyż hr. Gotfryda de Bouillon.

Wykłady:
godz. 16.00 - 16.45 - w kościele św. Józefa Robotnika w skansenie m.in.: Inż. Przemysław Stolorz - "Rozwój technik walki bronią białą w Europie"
godz. 17.00 - 17.45
Prof. dr hab. Dariusz Nawrot - „Dwusetna rocznica bitwy pod Waterloo” (Uniwersytet Śląski, Zakład Historii Nowożytnej). Po wykładach przewidziana dyskusja z prelegentami.
19.00 - kolacja
21.00 - 22.00. - Planetarium Śląskie - schola „Nativitatis” - Chorzowskie Bractwo Rycerskie Bożogrobców. Seans dla wszystkich grup rekonstrukcyjnych. Temat: „Niebo w okresie Grunwaldu i w innych epokach” - POLECAMY

UWAGA! W czasie eliminacji do turniejów możliwość zwiedzania obozów wojskowych.

NIEDZIELA 14 czerwca 2015

Drugi dzień VI Zjazdu Rycerstwa Chrześcijańskiego

DUŻA POLANA
godz. 7.00 - śniadanie w obozie rycerskim
godz. 9.30 - Msza św. w kościółku św. Józefa Robotnika z udziałem grup rekonstrukcyjnych i zaproszonych gości - śpiew Schola Cantorum Minorum Chosoviensis, odprawiona przez ks. dziekana Eugeniusza Błaszczyka
godz. 11.00 - uroczyste otwarcie VI Zjazdu Rycerstwa Chrześcijańskiego przez Prezydenta Miasta Chorzów Andrzeja Kotalę, prezentacja grup rekonstrukcji historycznej - duża polana. Odśpiewanie Bogurodzicy
godz. 11.20 - 12.00 - pokaz tańca z flagami /15min./ - pokaz artylerii
godz. 12.00 - 12.50 - szachy historyczne włoskie - partia będzie nawiązywała do bitwy pod Grunwaldem / Polecamy /
godz. 13.00 - 13.40 - pokazy sokolników z udziałem publiczności
godz. 14.00 - 14.20 - spektakl „Całkiem niedawno - czyli mroki średniowiecza”, cz.1, w wykonaniu Teatr Rozrywki Trójkąt z Zielonej Góry
godz. 13.15 - 14.00 - obiad - wydawany w trakcie trwania imprezy
godz. 14.30 - 14.50 - pokazy włoskich tańców z flagami /15 min./
godz. 15.00 - 15.50 - Msza św. w Kościele św. Józefa Robotnika
godz. 15.00 - 15.50 - pokazy sprawności rycerzy konnych
godz. 16.00 - 16.30 - finały VI Turnieju walk na miecze jednoręczne o srebrny krzyż hr. Gotfryda de Bouillon w kategorii XIV/XV wiek
godz.16.30 - 17.00 - inscenizacja wielkiej bitwy bractw rycerskich na dużej polanie
godz. 17.10 - 17.30 - walki bohurtowe w konwencji 3/3
godz.17.40 - 18.00 - Spektakl „Całkiem niedawno - czyli mroki średniowiecza”, cz.2, w wykonaniu Teatr Rozrywki Trójkąt z Zielonej Góry
godz. 18.00 - 18:10 - uhonorowanie zwycięzców turniejów i mianowanie nowych członków Chorzowskiego Bractwa Rycerskiego Bożogrobców przez Prezydenta Chorzowa
18.20 - 18.50 - na zakończenie zjazdu pokazy gościnne grup rekonstrukcyjnych z XVI
i XVII w.- pokazy artyleryjskie, musztry i inscenizacja bitwy
godz. 19.30 - Spektakl „Całkiem niedawno - czyli mroki średniowiecza”, cz.3, w wykonaniu Teatr Rozrywki Trójkąt z Zielonej Góry

Zakończenie imprez na dużej polanie

POLANA KOŁO WIATRAKA
12.00 - 15.00 - VI Turniej łuczniczy o srebrny krzyż hr. Gotfryda de Bouillon
15.00 - 15. 20 - inscenizacja: krótka scenka ukazująca pobór podatków na wojsko, plądrowanie młyna przez wojsko.
15.30 - 16.30 - konkurs na najlepszego łucznika dla dzieci
12 .00 - 15.00 - pokazy strzelania machiną średniowieczną - typu onager - Chorzowskie Bractwo Rycerskie Bożogrobców
17.00 - 17.20 - inscenizacja - zagroda z Frydka - odejście poborcy i jego ludzi z daniną. Po wyjściu z zagrody na trakcie zostają napadnięci przez grupę chłopów, którzy próbują odebrać daninę. Chłopi zostają ujęci po krótkiej walce. Osądzenie pojmanych i wcielenie ich do oddziału piechoty.


SCENA

Występy:
godz. 12.00 - 12.30 - schola św. Franciszka - Chorzowskie Bractwo Rycerskie Bożogrobców Bożogrobców, krótka historia pieśni i wydarzeń z nimi związanych
godz. 12.30 - 13.00 - pokazy mody mieszczańskiej z XIV/XV w.
godz. 13.00 - 14.00 - pokazy tańców z różnych epok
godz. 14.00 - 14.50 - występy Scholii Muzyki Dawnej Nativitatis - Chorzowskie Bractwo Rycerskie Bożogrobców – w przerwie konkurs wiedzy o Chorzowie
godz. 15.00 - 15.10 - rozdanie nagród dla dzieci biorących udział w III edycji konkursu plastycznego” Dzieje Chorzowa w średniowieczu” - organizowanym w maju dla dzieci w wieku przedszkolnym na terenie miasta Chorzów
godz.15.15 - 15.40 - pokazy tańców dawnych
godz. 15.40 - 16.00 - rozdanie nagród za konkursy na małej polanie i dla zwycięzców
w III Turnieju szachów średniowiecznych
16.00 - 17.00 - występ Zespołu Muzyki Dawnej Roderyk
17.00 - 17.50 - warsztaty tańca dla publiczności- pokazy tańców dawnych - Chorzowskie Bractwo Rycerskie Bożogrobców
W przerwach między występami odbędzie się konkurs wiedzy o modzie średniowiecznej i o mieście Chorzowie dla dzieci i dorosłych - nie zabraknie upominków


MAŁA POLANA - strefa gier planszowych i warsztatów
godz. 12.00 - 17.00 - konkurs i zabawy plebejskie dla dzieci i dorosłych - m.in.: - szachy średniowieczne klasyczne - finały konkursu
- historyczne gry planszowe /w tym turnieje/
- iluminacja
- malowanie ikon
- malowanie herbu miasta Chorzowa, dam dworu i rycerzy węglem drzewnym
/konkurs na najlepszy obrazek/

Warsztaty
- nauka pisania piórem gęsim
- warsztaty iluminatorskie
- warsztaty z malowania ikon dla dzieci i dorosłych
- warsztaty z zielarstwa
- warsztaty z czytania pisma średniowiecznego /paleografii/
- warsztaty kuchnia św. Hildegardy - /Chorzowskie Bractwo Rycerskie Bożogrobców/
godz.15.10 - 16.00 - teatrzyk dla dzieci z udziałem widowni - widowisko pt. ”św. Kazimierz" - Teatrzyk Ławeczka Dziadeczka - Piotr Rybak,
W trakcie trwania zjazdu będą także prezentowane obozy wojskowe z różnych okresów historycznych m.in. rzymski, celtycki, słowiański, sarmacki oraz napoleoński i z okresu I wojny światowej w tym rekonstrukcja szpitala wojsk rosyjskich. Przy obozach wojskowych i na małej polanie przewidziano także m.in. prelekcje, pokazy fechtunku, uzbrojenia i taktyki walki o wyznaczonym czasie:
godz. 12.00 - 12.30 - GRH z okresu starożytnego Rzymu - prezentacja legionów rzymskich ProAntica
godz. 12.40 - 13.10 - GRH Celtowie
godz. 13.20 - 13.50 - GRH Słowianie, Wikingowie, Rusini
godz. 14.00 - 14.30 - GRH Poczet Krakowskiej chorągwi im. św. Jadwigi i hetmana
Jana III Sobieskiego
godz. 14.40 - 15.20 - pokaz walki barbarzyńców z legionami rzymskimi
godz. 15.30 - 16.00 - GRH okresu napoleońskiego pokazy musztry wojsk napoleońskich godz. 16.10 - 16.30 - GRH z okresu wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych
-14th Louisiana Infantry Regiment
godz. 16. 40 - 17.00 - GRH – „HELLAS ET ROMA” godz. 17.10 - 17.50 - GRH z okresu I wojny światowej:
- Legiony Piłsudskiego
- 14 Pułk Strzelców Syberyjskich
- Grupa Operacyjna „Śląsk”

Organizatorzy zastrzegają sobie prawo zmiany programu

Organizatorzy:
Urząd Miasta Chorzów
Chorzowskie Bractwo Rycerskie Bożogrobców

Patronat naukowy:
Polskie Towarzystwo Historyczne oddz. w Katowicach
Zakład Historii Nowożytnej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach
Stowarzyszenie Miłośników Dawnej Broni i Barwy Oddział Górnośląski, Katowice

Program Metropolitalnej Parady i VI Zjazdu Rycerstwa Chrześcijańskiego oprac.: Adam Lisek – Chorzowskie Bractwo Rycerskie Bożogrobców i Polskie Towarzystwo Historyczne oddz. Katowice

-------------------------------------
Więcej informacji na:
http://www.bozogrobcy.pl
facebook.com/bozogrobcy

A tak było w latach poprzednich:
https://youtu.be/SnLbv7kgG5Q



https://www.facebook.com/events/902867099731786/

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Templariusze

Post autor: chanell » 19 lipca 2015, 20:50

Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 18 kwietnia 2016, 18:59

Templariusze na Dolnym Śląsku. Co robią spadkobiercy słynnego zakonu?
AD 2016-04-16

Z okazji otwarcia wystawy "Zakonne i orderowe tradycje rycerstwa europejskiego", którą przygotował Instytut Kultury Rycerskiej, przeor Templariuszy pojawił się wraz z małżonką w pałacu w Jedlince.

Obrazek
Wielki Przeor Polski Templariuszy Krzysztof Kurzeja z żoną Nataszą

Wielki Przeor Polski Krzysztof Kurzeja stoi na czele odrodzonego w 2004 roku Ordo Militiae Christi Templi Hierosolumitani (OMCTH), czyli polskich Templariuszy.

- Formalnie jesteśmy orderem rycerskim, więc współpracujemy z Instytutem Kultury Rycerskiej oraz z braćmi kurkowymi i staramy się być na imprezach przez nich organizowanych - mówi przeor.

15 kwietnia odwiedził wraz z małżonką Nataszą, damą orderu - Dolny Śląsk.

Kim są?

- OMCTH jest międzynarodową federacją organizacji nawiązujących duchowo do tradycji średniowiecznych Templariuszy - mówi przeor Kurzeja. Jej siedziba mieści się w Kolonii. Początki reaktywowanego bractwa datuje się na 1990 rok, a w Polsce na 2004. W Polsce siedzibą Templariuszy są Katowice. W tej chwili na Dolnym Śląsku jest troje braci - we Wrocławiu i Świdnicy.

OMTH prowadzi działalność charytatywną - wspiera szpitale w Ziemi Świętej i prowadzi sierociniec w Betlejem. Templariuszem może zostać każdy, kto jest katolikiem i uzyska pozytywną opinię swojego proboszcza - ale musi poprosić o aplikację kandydacką. W tej chwili na przyjęcie do przeoratu czeka 16 osób.

Na świecie istnieje wiele organizacji, które kontynuują tradycje rozwiązanego w 1312 rok Zakonu. OMCTH jest jedyną posiadającą protekcję duchową patriarchy Antiochii i Jerozolimy.

Kim byli?

Zakon Templariuszy, czyli Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona powstał w 1118 roku. Wtedy to siedmioro rycerzy z Hugo de Payens złożyło śluby czystości, posłuszeństwa i zobowiązania do walki za wiarę przed patriarchą Jerozolimy. Głównym celem ich działalności miała być ochrona pielgrzymów i szlaków, które przemierzali w Ziemi Świętej.

Szybko stali się potęgą militarną, polityczną, ale i gospodarczą. To im przypisuje się stworzenie podwalin nowoczesnego systemu bankowego, w którym zabezpieczali pieniądze pątników w czasie podróży. Zasoby finansowe spowodowały, że stali się bankierami koronowanych głów w Europie. Stały się też podwaliną legend krążących na temat tego, skąd wzięli wielkie skarby, a w efekcie doprowadziły do ich rozwiązania.

Gdy po upadku Jerozolimy w 1291 roku przenieśli się do Francji, zadłużony u nich król Filip IV Piękny, który był ich protektorem, postanowił po swojemu rozwiązać problemy finansowe. Oskarżono templariuszy o herezję. W piątek 13 października 1304 roku rozpoczęły się ich aresztowania w całej Europie. W 1311 roku na stosie spłonął ostatni mistrz zakonu.

Co robią?

Nie przerwało to jednak krążących o templariuszach legend, które wiążą ich z wielkimi tajemnicami i skarbami. Korzysta z tego literatura i kinematografia. Polski przeor nie ukrywa, że to właśnie polski serial o Gniewku, synu rybaka, był początkiem jego zainteresowania zakonem. W 2004 roku założył przeorat im. Księcia Henryka Brodatego Jest to fundacja, która stała się częścią OSMTH.

Dzisiejsi Templariusze odcinają się od tajemnic otaczających zakon, nie uprawiają żadnych rytuałów, działają jawnie. Odcinają się też od masonerii. Członkami zakonu mogą być kobiety i mężczyźni. Mogą posiadać męża lub żonę oraz dzieci. Bliskie są im jednak założenia protoplastów.

- Łączy nas fascynacja zakonem i chęć niesienia pomocy potrzebującym - mówi przeor Kurzeja.

Opłacają roczną składkę - 100 euro, która wykorzystana jest na wpieranie działalności charytatywnej. Co ciekawe, dzisiejsi Templariusze składają tę samą przysięgę, co ich protoplaści z XII wieku. Nadal też pojawiają się w białych płaszczach z czerwonym krzyżem.

http://m.wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1, ... nnego.html

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 19 kwietnia 2016, 13:02


https://www.youtube.com/watch?v=z9NlUcWCTPg

Opublikowany 13.11.2015
Dlaczego piątek trzynastego uważa się za pechowy? Historia tego przesądu sięga 13 paździenrika 1307 roku, kiedy rozpoczęły się aresztowania Templariuszy na podstawie oskarżeń króla Francji Filipa IV. W tym odcinku opowiemy wam nie tylko o genezie przesądu, ale też o torturach jakie spotkały Jakuba de Molay i jego współbraci.

ODPOWIEDZ