Templariusze

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 24 kwietnia 2014, 00:43

Ostatnia tajemnica templariuszy: skarby ukryte na Kujawach?
Od XIII wieku templariusze działają już w Polsce. Najbardziej znaną ich posiadłością jest komandoria w Chwarszczanach, w której mają być ukryte skarby zakonu. Wiara w to jest tak silna, że w 2009 roku - gdy archeolodzy prowadzili w tej miejscowości wykopaliska - ludzie zastraszali naukowców. Skończyło się tragedią: zginął jeden z archeologów. Czy to jednak możliwe, że zamiast w Chwarszczanach templariusze ukryli swoje skarby zupełnie w innym miejscu? Są ludzie, którzy twierdzą, że znaleźli dowody na to, że skarby spoczęły w Kruszwicy.
Ponoć już w 1111 roku na kruszwickim biskupstwie zostaje osadzony Baldwin Gall - członek rodu Baldwinów, związanego ściśle z templariuszami. To właśnie on nadzorował budowę kruszwickiej kolegiaty, a że Kruszwica była wówczas ważnym ośrodkiem biznesowym (tamtędy przebiegał szlak bursztynowy) i politycznym, obecność nad Gopłem zakonników z czerwonym krzyżem w godle nikogo nie dziwiła. Dziś historycy zastanawiają się: czyżby Baldwin Gall budował nie tylko centrum religijne, ale także tajny skarbiec dla templariuszy? Być może właśnie tak było.

Zakonnicy celowali w sekretnych znakach, za pośrednictwem których kodowali informacje dla współbraci. Kilka z nich znajduje się w kruszwickiej kolegiacie. Oto więcej znaków, stosowanych przez zakon.

Obrazek

Kruszwicka kolegiata - ważny ośrodek na Szlaku Piastowskim, obsadzony przez templariuszy - obfituje w tajemne znaki, wskazujące na ukrycie w podziemiach jakichś niezwykłych rzeczy. Skarbów? Manuskryptów? Czy tylko grobowców ważnych osób? Ireneusz Springer: - Pewnym jest, że mamy w kolegiacie co najmniej dwa znaki wskazujące na to, że coś tam schowano. Po pierwsze: zamknięta swastyka na południowej ścianie kościoła, tzw crux gammata. Taka pieczęć świadczy zazwyczaj o przygotowanych wewnątrz budowli zamkniętych korytarzach. Innym znakiem jest szachownica, umieszczona na jednej z wewnętrznych kolumn kościoła. Znaczy tyle, że w pobliżu jest zejście do podziemi.

Obrazek

W Kruszwicy od dekad krążą opowieści o podziemnych tunelach, łączących kolegiatę z nieistniejącym już zamkiem (jego pozostałością jest Mysia Wieża). Legendy? Nie do końca. Gdy tuż po wojnie archeolodzy badali kruszwicką kolegiatę, odkryli tajemnicze tunele, prowadzące pod jeziorem Gopło w kierunku zamku. Były jednak w tak złym stanie, że trzeba je było zasypać. - Sądzę, że gdyby powtórzono teraz te badania, rezultaty byłyby nader interesujące - uważa I. Springer.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 08 maja 2014, 21:47




Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 14 maja 2014, 21:55

Templariusze i gwóźdź Chrystusa

Obrazek U wybrzeży portugalskiej wyspy Madery leży mikroskopijna wysepka Ilheu de Pontinha. Podczas prac archeologicznych w położonej na wyspie średniowiecznej warowni, zwanej Fort Jose, znaleziono kryptę grobową z trzema szkieletami, należącymi (najprawdopodobniej) do Ubogich Rycerzy Chrystusa – czyli do Templariuszy. Znak Templariuszy odkryto na jednym z mieczów znalezionych w krypcie – stąd taki wniosek. Przy jednym z rycerzy znaleziono także niewielką szkatułkę, wewnątrz której odkryto 10 centymetrowy gwóźdź, z czasów rzymskich.

Obrazek Templariusze przez 200 lat osłaniali pielgrzymów w drodze do Grobu Chrystusa w Palestynie. Zbierali oni także wszelkie relikwie związane z Nowym Testamentem. Legenda głosi, że odnaleźli oni krzyż na którym umarł Jezus Chrystus i to z tego krzyża miał pochodzić znaleziony na Ilheu de Pontinha gwóźdź.
Gwóźdź zachował się w znakomitym stanie – niemalże bez korozji i wypolerowany – prawdopodobnie poprzez częsty kontakt z właścicielem relikwii. Historycy zgodnie twierdzą, że gwóźdź może pochodzić z czasów w których żył Jezus. Tyle, że w tamtych czasach przybijanie do krzyża było standardową karą wymierzaną przez Rzymian i ilość gwoździ jakie zużyto do krzyżowania z pewnością szła w tysiące. Aby ukarać powstanie niesfornego gladiatora Spartakusa, tylko w ciągu jednego dnia, do krzyży postawionych wzdłuż Via Appia przybito ponad 6 tysięcy buntowników.

O wyspie Ilheu de Pontinha było już raz głośno w związku z osobą samozwańczego księcia Renato Barrosa, który w tym miejscu postanowił stworzyć własne niepodległe państwo. Wg. Barrosa portugalski król Karol I miał w królewskim przywileju (nadanym wyspie w 1903 roku) udzielić jej niepodległości. Dokument z przywilejem ma znajdować się w Londynie a sam Barros jako (teoretycznie) legalny właściciel wyspy, tym samym stał się władcą udzielnego, aczkolwiek mikroskopijnego księstwa.

Wciąż niejasne jest to, kto zlecił prace wykopaliskowe na wyspie. Czy zrobił to sam „książę” Renato? Czy może jest to inicjatywa mającego swoją siedzibę na Maderze Centrum Studiów Nowoczesnej i Współczesnej Archeologii?

Obrazek Maderę Portugalczycy odkryli w roku 1418 – a więc ponad 100 lat po procesie i kasacji Zakonu Templariuszy, przez francuskiego króla Filipa IV. Teoretycznie więc, rycerze zakonu nie mieli pojęcia o istnieniu wyspy, co stawia pod znakiem zapytania prawdziwość znaleziska.

Jednak to właśnie Portugalia była jedynym krajem, gdzie po rozwiązaniu zakonu nie prześladowano i nie więziono Templariuszy. Portugalski król Denis wykazał się niezłym refleksem i zmienił nazwę zakonu na Zakon Rycerzu Chrystusa i tym samym Templariusze, w jednej chwili przestali w Portugalii istnieć. Portugalski król usunął słowo „Ubogich” z nazwy zakonu co i tak nie pasowało, do w końcu najbogatszych ludzi w Europie. Denis przejął wszelkie dobra Templariuszy, po czym łaskawie darował je Orderowi Chrystusa.

Obrazek Templariusze aby nie rzucać się zbytnio w oczy, przenieśli się na Maderę, którą odkrył Wielki Mistrz zakonu – Henryk zwany Żeglarzem. Henryk Żeglarz stał się później królem Portugalii. Wyspa leżąca na odległych peryferiach Europy okazała się dla Templariuszy doskonałą kryjówką.

To czy gwóźdź rzeczywiście pochodzi z krzyża Jezusa, będzie zapewne przedmiotem niekończących się batalii pomiędzy przeciwnikami i zwolennikami tej teorii. Prawdy na ten temat niestety nie da się ustalić w 100 %. Za to z pewnością w oparciu o nowe odkrycia na Maderze, da się dopisać kolejny tom „Kodu Leonarda da Vinci”.

Autor: chris miekina

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 20 maja 2014, 22:10

TAJEMNICA TEMPLUM: Amerykański ślad?
Michaił Burlieszin

Obrazek



Obrazek Imperium Templariuszy w Europie

Ten niezmiernie ciekawy materiał ukazał się na łamach rosyjskiego czasopisma „NLO” nr 5/2006 z dnia 30 stycznia 2006 roku i mówi on o niezwykłym tropie Rycerzy Świątyni, który wiedzie do Ameryki.

Długousi we Francji?
W jednym z burgundzkich miast Villerevue-sur-Yonne, znajduje się wyjątkowo interesujący kościół zbudowany jeszcze w XII wieku. Na jego bogato zdobionym frontonie można zobaczyć niezwykle ciekawą scenę. Wśród ludzi otaczających Jezusa Chrystusa znajduje się mężczyzna i kobieta, których uszy są niezwykle długie. Mężczyzna jest odziany w szatę z piór, bardzo podobną do takich jakie nosili północnoamerykańscy Indianie, ale na jego głowie – nie wiedzieć dlaczego – widzimy hełm Wikinga... Dzisiaj wiemy, że Inkowie zamieszkujący w Ameryce Południowej mieli zwyczaj rozciągania małżowin usznych poprzez zawieszanie na nich ciężkich ozdób ze złota. Jasne, tylko skąd o tym wiedzieli Templariusze żyjący na trzy stulecia przed słynną wyprawą Christofora Colona czyli Krzysztofa Kolumba (1451-1506), którego uważamy za odkrywcę Nowego Świata?

Francuski historyk Jacques de Mayée zainteresował się tym freskiem i był w stanie udowodnić, że Rycerze Świątyni podróżowali do Ameryki na długo przed Kolumbem i mimochodem rozwiązać jeszcze dwie zagadki historyczne, a mianowicie:
Skąd w XII i XIII-wiecznej Europie pojawiła się naraz ogromna ilość srebra, chociaż nie wzrosło jego wydobycie?
Dokąd popłynęła flota Templariuszy, która wyszła z należącego do nich portu La Rochelle, w nocy 12 października 1307 roku i znikła w morskiej dali, od czasu likwidacji Zakonu, którą zarządził francuski król Filip IV Piękny (1268-1314)?

Obrazek
Kaźń Templariuszy według ówczesnego rysunku

„Tajemnica Świątyni”
Zakon Templariuszy (Frates Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis) powstał w 1128 roku i składał się z rycerzy, którzy powrócili z Palestyny, a do roku 1307 był najpotężniejszym zakonem rycerskim w Europie. W jego szeregach służyło 15.000 rycerzy i 45.000 sierżantów, nie licząc już ludzi z obsługi Zakonu, giermków, rzemieślników, cyrulików, chłopów, itd. itp. Europejscy monarchowie byli zawistni o te bogactwo. Wedle poglądów Jacquesa de Mayée, nie mogło ono powstać w wyniku operacji bankowych, które Templariusze szeroko praktykowali, a także monopolowi na transport po Morzy Śródziemnym wojsk Krzyżowców, broni, koni i niektórych towarów z/do Lewantu. Było także jeszcze inne tajne źródło finansowania – które pozwoliło Templariuszom wybić i zgromadzić ogromną ilość srebrnych monet, które stały się środkiem płatniczym i tezauryzacyjnym.

Nie tak dawno w Narodowym Archiwum Francji znaleziono pieczęcie Zakonu Rycerzy Świątyni, które dopadli żołnierze króla Filipa Pięknego w 1307 roku. Na jednej z nich, załączonej do dokumentu podpisanego przez Wielkiego Mistrza Zakonu znajduje się napis: „Tajemnica Świątyni”, zaś w centrum pieczęci znajduje się figura człowieka odzianego w przepaskę biodrową, na głowie ma on pióropusz, jaki nosili Indianie z Ameryki Północnej, w prawej ręce dzierży on łuk, zaś poniżej wyobrażono swastykę – powszechny w całej Skandynawii symbol z epoki Wikingów.

To właśnie Wikingowie...
Jacques de Mayée rozwiązał zagadkę „Tajemnicy Świątyni”, która musiała być bardzo ważną, skoro wiedzieli o niej tylko Wielki Mistrz i najwyżsi w hierarchii członkowie ścisłego kierownictwa Zakonu Rycerzy Świątyni. Jeszcze w X wieku Wikingowie przebywali w Meksyku i to właśnie oni założyli zręby Imperium Tiahuanaco, a potem popłynęli do Peru. To właśnie wraz z ich przybyciem do tego kraju zaczęła się rozwijać rabunkowa eksploatacja srebra. W indiańskich legendach mówi się o tym, że w a. D. 967 biały bóg Quetzacoatl nauczył ich tajników metalurgii, a następnie odpłynął na zachód. Wedle poglądów Jacquesa de Mayée, tym białym bogiem mógł być Wiking imieniem Ulman (lub Ullmann), który jak raz właśnie wtedy przybył był do Meksyku. W Peru Wikingowie postąpili podobnie, jak w Meksyku, ale nie przekazali im technologii produkcji stali. Albo nie chcieli, albo nie zdążyli... Dlatego też w momencie przybycia tam Hiszpanów, stalowe przedmioty już skorodowały i wypadły z użycia, tak że pozostało jedynie w użyciu słowo „żelazo”, i doskonale zorganizowane wydobycie srebra. Było go tak dużo, że miejsce jego wydobywania nazwano Srebrna Góra. Lwia część wydobytego srebra była wysyłana do portu Santos. Tam w twierdzy zbudowanej wedle najlepszych europejskich wzorów, znaleziono formy do odlewania srebra w sztaby.

Badania Jacquesa de Mayée prowadzone w Mezoameryce i Ameryce Łacińskiej pozwoliły uczonemu na wyciągnięcie wniosku, że przed Kolumbem na kontynencie amerykańskim znajdowało się kilka kolonii europejskich przesiedleńców. Pierwszymi byli tam iroszkoccy mnisi z Zakonu Kolumbitów (p.w. św. Kolumby lub Kolumbana). Potem w roku 967 na brzegu Ameryki wylądowali Wikingowie pod wodzą Jarla Ulmana, prawdziwego twórcy imperium Tiwanako. Trzecia fala przybyszów zza oceanu, to według Jacquesa de Mayée, byli Templariusze, którzy pojawili się tam w 1272 roku. Do wniosku tego doprowadziło go dokładne przestudiowanie księgi „Popool-vooh”, napisanej w języku Indian Kiczua (Quiche). Wynika z niej, że Templariusze podporządkowali sobie ponad 20 plemion indiańskich.

Czas jednak nieubłaganie płynął i na początku XV wieku w Ameryce nie pozostał ani jeden Rycerz Świątyni. Ostatni z nich zmarli bezpotomnie z wiadomych względów. Ich giermkowie żenili się z miejscowymi kobietami, ale ich potomstwo zasymilowało się i rozpłynęło w Ameryce, nie będąc w stanie stworzyć struktur państwowych, których nie rozumieli, gdyż były obce ich mentalności. W momencie pojawienia się pierwszych konkwistadorów na kontynencie amerykańskim, państwo Templariuszy już nie istniało od co najmniej pół wieku...

Obrazek
Kolumb dotarł do Nowego Świata (obraz Salvatora Dali)

Kurs - Ameryka!
Według poglądów francuskiego badacza, Templariusze doskonale wiedzieli o tym, że już od półtora stulecia Wikingowie wywożą srebro i złoto z kontynentu amerykańskiego znajdującego się na zachód od Europy. Utrzymując ścisłe kontakty z potomkami Wikingów zamieszkujących onegdaj Meksyk, a aktualnie Normandię, otrzymali oni mapę na której były naniesione Wikland (Winlandia – dzisiejsza Kanada) i Ameryka Południowa. Posiadając najsilniejszą flotę w ówczesnej Europie, Templariusze postanowili wziąć swoją część amerykańskich skarbów.

Jacques de Mayée przytacza dwa poważne dowody na poparcie jego hipotezy. Główną bazą templaryjskiej floty było La Rochelle. Z punktu widzenia operacji finansowych i handlowych ówczesnej Europy, lokalizacja ta jest co najmniej dziwna. Dla handlu z Anglią, port ten znajdował się zbyt daleko na południe. Tak samo jest w przypadku zabezpieczenia logistycznego kolejnych krucjat w Palestynie, natomiast doskonale nadaje się na punkt wypadowy na Atlantyk i do Ameryki. I właśnie do tego portu, uciekając przed siepaczami Filipa Pięknego, przybyły trzy kryte wozy załadowane skrzyniami ze skarbami Templariuszy, a nade wszystko ich tajnymi archiwami. W porcie czekało na nie 17 okrętów Zakonu, które załadowawszy na pokład rycerzy i tajemniczy ładunek wyszły w morze i... odpłynęły w nieznanym kierunku. Nie zawinęli oni do żadnego portu Europy i wedle opinii badacza, popłynęły one od razu do Ameryki, gdzie templariusze zamierzali przeczekać niesprzyjający czas.

Templariusze i podział świata
Dalsza historia Zakonu Świątyni – według poglądów Jacquesa de Mayée – potwierdza, że templariusze wiedzieli o istnieniu Ameryki. Zakon Templariuszy w Portugalii od roku 1320 zmienił nazwę na Zakon Rycerzy Chrystusa (Militia Domini Nostri Jesu Christi, Ordem Militar de Cristo), ale i ludzie i organizacja nowego zakonu się nie zmieniła, zmieniono tylko szyld. Zmieniło się także i to, że Wielki Mistrz od tego czasu nie był wybierany przez zakonników, ale naznaczany przez króla, i został nim infant Henryk Żeglarz (1394-1460). Powołał on do życia Akademię, w której arabscy, europejscy i portugalscy uczeni badali stare pisma i mapy. W stoczniach budowano najnowocześniejsze okręty, w czym brali czynny udział ex-Teplariusze, którzy także wypływali na nich w morze, a na żaglach pysznił się znak Zakonu Rycerzy Chrystusa – szkarłatny krzyż.

4 marca 1493 roku, Krzyszof Kolumb przybył do Lizbony po swej pierwszej ekspedycji, w czasie której odkrył Antyle (Indie Zachodnie). A już po upływie dwóch miesięcy, 3 maja, papież rzymski Aleksander VI (1431-1503) wydał bullę, dzięki której Indie przypadły Hiszpanii oraz drugą dzielącą ziemie odkryte przez niego pomiędzy Kastylię a Portugalię na linii demarkacyjnej wzdłuż południka położonego 100 leguas na zachód od Wysp Zielonego Przylądka. Co leżało na wschód od tego południka – przypadało Portugalii, co na zachód – Hiszpanii. W Ameryce lepiej na tym wyszli Hiszpanie...

I tutaj nastąpiło coś niewyjaśnionego do dziś dnia – portugalski dwór gwałtownie zaprotestował i zażądał przeniesienia granicy na 350 leguas od Islas do Cabo Verde. Postępowanie portugalskiego króla było całkowicie niezrozumiałym. Do kontynentu amerykańskiego okręty Kolumba jeszcze nie dopłynęły, a zatem wiódł on spór o skórę niedźwiedzia, który był w mateczniku. Król dopiął swego i w 1494 roku papież uznał nowy podział świata.

Przyczyna protestu portugalskiego króla stała się jasna w kilkanaście lat później. Templariusze otrzymali schronienie w Portugalii, a wiedząc doskonale o nowym, oficjalnie nie odkrytym jeszcze kontynencie, z wdzięczności dali wskazówkę królowi, dzięki czemu przypadła mu w udziale potężna część Ameryki Południowej – jest nią dzisiejsza Brazylia...

Trzy grosze od tłumacza
Mój ułomny komentarz kanapowego detektywa i badacza zza biurka zacznę od tego, że przedstawiona tutaj hipoteza na swój sens i wyjaśnia niektóre, bardzo dziwne moim zdaniem, fakty w rodzaju niektórych mitów o dziewicy-matce identycznego z biblijnym przekazem o Maryi i Jezusie, podobieństwo obiektów architektonicznych, prac wydobywczych, itd. itp., co teraz uważa się za dowód na ingerencję Kosmitów w naszą historię. Jak się okazuje, można obejść twierdzenia i hipotezy Ericha von Dänikena i jego stronników, które zakładają ingerencję Przybyszów z UFO, dając w zamian niemniej interesującą teorię, całkowicie utrzymującą się w realiach tego świata.

Drugim interesującym aspektem tej hipotezy jest to, że Templariusze wywożąc różne artefakty zapewne wywieźli do Nowego Świata swoją najświętszą relikwię – kielich Jezusa – świętego Graala. Tego samego, którego poszukiwano przez całe stulecia, poszukiwania te opiewano w eposach rycerskich Średniowiecza i wreszcie którego zlokalizowano wreszcie w jednym z kościołów Sewilli. Ale czy to jest na pewno Graal? – tego nie wiemy na pewno... Możemy tylko domniemywać, ale skoro Templariusze posiadali inną najświętszą relikwię chrześcijaństwa – Całun Turyński vel Mandylion, to mogli równie dobrze posiadać Świętego Graala! A zatem należałoby go poszukiwać nie w Starym, ale Nowym Świecie, co daje pod rozwagę wszystkim poszukiwaczom tajemnic i nierozwiązanych zagadek historycznych.

Wiele jeszcze tajemnic kryją w sobie obie Ameryki...

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz – Robert K. Leśniakiewicz

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 03 sierpnia 2014, 01:11

„Czas zmienia i ściera słowo człowieka, ale to co powierzono ogniowi trwa w nieskończoność..."
Mówi się, że jednym z tajnych warunków, jakie Filip Piękny postawił Bertrandowi de Gotowi przed wyborem na papieża było bycie wspólnikiem w usunięciu Zakonu Świątyni. Pogardę do Klemensa V i reprezentowanej przezeń godności wyraził Dante, który w XIX pieśni Piekła mówi o wiecznym potępieniu tego który jak nowy Jazon ogołocił „Świątynię Jerozolimską", aby wzbogacić Antiocha.

11 marca 1314 roku w poniedziałek Jakub de Molay, wielki mistrz Zakonu Świątyni, Godfryd Gonaville, komandor Poitou i Akwitanii, Godfryd de Charnay, komandor Normandii oraz Hugo de Payrando, wielki wizytator zakonu, zostali wyprowadzeni z lochów fortecy świątyni i zawiezieni do miasta. Tam komisja kardynałów, składająca się z Arnauda de Farges, bratanka Klemensa V, Arnauda Novellego, mnicha z Citeaux, pensjonariusza Francji, Nicolasa de Freauville'a, brata kaznodziei, niegdyś spowiednika i doradcy króla, Filipa de Marigny, jego krewnego, arcybiskupa z Sens oraz kilku innych biskupów i zarządców kazała wznieść szafot przed katedrą Notre Damę, aby publicznie odczytać zeznania i ostateczny wyrok. Na szafot wprowadzono templariuszy, kazano im klęknąć. Jeden z kardynałów zaczai czytać. Kiedy doszedł do wyroku skazującego de Molaya i jego braci na dożywotnie więzienie, to znaczy na „dożywotnie zamurowanie" z „chlebem boleści i wodą przykrości" za całe pożywienie, przedstawiciele Filipa Pięknego aż podskoczyli.
Ustalono bowiem, że łaska, jaką przyznano templariuszom, wynikała z tego, iż „naiwnie wyznali swoje winy". Ale nastąpiło to, czego sędziowie najmniej się spodziewali. Wielki mistrz i komandor Normandi wstali, przerwali kardynałowi. Zwrócili się tak do komisji inkwizytorów, jak do tłumu i oświadczyli, że to co zeznali podczas przesłuchań jest fałszem. Złożyli zeznania jedynie na dowód pokory i ufności w papieża i króla, którzy obiecali im wolność; energicznie zaprotestowali przeciw wyrokowi kardynałów, głównie zaś przeciw arcybiskupowi Sens, Filipowi Marigny. Oskarżyli wszystkich o sprzeniewierzenie się słowom papieża i króla.
Łatwo zrozumieć zmianę frontu de Molaya i de Charnaya. Zeznania nic ich nie kosztowały, bo ponad wszystko cenili wolność. Wolność oznaczała podjęcie i kontynuowanie wielkiego dzieła templariuszy. A teraz okazywało się, nie będą wolni. Czeka ich coś gorszego od śmierci: powolny rozkład fizyczny i moralny w lochach, gdzie będą przykuci do ociekającego wodą muru, samotni, w ciemności i ciszy ciążącej bardziej niż grób. Zatem jedyna nadzieja była tylko w grobie: śmierć wyzwolicielka przyspieszona niedożywieniem i chroniczną dezynterią. Molay jest stary (ma siedemdziesiąt jeden lat) i już niczego od życia nie oczekuje, de Charnay też jest mu bliski wiekiem i też dokonał wyboru. Lochy mogą trwać wiele lat. Natomiast jest inna możliwość, o czym świadczą zwyczaje: odwołanie zeznań i wycofanie się pociąga ipso facto śmierć na stosie. Bolesną na pewno, ale mimo wszystko krótkotrwałą i mniej straszną od powolnego gnicia w tajnych i ponurych kazamatach, podczas gdy inni będą żyli w blasku słońca.
Molay i Charnay podjęli decyzję. Podczas gdy słuchali decydujących słów, skrzyżowały się ich spojrzenia, zrozumieli się. Podnosi się więc głos wielkiego mistrza.
„Panowie, mój brat i ja protestujemy przeciw obyczajowi, jaki z wczorajszych słów dziś się czyni po to jedynie, aby zadowoliły one króla Francji i papieża, naszego pana. A to wyznaliśmy dla ich przyjemności i z posłuszeństwa, jeżeli jednak mój brat i ja mamy gnić w więzieniu, tedy oświadczamy, że król i pan nasz, papież zapewnili nas, prawie zaprzysięgli na wiarę, że żadna szkoda, strata ani gwałt nie zostanie nam zadany. Tedy oświadczamy, że nasze zeznania, wydobyte tak za pomocą tortur, wybiegów i oszustwa, są niebyłe, nie miały miejsca, nie uznajemy ich za prawdziwe..."
Osłupienie. Kardynałowie natychmiast przekazują obecnemu burmistrzowi Paryża, aby ponownie sprowadził oskarżonych nazajutrz. A zatem czterech skazańców znów zaprowadzono do lochów świątyni. Wieść przekazano Filipowi Pięknemu, który natychmiast zwołuje radę, ale nie wzywa na nią członków Kościoła. Rada postanawia, że wieczorem wielki mistrz oraz komandor Normandii zostaną spaleni na stosie na Wyspie Pałacu między ogrodem królewskim i augustynami. Król, blady z wściekłości, zarządza, że mają być spaleni „na małym ogniu". Może zrozumiał powody odwołania zeznań. Natychmiast na Wyspie Żydów - nazywanej tak, bo spalono na niej kilku rabinów i talmudystów uporczywie negujących boskość Jezusa - zaczęto zbierać drewno niezbędne na dwa bliźniacze stosy. Ilość drewna „dla zadowolenia sire'a, naszego pana" miała być względnie mała. I tak każdy skazany dostał metr sześcienny.
Wbito w ziemię dwa mocne słupy dębowe. To drewno służyło do cumowania łodzi na rzece. Od wielu miesięcy jest nasycone wodą, a więc łatwo się nie zapali, a skazańcy przywiązani doń nie będą się mogli uwolnić.
Wszystko jest gotowe na nonę. Dzwonią dzwony Notre Danie. W porze nieszporów niebo jest już szare, teraz jeszcze bardziej ciemnieje; brzemienne deszczem chmury płyną nad miastem przeganiane wiatrem z Normandii. Brzegi Sekwany są czarne od tłumów. Nieprzerwany hałas jak brzęczenie potwornego owada dociera do strażników stojących na straży starego Luwru.
Nagle hałas wzmaga się: na lewym brzegu pojawia się orszak. Poprzedzany przez sierżantów burmistrz, za nim oddział zbrojnych ludzi otacza wóz ciągnięty przez konia. Na wozie widać sylwetki dwóch związanych, leżących mężczyzn. Za ostatnimi łucznikami, ostatni oddział konny.
Sprowadzają skazańców z wozu, przeprowadzają ich na łódź wiozącą ich na wyspę, gdzie czeka kat i jego słudzy. Molay i Charnay są przywiązani łańcuchami każdy do belki, słudzy układają przy nich polana do wysokości kolan. Burmistrz, ostatni raz spojrzawszy na okna, za którymi wiadomo że stoi Filip, daje katu znak: równocześnie trąbki trąbią sygnał ognia. Tak na wyspie, jak na brzegach zgromadzeni ludzie zrozumieli, a wykonawcy pochodniami podpalają stos ze wszystkich stron. Ponieważ niektóre polana naoliwiono, ogień szybko zapłonął. Najpierw na wyspie, a potem nad brzegami rzeki niesie się powoli przenikliwy odór. Kiedy nad wyspą zapada ciemność, słychać krzyk. Najpierw wszyscy myślą, że płomienie objęły ubrania skazańców i dlatego krzyczą. Otóż nie, to nie jest krzyk bólu. To głos bohatera spod Saint-Jean-d'Acre, głos łopoczący jak flaga wojenna, kiedy dwadzieścia trzy lata wtemu, wieczorem 5 kwietnia 1291 w tętencie kopyt wzywał templariuszy do ataku. I trzystu przeciw dziesięciu tysiącom wdzierali się w linie egipskie ze sztandarem w kolorze piasku, biało-czarnym. A teraz, w tej godzinie roznosi się głos człowieka, który ma umrzeć, głos Jakuba de Malay, ostatniego wielkiego mistrza templariuszy. Tłum milknie, wstrzymuje oddech, bo ten głos woła coś strasznego, niespodziewanego dla prostych dusz, korzących się pod ciężarem berła i tronu. Echo niesie bluźniercze słowa w mury pałacu, skuteczniej policzkując znienawidzonego Kapetynga niż by to zrobiła jutowa rękawiczka. Głos mówi co następuje:
„Klemensie i ty Filipie, wiarołomcy danego słowa, wzywani was obydwu na sąd Boży... ciebie Klemensie za czterdzieści dni, ciebie Filipie, w ciągu roku..."
W śmiertelnej ciszy słychać jedynie trzask polan. Tak się też stanie. Papież umrze na biegunkę i wymioty w Roąuemaure w dolinie Rodanu 9 kwietnia 1314 roku, w dwadzieścia osiem dni później. A Filip Piękny umrze 29 listopada 1314 w Fontainebleau zrzucony z konia, czyli osiem miesięcy później. Słowo i płomień pokazały po czyjej stronie była racja.Płomień wszakże staje się coraz wyższy, zapalają się łachmany, dwie sylwetki wiją się pod ukąszeniem płomieni. Krzyki i jęki są za ciche, żeby dotrzeć do tłumu oniemiałego z przerażenia. Już ogień liże nogi, już dociera do nagiego tułowia; znikają włosy i brody. Ciała przywiązane do belek rozżarzonymi łańcuchami zmieniają się, stają się wielką, nieforemną, płonącą masą; trzeszczą polana dwóch stosów, czarny dym rozpościera się na obydwu brzegach Sekwany, czuć spalony tłuszcz i ciało. Późnym wieczorem, kiedy ciała stały się zwęglonymi, nędznymi resztkami, lud mimo obecności strażników „rzucił się na stosy", jak przekazuje ksiądz Yelly w Historii Francji; zebrał popioły męczenników jak cenne relikwie. Wszyscy się żegnali znakiem krzyża - i nie chcieli o niczym wiedzieć. Śmierć dwóch templariuszy była tak piękna, godna podziwu i niespotykana, że intencje Filipa Pięknego stały się jeszcze bardziej podejrzane. W tłum wmieszały się grupy po trzech, czterech towarzyszy, cieślów i kamieniarzy, swoisty trzeci zakon cechów ochranianych przez rycerzy świątyni;słyszą głos de Molaya. Był to rozkaz do wyruszenia w drogę długą jak nadzieja. Dlatego katedry we Francji są takie, jakie są, z niedokończonymi wieżami. Ale mściwa myśl przez wieki torowała sobie drogę. Trzykrotnie potomstwo króla ginęło i to u trzech braci Kapetyngów, Ludwika X Hutin, Filipa V i Karola IV Pięknego. Walezjusze z Franciszkiem II, Karolem IX i Henrykiem III. Burbonowie z Ludwikiem XV, Ludwikiem XVIII i Karolem X. Żakeria w 1358 roku zapowiada rewolucję jakobińską z 1789; żakowie dowodzeni przez Jakuba Poczciwca pomścili Jakuba de Molay. Z wieży świątyni, gdzie byli „przesłuchiwani" przywódcy zakonu, pewnego styczniowego rana 1793 wyruszył pochód wiozący dwudziestego trzeciego następcę Filipa Pięknego w jego ostatnią drogę.
Tajemnicze słowa, obsesyjne i ciągłe przeznaczenie ciągle rozbrzmiewa w naszej historii echem słów ostatniego wielkiego mistrza templariuszy...

Decyzję o zniesieniu zakonu podjął sobór w Vienne w dolinie Rodanu. A w pięć wieków później, w 1811 roku forteca świątyni Paryża została zrównana z ziemią.
O czym by to świadczyło? O śmiertelnej tajemnicy, na którą od 11 marca 1314 roku znów spadła zasłona?
Długo krążyła legenda. Mówiono, że co roku w noc, kiedy postanowiono zlikwidować zakon, duch w białym płaszczu z czerwonym krzyżem, z tarczą w kolorze „srebra i piasku", z włócznią, pojawiał się o północy w krypcie świątyni w Paryżu. Słyszano, jak pytał grobowym głosem:
Kto chce wyzwolić Jerozolimę?
Nikt - odpowiadało echo wśród kolumn w krypcie. Bo świątynia została zniszczona...
Tekst na podstawie książki Roberta Ambelaina ''Jezus największa tajemnica templariuszy''.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 06 sierpnia 2014, 00:18

„Jest pewne, że zniszczenie zakonu templariuszy było ewenementem o wiele większej wagi i o większym znaczeniu politycznym i religijnym, niż dotąd przypuszczano i po dzień dzisiejszy jest przypominane we wszystkich obrządkach inicjacji masońskiej. Od pięciuset lat tradycja zachowuje echa tej samej anatemy i ponawia te same apele o zemstę. I przedtem, i potem popełniano wiele nieprawości, przez wieki niszczono ogniem i mieczem niezliczone ofiary, lecz żadna hekatomba nie wywołała podobnie trwałego urazu. Trzeba uznać, że jest to fenomen niedostatecznie spostrzegany, zasługujący na przestudiowanie.”
E. Aroux, Dante, heretique..., tłum. J. Ż.
Jako dowód swojej tezy E. Aroux podaje formułę wypowiadaną przy przyjmowaniu do masonerii:
„Czy jesteś gotowy pomścić kaźń, jakiej byli poddani nasi przodkowie templariusze?”
Czy masoneria słusznie powołuje się na templariuszy jako swoich przodków, to osobne zagadnienie. Niewątpliwymi spadkobiercami templariuszy byli Rose-Croix, którzy nigdy nie stworzyli organizacji podobnej do zakonu templariuszy, ażeby nie narazić się na zagładę.

Zarówno templariusze, jak Rose-Croix należeli do ezoteryzmu chrześcijańskiego, jakkolwiek między najwyżej inicjowanymi Rose-Croix i sufi istniała duchowa więź, łącząca obie formacje. Christian Rosenkreuz miał według legendy być inicjowany w Jemenie, gdzie ponoć po dziś dzień istnieją ukryte ośrodki inicjacyjne. Ostatecznym celem inicjacji było wyzbywanie się przypadłości należących do materii. Prowadziły do tego rygorystyczne ćwiczenia duchowe pod nadzorem inicjowanego wyższego stopnia. Wielu zostawało na najniższym szczeblu, zaledwie na progu. Tylko nieliczni byli w stanie dostąpić najwyższego — z osiągalnych — stopni. W Kościele katolickim ćwiczenia duchowe o charakterze inicjacyjnym ułożył święty Ignacy Loyola dla swego zakonu.
Inicjacja zawsze odbywa się przez kontakt osobisty. Niewtajemniczeni nie mogą uchwycić jej symboliki, gdyż jej sens pozostaje ukryty. Podobnie było w misteriach eleuzyńskich i bractwach pitagorejskich; ich tradycja została przerwana i jest niemożliwa do odtworzenia, jakkolwiek pewne założenia pitagorejczyków się zachowały. Wszystkie centra inicjacyjne przykładały zawsze największą wagę do ciągłości transmisji, co stanowiło warunek jej autentyczności. Inicjacja jest niezbywalna jak sakrament bierzmowania i inicjowany władny był przekazać ją| dalej. Ta ciągłość obowiązuje również w Kościele katolickim, którego dogmat o nieomylności papieżu wynika z bezpośredniej sukcesji papieży od Apostoła Piotra. Kościół jest organizacją egzoteryczną, otwartą dla wszystkich. Organizacje ezoteryczne są elitarne, zarezerwowane dla ludzi o szczególnych dyspozycjach. Przy tym hierarchia w organizacji ezoterycznej nie jest jawna, ludzie sprawujący w niej najwyższe godności na zewnątrz pełnią różne funkcje. Liczba inicjowanych jest zawsze ograniczona, ażeby organizacja nie przerodziła się w sektę, co stanowiłoby jej, degenerację. Sekty, dziedziczące odpryski z centrów inicjacyjnych, lubiły przypisywać sobie posiadanie jakiejś szczególnej prawdy objawionej, jak było w wypadku albigensów, którzy niezależnie od osobistej szlachetności i pobudek działania byli wrogami Kościoła, twórcami odrębnej religii, inaczej heretykami.

Boska Komedia jest poematem dalekim od jednoznacznego ukazywania świata i każde pokolenie odczytuje ją zgodnie ze stanem swojej świadomości. Wizja „punktu maleńkiego", dokoła którego wirował najszybszy ruch, dopiero zgodnie z naszym stanem wiedzy może być pojęta jako wizja prawybuchu, kiedy to przed miliardami lat, z jednego punktu powstał wszechświat. Dante należy do wielkich wizjonerów takich jak Blake, Boehme, Swedenborg, Goethe.

Budowa dzieła Dantego wskazuje na źródło ezoteryczne, pitagorejskie. Dante prowadzi nas przez trzy królestwa, z których każde, Piekło, Czyściec, Raj, składa się z dziewięciu kręgów. Do każdej dziewiątki jest dodane jedno ogniwo — przedpiekle, raj ziemski i Empireum, co nie naruszając zasadniczej struktury (trzy razy trzy równa się dziewięć) dawało liczbę dziesięć, według Pitagorasa symbol doskonałości wszechświata. Każda z trzech części poematu składa się z trzydziestu trzech pieśni, co daje dziewięćdziesiąt dziewięć, plus pieśń wstępna, razem sto, czyli dziesięć razy dziesięć. Wszystkie te kalkulacje liczbowe należały do wiedzy hermetycznej. Kiedy pitagorejczycy odkryli, że przyczyną dźwięku jest ruch i że harmonia jest stosunkiem liczbowym, uznali liczbę za zasadę bytu i orzekli, że „wszystko jest liczbą". To oni odkryli, że Ziemia jest kulista, obraca się dokoła własnej osi, i wysnuli hipotezę, że krąży dokoła jednego ośrodka systemu planetarnego. Ich odkrycia astronomiczne były bliskie nauce Kopernika - jego sposób myślenia także był pitagorejski, to znaczy, zakładał, że budową wszechświata rządzi harmonia. Według tablicy hermetycznej templariusze stanowią ostatnie ogniwo wywodzące się W prostej linii od Pitagorasa.

W zaświatach Dante spotyka innego poetę hermetycznego, szczególnie mu drogiego trubadura prowansalskiego Arnaut Daniela, „co sieje wiatr". Dante przemawia do niego w języku prowansalskim, języku trubadurów. Papież Innocenty Czwarty uznał go za język heretycki i zakazał używać go studentom.

W Boskiej Komedii rozsiane są liczne aluzje do templariuszy, ale są to właśnie tylko aluzje.
Pieśń dwudziestą czwartą otwiera Beatrycze słowami:
Bractwo wezwane na wielką wieczerzę Baranka, co tak waszych łaknień baczy,
Iż wam wydziela wszystko w pełnej mierze.
Jest to tekst hermetyczny, odnoszący się do wieczerzy mistycznej, obchodzonej przez Fideles d'Amour w Wielki Czwartek, praktyki podjętej później przez Rose-Croix, celebrujących jak templariusze Wielki Czwartek.
W trzydziestej pieśni w Empireum jawi się Róża Mistyczna.
A gdy najniższe stopnie tyle chłoną Wielkiego światła, pomyśl, jak go wiele Chłonie ta Róża całą swą koroną!
A w blasku Róży stoją postacie, na które Beatrycze wskazuje mówiąc „rwącym głosem”:
Patrz — ile białych szat tu wionie.
I Dante rozpoznaje ich:
W postaci jasnej różanej korony
Święci wojacy już się ukazali,
Krwią Chrystusową poczet poślubiony.
Ażeby zaś nie było wątpliwości, o jakich świętych wojaków chodzi, staje obok nich święty Bernard, ten, co ułożył regułę dla templariuszy. On też objaśnia znaczenie Mistycznej Róży i kończy modlitwą do Tej, którą wielbił i której służył:
W tobie jest zbożność i w tobie wspaniałość, W tobie dobroci poryw miłosierny, W tobie wszelaka stworzeń doskonałość.
Powyższy tekst na podstawie książki Jadwigi Żylińskiej - ''Spotkania po drugiej stronie lustra''.
Wszystkie cytaty z Boskiej Komedii w tłumaczeniu Edwarda Porębowicza.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 11 sierpnia 2014, 17:07

Templariusze są wśród nas
Do tradycji templariuszowskiej przyznają się dzisiaj różne organizacje, min. masoni. ;)

Co masoni mają wspólnego z Templariuszami? Przede wszystkim symbolika. Wolnomularze często korzystają z symbolu 2 rycerzy na jednym koniu który był również pieczęcią templariuszy, często korzystają z krzyża templariuszy, mało tego często nazywają się rycerzami świątyni na rycinach i dokumentach np. tutaj:

Obrazek

U dołu widać napis Masonic Knights Templar, widać krzyże Templariuszy na tarczach (tyle że skośne) i symbol Masonów (Cyrkiel i linijka z litera G)

Pomiędzy różnymi przypuszczalnymi działaniami potomków Templariuszy w różnych krajach Europy (np. w Szkocji, czy we Francji) warto zwrócić uwagę na Grecję, gdzie mieli brać czynny udział w zdobyciu przez nią niepodległości spod panowania Turcji. To dlatego, jak się twierdzi w niektórych kręgach, w nagrodę, 29 grudnia 1992 r. Zakon Templariuszy został ponownie powołany oficjalnie, czyli kanonicznie, do życia przez papieża Partheniosa III, prawosławnego patriarchę Aleksandrii i Całej Afryki.

Dan Brown, autor ''Kodu da Vinci twierdzi ze w kaplicy Roslyn w Szkocji znajduje się skarb templariuszy, może to i fikcja, ale pewnym jest że tą kaplicę budowali potomkowie templariuszy, jest pełna symboliki Templarskiej i Masońskiej, nawet plan budowli jest taki sam jak dawne kaplice Templariuszy (i loże Masońskie przy okazji). Ponad to prace remontowe były prowadzone przez mistrza Masońskiego i finansowane przez szkocką lożę wolnomularską, a potomkowie tych "sponsorów" po dzisiaj zasiadają na pozycji Mistrzów Loży Szkockiej.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 01 listopada 2014, 01:19

Tajemnice Biblii - Templariusze


https://www.youtube.com/watch?v=4dKE2M4TjbM

Jak głosi legenda, zakon templariuszy zgromadził podczas swojego istnienia niewiarygodną kolekcję skarbów i relikwii, łącznie ze słynnym świętym Graalem.Wszystkie kosztowności zaginęły po rozwiązaniu zakonu. Co się z nimi stało?

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 16 listopada 2014, 13:49

TEMPLARIUSZE, WULKANY I ZŁOTE BOLIDY

Od niemal dwóch tysięcy lat roztrząsa się problem istnienia bądź nieistnienia jednego z najsłynniejszych i najważniejszych artefaktów chrześcijaństwa – świętego Graala. Święty Graal to kielich, z którego Jezus Chrystus pił w czasie Ostatniej Wieczerzy w Wieczerniku, a do którego zebrano Jego krew po Ukrzyżowaniu – jak chce tego tradycja arturiańska. Jak dotąd nikt tego legendarnego kubka nie znalazł, pomimo intensywnych poszukiwań trwających już od dwóch tysiącleci… Z biegiem czasu Święty Graal stał się symbolem wzniosłych poszukiwań, najwyższego, najszlachetniejszego celu, do którego należy dążyć słuszna i prawą drogą, poprzez cierpienie i walkę w słusznej sprawie. Jego poszukiwania było jedynym godnym czynem godnym rycerza bez skazy i zmazy. Tak chce tego Legenda.

A jak może wyglądać prawda? Prawda może wyglądać tak, że święty Graal wpadł w ręce Krzyżowców w czasie jednej z wypraw krzyżowych zwanych Krucjatami, i został przewieziony do Europy gdzieś w XI czy XII wieku. Istnieje całkiem realna możliwość, że relikwia ta wpadła w ręce tajemniczych i potężnych Rycerzy Świątyni - Templariuszy.

Nie będę tutaj przypominał dziejów wzlotu i upadku Braci Świątyni, a jedynie wspomnę, że ich skarbów do dziś dnia nie odnaleziono, pomimo intensywnych poszukiwań prowadzonych już przez ich pogromcę, króla Francji, Filipa IV Pięknego i jego dwóch ministrów: Enguerrana de Marigny’ego i Guillaume de Nogareta za zezwoleniem i błogosławieństwem ówczesnego papieża z Avinionu Klemensa V - Bertranda de Got. I nie znaleźli. Owszem, coś tam od czasu do czasu się znalazło, ale te „skarby” były zaledwie mikroskopijną częścią ułamka największego skarbu Templariuszy, a do dziś dnia nie natrafiono nawet na jego ślad. Badacze epoki i poszukiwacze skarbów stoją przed murem tajemnicy, którego nie da się w żaden sposób naruszyć, bo wszystkie drogi okazały się być równie skomplikowane, co fałszywe. Historia poszukiwań skarbu Rycerzy Świątyni przypomina labirynty Dimitriady... - i jest równie nieprzenikniona. Ta ponura tajemnica niepokoi i mało kto jest w stanie oprzeć się jej niesamowitemu urokowi - jak napisał kiedyś Tadeusz Rojek w „XIII tajemnicach historii”.

Ian Wilson - znany brytyjski syndolog twierdzi, że Templariusze byli w posiadaniu kilku artefaktów pozostałych po Jezusie Chrystusie, a były to m.in.: Całun Turyński, włócznia Longinusa - którą przebito Jego bok i właśnie Graal. Całun Turyński znajduje się w Turynie, włócznia Longinusa w Wiedniu, zaś święty Graal przepadł bez wieści. Odnalazł go tylko Indiana „Indy” Jones, ale to tylko w filmie - dość zresztą udanym...

11 marca 1314 roku, Wielki Mistrz Templariuszy Jacques de Molay oświadcza królowi Filipowi IV:- Muszę przyznać, że tylko dla uratowania życia i uniknięcia straszliwych tortur nie broniłem swego zakonu... Oświadczam, że zakon jest niewinny! Nie dopuściliśmy się ani jednej zbrodni, o jakie nas oskarżają. Należał do nas Cypr, Świątynia Salomona, Templ, który górował nad całym Paryżem, i wiele zamków. Kiedy napadnięto na nas, posiadaliśmy wielkie skarby i najlepsze zbrojownie. Z całego złota, świątyń, r e l i k w i i ś w i ę t y c h, dzwonów, monstrancji, obrazów, ołtarzy i świętych przybytków została nam tylko myśl o Bogu...- Daruję ci życie i wolność, jeżeli odwołasz to, co powiedziałeś, a powiesz, gdzie są ukryte skarby Templariuszy - wycedził król.- S ą b a r d z o d o b r z e u k r y t e i s ą p r z e k l ę t e ! Ciebie też przeklinam!...

I przekleństwo się spełniło, bo chociaż Jacques de Molay spłonął na stosie wraz z Geoffreyem de Charnay, to ich oprawcy pożegnali się z życiem w dniach od 20 kwietnia do 20 listopada 1314 roku. Klemens V zmarł na udar mózgu. Nogaretowi serce odmówiło posłuszeństwa i zmarł na zawał. Marigny okazał się zdrajcą stanu i został powieszony jako angielski i flamandzki szpieg. Najstraszliwszą śmiercią zmarł sam animator pogromu Zakonu Świątyni- król Filip IV - którego na polowaniu zaatakował raniony odyniec. Spłoszony królewski koń wysadził go z siodła, ale strzemiona zaplątały się i koń zawłóczył na śmierć jeźdźca... Nie można go było poznać, cała twarz była okrutnie zmasakrowana i tylko po ubiorze można było dokonać identyfikacji zwłok. Cała Francja szeptała, że to Templariusze zgotowali królowi tak straszliwy koniec...

No i skarbu szukano we Francji i poza Francją - głównie tam, gdzie znajdowały się templaryjskie komandorie: w Anglii, Hiszpanii, Portugalii, Szkocji, Włoszech i Niemczech... - a wszystko z jednym rezultatem - zerowym!

Potem zaczęto szukać skarbu Templariuszy poza Europą i tym, co popularnie nazywa się Starym Światem. Pewien dość „ciepły” ślad wiedzie poszukiwaczy do Etiopii, a dokładniej do miejscowości Aksum (Axum), gdzie do dziś dnia kwitnie kult innego świętego przedmiotu - Arki Przymierza - drugiego po Arce Noego artefaktu starotestamentowego. Zostało udowodnione, że w Aksum jeszcze do XIV, a nawet XV wieku działali Bracia Świątyni, którzy najprawdopodobniej przywieźli Arkę Przymierza z terenów dzisiejszego Izraela lub Palestyny. Mogło być także odwrotnie - to Templariusze przybyli do Aksum po Arkę Przymierza, by ją wywieźć - podobnie jak świętego Graala i Całun Turyński do Europy, i to właśnie w Aksum zastał ich fatalny dla Zakonu dzień 13 października 1307 roku. Wstrzymano zatem transfer Arki przymierza i utworzono komandorię, która przetrwała jeden - dwa wieki. Kto wie, czy to właśnie w Arce Przymierza nie przechowuje się poza szczątkami Tablic Mojżesza także świętego Graala? Jak dotąd, to nikt nie wziął takiej możliwości pod uwagę... Święty Graal w Afryce!? A czemu nie!?

Drugi trop, to Wyspa Dębów - Oak Island - położona w Zatoce Fundy w Nowej Funlandii. Hipoteza o Templariuszach, którzy pozostawili w głębokim na 48 metrów szybie, zabezpieczonym wieloma kanałami zalewowymi, swych skarbów jest bardzo chwytliwa i tłumaczy w zasadzie wszystkie zagadki Oak Island, ale pomiary czasu budowy szybu Money Pit wskazują na to, że wybudowano go, co najmniej dwa wieki po pogromie Zakonu Świątyni, a zatem trudno jest przypuszczać, by Templariusze w ciągu dwustu lat z okładem trzymali skarb w jakiejś tajnej komandorii, a następnie cichcem przewieźli go na Oak Island i tam go zakopali... Technicznie mogli to zrobić - posiadali odpowiednie środki i tzw. „know-how”, ale sęk w tym, że konstrukcja na Wyspie Dębów jest u n i k a l n a i n i g d z i e dotychczas nie stosowana przez Templariuszy, ani kogokolwiek innego - ergo przemawia to na korzyść hipotezy templariańskiej. Poza tym nie ma tam żadnego znaku wskazującego na działalność Braci Rycerzy Świątyni. Wygląda zatem na to, że trop ten jest fałszywy.

Słuchając wspomnianego na wstępie programu radiowego odniosłem niejasne wrażenie, że rozwiązanie zagadki Graala i w ogóle skarbu Templariuszy - bo zakładam milcząco, że to właśnie oni mieli go we własnym posiadaniu - leży dosłownie o krok. Podejrzenie, iż to Templariusze wywieźli swój największy depozyt z Europy pogłębiło się w momencie, kiedy ujrzałem ozdoby zamku i katedry Tomár w Portugalii. Twierdza Tomár była komandorią Templariuszy, w której mieszkali Bracia-Żeglarze i kto wie, czy to właśnie oni, a nie Christoforo de Colon zwany Kolumbem odkryli Amerykę w latach 1100-1300! I to właśnie wyjaśniałoby, dlaczego ten ostatni tak pewien swego, kiedy w 1492 roku płynął z Palos na Hispaniolę - on po prostu z n a ł d r o g ę do Ameryki, którą odbyli już niejednokrotnie Bracia Rycerze Świątyni. Pisze o tym m.in. Piri Reis - admirał turecki: Niewierny imieniem Colombo odkrył te ziemie (Amerykę) - owemu Colombo wpadła w ręce książka, z której się dowiedział, że na końcu Morza Zachodniego, zupełnie na Zachodzie znajdują się w y s p y i z i e m i e , złoża metalu i drogie kamienie. Wspomniany Colombo długo studiował tę książkę, a następnie zwrócił się do różnych możnych Genueńczyków mówiąc im: „Dajcie mi dwa okręty, abym mógł tam pojechać i odkryć te ziemie...” Odpowiadali mu: „O dziwny człowieku! Jak można dotrzeć do krańców Morza Zachodniego? Giną one przecież w nocy i mgle!”

Ciekawe, nieprawdaż? Książka, o której pisze Piri Reis, mogła pochodzić z czasów Aleksandra Wielkiego. Ale może nie była ona tak strasznie stara? Może dotarła ona do rąk Wielkiego Nawigatora z którejś z tajnych komandorii Templariuszy lub... Krzyżaków? - czyli Rycerzy Szpitala Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego oraz Kawalerów Mieczowych? Centrala tego zakonu mieściła się - uwaga! polonicum - w Malborku. Po kasacji Templariuszy część z nich przeniosła się do tego właśnie zakonu. Książka, o której pisze Piri Reis, mogła faktycznie być jakąś egipską czy grecką relacją z podróży do Ameryki, którą Templariusze znaleźli gdzieś na Bliskim Wschodzie, przełożyli na łacinę i przywieźli do Europy, gdzie mogła się znaleźć w jakiejś bibliotece, jako prohibit. Ktoś, komu zależało na odkryciu Ameryki - a raczej na dorwaniu się do skarbów obu tych kontynentów - pomógł Kolumbowi właśnie dając mu to dzieło. Czy był to jakiś Neotemlariusz? To możemy teraz tylko zgadywać.

Osobiście jednak jestem zdania, że Templariusze wywieźli i ukryli swe skarby gdzieś indziej. Jak już powiedziałem, wykluczam Wyspę Dębów w Kanadzie, a w zamian proponuję trzy adresy skrytek, co zawdzięczamy... Panu Juliuszowi Verne!

Juliusz Verne napisał trzy powieści, w których wspólnymi mianownikami są: złoto, wulkany i terytoria polarne czy subpolarne: „Wyprawa do wnętrza Ziemi” (1864), „Wulkan złota” (1902) i „Łowcy meteorów” (1905). O „Wyprawie do wnętrza Ziemi” już pisałem. Być może szyfrogram Arne Saknussemma, który naprowadził prof. Otto Lidenbrocka na trop odkrycia drogi do wnętrza Ziemi był de facto wskazówką, gdzie szukać skarbu Templariuszy, bądź - co jest jeszcze bardziej fantastyczne, ale realne - wiana Uminy Berzeviczy primo voto Tupac Amaru vel Condorcanqui... Tak zatem ten fantastyczny skarb może znajdować się we wnętrzu krateru islandzkiego wulkanu Snefelljökull (1.446 m n.p.m.), wznoszącego się na 64°49’ N - 023°46’ W, nieopodal wsi Olafsvik i Hellissandur, a którego nie można mylić z wulkanem Snaefelljökull wznoszącego się w interiorze Islandii. Wiedzie doń droga zalewana wodą przypływu, łącząca miejsce depozytu skarbu z powierzchnią Faxaflói... – jak założył to dr Ludvik Souček i za nim dr Miloš Jesenský w swoich pracach na ten właśnie temat.

Obrazek
Trasy możliwej ewakuacji templariuszowskich skarbów z Europy na Daleką Północ

Drugi adres i zarazem chronologicznie druga powieść, to „Wulkan złota” - wydana u nas w 1923 roku i wznowiona w szczecinie w śladowym nakładzie w 1996 roku. Jest to powieść awanturnicza o wulkanie, który zamiast lawy wypluwał ze swego wnętrza czyste złoto. Juliusz Verne podaje dokładne położenie geograficzne tego cudu: 68°37’ N - 136°15’ W, a zatem ów Golden Mount znajduje się gdzieś w okolicy ujścia rzeki Mackenzie do Mackenzie Bay, w paśmie górskim Richardson Mts., nieopodal miasteczka Aklavik w Kanadzie. Nawiasem mówiąc, to nazwa Aklavik brzmi czysto skandynawsko i kojarzy się z językami skandynawskimi - słowo „vik” czy „vick” znaczy tyle, co „zatoczka”... - a zatem Zatoczka Akla - Aklavik. I znowu, jak w przypadku islandzkim, Golden Mount stoi nad brzegiem morza czy zatoki morskiej, i ponownie woda dokonuje tutaj aktu dezintegracji i zniszczenia złotonośnego wulkanu, a ogromne bogactwo, które w sobie kryje - przepada na wieki... Teraz nie dziwię się, że po przeczytaniu tych trzech powieści, słynny czeski pisarz i badacz Nieznanego dr Ludvik Souček napisał swą najlepszą trylogię: „Tajemnica ślepych ptaków”, „Znak Jeźdźca” i „Jezioro Słoneczne”, w których wykorzystuje wszystkie pomysły Juliusza Verne’a dostosowane do realiów lat 70. XX wieku! Czego tam nie ma!? - są tam Przybysze z Kosmosu, skarby i ponure wnętrza wygasłych wulkanów na Islandii...

Trzeci adres Juliusz Verne podał w powieści „Łowcy meteorów”: to południowy cypel wysepki Upernavik na 72°51’30” N - 055°35’18” W, gdzie miał spaść ściągnięty przez szalonego i genialnego wynalazcę, ogromny bolid ze złota, wart setki trylionów (ówczesnych) franków... Niestety, kiedy wynalazca ów - Monsieur Zefiryn Xirdal - zobaczył, że ten złoty podarunek z Kosmosu uczynił więcej szkód, niż pożytku, zatopił go w Morzu Baffina...

Co chciał nam powiedzieć Juliusz Verne w tych trzech niezwykłych powieściach? Otóż sądzę, że pan Verne natrafił na jakiś ślad skarbów - być może skarbów Templariuszy - i chciał nam to przekazać w zawoalowanej formie powieści fantastyczno-awanturniczo-podróżniczo-naukowej. Sam nie mógł tych skarbów wydobyć - zresztą pytanie za 64.000 dolarów - kto uwierzyłby takiemu pisarzowi-fantaście!!!???... No kto? - pytam. Znając mentalność ludzi nauki, przemysłu i biznesu z XIX i XX wieku mogę spokojnie odpowiedzieć: n i k t ... Owszem, Juliusza Verne’a uznaje się za genialnego wizjonera technicznego - wszak przewidział wynalezienie m.in. statku podwodnego, samolotu, helikoptera, projektora kinowego, żarówki, radia, lotu w Kosmos, itd. itp. Ale tutaj chodziło tylko o wyobraźnię techniczną i technologiczną, natomiast w dalszym ciągu nikt nie mówi o tym, że Pan Verne interesował się także poszukiwaniami węża morskiego czy złotych meteorów, albo drogi do wnętrza pustej Ziemi, w której można spotkać dinozaury i pierwotnych ludzi... Tego już dziewiętnasto- i dwudziestowieczni uczeni i przemysłowcy nie potrafili strawić. I dlatego właśnie tych skarbów nikt nie odnajdzie - a zatem czyżby działała tutaj klątwa Jacquesa de Molay’a?...

Jak to się wszystko odbyło? Być może Juliusz Verne znalazł jakieś nieznane nauce dokumenty, z których wynikało, że skarb Templariuszy ukryto gdzieś na Dalekiej Północy. Był on na Islandii i w USA, więc znał realia tam panujące na tyle, by postaci i warunki, w których im przyszło żyć i działać ukazały się prawdopodobnie na stronicach jego powieści. Być może spuścił on się na dno krateru Snefelljökull i ujrzał tam coś, co zmusiło go do napisania „Wyprawy...” – no może nie w kraterze, bo ten jest zaczopowany przez lodowiec na amen, ale w jakiejś jaskini czy lawowym tunelu u jego podnóża? Nie, nie był to skarb - być może była to inskrypcja czy artefakt... - resztę znamy.

Czy i kiedy mogli Templariusze wywieźć swe skarby z Francji? Oczywiście, że tak! kiedy owej fatalnej dla nich nocy 12/13 października 1307 roku, królewscy seneszale i bajliwi wtargnęli do templaryjskich komandorii aresztując Braci Świątyni, to pewna ich część uniknęła aresztowania i od razu zaczęła działać, by uchronić majątek Zakonu przed pazernością króla i jego ministrów oraz papieża, który na pewno miał w tym i swoją działkę łupów... (Papież później uwolnił Templariuszy specjalną bullą znaną jako Pergamin z Chinon od zarzutu herezji, pozostawiając jednak w mocy pozostałe zarzuty.)

Skarby zostały wywiezione do krajów, gdzie Zakon Świątyni mógł działać bez żadnych problemów: Hiszpanii, Portugalii, Szkocji i Anglii. Najprawdopodobniej translokacja skarbu odbyła się do Szkocji, gdzie rządził wtedy sir Henry Sinclair of the Orkneyes. Ten człowiek miał wszelkie możliwości dotarcia do Islandii i Grenlandii, a nawet do kanadyjskiej Dalekiej Północy... - co umożliwia przebieg tzw. letniej granicy strefy lodowej na Północnym Oceanie Lodowatym, na Morzu Baffina, Morzu Arktycznym i Morzu Beauforta. Wtedy - w XIV wieku - były to morza potworów i ciemności, o których Europejczycy bali się nawet pomyśleć... Ale Templariusze nie byli ludźmi tuzinkowymi. Mieli oni do swej dyspozycji wiedzę uczonych trzech kontynentów Starego Świata i wiedzieli o wiele więcej, niż przeciętny Europejczyk. Zgromadzona przez nich wiedza europejska, arabska, żydowska, egipska, chaldejska i koptyjska, a może nawet chińska i hinduska umożliwiła im stworzenie gigantycznego imperium finansowego, a znajomość sztuki żeglarskiej i nawigacji po otwartym oceanie dawała im możliwość wywiezienia swych skarbów w każdy dowolny punkt kuli ziemskiej! To nie jest eufemizm - oni naprawdę potrafili to zrobić!

Dr Miloš Jesenský podejrzewa, że Templariusze mogli mieć jakieś kontakty z Pozaziemianami, a łącznikiem pomiędzy Nimi a Templariuszami była figurka Baphometa (Bafometa), którego - jak to było wtedy w zwyczaju - wzięto od razu za samego diabła in persona i potraktowano odpowiednio...

Ewakuacja skarbów mogła przebiegać w dwóch fazach. W fazie pierwszej - która trwała w zimie 1307-1308 przemycono go z Francji do Anglii via Kanał La Manche - lub, co jest bardziej prawdopodobne - do Anglii via Hiszpania i Portugalia, bo Filip Piękny mógł zablokować wybrzeża, ale trudniej było upilnować granicę lądową, z czego skorzystali Templariusze.

Faza druga zaczęła się na wiosnę 1308 roku, i statki ze skarbami popłynęły na północ do Islandii i Grenlandii, a może także do Zatoki Fundy i do ujścia Mackenzie - co wskazuje załączona mapka. Dwufazowość tej operacji była determinowana zalodzeniem Północnego Oceanu Lodowatego. To, ze nie pozostało śladu po tej operacji też jest całkowicie zrozumiałe i oczywiste - Bracia Świątyni zacierali wszystkie ślady wiodące do skarbów, by nie wpadli na nie szpiedzy Filipa IV Pięknego, Marigny’ego i Nogareta, co NB im się znakomicie udało. Jednakże zostawili znaki czytelne i zrozumiałe dla wtajemniczonych lub dla ludzi o przenikliwych i pełnych wyobraźni umysłach - czyli takich, jak Juliusz Verne lub Ludvik Souček...

A co stało się z tymi, którzy te skarby ukryli? No cóż - to dobre pytanie. Może udało im się wrócić do Europy i tam przekazać informację o miejscu ukrycia skarbów swym współbraciom, albo zginęli gdzieś w drodze powrotnej w starciu z Indianami, Eskimosami albo siłami natury. Podejrzewam jednak, że komuś udało się wrócić i stąd wiedza pana Verne’a...

Tak czy owak, należałoby sprawdzić wszystkie lokalizacje wymienione w tym artykule: wulkan Snefelljökull na Islandii, okolice Upernawik (Uppernivick, Uppernavick) na Grenlandii - jest to grupa wysepek z miejscowością o tej nazwie - oraz ujście rzeki Mackenzie w Kanadzie w okolicach Aklavik. Natomiast Oak Island w tym przypadku jest tylko typowym elementem dezinformującym - lepem na muchy dla naiwnych poszukiwaczy...

Czy byłaby możliwa taka żegluga? Zasadniczo tak, w lecie, od czerwca do połowy sierpnia Szlak Północno-Zachodni jest możliwy do sforsowania i Templariusze mieliby jedynie do sforsowania pak lodowy pomiędzy wyspami Archipelagu Królowej Elżbiety, powyżej 70° N. Od września do maja szlak ten jest zatarasowany pakiem dryfującym i sprawia trudności nawet dla współczesnych statków wyposażonych w stalowe burty i potężne maszyny...

Może znajdzie się ktoś dysponujący środkami i pójdzie wytyczonym tutaj szlakiem Wielkiej Przygody, na końcu którego być może czeka albo legendarny skarb w postaci świętego Graala (bo wciąż mam nadzieję, że jest to jednak artefakt), figurki Baphometa i masy złota i kosztowności, albo - jak chcą tego dr Souček i dr Jesenský - także dowody, materialne dowody na Kontakt ludzi z Obcymi! To też byłoby niezłe!... (zob. M. Jesenský - http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/b ... en-11.html) A jeżeli nawet nie znajdzie niczego, to zawsze pozostanie mu piękno i romantyka Wielkiej Przygody!

http://wszechocean.blogspot.com/2013/05 ... olidy.html

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Templariusze

Post autor: janusz » 20 listopada 2014, 22:00

Jak już wiemy templariusze byli ''kustoszami'' wiedzy o źródle ogromnej mocy, dającym władzę nad światem
Według legend zakonu, miejsce jego ukrycia wskazuje mapa, będąca zaszyfrowanym kluczem, leżącym pod znakiem róży. Punktem wyjścia, naprowadzającym na trop tej tajemnicy, może być tzw.''róża wiatrów'' - kompas templariuszy.
Obrazek Według Valtera Juveliusa, fińskiego poszukiwacza przygód, kod wskazujący miejsce ukrycia skarbów Salomona jest ukryty w Księdze Ezechiela. Zakon Świątyni Salomona odkrył go już w XII wieku i posiadł wielkie bogactwa Jerozolimy. Templariusze na skutek niegodziwego postępowania wobec nich, postanowili ponownie ukryć w/w skarby. Poprzez tajny system kodów i znaków zakodowali wiedzę dotyczącą dostępu do miejsc tej tajemnicy, a tarcza przecięta krzyżem spełnia rolę kompasu, busoli wskazującej kierunek poszukiwań. ;)

http://www.kosciol.pl/article.php/20050201170217730

ODPOWIEDZ