Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Michał
Posty: 80
Rejestracja: 22 stycznia 2011, 17:22

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: Michał » 02 lutego 2011, 01:10

Czy wiadomo już gdzie jest Nibiru? bo od tylu lat ma być widoczna na niebie i co? wyznaczona jakąś nową datę jej widoczności?

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: janusz » 02 lutego 2011, 01:11

O Nibiru coś cicho. ;)
Ale wiadomo że Enki pogniewał się na ludzi i teraz będzie rozmawiał z nami do 2012 roku jego syn Marduk.
A to już nie przelewki. :shock:

Michał
Posty: 80
Rejestracja: 22 stycznia 2011, 17:22

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: Michał » 02 lutego 2011, 01:11

janusz napisał:
O Nibiru coś cicho.
Ale wiadomo że Enki pogniewał się na ludzi i teraz będzie
rozmawiał z nami do 2012 roku jego syn Marduk.
A to już nie przelewki.



A bo (ponoć nie powinno się zaczynac zdania ani od "A" ani od "Bo" ) ja właśnie w kontekście PCH pytałem - więc cisza, tak? nic nie widać... nic nie słychać...

a przecież zapowiadali, że będzie ją widać w którymś tam roku (2010 czy 2011) z południowej półkuli - dobrze pamiętam?

przecież tak wielki obiekt chyba byłby widoczny skoro ma w nas przywalić (on czy to co za nim leci) za 2 lata

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: Blad » 02 lutego 2011, 01:13

koncepcja wielkiego kataklizmu naturalną drogą zamieniła się w koncepcję wielkich zmian. Marduk ma pozostać do końca roku 2012 a więc wiele dni po totalnym katakliźmie przed którym miał uratować PCH, Misja Ratowania Ziemi, która jest taka ważna chyba się udała juz teraz, bo z Chanelingu wynika że ziemia przetrwa, a z nia wielu wielu ludzi, tylko ci co sie nie przestroja umrą śmiercią naturalną. HMMM to w takim badź razie chyba nie trzeba szukać faraona i wkładać go do trumny żeby uratować ziemię ,, HURA HURA HURA z tego wniosek że juz nie trzeba się pchać z wykopaliskami do egiptu
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: Blad » 02 lutego 2011, 01:14

A o nibiru w sesji 107
Cytat:
Rafał: Dziękuję. W sesji 81, która odbyła się 16 marca 2008 roku w Bydgoszczy, powiedziałeś: „Niebawem Planeta będzie widoczna <<gołym okiem>>, czyli od roku 09 na niebie można będzie ją zobaczyć. Teraz, przez mocniejsze teleskopy już ją widać – i kto tu mówi "nie widać.” W sesji 100, która odbyła się 24 marca 2009 roku we Wrocławiu, powiedziałeś: „Przyszły rok przyniesie już uporządkowanie, czyli będzie już ją można zobaczyć z trochę słabszych teleskopów, ale jeszcze z teleskopów.” W sesji 105, która odbyła się 18 kwietnia 2010 roku w Chicago, powiedziałeś o planecie Nibiru: „Jeszcze na tyle daleko, że nie jest widoczna i nie będzie widoczna gołym okiem. Ale przyszły rok już wam obiecuję, bo obiecuję od dawna, że ją ujrzycie – a ujrzycie.” W sesji 106, która odbyła się 6 czerwca 2010 roku w Mysłowicach, powiedziałeś: „Tak bliżej roku dwunastego, bliżej grudnia, czyli może być to listopad – grudzień dwunastego roku. I wtedy będzie do uchwycenia gołym okiem i w Polsce.” Jak pogodzić ze sobą nawzajem te wypowiedzi?

EnKi: Żądza, Rafale. Żądza ludzka, która chciała mieć ujście. Ludziom nie chodzi tak naprawdę o ratowanie Ziemi – w większości, Rafale. Mówię ci szczerze. Ale [chodzi o to, żeby] zobaczyć tę sensację. Od dawna ją widać, Rafale. Oczywiście, że przez teleskopy. Ten teleskop Hubble'a, który jest w kosmosie, który przekazje informacje na Ziemię, do tego teleskopu Hubble'a na Ziemi [to wygląda na przejęzyczenie – RW], wyraźnie już przekazał. Więc dawałem ludziom to, żeby mieli tę – powiedzmy – garść adrenaliny, bo tego oczekiwali: „A jeszcze lepiej, żeby już się zaczęło coś dziać na Ziemi. Ale najlepiej nie tu, w Polsce, tylko gdzieś daleko, za granicą. Żeby ta planeta, która leci, żeby tak już zaczęły spadać te meteoryty.” Czyli wiesz, co jest w ludzkich umysłach i sercach? Nie ratowanie Ziemi, tylko zobaczyć, jak najszybciej zobaczyć, a jeszcze lepiej sfotografować, żeby już ją można było. A potem się chwalić: „Sfotografowałem Planetę X.” Mówiłem to po to, żeby zobaczyć reakcję ludzką, jaka będzie. Wiesz ile zarzucano mi, nawet kłamstwa, kiedy mówiłem, że meteoryt, który... meteoryty, które się „oderwały” z ogona [planety Nibiru] i w różnych miejscach wylądowały na Ziemi. Jeden spadł do Bałtyku. Miał być to wrzesień. Meteoryt spadł do Bałtyku. Ale nie w tym „wydaniu”, w jakim leciał [na początku]. W kosmosie, ci, którzy są w tej chwili niewidzialni, zrobili wszystko, żeby ten meteoryt prawie w większości się spalił. Więc do Bałtyku spadł, {gdzie był} [wywołując] tylko sztorm. Bo gdyby spadł w takim stanie, w jakim leciał [na początku], Polska cała byłaby zalana. I czy w ten sposób nie chronimy, nie pomagamy? Ale nie, ludzie żądni są sensacji, ludzie chcą widzieć ...ale u kogoś – byle nie u nas, w Polsce. Czyli co jest w ludziach, co się odzywa: bestia, czy miłość wobec drugiego człowieka? Spróbuj mi odpowiedzieć, Rafale. (...) Słucham.
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: janusz » 13 lutego 2011, 21:37

W mitologii Słowian zachowana jest także wiedza o cykliczności życia oraz o kosmicznych katastrofach.

Pashet’ – Święto ku Czci Niebiańskiej Drogi Bogów obchodzone jak Święto Czarodany raz na wiele lat (co Trzy razy Dziewięć roków, czyli co 27 lat – 1/4 wielkiego koła wieku, bo małe koło wieków 54 lata , a wielkie 108 – tyle ile ogniw w różańcu buddyjskim) . Powyżej ilustracja z jednej z rosyjskich stron rodzimowierczych, związana z tym świętem.Ten obraz ma absolutnie magiczną mitologiczną moc, oddaje dobrze ideę splotu świata boskiego z ziemskim.

Okazuje się że grób Czarodany znajduje się w Krakowie.

Obrazek
Pod tym kościółkiem Św. Benedykta wykopano ruiny średniowiecznej rotundy, a ją postawiono po prostu na ruinach tynu Czarnej Królowej – Czarodany i jej brata Lasoty – Białego Kruka

Przypuszcza się, że budowa pochodzącego z XI lub XII wieku kościółka św. Benedykta i ustanowienie święta patrona w dniu 21 marca (pierwszy dzień wiosny), było reakcją kościoła na żywe praktyki pogańskie na Krzemionkach.

Rękawka jest obchodzona jednoczesnie na Wzgórzu Krakotynu czyli Zamku Czarnej Kólowej -Czaroduny i jej brata Białego Kruka Lasoty, na Wzgórzu Chorsa gdzie stoi Kopiec Swaroga oraz na Wzgórzyu Swaroga – gdzie dzisiaj jest Park Bednarskiego, Stadion Korony i Wieża TVP Kraków.
W dość bliskiej odległości od kopca Kraka znajduje się maleńki romański kościółek św. Benedykta. Z tą świątynią związana jest legenda o „Złej Księżniczce”. W sąsiedztwie kościoła odnaleziono pozostałości starszej budowli i dawnego pallatium. Kościół św.Benedykta stoi w miejscu, gdzie czczono niegdyś pogańskiego bożka Śwista (zwanego też Poświstem). Kościół otwierany jest raz w roku, we wtorek po Wielkiej Nocy, kiedy odbywa się tu obrzęd zwany „Rękawką”. Pierwotnie ta ludowa zabawa odbywała się przy Kopcu Kraka. Obrzęd przypominał kiedyś stypę pogrzebową, wiązał się z pogańskim świętem wiosny i zwyczajem oddawania czci zmarłym przodkom. Wówczas palono ognie i raczono się jadłem. Dziś „Rękawka” to odpust, związany z patronem kościoła św. Benedyktem. Nietrudno się domyślić, że ten chrześcijański zwyczaj pojawił się w miejsce dawnej pogańskiej tradycji.

Obrazek
Rękawka to zwyczaj wielkanocny obchodzony w Krakowie we wtorek po Świętach Wielkanocnych.

Wiąże się go z legendą o kopcu Kraka, usypanym po śmierci króla przez lud. Tradycja podaje, że ziemię na kopiec noszono w rękawach i stąd wzięła się nazwa “Rękawka”. Na podobny źródłosłów wskazuje jedna z fraszek Jana Kochanowskiego w której “rękawka” oznacza grobowiec usypany rękami. Rękawka swoimi korzeniami niewątpliwie nawiązuje do pogańskich obrzędów związanych z Dziadami wiosennymi, przypadającymi na okres przesilenia wiosennego. Sam źródłosłów, wbrew ludowej tradycji, nie ma nic wspólnego z noszeniem ziemi chociaż nawiązuje do kultu zmarłych. W języku czeskim zachował się wyraz rakev oznaczający trumnę, a w serbskim słowo raka oznaczające grób. Do przejawów pierwotnej czci oddawanej zmarłym należało między innymi zrzucanie ze wzgórza pokarmów i monet. Możliwe, że nastąpiło to, w oparciu o, być może jeszcze przedsłowiański kopiec oraz połączenie wątków z legendy o Kraku z wierzeniami słowiańskimi.

Rękawka to fragment największego słowiańskiego święta przypadającego na cały tydzień rozpoczynający się po wiosennym przesileniu czyli po 20 marca i pełni księżyca związanej z tą datą. Obecnie nazywa się to świętami Wielkanocnymi, ale było to połączone z Dziadami Święto Świtu Świata, czyli słowiański Nowy Rok. Było to święto Światła zwyciężającego Ciemność, – w te dni topiono Marzannę – królową śniegu, Zimy, Starości i Zapomnienia, urzadzano Wielkie Igry, w Tajną Noc śledzono losy niebiańskiej Bitwy między nowym Światłem i Starym. Igrzyska Rękawki upamiętniały zmarłych i służyły Nowemu Życiu – od tego dnia zaczynał się krótki wyrównawczy miesiąc w kalendarzu księżycowym – świcień. Dlatego mamy pewność że to jest Kopiec Swaroga i Chorsa.

Obrazek
Kopiec Kraka-Swaroga-Chorsa – jedno ze słowiańskich świąt – związane z legendą Rękawki. Generalnie Starosłowiańska Świątynia Światła Świata obchodzi tu wszystkie święta związane z Równonocami i Przesileniami – czyli 4 najważniejsze, w tym Święto Światła Świata – 26 grudnia [co ciekawe zdjęcia pochodzą z anglojęzycznej strony poświęconej cudom Krakowa:

Obrazek
Te fantastyczne Trzy Wzgórza nie są wcale takie fantastyczne bo na Krzemionkach były kiedyś połączone ze sobą trzy wzgórza: Chorsa, Swaroga i Czarodany (zwane też Wzgórzem Lasoty).

Wiadomo, że w Krakowie było niegdyś więcej podobnych kopców. Niestety zabytki te nie dotrwały do dzisiejszych czasów, zostały bezmyślnie zniszczone. Choćby dla przykładu, kopiec Esterki w Łobzowie, który istniał jeszcze do 1950 roku! Zniszczono go bez uzgodnienia z archeologami, podczas budowy boiska sportowego… Albo kopiec na Wzgórzu Wawelskim (prawdopodobnie istniał jeszcze do XVIII w.). Poza Krakiem i Wandą, dwoje innych członków tego rodu miało swoje kopce. Jeszcze w XIX w. istniał w pobliżu kopca Krakusa niewielki kopczyk zwany „Mogiłą babki Kraka”. Niedaleko Krakowa w Krakuszowicach (koło Bochni) znajduje się po dziś dzień kopiec „Syna króla Kraka”.

O Kopcach jako systemie kalendarzowym

Rozmowa z prof. Władysławem Góralem z Wydziału Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska AGH

- 21 czerwca kilkadziesiąt osób wstało przed świtem, by z kopca Krakusa obserwować wschód Słońca dokładnie nad kopcem Wandy.

Mieli szansę zobaczyć?

- Nie.

Tego dnia Słońce wschodzi dużo bardziej na północ, na lewo od kominów elektrociepłowni Łęg.

- Więc to tylko legenda, że wzajemne położenie kopców jest szczególne?
- Ależ nie.

Po prostu datę 21 czerwca podał ktoś, nie mający rozeznania w astronomii i odtąd bezmyślnie się ją powtarza.

W rzeczywistości wschód Słońca na tle kopca Wandy można obserwować z kopca Krakusa 2 maja i 10 sierpnia.

- A zachód nad kopcem Krakusa?
- 4 listopada i 6 lutego.

- Skąd Pan to wie?
- Jestem astronomem i geodetą.

W latach 90. wraz z kolegami z Zakładu Geodezji i Kartografii AGH, za pomocą pomiarów GPS, precyzyjnie ustaliliśmy współrzędne geograficzne krakowskich kopców.

To pozwoliło nam obliczyć wschody i zachody Słońca dla wybranych linii.

O dacie majowej pisał też w latach 70. profesor AGH Janusz Kotlarczyk.

- Trochę szkoda, że teoria z 21 czerwca się nie sprawdziła.

Letnie przesilenie, najkrótsza noc w roku…

- Cztery podane przeze mnie daty są jeszcze bardziej szczególne.

Jeśli dobrze się przyjrzeć, okaże się, że dzielą rok na cztery, w przybliżeniu równe części.

Na dodatek, dokładnie pomiędzy nimi, odnajdziemy terminy niezwykle ważnych wydarzeń astronomicznych: 20 marca – wiosenne zrównanie dnia z nocą, 21 czerwca – letnie przesilenie Słońca, 22 września – równonoc jesienna i przesilenie zimowe 21 grudnia.

Te daty dzielą rok na osiem, w przybliżeniu równych części, a wyznacza je tylko jedna linia, łącząca kopiec Krakusa z kopcem Wandy!

I to jest prawdziwy fenomen.

- Powiedział pan: tylko jedna?
Czyżby takich linii było więcej?
- Szukając informacji w Internecie, natrafiłem na opis kopca Kraka w Krakuszowicach.

Legenda głosi, że pochowano w nim syna Krakusa.

Na zdjęciach satelitarnych nie mogłem dojrzeć owego kopca, więc pojechałem na miejsce.

Okazało się, że nie dość, że jest cały zarośnięty drzewami, to jeszcze dość dziwnie położony.

- Dziwnie?
- Nie leży na wierzchołku wzgórza, ale na jego zboczu.

Miejscowi tłumaczą, że w tym miejscu młody Krak miał zostać rozszarpany przez wilki lub zabity podczas polowania.

Zacząłem jednak szukać astronomicznych powiązań między położeniem kopcem legendarnego ojca, syna i córki.

- Znalazł Pan?
- I to nie byle jakie.

Tam dopiero zaczyna się ciekawa astronomia.

Po pierwsze: linia łącząca krakowski kopiec Krakusa i kopiec Kraka z Krakuszowic ma podobne własności, jak linia kopiec Krakusa – kopiec Wandy.

Jest do niej symetryczna i również dzieli rok na osiem równych części.

Pojawia się także ciekawa zależność między kopcem Kraka a Wandy.

Wiąże się ze szczególnym położeniem wschodu i zachodu Księżyca.

- Chwileczkę, przecież Krakuszowice są chyba dość daleko.
- Leżą w gminie Gdów, na północ od Niegowici.

W linii prostej od kopca Krakusa to jest 22,7 km.

Od Wandy – 18,4 km.

- To chyba zbyt daleko, by można je zobaczyć gołym okiem?
- Rzeczywiście.

Przy dobrej widoczności krakowskie kopce są ze swoich wierzchołków dostrzegalne.

Dzieli je dystans 8,63 km.

Krakuszowicki jest dalej.

Dlatego pomiędzy nimi musiały być punkty pośrednie.

Mamy już kandydatów na te punkty…

- Chce Pan powiedzieć, że wokół Krakowa takich punktów – kopców może być więcej?
- Tak, określają inne charakterystyczne linie astronomiczne i mamy naukowe podstawy, by tak twierdzić.

Myślę, że dawni mieszkańcy Krakowa już dwa, trzy tysiące lat temu dostrzegli, iż pewne miejsca są szczególne pod względem astronomicznym.

Niedawno na terenie Niemiec odnaleziono tzw. dysk z Nebry – krążek z brązu, o średnicy 32 cm, na którym, za pomocą złotych wstęg, zaznaczono zakres wschodów i zachodów Słońca w tej miejscowości.

Wiek dysku określono na 3,6 tys. lat.

Świadczy to o wysokim poziomie astronomii na terenie Europy Środkowej w początkowej epoce brązu.

- Więc krakowskie kopce byłyby…

Czym?

Kalendarzem?

- Z mojego punktu widzenia, mówiąc językiem współczesnym, są to znaki astronomiczno – geodezyjne.

W literaturze przypisuje się im różne funkcje: sygnalizacyjno – obserwacyjne, grzebalne, na pewno religijno – rytualne.

- Kto mógł je wznieść?
- Ja wiążę je z elitami, które wzbogaciły się na kopalniach w Bochni i Wieliczce.

Sól z solanek na skalę przemysłową pozyskiwano tam już w neolicie.

Z wielu miejsc w rejonie Wieliczki krakowskie kopce są świetnie widoczne.

Choć, oczywiście, siedzibą owych elit było zapewne wzgórze wawelskie.

- Wawel?
- Tak.

W Krakowie jest to miejsce pierwszorzędne.

Kopce są ściśle powiązane astronomicznie z jego wierzchołkiem.

Dla stojącego tam obserwatora, kopiec Krakusa i – nieistniejący już – kopiec Estery, wyznaczają ekstremalne położenia wschodu i zachodu Księżyca.

- Nie rozumiem.
- Ruch Księżyca na nieboskłonie jest bardziej skomplikowany niż ruch pozorny Słońca na niebie.

Wiąże się to z nachyleniem jego orbity do płaszczyzny, po której Ziemia okrąża Słońce.

Raz na 18,6 roku Księżyc wschodzi w najbardziej na południe wysuniętym punkcie horyzontu.

Patrząc z wierzchołka wzgórza wawelskiego, wypada to właśnie nad kopcem Krakusa.

Po 9,5 roku, czyli w połowie tego okresu, Księżyc zachodzi natomiast nad kopcem Estery.

- Czyli gdzie?
- Na miejscu trybun dzisiejszego stadionu ”Wawel”.

Powiem jeszcze, że linia wzgórze wawelskie – kopiec Estery jest prawie równoległa do linii kopiec Wandy – kopiec Kraka w Krakuszowicach…

- Ale jak ludzie sprzed kilku tysięcy lat mogli to wymierzyć?
- Nie wiemy, czy znali trygonometrię.

Starożytni Grecy znali.

Może zaimportowali jakiegoś naukowca?

Ta wiedza na pewno świadczy o ich wysokim poziomie.

Podobnie kunszt budowniczych – najlepszy dowód, że prehistoryczne kopce wciąż stoją, podczas gdy Piłsudskiego i Kościuszki po deszczach niemal się rozpłynęły.

- Daty, które podał Pan na początku pokrywają się z głównymi świętami kalendarza celtyckiego.

Może tam trzeba szukać twórców tego systemu?

- Może.

Celtowie dzielili rok na połowę: letnią i zimową.

Początek roku wypadał w ok. 1 listopada, czyli mniej więcej wtedy, kiedy z kopca Wandy zachód Słońca widać na tle kopca Krakusa.

Letnia połowa rozpoczynała się w maju, gdy wschód Słońca obserwowano na tle kopca Wandy.

Ale tego, czy te wzniesienia są dziełem Celtów, na tej podstawie nie można przesądzić.

- Czy jest szansa, że będziemy mieli w Krakowie własny, ”ziemny Stonehenge”?
- W kamieniach ze Stonehenge jest zapisanych wiele interesujących zależności, ale linia krakowska, określona przez kopiec Wandy i kopiec Krakusa, nie jest w nich tak wyrażnie zaznaczona.

Kopce i niektóre naturalne wzgórza wokół Krakowa i Wieliczki tworzą coś w rodzaju prehistorycznej sieci astronomiczno – geodezyjnej.

To jest wysokiej klasy ciekawostka.

Napisałem o niej już trzy artykuły naukowe i temat nie jest wyczerpany…

Udokumentujemy ją odpowiednio i nie chcę powiedzieć, że będziemy mieli krakowski Stonehenge, ale nie będzie to rzecz gorsza.

Tekst: Katarzyna Kobylarczyk
Żródło: ”Dziennik Polski” z dnia 2 lipca 2006 r.


Wygląda na to, że starożytni badali zjawiska na niebie nie tylko pod względem uprawy roli, ale mieli też inne cele, o których tak dużo mówi się właśnie teraz , w czasie gdy 2012 rok wyznacza koniec jakiejś epoki. :P

Więcej na poniższych stronach.
http://bialczynski.wordpress.com/slowia ... y-wladcow/

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: janusz » 08 czerwca 2011, 22:47

Wiek żelaza pieczętuje się Śmiercią. Jego znakiem jest kościotrup, wyposażony w atrybuty Saturna: pustą klepsydrę, symbol upływającego czasu, oraz kosę odtworzoną w cyfrze siedem, która jest liczbą przemiany, zniszczenia, anihilacji - Fulcanelli
Dwadzieścia kilometrów od Saint-Jean-de-Luz jest Hendaye (wybrzeże Atlantyku, granica Francji i Hiszpanii), a tam kryje się wiedza dotycząca końca świata. Tajemniczy alchemik Fulcanelli w swym dziele „Tajemnica Katedr”, opisał przepowiednię końca świata zakodowaną w krzyżu w Hendaye.

ObrazekObrazek

Obrazek
Gniewne Słońce pośród 4 gwiazd.

Obrazek
Powtarzające się 4 razy ''A''

Obrazek
Cztery strony podstawy krzyża.

Wielki Krzyż z Hendaye wydaje się opisywać nie tylko koniec wielkich czterech wieków hinduskiego systemu Yuga ale także cztery wieki alchemicznego, chronologicznego odmierzania czasu. Według krzyża z Hendaye, Wiek Żelaza lub Kali Yuga zakończy się wraz z koniunkcją galaktyczną przypadająca na dzień przesilenia zimowego 21 grudnia 2012 roku.
W mitologii systemu Yuga istnieją cztery wieki życia i czasu na naszej planecie. Ważne, by pamiętać, iż w ramach cykli w hinduskim systemie Yuga znajduje się wiele cykli, więc lata wymienione poniżej mogą odnosić się do większego cyklu niż ten, którym zajmuję się w tym artykule. Być może duża część lat, do których odnoszę się poniżej należy do cyklu Układu Słonecznego w miarę jak ten okrąża inną gwiazdę lub możliwe, iż jest częścią wielkiego cyklu jednego obiegu wokół galaktycznego centrum.

Według Fulcanelliego pierwszy wiek to Satya Yuga lub Złoty Wiek. Teksty hinduskie, przekazują, iż trwa on 1 728 000 lat. To wiek niezwykłej świetności, kiedy stworzenia na naszej planecie wydają się żyć zdecydowanie dłużej niż to ma miejsce obecnie. Wiek ten nie zna wojen, głodu, konfliktów ani zła.

Kolejny wiek nazywa się Treta Yuga lub Srebrny Wiek. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, lub entropii, rzeczy zaczynają zmieniać się na gorsze w tym okresie, a stworzenia na Ziemi ulegają degeneracji. To pogorszenie, przynajmniej podczas tego drugiego wieku, oznacza początek rozkładu i pojawienie się w tej sferze planetarnej zła. Według wedyjskich tekstów z Indii wiek ten trwa 1 296 000 lat.

Trzeci wiek tego cyklu to Dvapara, Wiek Brązu. Jest zwiastunem ‘upadku’ ludzkości. Rozkład postępuje, zło się rozprzestrzenia i wszystko popada w chaos. Ten etap trwa 864 000 lat.

Ostatnim wiekiem jest Kali Yuga lub Wiek Żelaza, czyli czas, w którym teraz żyjemy. Zło i zepsucie stają się jego siłą napędową, chciwość , głód i choroby rozlewają się po planecie niczym fala tsunami śmierci i zniszczenia. Jak podają hinduskie teksty okres ten trwa 432 000 lat.

Co się tyczy tych wszystkich wielkich liczb zawartych w hinduskich tekstach, ważne jest to aby zrozumieć, że opisują one cztery wieki w pewnym kontekście znaczeniowym, tzn. każdy następujący po sobie wiek jest krótszy od tego, który go poprzedza. Satya Yuga, Złoty Wiek, jest o jedną czwartą dłuższy niż Treta Yuga, Srebrny Wiek. A Treta Yuga jest znów o jedną czwartą dłuższy niż Dvapara Yiuga, Wiek Brązu. Zrozumienie tych różnic w długości trwania poszczególnych wieków staje się istotne dla dalszej dyskusji.

Według Fucanelliego i krzyża z Hendaye, alchemiczne Cztery Wieki mieszczą w sobie cztery części liczącego 25 920 lat cyklu zwanego precesją równonocy. Zasadniczo precesja równonocy może być wytłumaczona poprzez fakt, iż Ziemia się chybocze. Jak bąk zabawka wirujący na podłodze, kiedy zaczyna tracić pęd. To chybotanie się Ziemi zabiera niemal 26 000 lat, do dopełnienia się cyklu. Fucanelli twierdzi, iż osobliwy ryt czterech ‘A’ (patrz rysunek poniżej) przedstawiony na krzyżu z Hendaye jest ‘hieroglifem wszechświata’. „Składa się z umownych znaków nieba i ziemi, tego co duchowe i tego co doczesne, makrokosmosu i mikrokosmosu, w których główne symbole zbawienia (krzyż) i świata (okrąg) są połączone.”

Obrazek

PRECESJA RÓWNONOCY
Fucanelli wydaje się twierdzić, że precesję równonocy należy dzielić na cztery odrębne okresy, każdy trwający 6 480 lat (25 920 dzielone przez 4) lub zaokrąglając do pełnych setek 6500 lat. To interesujące, ponieważ zodiakalny cykl, który trwa 25 920 lat, ma cztery stałe znaki. Są nimi znak Wodnika, Byka, Lwa i Skorpiona. Każdy z nich oddziela 6500 lat. Również w Księdze Ezechiela i w Księdze Objawienia wspomina się anioła o czterech twarzach. Ma on twarz Lwa, Byka, Człowieka (anioła) i Orła (w dawnych czasach Skorpiona przedstawiano jako orła a nie skorpiona). Widocznie, według Fucanelliego, obie te księgi biblijne są ostrzeżeniami i wiadomościami dotyczącymi czterech części precesji równonocy i zdają się nam mówić, iż za każdym razem, kiedy docieramy do jednego z tych znaków dokonuje się jakiś rodzaj wielkiej zmiany.

Powszechnie wiadomo, iż obecnie wkraczamy w Wiek Wodnika. Krzyż z Hendaye i Fucanelli mówią nam, iż na Ziemi zachodzą olbrzymie zmiany, kiedy wchodzimy w okres każdego z czterech ustalonych znaków. Zmiany te mogą okazać się katastrofalne.

Oczywiście datowanie czterech alchemicznych wieków na 6 500 lat nie pokrywa się z hinduskim systemem Yuga, który podkreśla, iż czas trwania poszczególnych okresów jest różny. Próbując zniwelować różnice w tych dwóch systemach postrzegania czasu, można najpełniej wykazać ponadwymiarowe aspekty czasu.

Obrazek
Fakt, że czterowymiarowa przestrzeń, której jednym z aspektów jest czas, ma kształt hipersfery, jest dobrze znany współczesnej fizyce (patrz rysunek powyżej). Przypomina ona kształtem pączka z dziurką lub obwarzanek. Energia lub przepływ strumienia energii, wewnątrz hipersfery wygląda następująco: jak pokazano na ilustracji, strumień wpływa z dna sfery, wije się w górę wzdłuż zewnętrznej jej krawędzi, przecina zewnętrzny równik sfery torusa i kieruje się ku otworowi w jego górnej części. Następnie strumień energii spada ze szczytu otworu i zaczyna wirować . Kontynuuje swój ruch do momentu, aż wydostanie się przez dolną część otworu torusa, gdzie zaczyna swą ponowną ekspansję na zewnątrz. Ten przepływ jest ciągły, i w pewnym sensie, nieskończony.

Czterowymiarowa hipersfera torusa przedstawiana jest również jako hipersześcian. Według fizyków hipersześcian to sześcian w sześcianie. Zasadniczo sześcian ten, nazywany przez alchemików „Sześcianem przestrzeni” lub „Tetragrammatronem, jest wersją hipersfery w kształcie pączka z dziurką o prostych krawędziach (patrz rysunek poniżej).

Obrazek

Naukowcy uwielbiają konstruować obiekty używając linii prostych, więc stworzyli hipersześcian, by pomógł im lepiej zrozumieć ponadwymiarowy wszechświat, który nas otacza. Alchemicy zaś wolą stosować wygięte linie natury, więc torus w kształcie pączka z dziurką lub hipersfera lepiej i w bardziej naturalny sposób wizualizuje ponadwymiarową przestrzeń i do niego będę się odwoływał w tym artykule.

Alchemicy wierzą, iż każde żywe stworzenie na Ziemi otacza hiperprzestrzenne „ciało”. To hiperprzestrzenne „ciało” lub sfera, znana mistykom jako ciało świetliste, otacza także każdą planetę i gwiazdę. Każdy przedmiot w trójwymiarowym świecie jest przejawem czterowymiarowej przestrzeni. Ludzie, zwierzęta, rośliny, planety i gwiazdy stanowią materialne wnętrze czterowymiarowego przepływu energii. Jak będzie się można przekonać później, czas również przemieszcza się w ten sam sposób.

Aby zacząć pojmować topograficzną naturę czasu niezwykle istotne jest, by zrozumieć wnętrze tej ponadwymiarowej sfery. Przez ‘wnętrze’ rozumiem wiry, które tworzą strumień energii przepływający przez środek hipersfery. Kiedy strumień energii zaczyna opadać w wir, który przebiega przez środek sfery przyjmuje on kształt tetrahedronu.

Tetrahedron, pokazany na wyżej umieszczonym rysunku torusa (gdzie jest opisany po angielsku jako Figure 4), zaliczany do brył platońskich stanowi składową część trójwymiarowej przestrzeni. Jest on najprostszą trójwymiarową bryłą, zbudowaną tylko z czterech ścian i swym kształtem przypominającą wir.

Odbiegnijmy teraz na moment od głównego tematu i przyjrzyjmy się zagadnieniu wirów. W środkowo zachodniej części Stanów Zjednoczonych, skąd pochodzę, znajduje się miejsce zwane Aleją Tornada. To płaski obszar Wielkich Równin, który rozciąga się od Teksasu po obie Dakoty. Co roku teren ten nawiedzany jest przez ogromną liczbę tornad, które sieją spustoszenie na farmach i w miasteczkach całego regionu. Tornada te zazwyczaj pojawiają się w maju i ustępują dopiero z początkiem sierpnia. W młodości, po tym jak doświadczyłem kilku z nich na własnej skórze, zafascynowały mnie one i na krotko nawet zostałem „łowcą burz”. W moich młodych, nierozsądnych latach ganiałem za tornadami z kamerą (Bolex 16 mm), by móc uwiecznić je na taśmie filmowej. W ten sposób zaznajomiłem się z tymi zabójczymi wirami.

Zrozumienie istoty tornad pomaga w zrozumieniu zagadnienia wirów i gęstości sił w hipersferze. Tornada (jak również huragany) powstają z powietrza, dokładnie takiego samego jak to, które nas cały czas otacza. Ale kiedy zaczyna ono wirować nabiera niezwykłej twardości. Powietrze wirujące w górnej części tornada może stanowić zagrożenie, ale tak naprawdę największe niebezpieczeństwo niesie powietrze wirujące tuż przy powierzchni ziemi. W dolnej części tornada, tam gdzie dotyka ono ziemi, nabiera cech hartowanego żelaza. Właśnie ten ‘czubek’ tornada może obracać budynki w gruzy, rzucać samochodami lub ciężarówkami na odległości liczące tysiące stóp i ciskać plewami pszenicy w drzewa jak kulami. Kiedy powietrze w dolnej części tornada zaczyna coraz gwałtowniej wirować, wir nabiera mocy porównywalnej z mocą silników 50 lokomotyw i gęstości, takiej jak najtwardszy z metali. Nadal jednak składa się on tylko z cząsteczek powietrza ale cząsteczki te wirują tak szybko, iż tworzą masę o niezwykłej mocy. To właśnie wirowanie powietrza, sprawia, iż nabiera ono gęstości i przyjmuje twardość metalu.

Wracając do głównego rdzenia ponadwymiarowego torusa, przez analogię do tornada możemy lepiej zrozumieć wiry przemieszczające się w jego wnętrzu i to jak przepływa czas. Kiedy strumień energii zaczyna schodzić od góry wiru o kształcie tetrahedronu, rozpoczyna się także jego wirowanie. Im strumień energii schodzi niżej, tym wirowanie staje się bardziej gwałtowne i sprężone. Tak jak tornado w swych dolnych partiach, dół tego wiru również ‘twardnieje’. Można powiedzieć, iż to zwieranie się sił wewnątrz wiru jest tym, co nadaje zwartość naszej trójwymiarowej przestrzeni. Każdy człowiek, roślina, zwierzę jak i każda planeta i gwiazda są właśnie takimi zwartymi dolnymi partiami ponadwymiarowych wirów, które nieustannie przepływają wokół nas.

Podobnie jak powietrze, te ponadwymiarowe siły są dla nas w znacznym stopniu niewidoczne. Możemy je zobaczyć i poczuć tylko wtedy, kiedy ulegają stężeniu w przemieszczającym się wirze. To poprzez gwałtowne wirowanie czterowymiarowej przestrzeni tworzy się zwartość trzeciego wymiaru. Wiedzą o tym mistycy wszystkich wielkich tradycji jako, że dostrzegli wewnętrzną dynamikę czwartego wymiaru, kiedy ten oddziałuje na trzeci wymiar. Czwarty wymiar jest sferą otaczającą a trzeci wymiar stanowią tetrahedrony wirów, które tworzą centralną część sfery. Starożytni nazywali czterowymiarową przestrzeń "duchem", a trójwymiarową "materią".

Co te wszystkie opisy mają wspólnego z topografią czasu? Przypomnijmy sobie kłopot, jaki napotkaliśmy próbując powiązać cztery wieki precesji z Wiekami lub Yugami hinduskiego systemu. Poprzez próbę połączenia w jedno obu tych opisów nie tylko możemy zrozumieć topologię czasu ale również jesteśmy w stanie stworzyć mapę czasu tak, jak to robili starożytni i w ten sposób dowiedzieć się, w którym miejscu rzeki czasu obecnie się znajdujemy.

Odwołajmy się do rysunku 3, wyobraźmy sobie, że przechodzimy przez środek miejsca, gdzie tory ruchu dwóch tetrahedralnych wirów, przecinają się w samym centrum wewnętrznej części ponadwymiarowej sfery. Kiedy schodzimy do dolnej części wiru w kierunku zewnętrznej powierzchni sfery, każdy kolejny obrót wewnątrz wiru trwa dłużej, jest szerszy i wolniejszy od tego, po którym następuje. Inaczej mówiąc, strumień energii rozszerza się po tym, jak przechodzi przez punkt ‘zero’ w środku ponadwymiarowej sfery, lub torusa, gdzie stykają się dolne części dwóch tetrahedralnych wirów.

Strumień energii rozrasta się wspinając się po skraju dolnej krawędzi sfery, gdzie wir dotyka zewnętrznej krawędzi sfery. Proces jego rozprzestrzeniania się trwa, aż do momentu, w którym dociera do obszaru zewnętrznego równika sfery. Jak tylko strumień energii minie równik, zaczyna się kondensować, porusza się szybciej i wzrasta gęstość wirowania. Płynie dalej, dopóki nie dotrze do górnego skraju zewnętrznej części ponadwymiarowej sfery, gdzie zaczyna ‘opadać’ w górną część tetrahedralnego wiru tornada.

Od momentu, kiedy strumień energii płynie w dół wiru w kierunku punktu zerowego w samym środku sfery, tężeje w miarę jak jego wirowanie przyspiesza. Trwa to, dopóki nie stanie się twardy niczym żelazo. W ten właśnie sposób siły czwartego wymiaru tworzą trójwymiarową rzeczywistość. Wir obracając się coraz szybciej dociera w końcu do punktu, w którym nie ma już innej drogi jak ponowne wydostanie się na zewnątrz. Ta sytuacja zachodzi w punkcie zerowym w środku sfery i wtedy strumień energii znów zaczyna się rozszerzać.

Złoty Wiek, jest tym okresem czasu, który rozpoczyna się w punkcie zerowym w centralnej części sfery i dalej biegnie przez dolną część wiru. Podczas gdy strumień energii rozszerza się na zewnątrz, czas zdaje się zwalniać. Cały okres Satya Yuga lub Złoty Wiek, to opadanie strumienia energii w dolną część wiru i jego krążenie w górnej partii sfery. Rozprzestrzenia się tak, dopóki nie dotrze do równika.

Równik na zewnątrz ponadwymiarowej sfery jest linią graniczną pomiędzy Satya Yuga, a Treta Yuga, lub między Złotym a Srebrnym Wiekiem. Tutaj strumień energii zaczyna się kurczyć, podczas gdy płynie w górę w kierunku północnego bieguna hipersfery.


Srebrny Wiek lub Treta Yuga trwa, tak długo jak strumień energii okrąża górny skraj ponadwymiarowej sfery i rozpoczyna swe opadnie w górną część tetrahedralnego wiru. To miejsce jest liną graniczną pomiędzy Treta Yuga i Dvapara Yuga lub między Srebrnym Wiekiem a Wiekiem Brązu.

Na wysokości około 2/3 w dół od górnej części wiru, gdzie strumień energii wiruje tak szybko, iż osiąga twardość żelaza, rozpoczyna się ostatni wiek, Kali Yuga lub Wiek Żelaza. Wirowanie nabiera gęstości, sprężenia i prędkości, podczas gdy pędzi w kierunku punktu zerowego w samym środku sfery. Kiedy zbliża się do niego, siły stają się niewiarygodnie szybkie, gwałtowne i gęste. To właśnie wtedy, kiedy osiągają one maksymalną gęstość i nie mogą już dalej ulegać sprężeniu, ma miejsce nagły zwrot i zaczyna się ponowne rozszerzanie się strumienia. Ta zmiana dokonuje się w jednej chwili i jest ona przejściem od Wieku Żelaza lub Kali Yuga do Złotego Wieku lub Satya Yuga. Linia graniczna pomiędzy Wiekiem Żelaza i Złotym Wiekiem jest najbardziej wyrazistą granicą w topograficznym obrazowaniu ponadwymiarowego czasu. Jest też najbardziej dojmująca i najgwałtowniejsza.

Zwróćmy uwagę na kształt klepsydry, jaki tworzą dwa tetrahedralne wiry wewnątrz ponadwymiarowej sfery. Czy to dlatego Fucanelli wspomina klepsydrę w cytacie przytoczonym na początku artykułu? W mitologii hinduskiej bóg Śiwa stwarza i unicestwia świat swym tańcem grając przy tym na damaru, które jest dwustronnym bębenkiem w kształcie klepsydry.

Odnotujmy, iż liczba lat w hinduskim systemie Yuga i odległości pomiędzy wiekami w hipersferze są podobne; Złoty wiek , który stanowi odległość pomiędzy punktem zerowym w centrum a zewnętrznym równikiem jest dwa razy dłuższy niż Srebrny Wiek, czyli dystans od równika do skraju górnej części wiru. Podobnie, odległość od górnej części wiru do 2/3 jego długości w głąb czyli Wiek Brązu, stanowi połowę długości Srebrnego Wieku. Ostatecznie, dolna część wiru to połowa długości Wieku Brązu.

Ta właśnie część, nazywana Wiekiem Żelaza, to okres w którym teraz żyjemy. Dlatego, w Wieku Żelaza, każda następująca sekunda wydaje się trwać krócej. Z tego powodu, mamy wrażenie, iż każdy dzień, każdy miesiąc i rok jest krótszy od poprzednich. Topologia czasu pomaga zrozumieć ten efekt i wyjaśnia go w prosty sposób.

Cały czas musimy pamiętać, że pomimo tego, iż dystans przemierzony w trakcie Złotego Wieku jest większy niż ten w Wieku Żelaza, to czas jaki zajmuje przejście przez każdy z nich jest dokładnie taki sam. Przejście przez Złoty Wiek trwa 6 480 lat, dokładnie tyle samo co przejście przez Wiek Żelaza, ale odczucie jest zupełnie inne. W Złotym Wieku każda sekunda, każdy dzień, miesiąc i rok wydają się być dłuższe od tych, po których następują. W tym kresie czas wydłuża się i wraz z tym zjawiskiem niepokój i napięcie Wieku Żelaza znika. To raj, szczególnie dla tych, którzy przetrwaliby przejście przez tunel czasoprzestrzenny lub punkt zerowy w środku ponadwymiarowej sfery.

Lata podane przez system Yuga są zatem symbolicznymi okresami, które mają wyjaśnić długość czasu oddając to, jak go odczuwamy a nie jak rzeczywiście go przeżywamy. Dlatego też Złoty wiek lub Satya Yuga wydaje się trwać znacznie dłużej niż Kali Yuga lub Wiek Żelaza.

Peruwiańscy szamani głoszą, iż zbliżamy się do Pacha Cuti, co dosłownie oznacza ‘świat odwrócony do góry nogami’. Twierdzą, że zdarzenie to nastąpi w 2012 roku. W tym samym roku wielki kalendarz Majów dobiegnie swego końca. Krzyż z Hendaye całkiem wyraźnie wskazuje, że zbliżamy się do kresu Wieku Żelaza. Moim zdaniem rok 2012 jest prawdopodobną datą umiejscowienia w czasie momentu punktu zerowego lub tunelu czasoprzestrzennego w samym środku hipersfery. Nasza hipersfera wydaje się być regulowana przez okresowe wyrównanie galaktycznego centrum ze Słońcem. To wszystko łączy się również z czterema stałymi znakami zodiaku i wyjaśnia dlaczego tradycja chrześcijańska przygotowuje się na koniec świata.

Zadziwiające, że także Stanley Kubrick w swym filmie 2001:Odyseja kosmiczna wydaje się przekazywać nam informację o kresie naszego wieku. Pod koniec filmu Gwiezdne Dziecko przechodzi przez Gwiezdne Wrota z czarnego monolitu i powraca na Ziemię, by stworzyć nowy świat lub nowy wiek.

To poprzez zrozumienie Czterech Wieków, stałych znaków zodiaku i systemu Yuga w końcu możemy docenić przesłanie, które zostawili nam nasi przodkowie. Dotarliśmy do punktu na chwilę przed tym, jak przejdziemy przez Gwiezdne Wrota, tunel czasoprzestrzenny lub punkt zerowy ponadwymiarowej sfery.

Krzyż z Hendaye ujawnia przed nami najważniejszą wiedzę, tj. informację o końcu czasu i początku Złotego Wieku. Jej świadomość pomaga nam pełniej zrozumieć naturę czasu, w którym żyjemy i przeznaczenie ludzkości.

JAKOŚĆ CZASU

W samym centrum wszystkich wielkich duchowych tradycji, które odnajdujemy na całej planecie, od starożytnych Egipcjan do Inków, Majów, Indo-Tybetańczyków, alchemicznej Europy i nawet żydowskiej Kabały, leży wiedza dotycząca alchemii czasu. Nie obciążeni przez nadmierną roszczeniowość, stres i tempo współczesności, nasi przodkowie spędzili życie nad zgłębianiem największych zagadek świata.

Jedną z największych tajemnic, jaką udało im się odkryć jest to, że czas nie jest stały lub linearny ale porusza się w wielkich zmiennych cyklach. Rzeczywiście, dopiero niedawno współcześni historycy zaczęli dowodzić, że czas płynie w linii prostej. W ramach ograniczonego okresu historycznych badań historycy postrzegają jedynie wycinek historii i wierzą, iż reprezentuje on cały jej obraz. Ale czy faktycznie tak jest?

Alchemicy Egiptu i średniowiecznej Europy wiedzieli, że czas porusza się w wielkich wydłużonych cyklach i że każda część cyklu cechuje się określoną ‘jakością’. To ona kształtowała i zmieniała świat. Tak jak wschód słońca jest czymś innym niż środek nocy, tak samo każdy aspekt wielkiego cyklu posiada jakąś właściwość, która wyróżnia go spośród innych jego części. Kiedy zmienia się cykl czasu, na Ziemi także zachodzą zmiany.

Ci uczeni i alchemicy z przeszłości używali różnych przyrządów i praktyk, by oznaczyć zmiany w jakości czasu. Astrologia, wróżbiarstwo i proroctwo to te spośród najbardziej oczywistych, do których odwoływali się nasi przodkowie dla zrozumienia tajemnicy czasu.

Tradycja egipskich i greckich szkół wiedzy tajemnej potwierdza, iż ich przedstawiciele wiedzieli, że zjawisko, które nazywali precesją równonocy, odmierza upływ Wielkiego Cyklu lub Wielkiego Roku. Rozumieli, iż gwiazdy na niebie nie mają stałego, przypisanego im miejsca. Poprzez długie obserwacje i medytacje dotyczące nieba zdali sobie sprawę z tego, że gwiazdy i konstelacje powoli zmieniają swoje położenie na nieboskłonie. Tworząc zodiak, by towarzyszył im w procesie mierzenia czasu używali dwunastu znaków tak, by pełniły one rolę wielkiego zegara. W ten sposób zaczęli rozumieć Wielki Cykl. Uświadomili sobie, że potrzeba 2 160 lat, by przemieścić się przez każdy znak zodiaku i 25 920 lat, by zjawisko równonocy przeszło przez wszystkie dwanaście znaków. Stworzenie Wielkiego Roku, który trwa prawie 26 000 lat dało im do ręki zegar, dzięki któremu mogli odmierzać czas.

Pojęli wtedy, iż każdy ze znaków, lub każde miejsce na zegarze zdaje się nieść zmiany dotyczące jakości życia na Ziemi. Stąd co 2 160 lat zmienia się jakość czasu. Zaczęli rozumieć, że cztery części tego wielkiego chronologicznego zegara przynoszą najbardziej doniosłe zmiany w jego jakości. Cztery znaki kojarzone z tymi czterema częściami to: Wodnik, Byk, Lew i Skorpion. Wydaje się istnieć pewien historyczny związek między przechodzeniem przez granice sfer tych czterech znaków a wielkimi zmianami na Ziemi. Około 6 500 lat temu przeszliśmy przez znak Byka. Jakimś dziwnym trafem, to wtedy ludzkość rozpoczęła udomawiać bydło, wznosić ogrodzone murami miasta, rozwijać rolnictwo, prowadzić wojny i tworzyć państwa-miasta które później ewoluowały w inne formy rządów i monarchii. Trzynaście tysięcy lat temu, kiedy przechodziliśmy przez Wiek Lwa, nastąpiła gwałtowna zmiana klimatu. Epoka lodowa zmierzała ku końcowi. Wymarcie pewnej ilości gatunków zwierząt m.in.: mamuta włochatego, tygrysa szablozębnego, wielkiego plejstoceńskiego leniwca, nastąpiło mniej więcej w tym czasie. Interesujące jest, że według antropologów, pojawienie się człowieka z Cro-Magnon mogło mieć miejsce 26 000 lat temu, czyli przypadło na okres, kiedy ostatni raz przechodziliśmy przez znak Wodnika.

Wielki Krzyż z Hendaye to 350-letni alchemiczny pomnik końca czasu, który stoi na dziedzińcu kościoła w Hendaye, we Francji. Wydaje się on być symboliczną konstrukcją służącą tłumaczeniu nauki o cyklach czasu. Krzyż z Hendaye opisuje niezwykłe zamiany, jakie mają się wkrótce wydarzyć. Wspomina o końcu naszego obecnego Wieku Żelaza i powstaniu nadchodzącego Złotego Wieku.

Wielki kosmiczny zegar nieba zmienia się i wchodzimy w znak Wodnika. Z tego co przekazuje alchemiczny Krzyż z Hendaye, zmiana która się dokona będzie miała ogromny wpływ na nasz gatunek i całą planetę.

Jakiego rodzaju będą to zmiany, pozostaje nadal w sferze domysłów. Z pewnością będą spektakularne i nadzwyczajne. Koniec czasu, koniec tego wieku i wielka przemiana ludzkości jest na wyciągnięcie ręki. Ta zmiana w jakości czasu przyniesie i narzuci nowe formy naszej kruchej planecie. Nie można jej zapobiec. Fundamentalistyczne odrodzenie, jakie ma miejsce na całym świecie wyjawia więcej o jakości czasu, z którego wychodzimy niż o tej, ku której zmierzamy.

Peruwiańscy szamani mieszkający w Andach zeszli z gór, by powiedzieć nam, iż wkrótce pojawi się nowy rodzaj istoty ludzkiej. Nazywają ją ‘Homo Luminous’. Twierdzą, iż jej zwiastuni już są wśród nas. Dokładanie tak jak człowiek z Cro-Magnon pojawił się 26 000 lat temu, kiedy ostatni raz przechodziliśmy przez część Wodnika, tak teraz również wyłania się nowa istota ludzka.

Człowiek ten będzie miał całkowicie nowe cechy, odmienne od tych, które my teraz posiadamy. Możliwe, iż Awatarowie, Jezus Chrystus, Kriszna i jeszcze inni byli pierwszymi przedstawicielami tego nowo wyłaniającego się gatunku. Wodnik to jedyny z czterech znaków symbolicznie reprezentowany przez człowieka, który niesie pojemnik z wodą. Ta symbolika jest niezwykle interesująca ze względu na fakt, iż DNA może być aktywowane jedynie w środowisku wodnym. To wszystko zdaje się sugerować zmianę w genetycznej strukturze ludzkości.

Nasza duchowa egzystencja jest wyjątkowym połączeniem wolnej woli i przeznaczenia. Podczas gdy możemy działać samodzielnie w danym momencie, to nie mamy wpływu na to co dzieje się w większych cyklach czasu i nie jesteśmy w stanie wpływać na jakości czasu , jakie wyłaniają się za każdym razem, kiedy przechodzimy przez któryś z wielkich znaków. Kiedy wskazówka kosmicznego zegara przesuwa się coraz bliżej Wodnika możemy spodziewać się tego, że dokonają się wielkie zmiany. Starożytna alchemia przyglądała się różnym aspektom naszego istnienia, włączając w to wydobycie światła z roślin i minerałów, przemianę ciemnego ołowiu naszego fizycznego jestestwa w czyste złoto oświecenia i jeszcze inne ale alchemia ta to również symboliczna ontologia zajmująca się obserwacjami zmian w ‘jakości’ czasu w trakcie upływu kolejnych z 25 920 lat w ramach Wielkiego Roku.

Świat się zmienia. Przeszłość zniknie, historia stanie się legendą a jeszcze później mitem. Nie znamy swojego przeznaczenia. Jedyne czego możemy być pewni to zmiany.

Obrazek

Według Fulcanelliego skrót INRI na krzyżu należy tłumaczyc ezoterycznie - ''cała natura odnawia się przez ogień'' co wskazuje na oczyszczające zniszczenie, jako wstęp do ponownego stworzenia swiata.
Łacińską inskrypcję na ramieniu krzyża przekłada na język francuski jako ''Jest napisane, że życie chroni się w jednym miejscu''. Po tym wyjaśnieniu sugeruje, że zdanie to znaczy, iż ''istnieje kraj, gdzie śmierć nie może dosięgnąć człowieka w strasznym czasie podwójnego kataklizmu''. Co wiecej, tylko elita będzie mogła znaleźć ''tę ziemię obiecaną'' :?

Michał
Posty: 80
Rejestracja: 22 stycznia 2011, 17:22

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: Michał » 09 czerwca 2011, 10:20

nie wiem jak Wy moi drodzy ale ja mam wrażenie, że to nie będzie "koniec świata" jeno początek nowego :)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: janusz » 10 czerwca 2011, 23:57

Miejmy nadzieję, że te ''nowe'' będzie dostępne dla wszystkich a po przejściu tego momentu, jako ludzie planety Ziemia, przeżyjemy 6500 lat spokoju. :|

Michał
Posty: 80
Rejestracja: 22 stycznia 2011, 17:22

Re: Dlaczego Koniec Świata w 2012 ?

Post autor: Michał » 11 czerwca 2011, 12:11

a tak żeby nie zakładać nowego tematu - czujecie po sobie i otoczeniu jakieś zmiany odnośnie 2012?

ODPOWIEDZ