legendy o powstaniu świata

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

legendy o powstaniu świata

Post autor: Blad » 04 lutego 2011, 13:54

Na początku Ometecuhtli zrodził czterech bogów stworzycieli: Tezcatlipokę, bóstwo nadrzędne, Xipe Toteca, Huitzilopochtlego i Quetzalcoatla. Do nich dołączył bóg deszczu Tlaloc wraz z małżonką, boginią Chalchiuhtlicue. Wszystkie te bóstwa uczestniczyły w kosmicznych zmaganiach polegających na kolejnym tworzeniu i niszczeniu pięciu "Słońc" czyli epok świata. Tezcatlipoca rządził pierwszym Słońcem, które trwało przez 676 lat. Quetzalcoatl obalił Tezcatlipokę i świat został pożarty przez jaguary. Powstało drugie Słońce, rządzone przez Quetzalcoatla, który z kolei wyrzucony przez Tezcatlipokę i zmieciony potężnym huraganem. Trzecim Słońcem rządził Tlaloc, co zakończyło się, kiedy Quetzalcoatl sprawił, że ziemię strawił deszcz ognia. Czwartemu Słońcu przewodziła Chalchiuhtlicue. Ta era skończyła się, kiedy świat został zniszczony przez potop. Obecna era zaczęła się, kiedy bóg Nanahuatzin wskoczył do ognia w świętym mieście Teotihuacan i przeobraził się we wschodzące słońce. Słońce to jednak było nieruchome, dopóki inne bóstwa nie złożyły ofiar z własnej krwi, co leżało u podłoża azteckiej wiary w to że ofiary z ludzi przedłużają istnienie świata. Jednakże takie działania mogą tylko opóźnić nieunikniony koniec tego Słońca, kiedy to trzęsienia ziemi zniszczą świat

Azja południowo-wschodnia

Lud Dajaków (niemuzułmański) z południowej i zachodniej części Borneo opowiada o tym, jak powstał wszechświat w trzech etapach. Na początku wszystko znajdowało się w paszczy zwiniętej w spiralę Żmii wodnej. Pierwsza epoka stworzenia rozpoczęła się, kiedy powstały dwie góry: Złota Góra, która była siedzibą pana dolnego kosmosu, i Góra Klejnotów, siedziba pana górnego kosmosu. Obydwie góry kilkakrotnie zderzyły się ze sobą, a każde zderzenie owocowało powstaniem części wszechświata- chmur i nieba, gór i urwisk, słońca i księżyca, Niebiańskiego Jastrzębia i wielkiej ryby Ila-Ilai Langit, stworów Rowang Riwo o złotej plwocinie i Didis Mahendera o oczach z klejnotów. Pierwsza epoka stworzenia zakończyła się, kiedy pojawiła się złota czupryna boga Mahatala. W drugiej epoce powstały rzeki, a boska dziewica Jata stworzyła lądy i wzgórza. W ostatniej epoce stworzenia powstało Drzewo życia, które połączyło górny i dolny świat.

Bałtowie

Mit o początkach: Był oto bezdzietny król, który w swym długim życiu stale pragnął mieć syna. Pewnego razu zjawiła się na zamku stara wróżka, przyjęta zaś przychylnie, odwdzięczyła się królowi dobrą radą, aby wypłynął w morze i zarzucił trzykrotnie w głębiny złoto-jedwabną sieć. Rybę, którą miał złowić, powinna zjeść królowa, nikt inny nie mógł jej nawet spróbować, w przeciwnym razie- przyszłego królewicza czeka zły los. Uradowany władca poszedł za radą staruszki, lecz wyłowioną rybę kazał ugotować kucharce, a ta bezmyślnie wyrzuciła wnętrzności, które połknęła suka. Po pewnym czasie też, ale w tym samym dniu, żona króla i suka cudownie powiły swoje dzieci. Przyszli na świat dwaj chłopcy, podobni do siebie "jak dwie krople morskiej toni". Szczęśliwy król, niepomny przestróg wróżki pozwolił im się wspólnie bawić i odtąd obaj chłopcy wychowywali się razem, niezależnie od "psiego rodowodu" Suczyca, którego nazwano Józefem. Józef każdego dnia miał szczęście widzieć dwa słońca i powodowany urokiem tego, które zawsze lśniło tak krótko, postanowił je znaleźć z nadzieją, że będzie mógł mu służyć. Za zgodą władcy ruszył w świat, rozstając się z "bratem" zmuszonym pozostać przy ojcu. Pierwszego dnia wędrówki, pomagając w lesie "zaaferowanym" bądź cierpiącym zwierzętom, zyskał sobie przyjaźń: jastrzębia, wilka, niedźwiedzia i mrówki, a gdy uwolnił z saka małą rybkę, również ona obiecała ratować go w potrzebie. Obdarowany przez jastrzębia świetlistym piórem bez kłopotów dotarł już na dwór "Pana Wiatrów", który, znając "prawdę o słońcu", wiedział jak trafić na wyspę, gdzie nocą odpoczywała "Panna o włosach jaśniejących ze świtem". Dysponując wszechwiedzą bóg przyjął chłopca gościnnie, tajemnicę dalszej drogi obiecał mu jednak odsłonić wówczas, gdy w przeciągu nocy przejdzie trzy próby. Musiał wykłuć kołyskę z jednego ziarnka złota, obronić złotą jabłoń przed wielogłowym smokiem oraz wyłowić pierścień leżący na dnie morza. Z pomocą zwierząt bohater wyszedł obronną ręką z powierzonych mu zadań. Wykuł cudowną kołyskę ze złota, zgromadzonego przez mrówki, ściął z niedźwiedziem i wilkiem kolejno dziewięć łbów smoka, a wdzięczna rybka przyniosła mu z głębin pierścień. "Pan Wiatrów" zdecydował się więc ujawnić przed chłopcem drogę do Jasnowłosej Panny. Wręczył mu o świcie kłębek nici, który miał go zaprowadzić nad morze, a znaleziony tam słoneczny włos i wydrążony orzech dopomóc w dotarciu na wyspę, będącą jej siedzibą. Opowiedział mu także o byku towarzyszącym Pannie, a który, przewodząc jej krowom, wytyczał każdego dnia ich wspólny szlak nad wodami. Józef podziękował serdecznie dobremu władcy wiatrów i przybrawszy postać sokoła (co umożliwiało mu podarowane pióro) poszybował za toczącą się szpulką, natrafiając zarówno na włos zaczepiony na krzaku, jak i łupinę orzecha leżącą na morskim brzegu. Zgodnie z podszeptem wiatru włożył włos do skorupki i wrzucił łupinę do morza, a wówczas pojawił się przed nim rumak z płonącą grzywą, na niebie rozbłysła zaś gwiazda wiodąca ich nad falami. Niestety blask gwiazdy dojrzała również Ragana. W srebrnej łodzi śpiesznie podążyła ku wyspie i uprowadziła Pannę, zaintrygowaną przybyciem gościa. Chłopca oczekiwało tym samym rozczarowanie i czwarta próba sił w drodze do poznania słońca, a zatem uwolnienie porwanej z kamiennej wieży w zamku króla. Podjął jednak to wyzwanie i zrealizował swój plan, korzystając z pomocy byka, który wiedział, gdzie szukać srebrnej łodzi. Gdy trójka bohaterów powróciła do domu, Józef na prośbę byka, choć z obawą, zgodził się ściąć mu głowę, odnajdując niespodziewanie swojego brata. Faktycznie zaś unicestwił siebie, dokonał samozagłady i przejścia przez śmierć do życia. Zniszczył w tym geście chłopca, aby mógł narodzić się kosmos i jego demiurg-młodzieniec. Opowieść zamyka w epilogu zaskakująca refleksja: "I oto przepadła część morza, z wyspy powstała ziemia i świat rozpoczął swe życie".

Chiny

Hun Dun (Chaos) był początkiem. Ten pierwotny byt i dwie przeciwstawne, ale uzupełniające się siły wszechświata uosabiają trzej cesarze. Hu, cesarz Morza Południowego spotkał się z Shu, cesarzem Morza Północnego w krainie Hun Dun, cesarza Środka. Hun Dun okazał Hu i Shu gościnność, dlatego obaj naradzili się w jaki sposób okazać mu swoją wdzięczność. Stwierdzili, że wszyscy, oprócz Hun Dun mają po siedem otworów w ciele. Za pomocą dłut i wierteł wywiercali mu jeden otwór dziennie. Po siedmiu dniach cesarze zakończyli swoje dzieło, ale okazało się, że zabili Hun Dun. W chwili śmierci Chaosu powstał uporządkowany wszechświat, a na planetach zaczęło kształtować się życie.

Egipt

Słońce (Re) powstało ze związku nieba (Nut) i ziemi (Geb). Każdego ranka Nut wydaje na świat słońce, a każdej nocy chroni je w sobie. Nie zaprzątano sobie głowy skąd wzięły się bóstwa uosabiające te elementy. W dużych ośrodkach kulturowych takich jak: Heliopolis (1) i Hermopolis, powstały inne wersje początków świata. Każde z tych centrów jako stwórcę wykreowało swoje bóstwo, które z kolei było ojcem innych bogów zgrupowanych wokół niego: Heliopolis Koncepcja powstania świata kreowała na stwórcę Re, złączonego z bóstwami o podobnym charakterze: Atumem i Chepry. Atum, co ciekawe, występował pod ludzką postacią. Chepry był przestawiany jako skarabeusz i był uosobieniem słońca wschodzącego, Re słońca świecącego w dzień, a Atum słońca zachodzącego. Według przyjętej w Heliopolis doktryny bogowie Re, Atum i Chepry stworzyli się sami z chaosu- Nun. Chaos był wyobrażany jako niezmierzony obszar wód. Atum następnie stworzył Prapagórek, pierwszy ląd. Re wypluł parę bóstw: Szu (powietrze) i Tefnut (wilgoć), z których związku narodzili się Geb (ziemia) i Nut (niebo). Oni z kolei spłodzili dwóch bogów i dwie boginie: Ozyrysa, Seta, Izydę i Neftydę. W ten sposób powstała Wielka Dziewiątka Bogów zwana również Enneadą z Heliopolis. Wszystkie stworzenia i rośliny, a także ludzie zostali stworzeni z łez Re.
1) Z czasem ogólnie przyjętą stała się doktryna heliopolitańska. Włączano do niej innych bogów, przypisując im role.

Germania

Na początku była Ginnungagap, niezmierzona, ziejąca mrokiem pustka. Kiedy ciepłe powietrze z południa napotkało chłód północny, lody Ginnungagap stopniały, a z kropel powstał Ymir, olbrzym mrozu i Audhumla, prakrowa. Audhumla liżąc lód odsłoniła Buriego, przodka bogów. Jego wnukowie, Odyn, Wili i We zabili Ymira i wrzucili ciało do wnętrza Ginnungagap. Tam z jego szczątków stworzyli Midgard, świat ludzi. Ciało Ymira zmieniło się w ziemię, z kości powstały góry, z zębów skały, z włosów drzewa, z krwi- wody. Z czaszki bracia uczynili niebo. Potem znaleźli na brzegu morza dwa drzewa, jesion i wiąz. Z drewna zdobili mężczyznę, a potem kobietę. Odyn tchnął w nich ducha życia, Wili dał inteligencję i uczucia, a We obdarzył ich zdolnością widzenia i słyszenia.

Grecja

Na początku był bezkształtny Chaos "przepastna, pusta przestrzeń bez granic, zatopiona w ciemności, magma bezdenna, kipiąca utajnionymi mocami żywiołów.(...)". Później z Chaosu wyłoniła się Gaja- Matka Ziemia, a następnie bóg miłości- Eros i inne elementy wszechświata: Noc (Nyks) i Mrok (Ereb). Z Gai powstały pokolenia bogów. Jej pierwszym potomstwem były: Góry, Pontos (morze) i Uranos (niebo), a ze związku z nim- tytani, cyklopi, giganci i sturamienni Hekatonchejres. Gaja wyżywiła wszystko i wszystkich. Początkowo była złączona z Uranosem, jednak tytani oddzielili ich od siebie, przyczyniając się w ten sposób do powstania oddzielającej ich przestrzeni. Tworzenie ludzkości zajęło bogom Pięć Wieków. Według tej opowieści starożytni Grecy byli odpowiedzialni za rozwój (jak również postępującą degenerację) rasy ludzkiej. Ludzie pierwszego, Złotego Wieku, powstali z Gai, Ziemi w czasach Kronosa. Nie podlegali procesowi starzenia się, nie znali chorób ani pracy, a życie upływało im na zabawie. Umierali tak, jakby zapadli w łagodny sen, a po śmierci stawali się łagodnymi duchami. Drugie pokolenie, w Wieku Srebrnym zostało stworzone przez Zeusa i Olimpijczyków. Jego przedstawiciele żyli ponad sto lat, ale byli gwałtowni i aroganccy. Przez pierwszych sto lat ich życia pozostawali pod opieką swych matek. Zaniedbywali bogów i dlatego zostali przez Zeusa zniszczeni. Również oni przetrwali w formie duchów. Zeus stworzył nowe pokolenie Wieku Brązu, które odkryło metal i dało początki cywilizacji. Byli to jednak ludzie brutalni, wywoływali wojny, w których posługiwali się bronią z brązu. Na koniec poderżnęli sobie nawzajem gardła i zniknęli. Czwarta era, Wiek Herosów, pojawia się u Hezjoda. To pokolenie, zrodzone z boskich ojców i śmiertelnych matek było szlachetne, odważne i charakteryzowało się nadludzką siłą. Po śmierci pokolenie Herosów odeszło na Pola Elizejskie lub Wyspy Błogosławione. Zeus stworzył następne, piąte pokolenie, współczesne pokolenie Żelaza, które musi trudnić się pracą i dla którego dobro jest zawsze powiązane ze złem.

Indie

Po ukończeniu jednego aktu stworzenia, a przed rozpoczęciem następnego, pod koniec "kalpy" Brahma śpi. Jest to noc Brahmy, okres, w którym nie istnieje świadomy byt. Demon Hajagriwa wykrada mu w tym czasie "Wedy" Brahma zaś nie potrafi stworzyć nowego świata bez owych ksiąg. I dlatego Wisznu ukazuje się pod postacią ryby (Matsja). Topi demona w prafalach, i pokonuje go. Brahma budzi się, Wisznu przekazuje mu "Wedy". Rozpoczyna się wielkie stworzenie. Wiele milionów lat po pojawieniu się Wisznu pod postacią ryby, bóg wcielił się w żółwia (Kurma). Kurma dźwigał na grzbiecie górę Meru (Mandarę) Akt stworzenia nosi tu nazwę Ubijania Masła z Oceanu. Było to działanie podjęte przez Dewy i Asury. Ich celem było uzyskanie eliksiru nieśmiertelności "amryty". Dewy i Asury zgromadziły się na górze Meru i zastanawiały się, jak zdobyć amrytę. Wisznu zaproponował, żeby ubijać ocean z ziołami i klejnotami, aż powstanie eliksir. Bóstwa zgodziły się. Górą Meru posłużyli się jako łopatką do ubijania umieszczając ją na grzbiecie żółwia. Zwinęły węża Wasuki wokół góry jak linę, po czym Dewy schwyciły za jeden jej koniec, a Asury za drugi. Wprawiły górę w wirowanie, co sprawiło, że drzewa zaczęły o siebie uderzać i zapalać się od tarcia o siebie. Indra ugasił ogień wodą z chmur, ale sok z roślin spłynął do oceanu, zmieniając go w mleko, a potem w masło. Ostatnim wysiłkiem bogowie stworzyli Słońce, Księżyc, bóstwa pomyślności i wszelkie dobra. W końcu uzdrowiciel Dhanwantari wyłonił się z oceanu, niosąc amrytę. Wisznu podstępem zmusił Asury, by oddały eliksir i dał go Dewom do wypicia. Rozgniewane Asury przystąpiły do walki, ale zostały pokonane przez Dewy, które przeniosły wtedy górę Meru z powrotem na jej miejsce.

Oceania

Na początku istniała tylko niezmierzona przestrzeń. Areop-Enap był pierwotnym pająkiem, który według ludu Nauru, rozpoczął dzieło stworzenia morza i nieba. Areop-Enap znalazł wielkiego małża i rozkazał pewnemu skorupiakowi, by go rozłupał. Skorupiakowi udało się to tylko częściowo, więc Areop-Enap zwrócił się do gąsienicy o pomoc. Gąsienica otworzyła całkowicie małża, ale zmarła z wyczerpania. Górna część muszli stała się niebem, a pot gąsienicy słonym morzem. Ostatecznie gąsienica została Słońcem, a skorupiak Księżycem.

Słowianie

Na początku wszędzie jak okiem sięgnąć było tylko niebo i morze. Po wodach płynęła mała łódka, w której siedział pan pioruna- Perun. Drugi bóg, Weles zamieszkiwał morską otchłań. Trwało to tak przez wieki. Wreszcie pewnego dnia Weles podpłynął do łodzi, przysiadł się do władcy gromu i powiedział:
- Bracie, tyle już lat pływasz w tej skorupie. Tułasz się po bezkresie bez celu, a i ja nie chcę przebywać już w podwodnej głębinie... Wtedy właśnie bóstwa postanowiły stworzyć stały ląd. Weles skoczył do wody i zanurkował do samego dna. Zaczerpnął garść mułu i wypłynął na powierzchnię. Perun wziął ziemię w rękę i szerokim gestem rzucił w morze, tak powstała wyspa- początek stałego lądu. Była jednak tak mała, że bogowie ledwo się na niej mieścili. Weles od razu zaczął rozmyślać, jak pozbyć się brata. Postanowił go utopić. Poczekał zatem, aż Perun pójdzie spać. Gdy ten zasnął chciał go stoczyć do wody, ale w którą stronę go nie popchnął, ziemia rozrastała się. Od tego turlania Perun się w końcu obudził. W tym momencie gromy spadły na Welesa, aż zapadł się on w głąb ziemi, w najgłębszą otchłań. W akcie zemsty Perun przykuł brata do skały. Perun natomiast odszedł by zamieszkać w niebiosach.

Tybet

Istnieją trzy główne rodzaje tybetańskich mitów kosmogonicznych, w których główną rolę odgrywają odpowiednio: kosmiczne jajo, pierwotna istota oraz konflikt przeciwstawnych sił. Według różnych wariantów kosmiczne jajo spełnia w procesie kosmogonicznym funkcję pośredniczącą: na początku jest pustka lub światło, potem z jaja wyłania się pan wszechświata, świat lub istota demiurgiczna. Według jednego z mitów z sześciu żółwich jaj rodzą się ludzie różnych klas społecznych oraz zwierzęta. Inny mit z kolei opiewa drzewo świata, na którym mieszka sześć ptaków znoszących jaja. W mitach o pierwotnej istocie raz jest ona żeńskim bóstwem wężowym, innym razem zaś bóstwem zwanym Świetlistym Bogiem. Według jednego z mitów mówiących o konflikcie sprzecznych zasad pewnego razu z niebytu zrodził się człowiek- pan wszelkiego bytu. Następnie, gdy nie było jeszcze ani pór roku, ani dnia i nocy, białe i czarne płomienie światła zrodziły czarnego człowieka (Czarną Niedolę), który panuje nad niebytem i sprowadza na ludzi wszelkie klęski i cierpienia, oraz białego człowieka (Światłość), ten sprawuje pieczę nad porami roku i uczy ludzi pożytecznych umiejętności.

http://free.of.pl/m/mysticearth/mitolog ... tanie.html

Stworzenie człowieka wg Majów

Majowie mieli bardzo ciekawe mity dotyczące powstania człowieka: Bogowie kilkakrotnie próbowali ulepić człowieka z gliny, drewna i słomy. Gdy stworzone w ten sposób istoty okazały są zbyt głupie, by należycie oddawać cześć bogom, zostały wytępione potopem; potomkowie nielicznych uratowanych wdrapali się na drzewa i przemienili w małpy. W końcu człowiek został ulepiony z mąki kukurydzianej i krwi, a bogowie zasiedli w chwale i kazali mu oddawać sobie cześć. Majowie ze wszystkich sił starali się zaspokoić wymagania swoich bogów, pragnąc sobie zasłużyć na niebo, gdzie nikt nie musiał pracować nad uprawą kukurydzy, i bojąc się piekła, gdzie panowało lodowate zimno.

Inna wersja tego mitu jest bardziej rozbudowana być może nieco schrystianizowana. W niebie panowało czterech bogów, którzy siedząc na tronach pilnowali świata znajdującego się pod nimi. Pewnego razu, Żółty Pan, zaproponował, by stworzyć człowieka, który cieszyłby się ziemia i nią opiekował. Bogowie się zgodzili. Pan wziął bryłę żółtej gliny i zrobił z niej człowieka. Stworzenie okazało się słabe, rozpuściło się w wodzie i nie potrafiło stać pionowo. Wówczas Pan czerwony zaproponowałby stworzyć człowieka z drewna. Wziął gałąź drzewa i wyrzeźbił z niej ludzki kształt. Rozpoczęły się testy. Wpierw sprawdzono czy podobizna człowieka będzie pływała – te próbę zaliczyła bez problemu. Następnie sprawdzono czy będzie stał pionowo, co również przeszło bez problemów. Niestety ostatnia próba – próba ognia – zakończyła się spaleniem podobizny. Bogowie poczęli ponownie się zastanawiać, jakiego materiału użyć by człowiek był doskonały. Czarny Pan zaproponował stworzenie człowieka ze złota. Był piękny, świecił w słońcu i przetrwał wszystkie próby. Bogom spodobała się taka postać i mimo że nie umiała mówić, czuć, ruszać się oraz czcić swoich bogów postawili go na ziemi. Czwarty z bogów, Bezbarwny Pan, niezadowolony z takiej postaci, postanowił stworzyć człowieka ze swego ciała. Odciął palce u lewej ręki i zrzucił je na ziemię, gdzie wyrośli z nich ludzie. Byli tak mali, że bogowie zasiadający na swoich tronach ledwie ich widzieli. Wyglądali oni jak zapracowane mrówki. Ludzie stworzeni z Bezbarwnego Pana czcili swoich bogów, składali im dary, czym radowali bogów. Pewnego razu człowiek posiadający ciało spotkał człowieka ze złota. Gdy go dotkną poczuł jedynie zimno i zauważył, że nie porusza się ani nie mówi. Mimo to człowiek z ciała postanowił zaopiekować się człowiekiem ze złota i dzięki jego dobroci ten drugi ożył – mógł mówić, ruszać się, myśleć. Począł wychwalać dobroć bogów ich wielkość i uczynność. Bogowie słysząc te słowa popadli w zachwyt i nazwali człowieka złotego bogatym a człowieka z ciała biednym i nakazali, by ten pierwszy zawsze opiekował się biednym. Gdyby tak się nie stało czekała go śmierć. Od tego też momentu człowiek bogaty nie jest wpuszczany za bramy nieba pod warunkiem, że nie przyniesie go tam człowiek biedny, którym się za życia opiekował.
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

ODPOWIEDZ