Zamek w Niedzicy

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Zamek w Niedzicy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 14:07

Bardzo mnie ciekawi historia zamku niedzickiego,który zwiedzałam wielokrotnie http://www.podroze.malicki.info/miejsce ... _miejsce=3
Czytałam też ksiażkę o skarbie Inków urytym w Niedzicy i myslę że jest to prawdopodobne że zawędrował aż tutaj.Ciekawi mnie czy ktoś z was ma jakieś inne wiadomości o tym miejscu. Na artykuł natrafiłam dzisiaj w interii.
Tragedie, niczym ze sztuk Szekspira, rozegrały się na komnatach i dziedzińcu zamku w Niedzicy. Prześledzenie faktów historycznych pogłębia owo fatum wiszące nad dziedzicami przeklętego rodu.
Tragedia, jaka rozegrała się na zamku w Niedzicy jest niczym telling story z dramatów Szekspira. Ci, którzy nocą doznają widzenia błądzącej w świetle księżyca białej damy nad wodami jeziora, wiedzą o tym najlepiej.

Magiczne miejsce

Historię zamku próbowali spisać różni pisarze, w tym Jan Józef Szczepański. Powieść dotyczącą Tajemnicy Inków drukował w odcinkach Tygodnik Powszechny. Najbardziej rozsławił zamek film "Janosik" z Markiem Perepeczko w roli głównej. Dziś turyści mogą podziwiać jego wspaniałe piękno z wód Jeziora Czorsztyńskiego.

Zamek Niedzicki znajduje się w niezwykle uroczym miejscu, w wąskim przesmyku między Gorcami a Pieninami, gdzie wraz z burzliwym górskim potokiem o nazwie Dunajec strzegł od wieków granicy Polski. Obecnie, u jego podnóża rozpościera się srebrzysta toń rozległego Jeziora Czorsztyńskiego. Po drugiej stronie jeziora znajduje się bliźniacza warownia - Zamek Czorsztyński. Oba zamki stanowiły niegdyś skuteczną zaporę przeciw inwazji wszelkiej maści niepożądanych przybyszów, a zarazem stanowiły wrota, przez które chcąc się przedostać należało uiścić odpowiednie cło. Dotyczyło to oczywiście przede wszystkim kupców.

Zamki zapewne istniały już wtedy, gdy na nizinie Harklowskiej rozegrała się bitwa między rycerstwem polskim, a tatarskim w roku 1240. Rozwydrzone hordy tatarskie zaatakowały królewski gród Kraków, a obłupiwszy go i spaliwszy podążyły dalej na Śląsk, gdzie stoczyły jedną z decydujących zwycięskich bitew pod Legnicą. Tatarzy zaatakowali równocześnie Węgry. Z tego okresu pochodzi legenda zarówno o lajkoniku, jak i o hejnale z wieży Mariackiego Kościoła, a także o świętej Kindze. Ślady jej stóp można znaleźć na wielu kamieniach nad Dunajcem i w górach Gorcach.

Interesująca historia

Dziś znajduje się w nim muzeum historyczne oraz oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego PAN. Rzesze turystów odwiedza ten zamek cały rok, ale jego piękno najlepiej docenić latem, albo jesienią.

Już w XIII wieku król węgierski Andrzej II lokuje posiadłość Niedzicę, której majątki rozciągają się aż na Zamagurze, czyli na Pieniny Spiskie. Właścicielami dóbr stają się wnukowie comesa spiskiego Rudygiera z Tyrolu. Początkowo zamek w Niedzicy pełnił rolę węgierskiej strażnicy na granicy z Polską.

W historycznych dokumentach nazwa - zamek Dunajec pojawia się na początku wieku XIV. Łacińska formuła brzmi: novum castrum de Dunajec. Właścicielami owego zamku są Jan i Rykolf ze Strążek, panowie na Brzozowicy. Ród Brzeviczych z Węgier od roku 1325 formalnie zarządza zamkiem i okalającymi go dobrami w postaci pól, łąk i lasów oraz rzeki bogatej w pstrąga i inny narybek. Do XV wieku zamek wraz z posiadłościami pozostaje w rękach potomków Rudygera. W roku 1470 jego prawowitym właścicielem staje się comes spiski niejaki Emeryk Zapolya. Następnymi jego właścicielami stają się Hieronim i Olbracht z rodu Łaskich.

W zastaw za długi

Syn Hieronima, Olbracht, znany był z hulaszczego i awanturniczego trybu życia, toteż zamek wpierw zastawił za długi, a później sprzedał go, aby udobruchać wierzycieli. I tak po okresie 60 lat zamek stał się posiadłością Jerzego Horvatha, który niezwykle starannie zamek odbudował w modnym, renesansowym stylu przydając mu blasku i świeżego wyglądu.

W XVIII wieku, za sprawą dziedziców Horvathów z Palocosy zamek prezentuje się, jako okazała szlachecka rezydencja w sercu Pienin i na pograniczu Polski, Słowacji i Węgier. W XIX wieku, dokładnie od roku 1858 zamek w posiadanie przejmuje inny węgierski, a jakże, ród Salamonów, którzy dziedziczą mu aż do roku 1945. Salomonowie wyposażyli swe komnaty zamkowe w bogaty, prawdziwie szlachecki przepych i splendor.

Ferdynad, syn Jadwigi Stadnickiej i Mikołaja Berzeviczego, w urodził się w roku 1622 na Podolu. Wywodził się on z bocznej linii gałęzi węgierskiej arystokracji, której to protoplaści wybudowali ów słynny zamek w Pieninach. Jego syn, Sebastian Benesz de Berzeviczy, jako młodzieniec zapragnął dalekiej podróży do nowo odkrytych krajów na drugiej półkuli.

Pamiętajmy, że od wieku XVI nastąpiły wielkie odkrycia geograficzne zapoczątkowane odkryciem drogi do Ameryki (Indii) przez Krzysztofa Kolumba. Sebastian dotarł do Peru i poślubiwszy księżniczkę z królewskiego rodu Inków spłodził córkę Uminę, którą, wraz z wnukiem, przywiózł z powrotem na zamek do Niedzicy. Umina, poprzez małżeństwo, weszła do rodziny arystokracji wywodzącej się od ostatniego władcy Inków, Tupaca Amaru. Umina tu została wkrótce w tajemniczych okolicznościach zamordowana. Zamaskowani zabójcy dopadli bezbronną kobietę i wbili jej sztylet prosto w serce. Był rok 1797. Zrozpaczony Sebastian pochował ukochaną córkę w srebrnej trumnie. Na zamku miał ukryć także resztki pozostawionego złota.

Złoto z jeziora

W roku 1780 krewny męża Uminy, Jose Gabriel Condorcanqui, przyjmuje przydomek Tupac Amaru II i staje na czele ocalałych z hiszpańskich rzezi Inków. Tupac Amaru II wywołuje powstanie antyhiszpańskie, które zostaje krwawo stłumione, a on sam stracony na szubienicy. Poprzedni władca Indian, Tupac Amaru zamordowany został przez Hiszpanów w II poł. XVI wieku, gdyż nie wydał tajemnicy schowanego złota w jeziorze Titicaca. Inkowie zatopili resztki złota, po tym, kiedy zostali podstępnie oszukani przez konkwistadora Francesco Pizzaro, który nie ważył się w końcu zabić ich króla - Atahualpa. Podobno skrzynie złota ukryto także w jaskiniach w Andach. Czy prawda to, czy legenda - zależy od tego, kto, w co chce wierzyć.

Sebastian Benesz de Berzeviczy uciekł z kraju ogarniętego pogromem wraz z córką i zięciem. Znaleźli schronienie we Włoszech. Przez dziesięć lat mieszkali w Wenecji, aż do skrytobójczej śmierci męża Uminy. Czy powodem morderstwa było złoto przywiezione z Peru? Tego nikt nie wie. Wnuk Sebastiana, Antonio, nazwany został na cześć swej dalekiej ojczyzny - Inka. Rodzice chcieli być może podkreślić także, że przynależy on, jako potomek do królewskiej dynastii wywodzącej się od Atahulapy.

Co z Testamentem Inków?

Syn Uminy, Antonio Benesz, adoptowany przez kuzyna Berzevicza z Moraw, przechowywał tajemnicze pismo Inków, ale się nim nie interesował. Pismo węzełkowe kipu, którym posługiwali się Inkowie do dziś stanowi zagadkę, chociaż naukowcy (Havard University of USA) częściowo go już odczytują. Kipi jest pismem rachunkowym, więc innych niż matematycznych informacji trudno się w nim doszukiwać.

Testament Inków przez wieki spoczywał w murach niedzickiego zamku. Po wojnie, w latach 6. zainteresował się nimi wnuk Ernesta, syn Antonia, Andrzej. Andrzej Benesz, prawnik, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie próbował odczytać testament Tupaca Amaru, ale bezskutecznie. Toteż podobno wysłał owe tajemnicze zwoje z powrotem do Peru. Zginął, w Polsce, jako młody mężczyzna w wypadku samochodowym w tajemniczych okolicznościach w roku 1958.

Co dalej? Jak historia potoczy się z zamkiem i jego tajemniczym dokumentem. Kto będzie miał odwagę badać jego dzieje? Czy i dziś klątwa dosięgnie ciekawskich? Chyba, że dotyczy ona tylko rodu Berzeviczych?
żródło
http://interia360.pl/artykul/tajemnice- ... iego,24842


ps; czy ktoś pamięta film " Wakacje z duchami" ? to właśnie tam robili większość zdjęć.Oglądałm ten serial jako dziecko i do dziś mnie cieszy.Pamiętam że byłam wtedy na wakacjach u babci jak go kręcili i jest parę ujęć z rynku w Krościenku nad Dunajcem i dom mojej babci.
Obrazek
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Zamek w Niedzicy

Post autor: Blad » 18 stycznia 2011, 14:08

Witam
W dzieciństwie zwiedzałem ten zamek(byłem na zielonej szkole w sromowcach wyżnych).Przewodniczka opowiadała o tym zamku ze krąży wiele legend -np o studnii...............o Janosiku................ale jest dość ciekawe ze w okolicach(pieniny)jest kilka zawalonych jaskiń.Byliśmy przy conajmniej dwóch.Przewodniczka nam opowiadąła że tam są zawalone skarby zbójników......
Ot tyle co pamiętam.
Ale okolica jest dość piekna i warta zwiedzenia.
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Zamek w Niedzicy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 15:30

Bardzo dziękuję.
Ciekawy zyciorys-a co sie stało z testamentem........................?
Pozdrawiam
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Zamek w Niedzicy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 15:30

Witaj skryty Smile
No właśnie nie wiadomo !! Ta tajemnica co raz bardziej mnie intryguje ,znalazłam cos jeszcze
http://www.um.oswiecim.pl/pl_chemik/15_ ... mnica.html
Nie pamiętam gdzie,ale czytałam że ślad prowadzi do Zamku Tropszyn ( Nowosądeckie ) Podobno skarb został wywieziony z Niedzicy najszybszym środkiem transportu w tamtych czasach-czyli rzeką.Ta rzeka to Dunajec nad którym lezą oba zamki.Legenda wiąże zamek w Tropsztynie z zamkiem w Niedzicy i znalezionym tam pismem kipu oraz postacią Uminy. Ponoć to w Tropsztynie po śmierci inkaskiej księżniczki miał być ukryty przywieziony z Peru skarb Inków. Kosztowności mają znajdować się w podziemnym tunelu, wykutym pod Dunajcem, a łączącym zamkowe podziemia z sanktuarium w pobliskim Tropiu.
http://www.malopolska.eteris.pl/zabytki ... arb-inkow/
Może znajdzie się ktoś kto wie coś więcej ? Chyba że się boicie klątwy Laughing
Pozdrawiam
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Zamek w Niedzicy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 15:31

Witajcie Smile
Dalej czekam że może ktos z was znajdzie coś ciekawego na temat skarbu Inków i będę wracac do tematu ,a tymczasem zapodam inne fakty i legendy związane z zamkiem w Niedzicy
http://zamki.res.pl/niedzica.htm
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Zamek w Niedzicy

Post autor: Blad » 18 stycznia 2011, 15:32

No naprawdę cię wzieło ..............hihihiihihi
A temat swoją drogą bardzo ciekawy.............
Pozdrawiam
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Zamek w Niedzicy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 15:32

Pierwsze ślady osadnictwa na tym terenie sięgają 1257 roku, kiedy to księżna Kinga otrzymała Pieniny. Przed trzecim najazdem tatarskim zbudowano tu zamek. Dalszy rozwój Sromowiec Niżnych notuje się od 1348 roku, kiedy to za sprawą króla Kazimierza Wielkiego, chcąc wzmocnić pogranicze z Węgrami, przejęto od klarysek ziemię pienińską i rozbudowano gród Wronin znany dzisiaj, jako zamek w Czorsztynie. Tak ukształtowalo się starostwo czorsztyńskie już w czasach Władysława Jagiełły.Inne były losy zamku w Niedzicy, który należał przez wieki do węgierskiego rodu Berzevicsych. Węgrzy już bowiem w XIV w. kolonizowali tereny Spisza i nadawali przygraniczne ziemie różnym rodom rycerskim. Tak powstał na skalistej górze (566 m) zamek w Niedzicy, który miał być przeciwwagą dla wznoszącego się dumnie po drugiej stronie Dunajca, czyli na jego lewym brzegu, królewskiego, polskiego zamku w Czorsztynie. W dwa lata po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem zamek niedzicki znalazł się w królestwie Władysława Jagiełły i dopiero 60 lat później dostał się w ręce węgierskiego magnata E. Zapolyi.

Znam dobrze stopnie na dziedzińcu niedzickiego zamku. Wiodą do kutej, żelaznej bramy zamku średniego. W ostatnim dniu lipca 1946 r. miejscowy sołtys, komendant Milicji Obywatelskiej, kilku żołnierzy WOP i student prawa UJ Andrzej Benesz odciągnęli jeden z bloków kamiennych schodów i wbili w ziemię łopaty. Szybko wydobyli ołowianą tubę długości ok. 18 cm zamkniętą z obydwu stron. Otworzono ją, wewnątrz znajdowały się trzy skórzane rzemienie, każdy opatrzony licznymi supełkami, a na końcach złotymi blaszkami, na których wyryte były trzy napisy: "Titicaca", "Vigo" i "Dunajecz". Tu muszę wyjaśnić, że zamek w Niedzicy, czyli na prawym brzegu Dunajca wybudował wspomniany już ród Berzevicsych i jak pisały ówczesne kroniki "novum castrum de Dunajecz" utrzymał swoją nazwę "Dunajec", aż do XIX w.

Jest coś magicznego w spoglądaniu na kamienne schody, pod którymi Andrzej Benesz znalazł ołowianą rurę z tajemniczym zapisem. Stoję w lipcowym słońcu na dziedzińcu zbudowanym z miejscowego kamienia. Plan budowli jest nieregularny, bo też dostosowany być musiał do skalistej rzeźby terenu. Czworoboczna wieża, obronne mury, studnia 90-metrowej głębokości. Poniżej niewielkie podzamcze. Co myślał wtedy Andrzej Benesz, kiedy trzymał w ręku ołowianą rurę. Pewne jest, że odnalazł dokumenty i chciał sprawdzić ich wiarygodność. Powołał nawet komisję, która dysponując dokładnymi wskazówkami była blisko, a może nawet rozwikłała tajemnicę skarbu Inków. Przecież rzemienie z supłami to kipu, czyli węzełkowe pismo peruwiańskich Indian, do dzisiaj nie jest odczytane wiarygodnie przez badaczy. "Kipu" znalezione w Polsce plecione było ze skóry, peruwiańskie ze sznura. Polskie znalezisko wysłane było do Peru, do sprawdzenia. Andrzej Benesz zginął w wypadku samochodym w 1976 roku. Znalezisko w Peru podobno zaginęło i sprawa zdawała się być zakończoną. Ale takie tajemnicze zakończenia rodzą domysły, legendy. I tak powstało domniemanie, że inkascy emigranci, którzy w 1781 uciekali z Berzevicsym z Peru, wywieźli skarb, podzielili go na trzy części, ukryli w trzech miejscach. Nazwy tych miejsc wyryte były na blaszkach, o czym pisałem wcześniej.

By zrozumieć, podać trzeba, że w połowie XVIII w. jeden z Berzevicsych, Sebastian, wyruszył z Wołynia, gdzie się osiedlił po opuszczeniu Niedzicy, sprzedanej w 1589 r. Horvathowi z Palocsy, wyjechał do Peru i ożenił z indiańską dziewczyną, potomkinią Inków podbitych w połowie XVI w. przez hiszpańskich konkwistadorów. Mieli córkę Uminę, która poślubiła potem w prostej linii potomka inkaskich władców Tupaca Amaru. Było w tym czasie wiele antyhiszpańskich, krwawych powstań. Podczas jednego z nich, ramię przy ramieniu walczyli Tupaca Amaru - mąż Uminy i Sebastian Berevicsy, ojciec Uminy i teść Tupaca Amaru. Warto dodać, że powstaniem dowodził Jose Gabriel, stryj Amaru. Po przegranej powstania Amaru i Umina dotarli do Włoch, gdzie Umina urodziła syna. Jego ojciec i mąż Uminy został tajemniczo zasztyletowany, więc ojciec Uminy i dziadek nieletniego wnuka, Sebastian Berzevicsy ukrył córkę i wnuka właśnie w zamku w Niedzicy. I tutaj dopadli ich wysłannicy konkwistadorów i zasztyletowali Uminę. Synek zamordowanej został adoptowany przez Wacława i Annę Beneszów w czerwcu 1797 r. Młody Tupac Amaru ożenił się z Polką i miał z nią dwóch synów. Przed śmiercią wręczył im rodowe dokumenty, zakazał jednak poszukiwań testamentu.

Niedzicki zamek penetrują archeolodzy i konserwatorzy. Nie znaleźli ani skarbu, ani grobowca Uminy pochowanej podobno w srebrnej trumnie. Zamek należy do Stowarzyszenia Historyków Sztuki, którzy mają w nim dom pracy twórczej. Jest tutaj także małe muzeum z kolekcją starych zegarów. U podnóża zamkowej góry jest dzisiaj zapora. A potężne korytarze na zamku górnym, z wielometrowymi kamiennymi murami kuszą, podobnie jak mury Wawelu, wieloma zagadkami. Nikt nie może powiedzieć, że nie kryją one żadnych tajemnic. Może dlatego, tak często o nich głośno. To dobrze! Bo na pewno o tej tajemniczej sprawie nie wiemy wszystkiego. Zainteresowanie przekroczyło granice naszego kontynentu. Ale to już temat na całkiem inną historię.
http://www.um.oswiecim.pl/pl_chemik/15_ ... mnica.html

Jeszcze coś w tym temacie
http://wigwam02.republika.pl/Wigwam09/p ... edzica.htm
Janusz może ty cos ciekawego znajdziesz na ten temat,albo ty Blad.
Blad mieszkasz w UK moze w archiwach jej królewskiej mości jest jakaś wzmianka ?
Pozdrawiam Very Happy
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Zamek w Niedzicy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 15:36

Przepraszam że pisze post pod postem,ale prosze aby tak to pozostawić .

26 lutego 1976 roku pod Kutnem zginął w wypadku samochodowym wicemarszałek sejmu PRL, prezes Stronnictwa Demokratycznego, prezes Polskiego Związku Żeglarskiego, Andrzej Benesz. Okoliczności wypadku nie są dokładnie znane. Ci, którzy znali historię rodziny Andrzeja Benesza twierdzili, że dosięgła go klątwa.

Komunistyczny dygnitarz następcą peruwiańskiego tronu

Gdyby dziś w wypadku zginął polityk tej rangi, wszyscy powiedzielibyśmy od razu, że to prowokacja obcych służb lub zamach. Biorąc jednak rzecz na rozum stwierdzilibyśmy, że zawinił jakiś kierowca, że był zbyt duży ruch na drodze, może jechali nocą i nie zauważyli, że zjeżdżają na lewy pas? Różne rzeczy zdarzają się przecież na drogach.

Tak powiedzielibyśmy dziś. Jednak ci, którzy pamiętają rok 1976, a ja pamiętam, wiedzą jakie było wtedy natężenie ruchu w takiej na przykład Warszawie. Pamiętacie filmy z tamtych lat? Te puste ulice i autobusy ogórki sunące środkiem Marszałkowskiej? Mniemam, że pod Kutnem 26 lutego 30 lat temu ruch był jeszcze mniej intensywny. Wątpię, aby kierowca wicemarszałka sejmu był pod wpływem. Oczywiście nie było wtedy obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa, samych pasów zresztą chyba też nie było. Coś mogło się zdarzyć. No, ale to nie był samochód z Kowalskim w środku tylko z wicemarszałkiem Sejmu, któremu przysługiwała ochrona!

Wróćmy jednak do początku całej historii. Andrzej Benesz podawał się za potomka inkaskich królów, mówił o tym i dowiódł tego odnajdując akt adopcji swego indiańskiego przodka w okładce starego mszału przechowywanego w kościele św. Krzyża w Krakowie. W akcie tym wymienione jest dziecko płci męskiej, które na chrzcie otrzymało imię Antoni, jego matką była Umina, kobieta pochodząca ze starego inkaskiego rodu poślubiona ostatniemu władcy Inków, Tupacowi Amaru III. Człowiekiem, który przekazywał dziecko do adopcji był jego dziad, węgierski szlachcic Sebastian Berzewiczy (nazwisko spolszczone), matka i ojciec chłopca już wtedy nie żyli. Nowymi rodzicami byli kuzyni Sebastiana z Moraw, noszący to samo co on nazwisko. Adopcji dokonano w obecności kilku Indian należących jakoby do inkaskiej rady starszych.

Wyjaśnijmy, skąd węgierski szlachcic mający jakieś roszczenia majątkowe względem położonego na polskim pograniczu zamku (Niedzica należała do korony węgierskiej) znalazł się w Ameryce Południowej. Sprawa jest prosta; Sebastian pojechał tam szukać szczęścia i pieniędzy potrzebnych mu do realizacji jakichś planów majątkowych w kraju. Tam ożenił się z Indianką i miał z nią córkę Uminę. Był wiek XVIII, jego druga połowa. W kraju eksploatowanym przez Hiszpanów wybuchło powstanie. Było to w roku 1781, córka Sebastiana była już wtedy zamężna, poślubiono ją bratankowi przywódcy powstania Andreasowi Tupac Amaru, jedynemu męskiemu potomkowi królewskiej linii Inków. Powstanie zostało brutalnie stłumione, jego przywódcy zaś straceni po okrutnych torturach. Sebastian wraz z córką i zięciem wyruszył do Europy; podobno wieźli ze sobą skrzynie pełne złotego, inkaskiego rękodzieła. Wraz z nimi jechało kilku starszych wiekiem Indian.

W pogoń za nimi ruszyli agenci króla Hiszpanii i świętej Inkwizycji. Droga uciekinierów wiodła poprzez port w hiszpańskim mieście Vigo, poprzez Wenecję do Niedzicy. W czasie podróży agenci inkwizycji zabili Andreasa, zginął on w Wenecji. Umina z małym dzieckiem na ręku i Sebastian docierają do Niedzicy. Tam w niejasnych okolicznościach zasztyletowana zostaje Umina, a Sebastian Berzewiczy, ciężko już chory, oddaje wnuka na wychowanie na Morawy. Tu kończy się klarowna część tej historii, dalej wody są już znacznie bardziej mętne.

Emisariusze z Peru i cudowne odnalezienie kipu

W jaki sposób rodzina Andrzeja Benesza, którego indiański przodek wywieziony został na Morawy znalazła się w Polsce (on sam urodził się w Tarnowie, a mieszkał w Bochni), dokładnie nie wiadomo. Sam Benesz relacjonował taką oto historię: kiedy był dzieckiem, w latach 30tych, do jego domu w Bochni przybyli dziwni goście. Byli to Peruwiańczycy reprezentujący linię rodziny Berzewiczy mieszkającą za oceanem, chcieli odkupić jakieś pamiątki i dokumenty, które pozostały po przodkach.

Mały Andrzej dobrze sobie zapamiętał tę wizytę. Kiedy studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, postanowił odnaleźć akt adopcji swego przodka i to mu się udało (tylko jak?) Jak student Uniwersytetu załatwił sobie przeszukiwanie okładek XVIII - wiecznych (a może starszych) mszałów. Jak on to robił? Scyzorykiem?

Odnaleziony akt adopcji jest jednocześnie testamentem Sebastiana Berzewiczy’ego. Znajdują się w nim wskazówki, które prowadzą Benesza do innego dokumentu, o wiele bardziej tajemniczego. Benesz rusza do zamku w Niedzicy; towarzyszą mu koledzy ze studiów, na miejscu dołącza sołtys, trzech wopistów i leśniczy. Wszyscy kierują się do ostatniego z kamiennych schodów pierwszej zamkowej bramy, odnajdują tam poczerniałą, ołowianą rurę, w niej inkaskie kipu, sznurkowe pismo. Jak wiadomo, Inkowie byli jedyną wysoko rozwiniętą cywilizacją, która nie stworzyła pisma; dokumenty państwowe i listy były to sekwencje węzłów wiązanych na sznurkach. Nie można tego odcyfrować do dziś. Kipu odnalezione w Niedzicy było inne, nie było zrobione ze sznurka tylko z rzemienia, przez lata rzemień trochę popleśniał i zawilgotniał. Na końcach umieszczone były złote, okrągłe blaszki z napisami: Vigo, Titicaca, Dunajecz (tak nazywała się w XVIII wieku Niedzica).

Było kilkunastu świadków, sporządzono szczegółowy raport, napisał go sam Andrzej Benesz, wykluczono jakąkolwiek manipulację. Wszyscy przypuszczali, że niedzickie kipu wskazuje drogę do skarbu Inków, który jest ukryty gdzieś na zamku. Rozpoczęto poszukiwania, ale niczego nie znaleziono. Zatrzymajmy się jednak przy tym znalezisku chwilę.

Kipu było rzemienne, a Inkowie robili je ze sznurka. Dlaczego zmienili zwyczaj? Zabrakło sznurka na pograniczu polsko - węgierskim w XVIII stuleciu? Zastanówmy się też, jak powinien wyglądać rzemień po 150 latach, rzemień leżący pod kamiennym stopniem przy zamkowej bramie. Droga na niedzicki zamek wiedzie lekko pod górę, kiedy pada, a pada raczej często, bo to góry, jest tu mokro, drogą płynie woda. Woda ta płynęła przez ten stopień przez 150 lat. Rura, nawet gdyby była zrobiona z tytanu, nie mogła wyglądać tak, jak to opisuje Benesz, a rzemienne kipu byłoby jakimś żałosnym strzępkiem. Mogę nie mieć racji, ale zastanówmy się mocno, bo to najsłynniejsza historia dotycząca ukrytych skarbów znana w naszym kraju.

Dalej jest jeszcze mętniej. Andrzej Benesz przestaje się interesować całą sprawą podobno przez to, że boi się klątwy, która zabije każdego, kto zabierze się za szukanie inkaskich skarbów. Jednak w 1976 roku kilka dni przed 16. urodzinami syna Benesz oznajmia, że przekaże mu jakieś tajemnice. Nazajutrz ginie w wypadku.

W tajemniczych okolicznościach zginęli także wopiści, którzy obecni byli przy odnalezieniu kipu; o tym co się stało z pozostałymi uczestnikami tego odkrycia nie wiem nic. Aha, obecny był przy tym jeszcze ówczesny dyrektor niedzickiego zamku, który utonął później w niejasnych okolicznościach. Co się stało z kipu? Benesz twierdził, że odesłał je do Peru „dla dokonania odpowiednich studiów”. Jego żona twierdziła, że jest ukryte gdzieś w górach. Rozumiem, że w Pieninach?

Puśćmy wodze fantazji

I załóżmy, że cała ta historia jest od początku do końca dęta. Kiedy zaczynałem tułać się po redakcjach, trafiłem do nieistniejącego już Kuriera Polskiego, współpracy nie nawiązałem, ale jakoś tak od słowa do słowa rozmowa zeszła na Andrzeja Benesza. Był bowiem Kurier Polski oficjalnie przez PZPR ustanowionym organem prasowym bratniego Stronnictwa Demokratycznego, którego Andrzej Benesz był prezesem. - Co myśmy tu z nim mieli – opowiadał mi sekretarz redakcji, mając na myśli Andrzeja Benesza. – To był dobry człowiek, ale trochę fantasta. On chyba nie rozumiał rzeczywistości, w której żył, wielu wpływowych ludzi uważało, że on kompromituje sejm i partię.

Załóżmy, że pomysły wicemarszałka sejmu PRL nie do końca podobały się kierownictwu przewodniej siły narodu czyli PZPR, a może nawet nie do końca podobały się towarzyszom radzieckim. Facet opowiada jakieś historie o Indianach i wysyła zabytkowe przedmioty (kipu) do obcego kraju? Jeśli oczywiście to prawda. Może Andrzej Benesz był tak kłopotliwym wicemarszałkiem, że postanowiono go usunąć? To chyba raczej niemożliwe, mogli go posłać na emeryturę jak Gierka, był przecież tylko figurantem. Wypadek jednak pozostaje faktem.

Nie przypuszczam, aby kiedykolwiek odnaleziono w Niedzicy jakieś skarby, sądzę bowiem, że połowa tej opowieści, począwszy od znalezienia autentycznego testamentu i aktu adopcji w okładce mszału jest wymyślona. Klątwa jakoś nie dosięgła obecnych przy odkryciu kipu kolegów Benesza, ani sołtysa, ani leśniczego. Żołnierze giną czasem górach, a utonięcia się zdarzają, szczególnie w tak bystrej i zdradliwej rzece, jak Dunajec.

Niektórzy z pasjonatów tej historii twierdzą, że za inkaskie złoto Sebastian Berzewiczy kupił zamek Niedzica i żadnego złota już nie ma. Jeśli kupił, to powinien być jakiś ślad w dokumentach, w listach i papierach poprzednich właścicieli. Jakoś nikt do tej pory tego nie sprawdził.

Kipu, jak przypuszczam, nie było prawdziwe, nikt nie pozwoliłby Beneszowi wywieźć tego, upomniałoby się o nie któreś z muzeów. Mogę się mylić, ale każdy ma do tego prawo. Historia inkaskich skarbów w Niedzicy jest tak fascynująca, że co roku co najmniej kilkanaście ekip wyrusza w Pieniny, by odnaleźć złoto Inków.
http://www.makbet.pl/artykul/1109/skarb ... styfikacja
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Zamek w Niedzicy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 15:36

Wyglada na to że, ślad skarbu Inków urywa się na Zamku Tropszyn. Obecnie trwają tam nadal prace remontowe,choć część zamku juz funkcjonuje dla turystów. Powstała fundacja Zamku Tropszyn ,a głównym sponsorem jest znana krakowska firma sprzedajaca samochody. Podano informację że potomkowie Andrzeja Benesza odkupili zamek od skarbu państwa Shocked Przecież jedyny syn Andrzeja też zginął w tajemniczych okolicznościach,więc jacy potomkowie ?? Plotka głosi że właściciel firmy bardzo interesował się historią skarbu Inków i stąd zakup zamku.Plotka głosi też że znalał wejście to tunelu,ale podczas remontu tunel został zalany ogromną ilością betonu.Pytanie;czy coś znalazł Shocked
Jak wiadomo w każdej plotce jest trochę prawdy,ale tego pewnie nigdy się nie dowiemy Rolling Eyes
Jednak coś jest na rzeczy bo w wyremontowanych salach ma powstać UWAGA ! ekspozycja kultury i sztuki Inkaskiej Shocked

żródło; http://www.polinar.pl/tropsztyn/zamek.htm
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Zamek w Niedzicy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 15:36

Nowy ślad skarbu Inków ??

Przeczytałam już wiele publikacji na temat skabu Inków w Polsce ,niektóre z nich zamieściłam na tym forum.Są one bardziej,lub mniej wiarygodne,jednak wszystkie ślady dotyczące tego skarbu prowadzą w jeden region .Jest nim polsko-słowackie pogranicze .Okazuje się że skarb Inków , Księżycowa jaskinia , szkliste tunele pod Babią Górą prawdopodobnie są ze sobą powiązane. Według autora artykułu Roberta Leśniakiewicza z lokalnego forum w Żegiestowie ,Sebastian Berewiczy ukrył skarb inków w Księżycowej jaskini ,niestety dokładnie nie wiadomo gdzie ona jest ,lub w szkilstych tunelach.Wiadomo natomiast że niemieccy naziści ,a potem NKWD usilnie szukali tych miejsc.Po co ??? w jakim celu ?? Może szukali właśnie tego skarbu

żródło;

Artykuł pana Roberta Leśniakiewicza .Art w całości tu ;

http://www.forum.zegiestow.pl/upload/ed ... spisza.pdf
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

ODPOWIEDZ