Czy istnieją podziemne światy

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Czy istnieją podziemne światy

Post autor: janusz » 26 stycznia 2011, 00:24

Czy istnieją podziemne światy

W 1946 amerykański pisarz Richard. S. Shaver na łamach czasopisma "Amazing Stories" umieścił swoją niezwykle sugestywną i pełną szczegółów wzmiankę o tajemniczym mieście zlokalizowanym pod ziemią, tuż pod budynkami Nowego Jorku. W jak bardzo wierny sposób historia ta została przekazana niech świadczy poniższy jej fragment: "Wśród zwartych, pierwotnych skał bazaltowych, stanowiących podstawę obecnych Stanów Zjednoczonych, głęboko wewnątrz solidnych mas czarnej skały, gdzie nie przenika nawet woda, leży miasto. Miasto to nie jest aż tak dobrze znane, jak leżący ponad nim nowoczesny Nowy Jork, ma jednak sprzymierzeńców, wrogów i slumsy, ma swych lordów i bogaczy. Jest częścią prastarego, zapomnianego, podziemnego świata, nie całkiem obcego ludziom mieszkającym na powierzchni; jest nie rozpoznaną straszliwą prawdą, złowrogim elementem życia, jest częścią naszej cywilizacji, znajdującą się pod naszymi stopami, nazwanej przez tych ‘którzy wiedza’ Zamaskowanym Światem. Podziemny świat jest skomplikowaną plątaniną wielopoziomowych, wydrążonych przez tytaniczne moce jaskiń, które sięgają każdego miejsca pod powierzchnią naszego współczesnego świata. Jednak pod Nowym Jorkiem prastare trakty zbiegają się w skupisko siedzib większe niż gdziekolwiek indziej na wschodzie USA. Ten podziemny świat istnieje tylko w niewielkiej części; większość jest do tej pory nie zbadana. Wszystko jest dziełem rąk starożytnej rasy, która opuściła Ziemie tysiące lat temu".
Jak się łatwo domyśleć, na skutek ukazania się w tamtych czasach tego typu informacji w powszechnej prasie nie trzeba było długo czekać. Cała masa nowojorczyków rozpoczęła na własna rękę poszukiwania tajemniczego podziemnego świata ukrytego pod ich miastem. Podobno euforia ta przybrała rozmiary przewyższające okresami nawet słynną gorączkę złota na Alasce, a do jej opanowania potrzebne były aż oddziały władz stanowych. Wszystko uspokoiło się dopiero wówczas, kiedy z oficjalna informacja wystąpili experci Białego Domu - stwierdzili oni ze badania geologiczne nie potwierdzają w żadnym wypadku tego, o czym wspomina Shaver. Niedoszli odkrywcy podziemnych światów zrezygnowali wiec z poszukiwań i wraz ze swoimi łopatami i kilofami oraz rozczarowana miną powrócili do swych domów, po czym o całej sprawie zapomnieli. Jednak nie wszyscy oni dali za wygrana, część badaczy postanowiła dokładniej przyjrzeć się historii Shavera, w wyniku czego okazało się ze, została ona przez niego sklecona z wielu przekazów i legend miejscowych Indian. Sam Shaver nie wierzył jednak w te opowieść, zważając na to ze nie widział żadnych dowodów potwierdzających istnienie owego podziemnego miasta jak i tuneli. Jednakże naukowcy z Instytutu Badań Podziemnych mieli już pierwszy krok za sobą - wiedzieli już skąd owe informacje pochodzą, pozostało im więc tylko skontaktować się z osobami o których wspominał Shaver. Po pewnym czasie udało im się spotkać z jednym z członków indiańskiego plemienia Siuksów. Mężczyzna ten, po długich targach i namowach, zdecydował się w końcu powtórzyć wszystkie informacje które przekazał najpierw Shaver’owi. Przedstawił badaczom przygodę która przytrafiła się dziadkowi Indianina - członkowi plemienia Siuksow noszącemu przydomek Biały Koń.
Pewnego dnia, Biały Koń podczas polowania na bizony na obszarach dzisiejszej Kalifornii znalazł wśród gór dziwne pękniecie w skale. Po wejściu do szczeliny odkrył długi, wykonany we wzgórzu tunel, a kiedy przeszedł nim pewna odległość w oczy rzucilo mu się słabe, zielonkawe światełko, świecące w głębi korytarza. Po dojściu doń, okazało się, ze tunel przechodzi raptem w obszerna salę, na środku której siedziało dwoje ludzi - jasnoskóry mężczyzna wraz z kobieta o blond-złotych włosach. Oboje wyglądali na bardzo zasmuconych, a kiedy Biały Koń zapytał ich o powód tego przygnębienia, odparli, iż niedawno zginął ich jedyny syn jakiego mieli. Wytłumaczyli Białemu Koniowi iż są mieszkańcami podziemnego świata, i pomimo ze wiedza o istnieniu innego świata na górze nigdy nie mieli okazji ujrzeć osoby która z niego pochodzi. Biały Koń był dla nich pierwsza taka osoba. Całe spotkanie trwało bardzo długo, a Biały Koń opowiadał w tym czasie obojgu obcym o tym, jak żyje się na powierzchni. Podziemni zaś opisywali za to realia życia w tunelach. Według mieszkańców podziemia, Indianie bardzo dawno temu przywędrowali pod ziemią z nie istniejącego już dziś kontynentu i po pewnym czasie wyszli z tuneli na powierzchnie. Dodali tez, ze cala ludzkość, jaka żyje na ziemi jest tak naprawdę potomkiem mieszkańców owego tajemniczego i zaginionego kontynentu. Kiedy Biały Koń zdecydował się już wracać, para mieszkańców podziemia obdarowała go żelaznym talizmanem, który emitując nieznane światło potrafił topić skały, ścinać drzewa i zamieniać piasek w kamień. Talizman tez po śmierci Białego Konia został pochowany wraz z nim, spoczywał przy zasuszonych zwłokach mężczyzny. Pewnego dnia jednak zniknął i nikt nie potrafi wyjaśnić co było tego powodem.
Na pierwszy rzut oka cala ta historia wydaje się być tylko kolejna z wielu bajek, jakimi mogą obdarzyć cywilizowanego człowieka pierwotne ludy dowolnego kontynentu na Ziemi. Jednak dr Harold Wilkins, zanim zdecydował się odsunąć te opowieść na bok, postanowił porównać je z opowieściami innych plemion. I tu niespodzianka - dokładnie o tym samym, o tunelach, podziemnym świecie i zaginionej wyspie, wspominali członkowie wielu innych szczepów Indiańskich, m.in. Apaczów i Szoszonów. Pierwsi wierzą np. ze ich odlegli w czasie przodkowie, trafili na kontynent amerykański tunelami, przybywając z wielkiej wyspy na Wschodnim Oceanie, na której znajdował się m.in. wielki port z murowanym wejściem. To samo mówią Szoszoni - wg ich wierzeń, przodkowie zamieszkujący Florydę przybyli na nią tunelami z wielkiego lądu, znajdującego się po środku Atlantyku. Do tego ich skora była całkiem biała a po wyjściu z tychże tuneli natknęli się oni na cały szereg innych budowli, należących do wcześniejszych cywilizacji. W tym momencie widać już wyraźnie, ze przekazy te idealnie pokrywają się ze wspomnieniami o Atlantydzie - legendarnej (a wg naukowców mitycznej) wyspie znajdującej się na środku Atlantyku, której istnienie jak i nagłą zagładę opisał Platon w jednym ze swoich dziel. Tylko jakim cudem Indianie amerykańscy przeczytali dzieła Platona??? Badacze nie potrafili tego jednoznacznie wytłumaczyć, postanowili wiec znaleźć chociażby najmniejsze ślady potwierdzające słowa Indian - pragnęli odkryć chociaż pozostałości po tunelach. Nikt z nich nie spodziewał się wówczas jeszcze, że owe tunele zostały po części odkryte już 11 lat wcześniej. Odkrywca ich był Frank White, geolog i archeolog, który w 1935 roku w Kanionie Kolorado natknął się na resztki podziemnych konstrukcji. Oto co czytamy w jego notatkach "Wzdłuż kanionu rzeko Colorado występują miejsca, w których przy pewnym oświetleniu można dostrzec wyryte głęboko strzałki. Poszukiwacze przemierzający pustynie Gila i bezludne, nękane pragnieniem i upałem tereny Arizony uważają, ze są to drogowskazy do ukrytych siedzib niezwykle starych ras ludzkich; są to może pomniki jakiegoś nieznanego ludu, którego pogrzebane w ziemi świątynie mogą być wspanialsze niż egipskie piramidy. A to wszystko o dzien. marszu od San Diego."
Cóż, przyznać trzeba ze to jednak nie wiele, ale najlepsze dopiero czekało na naukowców z Instytutu Badań Podziemnych. Zainteresowani zbieżnością wielu przekazów tak rożnych plemion, a przy tym zachęceni efektem poszukiwań White’a, postanowili oni zebrać fundusze i uwzględniając wszystkie informacje zbadać rozlegle tereny Kalifornii pod kątem istnienia w nich podziemnych tuneli i budowli. Początkowo efekty były mizerne, jednak to na co natknęli się badacze po trzech latach poszukiwań przerosło ich oczekiwania - pod górą Mt. Shasta natknęli się oni na przeszło 260 km idealnie wykonanych w skale tuneli. Najbardziej zaskoczyła ich idealna gładkość ścian, pokrytych jakby stopionym szkliwem. Wszystko wskazywało jednoznacznie na to, ze tunele te zostały wykonane metoda topienia skal a nie ich wykuwania! To tez tłumaczyło, gdzie podziały cale setki ton gruzu i ziemi, jakie z pewnością musiały by być gdzieś wydobywane z wykuwanych tuneli. Najprawdopodobniej owe 260 km na jakie natknęli się badacze były tylko skromną częścią o wiele rozleglejszej sieci, która jednak została z czasem zniszczona przez tamtejsze trzęsienia Ziemi i obruszenia się skal.
Radość z odkrycia nie trwała jednak długo. Pomimo bowiem tak spektakularnych efektów poszukiwań cały zespól Instytutu został odsunięty od badań a teren wokół góry Mt.Shasta szczelnie zamknięty. Pretekstem było rzekome budowanie w tunelach podziemnej bazy dla armii Stanów Zjednoczonych. Przez pewien czas dostęp do Mt.Shasta był całkowicie zabroniony osobom nieupoważnionym, stan ten zmienił się dopiero po kilku latach, kiedy społeczeństwo o całej sprawie już zapomniało. Co ciekawe, ci którzy nadal próbowali czegoś się dowiedzieć na temat "szklanych tuneli" byli dalej hamowani i odsyłani z kwitkiem. Powód - trwający po dziś dzień w tamtych okolicach, rządowy projekt o dość dziwnej nazwie "Polodowcowych przestrzeni pod skorupą ziemską". Nie wiadomo wiec co znajdowało się dokładniej pod górą Mt.Shasta ani tez jakie prace przeprowadza się tam obecnie - wyniki tych ustaleń i prac ciągle są okryte klauzula tajemnicy. Jedyne czego można być pewnym to to, ze tunele faktycznie istnieją. Co zatem z tajemniczym, podziemnym światem o którym wspominała przygoda Białego Konia? Może faktycznie istnieje (i to jest przyczyną trzymania w tajemnicy wyników badań pod Mt.Shasta) a może jego istnienie nigdy nie miało miejsca. Jak jednak mówią dalej w swoich przekazach Szoszoni i co rzekomo zostało im przekazane przez tzw. Wodza Światła, który miał do nich przybyć "Z podziemi gór znajdujących się w Tybecie": - "Przyjdzie dzień, w którym narodzą się mgły i sztormy. Nagie góry pokryją się lasem, a Ziemia się zatrzęsie. Największe i najpiękniejsze miasta strawi ogień. Ojciec powstanie przeciw synowi, a matka przeciw córce. I przyjdzie zniszczenie na ciało i duszę. Wtedy ja wyślę ludzi jeszcze nie znanych, którzy wyrwą chwast szaleństwa. Ziemia zostanie oczyszczona śmiercią narodów, a wtedy lud podziemi wyjdzie z jaskiń ku Słońcu...".
Pomijając już w tym przekazie sama treść, wskazująca tak jak u wielu innych religii na nadejście nieuchronnego Końca Świata, zastanawia w tej całej historii kilka innych rzeczy. Po pierwsze, że wiara w istnienie podziemnych tuneli łączących rożne rejony świata nie jest domeną tylko i wyłącznie ludów pierwotnych Ameryki Północnej. Takie same informacje możemy również znaleźć wśród wielu ludów Am. Południowej, ostatnio zaś dość głośna stała się sprawa powiązania Wyspy Wielkanocnej z Indiami - wg wierzeń dawnych mieszkańców wyspy, miała być ona połączona z kontynentem azjatyckim podziemnym korytarzem, umożliwiającym mieszkańcom obu miejsc wzajemne przechodzenie do swoich krajów. Brzmi absurdalnie, jak jednak wytłumaczyć niedawno odkryte na Wyspie Wielkanocnej cale szeregi powiązań z hinduizmem, począwszy od pewnych podobieństw językowych, aż po niektóre tematy zdobnicze stosowane przy rzeźbach i budowlach? Kolejna sprawa jest również wzmianka Szoszonów o Wodzu Światła który miał do nich przybyć "Z podziemi gór znajdujących się w Tybecie". Każdy kto interesuje się dokładniej tematem zaginionej cywilizacji, która egzystowała na Ziemi jeszcze przed czasem potopu, z pewnością słyszał o tybetańskim ‘podziemnym mieście’ - Agartha. Wg starożytnych przekazów miało to być jedno z wielu miejsc (po m.in. Wielkiej Piramidzie) w których została złożona i uchroniona przed zniszczeniem wiedza i spuścizna wspomnianej przedpotopowej cywilizacji. Być może wiec Agartha jest właśnie częścią lub tez tym samym podziemnym miastem, skąd przybył na kontynent amerykański Wódz Światła.
Dziwne przekazy na temat podziemnych konstrukcji czy wręcz całych światów lub społeczności egzystujących pod powierzchnią naszej planety nie są jednak, jak się okazuje specjalnością kultur starożytnych. Oto bowiem tego typu relacje spotkać możemy również w czasach nam jak najbardziej współczesnych! Oto bowiem historia, która wydarzyła się w 1986 roku w angielskim miasteczku Showbury. Pięcioletni wówczas Brani Stone bawił się na podwórku pod okiem swej matki, jednak wystarczyło zaledwie kilka minut aby kobieta stwierdziła, że chłopczyk gdzieś przepadł. Czas ten nie pozwalał jednak na to aby malec oddalił się na dużą odległość, tym większe wiec było zaskoczenie wszystkich biorących udział w poszukiwaniach, kiedy okazało się ze Brian naprawdę przepadł jak kamień w wodę. Poszukiwania trwały trzy dni, i brały w nich udział nie tylko oddziały miejscowej policji ale również znaczna większość mieszkańców miasteczka. Po tychże trzech dniach Brani jednak się raptem odnalazł - znaleziono go przed własnym domem, całego i zdrowego, chociaż bardzo zmęczonego. Największą jednak sensacje wywołało to o czym opowiedział. Cala przygoda zaczęła się od tego, iż Brian postanowił udać się do pobliskiego zagajnika, rosnącego tuz koło domu jego matki. Idąc wśród drzew natknął się jednak na "dziurę w ziemi", do której po krótkiej chwili zdecydował się wcisnąć. Wewnątrz trafił na wąski ale długi korytarz, który zaprowadził go do ciasnego wyjścia zlokalizowanego w "bardzo zielonym miejscu". Wg słów Briana w miejscu tym nie świeciło żadne Słońce, niebo było ciemnozielone, natomiast ziemia nieco jaśniejsza, przypominająca kolor khaki (Brian wskazał ten kolor po podsunięciu mu próbek). Panował tam również, jak on to określił "niezupełny wieczór". Co ciekawe chłopiec upierał się też, iż w owym dziwnym miejscu zauważył "śmieszne, małe zwierzątko", kicające na tylnych łapach podczas gdy przednimi, o wiele krótszymi "wymachiwało na boki" jak dziecko udające ptaka. Całe zwierzątko było pokryte zielonym futrem z pomarańczowymi plamkami. W chwile później pojawiło się obok chłopca troje ludzi - kobieta i dwóch mężczyzn. Oni również mieli zieloną skórę, a do tego ciemnobrązowe włosy. Koloru ich oczu Brian nie potrafił określić, powiedział jednak ze ich ubrania "mocno błyszczały". W pewnej chwili jeden z mężczyzn wyciągnął z torby cos w rodzaju jakiegoś aparatu, przytknął go do ramienia chłopca i to była ostatnia rzecz która Brian zapamiętał. Ocknął się dopiero przed swoim domem, otoczony przez poszukujących go dorosłych. Rzecz jasna cala te opowieść również można potraktować jedynie jako wymysł, fantazje, ewentualnie sen młodego Briana. Nie udało się jednak ustalić gdzie Brian spędził faktycznie owe trzy dni. Próbowano tez badać go pod katem zażycia jakiegoś narkotyku, względnie podania go Brianowi przez inna osobę, ale i te wyniki nie wykazały niczego takiego.
Czyżby wiec Brian mówił prawdę, jednakże ze względu na swój młody wiek sam nie potrafił swego przeżycia "ubrać" w bardziej wiarygodne słowa? Całkiem możliwe, tym bardziej że o podlonym przypadku, aczkolwiek jakby z odwróconymi rolami, czytamy w angielskiej kronice z 1200 roku. Autorami dwóch wzmianek, dotyczących tej samej historii z 1154 są William z Newburgh jak również opat Ralph z Coggoshall. Tamtego roku, w maleńkiej wiosce o nazwie Woolpit w hrabstwie Suffolk, akurat trwały żniwa. Kiedy chłopi zbierali zboże ze swoich pól, raptem dostrzegli dwoje małych dzieci wyczołgujących się z pobliskich zarośli, byli to chłopczyk i dziewczynka. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że oboje mieli zielona skórę oraz ubrani byli w dziwacznie skrojone, na pewno nie pasujące do okolic Suffolk, szaty. Kiedy zostały dostrzeżone przez rolników podniosły się z ziemi i zaczęły "jak obłąkane biegać po polu, dopóki żniwiarze nie schwytali ich i nie zaprowadzili do wsi, gdzie zebrał się wszystek lud, by przyjrzeć się cudowi". Jak dalej podaje opat Ralph "Nikt nie rozumiał ich mowy, Gdy prowadzono je do domu rycerza sir Richarda de Colne w Wikes, rozpaczliwie płakały. Podawano im jedzenie lecz nie tknęły niczego. Dopiero gdy przyniesiono zieloną fasole z łodygami, rzuciły się na nią. Otwierały łodygi - nie strąki - i nie znalazłszy ziaren - znów płakaly. Dopiero obecni pokazali im, jak znaleźć fasole, która zjadły ze smakiem". Zielona para do końca swoich dni żywiła się w zasadzie tylko fasolą. Chłopiec nie żył długo, zmarł po kilku miesiącach od znalezienia go na polu. Przez ten cały czas sprawiał wrażenie zasmuconego i ciągle zmęczonego. Jednakże dla odmiany, dziewczynka z zieloną skórą bardzo dobrze czuła się w nowym świecie i nie miała większych problemów z przystosowaniem się do naszych warunków. Nauczyła się nawet jeść nasze potrawy, a do tego jej zielony kolor na skórze jakby nieco zbladł. Zdecydowano wiec o tym, aby dziewczynę ochrzcić po czym została ona już na stale w zamku sir Richarda. Nie była jednak taka jak inne dziewczyny w jej wieku - wg przekazów opata Ralpha "była rozwiązła i bezwstydna w swoim zachowaniu". Pomimo to jakiś czas później zdecydowano wydąć ja za mąż za mężczyznę z pobliskiego Kings Lynn. Najwięcej udało się dowiedzieć od dziewczyny dopiero po tym, jak nauczyła się miejscowej mowy. Zapytana o kraj z którego pochodzi odpowiadała ze jej świat jest "cały zielony, nie świeci tam żadne Słońce i ciągle panuje półmrok, a wszyscy ludzie - tak jak ona - posiadają zielona skórę". Pytana o to w jaki sposób dostała się ze swojego świata do naszego, wyjaśniła, iż któregoś dnia pilnowała wraz z bratem stada swoich zwierząt (niestety kroniki nie podają cóż to były za zwierzęta i jak wyglądały). W pewnej chwili oboje usłyszeli, nieznany im wcześniej, dźwięk dzwonu, dochodzący z niewielkiej jaskini. Wraz z bratem weszli do niej i po przejściu długim korytarzem wydostali się na powierzchnie w naszym świecie. W jednej chwili jednak jasno święcące Słońce i upal całkowicie ich zaskoczyły, po krótkiej chwili oboje zemdleli. Kiedy po jakimś czasie ocknęli się, ze strachem zaczęli szukać wejścia do tunelu aby wrócić do domu, jednak wówczas zostali zauważeni przez "białoskórych" rolników na polu.
Wszystkie te opowieści skłoniły poszukiwaczy do tego, aby spróbować odnaleźć tajemnicze wejście prowadzące do tuneli i zielonych światów. Niestety pomimo solidnych poszukiwań do dzisiaj nie udało się go zlokalizować. To samo dotyczy "dziury w ziemi" do której w 1987 roku wszedł Brian Stone. Jednak może zastanowić fakt, ze kiedy zerkniemy na mapę Anglii, to okaże się, że Woolpit wspomniane w kronikach i Showbury w którym mieszkał Brian dzieli bardzo mała odległość. Może wiec istotnie w tamtej okolicy znajduje się wejście do podziemnych tuneli, bez względu już na to czy historie o "zielonym świecie" są prawda czy fikcją. Zastanawia tez fakt, ze hipotetyczni mieszkańcy "zielonego świata" którzy spotkali się z Brianem, zdecydowali się odstawić go na swoje miejsce, zatem oni również muszą zdawać sobie sprawę z możliwości przejścia z ich świata do naszego. Kiedy wiec głębiej nad tym pomyślimy i przypomnimy sobie o przekazach starożytnych Indian, o odkryciach w Kalifornii i pod górą Mt.Shasta, o opowieściach z czasów nam współczesnych jak i o tych które możemy przeczytać dzięki średniowiecznym skrybom, musimy dojść do wniosku, że opowieści te są w znacznej mierze prawdziwe. Pozostaje więc mieć nadzieje, że ktoś kiedyś zdecyduje się zbadać to zagadnienie bez lęku przed uznaniem go za wariata, bądź tez bez uczynienia z całego tematu kolejnej tajemnicy, jaka dołączy do zbioru tych, którym ludzkość stawia czoło od niepamiętnych czasów....
Bibliografia:
1. Mieszkańcy podziemnego świata, Krystian Zielba
2. Zielony człowiek, zielona krowa..., Katarzyna Wysocka

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: chanell » 26 stycznia 2011, 00:25

Państwo podziemia - część pierwsza

Obrazy krainy zmarłych, to jeden z licznych wspólnych mianowników w mitologiach starożytnego świata. Zadziwiające są podobieństwa w mitologiach ludów żyjących w izolacji geograficznej. Czy to przypadek?

W poprzednim artykule przedstawiałem mity opisujące globalny potop. W niniejszym artykule zajmę się, szeroko występującym w mitologiach, motywem państwa podziemia.

W wierzeniach starożytnych ludów bardzo często obok podziału historii świata na kolejno następujące po sobie cykliczne epoki, pojawia się także podział przestrzenny, który stanowi istotny składnik myśli starożytnych. Strony świata dzielono na cztery lub na pięć części z centralnym punktem środka. Z poszczególnymi regionami łączyły się określone bóstwa, nazwy, barwy, ciała niebieskie a nawet zwierzęta (zaciekawiło mnie użycie dokładnie tych samych kolorów przy podziale świata na części, aczkolwiek przypisując im inne strony, w zupełnie obcych sobie kulturach starożytnych Chin i Azteków ). W starożytnej wizji świata oprócz poziomego podziału występował również podział pionowy. Różnie wyglądało to u różnych kultur, jednak najczęściej świat dzielił się na sferyczne niebo (składające się z kilku poziomów), ziemię oraz świat podziemny.

Świat podziemny najczęściej był utożsamiany z krainą zmarłych lub lokalizowano ją w jednej z części podziemnego świata, który podobnie jak niebo dzielono na kilka poziomów. W Mezopotamii poniżej ziemi i jej wód znajdowała się druga przestrzeń kosmiczna zwana „wielką krainą w dole”. W tej krainie Sumerowie umieścili swoja krainę zmarłych.

Przestrzeń podziemna nosiła nazwę Kur, dosłownie „obca kraina”. Była to siedziba potężnych złych mocy, które w mitologii personifikował potwór Kur. Ten sam potwór uprowadził do swojego królestwa boginię Ereszkigal, która już na zawsze została w podziemnej krainie, władając nią u boku swego męża Nergala. Do podziemi prowadził specjalny otwór. Następnie w towarzystwie przewoźnika należało przebyć rzekę „pożerającą człowieka” (najprawdopodobniej pierwowzór późniejszego Styksu i Charona ) Kur składało się z siedmiu okręgów a do każdego wejścia bronił mityczny mur. W centrum stał zamek z lazurytu- siedziba bogini Ereszkigal. Najważniejsze wyroki wydawał trybunał sędziowski, w skład którego wchodził m.in legendarny sumeryjski władca i bohater Gilgamesz. Poza siedmioma bogami wchodzącymi w skład trybunału, rolę sędziego pełnił również sumeryjski bóg słońca Utu, schodząc do podziemi po codziennej wędrówce po niebie (podobną podróż odbywał także egipski bóg słońca Re). Pobyt w Kur dla boskich mieszkańców niebios był karą za złamanie praw.

W Indiach także świat podziemia dzielono na siedem regionów przeznaczonych dla węży i różnych demonów.Pod podziemiami lokalizując siedem piekieł wybrukowanych twardymi
kamieniami, wyłożonych wrzącym piaskiem i mułem. W piekłach żyło piętnaście klas najniższych bóstw trudniących się męczeniem grzeszników. Na różny sposób, jedne niszczą nerwy swych ofiar, inne odrywają kości od ciała, torturują przeszywając włóczniami lub strzałami ciała swych ofiar, przypiekają papryką otwarte rany . Na poziomie piekieł znajduje się również wspomniane podziemie zamieszkałe przez Nagow, bóstwa wężowe, antagoniści słońca, pilnie strzegący podziemnych skarbów.

Ozyrys z egipskiego panteonu bóstw, pierwotnie utożsamiany z rocznym cyklem wegetacyjnym był bóstwem przyrody. Dopiero po swej śmierci i powtórnym przywróceniu do życia za sprawą swej żony Izydy, postanowił objąć rządy nad zmarłymi w krainie podziemia. Od tej chwili Ozyrys był bokiem umarłych i sędzią w zaświatach. Zgodnie z egipskimi przekazami do Państwa Umarłych dostać można się było jedną z dwóch dróg. Pierwsza prowadziła wodą a druga ziemią a obie oddzielone od siebie jeziorem ognistym. Niezależnie od obranej drogi, każdą chroniły straszliwe potwory i węże. Aby uniknąć zagłady, należało znać odpowiednie zaklęcia, dzięki którym zmarły mógł podążać dalej. Kraina podziemia podzielona była na okręgi, do których wiodły bramy i gdzie znajdowały się kanały, jaskinie i pagórki strzeżone przez demony i pomniejsze bóstwa.
Według wyobrażeń Azteków świat podziemny również był podzielony na części, tym razem na dziewięć regionów podziemnych, także mających układ piętrowy. Nad Maictlanem
światem zmarłych panował bóg Mictlantecuhtli wraz ze swoja małżonką. Do Mictlan trafiali ludzie niczym nie wyróżniający się za życia, zanim tam jednak dotarli, musieli po drodze pokonać niezwykłe i bardzo ciężkie przeszkody (niebezpieczne węże, jaszczury, wiatry itp.). Aby uchronić zmarłych od złych przygód w zaświatach, dawano im różne przedmioty, które miały zapewnić bezpieczną drogę do Mictlanu.

Jednak najbardziej zachwycającą i porywającą z ogromnego spektrum starożytnych mitologii odnoszących się do podziemnego świata, jest niewątpliwie historia wywodząca się z dalekiego wschodu, opowiadająca o mitycznym państwie podziemia Aghatra, rozciągającym się pod kontynentem azjatyckim. To co m.in. wyróżnia historię Aghary od przytoczonych wcześniej mitów, to jej współczesność. Legenda o Agharcie jest ciągle żywa w kulturze dalekiego wschodu, z tym samym przekonaniem co tysiące lat wcześniej opowiadana jest w kręgach tybetańskich lamów.

Źródło: Mitologie Świata- Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe


Agharta Państwo Podziemia - część druga

Czy rozliczne systemy podziemnych tuneli zamieszkuje starożytna cywilizacja, która przed tysiącami lat miała uciec pod powierzchnie i założyć nowe państwo wolne od jakichkolwiek przejawów zła?


Zgodnie z buddyjskimi przekazami historia podziemnego państwa sięga 60 tysięcy lat, kiedy to pewna cywilizacja wcześniej zamieszkująca ziemię, pod przewodnictwem jednego
świętego człowieka zeszła do podziemia, by nigdy już nie wyjść na powierzchnię. Państwo Agharty
rozciąga się wzdłuż wszystkich szerokości geograficznych, kompleks sztucznych i naturalnych tuneli zgodnie z wierzeniami, przecina cały glob łącząc ogromne miasta. Stolicą podziemnego państwa jest Shambala, otoczona miastami zamieszkałymi przez wysokich kapłanów.

Według tradycji Shambala ma się znajdować gdzieś w Tybecie i jeśli wierzyć licznym przekazom lamów, tajemnicze wejście do niej zlokalizowane jest gdzieś w okolicy góry Kajlas. Święta góra wyznawców hinduizmu i lamaizmu leży w najwyższym paśmie górskim o tej samej nazwie. Kajlas dosłownie Śnieżny Brylant w wierzeniach buddystów jest bogiem Siwą pogrążonym w medytacji. Mistyczna góra o kształcie piramidy ma być kosmicznym centrum wszechświata, dlatego miejscowi nie wchodzą na jej szczyt.

Według tradycji mieszkańcami Agharty mają być ludzie niezwykle oświeceni, uczeni. Posiadając różne stopnie magiczne, nieustannie zgłębiają swoja wiedzę i pracują nad swoim rozwojem duchowym. W legendach Agharta jest wielkim centrum inicjacji i wtajemniczeń, a jednym z jej największych skarbów jest biblioteka świętych tekstów, w zależności od przekazów formy w jakich zapisany jest dorobek całej cywilizacji są różne.

Śledząc historie tajemniczej Agharty natrafiłem na wzmiankę, zgodnie z którą archiwum ludzkości ukryte w podziemnym królestwie zapisane jest nieznanym ludziom języku: wattan. Jeśli wierzyć przekazom, wielu lamów wyższych stopniem, niejednokrotnie odwiedzało Aghartę.
Właśnie dzięki kontaktom z podziemnym światem Hindusi mają zawdzięczać swoja imponującą wiedzę duchową, sztukę jogi i wiele innych. Wszystko w historii ezoterycznej Agharty wydaję się niezwykłe i niewyobrażalne. Nie inaczej jest z przekazami, zgodnie z którymi krainę tę odwiedzać mieli wielcy myśliciele, których późniejsze życie odcisnęło znaczące piętno na losach całej ludzkości. Wymienia się tu m.in. Buddę oraz Jezusa, który miał tam spędzić swoja młodość, o której milczy Biblia.
Lud zamieszkujący państwo podziemia bacznie obserwuje to co dzieje się na powierzchni. System podziemnych tuneli (na ślad, których trafiano wielokrotnie w różnych zakątkach globu, a relację z tych odkryć przedstawię przy okazji kolejnego artykułu) oraz ogromnych podziemnych miast łączy wszystkie strony świata. Jednak mieszkańcy Agharty nie ingerują w życie zewnętrznego świata, zgodnie z legendą raz na jakiś czas, gdy naprawdę potrzebuje ich ludzkość, wysyłają na powierzchnię tzw. Bożych Wysłańców.

W podziemnym świecie Agharty nie brakuje tajemniczych postaci, prócz mitycznej cywilizacji która przed tysiącami lat miała uciec do podziemi i założyć nowe państwo wolne od jakichkolwiek przejawów zła. Tybetańscy lamowie jakby tego było mało, opowiadają o innych niezwykłych ludziach i nie tylko, którzy przebywają w tajemnych jaskiniach. W himalajskich jaskiniach w stanie głębokiej medytacji zwanej Jada-Samadhi w całkowitej izolacji od bodźców zewnętrznych, przebywać mają niezwykłe istoty, niektóre z nich pogrążone w tym stanie od kilkudziesięciu tysięcy lat.

Spokój tym niezwykłym istotą zapewniają opiekunowie, przydzielani w wieloletniej tradycji dziedziczonej z ojca na syna. Uśpione w stanie Samadhi niezwykłe istoty mają zapewnić ciągłość swojego gatunku i ogromnej wiedzy. Historia ta przestaje już być tak niezwykła, gdy rzuci się okiem na odkrycia tzw. zakazanej archeologii, powszechnie odrzucane przez skostniałe środowiska archeologiczne. Niezwykłe znaleziska w postaci zmumifikowanych zwłok karłowatych istot po przeszło trzymetrowe okazy, bardzo często towarzyszą wspomnianym wyżej odkryciom dziwnych systemów sztucznych jaskiń w różnych częściach świata.

Najbardziej enigmatyczna postacią Agharty jest niewątpliwie największy i najpotężniejszy człowiek o najwyższej wiedzy tzw. Władca Świata, czyli Wielki Nieznany lub Brahytma. Władca świata ma bezpośredni kontakt z Bogiem, panuje nad wszystkimi siłami wszechświata, czyta w duszach ludzi i zna ich losy. Ma dwóch pomocników. Mahytma, który zna cel przyszłych wypadków oraz Mahynga, kierującego przyczynami tych wypadków. Brahytma co jakiś czas łączy się niewidzialnymi więzami z duszami ludzi, którzy mają wpływ na losy i życie całej ludzkości, poznając ich myśli i zamiary.
Wizja świata podziemnego z mitologicznych przekazów omówionych w poprzedniej części, niewątpliwie różni się, od wyobrażeń wywodzących się z Dalekiego Wschodu, a dotyczących legendarnego państwa Agharta. Nie jest to kraina zmarłych czy miejsce, do którego, odsyła się za karę bogów, którzy złamali odwieczne prawa. Mroczny świat podziemia o zdecydowanie pejoratywnym wydźwięku i charakterze, w kulturze Dalekiego Wschodu przedstawiony jest jako niezwykły kraj zamieszkały przez starożytny lud, który czas spędza na pogłębianiu wiedzy w różnych dziedzinach życia oraz doskonaleniu się w duchowym rozwoju całkowicie wyzbywając się zła. Do Shambali nie trafia się za karę.

Droga do Shambali dotyka niejako dwóch wymiarów. Z jednej strony jest to droga, którą znają nieliczni wtajemniczeni, i która prowadzi do legendarnej stolicy państwa podziemia. Wiele osobistości ze świata nauki i wielu wybitnych podróżników szukało wejścia do tajemniczych tuneli, prowadzących do zapomnianego świata podziemia. Miedzy innymi rosyjski podróżnik i badacz Azji Centralnej Mikołaj Michajłowicz Przewalski (1839-1888), francuski dyplomata i pisarz Louis Jacquliere, malarz, pisarz i podróżnik Mikołaj Konstantynowicz Roerich (1874-1947) i jego syn
Jurij - orientalista i filozof, a także na rozkaz samego Adolfa Hitlera - SS-Standertenfuhrer Schaeffer - członek kierownictwa hitlerowskiego Instytutu Badań Historii i Ducha. Mamy także swój polski akcent w osobie geologa, pisarza i podróżnika Ferdynanda Antoniego
Ossendowskiego, który w ucieczce przed bolszewicką armią poprzez Syberią i Mongolię, wielokrotnie spotykał się z historiami opowiadającymi o legendarnej krainie i tajemniczym Władcy Podziemia.

Druga droga do Shambali wiedzie przez mistyczno-duchowy wymiar, a sama Shambala to ideał, który prowadzi na ścieżkę wiodącą ku oświeceniu. Nauki Shambali opierają się na założeniu, że egzystuje w nas podstawowa ludzka mądrość, przy pomocy której można rozwiązać problemy świata. Mądrość ta nie jest własnością żadnej kultury ani religii. Aby dostać się do Shambali, należy wkroczyć na świętą ścieżkę wojownika, postępować według najwyższych nakazów moralnych, w pokoju i harmonii o bardzo czystej karmie.

Źródło: Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt Ferdynand Ossendowski
Mitologie Świata, Wydawnictwa Artystyczne i Filmow
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pans ... 24758.html
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/agha ... --1-d.html
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: janusz » 26 stycznia 2011, 00:26

Podczas lata w 1998 roku, badacze podziemnych jaskiń, stosując specjalistyczny sprzęt, byli w stanie potwierdzić istnienie połączonych systemów jaskiń o długości ok. 15 mil, które znajdują się w Północnej Walii. Kilka lat temu pewien naukowiec, Frank D. Adams, opublikował wyniki jego naukowych badań i eksperymentów, które mogą udowodnić, że olbrzymie systemy podziemnych tuneli znajdują się w granitowych głębiach ok. 11 mil, wnioski poparł również Louis V. King, matematyk, który obliczył, że w normalnych temperaturach, jaskinie występowałyby między 17.2 i 20.9 milami głębokości.
Dr. Ron Anjard w swym artykule z lata, 1978 roku, opublikowanym w Pursuit Magazine, stwierdza osobistą znajomość 44 podziemnych miast pod powierzchnią Ameryki Północnej, sześć z nich jest przypuszczalnie umieszczonych na Zachodnim Wybrzeżu. Jego informacje pochodzą rzekomo z anonimowych źródeł od amerykańskich Indian. Odwołując się do niezliczonych legend migracji (do i od jaskinnych królestw), które panują między ojczystymi Indianami, możemy wywnioskować, że pewne plemiona prawdopodobnie nadal posiadają dokładną wiedzę o podziemnych cywilizacjach spokrewnionych z nimi przez dalekie rodowe więzy. Kilku starszych przedstawicieli plemion twierdzi, że faktycznie utrzymują kontakty z kilkoma podziemnymi cywilizacjami. Istnieje kilka wskazówek, że niektóre plemiona dosłownie przeniosły się do świata podziemnego w wyniku wkroczenia na ich tereny cywilizacji anglosaskich. Podobne podejrzenia odnoszą się do Ameryki Południowej i Środkowej.

W wywiadzie z ocalonymi z eksplozji kopalni w grudniu, 1945 roku, znanej jako "Katastrofa kopalni Belva", opublikowanym w grudniu, 1981 roku, ujawniono, że kilku z uwięzionych pod ziemią mężczyzn widziało "drzwi" na jednej ze ścian oraz człowieka ubranego jak "drwal", wyłaniającego się z dobrze oświetlonego pokoju!. Po zabezpieczeniu mężczyzn i upewnieniu się, że zostaną wyratowani, dziwny gość wrócił do pokoju i zamknął drzwi. Te "drwalo-podobne" istoty były również opisywane przez górników z innych części kraju i świata. Stwarza to niemałe zakłopotanie, czy są to fizyczne, czy też parapsychiczne byty.

Nieco podobne wydarzenia rzekomo miały miejsce kilka lat temu blisko Shipton, Pensylwania. Z trzech ofiar tej szczególnej katastrofy kopalni, tylko dwie osoby zostały wyratowane. W tym przypadku uratowani opisywali podobne spotkanie z dziwnym "człowiekiem", który wszedł do jaskini i podarował światło uwięzionym górnikom twierdząc, że zostaną wyratowani. Górnicy nie byli pewni, czy mają do czynienia z człowiekiem, czy z nadprzyrodzoną istotą. Niebieskawe światło, które oświetlało pokój, jak twierdzili, było prawdziwe. Jednak inne holograficzne wizje, które pojawiły się na ścianach, dotknięte przez ich dłonie albo znikały, albo pojawiały się na litej skale po drugiej stronie.

R.L.Blain-Sanders, w artykule zatytułowanym "Tunele i jaskinie pod Nowym Jorkiem", opisywał znajomość dużych trójkątnych systemów tuneli, wykorzystywanych przez masonów, głęboko pod Nowym Jorkiem. Czy miało to jakiś związek z innymi pogłoskami o istnieniu wielkich obszarów pod Manhatanem? Przykładowo, w 1962 roku, Con Edison, wiercąc próbną dziurę w północnej części East River Park (Nowy Jork), przedarł się do pustej przestrzeni ok. 200 stóp pod powierzchnią ziemi. Ponadto są podejrzenia, że kościół św. Jana w Nowym Jorku, został zbudowany nad starożytnymi tunelami, prowadzącymi do miasta w kształcie wielkiej kopuły, które opuścili przedpotopowi Atlanci. Poza tym są opisy tysięcy ludzi, którzy w tajemniczych okolicznościach zniknęli nagle z powierzchni ziemi dookoła Nowego Jorku.

Raymond Bond, w artykule zatytułowanym "Podziemne spodki - globalna sieć baz UFO", który ukazał się w "Saga`s UFO Annual 1980 (Brooklyn, N.Y.), opisuje jaskinie w środku góry Sombrero w Meksyku, z której dobiegają dźwięki przypominające "generator hydroelektryczny". Opisuje również mieszkańców góry Kilimanjaro, najwyższego szczytu w Afryce.

Malcolm W.Browne, w swoim artykule "Underground Tunnels Threaten Town in Hungary`s Wine Country", opowiada o ponad 60 milowych, starożytnych tunelach nieznanego pochodzenia i przeznaczenia, które odkryto pod miastem Eger (Węgry), i których część się zapadło. Cywilizacja, która podjęła się budowy tuneli, musiała mieć znacząco posuniętą naprzód inżynierię i wiedzę, by stworzyć takie podziemne systemy. Tylko ku czemu je budowano?

Karl Brugger, w swojej "Kronice Akakoru" (Boohi Tree Books., Delacorte Press., N.Y., 230 pp), umieścił historię, jaką usłyszał od pewnego wodza plemienia Ugha Mongulala, którego przodkowie byli rzekomo częścią ogromnego imperium obejmującego w starożytnych czasach całą Amerykę Południową. Kilku tych starożytnych ludzi, jak twierdził wódz, opuściło planetę w statkach powietrznych, by zbadać inne części Układu Słonecznego, zostawiając ogromne podziemne miasta pod Andami i zachodnią Brazylią. W 1971 roku, z powodu ciągłej kolonizacji białych osadników i najeźdźców na ich tereny, 30 tysięcy ocalonych Ugha Mongulala ponoć uciekło do tych starożytnych systemów tuneli i miast, składających się z trzynastu oddzielnych podziemnych kompleksów, które połączone były tymi właśnie tunelami.

Michael Burke, w swoim artykule "Green Thing Sparks Rumours" (The Valley News Dispatch, New Kensington, Tarentum and Vandergrift, PA., Mar. 5, 1981 issue) opisuje małe stworzenie przypuszczalnie "pół-humanoid, pół-dinozaur", którego ujrzano w kanale ściekowym w New Kensington. Grupa dzieci goniła małe stworzenie, jeden z nich nawet je chwycił, ale kreatura zaczęła piszczeć i wydawać skrzeczące dźwięki i wtedy wyślizgnęła się z rąk uciekając z powrotem do tunelu ściekowego. To wydarzenie miało miejsce kilka mil na zachód od Dixonville, PA., gdzie w 1944 roku kilku górników zostało zabitych, podobno w wyniku spotkania z "obcymi stworzeniami" w jednej sztolni. Jakiś związek?

Saga Magazine`s UFO Annual [980, p4], z nagłówkiem "Marsjańska Jaskinia", opisuje dziwaczne spotkanie z podziemnymi stworzeniami, które wydawały się być złożone z pewnych "roboto-podobnych" form i rzekomo wykonywały "misje zwiadowcze" przybywając od podziemnych cywilizacji. Opisy obejmują tunele blisko Xucurus, Argentyna(?), jakieś 90 mil od Buenos Aires. Tunel odkrył pewien rolnik, Gerard Cordeire, składał się z dziesięciu połączonych korytarzy, a na ścianach widniały dziwne inskrypcje. Ponoć widywano tam "mężczyzn wysokich na dziesięć stóp, zielonych, z antenami na ich głowach i kwadratowymi nogami", którzy zgodnie z setkami naocznych świadków, przypominali ogromne "przenośne radiostacje".

Dr. Earlyne Chaney, w artykule pod tytułem "Odyssey Into Egypt", pisze o odkryciu jej i naukowca, Billa Cox, dokonanym w Egipcie. Tam właśnie natknęli się na dwa tunele, z których żaden nie został w pełni zbadany. Jeden znajdował się w świątyni Edfu między Luksorem, a Kairem w ruinach El Tuna Gabel; drugi w Kairze niedaleko Memphis-Saqqarah, w grobowcu Byka, nazywanego "Serapium". Egipski rząd zaplombował dwa tunele z obawy pewnych archeologów, którzy utrzymywali, że "prowadzą zbyt głęboko w dół ziemi", gdzie badacze mogą zabłądzić. Tunele w pewnym momencie rozwidlają się i wchodzą gdzieś głęboko w dół.

Jeżeli takie labirynty naprawdę istnieją, mogą one wyjaśniać pewną historię, która utrzymuje, że mężczyźni, ubrani jak "starożytni Egipcjanie", byli widywani głęboko w niezbadanych tunelach blisko Kairu. Chodzą również pogłoski, że pod piaskami Egiptu znajdują się ogromne podziemne bazy wojskowe. Można to też odnieść do podziemnego społeczeństwa, czy pewnych ludzi z "Imperium Feniksa" i/lub "Ludzie Gizeh" (?)

Artykuł, który ukazał się w "Washington Star-News" w roku 1973, mówi o odkryciu sieci starożytnych, sztucznych tuneli podczas budowy parkingu w Crofton, Maryland. Niestety dalsze budowy przykryły wejścia tunelu zanim jego system został zupełnie zbadany.

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: chanell » 26 stycznia 2011, 00:29

Witaj Janusz :P
Czy nie kojarzy ci się to z naszym duchem kopalni" Skarbnikiem ???
Cytat:
Nieco podobne wydarzenia rzekomo miały miejsce kilka lat temu blisko Shipton, Pensylwania. Z trzech ofiar tej szczególnej katastrofy kopalni, tylko dwie osoby zostały wyratowane. W tym przypadku uratowani opisywali podobne spotkanie z dziwnym "człowiekiem", który wszedł do jaskini i podarował światło uwięzionym górnikom twierdząc, że zostaną wyratowani. Górnicy nie byli pewni, czy mają do czynienia z człowiekiem, czy z nadprzyrodzoną istotą. Niebieskawe światło, które oświetlało pokój, jak twierdzili, było prawdziwe. Jednak inne holograficzne wizje, które pojawiły się na ścianach, dotknięte przez ich dłonie albo znikały, albo pojawiały się na litej skale po drugiej stronie.

Z kolei ten fragment kojarzy mi się z książką " Zaginiony Symbol "
Cytat:
R.L.Blain-Sanders, w artykule zatytułowanym "Tunele i jaskinie pod Nowym Jorkiem", opisywał znajomość dużych trójkątnych systemów tuneli, wykorzystywanych przez masonów, głęboko pod Nowym Jorkiem. Czy miało to jakiś związek z innymi pogłoskami o istnieniu wielkich obszarów pod Manhatanem? Przykładowo, w 1962 roku, Con Edison, wiercąc próbną dziurę w północnej części East River Park (Nowy Jork), przedarł się do pustej przestrzeni ok. 200 stóp pod powierzchnią ziemi. Ponadto są podejrzenia, że kościół św. Jana w Nowym Jorku, został zbudowany nad starożytnymi tunelami, prowadzącymi do miasta w kształcie wielkiej kopuły, które opuścili przedpotopowi Atlanci. Poza tym są opisy tysięcy ludzi, którzy w tajemniczych okolicznościach zniknęli nagle z powierzchni ziemi dookoła Nowego Jorku
Czy to nie jest opis Annunaki
Cytat:
Michael Burke, w swoim artykule "Green Thing Sparks Rumours" (The Valley News Dispatch, New Kensington, Tarentum and Vandergrift, PA., Mar. 5, 1981 issue) opisuje małe stworzenie przypuszczalnie "pół-humanoid, pół-dinozaur", którego ujrzano w kanale ściekowym w New Kensington.


Cytat:
Malcolm W.Browne, w swoim artykule "Underground Tunnels Threaten Town in Hungary`s Wine Country", opowiada o ponad 60 milowych, starożytnych tunelach nieznanego pochodzenia i przeznaczenia, które odkryto pod miastem Eger (Węgry), i których część się zapadło. Cywilizacja, która podjęła się budowy tuneli, musiała mieć znacząco posuniętą naprzód inżynierię i wiedzę, by stworzyć takie podziemne systemy. Tylko ku czemu je budowano?
Miasto Eger leży w Gorach Bukowych ,to przepiekne góry ,lesiste ,zielone i tajemnicze.Bardzo możliwe że te tunele tam jeszcze są
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: Blad » 26 stycznia 2011, 00:30

Witam Was. W związku z reorganizacją forum, ten temat jest tutaj zamkniety i przeniesiony został tutaj viewtopic.php?f=3&t=6&p=33#p30 proszę o ponowne zakładanie kont, bo nowy serwer. Po założeniu kont, posty zostaną odpowiednio przypisane. Przepraszam za niedogodności
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

ODPOWIEDZ