Legenda z Akakor

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Legenda z Akakor

Post autor: chanell » 26 stycznia 2011, 00:34

Darek z Pch naprowadził mnie na bardzo ciekawy temat .Ciekawi mnie co o tym sądzicie,a może ktoś wie więcej na ten temat ? Podobno Erich von Däniken, miał się wybrać na poszukiwania tego miasta legendy.
http://www.gwiazdy.com.pl/20_01/7.html
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Legenda z Akakor

Post autor: chanell » 26 stycznia 2011, 00:36

Znalazłam coś na temat Akakor na innym forum,Mam nadzieję że nie robie plagiatu

Joanna Burakowska
Zaginione miasta w Ameryce Południowej

Drogę do tego miejsca wskazuje skała w kształcie wyciągniętego palca, a wejście do niego ukryte jest w wielkim wodospadzie. Plan podziemnych miast, w których nadal toczy się życie, został sporządzony w oparciu o schemat gwiezdnej konstelacji, z której przybyli Bogowie. Niemiecki dziennikarz telewizyjny Karl Brugger, któremu przekazał te informacje Indianin Tatunco Nara, wkrótce potem został w tajemniczych okolicznościach zastrzelony. Stało się to w trakcie przygotowań do ekspedycji, jaka miała spenetrować amazońską dżunglę w poszukiwaniu siadów prastarej cywilizacji.
"Kronika Akakor - mit i saga starożytnego ludu Amazonii" -taki tytuł nosi książka, która niedawno ukazała się m.in. we Włoszech, jako materiał zebrany i przetłumaczony przez trzech autorów: podróżnika Antonio Filangeri di Candida Gonzaga, jego żonę Sissy Filangeri i Tulio Labriola, który następnie został opracowany w formie reportażu przez niemieckiego dziennikarza Karla Bruggera.

Reportaż ten to opowieść Indianina Tatunco Nara, księcia i władcy ludu Ugha Mongulala, o historii tego ludu, który miał zostać wybrańcem Bogów przed piętnastu tysiącami lat. Opowieść mówi również o dwóch katastrofach, które zniszczyły w przeszłości ziemię, o dominium, jakie na południowoamerykańskim kontynencie sprawował syn Bogów nazywany Lhasa, o jego stosunkach z Egiptem, o pochodzeniu Inków, przybyciu Gotów i unii z niemieckimi żołnierzami. Tatunca Nara opowiedział również o ogromnych kamiennych miastach i podziemnych siedzibach Boskich Przodków. Ujawnił także, iż wszystko, o czym opowiada, zapisane zostało w świętej księdze, "Kronice Akakor" "dobrymi słowami i jasnym pismem"...
Książka podzielona jest na pięć części. "Księga Jaguara" mówi o kolonizacji ziemi przez Bogów i kończy się opisem drugiego kataklizmu (lata 13000 - 3166 przed Chrystusem). "Księga Orła" obejmuje następny okres - pomiędzy rokiem 3166 przed Chrystusem aż po odkrycie Ameryki w 1492 r. i przekazuje okoliczności przybycia Gotów. Trzecia z nich "Księga Mrówki" (1492-1932) opowiada o walkach z portugalskimi i hiszpańskimi kolonizatorami po ich wyładowaniu w Peru i w Brazylii. Wreszcie czwarta i ostatnia "Księga Wodnego Węża" (1932-1945) opisuje przybycie do Akakor niemieckich żołnierzy i zapowiada trzeci wielki kataklizm.
Ze względu na obszemość materiału, jaki zawierają owe księgi, przedstawię tu pokrótce tylko dwie pierwsze z nich, ze szczególnym zwróceniem uwagi na wątki dotyczące miast i budowli.

Czy Akakor istnieje naprawdę? - zastanawia się autor reportażu, Karl Brugger. - Czy naprawdę istnieje zapisana historia Ugha Mogulala?'.

http://www.niewyjasnione.pl/AKAKOR-t9464.html

a to mapa tego miejsca ???

Obrazek
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Legenda z Akakor

Post autor: chanell » 26 stycznia 2011, 00:36

Witajcie :P
Jeszcze jedno ciekawe żródlo o legendzie Akakor .
Ponieważ poprzedni link był nieaktywny,postanowiłam znaleźć coś innego .
http://iberaldea.es/blog/?p=99&cpage=1&lang=pl
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Legenda z Akakor

Post autor: chanell » 26 stycznia 2011, 00:39

Wiemy juz że tematem zaginionego miasta Akakor zajmował się niemiecki dziennikarz Karl Brugger.Spotkał się on z wodzem plemienia Ugha-Mongulala i przeprowadził z nim obszerny wywiad.Natrafiłam na ciekawą stronę internetowa ,gdzie administrator forum o niku @LOST napisał bardzo ciekawy artykuł.
Pozwolę sobie wkleic kawałek a reszte możecie przeczytać w linku na dole postu:

Nie kończący się, przerywany tylko dla zmiany taśmy monolog opowiada historię Indian Mongulala obejmującej niewyobrażalny okres czasu: od chwili przybycia bogów na Ziemię ponad 13 tysięcy lat przed naszą erą, aż po współczesność. Historia ta jest o tyle niezwykła, że Mongulala są według słów ich przywódcy narodem wybranym przez bogów przed 15 tysiącami lat. Kolejny 'naród wybrany' w historii...

Kronika z Akakor to spisane dzieje mojego ludu, rozpoczynające się w godzinie zero, kiedy opuścili nas bogowie. Wtedy to Ina, pierwszy książę plemienia Ugha-Mongulala, polecił spisać dobrym językiem i wyraźnym pismem wszystko, co się wydarzyło. I tak Kronika z Akakor zaświadcza dzieje najstarszego ludu świata. Od samego początku, od godziny zero, kiedy opuścili nas Dawni Władcy [...]. Opowiada też o początku dziejów, kiedy mój lud był jedynym na całym kontynencie [...].

Na początku wszystko było chaosem.

Ludzie żyli jak zwierzęta, bezrozumnie i bez wiedzy, bez praw, nie uprawiając ziemi, nie odziewając się ani nawet nie przykrywając swej nagości. Tajemnice natury były im obce. Żyli po dwoje, po troje, w zależności od tego, jak zrządził przypadek, w jaskiniach czy skalnych rozpadlinach. Chodzili na czworakach.

Aż przybyli bogowie. Oni przynieśli im światło. [...]

Przybysze stworzyli wielkie imperium. Wytyczyli drogi i kanały, zasiali nowe rośliny, cierpliwie przekazywali swą wiedzę niezbędną do zrozumienia tajemnic natury. Dzięki tym zasadom Ugha Mongulala przeżyli tysiąclecia, wielkie katastrofy i krwawe wojny.
Wiemy już w mniej więcej co się stało. Tajemniczy Przybysze z kosmosu po dotarciu na Ziemię natrafili na pierwotnych ludzi, stworzyli ich cywilizację, dali wiedzę i pismo.[9] Wypadałoby teraz zadać następne pytania: kiedy to się stało i kim byli bogowie, skąd pochodzili.
Kiedy się to wszystko stało, nie wiemy. Skąd przybyli obcy, wiadome jest tylko niejasno. Nad sprawą pochodzenia naszych Pierwszych Władców rozciąga się mgiełka tajemnicy, której nie jest w stanie rozwiać nawet wiedza kapłanów. Wedle przekazów naszych praojców musiało to być mniej więcej 3 000 lat przed godziną zero, 13 000 lat przed Chrystusem, wedle rachuby czasu Białych Barbarzyńców, Wtedy to nagle pojawiły się na niebie błyszczące statki. Potężne ogniste znaki rozświetliły równinę. Ziemia drżała, po wzgórzach przetaczał się grzmot. Ludzie pokłonili się z czcią przed Obcymi, którzy przybyli, by objąć Ziemię we władanie. [...
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

skryty
Posty: 97
Rejestracja: 19 stycznia 2011, 13:13

Re: Legenda z Akakor

Post autor: skryty » 26 stycznia 2011, 00:40

Ameryka południowa jest nadal pełna tajemnic.
Ponad rok temu odkryto plemię w amazońskiej dzungli.........Nowe plemię.
Ciekawy artykuł.

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Legenda z Akakor

Post autor: Blad » 26 stycznia 2011, 00:41

źródło Księga Jaguara
"
Wprowadzenie

Karl Brugger, historyk, socjolog dziennikarz od lat pracujący w Ameryce Południowej, niekwestionowany specjalista w dziedzinie wiedzy o kulturze, mitach, wierzeniach Indian Ameryki Łacińskiej.

W 1972 poznał on w Manaus Tatanuca Narę, Metysa, wodza amazońskich plemion Ugha-Mongulala, Dacca i Haisa. Zdobywszy zaufanie i przyjaźń Wodza usłyszał historię jego ludu. Ujęta jest ona w postaci czterech ksiąg: Jaguara, obejmującej okres od początku kolonizacji Ziemi przez bogów aż po 'drugą katastrofę światową' -lata 13000 do 3166 pne [lata -3000 do 7315 irc][1] i Orła opisującej wydarzenia późniejsze od roku 3166 pne do czasów Kolumba - rok 1492 [lata 7315 do 11973 irc]. Dalej mamy Księgę Mrówki opisującą walki z kolonizatorami - 1492 - 1932 i Księgę Wodnego Węża będącą zapowiedzią 'trzeciej katastrofy', która ma dotknąć Ziemię. Z punktu widzenia paleoastronautyki interesujące wydają się być jedynie dwie pierwsze księgi i nimi też się zajmę. W tym artykule postaram się przeanalizować Księgę Jaguara, a więc najdawniejsze dzieje tajemniczego plemienia.

Nie kończący się, przerywany tylko dla zmiany taśmy monolog opowiada historię Indian Mongulala obejmującej niewyobrażalny okres czasu: od chwili przybycia bogów na Ziemię ponad 13 tysięcy lat przed naszą erą, aż po współczesność. Historia ta jest o tyle niezwykła, że Mongulala są według słów ich przywódcy narodem wybranym przez bogów przed 15 tysiącami lat. Kolejny 'naród wybrany' w historii...



AKT I - 'przybyli bogowie'

Kronika z Akakor to spisane dzieje mojego ludu, rozpoczynające się w godzinie zero, kiedy opuścili nas bogowie. Wtedy to Ina, pierwszy książę plemienia Ugha-Mongulala, polecił spisać dobrym językiem i wyraźnym pismem wszystko, co się wydarzyło. I tak Kronika z Akakor zaświadcza dzieje najstarszego ludu świata. Od samego początku, od godziny zero, kiedy opuścili nas Dawni Władcy [...]. Opowiada też o początku dziejów, kiedy mój lud był jedynym na całym kontynencie [...].

Na początku wszystko było chaosem.

Ludzie żyli jak zwierzęta, bezrozumnie i bez wiedzy, bez praw, nie uprawiając ziemi, nie odziewając się ani nawet nie przykrywając swej nagości. Tajemnice natury były im obce. Żyli po dwoje, po troje, w zależności od tego, jak zrządził przypadek, w jaskiniach czy skalnych rozpadlinach. Chodzili na czworakach.

Aż przybyli bogowie. Oni przynieśli im światło. [...]

Przybysze stworzyli wielkie imperium. Wytyczyli drogi i kanały, zasiali nowe rośliny, cierpliwie przekazywali swą wiedzę niezbędną do zrozumienia tajemnic natury. Dzięki tym zasadom Ugha Mongulala przeżyli tysiąclecia, wielkie katastrofy i krwawe wojny.

...kolejny 'naród wybrany' i jak każdy taki naród: 'pierwszy' i 'najstarszy', a przede wszystkim - jedyny. Niezależnie od epoki, regionu świata, kultury, zawsze i wszędzie, w każdej [?] istniejącej ziemskiej mitologii zawsze napotkamy te określenia.[2] Jak widać egocentryzm nie jest nową cechą ludzkości.

Sama historia ucywilizowania prymitywnych grup ludzkich również nie jest oryginalna. Schemat pozostaje ten sam, co gdzie indziej, czy to u ludów, które stworzyły wspaniałe cywilizacje[3], czy to u narodów, które nie miały na tym polu większych osiągnięć.[4] Takie przedstawienie początku ludzkości, jako ucywilizowania barbarzyńskich hord jest wspólne wszystkim [?] pierwotnym kulturom, nie mającym swoich źródeł w rozwiniętych poprzednikach. W tych bowiem kulturach humanocentryzm posunął się dalej - bogowie nie ucywilizowali ludzi, ale ich stworzyli, ludzie nie rozwinęli się z dzikich stad małpoludów, ale zostali ukształtowani przez bogów na ich obraz i podobieństwo.[5] Jeszcze później nauka uczyni kolejny krok na drodze ludzkiego zapatrzenia w siebie - nas nikt nie stworzył ! Sami, siłą własnego intelektu stworzyliśmy naszą cywilizację od podstaw i nikomu innemu nie pozwolimy przypisać tego dokonania, nawet bogom, a już szczególnie bogom-astronautom.

Idźmy jednak dalej. Niczym w greckiej mitologii odnajdujemy chaos, obraz pierwotnych ludzkich społeczności tkwiących w barbarzyństwie.[6] Kres temu położyło dopiero przybycie bogów, ich wiedzy i pomocy. Wszystko to nic innego, jak historia stworzenia Adama z apokryficznych 'Legend Żydów z czasów pradawnych'[7], albo mezopotamskie eposy w pigułce ! A co dalej ? Oczywiście nie mogło zabraknąć Prometeusza z jego ogniem, który pod różnymi imionami, czy wręcz anonimowo pojawia się w wielu mitologiach wielu ludów.[8]

Wiemy już w mniej więcej co się stało. Tajemniczy Przybysze z kosmosu po dotarciu na Ziemię natrafili na pierwotnych ludzi, stworzyli ich cywilizację, dali wiedzę i pismo.[9] Wypadałoby teraz zadać następne pytania: kiedy to się stało i kim byli bogowie, skąd pochodzili.

AKT II - bogowie

Kiedy się to wszystko stało, nie wiemy. Skąd przybyli obcy, wiadome jest tylko niejasno. Nad sprawą pochodzenia naszych Pierwszych Władców rozciąga się mgiełka tajemnicy, której nie jest w stanie rozwiać nawet wiedza kapłanów. Wedle przekazów naszych praojców musiało to być mniej więcej 3 000 lat przed godziną zero, 13 000 lat przed Chrystusem, wedle rachuby czasu Białych Barbarzyńców, Wtedy to nagle pojawiły się na niebie błyszczące statki. Potężne ogniste znaki rozświetliły równinę. Ziemia drżała, po wzgórzach przetaczał się grzmot. Ludzie pokłonili się z czcią przed Obcymi, którzy przybyli, by objąć Ziemię we władanie. [...]

Wraz z przybyciem Pierwszych Mistrzów, tworzących 130 rodzin, zaczął się na ziemi Wiek Złoty. Osiedlili oni wędrowne plemiona i lojalnie dzielili się z ludźmi każdym płodem ziemi. Nauczyli nas swych praw. Byli podobni do ludzi, mieli delikatne rysy, czarne włosy i białą skórę. Był wszakże pewien szczegół, którym różnili się od ludzi - mieli po sześć palców u rąk i u nóg. Był to znak ich boskiego pochodzenia.

Z pomocą wybranych rodzin Bogowie stworzyli nowe plemię, któremu nadali nazwę Ugha Mongulala, co oznacza 'plemię wybranych sprzymierzeńców'. Nastąpiło połączenie się obu ras. Dlatego jeszcze dziś plemię Ugha Mongulala przypomina swych boskich przodków. Jego członkowie są wysokiego wzrostu, mają orle nosy, czarne włosy i migdałowe oczy.

Jako swoją ojczyznę Obcy wymieniali bardzo odległy świat położony w głębinach Kosmosu. Tam mieszkali ich praojcowie. Stamtąd przybyli, aby przynieść innym światom swoją wiedzę. Nasi kapłani powiadają, że było to potężne imperium, składające się z wielu planet, tylu, ile jest ziarenek pyłu na drodze. I powiadają jeszcze, że obydwa te światy, świat naszych Dawnych Władców oraz Ziemia, spotykają się co sześć tysięcy lat. Wtedy bogowie powracają.

Któż zdoła pojąć działania bogów? Któż zdoła zrozumieć ich czyny? Zaprawdę bowiem potężni byli, niepojęci dla zwykłego śmiertelnika. Wiedzieli wszystko o biegu gwiazd i prawach przyrody. Zaprawdę, znali nawet najwyższą zasadę świata. Sto trzydzieści rodzin przodków przybyło na Ziemię [...].

Przybysze, którzy na nich przybyli, powiedzieli nam, ze ich Świat nazywa się Schwerta i leży w głębinach Kosmosu. W Schwerta żył ich lud, a oni wyruszyli, aby zwiedzać inne światy i nieść im swą wiedzę.

Bogowie mający ojczyznę ? Bogowie mieszkający na planetach podobnych do Ziemi ? Bogowie z własnym państwem ? Nie tak sobie dziś wyobrażamy boga [jeśli w niego wierzymy], ale tak właśnie ludy pierwotne postrzegały istoty wyższe. Jako nie różniące się niczym za wyjątkiem wiedzy, techniki i możliwości, społeczności podobne do ludzkich. Jednak właśnie ta ogromna przepaść technologiczna dzieląca naszych praprzodków i gości z gwiazd sprawiła, iż zyskali Oni miano bogów. Być może My sami w przyszłości, dzięki zaawansowanej technice dotrzemy na jakaś młodą planetę, na której z prymitywnych istot stworzymy nowy inteligentny gatunek. A przedstawimy się jako bogowie z Błękitnej Planety. Analogicznie do kwestii stworzenia człowieka, tak i wizerunek bogów zmieniał się wraz z rozwojem cywilizacyjnym. Im bardziej rozwijała się ludzka kultura, im więcej wiedzy i możliwości zdobywaliśmy tym bardziej obraz bogów/boga oddalał się od dawnych wizerunków. Nie mogło być bowiem, by człowiek mógł choć zbliżyć się do istot niebiańskich. Z drugiej strony obraz boga-człowieka tracił na atrakcyjności. Bóg musiał być potężny, wszechmocny, musiał być tajemnicą, a nie człowiekiem posługującym się 'kuglarskimi' sztuczkami. Apogeum tego procesu odnajdziemy w religiach monoteistycznych, a bardziej jeszcze w postaci brahmana[10]. Współczesność, głównie dzięki osiągnięciom nauki, posunęła się nawet do zakwestionowania istnienia istot boskich, co biorąc pod uwagę to, kim są bogowie ziemskich religii i mitologii jest, o ironio, jak najbardziej słuszne ![11]

Bogowie. Tatunca Nara wie jedynie w zarysie, kim Oni byli, skąd pochodzili. My możemy jednak w tym względzie skorzystać z nieocenionego źródła, jakim jest analiza porównawcza wierzeń i mitologii. Skoro bowiem w wielu innych opowieściach o powstaniu człowieka i przybyciu bogów relacja jest niemal identyczna, można przecież przyjąć, że zdarzenie to rzeczywiście miało miejsce, więcej - że odbyło się to w tym samym czasie, a nawet, że może chodzić o tą samą rasę Obcych[12]. Możliwe więc, że bogowie pochodzili z Syriusza, jak chcieliby Dogonowie i Dropowie, którzy skądinąd sami są, jak się zdaje, potomkami Przybyszów[13] ? Wódz Indian Mongulala twierdzi, że sami bogowie określili miejsce, z którego przybyli nazwą Schwerta. Możemy jedynie zgadywać jaki system kryje się za tą nazwą. Istnieje pewna wskazówka, o niej jednakże napiszę w trzeciej części artykułu.

Jeśli chodzi o datowanie, Tatunca Nara mówi o 3 tysiącach lat przed godziną zero [początkiem kalendarza - 10 481 p.n.e.], czyli o połowie XIV tysiąclecia p.n.e. Kronika z Akakor daje nam więc dość dokładną datę przybycia bogów na błękitną planetę. W innych opowieściach czas przybycia Stwórców ginie w mrokach przeszłości, ale napotykamy tu na pomocną wskazówkę - w pewnym czasie po tym zdarzeniu miało miejsce inne, o którego umiejscowienie w czasie o wiele już łatwiej. Mówię tu o potopie, wielkiej katastrofie, która spustoszyła świat, jest ona datowana na okres około 12-10 tysięcy lat p.n.e., szerzej o tym w następnych ustępach. Mając tą datę należy przyjąć, iż odwiedziny z gwiazd miały miejsce odpowiednio wcześniej, a więc w czasie, o którym mówią Mongulala.

Analizując kolejną opowieść o 'stworzeniu', kolejną mitologię trudno oprzeć się wrażeniu, że gdzieś się to już czytało. Gdyby zebrać wszelkie mitologie świata w jedną całość, uzyskując z niej samą esencję, otrzymalibyśmy wspólną dla całej planety opowieść o przybyciu 'ludzi z gwiazd', którzy stworzyli, a przynajmniej ucywilizowali nas - ludzi z Ziemi.

Jednakże bogowie nie byli wcale tak wszechmocni, jak wydawało się prymitywnym Mongulalom. Mimo, iż znali ponoć wszelkie tajemnice Wszechświata [najwyższa zasada] byli uzależnieni od procesów zachodzących w Kosmosie, od cyklicznych zmian w układzie ciał niebieskich. Do Ziemi mogli się zbliżyć jedynie raz w przeciągu 6 tysięcy lat ! A przybyła ich jedynie garstka [130 rodzin]... Podobne 'cykliczne' odwiedziny bogów nie są czymś obcym w mitologiach świata, a zawsze wiążą się z pewnymi zdarzeniami astronomicznymi[14]. Co ciekawe cykl taki [babilońskie 3600 lat] pokrywa się z największymi, rewolucyjnymi zmianami cywilizacyjnymi na Bliskim Wschodzie, takimi jak nowe gatunki zbóż, wytop metali, początek osiadłego trybu życia ludzi, porzucenie gospodarki zbieracko-myśliwskiej na rzecz rolniczej... To jednak temat na inny artykuł[15].

Przybycie bogów na Ziemię jest w legendach Indian dżungli amazońskiej przedstawione jako jedynie element wielkiego procesu szerzenia wiedzy wśród prymitywnych form życia zamieszkujących Wszechświat [przybyli, aby szerzyć innym światom wiedzę]. Koncepcja bogów - nauczycieli również nie jest niczym niezwykłym. Raz przybiera bardziej postać opieki, często surowej i wymagającej, i swobodnego rozwoju. Charakterystyczne jest to dla wierzeń kultur wyrosłych na podwalinach położonych przez inne, wcześniejsze cywilizacje [n/p: Żydzi na gruncie cywilizacji kannanejsko-fenickiej], innym razem - w przypadku, gdy bogowie ingerowali w rozwój prymitywnych plemion - pełnili rolę nauczycieli. Często nazwy ich określające to właśnie oznaczają, weźmy choćby Kaczynów - boskich nauczycieli Majów. Czasem w jednej mitologii pojawiają się dwie grupy istot pozaziemskich mających odmienne podejście do człowieka. I raczej nie jest to wynikiem wymieszania się dawnych mitów i nowych koncepcji, ale obrazuje rzeczywisty konflikt między przybyszami przybierający nawet postać otwartej wojny, której 'Heleną Trojańską' była... ludzkość. Niezależnie od tych zawirowań początek naszej cywilizacji, a może i naszej rasy jest wynikiem celowej ingerencji z zewnątrz.

Przybysze ze Schwerta okazali się dobrymi władcami, nieśli swym 'dzieciom' wszelką pomoc, wiedzę i opiekę. Popełniony przez nich 'grzech pierworodny', który da się doszukać w wielu mitologiach, a którym jest nic innego, jak wymieszanie ras poprzez kontakty seksualne bogów z ludźmi, nie spotkał się z żadną negatywną reakcją 'góry', czyli naczelnego boga[16]. Doszło do zmieszania się krwi Mongulala i Pierwszych Mistrzów, czego owocem było plemię białych Indian. O tym, czy da się udowodnić ich istnienie, w części trzeciej tekstu.

AKT III - "powrócimy !"

Bogowie władali z Akakor. Władali ludźmi i Ziemią. Mieli statki, szybsze od ptaków. Statki, które bez żagli i sterów, w dzień czy nocy, docierały do celu. Mieli magiczne kamienie do patrzenia dal. Widać w nich było miasta, rzeki, wzgórza, morza. Cokolwiek działo się w niebie lub na ziemi, znajdowało tam swoje odbicie, Najwspanialsze jednak były podziemne pomieszczenia mieszkalne, Bogowie przekazali je swym Wybranym Sługom jako ostatnią spuściznę. Albowiem Dawni Władcy są z tej samej krwi i mają tego samego ojca [...].

W dniu, kiedy bogowie opuścili Ziemię, przywołali do siebie Inę [...] >Ino, wyruszamy w drogę powrotną. Daliśmy ci dobre rady i nauczyliśmy cię światłych zasad. Wracamy do swoich [...]. Nasze dzieło zostało wykonane. Wypełniły się nasze dni [...]. Powrócimy, gdyby coś wam groziło. Teraz jednak zbierz wybrane plemiona, Zaprowadź je do podziemnych pomieszczeń mieszkalnych, aby uchronić je przed nadciągającą katastrofą.

W godzinie zero, 10 481 lat prz. Chr. według rachuby czasu Białych Barbarzyńców, bogowie opuścili Ziemię. Dali sygnał do rozpoczęcia nowego rozdziału dziejów mojego ludu, na który - kiedy już błyszczące złotym blaskiem statki naszych Dawnych Władców pogasły jak gwiazdy na niebie - czekał czas straszliwy [...].

Wybrani Słudzy mieli tylko obraz bogów w swych sercach. Piekącymi oczami wpatrywali się w niebo. Ale błyszczące złotym blaskiem statki nie powróciły. Puste było niebo. Żadnego. dźwięku. Niebo pozostało puste [...].

Przybysze władali Ziemią. Władali nią z Atlantydy, Kassakary[17], Sumeru...[18] Władali też z położonej w głębi dżungli twierdzy Akakor. Mimo, iż była ich garstka [130 rodzin, jeśli wierzyć Kronice[19]] nie było to dla nich problemem. Dysponując niewyobrażalną przewagą techniczną byli bogami, a bogom się nie sprzeciwia.

Tatunca Nara przekazuje nam informacje o technologii Obcych tak, jak jego przodkowie ją pojmowali: w sposób naiwny, przesądny, pełen strachu, ale i podziwu. Jego opowieść nie może się co prawda równać z takim dziełem jak opowieści o latających vimanach zawarte w Wedach[20], ale jest również cennym źródłem informacji o technice, która gościła na Ziemi, a która przeminęła wraz z odejściem bogów.

Jak w eposach indyjskich, tak i w Kronice mowa jest o latających statkach poruszanych niewidzialną siłą, które niezależnie od pory dnia i nocy docierały wszędzie tam, gdzie dotrzeć miały. Indianie znali jedynie swoje łódki, pojazdy bogów były dla nich wielką zagadką. Opisywali je więc w jedyny im dostępny sposób - przez porównanie z własnymi środkami transportu, jako przeciwieństwo rzecznych czółen i stateczków[21]. Przybysze mieli również możliwość komunikowania się na odległość. Być może z innymi grupami swoich pobratymców, które odgrywały rolę bogów dla innych plemion, narodów ? Być może dzięki systemowi satelitów, bądź statków kosmicznych krążących wokół Błękitnej Planety mogli obserwować Ziemię ?[22]

Cokolwiek jednak zaobserwowali były to wieści przerażające ! Obcy, owi 'wszechmocni' bogowie musieli uciekać ! I nawet nie przyznali się do tego przed swoimi podopiecznymi. Obiecali im, że powrócą w chwili zagrożenia, tymczasem ta chwila nadchodziła, a Oni o tym wiedzieli... i odlecieli. Nie byli wstanie powstrzymać nadchodzącego kataklizmu, ani też ochronić ludzi przed nadchodzącą zagładą. Jednakże katastrofę przewidzieli i przedsięwzięli środki zmierzające do ocalenia choć w części dorobku swoich działań na polu wspomagania rozwoju ludzkiej cywilizacji. W Egipcie powstały piramidy[23] - niezniszczalna skarbnica wiedzy, w amazońskich lasach podziemne kompleksy mieszkalne mające uchronić choć część ludu Mongulala od zagłady. Być może przypominały one sławne podziemne miasta w Turcji, czy Ekwadorze[24] ? Bogowie musieli odlecieć, pozostawić ludzkość samej sobie będąc niezdolnymi do przeciwstawienia się siłom przyrody. Jeden chlubny wyjątek uczynili Kaczynowie ewakuując mieszkańców pogrążającej się w Pacyfiku Kassakary, transportując wszystkich na Jukatan[25]. Migracja ta zrodziła według tradycji Indian Hopi kultury Majów, Inków i innych.

Wątek odejścia bogów, niewyobrażalnie wielkiej katastrofy i zapowiedzi powrotu pojawia się niemal w każdej mitologii, religii, czy to będą legendy i opowieści Majów, Azteków, Hopi, Mongulala, czy też historie przekazane w tradycjach judeochrześcijańskiej, mezopotamskiej, chińskiej i innych[26]. Wszystko to wskazuje na to, że owa katastrofa będąca przyczyną odlotu Przybyszów z gwiazd była kataklizmem ogarniającym całą planetę, wszystkie kontynenty przyczyniając się wręcz do zagłady niektórych lądów, takich jak osławiona Atlantyda, czy Kassakara z opowieści Białego Niedźwiedzia - szamana ludu Hopi. Zdarzenie to nosi różne nazwy u poszczególnych narodów, jednakże w naszym kręgu kulturowym znane jest pod jedną nazwą - potopu i wydaje się, ze to właśnie określenie jest najtrafniejsze. Tatunca Nara podaje nam nawet dokładną datę ! W roku 10 481 p.n.e. bogowie odeszli ostrzegając przed zbliżającą się katastrofą. Potop nastąpił według Kroniki 13 lat później. W 10 468 roku pne Ziemią wstrząsnął niewyobrażalny kataklizm. Czy to przypadek, iż właśnie ten okres [12-10 tysięcy lat p.n.e.] jest okresem, w którym wszystkie [?] starożytne kultury umiejscawiają opisywany w swoich legendach kataklizm ? A co więcej, ten właśnie okres to czas naukowo stwierdzonego gwałtownego podniesienia się poziomu wody w oceanach, który rzeczywiście spowodował olbrzymie powodzie na terenach nizinnych, wybrzeżach, w dolinach rzecznych - czyli wszędzie tam, gdzie rozwijały się najstarsze cywilizacje, trafnie nazwane przez historyków 'cywilizacjami wielkich rzek' [odnośnie cywilizacji Egiptu i Azji] ? Czy to przypadek, że powodu tej globalnej powodzi, zmian klimatycznych[27], czy wręcz odwrócenia się biegunów magnetycznych planety[28], jak twierdzą niektórzy, doszukuje się w olbrzymiej katastrofie kosmicznej, która dotknęła Ziemię ? Ja nie wierzę w przypadki.

Na koniec analizy cytowanego fragmentu Kroniki z Akakor chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na kolejne istotne podobieństwo, jakie da się zauważyć między powyższym fragmentem, a innymi starożytnymi tekstami. Chodzi mi o zwrot: I Ina ujrzał, jak unoszą się w swych statkach ku niebu, z towarzyszeniem ognia i grzmotu. Kto choć trochę zna Biblię doskonale pamięta opis przybycia Jahwe na górę Synaj w towarzystwie ognia i grzmotów[29], co zresztą jest nieodzownym elementem opisu przybycia/odlotu bóstw. Bo czyż lepiej można opisać lądowanie pojazdu kosmicznego ? Sięgnijmy tu po opis afrykańskiego plemienia Dogonów: Arka wylądowała w suchej krainie Lisa, a wokół niej kłębiły się tumany kurzu, unoszone wysoko przez trąbę powietrzną wywołaną pojawieniem się arki... Gwałtowność zderzenia spowodowała zniszczenie terenu... Pojazd wirował nad ziemią.

Pozostawiam to bez komentarza.

AKT V - zagłada

Kronika z Akakor zawiera tajemnice wybranych plemion [...]. Opisuje rozwój i upadek wybranego przez bogów ludu aż do końca świata, kiedy to bogowie powrócą po trzeciej wielkiej katastrofie, która zniszczy ludzi [...].

Tak jest napisane. Tak powiadają kapłani. Tak jest zapisane w dobrym języku, wyraźnym pismem.

Oto wieść o zagładzie ludzkości. Co zdarzyło się na Ziemi? Kto sprawił, że zadrżała? Kto sprawił, że zatańczyły gwiazdy? Kto kazał wodzie wytrysnąć ze skał? [...] Było straszliwie zimno i lodowaty wicher smagał ziemię. Było straszliwie gorąco i ludzie płonęli od swych oddechów. Ludzie i zwierzęta uciekali w panicznym strachu. Rozpaczliwie biegali we wszystkie strony. Próbowali wspinać się na drzewa, a drzewa odrzucały ich daleko od siebie. Próbowali dostać się do jaskiń, a jaskinie zapadały się nad nimi. Co było u dołu, zostało wywrócone do góry. Co było na górze, zniknęło w otchłani [...]

Ten fragment mógłbym właściwie pozostawić bez komentarza. Czy da się bowiem lepiej opisać kataklizm, który wstrząsnął planetą niż zrobili to Mongulala ? Znajdziemy tu wszystkie elementy układanki, a więc trzęsienia ziemi [Kto sprawił, że zadrżała], potop [Kto kazał wodzie wytrysnąć ze skał], gwałtowne zmiany klimatyczne [straszliwie zimno (...)straszliwie gorąco]. Szczególnie interesującym fragmentem jest zwrot: co było u dołu, zostało wywrócone do góry. Można się zastanawiać, czy to tylko opis wielkiego trzęsienia Ziemi, czy też odwrócenia się biegunów magnetycznych planety ? Natomiast w końcowym zdaniu cytowanego urywka Kroniki chyba prawidłowym jest dopatrywanie się zatopienia Atlantydy i Kassakary w otchłaniach wodnych. Dla dopełnienia obrazu sięgnąć można po analogiczne opisy zawarte w przekazach innych cywilizacji. Ja pozwolę sobie przytoczyć mniej znany opis z Azteckiej Historii królestw Colhuacan i Meksyku:

W tych czasach ginęli ludzie, w tym czasie dogorywali. I wówczas zginęło słońce. Ludzie byli porywani przez wiatr. Ich domy, ich drzewa, wszystko było porywane przez wiatr. [..] I tak ginęli: zalewał ich deszcz ognisty... Przez cały jeden dzień z nieba padał deszcz ognia. [...] I tak ginęli: zalewała ich woda, zamieniali się w ryby. Niebo runęło, zginęli jednego jedynego dnia...

C.D.N.

Księga Jaguara kończy się opisem pierwszej wielkiej katastrofy, która dotknęła Ziemię. W części drugiej artykułu, poświęconej Księdze Orła, opowiem o powrocie bogów, ich królestwach na Ziemi i ponownym odejściu. Część trzecia opowiadać będzie o realnym aspekcie Kroniki z Akakor - podziemnych miastach w Ameryce Południowej.
Księga Orła


Wprowadzenie

Księga Jaguara, o której opowiedziałem w pierwszej części artykułu kończy się wraz z nadejściem Drugiej Katastrofy, jednakże ze względów technicznych uznałem, iż pierwszy etap naszej opowieści zakończymy na Wielkiej Katastrofie, a dalszą opowieść rozpoczniemy od opisu odrodzenia się Ziemi i cywilizacji Indian Mongulala. Opowieść rozpoczniemy od czasu ciemności, jaki nastał po zniszczeniu, jakie ogarnęło całą planetę.
AKT VI - Czas ciemności

Pierwsza wielka katastrofa zniszczyła imperium naszych Pierwszych Mistrzów i zabiła miliony ludzi. Zmieniła ona oblicze ziemi. Kataklizm ten, który pozostał na zawsze niewyjaśniony, zmienił bieg rzek, wysokość gór i siłę Słońca. Całe kontynenty zapadły się w wodę - to samo zdarzy się przy następnej katastrofie. Stanie się tak, ponieważ historia ludzka się powtarza. Wszystko się powtarza i wraca w cyklu trwającym sześć tysięcy lat. Nasi Pierwsi Mistrzowie nauczyli nas tego. Minęło sześć tysięcy lal od ostatniej wielkiej katastrofy i sześć tysięcy lat od czasu, kiedy nasi Pierwsi Mistrzowie opuścili nas po raz drugi. Na niebie ponownie pojawiły się znaki ostrzegawcze. Zwierzęta są ogarnięte paniką, wszędzie trwają walki. Deptane są prawa. Okres pomiędzy rokiem 13 a 7315, był najciemniejszą epoką dla mojego narodu. Dziki Jaguar pożerał ludzkie mięso. Ciemność pokryła ziemię.

Wielka Katastrofa zmieniła oblicze Ziemi. Zniszczone zostały wielkie cywilizacje, w oceanie pogrążyły się lądy Atlantydy i Mu [Kassakary], o czym wspominałem już poprzednio. Zapomnieniu uległy zdobycze nauki i wiedzy, kultura, osiągnięcia techniki, wszystko to, co stało się udziałem ludzkości w wyniku działań bogów, owych Pierwszych Mistrzów, wedle określeń Mongulala. Wszystko to, nad czym bogowie pracowali, uległo zagładzie, której oni nie mogli zapobiec, być może nawet nie byli w stanie określić jej istoty! Kolejny dowód na to, iż istoty najwyższe nie były wszechmocne i wszechwiedzące, jak wmawiają nam to religijne dogmaty. Ludzkość czuła się opuszczona przez bogów, którzy uciekając z zagrożonej planety zostawili ją na pastwę losu. Większa jej część zginęła w trakcie katastrofy, a pamiętajmy, że Imperium Pierwszych Mistrzów liczyło sobie kilkaset milionów mieszkańców [dokładnie 320 milionów]! Nic więc dziwnego, że Ziemianie odrzucili tych, których obwiniali za nieszczęścia, że odrzucili przymierze z Najwyższymi, przestali stosować moralne wytyczne pozostawione im przez Przybyszów - zdradzili 'Święty Testament'. Rozpoczęła się era chaosu, bratobójczych walk, powrotu do barbarzyństwa.

Analizując wyżej cytowany fragment chciałem powrócić jeszcze raz do kwestii natury kataklizmu, jaki dotknął planetę. Uzyskaliśmy bowiem nowe informacje, przede wszystkim dotyczące skutków i czasu katastrofy. Interpretując słowa Tatunca Nary możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić następujące fakty: zagłada przyszła błyskawicznie, aczkolwiek nie był to moment, gdyż bogowie zdążyli ostrzec swoich podopiecznych a następnie uciec. Jednakże ludziom, którzy nie dysponowali przecież aparaturą do obserwacji Kosmosu, rzeczywiście mogło się wydawać, że dzieło zniszczenia rozpoczęło się momentalnie i tak też opisują to najrozmaitsze mitologie: w przypadku opowieści o potopie, wielka powódź rozpoczęła się nagle i trwała nieprzerwanie przez wiele dni. W opowieściach o zagładzie Atlantydy [Platon] i Kassakary [Biały Niedźwiedź] zniszczenie nadeszło w ciągu kilku dni. Mitologia jednoznacznie wskazuje, iż Wielka Katastrofa była zdarzeniem nagłym, ale jednak rozłożonym w czasie, przy czym było to widoczne tylko dla bogów dysponujących odpowiednimi środkami obserwacji nieba. Dodając do tego szereg następstw, z przesunięciami stref klimatycznych w szczególności, można zaryzykować twierdzenie, iż to, co się zdarzyło, było następstwem zmiany kąta nachylenia osi Ziemi, a być może nawet zachwianiem orbity, na co wskazuje uwaga o innej 'sile Słońca' po katastrofie. Nie ulega również wątpliwości, że o ile wywołany chaos trwać mógł tysiąclecia, to zasadnicze zniszczenia nastąpiły w pierwszym etapie kataklizmu. Stanowi to poważne zakwestionowanie teorii mówiących o totalnej zagładzie nuklearnej, czy o uderzeniu meteorytu - w tych przypadkach życie nie mogłoby się odrodzić tak szybko. Problematyczne pozostaje jedynie stwierdzenie, iż Ziemię pokryła ciemność. Czy należy rozumieć to metaforycznie, czy dosłownie? Doświadczenie każe wybrać tę drugą drogę, a to oznaczałoby przyznanie, iż w wyniku kataklizmu powstały ogromne ilości pyłu i dymu, które zasnuły niebo. Źródła tego zjawiska możemy się jednak jedynie domyślać [czyżby jednak meteoryt albo broń jądrowa, a może tylko wzmożona aktywność wulkaniczna?].

Kończąc analizę pierwszego fragmentu pozostaje tradycyjna już kwestia wyszczególnienia wątków wspólnych z innymi starożytnymi opowieściami. W tym przypadku mamy kilka wyraźnych podobieństw do Biblii. Chodzi tu przede wszystkim o historię ze złotym cielcem i zepsuciem moralnym panującym w Sodomie i Gomorze. Obie te historie idealnie oddają przeżycia psychiczne ludzi, którzy widząc zagładę całej planety odwrócili się od boga(ów).
Akt VIII - Kara

Bogowie powiedzieli: "Ukarzemy ich i zmieciemy z powierzchni ziemi ludzi i wszystkie zwierzęta, ponieważ zapomnieli z pogardą o naszym testamencie. [...]"

Zesłali na ziemię olbrzymią gwiazdę, której czerwony ogon pokrywał całe niebo. Wysłali ogień bardziej jasny niż tysiąc słońc. Przez trzynaście księżyców bez przerwy padało. Woda w oceanach podniosła się, rzeki popłynęły w odwrotnym kierunku. Wielka rzeka przekształciła się w wielkie jezioro. Ludzkość została zniszczona. Wszyscy zginęli w wielkim potopie.

Natomiast Ugha Mongulala przeżyli drugą Wielką Katastrofę, chronieni przez podziemne miasta Pierwszych Mistrzów.

Kronika mówi bardzo mało o okresie pomiędzy pierwszą a drugą katastrofą. Podczas, gdy ludzkość uległa niemal całkowitej zagładzie, Wybrani Sprzymierzeńcy mieszkali nadal w podziemnych miastach pozostawionych im przez bogów. Należy sądzić, iż nie miało to swego źródła w teorii 'narodu wybranego', a było częścią planu opracowanego przez Przybyszów w celu ocalenia przynajmniej części, zarówno ludzi, jak i wiedzy [o ukrytej wiedzy w dalszej części artykułu]. Tak więc opowieści o ratunku z potopu, czy to w kamiennych twierdzach, czy to na grzbiecie olbrzymiego żółwia [plemię Lisów w Ameryce Pn.], w arce [Bliski Wschód], czy na pokładzie wszelkie rodzaju statków, w tym i kosmicznych pojazdów bogów [Indianie Hopi] to nie różne wersje jednej opowieści, a rzeczywiste wydarzenia, które miały miejsce na całej planecie - podjęta przez bogów próba ratunku. Oczywiście tego zbawienia doświadczyli jedynie nieliczni, co jeszcze bardziej podsyciło przekonanie tych grup o ich naznaczeniu, wybraniu przez Najwyższych.

Bogowie widząc, że ich praca została zmarnowana, że ludzkość powróciła do czasów barbarzyństwa i pogardy dla boskiego posłania zawartego w 'Świętym Testamencie' postanowili zniszczyć swoje własne dzieło, które zawiodło ich oczekiwania. Nawiązując do historii biblijnych - zepsucie świata, przedstawione symbolicznie w postaci miast Sodoma i Gomora, musiało zostać zmiecione z powierzchni Ziemi, a ludzie, którzy odrzucili boskie prawa i uwierzyli w złotego cielca musieli ponieść srogą karę. Bogowie, którzy potrafili dać ludzkości tak wiele, byli jednocześnie bezwzględni w realizacji swoich planów. Bardzo prawdopodobne, iż chęć zniszczenia człowieka była spowodowana... motywami religijnymi ! Bo choć Przybysze sami stali się przedmiotem kultu, mieli własną religię, a także system zasad moralnych, który przekazali ludziom. Więcej o tym w finale artykułu.

Pierwsi Mistrzowie zesłali na Ziemię zagładę. Opis katastrofy przypomina pierwszy kataklizm, lecz należy zdecydowanie odróżnić oba te zdarzenia. Pierwsza katastrofa była zjawiskiem naturalnym, Przybysze nie byli w stanie jej zapobiec. Drugi kataklizm był bez wątpienia świadomym działaniem bogów, którzy w jakiś sposób zdołali wpłynąć na pogodę powodując olbrzymią powódź w dolinie Amazonki. Przypuszczam jednak, iż działania te miały charakter lokalny. Zniszczenie Sodomy i Gomory nosi wszelkie oznaki działania o wielkiej sile niszczenia, ale jednocześnie o stosunkowo niewielkim polu rażenia. Biorąc pod uwagę biblijny opis tego zdarzenia można wysunąć tezę o użyciu broni jądrowej. Nie byłby to zresztą jedyny przypadek tego typu. W indyjskiej Mahabharacie odnajdziemy podobne opisy, a nawet metody postępowania rodem ze współczesnych przepisów o metodach postępowania w razie ataku atomowego: chowanie się głębokich rowach w czasie przejścia fali uderzeniowej, jak największe oddalenie się od miejsca eksplozji, natychmiastowe pozbycie się skażonych ubrań, obmycie ciała z pyłów... W przypadku Ameryki Południowej użyto zapewne innych środków, które spowodowały powódź, być może nawet wykorzystano naturalne zjawisko przyrodnicze potęgując je jednocześnie? Faktem jest, że również w tym wypadku bogowie postanowili ocalić nielicznych. I tak jak Lot uciekł przed zniszczeniem miast w Palestynie, tak wybrani przedstawiciele Mongulala uniknęli zagłady w zlokalizowanych głęboko pod ziemią podziemnych miastach, które po raz drugi musiały spełnić rolę schronów.
Akt IX - Powrót [W tym miejscu rozpoczyna się Księga Orła]

Oblicze Ziemi pogrążone było jeszcze w półmroku. Zakryte były Słońce i Księżyc. I wtedy na niebie ukazały się statki, potężne i złote w kolorze. Wielka była radość Wybranych Sług. Oto powrócili Dawni Władcy. Opuścili się na Ziemię z błyszczącym obliczem. A wybrany lud wydobył swoje podarunki: pióra wielkiego leśnego ptaka, miód pszczeli, kadzidła i owoce. Wybrani położyli to bogu u stóp [...]. Wszyscy, aż do najmniejszego, podnieśli się z dolin i spoglądali ku praojcom.

Półcień okrywał jeszcze ziemię, kiedy na niebie pojawiły się ogromne latające statki błyszczące jak złoto. Pierwsi Mistrzowie wrócili i wielka była radość Wybranych Sprzymierzeńców.

Bogowie dokonali swej zemsty. Choć może nie jest to właściwe słowo. Ludzkość, która nie spełniła pokładanych w niej nadziei musiała ulec zagładzie, by plany Przybyszów, jakiekolwiek by one nie były, mogły zostać zrealizowane. Podobnie, jak w przypadku pierwszej katastrofy garstka wybitnych przedstawicieli różnych plemion i narodów została uratowana i stała się podstawą nowej społeczności. Przybywszy po raz drugi na Ziemię - w 3166 roku pne [rok 7315 irc] bogowie podjęli próbę restytucji dawnego porządku.

Motyw odlotu bogów i następnie ich powrotu jest równie stary, jak cała mitologia. Jednym z najbardziej znanych przykładów wiary w powrót bogów jest historia podboju imperium Azteków przez Hiszpańskich konkwistadorów pod wodzą Cortesa. Jednym z głównych, jeśli nie najważniejszym powodem, dla którego wielomilionowa potęga uległa garstce białych jest właśnie głęboko zakorzeniona wiara w to, co zachowało się w legendach - w powrót bogów do swego 'narodu wybranego'. Gdy dodamy do tego obecność nieznanych w Ameryce koni, ogromne okręty, broń palną i armaty, biały kolor skóry, zarost i wszelkie inne odmienności w wyglądzie, stanie się dla nas jasne, iż zadziałał tu ten sam mechanizm, który spowodował, że tysiące lat wcześniej przedstawiciele pozaziemskiej cywilizacji zostali uznani za bogów. Zadecydowała tu przewaga techniczna, odmienne zwyczaje i umiejętność skutecznego wykorzystania strachu i lęków tubylców. Oczywiście Przybysze zza oceanu nie mogli się równać pod względem rozwoju z Przybyszami z gwiazd, lecz to, co zaprezentowali głęboko wierzącym w dawne mity Indianom w zupełności wystarczyło.

Motyw odejścia i powrotu istot najwyższych jest obecny nawet w tak odmiennych, jak się z pozoru zdaje, religiach monoteistycznych. Żydzi i Mahometanie do dziś czekają na powrót boga, na przyjście Mesjasza. Chrześcijanie już tego doświadczyli w osobie Chrystusa, lecz nadal czeka ich kolejne boskie objawienie w postaci Sądu Ostatecznego [kolejny przypadek, gdy nadejście Najwyższego związane jest z kataklizmem]. I nie jest tu istotna teologiczna nadbudowa, jaka powstała w ciągu minionych wieków, wszystko to ma swe źródło w tkwiącym w ludzkiej świadomości przekonaniu o powrocie na Ziemię bogów - tych bogów, którzy przybyli w swych statkach kosmicznych z gwiazd, by nas 'stworzyć'.

Nie mógłbym nie dodać na koniec jeszcze jednego przypadku 'oczekiwania', chyba najbardziej spektakularnego. W południowo amerykańskiej dżungli żyje plemię Indian Kayapo, którzy co roku odbywają specjalny rytuał w oczekiwaniu na powrót ich nauczyciela, Bep-Kororoti, który w zamierzchłej przeszłości przybył do nich z gwiazd. W trakcie obrzędu jeden z ludzi odgrywa zaginionego boga przebierając się w... słomianą replikę czegoś na kształt skafandra kosmicznego! Więcej, gdy Kayapo dowiedzieli się, że w pobliskiej Gujanie Francuskiej ludzie wysyłają rakiety w Kosmos, poprosili o wysłanie listu - posłania do Bep-Kororoti, by ten raczył powrócić do swego ludu. Czy może być coś bardziej wymownego?
Akt X - Ukryta wiedza

Ale niewielu już pozostało [...]. Niewielu już było ludzi na Ziemi, aby powitać Dawnych Władców [...]. Mojemu ludowi [...] pozostały tylko wspomnienia [...] takie, jak zapisane zwoje papieru i zielone kamienie. Nasi kapłani umieścili je w podziemnych pomieszczeniach świątyń Akakoru, gdzie znajduje się też latający dysk Lhasy i osobliwy pojazd, który potrafi przekraczać góry i, jak latający dysk jest błyszczący i zrobiony z nieznanego metalu. Ma kształt glinianej szpuli, o wysokości dwóch ludzi stojących jeden na drugim. W dysku jest miejsce na dwóch ludzi. Nie ma on ani żagla, ani steru. Nasi kapłani jednak opowiadają, że Lhasa potrafił nim latać szybciej od najsilniejszego orła i z taką łatwością poruszał się ponad chmurami, jak liść na wietrze. Podobnie tajemniczy jest też osobliwy pojazd. Siedem długich nóg unosi dużą posrebrzaną czarę. Trzy nogi skierowane są przodu, cztery do tyłu. Przypominają zgięte pręty bambusa i są ruchome. Na ich końcach znajdują się krążki wielkości lilii wodnej.

Bogowie podjęli starania o przywrócenie dawnego porządku ustalonego przez nich wiele tysięcy lat wcześniej. Jednakże czasy świetności nie miały już powrócić w całej swej okazałości. Pierwsza Katastrofa, tysiące lat wojen i chaosu, wreszcie kara zesłana przez bogów, wszystko to sprawiło, iż szeregi ludzi gotowych pójść za głosem swoich gwiezdnych przewodników były mocno przerzedzone. Jednak dzięki własnej determinacji i pomocy Przybyszów gotowi byli podjąć to dzieło. Czasy mroku przetrwała również wiedza zgromadzona na rozkaz bogów i przechowywana w tajemnicy przez tysiąclecia.

Być może ślady owych 'kapsuł czasowych', jak można by nazwać miejsca, gdzie próbowano przechować starożytną wiedzę i ocalić ją od zapomnienia istnieją po dziś dzień. Jeśli wierzyć legendom taka skarbnica kryje się w podziemnych komorach zlokalizowanych w piramidach, bądź pod figurą Sfinksa. Być może odnajdziemy spuściznę minionych czasów w zaginionych świątyniach w amazońskiej dżungli, albo ekwadorskich kamiennych miastach? Miejsc, gdzie kryć się może przesłanie przeszłości jest wiele i dziwnym trafem mimo świadomości ich istnienia archeologia nie poczyniła nic by rozpocząć poszukiwania i badania! W Tybecie istnieją zapisane na tysiącach drewnianych tabliczek święte księgi Tandżur i Kandżur będące czymś w rodzaju Kroniki z Akakor. Mimo, iż sprawa ta zasługuje na najwyższe zainteresowanie, prace przerwano, gdy pierwsze tłumaczenia ujawniły treść przekazu - opowieść o gwiezdnych pojazdach przemierzających bezkresne przestrzenie Wszechświata. Podobny los spotkałby Kronikę z Akakor gdyby nie wytrwała praca Karla Bruggera.

Mongulala na rozkaz swych bogów, wodzów i kapłanów gromadzili swe skarby w podziemnych kompleksach pozostawionych im przez bogów. Górskie jaskinie dobrze spełniły swoje zadanie. Zachowana została nie tylko wiedza w postaci pism, rytów naskalnych, czy ustnie przekazywanych opowieści, ale również same urządzenia techniczne pozostawione przez bogów, w tym... latający dysk! Którego opis mógłby równie dobrze pojawić się w opowieści przeciętnego współczesnego człowieka, który patrząc w niebo miał szczęście zaobserwować UFO. Być może, siedzieli w nim dalecy potomkowie dawnych bogów...

Opisów takich oczywiście nie zabraknie i w innych przekazach, każdy kolejny taki opis przyczynia się do wzmocnienia tezy o pobycie bogów-astronautów na naszej planecie w zamierzchłej przeszłości. Istnieją, co prawda opisy bardzo różnych kształtów latających boskich 'rydwanów', lecz wyraźnie można dostrzec, iż są to rozmaite modele pojazdów, przybierające różne kształty - piramid, dysków, dzwonów [okrągłe 'piramidy'], kul... Na podobieństwo tychże pojazdów powstawały świątynie w Indiach, Azji Południowo-wschodniej.

Nie mógłbym nie przytoczyć kilku opisów podobnych pojazdów, nic nie jest tak przekonywujące jak same starożytne teksty. Zaczniemy od najsłynniejszego takiego przekazu, na podstawie którego inżynier NASA Joseph Blumrich opracował w pełni funkcjonalny model pojazdu latającego: Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący (oraz blask dokoła niego) a z jego środka (promieniowało coś) jakby połysk stopu złota ze srebrem, (ze środka ognia). Pośrodku było coś, co było podobne do czterech istot żyjących. (...) Każda z nich miała po cztery twarze i po cztery skrzydła. Nogi ich były proste, stopy ich zaś były podobne do stóp cielca; lśniły jak brąz czysto wygładzony. Miały one pod skrzydłami ręce ludzkie po swych czterech bokach. Porównywanie nieznanych urządzeń technicznych do żywych istot nie powinno nas dziwić biorąc pod uwagę poziom rozwoju cywilizacyjnego świadków tamtych wydarzeń. Stąd powinniśmy się dobrze zastanowić czytając mity: czy aby na pewno jest to smok, czy też może jednak latający pojazd bogów?

Chyba najczęstszym wizerunkiem boskiego pojazdu jest kula, bądź coś do niej podobnego [np muszla]. Przekazy Tajów mówią o jaju nie mającego kości boga Hsu, które spadło w zamierzchłej przeszłości z nieba, po podroży kosmicznej. Inny przekaz mówi o 'niebiańskiej kobiecie', która przybywszy na Ziemie zakochała się w pewnym człowieku, poślubiła go i odleciała z nim do swej niebiańskiej ojczyzny. Oczywiście za pomocą jajka. Starożytna abdukcja!

W Kotlinie Tarymskiej nad jeziorem Lob-Nor do dziś krążą pradawne legendy mówiące o tym, iż w odległych czasach bogowie przylecieli na ówczesne morze Gobi [dziś to pustynia!] w niebiańskim jaju z metalu. Inny lud tego regionu mówi, że po długim śnie [hibernacja przy podróżach kosmicznych?] bóg Tan wylądował miękko w swoim niebiańskim jaju.

Grecka bogini Tetyda wykluła się z niebiańskiego jaja. To późna wersja mitologiczna. Ustne legendy spisane przez badaczy rzymskich mówią, iż przybyła ona z oceanu - nocnego morza Wszechświata w 'czymś' o kształcie srebrzystego, błyszczącego jaja. Co ciekawe pierwotne imię Tetydy brzmi Eurynome - 'daleka wędrówka'.

W fińskim eposie "Kalewala" czytamy, ze bóg Vainamoinen, widocznie niedoświadczony pilot, próbował wylądować latającym jajem swojej matki. Jednakże młodemu bogu się nie udało i spadł do morza.

Przykładów można mnożyć niemal w nieskończoność...

Według opowieści Tatunca Nary bogowie powrócili na Ziemię w roku 3166 pne. Jak ta data wypada na tle innych narodów i cywilizacji? Okazuje się, że okres ten to czas błyskawicznego pojawienia się wysoko rozwiniętych kultur Egiptu, Bliskiego Wschodu, doliny Indusu i innych. Często okazuje się, że również inne kultury, datowane przez archeologię na znacznie późniejszy okres mają swoje korzenie właśnie w końcu czwartego tysiąclecia pne. Kalendarz Majów rozpoczyna się w roku 3113 p.n.e. Angielski odkrywca Niven twierdzi, że pierwsze budowle miejskie, będące dziełem poprzedników Azteków pochodzą z okresu 3500 lat przed Chrystusem. Nie oznacza to oczywiście, że odżegnuję się od teorii mówiących o znacznie wcześniejszych śladach cywilizacji ludzkiej. Wręcz przeciwnie, jestem zagorzałym zwolennikiem hipotez datujących np piramidy i Sfinksa na okres kilkunastu tysięcy lat wstecz, czy andyjskiego miasta Tiahuanaco na jedenaste tysiąclecie pne. Boliwijsko-niemiecki naukowiec [Polak z pochodzenia] Poznansky twierdzi, iż ta położona nad jeziorem Titicaca twierdza została zniszczona 12 tysięcy lat temu. Jednak pragnę tu wyraźnie podkreślić, iż są to dokonania innych cywilizacji, niż tych nam znanych. Są to dzieła kultur przedpotopowych!
Akt XI - Imperium Lhasy

Bogowie powrócili na ziemię. Przybyło jednak tylko kilka statków i nie zatrzymały się dłużej niż przez trzy księżyce. Jedynie dwaj z nich - bracia Lhasa i Samon nie odlecieli z bogami do ich ojczyzny. Lhasa ustanowił swą siedzibę w Akakor, a Samon poleciał na Wschód i tam założył swe Imperium.

Z 320 milionów mieszkańców Złotego Wieku, Drugą Katastrofę przeżyło jedynie 20 milionów. Testament Bogów znów poszedł w zapomnienie, lecz Lhasa odbudował starożytne imperium i na nowo wprowadził w serca 'testament' i zapomniane prawa.

Od tysiąca lat istniał naród, który graniczył z zachodnią częścią Imperium. Z narodem tym Ugha Mongulala od zawsze utrzymywali przyjazne stosunki. Byli nim Inkowie. Znali oni język i pismo Pierwszych Mistrzów, a ich kapłani znali również testament bogów, Pod koniec drugiej wielkiej katastrofy naród ten przeniósł się w góry do kraju zwanego dziś Peru i założył tam własne państwo. Lhasa, zaniepokojony o bezpieczeństwo swego Imperium nakazał wybudowanie fortecy na zachodniej granicy, Nakazał również budowę Machu Picchu, nowego miasta Świątyń. Machu Picchu jest miastem świętym, jego świątynie były poświęcone Słońcu, Księżycowi, Ziemi, Morzu i Zwierzętom. Po zakończeniu jego budowy, która trwała przez cztery pokolenia, Lhasa przeniósł się tam ze swym dworem.

Bogowie nie myśleli o pełnej restytucji stosunków panujących przed katastrofą, być może doszło wśród nich do konfliktu, czy należy kontynuować rozpoczęte dzieło cywilizowania człowieka, czy też pozostawić ludzkość samą sobie. Faktem jest, iż niektórzy z Przybyszów pozostali, by wśród ocalałych rozpocząć dzieło odnowy, tak kulturowej, jak i duchowej. Jednakże potęga boskich 'królestw' na Ziemi nie była już taka jak dawniej, w szczególności nie przywrócono jednego ogólnoświatowego imperium i jedynie nieliczne ludy znalazły się pod bezpośrednim panowaniem któregoś z bogów. Istniała groźba wojny z innymi plemionami, stąd też Lhasa podjął decyzję o budowie twierdzy mającej zabezpieczać zachodnie granice terenów zamieszkałych przez Ugha Mongulala. Twierdzą tą było Machu Picchu.

A więc znów mamy do czynienia z rażącą rozbieżnością między danymi i przede wszystkim datowaniami archeologii, a przekazami starożytnych. Nauka przypisuje budowę Machu Picchu Inkom i to w końcowej fazie istnienia ich państwa, zaś powstanie ich imperium określa najpóźniej na XII wiek naszej ery [założenie Cuzco]. Najpóźniej, czyli początków można się dopatrywać już kilka wieków wcześniej, ale i tak jest to jakieś 4 tysiące lat później niż podaje Tatunca Nara! Jak można rozwiązać tę zagadkę? Możemy założyć, iż opowiadający historię swego ludu wódz, zastosował określenia pochodzące z czasów współczesnych, tak, by ułatwić zrozumienie historii i lokalizację miejsc, o których mowa, Bruggerowi. W rzeczywistości mówił natomiast o mieście istniejącym na długo przed zbudowaniem przez Inków Machu Picchu. Chodziłoby tu o jakąś kulturę preinkaską, być może cywilizację Nazca? Możliwe też, iż sam znał jedynie lokalizację, nie wiedząc nic o ludzie, który podówczas zamieszkiwał Andy i błędnie przyjął, że to właśnie Inkowie panujący w Andach w czasach znacznie późniejszych są ich potomkami. Nie możemy też odrzucić hipotezy, iż Tatunca Nara ma rację w całej rozciągłości, a archeologia wykreowała całkowicie błędny obraz dawnych dziejów, co zresztą miałoby miejsce nie pierwszy raz i, niestety, nie ostatni. Przypomnijmy, iż wspominany już Niven przesunął korzenie bezpośrednich przodków Azteków do połowy czwartego tysiąclecia pne. Warto tu sięgnąć po opowieść innego indiańskiego wodza - Białego Niedźwiedzia z plemienia Hopi, który opisuje ucieczkę wielkiego indiańskiego ludu z zatopionej w czasie potopu Kassakary. Naród ten miał się wówczas podzielić i zapoczątkować istnienie najważniejszych kultur indiańskich: Inków, Majów, Hopi. Ta historia doskonale współgra z Kroniką z Akakor. Sytuacja przedstawiała się następująco. Gdy dochodzi do Wielkiej Katastrofy bogowie umożliwiają ludziom, zamieszkującym na skazanej na zagładę Kassakarze, ucieczkę do Ameryki Środkowej. Tam w czasie długich lat chaosu pod nieobecność bogów dochodzi do podziałów wewnątrz plemiennych, co skutkuje powstaniem trzech odłamów, które w późniejszych czasach staną się protoplastami cywilizacji Hopi, Majów i Inków. Ci ostatni osiedlili się w Ameryce Południowej. W czasie Drugiej Katastrofy, gdy bogowie zesłali na dolinę Amazonki powódź przenieśli się w góry i tam osiedlili. Przyznacie, iż taki bieg wydarzeń wydaje się całkiem prawdopodobny. A że nie zgadza się to z datowaniami archeologicznymi? Należy podkreślić tu jedno - stosowane przez naukę badania określające wiek znalezisk [metoda radioaktywnego węgla 14C], są w gruncie rzeczy niewiele warte. Przede wszystkim można w ten sposób badać jedynie szczątki organiczne [np ślady ognisk, kości], a nie faktyczny wiek budowli. Oznacza to, iż dana budowla powstała NAJPÓŹNIEJ w datowanym okresie, ale mogła też powstać tysiące lat wcześniej. Drugą wadą tej metody jest to, iż opiera się ona na badaniu zawartości w znalezisku izotopu radioaktywnego węgla - im go mniej, tym starsze znalezisko, tymczasem wystarczy, że sytuacja idealna, jaką jest naturalny stan atmosfery, zostanie zakłócona przez obecność promieniowania [nie mówię tu nawet o broni jądrowej, ale choćby naturalnych złożach uranu, wybuchach wulkanów], czy innych czynników takich jak choćby zwykły dym, czy ogień [i archeologowie badają ogniska!], a wyniki ulegną całkowitemu przeinaczeniu. Teorie archeologów opierają się na bardzo kruchych podstawach.
Akt XII - Imperium Samona

Lhasa odnowił imperium Akakor. Jego brat Samon poleciał na wschód, za wielką wodę by tam założyć własne państwo. Kronika niewiele o tym mówi, trudno zresztą się dziwić - wszystko to działo się po drugiej stronie Atlantyku. Jednakże pewne informacje, a także materialne ślady z przeszłości odnajdziemy.

Samon miał założyć swoje imperium w dolinie wielkiej rzeki po drugiej stronie Wschodniego Oceanu, jak Tatunca Nara określa Atlantyk. Miał ponoć zjednoczyć szereg plemion koczowniczych i przekazać im swoją wiedzę. Biorąc pod uwagę skąpe dane wynikające z samej Kroniki możemy jedynie stwierdzić, iż szukana przez nas lokalizacja znajduje się najprawdopodobniej gdzieś na terenie Afryki [Europa jest położona zbyt na północ, a Azja jest dopiero za Afryką], w dolinie olbrzymiej rzeki i powstała mniej więcej 3 tysiące lat pne. Już na pierwszy rzut oka wydaje się, że najprawdopodobniej chodzi tu o starożytny Egipt i tak w istocie może być. Kraj ten powstał z połączenia wielu drobnych, koczowniczych plemion, które posiadłszy wiedzę w zakresie rolnictwa, hodowli osiadły w dolinie Nilu, który jest przecież wielką rzeką [do niedawna uznawaną za najdłuższą na świecie]. O tym, iż wspaniała cywilizacja Egipcjan rzeczywiście zasługuje na nazwę wielkiego imperium nie muszę chyba wspominać. Warto jednak zwrócić uwagę na pewną historię mitologiczną.

Chodzi mi o obecność w legendach egipskich koncepcji bogów - nauczycieli. Nie jest to czymś niezwykłym, jeśli chodzi o wierzenia Indian amerykańskich, ale w rejonie szeroko pojętego Bliskiego Wschodu pojęcie to łączy się zazwyczaj ze zbuntowaną jednostką, a w każdym razie nie jest cechą charakteryzującą wszystkie istoty niebiańskie. Mitologię egipską charakteryzują pod tym względem pewne odmienności. Można zaryzykować twierdzenie, iż w dolinie Nilu pojawia się obcy Przybysz, który zanosi ludziom wiedzę. Taka charakterystyczną postacią w mitologii egipskiej jest Toth - dawca pisma. Czy należy go utożsamiać z Samonem? Bardzo kruche są podstawy, na jakich to czynię, ale w badaniach nad starożytnymi przekazami ciężko o jasne i pewne stwierdzenia. Można wreszcie doszukiwać się powiązań założycieli kultury kraju faraonów z Atlantydą i zastanowić się, czy czasem nie chodziło tu o Akakor...

Wszystko to tylko domysły, nie ma żadnej pewności, czy chodzi o Egipt, czy też może o Mezopotamię, dolinę Indusu, czy Zambezi. Staniemy jednak na o wiele trwalszym gruncie, gdy powiążemy przekazy z Kroniki mówiące o licznych podróżach braci między swoimi krainami, utrzymywaniu stałych kontaktów między Akakorem, a państwem Samona, a pewnym intrygującym znaleziskiem archeologicznym. Mówię tu o odnalezieniu w dolinie Amazonki fenickich monet sprzed naszej ery! Z miejsca należy tu odrzucić wymyślane na siłę koncepcje, iż monety te znalazły się w Ameryce dopiero współcześnie, przez kogoś porzucone, czy zgubione. Po co komu wlec cenne znalezisko archeologiczne przez pół świata!? Pozostaje z pozoru nieprawdopodobna możliwość, iż ktoś przewiózł te monety przez ocean w czasach starożytnych. Kontakty boskich braci wskazują na istniejącą współpracę między obiema krainami. Czy mogła ona mieć miejsce również na płaszczyźnie międzyludzkiej, czy sami ziemscy mieszkańcy Akakoru i państwa Samona mogli przebyć ocean?

Czytamy w Kronice, że Lhasa zarządził budowę wielkiego portu w delcie Amazonki, który miał przyjmować statki przypływające zza oceanu. Miało to miejsce w roku 3056 pne [7425 irc], a miasto zwało się Ofir. O tym, że takie wyprawy były możliwe w najdawniejszych czasach niech świadczą dokonania starożytnych już po odejściu bogów i zatraceniu części wiedzy: około 800 roku pne na rozkaz egipskiego króla Nechona Fenicjanie w przeciągu trzech lat opłynęli Afrykę. Statki egipskie odbywały regularne rejsy do Somalii [kraj Punt] i Indii. Średniowieczne mapy pokazujące szczegółowo wybrzeża Ameryki Południowej [z mapą Piri Reisa na czele] mają podobno pochodzić od starożytnych kartografów. Pozostaje jeszcze wspomnieć o historii z wizji Josepha Smitha, założyciela sekty mormonów, który w Księdze Etery zapisał historię Jeredów, zagubionego plemienia żydowskiego, które przepłynęło wokół Afryki, przez Pacyfik do Ameryki Południowej na pokładzie skonstruowanych w myśl boskich instrukcji łodzi podwodnych, wyposażonych nawet w sztuczne oświetlenie! Jak widać starożytne podróże międzykontynentalne nie powinny nas dziwić, a oparte na tej koncepcji wytłumaczenie obecności fenickich monet w Ameryce winno być poważnie potraktowane.

Bliska współpraca między obiema krainami trwała blisko tysiąc lat. W zamian za złoto i srebro statki handlowe z państwa Samona przywoziły papirusy, szlachetne gatunki drewna, materiały, kamienie szlachetne. Ofir stał się jednym z najbogatszych miast i to właśnie stało się jego zgubą. Tysiąc lat po odlocie Lhasy [co nastąpiło w końcu trzeciego tysiąclecia pne] Mongulala ulegli barbarzyńskim plemionom ze wschodu kontynentu, a wielki port został spalony. Ugha Mongulala wycofali się na zachód, a wszelkie kontakty z państwem Samona ustały. Pozostały jedynie wspomnienia i liczne dary zza oceanu ukryte w podziemnych miastach imperium Akakor.

W 1551 roku [12032 irc] wojna niesiona przez konkwistadorów dotarła do ziem Mongulala. Podjęto decyzję o wycofaniu się w głąb dżungli, zniszczeniu miast, świątyń i wszelkich znaków mogących do nich prowadzić. Wszystkie skarby przeszłości ukryto tak, by biali barbarzyńcy nie mogli do nich dotrzeć. Wraz z najeźdźcami pojawiła się krzewiona za pomocą bezwzględnej przemocy wiara katolicka... Poniższy fragment pozostawiam bez komentarza, tak by każdy mógł poczynić własne przemyślenia.
Akt XIII - 'Święty Testament' - religia bogów

Wraz z przybyciem białych barbarzyńców przed pięciuset laty, porządek ustanowiony przez

Lhase został zniszczony. Większość sprzymierzonych plemion odrzuciła nauki Starożytnych Ojców i zaczęła czcić symbol Krzyża. Dziś tylko Ugha Mongulala żyją zgodnie z testamentem Bogów.

Nasza wiara różni się całkowicie od fałszywej wiary białych barbarzyńców, którzy adorują własność, bogactwo i władzę, tak jak Boga. I myślą, że żadne poświęcenie nie jest zbyt wielkie, by mieć więcej niż własny sąsiad.

Ale testament naszych Bogów uczy nas jak żyć i umierać. Wskazuje nam drogę do życia po śmierci. Uczy nas, że ciało rodzi się i umiera. Z tego powodu nie może ono uosabiać sobą naszego prawdziwego życia. Nasze zmysły zależą od naszego ciała, jak płomień od świecy. Kiedy płomień gaśnie, również i zmysły gasną. Dlatego i one nie mogą uosabiać naszego rzeczywistego życia. Zarówno nasze ciała, jak i zmysły zależą od czasu, zmieniają się wraz z jego upływem. Śmierć jest definitywną zmianą.

Nasz testament uczy nas, że śmierć niszczy coś, bez czego możemy się obyć. Prawdziwe 'Ja', esencja człowieka, życie - znajduje się poza czasem, jest nieśmiertelne. Po śmierci ciała, wraca tam, skąd przyszło. Tak, jak ogień używa świecy, aby być widzialnym, tak 'Ja' używa ciała, aby było widzialne jego życie. Po śmierci wraca do zasady czasu, do początku świata, do łona absolutu i wieczności.

Człowiek jest częścią ogromnego i tajemniczego kosmicznego planu rozwijającego się w kosmicznych niebach i kierowanego wiecznym prawem. Nasi Pierwsi Mistrzowie znali to prawo. W ten sposób Bogowie nauczyli nas tajemnicy drugiego życia. Nauczyli nas, ze śmierć ciała nie ma znaczenia i że ważna jest jedynie nieśmiertelność 'Ja', wolna od czasu i materii.

Jedyne, co chciałbym tu dodać to zwrócenie uwagi na to, iż bogowie będący na Ziemi przedmiotem kultu mieli własną religię, w szczególny sposób ujmującą Wszechświat i istotę życia. Czyż może być lepszy dowód na to, iż najwyższe istoty z ziemskich mitologii i starożytnych religii nie są prawdziwymi Bogami - przez duże 'B'?

Bogowie powrócili, pomogli odbudować zniszczone ludzkie cywilizacje, stworzyli nowe i... odlecieli. Ich dzieło zostało wykonane. Czy powrócą jeszcze kiedyś? Współczesne obserwacje UFO wskazują, iż tak naprawdę być może nigdy nas nie opuścili, że może cały czas obserwują nasze postępy i być może powrócą pewnego dnia, by wprowadzić nas do kosmicznej społeczności, gdy do tego dojrzejemy...
Zakończenie

Na tym kończy się Księga Orła. Kolejne części Kroniki z Akakor opowiadają o walce z Hiszpańskimi konkwistadorami i nie są interesujące z naszego paleoastronautycznego punktu widzenia. Dlatego też kolejna część mojej opowieści poświęcona będzie temu, co możemy nie tylko przeczytać, ale i zbadać - zaginionym miastom w Ameryce Południowej.
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Legenda z Akakor

Post autor: Blad » 26 stycznia 2011, 00:42

Bladziku kochany bardzo dziękuję za cały art. :D :D :D
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

ODPOWIEDZ