Czy istnieją podziemne światy

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Czy istnieją podziemne światy

Post autor: janusz » 18 stycznia 2011, 16:09

Czy istnieją podziemne światy

W 1946 amerykański pisarz Richard. S. Shaver na łamach czasopisma "Amazing Stories" umieścił swoją niezwykle sugestywną i pełną szczegółów wzmiankę o tajemniczym mieście zlokalizowanym pod ziemią, tuż pod budynkami Nowego Jorku. W jak bardzo wierny sposób historia ta została przekazana niech świadczy poniższy jej fragment: "Wśród zwartych, pierwotnych skał bazaltowych, stanowiących podstawę obecnych Stanów Zjednoczonych, głęboko wewnątrz solidnych mas czarnej skały, gdzie nie przenika nawet woda, leży miasto. Miasto to nie jest aż tak dobrze znane, jak leżący ponad nim nowoczesny Nowy Jork, ma jednak sprzymierzeńców, wrogów i slumsy, ma swych lordów i bogaczy. Jest częścią prastarego, zapomnianego, podziemnego świata, nie całkiem obcego ludziom mieszkającym na powierzchni; jest nie rozpoznaną straszliwą prawdą, złowrogim elementem życia, jest częścią naszej cywilizacji, znajdującą się pod naszymi stopami, nazwanej przez tych �tórzy wiedza�Zamaskowanym Światem. Podziemny świat jest skomplikowaną plątaniną wielopoziomowych, wydrążonych przez tytaniczne moce jaskiń, które sięgają każdego miejsca pod powierzchnią naszego współczesnego świata. Jednak pod Nowym Jorkiem prastare trakty zbiegają się w skupisko siedzib większe niż gdziekolwiek indziej na wschodzie USA. Ten podziemny świat istnieje tylko w niewielkiej części; większość jest do tej pory nie zbadana. Wszystko jest dziełem rąk starożytnej rasy, która opuściła Ziemie tysiące lat temu".
Jak się łatwo domyśleć, na skutek ukazania się w tamtych czasach tego typu informacji w powszechnej prasie nie trzeba było długo czekać. Cała masa nowojorczyków rozpoczęła na własna rękę poszukiwania tajemniczego podziemnego świata ukrytego pod ich miastem. Podobno euforia ta przybrała rozmiary przewyższające okresami nawet słynną gorączkę złota na Alasce, a do jej opanowania potrzebne były aż oddziały władz stanowych. Wszystko uspokoiło się dopiero wówczas, kiedy z oficjalna informacja wystąpili experci Białego Domu - stwierdzili oni ze badania geologiczne nie potwierdzają w żadnym wypadku tego, o czym wspomina Shaver. Niedoszli odkrywcy podziemnych światów zrezygnowali wiec z poszukiwań i wraz ze swoimi łopatami i kilofami oraz rozczarowana miną powrócili do swych domów, po czym o całej sprawie zapomnieli. Jednak nie wszyscy oni dali za wygrana, część badaczy postanowiła dokładniej przyjrzeć się historii Shavera, w wyniku czego okazało się ze, została ona przez niego sklecona z wielu przekazów i legend miejscowych Indian. Sam Shaver nie wierzył jednak w te opowieść, zważając na to ze nie widział żadnych dowodów potwierdzających istnienie owego podziemnego miasta jak i tuneli. Jednakże naukowcy z Instytutu Badań Podziemnych mieli już pierwszy krok za sobą - wiedzieli już skąd owe informacje pochodzą, pozostało im więc tylko skontaktować się z osobami o których wspominał Shaver. Po pewnym czasie udało im się spotkać z jednym z członków indiańskiego plemienia Siuksów. Mężczyzna ten, po długich targach i namowach, zdecydował się w końcu powtórzyć wszystkie informacje które przekazał najpierw Shaver�wi. Przedstawił badaczom przygodę która przytrafiła się dziadkowi Indianina - członkowi plemienia Siuksow noszącemu przydomek Biały Koń.
Pewnego dnia, Biały Koń podczas polowania na bizony na obszarach dzisiejszej Kalifornii znalazł wśród gór dziwne pękniecie w skale. Po wejściu do szczeliny odkrył długi, wykonany we wzgórzu tunel, a kiedy przeszedł nim pewna odległość w oczy rzucilo mu się słabe, zielonkawe światełko, świecące w głębi korytarza. Po dojściu doń, okazało się, ze tunel przechodzi raptem w obszerna salę, na środku której siedziało dwoje ludzi - jasnoskóry mężczyzna wraz z kobieta o blond-złotych włosach. Oboje wyglądali na bardzo zasmuconych, a kiedy Biały Koń zapytał ich o powód tego przygnębienia, odparli, iż niedawno zginął ich jedyny syn jakiego mieli. Wytłumaczyli Białemu Koniowi iż są mieszkańcami podziemnego świata, i pomimo ze wiedza o istnieniu innego świata na górze nigdy nie mieli okazji ujrzeć osoby która z niego pochodzi. Biały Koń był dla nich pierwsza taka osoba. Całe spotkanie trwało bardzo długo, a Biały Koń opowiadał w tym czasie obojgu obcym o tym, jak żyje się na powierzchni. Podziemni zaś opisywali za to realia życia w tunelach. Według mieszkańców podziemia, Indianie bardzo dawno temu przywędrowali pod ziemią z nie istniejącego już dziś kontynentu i po pewnym czasie wyszli z tuneli na powierzchnie. Dodali tez, ze cala ludzkość, jaka żyje na ziemi jest tak naprawdę potomkiem mieszkańców owego tajemniczego i zaginionego kontynentu. Kiedy Biały Koń zdecydował się już wracać, para mieszkańców podziemia obdarowała go żelaznym talizmanem, który emitując nieznane światło potrafił topić skały, ścinać drzewa i zamieniać piasek w kamień. Talizman tez po śmierci Białego Konia został pochowany wraz z nim, spoczywał przy zasuszonych zwłokach mężczyzny. Pewnego dnia jednak zniknął i nikt nie potrafi wyjaśnić co było tego powodem.
Na pierwszy rzut oka cala ta historia wydaje się być tylko kolejna z wielu bajek, jakimi mogą obdarzyć cywilizowanego człowieka pierwotne ludy dowolnego kontynentu na Ziemi. Jednak dr Harold Wilkins, zanim zdecydował się odsunąć te opowieść na bok, postanowił porównać je z opowieściami innych plemion. I tu niespodzianka - dokładnie o tym samym, o tunelach, podziemnym świecie i zaginionej wyspie, wspominali członkowie wielu innych szczepów Indiańskich, m.in. Apaczów i Szoszonów. Pierwsi wierzą np. ze ich odlegli w czasie przodkowie, trafili na kontynent amerykański tunelami, przybywając z wielkiej wyspy na Wschodnim Oceanie, na której znajdował się m.in. wielki port z murowanym wejściem. To samo mówią Szoszoni - wg ich wierzeń, przodkowie zamieszkujący Florydę przybyli na nią tunelami z wielkiego lądu, znajdującego się po środku Atlantyku. Do tego ich skora była całkiem biała a po wyjściu z tychże tuneli natknęli się oni na cały szereg innych budowli, należących do wcześniejszych cywilizacji. W tym momencie widać już wyraźnie, ze przekazy te idealnie pokrywają się ze wspomnieniami o Atlantydzie - legendarnej (a wg naukowców mitycznej) wyspie znajdującej się na środku Atlantyku, której istnienie jak i nagłą zagładę opisał Platon w jednym ze swoich dziel. Tylko jakim cudem Indianie amerykańscy przeczytali dzieła Platona??? Badacze nie potrafili tego jednoznacznie wytłumaczyć, postanowili wiec znaleźć chociażby najmniejsze ślady potwierdzające słowa Indian - pragnęli odkryć chociaż pozostałości po tunelach. Nikt z nich nie spodziewał się wówczas jeszcze, że owe tunele zostały po części odkryte już 11 lat wcześniej. Odkrywca ich był Frank White, geolog i archeolog, który w 1935 roku w Kanionie Kolorado natknął się na resztki podziemnych konstrukcji. Oto co czytamy w jego notatkach "Wzdłuż kanionu rzeko Colorado występują miejsca, w których przy pewnym oświetleniu można dostrzec wyryte głęboko strzałki. Poszukiwacze przemierzający pustynie Gila i bezludne, nękane pragnieniem i upałem tereny Arizony uważają, ze są to drogowskazy do ukrytych siedzib niezwykle starych ras ludzkich; są to może pomniki jakiegoś nieznanego ludu, którego pogrzebane w ziemi świątynie mogą być wspanialsze niż egipskie piramidy. A to wszystko o dzien. marszu od San Diego."
Cóż, przyznać trzeba ze to jednak nie wiele, ale najlepsze dopiero czekało na naukowców z Instytutu Badań Podziemnych. Zainteresowani zbieżnością wielu przekazów tak rożnych plemion, a przy tym zachęceni efektem poszukiwań White�, postanowili oni zebrać fundusze i uwzględniając wszystkie informacje zbadać rozlegle tereny Kalifornii pod kątem istnienia w nich podziemnych tuneli i budowli. Początkowo efekty były mizerne, jednak to na co natknęli się badacze po trzech latach poszukiwań przerosło ich oczekiwania - pod górą Mt. Shasta natknęli się oni na przeszło 260 km idealnie wykonanych w skale tuneli. Najbardziej zaskoczyła ich idealna gładkość ścian, pokrytych jakby stopionym szkliwem. Wszystko wskazywało jednoznacznie na to, ze tunele te zostały wykonane metoda topienia skal a nie ich wykuwania! To tez tłumaczyło, gdzie podziały cale setki ton gruzu i ziemi, jakie z pewnością musiały by być gdzieś wydobywane z wykuwanych tuneli. Najprawdopodobniej owe 260 km na jakie natknęli się badacze były tylko skromną częścią o wiele rozleglejszej sieci, która jednak została z czasem zniszczona przez tamtejsze trzęsienia Ziemi i obruszenia się skal.
Radość z odkrycia nie trwała jednak długo. Pomimo bowiem tak spektakularnych efektów poszukiwań cały zespól Instytutu został odsunięty od badań a teren wokół góry Mt.Shasta szczelnie zamknięty. Pretekstem było rzekome budowanie w tunelach podziemnej bazy dla armii Stanów Zjednoczonych. Przez pewien czas dostęp do Mt.Shasta był całkowicie zabroniony osobom nieupoważnionym, stan ten zmienił się dopiero po kilku latach, kiedy społeczeństwo o całej sprawie już zapomniało. Co ciekawe, ci którzy nadal próbowali czegoś się dowiedzieć na temat "szklanych tuneli" byli dalej hamowani i odsyłani z kwitkiem. Powód - trwający po dziś dzień w tamtych okolicach, rządowy projekt o dość dziwnej nazwie "Polodowcowych przestrzeni pod skorupą ziemską". Nie wiadomo wiec co znajdowało się dokładniej pod górą Mt.Shasta ani tez jakie prace przeprowadza się tam obecnie - wyniki tych ustaleń i prac ciągle są okryte klauzula tajemnicy. Jedyne czego można być pewnym to to, ze tunele faktycznie istnieją. Co zatem z tajemniczym, podziemnym światem o którym wspominała przygoda Białego Konia? Może faktycznie istnieje (i to jest przyczyną trzymania w tajemnicy wyników badań pod Mt.Shasta) a może jego istnienie nigdy nie miało miejsca. Jak jednak mówią dalej w swoich przekazach Szoszoni i co rzekomo zostało im przekazane przez tzw. Wodza Światła, który miał do nich przybyć "Z podziemi gór znajdujących się w Tybecie": - "Przyjdzie dzień, w którym narodzą się mgły i sztormy. Nagie góry pokryją się lasem, a Ziemia się zatrzęsie. Największe i najpiękniejsze miasta strawi ogień. Ojciec powstanie przeciw synowi, a matka przeciw córce. I przyjdzie zniszczenie na ciało i duszę. Wtedy ja wyślę ludzi jeszcze nie znanych, którzy wyrwą chwast szaleństwa. Ziemia zostanie oczyszczona śmiercią narodów, a wtedy lud podziemi wyjdzie z jaskiń ku Słońcu...".
Pomijając już w tym przekazie sama treść, wskazująca tak jak u wielu innych religii na nadejście nieuchronnego Końca Świata, zastanawia w tej całej historii kilka innych rzeczy. Po pierwsze, że wiara w istnienie podziemnych tuneli łączących rożne rejony świata nie jest domeną tylko i wyłącznie ludów pierwotnych Ameryki Północnej. Takie same informacje możemy również znaleźć wśród wielu ludów Am. Południowej, ostatnio zaś dość głośna stała się sprawa powiązania Wyspy Wielkanocnej z Indiami - wg wierzeń dawnych mieszkańców wyspy, miała być ona połączona z kontynentem azjatyckim podziemnym korytarzem, umożliwiającym mieszkańcom obu miejsc wzajemne przechodzenie do swoich krajów. Brzmi absurdalnie, jak jednak wytłumaczyć niedawno odkryte na Wyspie Wielkanocnej cale szeregi powiązań z hinduizmem, począwszy od pewnych podobieństw językowych, aż po niektóre tematy zdobnicze stosowane przy rzeźbach i budowlach? Kolejna sprawa jest również wzmianka Szoszonów o Wodzu Światła który miał do nich przybyć "Z podziemi gór znajdujących się w Tybecie". Każdy kto interesuje się dokładniej tematem zaginionej cywilizacji, która egzystowała na Ziemi jeszcze przed czasem potopu, z pewnością słyszał o tybetańskim �odziemnym mieście�- Agartha. Wg starożytnych przekazów miało to być jedno z wielu miejsc (po m.in. Wielkiej Piramidzie) w których została złożona i uchroniona przed zniszczeniem wiedza i spuścizna wspomnianej przedpotopowej cywilizacji. Być może wiec Agartha jest właśnie częścią lub tez tym samym podziemnym miastem, skąd przybył na kontynent amerykański Wódz Światła.
Dziwne przekazy na temat podziemnych konstrukcji czy wręcz całych światów lub społeczności egzystujących pod powierzchnią naszej planety nie są jednak, jak się okazuje specjalnością kultur starożytnych. Oto bowiem tego typu relacje spotkać możemy również w czasach nam jak najbardziej współczesnych! Oto bowiem historia, która wydarzyła się w 1986 roku w angielskim miasteczku Showbury. Pięcioletni wówczas Brani Stone bawił się na podwórku pod okiem swej matki, jednak wystarczyło zaledwie kilka minut aby kobieta stwierdziła, że chłopczyk gdzieś przepadł. Czas ten nie pozwalał jednak na to aby malec oddalił się na dużą odległość, tym większe wiec było zaskoczenie wszystkich biorących udział w poszukiwaniach, kiedy okazało się ze Brian naprawdę przepadł jak kamień w wodę. Poszukiwania trwały trzy dni, i brały w nich udział nie tylko oddziały miejscowej policji ale również znaczna większość mieszkańców miasteczka. Po tychże trzech dniach Brani jednak się raptem odnalazł - znaleziono go przed własnym domem, całego i zdrowego, chociaż bardzo zmęczonego. Największą jednak sensacje wywołało to o czym opowiedział. Cala przygoda zaczęła się od tego, iż Brian postanowił udać się do pobliskiego zagajnika, rosnącego tuz koło domu jego matki. Idąc wśród drzew natknął się jednak na "dziurę w ziemi", do której po krótkiej chwili zdecydował się wcisnąć. Wewnątrz trafił na wąski ale długi korytarz, który zaprowadził go do ciasnego wyjścia zlokalizowanego w "bardzo zielonym miejscu". Wg słów Briana w miejscu tym nie świeciło żadne Słońce, niebo było ciemnozielone, natomiast ziemia nieco jaśniejsza, przypominająca kolor khaki (Brian wskazał ten kolor po podsunięciu mu próbek). Panował tam również, jak on to określił "niezupełny wieczór". Co ciekawe chłopiec upierał się też, iż w owym dziwnym miejscu zauważył "śmieszne, małe zwierzątko", kicające na tylnych łapach podczas gdy przednimi, o wiele krótszymi "wymachiwało na boki" jak dziecko udające ptaka. Całe zwierzątko było pokryte zielonym futrem z pomarańczowymi plamkami. W chwile później pojawiło się obok chłopca troje ludzi - kobieta i dwóch mężczyzn. Oni również mieli zieloną skórę, a do tego ciemnobrązowe włosy. Koloru ich oczu Brian nie potrafił określić, powiedział jednak ze ich ubrania "mocno błyszczały". W pewnej chwili jeden z mężczyzn wyciągnął z torby cos w rodzaju jakiegoś aparatu, przytknął go do ramienia chłopca i to była ostatnia rzecz która Brian zapamiętał. Ocknął się dopiero przed swoim domem, otoczony przez poszukujących go dorosłych. Rzecz jasna cala te opowieść również można potraktować jedynie jako wymysł, fantazje, ewentualnie sen młodego Briana. Nie udało się jednak ustalić gdzie Brian spędził faktycznie owe trzy dni. Próbowano tez badać go pod katem zażycia jakiegoś narkotyku, względnie podania go Brianowi przez inna osobę, ale i te wyniki nie wykazały niczego takiego.
Czyżby wiec Brian mówił prawdę, jednakże ze względu na swój młody wiek sam nie potrafił swego przeżycia "ubrać" w bardziej wiarygodne słowa? Całkiem możliwe, tym bardziej że o podlonym przypadku, aczkolwiek jakby z odwróconymi rolami, czytamy w angielskiej kronice z 1200 roku. Autorami dwóch wzmianek, dotyczących tej samej historii z 1154 są William z Newburgh jak również opat Ralph z Coggoshall. Tamtego roku, w maleńkiej wiosce o nazwie Woolpit w hrabstwie Suffolk, akurat trwały żniwa. Kiedy chłopi zbierali zboże ze swoich pól, raptem dostrzegli dwoje małych dzieci wyczołgujących się z pobliskich zarośli, byli to chłopczyk i dziewczynka. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że oboje mieli zielona skórę oraz ubrani byli w dziwacznie skrojone, na pewno nie pasujące do okolic Suffolk, szaty. Kiedy zostały dostrzeżone przez rolników podniosły się z ziemi i zaczęły "jak obłąkane biegać po polu, dopóki żniwiarze nie schwytali ich i nie zaprowadzili do wsi, gdzie zebrał się wszystek lud, by przyjrzeć się cudowi". Jak dalej podaje opat Ralph "Nikt nie rozumiał ich mowy, Gdy prowadzono je do domu rycerza sir Richarda de Colne w Wikes, rozpaczliwie płakały. Podawano im jedzenie lecz nie tknęły niczego. Dopiero gdy przyniesiono zieloną fasole z łodygami, rzuciły się na nią. Otwierały łodygi - nie strąki - i nie znalazłszy ziaren - znów płakaly. Dopiero obecni pokazali im, jak znaleźć fasole, która zjadły ze smakiem". Zielona para do końca swoich dni żywiła się w zasadzie tylko fasolą. Chłopiec nie żył długo, zmarł po kilku miesiącach od znalezienia go na polu. Przez ten cały czas sprawiał wrażenie zasmuconego i ciągle zmęczonego. Jednakże dla odmiany, dziewczynka z zieloną skórą bardzo dobrze czuła się w nowym świecie i nie miała większych problemów z przystosowaniem się do naszych warunków. Nauczyła się nawet jeść nasze potrawy, a do tego jej zielony kolor na skórze jakby nieco zbladł. Zdecydowano wiec o tym, aby dziewczynę ochrzcić po czym została ona już na stale w zamku sir Richarda. Nie była jednak taka jak inne dziewczyny w jej wieku - wg przekazów opata Ralpha "była rozwiązła i bezwstydna w swoim zachowaniu". Pomimo to jakiś czas później zdecydowano wydąć ja za mąż za mężczyznę z pobliskiego Kings Lynn. Najwięcej udało się dowiedzieć od dziewczyny dopiero po tym, jak nauczyła się miejscowej mowy. Zapytana o kraj z którego pochodzi odpowiadała ze jej świat jest "cały zielony, nie świeci tam żadne Słońce i ciągle panuje półmrok, a wszyscy ludzie - tak jak ona - posiadają zielona skórę". Pytana o to w jaki sposób dostała się ze swojego świata do naszego, wyjaśniła, iż któregoś dnia pilnowała wraz z bratem stada swoich zwierząt (niestety kroniki nie podają cóż to były za zwierzęta i jak wyglądały). W pewnej chwili oboje usłyszeli, nieznany im wcześniej, dźwięk dzwonu, dochodzący z niewielkiej jaskini. Wraz z bratem weszli do niej i po przejściu długim korytarzem wydostali się na powierzchnie w naszym świecie. W jednej chwili jednak jasno święcące Słońce i upal całkowicie ich zaskoczyły, po krótkiej chwili oboje zemdleli. Kiedy po jakimś czasie ocknęli się, ze strachem zaczęli szukać wejścia do tunelu aby wrócić do domu, jednak wówczas zostali zauważeni przez "białoskórych" rolników na polu.
Wszystkie te opowieści skłoniły poszukiwaczy do tego, aby spróbować odnaleźć tajemnicze wejście prowadzące do tuneli i zielonych światów. Niestety pomimo solidnych poszukiwań do dzisiaj nie udało się go zlokalizować. To samo dotyczy "dziury w ziemi" do której w 1987 roku wszedł Brian Stone. Jednak może zastanowić fakt, ze kiedy zerkniemy na mapę Anglii, to okaże się, że Woolpit wspomniane w kronikach i Showbury w którym mieszkał Brian dzieli bardzo mała odległość. Może wiec istotnie w tamtej okolicy znajduje się wejście do podziemnych tuneli, bez względu już na to czy historie o "zielonym świecie" są prawda czy fikcją. Zastanawia tez fakt, ze hipotetyczni mieszkańcy "zielonego świata" którzy spotkali się z Brianem, zdecydowali się odstawić go na swoje miejsce, zatem oni również muszą zdawać sobie sprawę z możliwości przejścia z ich świata do naszego. Kiedy wiec głębiej nad tym pomyślimy i przypomnimy sobie o przekazach starożytnych Indian, o odkryciach w Kalifornii i pod górą Mt.Shasta, o opowieściach z czasów nam współczesnych jak i o tych które możemy przeczytać dzięki średniowiecznym skrybom, musimy dojść do wniosku, że opowieści te są w znacznej mierze prawdziwe. Pozostaje więc mieć nadzieje, że ktoś kiedyś zdecyduje się zbadać to zagadnienie bez lęku przed uznaniem go za wariata, bądź tez bez uczynienia z całego tematu kolejnej tajemnicy, jaka dołączy do zbioru tych, którym ludzkość stawia czoło od niepamiętnych czasów....
Bibliografia:
1. Mieszkańcy podziemnego świata, Krystian Zielba
2. Zielony człowiek, zielona krowa..., Katarzyna Wysocka

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 16:11

Państwo podziemia - część pierwsza

Obrazy krainy zmarłych, to jeden z licznych wspólnych mianowników w mitologiach starożytnego świata. Zadziwiające są podobieństwa w mitologiach ludów żyjących w izolacji geograficznej. Czy to przypadek?

W poprzednim artykule przedstawiałem mity opisujące globalny potop. W niniejszym artykule zajmę się, szeroko występującym w mitologiach, motywem państwa podziemia.

W wierzeniach starożytnych ludów bardzo często obok podziału historii świata na kolejno następujące po sobie cykliczne epoki, pojawia się także podział przestrzenny, który stanowi istotny składnik myśli starożytnych. Strony świata dzielono na cztery lub na pięć części z centralnym punktem środka. Z poszczególnymi regionami łączyły się określone bóstwa, nazwy, barwy, ciała niebieskie a nawet zwierzęta (zaciekawiło mnie użycie dokładnie tych samych kolorów przy podziale świata na części, aczkolwiek przypisując im inne strony, w zupełnie obcych sobie kulturach starożytnych Chin i Azteków ). W starożytnej wizji świata oprócz poziomego podziału występował również podział pionowy. Różnie wyglądało to u różnych kultur, jednak najczęściej świat dzielił się na sferyczne niebo (składające się z kilku poziomów), ziemię oraz świat podziemny.

Świat podziemny najczęściej był utożsamiany z krainą zmarłych lub lokalizowano ją w jednej z części podziemnego świata, który podobnie jak niebo dzielono na kilka poziomów. W Mezopotamii poniżej ziemi i jej wód znajdowała się druga przestrzeń kosmiczna zwana „wielką krainą w dole”. W tej krainie Sumerowie umieścili swoja krainę zmarłych.

Przestrzeń podziemna nosiła nazwę Kur, dosłownie „obca kraina”. Była to siedziba potężnych złych mocy, które w mitologii personifikował potwór Kur. Ten sam potwór uprowadził do swojego królestwa boginię Ereszkigal, która już na zawsze została w podziemnej krainie, władając nią u boku swego męża Nergala. Do podziemi prowadził specjalny otwór. Następnie w towarzystwie przewoźnika należało przebyć rzekę „pożerającą człowieka” (najprawdopodobniej pierwowzór późniejszego Styksu i Charona ) Kur składało się z siedmiu okręgów a do każdego wejścia bronił mityczny mur. W centrum stał zamek z lazurytu- siedziba bogini Ereszkigal. Najważniejsze wyroki wydawał trybunał sędziowski, w skład którego wchodził m.in legendarny sumeryjski władca i bohater Gilgamesz. Poza siedmioma bogami wchodzącymi w skład trybunału, rolę sędziego pełnił również sumeryjski bóg słońca Utu, schodząc do podziemi po codziennej wędrówce po niebie (podobną podróż odbywał także egipski bóg słońca Re). Pobyt w Kur dla boskich mieszkańców niebios był karą za złamanie praw.

W Indiach także świat podziemia dzielono na siedem regionów przeznaczonych dla węży i różnych demonów.Pod podziemiami lokalizując siedem piekieł wybrukowanych twardymi
kamieniami, wyłożonych wrzącym piaskiem i mułem. W piekłach żyło piętnaście klas najniższych bóstw trudniących się męczeniem grzeszników. Na różny sposób, jedne niszczą nerwy swych ofiar, inne odrywają kości od ciała, torturują przeszywając włóczniami lub strzałami ciała swych ofiar, przypiekają papryką otwarte rany . Na poziomie piekieł znajduje się również wspomniane podziemie zamieszkałe przez Nagow, bóstwa wężowe, antagoniści słońca, pilnie strzegący podziemnych skarbów.

Ozyrys z egipskiego panteonu bóstw, pierwotnie utożsamiany z rocznym cyklem wegetacyjnym był bóstwem przyrody. Dopiero po swej śmierci i powtórnym przywróceniu do życia za sprawą swej żony Izydy, postanowił objąć rządy nad zmarłymi w krainie podziemia. Od tej chwili Ozyrys był bokiem umarłych i sędzią w zaświatach. Zgodnie z egipskimi przekazami do Państwa Umarłych dostać można się było jedną z dwóch dróg. Pierwsza prowadziła wodą a druga ziemią a obie oddzielone od siebie jeziorem ognistym. Niezależnie od obranej drogi, każdą chroniły straszliwe potwory i węże. Aby uniknąć zagłady, należało znać odpowiednie zaklęcia, dzięki którym zmarły mógł podążać dalej. Kraina podziemia podzielona była na okręgi, do których wiodły bramy i gdzie znajdowały się kanały, jaskinie i pagórki strzeżone przez demony i pomniejsze bóstwa.
Według wyobrażeń Azteków świat podziemny również był podzielony na części, tym razem na dziewięć regionów podziemnych, także mających układ piętrowy. Nad Maictlanem
światem zmarłych panował bóg Mictlantecuhtli wraz ze swoja małżonką. Do Mictlan trafiali ludzie niczym nie wyróżniający się za życia, zanim tam jednak dotarli, musieli po drodze pokonać niezwykłe i bardzo ciężkie przeszkody (niebezpieczne węże, jaszczury, wiatry itp.). Aby uchronić zmarłych od złych przygód w zaświatach, dawano im różne przedmioty, które miały zapewnić bezpieczną drogę do Mictlanu.

Jednak najbardziej zachwycającą i porywającą z ogromnego spektrum starożytnych mitologii odnoszących się do podziemnego świata, jest niewątpliwie historia wywodząca się z dalekiego wschodu, opowiadająca o mitycznym państwie podziemia Aghatra, rozciągającym się pod kontynentem azjatyckim. To co m.in. wyróżnia historię Aghary od przytoczonych wcześniej mitów, to jej współczesność. Legenda o Agharcie jest ciągle żywa w kulturze dalekiego wschodu, z tym samym przekonaniem co tysiące lat wcześniej opowiadana jest w kręgach tybetańskich lamów.

Źródło: Mitologie Świata- Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe


Agharta Państwo Podziemia - część druga

Czy rozliczne systemy podziemnych tuneli zamieszkuje starożytna cywilizacja, która przed tysiącami lat miała uciec pod powierzchnie i założyć nowe państwo wolne od jakichkolwiek przejawów zła?


Zgodnie z buddyjskimi przekazami historia podziemnego państwa sięga 60 tysięcy lat, kiedy to pewna cywilizacja wcześniej zamieszkująca ziemię, pod przewodnictwem jednego
świętego człowieka zeszła do podziemia, by nigdy już nie wyjść na powierzchnię. Państwo Agharty
rozciąga się wzdłuż wszystkich szerokości geograficznych, kompleks sztucznych i naturalnych tuneli zgodnie z wierzeniami, przecina cały glob łącząc ogromne miasta. Stolicą podziemnego państwa jest Shambala, otoczona miastami zamieszkałymi przez wysokich kapłanów.

Według tradycji Shambala ma się znajdować gdzieś w Tybecie i jeśli wierzyć licznym przekazom lamów, tajemnicze wejście do niej zlokalizowane jest gdzieś w okolicy góry Kajlas. Święta góra wyznawców hinduizmu i lamaizmu leży w najwyższym paśmie górskim o tej samej nazwie. Kajlas dosłownie Śnieżny Brylant w wierzeniach buddystów jest bogiem Siwą pogrążonym w medytacji. Mistyczna góra o kształcie piramidy ma być kosmicznym centrum wszechświata, dlatego miejscowi nie wchodzą na jej szczyt.

Według tradycji mieszkańcami Agharty mają być ludzie niezwykle oświeceni, uczeni. Posiadając różne stopnie magiczne, nieustannie zgłębiają swoja wiedzę i pracują nad swoim rozwojem duchowym. W legendach Agharta jest wielkim centrum inicjacji i wtajemniczeń, a jednym z jej największych skarbów jest biblioteka świętych tekstów, w zależności od przekazów formy w jakich zapisany jest dorobek całej cywilizacji są różne.

Śledząc historie tajemniczej Agharty natrafiłem na wzmiankę, zgodnie z którą archiwum ludzkości ukryte w podziemnym królestwie zapisane jest nieznanym ludziom języku: wattan. Jeśli wierzyć przekazom, wielu lamów wyższych stopniem, niejednokrotnie odwiedzało Aghartę.
Właśnie dzięki kontaktom z podziemnym światem Hindusi mają zawdzięczać swoja imponującą wiedzę duchową, sztukę jogi i wiele innych. Wszystko w historii ezoterycznej Agharty wydaję się niezwykłe i niewyobrażalne. Nie inaczej jest z przekazami, zgodnie z którymi krainę tę odwiedzać mieli wielcy myśliciele, których późniejsze życie odcisnęło znaczące piętno na losach całej ludzkości. Wymienia się tu m.in. Buddę oraz Jezusa, który miał tam spędzić swoja młodość, o której milczy Biblia.
Lud zamieszkujący państwo podziemia bacznie obserwuje to co dzieje się na powierzchni. System podziemnych tuneli (na ślad, których trafiano wielokrotnie w różnych zakątkach globu, a relację z tych odkryć przedstawię przy okazji kolejnego artykułu) oraz ogromnych podziemnych miast łączy wszystkie strony świata. Jednak mieszkańcy Agharty nie ingerują w życie zewnętrznego świata, zgodnie z legendą raz na jakiś czas, gdy naprawdę potrzebuje ich ludzkość, wysyłają na powierzchnię tzw. Bożych Wysłańców.

W podziemnym świecie Agharty nie brakuje tajemniczych postaci, prócz mitycznej cywilizacji która przed tysiącami lat miała uciec do podziemi i założyć nowe państwo wolne od jakichkolwiek przejawów zła. Tybetańscy lamowie jakby tego było mało, opowiadają o innych niezwykłych ludziach i nie tylko, którzy przebywają w tajemnych jaskiniach. W himalajskich jaskiniach w stanie głębokiej medytacji zwanej Jada-Samadhi w całkowitej izolacji od bodźców zewnętrznych, przebywać mają niezwykłe istoty, niektóre z nich pogrążone w tym stanie od kilkudziesięciu tysięcy lat.

Spokój tym niezwykłym istotą zapewniają opiekunowie, przydzielani w wieloletniej tradycji dziedziczonej z ojca na syna. Uśpione w stanie Samadhi niezwykłe istoty mają zapewnić ciągłość swojego gatunku i ogromnej wiedzy. Historia ta przestaje już być tak niezwykła, gdy rzuci się okiem na odkrycia tzw. zakazanej archeologii, powszechnie odrzucane przez skostniałe środowiska archeologiczne. Niezwykłe znaleziska w postaci zmumifikowanych zwłok karłowatych istot po przeszło trzymetrowe okazy, bardzo często towarzyszą wspomnianym wyżej odkryciom dziwnych systemów sztucznych jaskiń w różnych częściach świata.

Najbardziej enigmatyczna postacią Agharty jest niewątpliwie największy i najpotężniejszy człowiek o najwyższej wiedzy tzw. Władca Świata, czyli Wielki Nieznany lub Brahytma. Władca świata ma bezpośredni kontakt z Bogiem, panuje nad wszystkimi siłami wszechświata, czyta w duszach ludzi i zna ich losy. Ma dwóch pomocników. Mahytma, który zna cel przyszłych wypadków oraz Mahynga, kierującego przyczynami tych wypadków. Brahytma co jakiś czas łączy się niewidzialnymi więzami z duszami ludzi, którzy mają wpływ na losy i życie całej ludzkości, poznając ich myśli i zamiary.
Wizja świata podziemnego z mitologicznych przekazów omówionych w poprzedniej części, niewątpliwie różni się, od wyobrażeń wywodzących się z Dalekiego Wschodu, a dotyczących legendarnego państwa Agharta. Nie jest to kraina zmarłych czy miejsce, do którego, odsyła się za karę bogów, którzy złamali odwieczne prawa. Mroczny świat podziemia o zdecydowanie pejoratywnym wydźwięku i charakterze, w kulturze Dalekiego Wschodu przedstawiony jest jako niezwykły kraj zamieszkały przez starożytny lud, który czas spędza na pogłębianiu wiedzy w różnych dziedzinach życia oraz doskonaleniu się w duchowym rozwoju całkowicie wyzbywając się zła. Do Shambali nie trafia się za karę.

Droga do Shambali dotyka niejako dwóch wymiarów. Z jednej strony jest to droga, którą znają nieliczni wtajemniczeni, i która prowadzi do legendarnej stolicy państwa podziemia. Wiele osobistości ze świata nauki i wielu wybitnych podróżników szukało wejścia do tajemniczych tuneli, prowadzących do zapomnianego świata podziemia. Miedzy innymi rosyjski podróżnik i badacz Azji Centralnej Mikołaj Michajłowicz Przewalski (1839-1888), francuski dyplomata i pisarz Louis Jacquliere, malarz, pisarz i podróżnik Mikołaj Konstantynowicz Roerich (1874-1947) i jego syn
Jurij - orientalista i filozof, a także na rozkaz samego Adolfa Hitlera - SS-Standertenfuhrer Schaeffer - członek kierownictwa hitlerowskiego Instytutu Badań Historii i Ducha. Mamy także swój polski akcent w osobie geologa, pisarza i podróżnika Ferdynanda Antoniego
Ossendowskiego, który w ucieczce przed bolszewicką armią poprzez Syberią i Mongolię, wielokrotnie spotykał się z historiami opowiadającymi o legendarnej krainie i tajemniczym Władcy Podziemia.

Druga droga do Shambali wiedzie przez mistyczno-duchowy wymiar, a sama Shambala to ideał, który prowadzi na ścieżkę wiodącą ku oświeceniu. Nauki Shambali opierają się na założeniu, że egzystuje w nas podstawowa ludzka mądrość, przy pomocy której można rozwiązać problemy świata. Mądrość ta nie jest własnością żadnej kultury ani religii. Aby dostać się do Shambali, należy wkroczyć na świętą ścieżkę wojownika, postępować według najwyższych nakazów moralnych, w pokoju i harmonii o bardzo czystej karmie.

Źródło: Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt Ferdynand Ossendowski
Mitologie Świata, Wydawnictwa Artystyczne i Filmow
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pans ... 24758.html
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/agha ... --1-d.html
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: janusz » 18 stycznia 2011, 16:11

Podczas lata w 1998 roku, badacze podziemnych jaskiń, stosując specjalistyczny sprzęt, byli w stanie potwierdzić istnienie połączonych systemów jaskiń o długości ok. 15 mil, które znajdują się w Północnej Walii. Kilka lat temu pewien naukowiec, Frank D. Adams, opublikował wyniki jego naukowych badań i eksperymentów, które mogą udowodnić, że olbrzymie systemy podziemnych tuneli znajdują się w granitowych głębiach ok. 11 mil, wnioski poparł również Louis V. King, matematyk, który obliczył, że w normalnych temperaturach, jaskinie występowałyby między 17.2 i 20.9 milami głębokości.
Dr. Ron Anjard w swym artykule z lata, 1978 roku, opublikowanym w Pursuit Magazine, stwierdza osobistą znajomość 44 podziemnych miast pod powierzchnią Ameryki Północnej, sześć z nich jest przypuszczalnie umieszczonych na Zachodnim Wybrzeżu. Jego informacje pochodzą rzekomo z anonimowych źródeł od amerykańskich Indian. Odwołując się do niezliczonych legend migracji (do i od jaskinnych królestw), które panują między ojczystymi Indianami, możemy wywnioskować, że pewne plemiona prawdopodobnie nadal posiadają dokładną wiedzę o podziemnych cywilizacjach spokrewnionych z nimi przez dalekie rodowe więzy. Kilku starszych przedstawicieli plemion twierdzi, że faktycznie utrzymują kontakty z kilkoma podziemnymi cywilizacjami. Istnieje kilka wskazówek, że niektóre plemiona dosłownie przeniosły się do świata podziemnego w wyniku wkroczenia na ich tereny cywilizacji anglosaskich. Podobne podejrzenia odnoszą się do Ameryki Południowej i Środkowej.

W wywiadzie z ocalonymi z eksplozji kopalni w grudniu, 1945 roku, znanej jako "Katastrofa kopalni Belva", opublikowanym w grudniu, 1981 roku, ujawniono, że kilku z uwięzionych pod ziemią mężczyzn widziało "drzwi" na jednej ze ścian oraz człowieka ubranego jak "drwal", wyłaniającego się z dobrze oświetlonego pokoju!. Po zabezpieczeniu mężczyzn i upewnieniu się, że zostaną wyratowani, dziwny gość wrócił do pokoju i zamknął drzwi. Te "drwalo-podobne" istoty były również opisywane przez górników z innych części kraju i świata. Stwarza to niemałe zakłopotanie, czy są to fizyczne, czy też parapsychiczne byty.

Nieco podobne wydarzenia rzekomo miały miejsce kilka lat temu blisko Shipton, Pensylwania. Z trzech ofiar tej szczególnej katastrofy kopalni, tylko dwie osoby zostały wyratowane. W tym przypadku uratowani opisywali podobne spotkanie z dziwnym "człowiekiem", który wszedł do jaskini i podarował światło uwięzionym górnikom twierdząc, że zostaną wyratowani. Górnicy nie byli pewni, czy mają do czynienia z człowiekiem, czy z nadprzyrodzoną istotą. Niebieskawe światło, które oświetlało pokój, jak twierdzili, było prawdziwe. Jednak inne holograficzne wizje, które pojawiły się na ścianach, dotknięte przez ich dłonie albo znikały, albo pojawiały się na litej skale po drugiej stronie.

R.L.Blain-Sanders, w artykule zatytułowanym "Tunele i jaskinie pod Nowym Jorkiem", opisywał znajomość dużych trójkątnych systemów tuneli, wykorzystywanych przez masonów, głęboko pod Nowym Jorkiem. Czy miało to jakiś związek z innymi pogłoskami o istnieniu wielkich obszarów pod Manhatanem? Przykładowo, w 1962 roku, Con Edison, wiercąc próbną dziurę w północnej części East River Park (Nowy Jork), przedarł się do pustej przestrzeni ok. 200 stóp pod powierzchnią ziemi. Ponadto są podejrzenia, że kościół św. Jana w Nowym Jorku, został zbudowany nad starożytnymi tunelami, prowadzącymi do miasta w kształcie wielkiej kopuły, które opuścili przedpotopowi Atlanci. Poza tym są opisy tysięcy ludzi, którzy w tajemniczych okolicznościach zniknęli nagle z powierzchni ziemi dookoła Nowego Jorku.

Raymond Bond, w artykule zatytułowanym "Podziemne spodki - globalna sieć baz UFO", który ukazał się w "Saga`s UFO Annual 1980 (Brooklyn, N.Y.), opisuje jaskinie w środku góry Sombrero w Meksyku, z której dobiegają dźwięki przypominające "generator hydroelektryczny". Opisuje również mieszkańców góry Kilimanjaro, najwyższego szczytu w Afryce.

Malcolm W.Browne, w swoim artykule "Underground Tunnels Threaten Town in Hungary`s Wine Country", opowiada o ponad 60 milowych, starożytnych tunelach nieznanego pochodzenia i przeznaczenia, które odkryto pod miastem Eger (Węgry), i których część się zapadło. Cywilizacja, która podjęła się budowy tuneli, musiała mieć znacząco posuniętą naprzód inżynierię i wiedzę, by stworzyć takie podziemne systemy. Tylko ku czemu je budowano?

Karl Brugger, w swojej "Kronice Akakoru" (Boohi Tree Books., Delacorte Press., N.Y., 230 pp), umieścił historię, jaką usłyszał od pewnego wodza plemienia Ugha Mongulala, którego przodkowie byli rzekomo częścią ogromnego imperium obejmującego w starożytnych czasach całą Amerykę Południową. Kilku tych starożytnych ludzi, jak twierdził wódz, opuściło planetę w statkach powietrznych, by zbadać inne części Układu Słonecznego, zostawiając ogromne podziemne miasta pod Andami i zachodnią Brazylią. W 1971 roku, z powodu ciągłej kolonizacji białych osadników i najeźdźców na ich tereny, 30 tysięcy ocalonych Ugha Mongulala ponoć uciekło do tych starożytnych systemów tuneli i miast, składających się z trzynastu oddzielnych podziemnych kompleksów, które połączone były tymi właśnie tunelami.

Michael Burke, w swoim artykule "Green Thing Sparks Rumours" (The Valley News Dispatch, New Kensington, Tarentum and Vandergrift, PA., Mar. 5, 1981 issue) opisuje małe stworzenie przypuszczalnie "pół-humanoid, pół-dinozaur", którego ujrzano w kanale ściekowym w New Kensington. Grupa dzieci goniła małe stworzenie, jeden z nich nawet je chwycił, ale kreatura zaczęła piszczeć i wydawać skrzeczące dźwięki i wtedy wyślizgnęła się z rąk uciekając z powrotem do tunelu ściekowego. To wydarzenie miało miejsce kilka mil na zachód od Dixonville, PA., gdzie w 1944 roku kilku górników zostało zabitych, podobno w wyniku spotkania z "obcymi stworzeniami" w jednej sztolni. Jakiś związek?

Saga Magazine`s UFO Annual [980, p4], z nagłówkiem "Marsjańska Jaskinia", opisuje dziwaczne spotkanie z podziemnymi stworzeniami, które wydawały się być złożone z pewnych "roboto-podobnych" form i rzekomo wykonywały "misje zwiadowcze" przybywając od podziemnych cywilizacji. Opisy obejmują tunele blisko Xucurus, Argentyna(?), jakieś 90 mil od Buenos Aires. Tunel odkrył pewien rolnik, Gerard Cordeire, składał się z dziesięciu połączonych korytarzy, a na ścianach widniały dziwne inskrypcje. Ponoć widywano tam "mężczyzn wysokich na dziesięć stóp, zielonych, z antenami na ich głowach i kwadratowymi nogami", którzy zgodnie z setkami naocznych świadków, przypominali ogromne "przenośne radiostacje".

Dr. Earlyne Chaney, w artykule pod tytułem "Odyssey Into Egypt", pisze o odkryciu jej i naukowca, Billa Cox, dokonanym w Egipcie. Tam właśnie natknęli się na dwa tunele, z których żaden nie został w pełni zbadany. Jeden znajdował się w świątyni Edfu między Luksorem, a Kairem w ruinach El Tuna Gabel; drugi w Kairze niedaleko Memphis-Saqqarah, w grobowcu Byka, nazywanego "Serapium". Egipski rząd zaplombował dwa tunele z obawy pewnych archeologów, którzy utrzymywali, że "prowadzą zbyt głęboko w dół ziemi", gdzie badacze mogą zabłądzić. Tunele w pewnym momencie rozwidlają się i wchodzą gdzieś głęboko w dół.

Jeżeli takie labirynty naprawdę istnieją, mogą one wyjaśniać pewną historię, która utrzymuje, że mężczyźni, ubrani jak "starożytni Egipcjanie", byli widywani głęboko w niezbadanych tunelach blisko Kairu. Chodzą również pogłoski, że pod piaskami Egiptu znajdują się ogromne podziemne bazy wojskowe. Można to też odnieść do podziemnego społeczeństwa, czy pewnych ludzi z "Imperium Feniksa" i/lub "Ludzie Gizeh" (?)

Artykuł, który ukazał się w "Washington Star-News" w roku 1973, mówi o odkryciu sieci starożytnych, sztucznych tuneli podczas budowy parkingu w Crofton, Maryland. Niestety dalsze budowy przykryły wejścia tunelu zanim jego system został zupełnie zbadany.

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: chanell » 18 stycznia 2011, 16:13

Witaj Janusz
Czy nie kojarzy ci się to z naszym duchem kopalni" Skarbnikiem ???

Cytat:
Nieco podobne wydarzenia rzekomo miały miejsce kilka lat temu blisko Shipton, Pensylwania. Z trzech ofiar tej szczególnej katastrofy kopalni, tylko dwie osoby zostały wyratowane. W tym przypadku uratowani opisywali podobne spotkanie z dziwnym "człowiekiem", który wszedł do jaskini i podarował światło uwięzionym górnikom twierdząc, że zostaną wyratowani. Górnicy nie byli pewni, czy mają do czynienia z człowiekiem, czy z nadprzyrodzoną istotą. Niebieskawe światło, które oświetlało pokój, jak twierdzili, było prawdziwe. Jednak inne holograficzne wizje, które pojawiły się na ścianach, dotknięte przez ich dłonie albo znikały, albo pojawiały się na litej skale po drugiej stronie.


Z kolei ten fragment kojarzy mi się z książką " Zaginiony Symbol "
Cytat:
R.L.Blain-Sanders, w artykule zatytułowanym "Tunele i jaskinie pod Nowym Jorkiem", opisywał znajomość dużych trójkątnych systemów tuneli, wykorzystywanych przez masonów, głęboko pod Nowym Jorkiem. Czy miało to jakiś związek z innymi pogłoskami o istnieniu wielkich obszarów pod Manhatanem? Przykładowo, w 1962 roku, Con Edison, wiercąc próbną dziurę w północnej części East River Park (Nowy Jork), przedarł się do pustej przestrzeni ok. 200 stóp pod powierzchnią ziemi. Ponadto są podejrzenia, że kościół św. Jana w Nowym Jorku, został zbudowany nad starożytnymi tunelami, prowadzącymi do miasta w kształcie wielkiej kopuły, które opuścili przedpotopowi Atlanci. Poza tym są opisy tysięcy ludzi, którzy w tajemniczych okolicznościach zniknęli nagle z powierzchni ziemi dookoła Nowego Jorku

Czy to nie jest opis Annunaki Shocked

Cytat:
Michael Burke, w swoim artykule "Green Thing Sparks Rumours" (The Valley News Dispatch, New Kensington, Tarentum and Vandergrift, PA., Mar. 5, 1981 issue) opisuje małe stworzenie przypuszczalnie "pół-humanoid, pół-dinozaur", którego ujrzano w kanale ściekowym w New Kensington.

Cytat:
Malcolm W.Browne, w swoim artykule "Underground Tunnels Threaten Town in Hungary`s Wine Country", opowiada o ponad 60 milowych, starożytnych tunelach nieznanego pochodzenia i przeznaczenia, które odkryto pod miastem Eger (Węgry), i których część się zapadło. Cywilizacja, która podjęła się budowy tuneli, musiała mieć znacząco posuniętą naprzód inżynierię i wiedzę, by stworzyć takie podziemne systemy. Tylko ku czemu je budowano?

Miasto Eger leży w Gorach Bukowych ,to przepiekne góry ,lesiste ,zielone i tajemnicze.Bardzo możliwe że te tunele tam jeszcze są
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: chanell » 28 stycznia 2011, 22:34

Odkrywamy podziemny świat

Obrazek

Czy Ziemia jest pusta czy to prawda, że mieszkamy na niej sami. Ostatnio naukowcy odkryli jaskinię w Wietnamie która jest w stanie pomieścić cały New York wraz z jego drapaczami chmur . Odkryli też cały wewnętrzy ekosystem wraz z siecią rzek lasów oraz własnej atmosfery (chmury).

news.yahoo.com…

więcej zdjęć po adresem: http://ngm.nationalgeographic.com/2011/ ... hotography

Obrazek
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: chanell » 30 grudnia 2011, 23:28

Zaginione światy cz. 1

Wokół miejsc takich jak Atlantyda, Ozyria, Lemuria czy Mu narosło wiele mitów i legend, które łączy jeden wspólny element: potop. Czy rzeczywiście w naszej historii, a raczej w prehistorii, mogło dojść do tak potężnej katastrofy, która zatopiła całe miasta i populacje, pozostawiając po sobie jedynie legendę powtarzaną później przez garstkę tych co przetrwali? Wiele tego typu legend i historii miało miejsce w świecie, który wyglądał zupełnie inaczej niż nasz. Jeszcze 10 500 lat temu duża część ziemi była skuta lodem a poziom mórz był o setki metrów niżej niż jest teraz. Epokę tą często nazywa się Glacjałem Wurm lub po prostu późnym glacjałem, a trwała ona (wg różnych obliczeń) prawie 60 tys. lat.
Ludzie w tamtych czasach często wybierali na swe siedliska miejsca, gdzie rzeka uchodziła do morza. Rzeka dostarczała słodkiej wody do picia a morze obfitowało w ryby i inne owoce morza, pozwalających wykarmić dużą populację. Podróż morska w niewielkiej odległości od brzegu była także wygodnym sposobem transportowania dóbr i ludzi czasem na spore odległości.

Kiedy epoka lodowcowa skończyła się jakieś 10 500 lat temu, wraz z uderzeniem wielkiej komety lub meteorytu w rejonie wysp Bahama, topniejący lód podniósł poziom morza o ok. 120 m nadając wybrzeżu zupełnie nowy kształt. Większość ludzi mieszkających blisko wybrzeża zatonęła wraz z gwałtownie napierającą wodą i przeżyli tylko mieszkający w górach – na obrzeżach cywilizacji. Legenda o tych cywilizacjach przetrwała do dziś i trudno jest znaleźć materialne ślady ich istnienia. Jednak nie sposób jest do nich dotrzeć dzisiejszym archeologom, bo rzeki przez tysiące lat niosły ze sobą nowe osady, które szczelnie przykryły jakiekolwiek pozostałości po naszych przodkach. Tylko z rzadka udaje nam się dostrzec ślady takich cywilizacji w postaci konstrukcji, które trudno przypisać naturze. Przykładem jest słynna „Droga Bimini” na Bahamach i przypominające piramidy, podwodne ruiny Yonaguni. Także niektóre monumenty, takie jak np. Sfinks wymykają się historii, wyraźnie wskazując, że ludzka cywilizacja rozpoczęła się znacznie wcześniej, niż próbuje to określić współczesna nauka.
Takim mitycznym, utraconym miejscem jest niewątpliwie Eden. Wspominali o nim Sumeryjczycy, Asyryjczycy, Babilończycy, Hebrajczycy, którzy zgodnie mówili o istnieniu raju na ziemi. Jego opis trafił także do Biblii. W „Księdze Rodzaju” możemy przeczytać:

A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.
Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom. Nazwa pierwszej – Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, gdzie się znajduje złoto. A złoto owej krainy jest znakomite; tam jest także wonna żywica i kamień czerwony. Nazwa drugiej rzeki – Gichon; okrąża ona cały kraj – Kusz. Nazwa rzeki trzeciej – Chiddekel (Tygrys); płynie ona na wschód od Aszszuru. Rzeka czwarta – to Perat (Eufrat).

Zaginione światy cz.2

Biblijny opis Raju zdaje się dosyć precyzyjnie określać punkt geograficzny w którym znajdował się Eden, jako miejsce gdzie spotykały się 4 rzeki. Oczywiście te najbardziej znane, istniejące do dziś, to Tygrys i Eufrat, które tworzyły naturalną granicę Mezopotamii. Nie można jednak znaleźć na mapie pozostałych dwóch rzek: Piszon i Gichon.

Dr Juris Zarins z Southwest Missouri State University uważa, że Rajski Ogród czyli Eden leży obecnie na dnie Zatoki Perskiej. Odnalazł on opisane w Starym Testamencie brakujące rzeki na zdjęciach satelitarnych. Jedna z nich jest dziś wyschniętym kamiennym wąwozem, zwanym przez Arabów wadi. Saudyjczycy i Kuwejtczycy nazywają go Wadi Rimah i Wadi Batin. W Księdze Rodzaju region przez który płynęła te rzeka Piszon był bogaty w aromatyczne żywice, zwane bdellium, które nadal można znaleźć w północnej Arabii. Kraina ta miała także obfitować w złoto – i rzeczywiście złoto w tym rejonie wydobywano aż do 1950 roku. Zarins uznał więc, że Wadi Rimah i Batin mogły być kiedyś rzeką Piszon. Z kolei za rzekę Gichon uznano dzisiejszą rzekę Karun, która płynie przez Iran i wpada do Zatoki Perskiej. Karun niesie ze sobą duże ilości mułu, który formuje deltę wrzynającą się w Zatokę Perską. Deltę w 1765 roku przecięto Kanałem Haffar pozwalającym dopłynąć do Basry. Podczas Epoki Lodowcowej olbrzymie masy wody zostały związane przez lód i poziom globalnego oceanu obniżył się. Poziom wody w Zatoce Perskiej był o 120 m niższy niż jest obecnie i suchą nogą można było dotrzeć aż do dzisiejszej Cieśniny Ormuz. Cały ten teren nawadniały cztery wymienione w Księdze Rodzaju rzeki tworząc prawdziwy raj na ziemi.

Eden nie był jedyną rajską krainą tego regionu. Na sumeryjskich tabliczkach znaleziono także opis miejsca zwanego Dilmun. Dilmun położony był znacznie wyżej niż Eden, bo na wschodnim wybrzeżu Arabii. Dawno temu miał tam mieszkać Enki, pan Ab (słodka woda) wraz ze swoją żoną, a miejsce to określano jako rajskie, czyste i jasne. Podobnie jak Eden było to miejsce sielankowe, gdzie nie zabijały lwy a wilki nie porywały owieczek ze stad. Dilmun nie miało jednak wody, lecz kiedy Enki usłyszał płacz bogini Ninsikil zarządził aby słoneczny bóg Utu sprowadził wodę do Dilmun ze środka Ziemi – co też się stało. Miasto bogini Ninsikil dostało wody pod dostatkiem a pola zaczęły znów rodzić ziarno.

I rzeczywiście ok. 6000-5000 r. p.n.e. po długotrwałej suszy powróciły na tę ziemię deszcze przywracając jej życie aż zamieniła się ona w ogród. Rajski Ogród. Ten harmonijny stan nie trwał jednak długo. Tysiąc lat później wody w oceanach zaczęło przybywać, gdy nieoczekiwanie stopniały lodowce na północnej półkuli i ok. 4000 r. p.n.e. Zatoka Perska przybrała dzisiejszy wygląd. Eden zniknął z powierzchni ziemi a ludzie rozpierzchli się lub utonęli w pochłaniającym świat Potopie.

cdn....
http://nowaatlantyda.com/?s=zaginione+%C5%9Bwiaty+cz.1
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: chanell » 24 kwietnia 2012, 00:17

Antarktyda może być bramą do świata wewnątrz Ziemi


Obrazek

crystalinks.com

Teoria pustej ziemi może kiedyś zyskać poparcie w dowodach naukowych. Warto przypomnieć, że bardzo długo była to równoprawna hipoteza i dopiero wnioski, jakie wyciągnięto z badań sejsmicznych spowodowały, że ją odrzucono. Być może jednak nadejdzie wkrótce czas weryfikacji powszechnie uznawanych teorii naukowych.
Budowa planety jest nie do zweryfikowania empirycznie. Najgłębszy odwiert, jaki dokonano zrobili Rosjanie i osiągnięto głębokość zaledwie 12 kilometrów. Jest to ledwo draśnięciem skorupy ziemskiej. Nie mamy technologii umożliwiającej nam penetrację warstw naszej planety ani nie wiemy czy takie przedsięwzięcie jest w ogóle wykonalne.
Reasumując nasze wyobrażenie o wnętrzu Ziemi jest właściwie wyłącznie interpretacją matematyczną zebranych danych i niczym więcej, jest hipotezą taką samą jak teoria pustej ziemi.
Według niektórych hipotez wejściem do podziemnego świata, jaki znajduje się pod powierzchnia naszej planety może znajdować się na Antarktydzie. Według dość kontrowersyjnych teorii we wnętrzu Ziemi znajduje się cywilizacja odporna na niedobory tlenu i wysokie temperatury a nawet wewnętrzne słońce, które nasza nauka nazywa rdzeniem.
Ten wewnętrzny świat ma być pełny wody a dowodem na to jest to, że góry lodowe, które odrywają się od czap lodowych i dryfują po morzach składają się ze słodkiej wody. Skąd takie ilości słodkiej wody? Jedyne wyjaśnienie dla tego fenomenu jest takie, że woda wypływa spod ziemi. Skąd się jej bierze aż tyle?

Obrazek

Interesująco brzmią też teorie wiążące Antarktydę z UFO. Obserwacje dziwnych niezidentyfikowanych obiektów latających nad tym kontynentem są dosyć częste. Według zwolenników teorii bramy do innego świata właśnie na Antarktydzie wylatują i wlatują te pojazdy. Jednak do dzisiaj nikomu nie udało się zlokalizować miejsca, które jest wejściem do tego świata. Teorie te wiążą się też z wulkanami, bo w ich sąsiedztwie również widuje się sporo UFO. Być może nie tylko Antarktyda stanowi wrota do tego nieznanego podziemnego świata.
Poszukiwania dowodów na potwierdzenie słuszności teorii pustej Ziemi trwają. Gdyby kiedyś udało się to udowodnić zmieniłoby to wiele teorii naukowych i wyjaśniłoby niektóre współczesne zagadki nauki. Gdyby jednak okazało się, że faktycznie istnieją tam jakieś istoty być może lepiej dla nas, aby wiedza o nich nie stała się informacją publiczną.

http://innemedium.pl/wiadomosc/antarkty ... atrz-ziemi
Zastanawiam się tylko czy ta ciekawa teoria ,może być prawdziwa ?
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: janusz » 24 kwietnia 2012, 00:43

Wszystko wskazuje na to, że coś w tych opowieściach o bramach do innych światów jest prawdziwego.
Właśnie książki Vernego mogą naprowadzać na ukrytą tajemnicę dotyczącą tych wejść. ;)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: janusz » 09 stycznia 2014, 14:00


Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Czy istnieją podziemne światy

Post autor: janusz » 08 stycznia 2015, 20:43

KAPADOCKIE ŚWIATY PODZIEMNE
Wiktoria Leśniakiewicz, Robert K. Leśniakiewicz

Obrazek Krajobraz Kapadocji

Nasz stary przyjaciel dr Miloš Jesenský w swej pracy „Bogowie atomowych wojen“ (Ústi nad Labem 1998) pisze o straszliwym konflikcie zbrojnym, który miał miejsce kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Niektórzy autorzy, jak np. sir Brinsley le Poer-Trench - Lord of Clancarty – szacują ten okres czasu na 12-50 tyś. lat temu. Inni na równie zamierzchłe czasy, ale i w tych przypadkach cezurą jest tutaj magiczna liczba 12.000 lat temu, czyli przełom zodiakalnej Epoki Panny i Lwa – szczyt potęgi Imperium Atlantydzkiego w basenie Morza Śródziemnego, który zarazem stał się początkiem jego upadku... Pozostałością po tych wstrząsających wydarzeniach stały się dziwne artefakty, budowle megalityczne, podania i legendy oraz właśnie te nieprawdopodobne fakty, wobec których kapituluje ortodoksyjna nauka, bowiem nie mieszczą się one w jej ciasnych ramach. Z łańcuchem właśnie takich dziwnych faktów spotkaliśmy się w Turcji latem 2002 roku.

Kapadocja, to kraina geograficzna położona w górach Taurus, na południu Turcji. Jej krajobraz przypomina krajobraz z innej planety, NB to właśnie tutaj kręcono niektóre epizody z lucasowskich „Wojen gwiezdnych”, który powstał około 60 mln lat temu, we wczesnym Kenozoiku, krótko po impakcie asteroidy, który zabił dinozaury. Kraina ta należąca wtedy do lądu Tetydy została pokryta bardzo grubą warstwą jasnego tufu wulkanicznego – wyprodukowanego przez trzy pobliskie wulkany: Erciyeş Dag (3.917 m n.p.m.), Hasan Dag (3.263 m) i Gölü Dag (2.143 m) - który potem spękał tworząc niesamowicie wyglądające formacje terenowe: pinakle, stożki, grzyby skalne, groty, wąwozy czy kaniony wyżłobione przez wodę deszczową – vide zdjęcia. Niesamowita i zarazem piękna to kraina.

Nieco później, bo 1.800 lat p.n.e. tereny te zamieszkiwał lud Hatti – czyli Hetyci, którzy stworzyli swoje własne imperium. Ludy, które tam się osiedliły wybudowały potem miasta w tufowej skale. Rzecz w tym, że były to miasta nie na powierzchni Ziemi, ale w jej głębi... I to właśnie one nas zainteresowały, a szczególnie Derinkuyu, które zwiedzałam w sierpniu 2002 roku. Przewodniki mówią o Kapadocji i jej podziemnych miastach, że są one unikatem na skalę światową. Faktycznie – nigdzie indziej nie ma czegoś podobnego – a przynajmniej jeszcze nie znaleziono.

W tym regionie znajduje się 36 podziemnych miast i wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec, i że największe i najciekawsze odkrycia są jeszcze daleko przed nami. Któż może wiedzieć, ile czasu pochłonęła budowa tych podziemnych kompleksów, ile tysięcy ludzi pracowało nad ich budową, jakich technik budowlanych oni używali, i co najciekawsze: jak wydobywali tysiące metrów sześciennych skały i ziemi, jak transportowali urobek na powierzchnię i jak się ich pozbyli, by nie zwrócić uwagi swych wrogów na trwające prace podziemne? W rzeczy samej, wszystko było dziełem ludzkiej pracy i przemyślności, jakkolwiek nie było to łatwe do wykonania przy ówczesnym poziomie techniki.

Najbardziej logiczną metodą budowy podziemnych kompleksów – która wyjaśnia wiele – było wywiercanie przede wszystkim szybów wentylacyjnych (patrz schemat), które wbijano w skałę dopóki, dopóty nie natrafiono na wodę, to jest do głębokości 70-85 m; a potem rozbudowywano poziomy podziemnego miasta od szybów wentylacyjnych w głąb skał we wszystkich kierunkach. Szyby wentylacyjne były zawsze otwarte, by podziemni konstruktorzy i budowniczowie mieli świeże powietrze. Dzięki temu powstało to wspaniałe dzieło sztuki i zmysłu konstrukcyjnego ludzi tamtej epoki. Jak to robiono? Prawdopodobnie kamiennymi dłutami i siekierkami w miękkim tufie. Nie znaleziono wprawdzie śladów obróbki tufów przy ich pomocy, ale w 1910 roku angielski archeolog R. Campbell Thomson znalazł takie narzędzia w jednej z komór podziemi.

Obrazek

To pytanie rodzi się natychmiast i dotyczy zagadnienia drążenia podziemnych konstrukcji, a mianowicie: jak wydobywano urobek spod ziemi i co z nim robiono? Oczywiście, że tym, co wybrano spod ziemi – a była to gleba i skała wydobywana z głębokości 70-85 m w pewnych miejscach i to wszystko robiono na obszarze nawet 4 km2 (!!!) – usypano by w wielki pagórek czy też kopiec. Zastanawiające jest to, czy te miasta zostały wybudowane w czasach Paleolitu? Tego nadal nie wie nikt, bowiem badania i wykopaliska prowadzone są w ograniczonym zakresie. Istnieją dowody na to, że mieszkali tam Rzymianie i Bizantyjczycy, i znajduje się tam kościół w kształcie krzyża, gdzie później powołano także szkołę misjonarską.

Obrazek

Obrazek

Wentylacja podziemnych miast stała na bardzo wysokim poziomie. Czyste powietrze dochodzi aż do najniższego poziomu poprzez system tuneli i szybów wentylacyjnych. Szokującym jest to, że powietrze jest tak czyste, jakby filtrowane. Dym z papierosa jest usuwany nieprawdopodobnie szybko przez szyby wentylacyjne na każdej z siedmiu kondygnacji Derinkuyu! Na poszczególnych piętrach temperatura w sąsiedztwie szybów wentylacyjnych wynosi od +7 st. C do +8 st. C i jest stała niezależnie od panującej pory roku. W partiach odległych od szybów jest ona wyższa i zawiera się pomiędzy +13 st. C a +15 st.C. Powietrze płynie systemem otworów o średnicy 10 cm i długości 3-4 m, wywierconych przy pomocy drewnianych świdrów z metalowymi zakończeniami, z poziomu na poziom.

Jak dotychczas niewielka część podziemi została udostępniona zwiedzającym. Nie mamy wielu informacji dotyczących historii tych miast. Z tego powodu ciągle stajemy w obliczu coraz to nowych pytań. I tak np. wciąż nie za bardzo wiemy, jak ludzie mogli żyć w tak zatłoczonych podziemiach? Obliczono bowiem, że podobno zamieszkiwało tam jednorazowo 200.000 mieszkańców! To bardzo dużo, jak na owe czasy!

Na udostępnionym do zwiedzania szlaku w Derinkuyu spotykamy niewiele kuchni. Wyglądałoby zatem na to, że tam były kuchnie dla jednej, lub co najwięcej dwóch rodzin. W tej chwili panuje pogląd, że wiele rodzin używało wspólnie jedną kuchnię – jak w byłym ZSRR... Miało to jeszcze znaczenie strategiczno-obronne – dym z wielu kuchni mógł nieprzyjaciołom zdradzić lokalizację podziemnych miast z wiadomym efektem. Dlatego też ludzie używali tylko kilku palenisk kuchennych, które obsługiwały całą populację.

Następna sprawa, to sprawa tamtejszych WC. W podziemnych miastach Tatlarin i Gelveri toalety zrobiono niezwykle starannie i mogą być używane nawet dzisiaj! Są tam nawet podziemne szamba. W innych miastach nieczystości składowano do glinianych i zamykanych naczyń, które potem wynoszono z podziemi do wiosek, które maskowały wejścia do podziemnych miast, a dzięki czemu zapobiegano fetorowi i możliwości zakażenia salmonellozą lub innymi chorobami tego typu.

Nie ma śladów odzieży, którą nosili ludzie zamieszkujący te podziemia – przynajmniej nie znaleziono ich w komorach i korytarzach na szlaku turystycznym. Na pewno używano grubszej odzieży ze względu na niższą temperaturę panującą w podziemiach. Korytarze wszystkich miast podziemnych mają 160-170 cm wysokości od spągu do stropu i nie bardzo wiadomo, czy ludzie je zamieszkujący byli takiego właśnie wzrostu?

Na pewno wiadomo, że znajdowały się tam zwierzęta gospodarskie i wytwórnie win, bowiem wskazują na to stajnie, obory i winiarnie umieszczone na wszystkich poziomach miast. Tymczasem wieśniacy uprawiali ziemię na równinach. Ziemia była powulkaniczna, a zatem bardzo żyzna. Wypada tutaj postawić kolejne pytanie: jak ci ludzie byli w stanie komunikować się ze sobą, kiedy zaatakowali ich wrogowie?

W Kapadocji są wzgórza i góry takie, jak : Erdaş, Karadağ, Çağnı i Kahveci – na szczytach których znajdowały się posterunki wartownicze, które przekazywały sobie informacje o zagrożeniach przy pomocy błysków światła i innych umówionych sygnałów. Zazwyczaj w takich przypadkach i w takim terenie porozumiewano się przy pomocy sygnałów dymnych.

Podziemne miasta miały swe znaczenie także w czasie szerzenia się chrześcijaństwa. W czasie prac wykopaliskowych i porządkowych wydobyto stare monety, naczynia na kruszec i olej do lamp, jednakże podziemne miasta nie są zamieszkiwane już od VIII w n.e.

Przez te 1.200 lat stały one otworem i przenikał do nich deszcz i śnieg, kurz, kamienie i ziemia poprzez otwarte drzwi i szyby wentylacyjne. Tymczasem ludzie mieszkali nadal we wsiach nad nimi, nie zdając sobie sprawy z tego, co znajduje się pod ich stopami...

Największe zainteresowanie współczesnych budzą niezwykłe drzwi, które zrobiono z okrągłych, gładko ociosanych kamieni o grubości 55-65 cm, wysokości 170-175 cm i wadze od 300 do 500 kg! Są one o wiele twardsze, niż skały tufowe tworzące podziemne miasto. Ociosano je i obrobiono na powierzchni ziemi, a następnie przetransportowano w dół, gdzie osadzono je na stałe.

Generalnie, wszystkie miasta – te udostępnione dla turystów i te niedostępne dla publiczności – położone są na wschodnich, południowych i zachodnich zboczach wzgórz. Na północnej stronie nie budowało się ich, a to ze względu na ostre zimy i dużą ilość śniegów, które w czasie nich spadały.

Jak dotąd, to n i k t nie odpowiedział na zasadnicze pytania: kto pierwszy zbudował te podziemne miasta, w którym wieku i jakie plemiona tego dokonały oraz – co najważniejsze - d l a c z e g o je wybudowały???

I byłoby tyle mądrości objawionej z przewodników i mądrych ksiąg.

Nasz przewodnik, o jakimś niezmiernie skomplikowanym tureckim imieniu, które spolszczyliśmy do polskiego Jacka, opowiedział nam jeszcze o tym, że dwa z tych podziemnych miast są połączone tunelem o długości 40 km wybitym w skamieniałym tufie i obsydianie. Brzmiało to niewiarygodnie, ale... Przypomniały nam się opowieści z polskiego i słowackiego Spisza, w których mówi się o tajemniczym tunelu łączącym Zamek Dunajec w Niedzicy z domniemanym Zamkiem Karpaty (z powieści Juliusza Verne’a pt. „Zamek w Karpatach”) w Spišskim Podhradiu k./Prešova na Słowacji, a który też miałby mieć długość prawie 40 km i przebiegać w wapiennych skałach Pienin i Spišsko – Šarišskiego Medzihoria.[4] Pięknie.

Są jednak rzeczy, które budzą nasze wątpliwości, a mianowicie: na którym poziomie trzymano zwierzęta? Na 1 czy na 7? Na pierwszym byłoby nie bardzo bezpiecznie, bo ryk bydła słychać byłoby nawet spod ziemi – szczególnie w nocy. Na ostatnim też nie, bo fekalia ściekając i przeciekając przez porowate skały skaziłyby wodę... Ten fakt staje się niebagatelnym problemem!

Mówi się, że okoliczna ludność chowała się w tych miastach przed Persami. Oczywiście pochód Persów zaczynał się na wiosnę i kończył późną jesienią, a wszystko było uzależnione od spyży. Bez tego ani rusz. Bez tego nawet najlepsza armia świata staje się zbieraniną hałastry. Z Persji – dzisiaj Iran – do Kapadocji jest prawie 2.000 km w linii prostej. W praktyce o wiele więcej, bowiem nie idzie się tam przez równiny, tylko góry i to wysokie. Zakładając, że armia perska poruszała się z prędkością do 20 km dziennie – co jest szacunkiem zawyżonym – te dwa tysiące kilometrów przeszłaby w ciągu 100 dni, czyli trzech miesięcy. A potem trzeba było wracać na Wyżynę Irańską też 3 miesiące... - pozostała zatem okupacja tych terenów. I tutaj kolejna wątpliwość – skoro Persowie okupowali te tereny w latach 546-333 p.n.e., to musieli wiedzieć o tych miastach. Nie jest możliwe, by ukryć fakt ich istnienia na czas dłuższy, niż wyczerpią się zapasy zgromadzone w podziemiach... Były przecież pola, które trzeba było uprawiać: orać, siać, kosić i zbierać, zwierzęta, które trzeba było karmić, itd. itp. – a tego nie dało się ukryć przed najeźdźcami. Takich cudów nie było, nie ma i nie będzie. Takie pożal się Boże „wyjaśnienie” zadowala mieszczucha, ale nie kogoś, kto jest związany z pracą na roli!

Przed Hetytami, czyli 1.800 lat temu tereny te zamieszkiwały ludy azjanickie, ale to nie one zbudowały te podziemne miasta. Powstały one w epoce wczesnego Paleolitu – czyli około 1 mln – 100.000 lat temu! Pytanie brzmi – komu i do czego były potrzebne takie miasta? Jak dotąd oficjalna nauka nie znalazła na nie odpowiedzi, a tymczasem odpowiedź jest prosta, gdy spojrzymy na problem z punktu widzenia hipotezy o zamierzchłej Pracywilizacji na Ziemi – cywilizacji, która poprzedza naszą własną, a której upadek zakończyła zagłada Atlantydy 12.000 lat temu.

Wspomniany już tutaj dr Jesenský w swej pracy twierdzi, że nasza cywilizacja wyrosła na gruzach i popiołach poprzedniej cywilizacji Atlantydów, która pozostawiła po sobie gigantyczne artefakty w postaci kamiennego sanktuarium w Marcahuasi, piramid w Gizie i innych miejscach, kamiennych kul w Meksyku i na Słowacji, obserwatorium w Stonehenge, kurhanów w Małopolsce, itd. itp., które spędzają sen z powiek archeologom i poszukiwaczom Nieznanego.

Cywilizacja ta spłonęła w ogniu termonuklearnej wojny, który przekształcił w pustynie tętniące życiem obszary Afryki, obu Ameryk, Azji i Australii. Być może to ludzie zostali zaatakowani przez Obcych z Kosmosu, którym Ziemia nadawała do osiedlenia się i kolonizacji? Tego się już chyba nie dowiemy... Pozostały po tej zawierusze obszary stosunkowo nietknięte przez wojenny kataklizm i jednym z nich jest właśnie Kapadocja. To właśnie tutaj schowali się ludzie ocaleli z Wielkiego Konfliktu i tutaj przetrwali najgorszy okres zmian klimatycznych po skończeniu się IV Zlodowacenia (u nas zwanego Zlodowaceniem Północnopolskim). Niewykluczone, że miasta te zbudowano jeszcze wcześniej – 1,8 mln lat temu, kiedy zaczęło się I lub II Zlodowacenie (w Polsce: Przasnyskie i Południowopolskie [Krakowskie]) – najgorsze ze wszystkich – które objęły pół Europy i zaostrzyły znacznie klimat nad Morzem Śródziemnym. Tak czy inaczej – budowa tych miast ma ścisły związek ze zmianami klimatycznymi na Ziemi. A tylko wojna nuklearna spowodowałaby tak katakliktyczne zmiany klimatu porównywalne jedynie z efektami impaktu asteroidy!

Ciekawa rzecz, bo patrząc na te wszystkie budowle, przypomniała się nam relacja dr Ludmiły Szaposznikowej o tajemniczej krainie Szambalii – Szanszun-go czy też Krainie d’Bus[5], (którą James Hilton nazwał Shangri-la w swej powieści „Zaginiony horyzont”), a w której mędrcy mieszkali w wydrążonych iglicach skalnych nad świętym jeziorem Nam-co-to-rin. Zgadzało się prawie wszystko, nie było tylko świętego jeziora Nam-che...[6]

I jeszcze jeden, naszym zdaniem tajemniczy fakt, o którym opowiedział nam nasz przewodnik, a mianowicie: dłuższe przebywanie w korytarzach podziemnych miast powoduje napromieniowanie ciała człowieka słabymi dawkami promieniowania jonizującego, co stwierdził na samym sobie w trakcie lekarskich badań okresowych w Ankarze. To naturalne – tufy, obsydiany i inne skały wulkaniczne zawsze promieniują silniej, niż normalne radioaktywne tło Ziemi, co można stwierdzić np. w Tatrach Wysokich, których granity wypromieniowywują 21-30 μSv/h i więcej. W przypadku Kapadocji, dawki są silniejsze i dłuższa ekspozycja na nie grozi konsekwencjami dla zdrowia człowieka i zwierząt. Czyżby to były namacalne ślady Wielkiego Konfliktu?

Tak czy owak – wychodzi na to, że te podziemne miasta były po prostu s c h r o n a m i przed opadami radioaktywnymi, które od czasu do czasu nawiedzały to miejsce – wszak niedaleko od Kapadocji znajdują się pustynie Arabii Saudyjskiej, Radżastanu (Thar) i Sahara, które – jeżeli mamy wierzyć starym tekstom świętych ksiąg hinduskich i legendom ludów Afryki – były celem uderzeń broni masowego rażenia w Wielkim Konflikcie Bogów-Astronautów przed 120 wiekami. A zatem podziemne budowle Kapadocji stanowią kolejne ogniwo w długim łańcuchu dowodów na to, że nie jesteśmy pierwsi na tej planecie...

http://wszechocean.blogspot.com/2012/08 ... wiaty.html

ODPOWIEDZ