Zmartwychwstanie i nieśmiertelność?

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Zmartwychwstanie i nieśmiertelność?

Post autor: janusz » 22 marca 2015, 13:11

Medycyna. Transplantacja głowy
Małgorzata T. Załoga
22.05.2003

Dr Robert Wihite uważa, że przeszczep głowy jest już technicznie możliwy. I nie ma żadnych oporów, żeby spróbować

Transplantacje nerek, serca, wątroby, kości, rogówek oczu to dziś niemal codzienność. Płuca, trzustki, jelita - nawet tak delikatne i "oporne" narządy coraz częściej udaje się przekazać biorcom. Przeszczepy rąk i nóg, a nawet całej gałki ocznej (choć to z niepotwierdzonych rosyjskich źródeł) - to jeszcze nowość. Tymczasem chirurdzy plastyczni są już ponoć o krok od przeszczepienia... twarzy. Ze wszystkimi mięśniami, unerwieniem, a więc i mimiką. Czy to znaczy, że przeszczepić można wszystko?

Prawie. Wciąż istnieje obszar naszego ciała dla transplantologów zakazany. Siedlisko osobowości, pamięci i uczuć - nasz mózg. Głowa przenoszona z ciała do ciała pozostanie domeną powieści i filmów science fiction. Ale zaraz, zaraz. Pojawił się oto człowiek, który uważa, że przeszczep głowy jest już technicznie możliwy. I nie ma żadnych oporów, żeby spróbować.

Frankenstein i rezusy

Nazywa się Robert G. White i nie jest szarlatanem. Ma na koncie ponad 10 tys. operacji na otwartych ludzkich mózgach. Przeważająca większość zakończyła się sukcesem. Jednak frankensteinowska idea przeszczepienia ludzkiej głowy prześladuje go od niemal 30 lat. Z małpami już mu się udało.

Gdy po 18 godzinach operacji zwierzę ocknęło się z narkozy, jego głowa była w pełni świadoma, chociaż przyszyta została do ciała innej małpy. Wodziła wzrokiem za eksperymentatorami, przyjmowała pokarm, a gdy jeden z członków zespołu nieostrożnie zbliżył rękę do stołu - odgryzła mu czubek palca.

Ta pierwsza operacja miała miejsce 14 marca 1970 roku. Kolejne trwały coraz krócej, a zwierzęta żyły coraz dłużej. Dr White nie miał jednak dotąd możliwości, by wypróbować swoją technikę na człowieku. I to bynajmniej nie z przyczyn technicznych.

- W porównaniu z zabiegami na małpach protokół operacyjny wymaga jedynie kosmetycznych zmian - twierdzi White. - Szczerze mówiąc, przeszczep głowy u człowieka powinien być łatwiejszy. Ludzkie naczynia krwionośne i inne tkanki, które trzeba zszyć, mają większy kaliber. Do tego chirurdzy są przecież przygotowywani do ingerowania w ludzką anatomię, a nie małpią.

Dlaczego więc do kliniki doktora White'a w Ohio nie ustawiają się kolejki? Chętnych powinno być przecież sporo. Wyobraźmy sobie ekscentrycznego milionera, który u schyłku życia postanawia wymienić sobie ciało na dwudziestokilkuletnie, mało zużyte, by po raz drugi cieszyć się młodością. Ale co to, to nie. Dr White nie może tak wiele zaproponować ewentualnym pacjentom.

Połączenie naczyń, kości i mięśni przeszczepianej głowy z resztą ciała to dopiero część sukcesu. Trzeba jeszcze scalić nerwy biegnące z mózgu do rdzenia kręgowego. A tego nie potrafi jeszcze nawet dr White. Człowiek (a właściwie jego głowa) dostałby więc co prawda nowe ciało, ale nie potrafiłby nad nim panować. Niemal zupełny paraliż. Miałby władzę tylko nad mięśniami od szyi w górę. Mógłby mrugać oczyma, mówić, połykać. Od lat 80. chirurdzy potrafią też sprawić, że samodzielnie potrafiłby oddychać. Jednak człowiek z przeszczepionym ciałem nie mógłby kontrolować odruchów fizjologicznych, nawet podrapać się po nosie, nie mówiąc już o chodzeniu czy pisaniu.

Czy więc ktokolwiek przy zdrowych zmysłach zgodziłby się na taką egzystencję?

Nadzieja z o.o.

Dr White twierdzi, że tak.

Po pierwsze, jego pacjentami mogliby być chorzy, którzy doznali w przeszłości urazu kręgosłupa i już przed zabiegiem byli całkowicie sparaliżowani. Z niewyjaśnionych dotąd powodów ciało takich osób, pozbawione dopływu bodźców nerwowych z mózgu, zaczyna się degenerować niczym urządzenie, którego pracy nikt nie nadzoruje. Jego funkcje rozregulowują się i po pewnym czasie dochodzi do śmierci z powodu tzw. niewydolności wielonarządowej. Takim osobom przeszczep nowego ciała nie pogorszyłby jakości życia, za to przedłużył nadzieję na doczekanie dnia, w którym dzięki postępom medycyny odzyskają kontrolę nad nowym ciałem.

Drugą grupą kandydatów do przeszczepu są zdaniem White'a osoby z tzw. uogólnioną chorobą nowotworową. Ludzie, u których rak rozprzestrzenił się już po całym organizmie, lecz oszczędził głowę. Dla nich przeszczep ciała mógłby oznaczać życie. Pamiętajmy jednak, że byłoby to życie osoby kompletnie sparaliżowanej, uzależnionej od pomocy innych.

To zresztą nie koniec "złych" wiadomości dla potencjalnych "klientów" kliniki White'a. Swoimi eksperymentami dowiódł on co prawda, że mózg jest narządem immunologicznie uprzywilejowanym - nie grozi mu odrzucenie przez ciało dawcy - nie można jednak tego samego powiedzieć o innych tkankach ludzkiej głowy. Już kiedy zaczęto przeszczepiać ręce, okazało się, że bardzo trudno jest "zmusić" organizm biorcy, żeby zaakceptował obcy narząd. Największym problemem okazała się skóra - to ona wywoływała najsilniejszą reakcję obronną. Ludzie z przeszczepioną ręką muszą regularnie przyjmować duże dawki leków, które tłumią odporność organizmu (immunosupresyjnych). A głowa przecież składa się nie tylko z kości, skóry i ponad 50 mięśni. Mieści też delikatne narządy zmysłów. Nie wiadomo, jak zareaguje układ odpornościowy przeszczepionego ciała na obce mu przecież genetycznie komórki siatkówki czy delikatne włoski słuchowe ucha wewnętrznego. A jeśli zechce je odrzucić? Gdy organizm odrzuca cudzą nerkę, można na jakiś czas podłączyć chorego do dializatora. Gdy odrzuca przeszczepione serce, można - przynajmniej teoretycznie - próbować wszczepić serce sztuczne i czekać na następną szansę. Co jednak zrobić, gdy buntuje się całe ciało? Szansa na znalezienie kolejnego dawcy, zanim tkanki głowy ulegną trwałemu uszkodzeniu, wydaje się nikła. Nawet jeśli "biorcy ciał" do końca życia przyjmowaliby końskie dawki leków zapobiegających odrzuceniu przeszczepu, nie byliby bezpieczni. Sparaliżowani i równocześnie pozbawieni prawidłowej wewnętrznej ochrony przed zakażeniami stawaliby się łatwym łupem wszelkich drobnoustrojów. Po raz kolejny pojawia się pytanie - czy warto?

Czarny tułów, biała głowa. A jakie serce?

Przeciwnicy idei przeszczepiania ciał mają zresztą i inne argumenty. Jednym z najważniejszych jest problem dawców. Dziś każdy z nich jest na wagę złota. A z ciała, które w całości nadawałoby się do przeszczepu, można by pobrać serce, wątrobę, dwie nerki, trzustkę i płuca. I podarować nowe, normalne życie sześciu, a nawet ośmiu osobom. "Darowanie" wszystkich tych narządów jednej osobie byłoby wręcz nieetyczne - mówią transplantolodzy, którzy rzadko kiedy popierają eksperymenty dr White'a.

A co zrobić z płcią i kolorem skóry? Przeszczepić czarnemu mężczyźnie serce białej kobiety, a Chince nerkę Papuasa to żaden problem. W wypadku przeszczepów całego ciała sam White jest zdania, że trzeba przestrzegać zarówno tożsamości rasy, jak i płci dawcy i biorcy. A to dodatkowo zawężałoby i tak już nie-zwykle krótką listę potencjalnych dawców.

Ale nawet przy założeniu, że w dającej się przewidzieć przyszłości dzięki technikom genetycznych manipulacji i komórkom macierzystym będziemy w stanie wyhodować nowy narząd dla każdego potrzebującego, nadal pozostają wątpliwości. I to filozoficznej, rzec by można, natury. Bo właściwie kim jest osoba po operacji przeszczepu ciała? Tu White nie ma wątpliwości - siedliskiem świadomości i osobowości, a w pewnym sensie - jak sam mówi - także ludzkiej duszy jest mózg, a zatem po operacji pacjentem pozostaje "głowa".

Głowa na komputerze

White ma swoje własne argumenty za przeszczepianiem głów. To prawda, egzystencja bez władzy nad własnym ciałem jest przerażającą wizją.

- Ale powiedzcie to sparaliżowanemu, który wie, że z powodu niewydolności wielonarządowej zostało mu tylko pół roku życia - przekonuje dr White. - Który mówi lekarzowi: "Chciałbym móc dalej widzieć, słyszeć i cieszyć się życiem na tyle, na ile mogę. To może niewiele, ale chciałbym po prostu móc dalej żyć".

White ma też zawsze pod ręką doskonały przykład: - Spójrzcie na profesora Hawkinga. Potrafi zmienić cały świat matematyki, fizyki, astronomii, wszystko; a jest tylko - nie lubię tego określenia, ale wielu tak go nazywa - głową na komputerze. Czy z uwagi na swój geniusz i niezaprzeczalne osiągnięcia dla nauki prof. Hawking zasługuje na nowe ciało? Myślę, że gdyby przeprowadzić ankietę, większość ludzi odpowiedziałaby "tak".

Czy dr White kiedykolwiek zrealizuje swój cel?

Trudno to dziś przewidzieć. Jednak nawet i bez tego przejdzie do historii medycyny. Bez jego ryzykownych eksperymentów wiele coraz powszechniej wykonywanych zabiegów neurochirurgicznych nie byłoby możliwe. To on - na potrzeby swojego programu - wynalazł m.in. maszynę do schładzania mózgu. Dzięki niej tysiące ludzi mogą dziś cieszyć się normalnym życiem.

http://wyborcza.pl/1,75476,1490586.html

Wygląda na to, że dusza znajduje się w głowie i można ją przeszczepić :idea:
Jako pierwszy taki eksperyment przeprowadził amerykański lekarz Charles Guthrie. „Dnia 21 maja 1908 r. Guthriemu udało się wszczepić głowę jednego psa w szyję innego żywego psa, tworząc w ten sposób pierwszego na świecie dwugłowego psa wykonanego ludzką ręką. Tętnice były połączone w ten sposób, że krew najpierw przepływała przez doczepioną głowę, a potem przez szyję psa właściciela do jego głowy i wracała do obiegu. Książka Guthriego »Chirurgia naczyń krwionośnych i jej zastosowania« zawiera fotografię tego historycznego stworzenia. Gdyby nie podpis pod zdjęciem, można by pomyśleć, że jest to jakaś forma psa torbacza, z dużą głową szczeniaczka, sterczącą z kieszeni ukrytej w sierści mamy.

Przeszczepiona głowa przyszyta została do dolnego odcinka szyi w pozycji odwrotnej, tak więc dwa psy dotykały się bródkami, co sprawiało wrażenie zażyłości, choć w rzeczywistości ta wymuszona koegzystencja musiała być, łagodnie mówiąc, niepozbawiona napięć” – napisała Mary Roach w książce „Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków”, Znak 2009.
Obrazek

Czy przeszczep głowy będzie możliwy w ciągu dwóch najbliższych lat?
Pierw­szy na świe­cie prze­szczep ca­łe­go ciała, pod­czas któ­re­go głowa zo­sta­nie przy­szy­ta do or­ga­ni­zmu dawcy, może na­stą­pić w ciągu dwóch naj­bliż­szych lat. Tak przy­naj­mniej twier­dzi kon­tro­wer­syj­ny, ale ce­nio­ny w śro­do­wi­sku le­karz Ser­gio Ca­na­ve­ro – po­da­je independent.​co.​uk.

Obrazek

Sergio Canavero z włoskiego instytutu Turin Advanced Neuromodulation Group uważa, że technika ta może uratować ludzkie życie w przypadku zaawansowanego raka lub dystrofii mięśni – donosi magazyn "New Scientist".

- Myślę, że znajdujemy się teraz w punkcie, gdy aspekty techniczne nam to umożliwią – powiedział Sergio Canavero. - Jeśli społeczeństwo nie chce, nie będę tego robić. Ale jeśli ludzie nie będą chcieli tego typu operacji w USA i Europie, to nie znaczy, że nie będzie to rozwijane gdzie indziej. Próbuję iść odpowiednią ścieżką, ale przed podróżą na księżyc, chcesz się upewnić, że ludzie za tobą podążą – tłumaczy naukowiec.

Inni lekarze są znacznie bardziej sceptyczni. Harry Goldsmith, profesor neurochirurgii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, powiedział, że "projekt jest przytłaczający a możliwość jego zaistnienia bardzo mało prawdopodobna". – Nie sądzę, iż kiedykolwiek się to uda, jest zbyt dużo problemów proceduralnych – tłumaczy naukowiec.

Patricia Scripko, neurolog z Salinas Valley Memorial Healthcare System w Kalifornii, również wątpi w powodzenie tego niezwykłego projektu. - Jeśli kiedykolwiek by do tego doszło, to byłaby to rzadkość. To nie zdarzyłoby się tylko dlatego, że ktoś powie: "Jestem coraz starszy, mam problemy, może powinienem dostać ciało, który działa i wygląda lepiej".

Pionierska operacja została przeprowadzona na organizmie małpy w 1970 roku, ale niestety nie zakończyła się sukcesem. Chirurgom nie udało się połączyć głowy z rdzeniem kręgowym, więc zwierzę nie mogło się poruszać. Zmarło zaledwie dziesięć dni po operacji z powodu odrzuceniu przeszczepu przez organizm.

http://wiadomosci.onet.pl/nauka/czy-prz ... lat/2vhejy

Przerażające ale coraz bardzie prawdziwe. :?

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Zmartwychwstanie i nieśmiertelność?

Post autor: janusz » 07 kwietnia 2015, 19:16



Przesłany 27 lip 2010
Są to obszerne fragmenty wykładu z 18 marca 2010 roku, który odbył się w bibliotece ezoterycznej w Mediolanie. Składa się on z dwóch części. Pierwsza zawiera większość najważniejszych wątków twórczości Dana Wintera (im. in. implozja, fraktal, plazma, czym jest życie w sensie elektrycznym, błogość, ekstaza, itp) jednak w tle czai się tutaj motyw nieśmiertelności rozumianej jako zbudowanie przez człowieka koherentnego energetycznego ciała (zwanego przez niektórych Złotym Ciałem) i jako zdolność do zachowania przez człowieka swojej długoterminowej pamięci. Do tak pojętej nieśmiertelności prowadzić ma nas doświadczanie ekstazy i błogostanu oraz życie w przestrzeni posiadającej fraktalne pole elektryczne...
Druga część zawiera kilka nowych elementów. Dan - w swoim syntetycznym stylu - mówi w niej m.in. o tym czym są anioły oraz ich imiona i co mają one wspólnego z alfabetem rozumianym jako "rezydua plazmy" będące wynikiem działań opartych na symetriach hipersześcianu... W tej części dowiesz się także co John Dee otrzymał od anioła Ofanim; czym są aborygeńskie "linie pieśni" i "ścieżki snów" oraz w jaki sposób alchemicy i kabaliści wywołali burzę, która powaliła Hiszpańską armadę w XVI wieku i co ma z tą historią wspólnego William Shakespeare...
W drugiej części poruszono także kwestię kamienia filozoficznego do której jeszcze powrócimy (patrz niżej). Część ta zawiera zawiera też klarowniejsze omówienie paru innych pojęć, które w innych wykładach Dan potraktował zupełnie zdawkowo albo po prostu inaczej.
Dla wielu osób treści tego wykładu mogą okazać się nieco szokujące lub nawet absurdalne. Dlatego sugerowałbym tym osobom podejść do wykładu ostrożnie i wybiórczo, korzystając z tego co jest w nim inspirujące...
Więcej na: http://www.swietageometria.info/implo...

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Zmartwychwstanie i nieśmiertelność?

Post autor: janusz » 14 października 2015, 00:14

Był taki ktoś......Zbawiciel ;)

Obrazek Asklepios (także Eskulap; gr. Ἀσκληπιός Asklēpiós, Asclepius, łac. Aesculapius) – w mitologii greckiej bóg sztuki lekarskiej (medycyny); jeden z herosów. Jego rzymskim odpowiednikiem był Eskulap. Za jedną z postaci Asklepiosa uważany był też fenicki boski uzdrowiciel, Eszmun (Jasumunu)

Uchodził za syna boga Apollina i nimfy Koronis. Był mężem Epione (Kojąca ból) i ojcem Higiei, Panakei, Iaso, Ajgle, Akeso oraz lekarzy Machaona (internista) i Podalejriosa (chirurg). Został wychowany przez centaura Chirona, który nauczył go sztuki lekarskiej. Według legendy Asklepios udusił pewnego razu węża; wtedy podpełzł inny wąż i podał zioło, które sprawiło, że zabity wąż zmartwychwstał. Zanim ten drugi wąż zdołał uciec, Asklepios wyrwał mu zioło z pyska, po czym używał go do wskrzeszania zmarłych. Doszedł do takiej wprawy, że posiadł umiejętność wskrzeszania umarłych. Gdy został lekarzem na okręcie Argo wskrzesił kilku zmarłych włącznie z Minosem. Po tym jak próbował ożywić Oriona, Hades poskarżył się Zeusowi, że niedługo nikt nie zostanie w Podziemiu. Z tego względu Asklepios nazywany był Zbawicielem (gr. Soter). Zeus zgodził się mu pomóc i zabił Asklepiosa piorunem, a następnie przemienił w gwiazdozbiór Wężownika. Pragnący zemsty Apollin, ojciec Asklepiosa, zabił wszystkie cyklopy.

Głównymi ośrodkami kultu boga były Pergamon, Kos i Epidauros, gdzie co 5 lat obchodzono jego święto. Boga przedstawiano jako węża – symbol odradzającej się siły żywotnej (było to wynikiem cyklicznego zrzucania wylinki), któremu chorzy składali w ofierze koguty. Koło świątyni na Kos znajdowała się szkoła lekarska Hipokratesa. Jego świątynie (tzw. asklepiejony) pełniły również funkcje szpitali oraz sanatoriów. Chorzy byli poddawani zabiegom oczyszczającym, takim jak posty i kąpiele, oraz zabiegom magicznym (które zwalczał Hipokrates). Główną metodą uzdrowienia był hipnotyczny sen na terenie świątyni. O takim uzdrowieniu pisze Arystofanes w komedii Plutos. Uzdrowieni pozostawiali ekswota przedstawiające uleczone części ciała (np. ręce, nogi); spisywali historię choroby i uleczenia w formie inskrypcji pozostawianych w świątyni; wrzucali monety do świętej sadzawki.

W starożytnym Rzymie czczony jako Eskulap, przedstawiany był jako brodaty mężczyzna z laską, wokół której wije się wąż. W 291 roku p.n.e., podczas zarazy, zbudowano mu świątynię na wysepce na Tybrze. Wiele lat później cesarz Klaudiusz wydał rozporządzenie nadające wolność każdemu niewolnikowi, który został tam uzdrowiony.

Od wezwania Asklepiosa zaczynała się przysięga Hipokratesa.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Asklepios#


Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Zmartwychwstanie i nieśmiertelność?

Post autor: chanell » 01 listopada 2015, 21:23

Cały film bardzo ciekawy ,ale ........niektóre informacje nieaktualne.Na przykład że piramidy budowano przez 20 lat. Wiadomo przecież że nie było to możliwe ,bo nie jest to możliwe nawet w obecnych czasach ,gdzie mamy maszyny budowlane ,dźwigi ,koparki i cały inny sprzęt potrzebny do budowy.
Co do grobowców ,to tak zgadzam się ,to na pewno dzieło rąk ludzkich i to właśnie one mogły być budowane przez 20 lat.
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

ODPOWIEDZ