Manicheizm - Chrześcijaństwo wolności

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Manicheizm - Chrześcijaństwo wolności

Post autor: janusz » 27 października 2012, 21:20

Obrazek Poniższy fragment książki wybitnego antropozofa Hugo Reimanna Manichaismus - Das Christentum der Freiheit, Basel 1942, ukazuje manicheizm jako formę chrześcijaństwa ezoterycznego.

Chrześcijaństwo Maniego
Mimo że nowsze badania w coraz większym stopniu prowadziły do wniosku, iż nauka Maniego od samego początku była w sposób istotny związana z chrześcijaństwem, ciągle jeszcze pojawiały się duże wątpliwości, czy reprezentowane przezeń chrześcijaństwo da się pogodzić z naukami Nowego Testamentu i czy uznaje on historycznego Chrystusa Jezusa, czy też jedynie Chrystusa lub Jezusa jako duchową istotę kosmiczną. Jeszcze w roku 1927 H. H. Schaeder pisał, że chrystologia Maniego jest jedynie przeprowadzoną z całkowitą konsekwencją "dehistorycyzacją" postaci Chrystusa. Otóż pogląd ten jednoznacznie obaliły znalezione później własne dzieła Maniego.

W pierwszym rozdziale Kephalaia Mani przedstawia przybycie Chrystusa Jezusa oraz jego cierpienia i śmierć tak, jak ukazują je Ewangelie. Podobnie relacjonuje on jego złożenie do grobu i zmartwychwstanie oraz mówi o tym, że Chrystus Jezus udzielił mocy swym uczniom i tchnął w nich Ducha św., zanim wstąpił na niebiosa. Mani wspomina również energiczną działalność apostołów, wskazując zwłaszcza na Pawła jako tego, który również potrafił przekazywać innym moc, i na to, że po Pawle ludzkość opuściła wąską i trudną drogę, ale dwaj inni apostołowie, których imion w rękopisie nie da się odczytać, znowu zaczęli działać dla dobra prawdziwej społeczności chrześcijańskiej. Potem jednak Kościół chrześcijański znowu uległ upadkowi. Kiedy Kościół stał się ciałem, nadszedł czas, by zacząć wyzwalać dusze. Wtedy żywy Paraklet przemówił do Maniego i objawił mu różne misteria, tak że mógł on podjąć pracę apostolską.

Prezentacja ta pozwala jednoznacznie odrzucić przypuszczenie, że Mani "zdehistoryzował" postać Chrystusa Jezusa. Mani nie negliżuje wydarzeń historycznych, opierając się przy tym na chrześcijaństwie. Również przedstawia on wyraźnie zadanie, które chce podjąć w historycznym rozwoju chrześcijaństwa. Zadanie to wiąże on ze słowami Chrystusa z Ewangelii według św. Jana, gdzie obiecuje on zesłanie Parakleta, Ducha Prawdy, który ma prowadzić do poznania pełnej prawdy, aby przez to umożliwić rzeczywiste wyzwolenie człowieka. Założeniem tego wyzwolenia jest zbawcze dzieło Chrystusa Jezusa. Dzięki niemu ludzkość otrzymała tę moc miłości, która stanowi podstawę prawdziwej wolności. Aby jednak wolność urzeczywistniła się w poszczególnych ludziach, moc miłości musi się w nich złączyć z mądrością. Mani dążył do tego złączenia i pokazywał, jak może się ono dokonać. Jeśli przy tym sięgał do mądrości przedchrześcijańskiej, to dzięki powiązaniu jej z impulsem Chrystusowym stawała się ona czymś zupełnie innym niż tym, czym była uprzednio.

Podstawowy zarys nauki, którą głosił, znajdujemy już w Nowym Testamencie, a Nowy Testament zachował swą całkowitą ważność także u uczniów Maniego; jednakże cały proces wyzwalania człowieka wewnętrznego Mani przedstawił o wiele szczegółowiej, uczniów swych zaś napominał, by baczyli, gdzie duch Chrystusowy w nich jeszcze lub już nie działa, kiedy już poznali jego działanie w sobie. Kto - zgodnie z nauką Maniego - chciał stać się chrześcijaninem, czyli wolnym człowiekiem, ten musiał wejść na trudną drogę ćwiczeń i podjąć w sobie ciężką walkę z Przeciwnikiem ducha Chrystusowego. [...]

Mani pielęgnował zwłaszcza mówienie z ducha (nous). Przemianę duchową uważał on przecież za początek każdej dalszej przemiany człowieka, przy czym chodziło tu o przyjęcie ducha Chrystusowego przez ducha (nous) człowieka wewnętrznego. Także tu pozostawał on w zgodzie z Pawłem, który mówił: "Któż więc poznał ducha Pana (nous), tak by Go mógł ogarnąć. My właśnie znamy ducha Chrystusowego" (1 Kor 2, 16).

Chrystusowy nous, który łączy się z ludźmi, Mani nazywa miłością, a miłość jest dlań czymś najważniejszym. W kontekście prezentacji podboju sfery "starego człowieka" przez Ducha Światła znajdujemy w Traktacie Chavannes-Pelliot następującą charakterystykę miłości: "W tych sferach miłość jest królem; miłość jest początkiem wszelkich dobrych czynów; jest ona niby błyszczące słońce, którego światło przewyższa wszelkie światła; jest niby księżyc w pełni, który jest najbardziej czczony wśród wszystkich gwiazd; jest niby korona królewska najpiękniejszą i pierwszą ze wszystkich ozdób; jest jako drzewo, które przynosi najlepsze owoce; jest jako świetlista istota, która mieszka w ciemnym ciele i jawi się w nim niby cud nie znający równego sobie; jest jakby berło królewskie, które skłania do bezwarunkowego posłuszeństwa; jest jako sól, która przydaje smaku najprostszym i najbardziej wybornym potrawom; jest niby perła, którą nazywają "jasnym księżycem", pierwszą ze wszystkich klejnotów... Kto ma miłość, ten dzięki niej zna również najwyższe prawo; ten zaś, kto miłości nie ma, nie będzie umiał spełnić żadnego dobrego czynu. Z tych wszystkich racji nazywamy miłość królem". [...]

W manicheizmie zmartwychwstanie pojmowane jest jako proces, który od przyjścia Chrystusa Jezusa w pewnym stopniu dokonał się już u wielu poszczególnych ludzi, którego jednak w całej ludzkości jako jej zmartwychwstania należy się dopiero spodziewać i który dopiero wtedy osiągnie pełnię u poszczególnych ludzi. W zmartwychwstaniu chodzi o to, by całe ciało człowieka zostało zbudowane od nowa przez działające w nim siły. Chrystusowe, które okazały się już tak silne, że były w stanie od nowa zbudować ciało Chrystusa Jezusa. Kiedy zaś myślimy o zmartwychwstaniu ludzkości, to trzy dni (między śmiercią a zmartwychwstaniem Chrystusa Jezusa) możemy sobie wyobrazić jako całe epoki rozwoju, przy czym najistotniejszy nie jest tu czas, lecz świetliste stopnie rozwoju duchowego [...]

Każdy z trzech dni zmartwychwstania zostaje przedstawiony w Traktacie Chavannes-Pelliot jeszcze dokładniej. W odniesieniu do dwunastu postaci, czyli godzin, Świetlistego Ducha (nous) jako pierwszego dnia zmartwychwstania powiada się tam: "Pierwszą z nich jest Wielki Król, drugą - mądrość, trzecią - nieustanne zwycięstwo, czwartą - radość, piątą - zastosowanie w życiu, szóstą - prawda, siódmą - wiara, ósmą - znoszenie zniewag, dziewiątą - szczerość, dziesiątą - dobre czyny, jedenastą - bezstronność, dwunastą - pełne wewnętrzne i zewnętrzne światło. Kiedy tylko tych dwanaście wielkich świetlistych godzin pojawi się w sferze Nous, Ennoi, Phronesis, Enthymesis i Logismos, przynoszą one kolejno w każdej sferze Światłość bez granic i w każdej dojrzewa stopniowo nieskończona pełnia jej owoców. Te zaś objawiają się w społeczności czystych adeptów". [...]

Widzimy stąd, jaką pełnię konkretnych wskazówek dał Mani z myślą o wyzwoleniu Człowieka Wewnętrznego. To, co mówi on o rozwoju poszczególnego człowieka, łączy także z rozwojem całej ludzkości i z rozwojem Kosmosu. W ten sposób pokazuje, jak człowiek odrodzony w duchu dzięki sile miłości uzyskuje mądrość, a tym samym także wolność.

Początkowy rozwój chrześcijaństwa wolności

W czasach powstania chrześcijaństwa, najżywsze impulsy duchowe wychodziły z religii misteryjnych, które były zapewne pozostałościami tych religii, które dały początek i kierowały dawnymi kulturami Indii, Persji, Babilonii, Asyrii, Egiptu i innych obszarów. Misteryjne religie różnego pochodzenia były rozpowszechnione w całym Cesarstwie Rzymskim. Jeśli nawet tu i ówdzie popadły już w dekadencję, to jednak na ogół były na tyle potężne, że stanowiły bodziec dla życia duchowego swej epoki i nadawały mu swoje piętno. Najlepsi filozofowie starożytności uczyli mądrości misteryjnej ujmując ją w formie pojęciowej. Forma ta była wówczas czymś nowym, jednakże treść nauk filozoficznych wywodziła się zasadniczo z dawnych misteriów. Wiedzy misteryjnej nie można było uzyskać na drodze czysto intelektualnej, lecz jedynie przez ćwiczenie i rozwój wszelkich zdolności ludzkich. Zarazem jednak była to wiedza, która pozwalała regulować sprawy ludzkości zgodnie z prawami ducha.

To, czego oczekiwano w najróżnorodniejszych religiach misteryjnych, a mianowicie całkowitego złączenia się kosmicznego Słowa, Logosu, z każdym człowiekiem, urzeczywistnił Chrystus Jezus. Logos wcielił się w Jezusa z Nazaretu i z tą chwilą mógł objawić się w sumieniu jako prawdziwa jaźń poszczególnych ludzi, którzy złączyli się z miłością Chrystusową. Dzięki temu ludzie mogli uzyskać wyzwalające poznanie, o którym mówi Ewangelia według św. Jana: "Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie Prawdę, a Prawda was wyzwoli" (8, 31 i n.). Mówi się tu więc jednoznacznie o zjednoczeniu ze Słowem, Logosem, jako o warunku wyzwalającego poznania. Wszystko to potrafili pojąć wtajemniczeni w religie misteryjne, toteż chrześcijaństwo rozpowszechniło się zasadniczo na gruncie tych religii. Przy dzisiejszym stanie badań nie można już wątpić w to, że pierwotne chrześcijaństwo i religie misteryjne pozostawały w ścisłym związku ze sobą. Związek ten zazwyczaj wyjaśnia się tym, że chrześcijaństwo powstało wskutek zmieszania się religii misteryjnych. Wykazano bowiem, że język Nowego Testamentu całkowicie odpowiada językowi religii misteryjnych, że większość słów i zwrotów z Nowego Testamentu można znaleźć w ich języku jeszcze przed powstaniem chrześcijaństwa, i stąd wywnioskowano, że chrześcijaństwo nie przyniosło ze sobą nic nowego, lecz jedynie rzeczy znane - w nowej konfiguracji.

Z takim samym uzasadnieniem można by jednak powiedzieć o jakimś dziele poetyckim, że nie jest ono niczym nowym, ponieważ słowa, którymi posłużył się w nim poeta, istniały już uprzednio. [...] Podobnie też ducha chrześcijaństwa nie da się zrozumieć przez to, że wykaże się, gdzie uprzednio użyto słów, które znajdujemy w dokumentach chrześcijańskich.

Jednakże fakt, że język Nowego Testamentu jest językiem misteryjnym; pozwala przypuszczać, że pierwsi chrześcijanie wchodzili w dialog przede wszystkim z wtajemniczonymi w misteria. W tym wypadku wiedza jednych wtajemniczonych przeciwstawiała się wiedzy innych wtajemniczonych i musiało się okazać, która z nich bardziej odpowiada danym faktom. Przekonanymi chrześcijanami byli ci ludzie, którzy doświadczyli w swym sumieniu Chrystusa jako swą prawdziwą jaźń i tym samym mogli wystąpić jako świadkowie misterium Chrystusowego, jeśli nawet nie znali Chrystusa Jezusa przed jego ukrzyżowaniem. Do tych ludzi należał np. Paweł. Nigdy nie starał się on otrzymać świadectw z tego czasu od innych apostołów: dzięki własnemu oglądowi wiedział bowiem, czym jest prawdziwe chrześcijaństwo (Gal 1, 17 i n.). Ogląd taki mógł być dany także innym ludziom, którzy dzięki swym zmaganiom uzyskali duchowe przebudzenie.

To, do czego w misteriach dążono w czasach Wcielenia, znalazło urzeczywistnienie doskonałe dzięki Chrystusowi Jezusowi. W religiach misteryjnych przygotowano dobry grunt dla zrozumienia Wydarzenia w Palestynie. W obrębie różnych misteriów, nie tylko żydowskich, wiedziano dobrze, że do Wydarzenia tego musi dojść. Toteż chrześcijaństwo mogło przeniknąć przede wszystkim religie misteryjne, a z przemiany, jaka dokonała się w misteriach pod wpływem chrześcijaństwa, powstało chrześcijaństwo gnostyczne.

Chrześcijaństwo gnostyczne można znaleźć nie tylko w pismach, które obecnie uchodzą za dokumenty gnozy: również cały Nowy Testament ma postawę gnostyczną. "Paweł jest gnostykiem" - stwierdza Reitzenstein i pokazuje, że nauka Pawła w istotnych punktach pozostaje w zgodzie z gnozą chrześcijańską. Celem rozwoju chrześcijańskiego u Pawła (jak zresztą w całej gnozie) jest pneumatikos, obdarzony wiedzą człowiek ducha. Wiara jest dlań środkiem do osiągnięcia tego celu, przy czym nie chodzi tu o wiarę w dogmaty, lecz o wewnętrzną pewność uzyskaną dzięki aprobacie własnego doświadczenia, jaką daje nam nasze poczucie prawdy. Tam gdzie Paweł mówi o wierze w Chrystusa, ma na myśli ufność pokładaną w miłości i prawdzie, którymi żył Chrystus, ufność, która prowadzi do własnego przeżycia i poznania. Paweł przeżył Chrystusa w sobie i na tym przeżyciu oparł swą naukę. Podobnie jak nie opiera się on na żadnym ustalonym dogmacie, tak też jego nauki nie wymagają żadnej innej wiary, niż aprobującego poczucia prawdy i sumienia (2 Kor 4, 2).

Pierwotnie chrześcijaństwo było sprawą sumienia. Wychodząc z poznania opartego na sumieniu pierwsi chrześcijanie głosili prawdę o misterium Chrystusowym, a gdzie prawda ta spotykała się z aprobatą słuchaczy, tam też pojawiała się wiara, która prowadziła do poznania. Nie istniały wówczas wyraźnie zakreślone chrześcijańskie dogmaty. Poznający głosili prawdę w wolności, a szukający, posługując się zdolnością rozróżniania zakorzenioną w ich sumieniu, również w wolności badali, ku jakiej nauce mogli się skłonić.

Inaczej zaczęto się dziać, kiedy ukształtował się stały urząd nauczycielski, który opierając się na tradycji decydował o tym, co może uchodzić za prawdę chrześcijańską. Wówczas nie ufano już indywidualnej zdolności rozróżniania między prawdą a fałszem. Domagano się wiary w ustalony dogmat i to bez względu na aprobatę indywidualnego poczucia prawdy. W walce z tymi, którzy dążyli do bezpośredniego zrozumienia misterium Chrystusowego, Kościół zaczął szukać głosu Bożego tylko w przeszłości. Tak powstała religia księgi i autorytetu urzędników kościelnych, taki był kres religijnej samodzielności człowieka. (Por. R. Liechtenhan, Die Offenbarung im Gnosticismus, 1901.)

Tych chrześcijan, którzy ufali aktualnemu żywemu Słowu Boga, dostępnemu ludzkiemu poznaniu, nazwano gnostycznymi heretykami. Jeśli nawet i gnoza nie uchroniła się przed błędami, to jednak jest pewne, że gnostycy reprezentowali chrześcijaństwo wolności sumienia, kiedy Kościół zaczął żądać wiary w dogmaty i tym samym stworzył podstawy religijnego przymusu, nietolerancji religijnej. [...] Pisma Nowego Testamentu dowodzą, że pierwotne chrześcijaństwo miało postawę gnostyczną, a nie dogmatyczną.

Kiedy Kościół chrześcijański oparł się na systemie dogmatów i w coraz większym stopniu uciekał się do religijnego przymusu, pierwotne chrześcijaństwo żyło dalej w nurtach gnostycznych. Nurty te przewyższały Kościół pod względem duchowym, były jednak tłumione za pomocą siły zewnętrznej, zwłaszcza od chwili zjednoczenia się Kościoła z państwem rzymskim.

W drugiej połowie III wieku różne nurty chrześcijaństwa wolności zostały zjednoczone przez Persa Maniego w ramach wielkiego ruchu duchowego. Mani był wtajemniczony w najważniejsze misteria starożytne, poznał jednak, że w chrześcijaństwie dane jest wypełnienie misteriów. Nie chciał on zakładać nowej religii, lecz umożliwić głębokie zrozumienie chrześcijaństwa, aby "mogło ono w duchowej walce pokonać wszystkie moce duchowe tamtych czasów na drodze przekonywania, a nie siły". Naturalnie musiał się przy tym posługiwać terminologią stosowaną w różnych misteriach. Aby móc przekonać innych, musiał mówić językiem tych, których chciał przekonać. Konieczność ta doprowadziła do błędnego mniemania, że chciał on stworzyć nową religię mieszając wszystkie religie dotychczasowe. [...]

Ojcowie Kościoła uważali manicheizm za sektę chrześcijańską o poglądach odbiegających od prawowierności, a niektórzy badacze nam współcześni podzielają ten pogląd. Inni z badaczy szukają genezy manicheizmu w buddyzmie, w religii babilońskiej, irańskiej lub w mandaizmie, przyjmując, że z istoty swej nie jest on religią chrześcijańską. Nowsze badania podważają ten pogląd, a najnowsze dokumenty potwierdzają w coraz większym stopniu to, że manicheizm był prawdziwym chrześcijaństwem.

W. Lentz pisał w swej pracy pt. Mani und Zarathustra z 1928 r. o pierwszej księdze, z którą Mani wystąpił publicznie, że dostarcza ona literackiego dowodu, iż Mani od samego początku w swym systemie uwzględniał postać Jezusa (s. 183). W rozprawie Waldschmidta i Lentza Die Stellung Jesu im Manichaeismus z 1926 r. znajdujemy ustęp: "Jezus jako Bóg Zbawiciel nie jest koncesją zachodnich gmin na rzecz Kościoła chrześcijańskiego, lecz stanowił dla Maniego istotny składnik jego nauki". Tamże wskazuje się na to, że Mani na początku swej Ewangelii postawił słowa: "Ja, Mani, apostoł Jezusa". W tej samej rozprawie znajdujemy następujący sąd o Manim: "Z coraz to liczniejszych świadectw religii manichejskiej od nowa wyłania się przed nami duchowa osobowość jej twórcy. Nie jest to bezmyślny i śmieszny kompilator, za jakiego mieli go jego przeciwnicy, Ojcowie Kościoła. Nie jest to także nieposkromiony fantasta, jakim mógł się nam wydać po zapoznaniu się z wielkimi kosmogoniami Fihristu i Teodora bar Khoniego. Wreszcie nie jest to suchy i - przy całym dążeniu do bezwzględnej konsekwencji - pozornie sam sobie nieustannie przeczący doktryner, za którego można by go mieć po lekturze Traktatu Chavannes-Pelliot. Stop różnych wyobrażeń, jaki znajdujemy w jego systemie, okazuje się koncepcją o niepowtarzalnej oryginalności, o której decyduje centralna postać tego systemu: Zbawiciel Jezus. Poznajemy tego zdumiewającego męża jako nieprzeciętną osobowość, której dzieło nie przez przypadek przez stulecia fascynowało wiernych na obszarach od najdalszego zachodu ówczesnego świata aż po Chiny".

H. H. Schaeder pisze w swej pracy Der Orient und das griechische Erbe z 1928 r.: "Nadto Mani wychodząc ze swego filozoficznego punktu widzenia usiłował ująć w jednolity system całość dostępnej mu tradycji religijnej, a w swym światopoglądzie pozycję centralną dał postaci Chrystusa. Jego nauka była na Zachodzie przez długi czas wręcz tajemną religią wykształconych chrześcijan".

Sam Mani nazywał się apostołem Jezusa Chrystusa. Dlaczego określenie to mielibyśmy uważać za kłamstwo czy oszustwo? Czy nie mógł zostać apostołem z powołania w podobny sposób jak Paweł? Godne uwagi podobieństwo między wyobrażeniami Pawłowymi a manichejskimi odkrył Reitzenstein i pisał o nim, co następuje: "Pawłowie wyobrażenie pneumy w nas, która zarazem jest Panem, Chrystusem w nas, wykazuje niezaprzeczalne podobieństwo z manichejskim wyobrażeniem [...], zgodnie z którym pobożny (chrześcijanin) ma drugą, niematerialną "jaźń", a ta stanowi odpowiednik jego duszy świetlistej, zarazem zaś jest boskim wysłannikiem, który duszę tę prowadzi do nieba. W nowo odcyfrowanych tekstach ta świetlana jaźń, która oczywiście łączy się z duszą świetlistą, często nazywana jest Jezusem. Jezus jest świetlaną jaźnią pojedynczej duszy, zarazem jednak wszystkich dusz" (Die hellenistischen Mvsterienreligionen, 1927, s. 278 i n.).

W tekstach tych zresztą o Chrystusie mówi się językiem nie mającym nic wspólnego z językiem współczesnej nam teologii. Ale chrześcijaństwo przecież nie jest związane z jednym językiem. Chrześcijaństwo można bowiem głosić we wszystkich możliwych językach. Mani zdawał sobie sprawę z tego, że trzeba mówić w języku tych, którzy nas słuchają, jeśli chcemy, by nas zrozumieli. Kiedy mówił on z wtajemniczonymi misteriów orientalnych, to czynił to w ich języku, który dla zrozumienia misterium Chrystusa owego nadawał się prawdopodobnie lepiej niż język współczesnej nam nauki. [...]

Dalsze świadectwo przemawiające za chrześcijańskim charakterem nauki Maniego widzimy również w tym, że jego następcy nazywali się prawdziwymi chrześcijanami, a manichejczykami byli nazywani tylko przez swych przeciwników. To, że zwolennicy chrześcijaństwa dogmatycznego nie chcieli uznać ich za chrześcijan, oni sami uważali za zarzut najfałszywszy i najbardziej absurdalny (P. Alfaric. L'evolution intellectuelle de Saint Augustin, 1918, s. 160).

Manichejczycy byli przekonani, że właśnie chrześcijanie dogmatyczni zbytnio zbliżyli się do judaizmu i pogaństwa i nie pojęli istoty chrześcijaństwa. Wolność sumienia uważali oni za coś związanego z istotą chrześcijaństwa, toteż nie mogli uznać żadnej religii państwowej (E. de Stoop, La diffusion du Manicheisme dans l'Empire Roman, 1909, s. 38). Nie żądali ślepej wiary, lecz oczekiwali od chrześcijan, że ustosunkują się do ich nauki dopiero po dojrzałym jej zbadaniu. Kościołowi dogmatycznemu zarzucali, że opiera się na zewnętrznym autorytecie i żąda wiary, zamiast uczyć prawdziwej wiedzy. [...]

Manichejczycy nie dążyli do wiedzy intelektualnej, lecz do takiej, która człowieka przemienia i prowadzi do wolności. Nauczać w Kościele Maniego mieli prawo tylko ci, którzy w życiu swym potrafili pokazać owoce swej wiedzy. Żyli oni tym, co nauczali, a to dawało moc ich słowom. [...]

Apostołowie manichejscy szli poprzez wszystkie kraje znanego wówczas świata, aby głosić chrześcijaństwo i pokazywać, że dzięki Chrystusowi człowiek staje się wolny i sam może działać jako nosiciel wyzwolenia. Manichejczycy bowiem nie dążyli do ucieczki od świata, lecz do wolnego i niosącego ludziom pomoc działania na Ziemi. Swe główne zadanie widzieli w tym, by przemieniać zło w dobro, a dzięki Chrystusowi otworzyło się im w ich własnej jaźni źródło miłości, które pozwalało ujawnić się dobru także w otoczeniu ludzi złych. Pojęli oni, że nowe poznanie i nowa miłość stanowią najistotniejszy rdzeń chrześcijaństwa: poznanie i miłość wyrastające z prawdziwej jaźni człowieka.

Przełożył Jerzy Prokopiuk

Za: http://www.gnosis.art.pl

ODPOWIEDZ