Tajemnice Biblii

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Tajemnice Biblii

Post autor: Blad » 25 stycznia 2011, 02:21










Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Tajemnice Biblii - Zwoje znad Moża Martwego

Post autor: Blad » 25 stycznia 2011, 02:31









Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1177
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Biblii

Post autor: janusz » 04 kwietnia 2011, 22:43

Oto najstarszy portret Chrystusa?

Obrazek

Woda odsłoniła niezwykłe skarby.
Widać na nim brodatego, młodego mężczyznę z kręconymi włosami opadającymi na twarz. Przy odpowiednim świetle można zauważyć również zarys korony cierniowej - pisze "Daily Mail"
Portret Jezusa wykonano na tabliczce, którą znaleziono wraz z 70 książkami w jaskini niedaleko Jeziora Galilejskiego. Mają od 7x5 cm do 25x20 cm. Każda składa się średnio z czterech kart.

Niektóre książki są zamknięte metalowymi pierścieniami. Prawdopodobnie nigdy nie miały być otwarte. Zawierają święte słowa, które być może nigdy nie miały zostać odczytane - pisze brytyjski dziennik.
Trójwymiarowy wizerunek znajduje się na obu stronach okładki małej książeczki. Na pierwszej stronie mężczyzna ma brodę, na drugiej gładkie policzki. Wyryto też linijkę tekstu, którego niestety nie udało się odczytać. Na innej okładce odcyfrowano napis ''Zbawiciel Izraela''.

Obrazek

Odkrycia dokonano w jaskini w wiosce Saham w Jordanii po powodzi. To woda odsłoniła ukryte skarby (znaleziono też starożytne książki i zwoje). Saham znana jest jako dawne schronienie Żydów uciekających przed prześladowaniami Rzymian.
Właścicielem skarbu Hassan Saida nie chce sprzedać antyków. Zgodził się tylko na wysłanie dwóch książek na badania w Europie.
Obrazek
http://www.sfora.pl/Oto-najstarszy-port ... usa-a30755
http://www.dailymail.co.uk/news/article ... books.html

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Poszukiwacze śladów Chrystusa

Post autor: Blad » 20 lipca 2011, 10:48

Odkrycia archeologiczne związane z Jezusem wzbudzają olbrzymie emocje. Nie tylko pozwalają poznać jego świat, ale są ostatecznym dowodem na to, że Nowy Testament nie był literacką fikcją.
Odkrycia archeologiczne pozwalają poznać świat Chrystusa

Świat obiegła niedawno sensacyjna wiadomość. Agenci specjalnej izraelskiej Jednostki ds. Zapobiegania Kradzieżom Antyków rozbili sprawnie działającą szajkę archeologicznych złodziei. Jej członkowie grasowali w Ziemi Świętej, gdzie plądrowali starożytne groby z czasów Chrystusa. Wydobywali z nich cenne artefakty, które sprzedawali za grube pieniądze kolekcjonerom z całego świata.


Wśród przejętych przez izraelskich agentów przedmiotów znalazło się misternie zdobione ossuarium, czyli rodzaj kamiennego pudła na kości zmarłych, używanego na początku naszej ery przez Żydów. Już sam fakt, że skrzynia jest misternie rzeźbiona, jej boki pokryte są okrągłymi ornamentami kwiatowymi, wskazywał, że zostały w niej złożone szczątki kogoś niezwykle ważnego.

Dlatego agenci izraelskiej służby natychmiast przekazali ossuarium wybitnym specjalistom z Uniwersytetu w Tel Awiwie i Uniwersytetu Bar-Ilan. Naukowcy po zastosowaniu najnowocześniejszych technologii – m.in. mikroskopów elektronowych – nie mieli żadnych wątpliwości: ossuarium jest autentyczne i ma ok. 2000 lat. A co ważniejsze, autentyczny jest również wyryty na nim napis.

Inskrypcja, napisana po aramejsku, czyli w języku ówczesnych Żydów, brzmi: „Miriam, córka Jeszuy, Syna Kajfasza, Kapłana z Maaziah z Beth Imri”. Słowa te wywołały olbrzymią sensację. Wskazują bowiem, że szczątki należą do wnuczki słynnego żydowskiego kapłana, który jako przewodniczący Sanhedrynu doprowadził do ukrzyżowania Jezusa Chrystusa.

To kolejny dowód na to, że Kajfasz był postacią historyczną, człowiekiem z krwi i kości. I kolejny argument dla tych, którzy uważają, że Nowy Testament nie jest wcale – jak chcą tego sceptycy – antyczną bajką napisaną dla naiwnego „ciemnego ludu”, ale zapisem prawdziwych wydarzeń. Argument na tyle ważny, że opierający się nie na „ślepej wierze”, ale na naukowej, empirycznej dziedzinie, jaką jest archeologia.

– To między innymi dzięki niej żaden naukowiec nie powie już, że Ewangelie są fikcją – mówi „Uważam Rze” prof. James H. Charlesworth z Princeton Theological Seminary. – W Ziemi Świętej odkryto olbrzymią liczbę przedmiotów, które potwierdzają istnienie występujących w Biblii postaci, miejscowości i zjawisk. Potwierdzają, że opisane przez apostołów realia starożytnej Palestyny Jezusa były prawdziwe, i odkrywają przed nami świat, w którym żył Chrystus – dodał.

Tablica Poncjusza Piłata

Inne podobne odkrycie miało miejsce pół wieku wcześniej, w 1961 r. w Cezarei, na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Zespół archeologów pod kierownictwem włoskiego profesora Antonia Frovy, podczas prac wykopaliskowych na terenie starożytnego amfiteatru, odkrył tajemniczą łacińską inskrypcję na bloku wapiennym. Blok był wmurowany w schody prowadzące do sektorów amfiteatru przeznaczonych dla ówczesnych VIP-ów. Choć inskrypcja była poważnie uszkodzona, udało się odczytać sporą jej część. „... s Tiberiéum... tius Pilatus... ectus Iuda... e... e... ” – głosił napis. W świecie naukowym rozgorzały natychmiast spory o znaczenie tych słów. Przedstawiano rozmaite warianty i możliwości interpretacji inskrypcji. Wszyscy uczestnicy dyskusji zgadzali się jednak co do kluczowego, środkowego fragmentu inskrypcji.

Słowa „... tius Pilatus... ectus Iuda... e” należy zrekonstruować jako „[Pon] tius Pilatus [praef] ectus Iuda [ea] e”, czyli „Poncjusz Piłat prefekt Judei”. W ten sposób historycy zdobyli kolejny dowód na to, że Piłat, człowiek, który skazał Jezusa Chrystusa, istniał naprawdę. Mało tego, dowiedzieli się, że sprawował on zaledwie funkcję prefekta Judei, a nie – jak wcześniej przypuszczano, powołując się na historyków Józefa Flawiusza i Tacyta – prokuratora. – Do początku XIX w. ludzie właściwie mieli niewielkie pojęcie o realiach Palestyny czasów Jezusa i historycznym kontekście Ewangelii – mówi „URz” znany biblista ks. profesor Waldemar Chrostowski. – Znali tylko tekst Pisma Świętego, w które mogli wierzyć lub nie. Wszystko zmieniło się, gdy na Bliski Wschód przybył Napoleon, a w ślad za nim tysiące żądnych wiedzy naukowców i artystów. Ludzie ci, zafascynowani historią starożytną, wkrótce zaczęli kopać w Ziemi Świętej – podkreślił.
Niedługo po powstaniu archeologii narodziła się jej uboczna dziedzina – archeologia biblijna. Początkowo skupiała się głównie na Starym Testamencie. Archeolodzy odnaleźli mury Jerycha oraz najprawdopodobniej udało im się zlokalizować Sodomę i Gomorę. Tropili biblijny lud Hetytów oraz szukali Arki Przymierza i arki Noego. Badania te wzbudzały olbrzymie zainteresowanie. Powstawały na ich temat niezliczone powieści oraz filmy, na czele z „Indianą Jonesem”.

Jeżeli zaś chodzi o Nowy Testament, naukowcy przez długi czas zadowalali się zachowanymi jeszcze od starożytności, oficjalnymi miejscami kultu. Bazyliką Narodzenia Pańskiego w Betlejem czy bazyliką Grobu Świętego w Jerozolimie. Kościołami budowanymi nad miejscami narodzin i kaźni Chrystusa.

– Z czasem jednak archeolodzy zaczęli wydobywać coraz więcej przedmiotów związanych z czasami Chrystusa oraz coraz bardziej interesować się tym okresem. Ostatnie lata to prawdziwy boom na odkrycia związane z Jezusem. Możemy już mówić o tysiącach artefaktów – podkreśla prof. Charlesworth. – Dzięki temu wiemy dziś o realiach tego okresu więcej, niż wiedział o nich święty Piotr, choć on był przecież uczestnikiem wydarzeń – dodaje.

Trzcina na wietrze

– Archeologia biblijna pozwala nam wkroczyć w czasy Jezusa Chrystusa – mówi „URz” prof. Michał Wojciechowski, teolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. – Wyobraźmy sobie, że Jezus jest wybitnym aktorem stojącym na scenie. Dzięki archeologii podnosi się kurtyna i możemy zobaczyć za nim bogatą dekorację. Oczywiście archeologia nie może zmienić naszego wyobrażenia Jezusa, ale może dodać mu kolorów, wprowadzić światłocień – podkreśla.

Przykład? W Ewangelii Mateusza jest następujący fragment przedstawiający przemawiającego Chrystusa. „Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: – Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze?”. Dalej zaś przeciwstawia Jana ludziom „w miękkie szaty ubranym”, którzy „zamieszkują w domach królewskich”.

Przez wiele stuleci naukowcy zastanawiali się, co Jezus miał na myśli, używając słów o „trzcinie kołyszącej się na wietrze”. Czy chodziło mu dosłownie o rośliny rosnące wówczas w Palestynie, czy też może miały one jakieś symboliczne znaczenie, którego kontekst zrozumiały był tylko dla współczesnych? Dominowała ta druga interpretacja, ale żadna z konkretnych teorii przedstawiana w tej sprawie nie była przekonująca.

Nie była dopóty, dopóki archeologowie nie odkryli monet bitych za czasów Jezusa przez króla Heroda Antypasa. Okazało się, że na ich rewersie znajdowały się źdźbła trzciny (ówczesne żydowskie prawa zabraniały przedstawiania wizerunków ludzi lub zwierząt). W ten sposób trzcina stała się symbolem jego władzy w Judei. Jezus mówiąc o „trzcinie na wietrze”, aluzyjnie nawiązywał więc do króla Heroda Antypasa, ówczesnego oponenta Jana. – Dzięki archeologii biblijnej oglądamy świat Jezusa przez dziurkę od klucza – mówi ks. prof. Chrostowski. – A mówimy przecież o świecie, który od dawna nie istnieje, ale który fascynuje setki, miliony ludzi na całym świecie. Dla chrześcijan na całym świecie archeologia biblijna to nie jest dziedzina nauki taka jak każda inna. Tu chodzi o ślady pozostawione przez Syna Bożego. Każdy wydobywany artefakt jest dla chrześcijan relikwią – dodaje.

Profesor Charlesworth twierdzi: – Nie ma chyba nic bardziej kontrowersyjnego niż archeologia dotycząca czasów Nowego Testamentu. Dotyczy bowiem najbardziej kontrowersyjnej postaci w historii świata, Jezusa Chrystusa. Dlatego właśnie każde kolejne odkrycie z tego okresu wzbudza tak wielkie emocje i spory. To bowiem intryguje wszystkich. Chrześcijan, którzy chcą wiedzieć, że mają rację. Ale także Żydów oraz ateistów, którzy często próbują podważyć świadectwa o życiu Chrystusa.

Gwóźdź w stopie Johana

Jednym z najważniejszych sporów dotyczących Nowego Testamentu był zawsze spór o śmierć Jezusa. Czy to możliwe, żeby Rzymianie go naprawdę ukrzyżowali? A jeżeli tak, to jak to zrobiono? Jaka była technika wymierzania tej okrutnej kary? Przez wiele setek lat nie wiedziano na ten temat nic pewnego. A masową wyobraźnię kształtowały raczej obrazy wielkich mistrzów europejskiego malarstwa niż ustalenia naukowców.

Oczywiście wiedziano, że Rzymianie stosowali taką karę (skazano na nią choćby niewolników, którzy wzięli udział w rebelii Spartakusa), ale z tego, jak to robiono, nie zdawano sobie sprawy. Pojawiały się m.in. twierdzenia, że skazańców nie przybijano do krzyży gwoździami, ale że wisieli oni na nich przywiązani linami.
Jednak w 1968 r. w Jerozolimie odkryto ossuarium ze szczątkami niejakiego Johana Ben Hagakola. Był to 28-letni mężczyzna, który zginął gwałtowną śmiercią kilkadziesiąt lat po śmierci Chrystusa. Szczątki dokładnie przebadali osteolodzy z izraelskiej Hadassah Medical School. Odkryli oni siedmiocalowy gwóźdź, który przebijał na wylot kość prawej stopy mężczyzny. Na gwoździu tym znaleziono drewniane drzazgi, co rozwiało wszelkie wątpliwości. Został on ukrzyżowany, a Rzymianie rzeczywiście przybijali ofiary do krzyży.

Naukowcy ustalili, że gwóźdź przechodził przez obie stopy Johana. Kolejne dwa zostały wbite w jego przedramiona. Wisząc na krzyżu, musiał podciągać się na przygwożdżonych przedramionach i odpychać okaleczonymi nogami, aby móc oddychać. Zmarł w straszliwych męczarniach. Najprawdopodobniej właśnie w taki sposób zabito także Jezusa, co rzuca nowe światło na jego mękę.

– Nie bez znaczenia było również to, że kości Johana znaleziono w ossuarium – podkreśla prof. Charlesworth. – Wielu sceptyków, którzy podważali wiarygodność Biblii, krytykowało przekaz ewangeliczny mówiący o pochowaniu Jezusa w grobowcu Józefa z Arymatei. Twierdzili oni, że Rzymianie zabraniali godnego pochówku ofiar ukrzyżowań. Należało je wrzucać do bagna. Tymczasem przykład Johana pokazuje, że ukrzyżowani byli chowani w sposób normalny – dodaje.

Po raz kolejny okazało się więc, że Biblia w prawdziwy sposób przekazała przebieg wydarzeń. Inny, drobny przykład. Według świętego Jana Jezus uzdrowił chorego przy sadzawce Betesda w Jerozolimie. Apostoł napisał o nim, że miała być otoczona przez pięć krużganków. Przez lata istnienie tego miejsca było negowane przez naukowców, którzy twierdzili, że Janowi chodziło raczej o metaforę, a nie o prawdziwą sadzawkę. W XX w. podczas głębokich prac wykopaliskowych naukowcy odkryli w tym miejscu ślady po starożytnym zbiorniku wodnym dokładnie odpowiadającym opisowi Jana.

99 Jezusów (Ciekawostką jest to że w Koranie Bóg ma 99 imion - blad)

Jedno z najważniejszych odkryć archeologicznych dotyczących czasów Jezusa to Zwoje z Morza Martwego, zwane także Rękopisami z Qumran. W grotach, w pobliżu ruin tej miejscowości, odkrył je przez przypadek beduiński pastuch w 1947 r. Z grot wydobyto w sumie blisko 1000 manuskryptów, które zrewolucjonizowały wiedzę naukowców o okresie przed narodzeniem Chrystusa i zaraz po nim.

Wytworzyła je tajemnicza żydowska sekta, prawdopodobnie esseńczycy, którzy zamieszkiwali Qumran. – Znaczenie tych dokumentów jest olbrzymie. Okazało się, że judaizm w czasach Jezusa był ruchem wielonurtowym. Nie zrodziło się jeszcze wówczas poczucie ortodoksji. Żydzi wierzący w Jezusa byli tylko jednym z odłamów judaizmu. Ich drogi z Żydami rozeszły się dopiero w roku 70., wraz ze zburzeniem Jerozolimy – mówi ks. prof. Chrostowski. Na początku XX w. nad Jeziorem Galilejskim odkryto zaś prawdopodobny dom św. Piotra. Znajdował się on w Kafarnaum, gdzie Jezus pojechał nauczać po opuszczeniu Nazaretu. W domu tym, położonym obok synagogi, znajdował się niewielki wczesnochrześcijański kościół. Naukowcy przypuszczają, że umiejscowiono go w domostwie najważniejszego z chrześcijan zamieszkujących miasto, czyli właśnie Piotra. Dziś jego pozostałości oglądane są przez miliony turystów przyjeżdżających do Izraela.

Większość archeologicznych odkryć z czasów Nowego Testamentu nie jest jednak tak spektakularna. Naukowcy wydobywają z reguły artefakty niewielkie, wydawałoby się – bez większego znaczenia. Jest tak jednak tylko na pozór. W żmudnej, zegarmistrzowskiej pracy, jaką jest próba odtworzenia realiów starożytnej Judei, liczy się każdy, najmniejszy szczegół. Po złożeniu razem – niczym fragmenty gigantycznej układanki – takie szczegóły mogą okazać się niezwykle ważne.

Brytyjski teolog prof. Richard Bauckhman zebrał wszystkie męskie imiona Żydów, które odkryto na tablicach nagrobnych, papirusach i we wszelkich innych źródłach z epoki. Jest ich obecnie blisko trzy tysiące. Po analizie okazało się, że najczęściej występującymi były Szymon i Józef. Imię Jezus również nie należało do rzadkich. W zestawieniu Bauckhmana znalazło się na szóstym miejscu. Wiemy o istnieniu 99 Jezusów.

Po dokonaniu tych obliczeń Bauckhman szczegółowo przeanalizował pod tym kątem Biblię. Okazało się, że występujące w niej żydowskie imiona częstotliwością odpowiadają mniej więcej obliczeniom z inskrypcji. Niezwykle uprawdopodobnia to nie tylko cały przekaz ewangeliczny, ale obala również – lansowaną przez sceptyków – tezę, że Nowy Testament był sporządzonym po wielu latach wymysłem Żydów mieszkających z dala od Palestyny.

Problem polega bowiem na tym, że Żydzi w diasporze nosili wówczas zupełnie inne imiona niż Żydzi w ojczyźnie. Gdyby rzeczywiście Nowy Testament był napisanym z dala od Palestyny falsyfikatem, jego bohaterowie nazywaliby się zupełnie inaczej. Na przykład Eleazar, Sabbatius, Dositej, Pappus czy Ptolemeusz. Takich imion używalibyśmy zapewne również my.
Biblijni oszuści

Olbrzymie zainteresowanie wywołane przez odkrycia archeologiczne z czasów Jezusa wykorzystują często również oszuści. Co pewien czas świat obiegają sensacyjne doniesienia o kolejnych „przełomowych odkryciach”. – Tak na przykład było z ossuarium Jakuba, brata Jezusa. Wokół znaleziska było sporo szumu, ale szybko okazało się, że był to pic na wodę – opowiada prof. Wojciechowski.

O ossuarium świat dowiedział się w 2002 r., gdy na łamach „Biblical Archaeology Review” opisał je profesor z Sorbony André Lemaire. Miał ją uzyskać od Odeda Golana, znanego kolekcjonera z Tel Awiwu. Gdy okazało się, że ten ostatni w przeszłości był już oskarżony o fałszowanie zabytków, izraelski rząd powołał specjalną komisję do zbadania ossuarium. Okazało się, że było ono znakomitym falsyfikatem. Golan stanął przed sądem.

Inna głośna historia tego typu to dokumentalny film „The Lost Tomb of Jesus” (Zaginony Grobowiec Jezusa) znanego reżysera Jamesa Camerona („Terminator”, „Titanic”, „Avatar”). W wyświetlonym w 2007 r. obrazie twórcy ogłosili, że w jaskini w Talpiot w pobliżu Starego Miasta w Jerozolimie znaleziono grobowiec rodziny Chrystusa.

Znajdować się w nim miały ossuaria ze szczątkami Jezusa, Maryi, ale także Marii Magdaleny oraz niejakiego Judy. Według twórców filmu skomplikowane badania, między innymi testy DNA, miały udowodnić, że Maria Magdalena była żoną Jezusa, a Juda ich dzieckiem. Tezy te, przypominające słynną powieść „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna, wywołały ostrą reakcję świata naukowego, który uznał całą historię za bzdurę.

– Część ludzi robi takie rzeczy dla rozgłosu, część chce na tym zarobić, a jeszcze inni w to wierzą. Liczba tych falsyfikatów pokazuje jednak, jak wielkie emocje wzbudza archeologia biblijna – mówi ks. prof. Chrostowski. Podkreśla on, że fałszerstwa archeologiczne na Bliskim Wschodzie były dokonywane także z powodów politycznych.

– Chodziło na przykład o to, by udowodnić, że w jakimś miejscu przed wiekami mieszkali starożytni Izraelici. Miało to usprawiedliwić prawa dzisiejszego Izraela do tego terytorium – opowiada ks. Chrostowski. – Oczywiście druga strona, czyli Palestyńczycy, nie może używać archeologii jako broni. Wiadomo bowiem, że Arabowie przybyli na te tereny dopiero w VII w. po narodzeniu Chrystusa – podkreśla.

Archeolodzy z USG.

Badacze od wielu lat przekopują Ziemię Świętą. Zarówno po izraelskiej, jak i po palestyńskiej stronie muru dzielącego obecnie krainę, którą 2000 lat temu przemierzał Jezus Chrystus. Czy więc wydobyto z ziemi już wszystko? Czy też możemy spodziewać się kolejnych wielkich odkryć, które rzucą nowe światło na wydarzenia Nowego Testamentu?

Prof. James H. Charlesworth twierdzi: – Archeologia biblijna dopiero się rozkręca! Mogę panu zdradzić, że już w listopadzie National Geografic Society ogłosi wspaniałe odkrycie, o którym dowie się cały świat. Niestety, tylko tyle mogę powiedzieć, obowiązuje mnie bowiem absolutna tajemnica. Prace jednak cały czas trwają. Z każdym dniem, z każdym wbiciem łopaty, wiemy więcej o Jezusie i jego czasach.

Ksiądz prof. Waldemar Chrostowski dodaje: – Przed archeologią biblijną jest olbrzymia przyszłość. Zakładam jednak, że dziedzina ta bardzo się zmieni. Obecnie archeolodzy wyrywają artefakty z ich historycznego kontekstu. Kopanie to w dużej mierze dzieło zniszczenia. Już dziś widzimy, jak nieporadni byli archeolodzy sprzed kilkudziesięciu lat i za kilkadziesiąt lat prawdopodobnie to samo będzie się mówić o archeologach naszych czasów. Zakładam, że w przyszłości poszukiwacze zabytków, zamiast kopać, będą po prostu prześwietlać ziemię. Kiedyś żeby zajrzeć do trzewi człowieka, trzeba było go rozciąć. Teraz mamy USG. Zakładam, że w podobnym kierunku pójdzie archeologia, dziedzina, która w coraz większym stopniu korzysta ze zdobyczy nowoczesnej nauki.

Profesor Michał Wojciechowski: – W całej Ziemi Świętej znajdują się jeszcze tysiące ukrytych artefaktów, które tylko czekają na swoich odkrywców. Na pewno jeszcze nieraz usłyszymy o archeologii biblijnej.

Piotr Zychowicz
http://media.wp.pl/kat,125914,name,Uwaz ... prasa.html
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
Maat
Posty: 129
Rejestracja: 25 stycznia 2011, 23:23

Czy Bogu JHWH składano ofiary z ludzi?

Post autor: Maat » 15 kwietnia 2012, 14:02

Czy śmierć męczeńska na krzyżu to cena, którą Bóg zażądał od Jezusa w zamian za, królestwo niebieskie tytuł Mesjasza, zaszczyt zostania synem Bożym, życie wieczne ?

A postąpiwszy nieco dalej, padł na oblicze Swoje i modlił się: „ Ojcze Mój! Jeśli możliwe, niech odejdzie ode Mnie ten kielich: lecz nie jako Ja chcę, ale jako ty”. (Mt 26, 39).

Awatar użytkownika
Maat
Posty: 129
Rejestracja: 25 stycznia 2011, 23:23

Czy Jezus był jedyną ofiarą złożoną Bogu w ofierze?

Post autor: Maat » 17 kwietnia 2012, 11:43

18 5 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz». 19 To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: «Pójdź za Mną!»

Najbardziej zdumiewa ostatni werset „To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga”. – to słowa Jezusa(który ukazał się po zmartwychwstaniu) w dialogu ze św. Piotrem

Przez męczeńską śmierci Piotr miał uwielbić Boga JHWH? Dlaczego okrutne cierpienie jest wyrazem uwielbienia Boga w religii, która mówi o miłości, dobroci przebaczeniu? Czy śmierć męczeńska była ceną za zaszczyty w niebie?

Odmienny los umiłowanego ucznia
20 Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: «Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi?» 21 Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: «Panie, a co z tym będzie?» 22 Odpowiedział mu Jezus: «Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną!» 23 Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: «Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego?»

Zastanawiający jest fragment - «Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi?». Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt ze słowa te wypowiedziane były(cd. dialogu Jezusa i św. Piotra) po zmartwychwstaniu Jezusa a mowa tu o umiłowanym uczniu Janie ewangeliście a nie Judaszu.
A co mówią nam kolejne fragmenty tego dialogu? W jakim sensie był odmienny los umiłowanego ucznia Jana – i czy był on aż taki szczęśliwy?

I kolejny urywek «Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego?»
Umiłowany uczeń Jezusa kojarzy mi się z żydem wiecznym tułaczem.
Jan w przeciwieństwie do żyda wiecznego tułacza jako jedyny uczeń Jezusa nie zginął śmiercią męczeńską a doznał męki za życia ponieważ widział jak cierpi Jezus i nigdy Go się nie wyparł jednak mimo to musiał tak samo jak on oglądać cierpienie i mękę ludzi na Ziemi aż do przyjścia Jezusa by napisać apokalipsę.


Ciekawa jestem, co na ten temat mają do powiedzenia Ci, którzy postrzegają biblię według ogólno przyjętej interpretacji?

Celem tych postów nie jest krytyka czy podważanie wiary a jedynie chęć zrozumienia.

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Tajemnice Biblii

Post autor: Blad » 24 kwietnia 2012, 12:32

i znowu błąd i brak logicznego myślenia :D kim był umiłowany uczeń, z którym to Jezus witał się całując go w usta? Kim był umiłowany uczeń, który to wraz z Jezusem stawił się u Kajfasza? Dlaczego żaden z czterech uznanych Ewangelistów nie wymienia jego Imienia? kim był umiłowany uczeń, który trwał przy Jezusie i w chwili śmierci i w chwili chwały? Kim był umiłowany uczeń, któremu Jezus powiedział :"Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca."
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Tajemnice Biblii

Post autor: chanell » 24 kwietnia 2012, 15:59

Blad pisze:i znowu błąd i brak logicznego myślenia :D kim był umiłowany uczeń, z którym to Jezus witał się całując go w usta? Kim był umiłowany uczeń, który to wraz z Jezusem stawił się u Kajfasza? Dlaczego żaden z czterech uznanych Ewangelistów nie wymienia jego Imienia? kim był umiłowany uczeń, który trwał przy Jezusie i w chwili śmierci i w chwili chwały? Kim był umiłowany uczeń, któremu Jezus powiedział :"Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca."
Czy to Maria Magdalena ? ;)
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
Maat
Posty: 129
Rejestracja: 25 stycznia 2011, 23:23

Re: Tajemnice Biblii

Post autor: Maat » 24 kwietnia 2012, 20:03

Też rozważałam taką możliwość to dla mnie jeden z najbardziej zagadkowych fragmentów biblii, (a zwłaszcza słowa «Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi?») ale zważywszy na okoliczności miejsca i czasu, w którym toczył się ten dialog miałam sprzeczne myśli. Akcja tego wydarzenia dzieje się podczas połowu ryb gdzie Jezus po zmartwychwstaniu ukazuje się uczniom, wracającym z nieudanego połowu gdy kazał zarzucić im sieci….. A Maria Magdalena raczej nie uczestniczyła w połowie ryb i stad ten wniosek. Ale oczywiście możemy założyć, że to przenośnia i ze nie o takim połowie mowa, co zmienia postać rzeczy jednak opis na to nie wskazuje (Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. (7) Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze. (8) Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko - tylko około dwustu łokci).

Jednak niezależne od tego czy było to Jan czy Maria Magdalena to wszyscy apostołowie oprócz Jana zginali śmiercią męczeńska i nawet ukochany uczeń Jezusa którego całował w usta nie miał łatwego życia.

Andrzej głównym motywem do napisania tego postu były te słowa - „To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga” i próba odpowiedzi na pytanie - Jaki Bóg mówi najwierniejszym wyznawcą i krzewicielom swojej jak okrutną śmierć poniosą dla jego uwielbienia i to na kilka czy kilkanaście lat przed wykonaniem wyroku?

Awatar użytkownika
Maat
Posty: 129
Rejestracja: 25 stycznia 2011, 23:23

Re: Tajemnice Biblii

Post autor: Maat » 27 kwietnia 2012, 18:33

Biblia pod ostrzałem


Źródło: Sola Fide

Najwybitniejszy amerykański archeolog i biblista, W.F. Albright, napisał: „Odkrycie za odkryciem potwierdziło dokładność niezliczonych szczegółów, przyczyniając się do rozpoznania wartości Biblii jako rzetelnego źródła historycznego”. Są jednak uczeni, którzy podkopują wiarę w historyczną wierność Pisma Świętego, twierdząc, że nie ma ono oparcia w odkryciach. Dzieje się tak, gdyż ocena wiarygodności Biblii ma wiele wspólnego ze światopoglądem. Chcielibyśmy wierzyć, że uczeni są bezstronni, ale tak nie jest. Ich światopogląd ma wiele wspólnego z tym, jak filtrują dane i konstruują wnioski.

Uczeni uznający Biblię za wierne źródło historyczne (zwani maksymalistami) uważają, że bez niej na Bliskim Wschodzie trudno dokonać jakiegoś odkrycia. Znany izraelski archeolog, Y. Yadin, tak napisał o wykopaliskach w Hazor: „Prowadziliśmy poszukiwania z Biblią w jednej ręce, a szpadlem w drugiej”. A odkrywczyni miast filistyńskich, prof. T. Dothan, stwierdziła: „Bez Biblii nawet nie wiedzielibyśmy, że Filistyni istnieli”.

Uczeni nastawieni sceptycznie do Biblii (zwani minimalistami) wychodzą z przeciwnego założenia. Uważają, że można ufać jej relacji tylko wtedy, gdy ma pozabiblijne wsparcie. Ze względu na brak archeologicznych dowodów istnienia Abrahama, Mojżesza, Jozuego, Dawida czy Salomona uznali oni pokaźną część Starego Testamentu za legendę. Biblijne dzieje Izraela uważają za historyczne dopiero od czasów asyryjskich, gdyż odtąd mają niezależne potwierdzenie w źródłach asyryjskich. Warto jednak przypomnieć, że przed odkopaniem miast asyryjskich oceniali biblijne wzmianki o Asyrii jako przesadne lub zmyślone.

Odkrycia zawsze potwierdzały kwestionowany fragment Biblii



Do niedawna liczna grupa archeologów i liberalnych biblistów wołała: „Precz z Dawidem i Salomonem”, twierdząc, że są oni mitem, skoro dotąd nie znaleziono nawet dowodu istnienia ich dynastii. W 1993 r. w Tel Dan odkryto stelę z inskrypcją w języku aramejskim z IX w. p.n.e., która wymienia „dom Dawida” jako panujący! Minimaliści byli tym tak zaskoczeni, że początkowo pomówili odkrywcę, znanego archeologa A. Birana, o sfałszowanie steli! (Kopalnie króla Salomona, dowód na króla Dawida?, Ściana króla Dawida)

Takich przypadków było więcej. Np. krytycy uznali, że skoro o Hetytach mówi tylko Biblia, to znaczy, że relacja o nich musi być zmyślona, zwłaszcza że Biblia ukazywała ich imperium jako nieustępujące Egiptowi. Tymczasem, gdy na terenie dzisiejszej Turcji odkryto stolicę imperium Hetytów z archiwum liczącym 25.000 tabliczek klinowych, okazało się, że to Biblia miała rację.


Pięcioksiąg Mojżeszowy



Odkrycie hetyckich tabliczek postawiło również pod znakiem zapytania popularną hipotezę zakładającą, że Pięcioksiąg Mojżeszowy zredagowano dopiero w czasach babilońskich (VI w. p.n.e.) czy helleńskich (III w. p.n.e.). Otóż wśród tabliczek odkryto wiele przymierzy hetyckich. Miały one specyficzną formę, która nie przetrwała poza XIII w. p.n.e. W okresie asyryjskim i babilońskim stosowano zupełnie inny rodzaj przymierzy. Przymierza z V Księgi Mojżeszowej wzorowane są na hetyckich, a nie asyryjskich czy babilońskich (I tysiąclecie p.n.e.)! Tak więc, gdyby ta księga powstała dopiero w tych czasach, jak zakładali krytycy, jej przymierza byłyby modelowane na zawieranych pod koniec I tysiąclecia p.n.e., a nie na tych, które poszły w zapomnienie w XIII w. p.n.e. Na dużo wcześniejsze powstanie Pięcioksięgu wskazuje też słownictwo dokumentów z Ugarit (Ras Szamra), które pochodzą z czasów Mojżesza. Z powodu technicznych zwrotów kultycznych występujących w Księdze Kapłańskiej uważano, że powstała ona dopiero po niewoli babilońskiej; tymczasem pisma z Ugarit wskazują, że zwroty te były w użyciu w XV/XIV w. p.n.e. Żaden znawca starożytnej literatury nie założy, że pod koniec I tysiąclecia p.n.e. ktokolwiek mógł mieć taką znajomość obyczajów, słownictwa i form literackich, na jaką pozwoliły odkrycia w Ugarit czy Mari. To wskazuje, że Księga Kapłańska powstała w II tysiącleciu p.n.e.

W 1979 r. archeolog G. Barkai natrafił w grobowcu w pobliżu doliny Hinnoma w Jerozolimie na niewielki zwój ze srebra, zawierający fragment błogosławieństwa Aarona (Księga Liczb 6,24-26). Krytycy datowali ten fragment Pięcioksięgu na okres po niewoli babilońskiej (V w. p.n.e.), podczas gdy zawierający go zwój pochodzi z VII w. p.n.e. Zachowany fragment dowodzi, że wspomniany tekst Pięcioksięgu był dobrze znany na długo przed niewolą babilońską.


Relacje biblijne o Asyrii i Babilonii



Zanim odkryto miasta asyryjskie i babilońskie krytycy zakładali, że biblijne relacje o ich potędze są przesadzone. Zmieniło się to, gdy H. Layard odkrył Kalach (Nimrud), wcześniej znane tylko z Biblii (Księga Rodzaju 10,11), a Botta odkopał ruiny pałacu o 209 pokojach, zbudowanego w VIII w. p.n.e. przez Sargona II. Wcześniej niemieccy krytycy przytaczali wzmianki biblijne o tym królu (Księga Izajasza 20,1) jako przykład historycznych błędów w Starym Testamencie, gdyż o Sargonie II nie wspominały inne starożytne źródła. Z kolei R. Koldewey odkrył Babilon króla Nebukadnesara (605-562), którego Biblia ukazywała jako wielkiego budowniczego, na co nie było pozabiblijnego potwierdzenia – stąd relacje Pisma Świętego traktowano jako przesadne. Odkrycia te dowiodły, że w opisach biblijnych nie było żadnej przesady.


Król Baltazar



Przez całe wieki ulubionym argumentem krytyków był król Baltazar, którego imię do niedawna występowało tylko w Piśmie Świętym, co krytycy uznali „za poważny historyczny błąd”. Niemiecki uczony, F. Hitzig, napisał, że Baltazar to produkt bujnej wyobraźni autora Księgi Daniela. Poza Biblią nie było też źródeł mówiących o koregencji Baltazara ani o jego panowaniu w Babilonie (Dn 5,29). Co gorsza, Herodot i Ksenofont, żyjący zaledwie jeden wiek po upadku Babilonu, podawali Nabonida jako jego ostatniego władcę. Odczytanie asyryjskich pism potwierdziło jednak, że Baltazar panował w Babilonie i był koregentem Nabonida, który przekazał mu władzę za życia. Biblia znów okazała się rzetelniejsza niż inne starożytne źródła.

Wędrówki do Egiptu



W przeszłości krytykowano Pięcioksiąg, że ukazuje patriarchów wędrujących z Kananu do Egiptu, podczas gdy starożytni pisarze donosili, że obcych nie wpuszczano do Egiptu. Tymczasem, jak napisał prof. W. F. Albright, „odkrycia archeologiczne pokazują, że mieszkańcy Kananu przychodzili do Egiptu w dniach Abrahama. Widać to wyraźnie na malowidle z grobowca w Beni Hassan, datowanym na 2000 r. p.n.e.”.

Tytuł zarządcy nadany Józefowi (1M 39,4) koresponduje z tytułem noszonym przez semickich zarządców domów w Egipcie w okresie patriarchów. Przedstawiona na fresku z XIII wieku p.n.e. procedura, w czasie której namiestnik Egiptu otrzymywał złoty łańcuch swego urzędu i przejeżdżał rydwanem wśród pokłonów ludności, zgadza się z biblijnym opisem nadania Józefowi namiestnictwa nad Egiptem (zob. Księga Rodzaju 39,42-43). Historyczna wierność tych szczegółów wskazuje, że Pięcioksiąg nie mógł powstać ponad tysiąc lat po tych wydarzeniach, kiedy były zapomniane.


Rzekome anachronizmy



Ze względu na rzekome anachronizmy krytycy datowali przekaz o czasach patriarchów na tysiąc lat później, niż podaje Biblia. Jako przykład podawano przybycie Rebeki do Izaaka na wielbłądzie (Księga Rodzaju 24,64), wierząc, że wielbłąda udomowiono dopiero w X w. p.n.e. Tymczasem w Mari odkryto kości wielbłądzie w domu pochodzącym z końca III tysiąclecia p.n.e. Na ten sam okres datowana jest figurka wielbłąda z uzdą i siodłem ze świątyni w Byblos. O udomowieniu wielbłądów w okresie patriarchów świadczy też starobabiloński napis z syryjskiego Alalakh. Tak więc, choć użycie wielbłądów na szerszą skalę nastąpiło w późniejszych wiekach, to powyższe odkrycia potwierdzają biblijny zapis.

Z podobną wiarygodnością mamy do czynienia w Nowym Testamencie. Np. krytycy uważali kiedyś, że Łukasz mylił się, nazywając przywódców Filippi pretorami, gdyż miastem rządzili duumviris. Okazało się, że Łukasz miał rację, gdyż zarządcom rzymskich kolonii przysługiwał tytuł pretora. Długo też poczytywano mu za błąd mianowanie Galliona prokonsulem (Dzieje Apostolskie 18,12), ale w Delfach odkryto inskrypcję, na której tak właśnie nazwany jest Gallion. Znawca archeologii biblijnej, J. Free ,napisał: „Archeologia potwierdziła wiarygodność niezliczonych tekstów, które krytycy odrzucali jako niehistoryczne lub będące w sprzeczności ze znanymi faktami”.


Tunel Ezechiasza


Tunele wodociągowe trudno datować, dlatego krytyczni uczeni kwestionowali, czy Tunel Ezechiasza wspomniany w Biblii pochodzi z czasów tego króla, datując go na wiele wieków później. Wykuty w skale akwedukt o długości pół kilometra należał do największych w starożytności i jest nadal w użyciu! Prowadzi wodę ze źródła Gihon do sadzawki Syloe, dzięki czemu mieszkańcy Jerozolimy mieli do niej dostęp nawet w czasie oblężenia. Ezechiasz kazał go wykuć przed atakiem Asyryjczyków pod wodzą Sancheryba w 701 r. p.n.e (zob. 2 Księga Kronik 32,30). Połączony jest z nim o kilka wieków starszy akwedukt Warrena, o którego istnieniu Biblia wspomina w czasach króla Dawida (zob. 2 Księga Samuela 5,8). Profesorzy: Amos Frumkin z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, Aryeh Shimron z Izraelskiego Instytutu Geologicznego i Jeff Rosenbaum z brytyjskiego Uniwersytetu Reading znaleźli sposób na datowanie Tunelu Ezechiasza. Było to możliwe dzięki zaprawie, której dawni budowniczy użyli, aby wytynkować tunel, zabezpieczając go przed utratą wnikającej w szczeliny wody. W 2003 r. uczeni ci pobrali próbki z 15 dziur wywierconych w zaprawie, które zbadali metodą radiowęglową i mikroskopem elektronowym. Wyniki badań potwierdziły rzetelność przekazu zawartego w Piśmie Świętym.


Najbardziej wiarygodne starożytne źródło



Łukasz wymienił w swej ewangelii 32 kraje, 54 miasta, 9 wysp i wielu władców. „Łukasz jest historykiem pierwszej klasy (…) powinien zająć miejsce wśród największych historyków” – stwierdził prof. W. Ramsay (1851-1939), znawca starożytnej geografii. Wcześniej zorganizował on wyprawę na Bliski Wschód, by dowieść, że Pismo Święte jest pełne nieścisłości. Po 15 latach badań wprawił krytyków w zakłopotanie książką, w której dowodził, że materiał archeologiczny potwierdza wiarygodność Nowego Testamentu.

Im większa jest nasza wiedza o geografii, historii, kulturze i religii starożytnego Bliskiego Wschodu, tym bardziej wiarygodnym źródłem okazuje się Biblia. Znawca archeologii, prof. J. McRay, napisał: „Archeolodzy nie znaleźli dotąd niczego, co byłoby sprzeczne ze sprawozdaniem biblijnym. Przeciwnie, archeologia wykazała błędność wielu poglądów wyznawanych przez sceptycznych uczonych, poglądów, które przez całe lata uważano za fakty”.

Niektórzy uczeni pozostaną sceptykami, nawet gdyby odkryto portret Abrahama, uwierzytelniony przez burmistrza miasta Ur. Ich sceptycyzm wyrasta bowiem nie z faktów, ale ze światopoglądu. Z podobnego względu rosyjscy uczeni odrzucali kiedyś Jezusa jako postać historyczną. Wielu kwestionuje relację biblijną, dopóki nie ma niezależnego potwierdzenia. Z innego założenia wychodzą obiektywni historycy. Badając starożytne źródła, przyjmują, że są one wiarygodne, poddają je analizie, biorą pod uwagę obiekcje i dopiero wtedy oceniają ich wiarygodność. Wobec Biblii krytycy odwrócili ten proces do góry nogami, kwestionując jej wiarygodność wszędzie, gdzie nie ma pozabiblijnego wsparcia. Gdyby sądy wychodziły z takiego założenia, wówczas wszyscy bylibyśmy winni, dopóki nie udowodnilibyśmy swej niewinności! Gdyby historycy podchodzili do źródeł starożytnych z takim nieuzasadnionym subiektywizmem, musieliby odrzucić niemal wszystkie, gdyż ich treść rzadko ma niezależne poświadczenie. W oczach obiektywnych historyków Biblia pozostaje pierwszorzędnym źródłem.


Alfred J. Palla https://radtrap.wordpress.com/2012/04/2 ... bstrzalem/

ODPOWIEDZ