Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1165
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Post autor: janusz » 30 marca 2011, 21:07

Tajemnicze Stowarzyszenie VrilObrazek

Gdy Edward Bulwer-Lytton wydał w 1870 r. książkę pod tytulem: „Vril: Potęga nadchodzącej rasy”, nie przypuszczał, że stał się przez to ojcem chrzestnym niemalże całego ruchu nazistowskiego w Niemczech. Książka z pozoru nie wyróżnia się niczym specjalnym i jest opowieścią o przygodach pewnego inżyniera, który przypadkiem odnajduje drogę do wnętrza Ziemi i spotyka tam tajemniczą cywilizację, o znacznie wyższym poziomie rozwoju, niż ta żyjąca na powierzchni Ziemi. Siłą podziemnej cywilizacji, uważającej się za spadkobierców Atlantydy była tajemnicza i potężna energia zwana Vril. Vril mogła być kontrolowana wyłącznie siłą woli i efekt jej działania zależał od tego kto ją używał. Vril mogła więc być narzędziem zniszczenia, ale też lekarstwem na najgorszą chorobę.. Mieszkańcy podziemi sami byli konrolowani przez swoich władców także poprzez vril. Inżynier szybko zdał sobie sprawę, że żyjąc w takim społeczeństwie nigdy nie dorówna on rasie panów. Na szczęście cudem udało mu się wydostać na powierzchnię, by ostrzec Ziemian (poprzez tą właśnie książkę), przed nadciągającym niebezpieczeństwem.

ObrazekKsiążka znalazła swój podatny grunt wśród członków Niemieckiego Towarzystwa Metafizycznego, założonego przez Marię Orsitsch. Zajmowalo się ono poszukiwaniem źródeł pochodzenia rasy aryjskiej, ale także technikami medytacyjnymi, doskonaleniem własnej osobowości i szukaniem kontaktu z władcami Ultima Thule, gdzie miała swój początek aryjska rasa panów. Do Stowarzyszenia Vril w 1919 r. należeli m. in. Hitler, Himmler, Rosenberg i Göring. Vril obok innej tajemniczej organizacji – Thule (które dało początek NSDAP) stworzyło ideologiczne podstawy niemieckiego narodowego socjalizmu a symbol swastyki – zaadoptowany przez Vril – stał się symbolem niemieckiego faszyzmu. Głównym zadaniem Vril było odtworzenie idealnego aryjskiego społeczeństwa a także pomoc w stworzenie bazy technologicznej, która przewyższając wszystko to, co zostalo do tej pory stworzone na świecie, dałaby Aryjczykom „należną” im przewagę nad innymi narodami i pozwolila nimi kierować.Vril zorganzował wiele wypraw w do mitycznej Hiperborei, w poszukiwaniu miasta Thule, które było stolicą Aryjczyków. Oni sami podobno pochodzili z innej planety i przybyli na Ziemię z gwiazdozbioru Aldebarana. W czasie takich wypraw dokonywano m. in. pomiarów antropologicznych czaszek i nosów okolicznych mieszkańców – wnioskując na tej podstawie o właściwościach odróżniających Aryjczyków od reszty ludzi. Podobnych „badań” dokonywano w Tybecie, Nepalu i Grecji.
Miasta Thule szukano w Arktyce i na Antarktydzie, w części, którą nazwano w znaczący sposob: Neuschwabenland. Poszukiwano także Graala, Włóczni Przeznaczenia i innych mitycznych przedmiotów, ktore mogły przenosić w sobie magiczną moc.

Oficjalnie Vril przestało istnieć w 1941 r., kiedy Hitler rozwiązał wszystkie tajne stowarzyszenia. W praktyce organizacja jednak działała nadal bez przeszkód. Po upadku Rzeszy archiwum Vril zostało przejęte przez Aliantów i podobno je spalono. Sama organizacja przeniosła się do Włoch, gdzie rezyduje obecnie w Mediolanie. Vril jest odporne na upływ czasu i wciąż planuje restaurację Imperium Rzymskiego i kontakty z obcymi cywilizacjami. Na czele Vril tradycyjnie stoją kobiety.
http://nowaatlantyda.com/2009/12/04/taj ... enie-vril/

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1165
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnicze Stowarzyszenie Vril i Thule

Post autor: janusz » 09 sierpnia 2011, 14:26

Adolf Hitler był człowiekiem bardzo przesądnym i głęboko wierzył w zjawiska nadprzyrodzone. To na jego rozkaz niemieccy żołnierze pod okiem poważnych naukowców prowadzili poszukiwania Świętego Graala (i domniemanego grobu Chrystusa) w Langwedocji, to on wysłał ekipę badaczy w niedostępne góry Tybetu, by zgłębili tajemnicę reinkarnacji, podróży astralnych i przechodzenia w inne wymiary.
Czy ekspedycje te przyniosły rezultaty? Wydaje się, że tak. Odnalezione w Wiedniu dokumenty zdają się potwierdzać, że dzięki zdobytym na Wschodzie informacjom, niemieckim naukowcom udało się skonstruować pojazdy, które można by określić mianem UFO, a więc takie, o jakich mówimy "niezidentyfikowane obiekty latające" (które niekoniecznie muszą być wytworem obcych cywilizacji). Organizacja Thule powstała w 1917 roku w Monachium. W 1921 roku Hitler był bardzo zachwycony i zainspirowany wiarą organizacji. Rudolph Hess, członek organizacji zachęcał niemieckich uczonych do kontynuowania i studiowania nad nowymi technologiami.

Organizacja Vril powstała w 1919 roku. W organizacji zasiadali czołowi znawcy i filozofowie starożytnych rękopisów i filozofii. Ich celem było poznanie alternatywnej, wielkiej siły oraz komunikacja z ciałami świetlnymi, w tym także podróże w czasie i przestrzeni. Organizacja ta była pierwszą niemiecka nacjonalistyczną grupą używającą symbolu swastyki jako emblemat łączący Wschodni i Zachodni okultyzm.
Od spotkań organizacji powstał dziwny plan grupy, chcieli oni użyć swoją wiedzę, aby zbudować maszynę, która mogłaby przenosić ich do dalekich zakamarków wszechświata i czasu oraz na spotkanie twarzą w twarz z samym Bogiem.
Eksperyment z tą maszyną trwał w latach 1922-24, bliższe informacje dotyczące tego eksperymentu nie są znane. Faktem jest, że badania nad tą maszyną wykształtowały podstawę do rozwoju siły i potęgi Vril. Maszyna była prawdopodobnie testowana w 1924 roku w niemieckiej fabryce Messer Schmitt.
W latach 1934-43, członkowie mistycznego niemieckiego towarzystwa "Thule" wraz z szeregiem ekspedycji naukowych rozpoczęli poszukiwania śladów pozostawionych przez obcą cywilizację oraz pradawnej wiedzy tajemnej.
Poszukiwania były prowadzone w górach tybetańskich oraz klasztorach hinduskich i tybetańskich, jak również w starożytnych bibliotekach. Przede wszystkim celem było odnalezienie legendarnego miejsca - Shangri-La (Shambala). Miało to być miasto podziemne stworzone przez "bogów", którzy pozostawili tam swoją wiedzę.
Standartenfźhrer SS Schafer, członek władz nazistowskiego Instytutu Studiów Nad Historią Ducha, wybiera się na poszukiwania tajemniczej krainy Agharta, o której się mówi, że istnieje gdzieś ukryta w połaciach śnieżnych Tybetu. Ma odnaleźć zapisy tantrycznych rytuałów, które pozwalają wojownikowi dostać się po śmierci do rajskiej krainy Szambala.
Elity nazistowskie wierzą, że do tej odległej krainy udało się w czasie wojen religijnych 72 różokrzyżowców, którzy odtąd spod ziemi kierują losami świata. Dysponują oni mocą o niezwykłym potencjale tworzenia i niszczenia.
Energia ta nazywana Vril, może uzdrawiać, jak i zadawać śmierć, może poruszać skały i niszczyć całe miasta. Hitler wierzy, że gdy będzie ją miał, losy świata spoczną w jego rękach. Siła Vril pozwoli mu zawładnąć światem w ciągu jednego dnia.
Mimo trwającej kilka miesięcy wyprawy, Schaferowi nie udaje się jednak odnaleźć Agharty. Przywiózł z Tybetu jedynie kamień z wyrytą tysiąc lat temu swastyką.
Poszukiwacze Agharty wierzyli, że jedno z wejść do podziemnej krainy znajduje się w Potali - siedzibie Dalajlamy w Lhasie (Tybet). Twierdzą oni, że Aghartę zamieszkuje lud pochodzący ze starożytnej Atlantydy, który dzięki tajemniczej mocy Vril dysponuje technologią znacznie przewyższającą nasze techniczne osiągnięcia. Jest to moc telepatyczna, która w poważnym stopniu może wpływać na zmiany materii.

Ekspedycje prowadzono również na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej. Poszukiwania te prowadzono z inicjatywy Heinricha Himmlera. Niemcy byli doskonale zorientowani w kierunku poszukiwań, które stały się sprawą wagi państwowej. Stany Zjednoczone powołali rezydentury OSS w Tybecie, a w 1942 roku starali się ubiec Niemców w znalezieniu przez nich informacji, które miały wartość strategiczną i przeprowadzili ekspedycję kierowaną przez Ilia Tołstoja.

Informacje zawarte w starych pismach tybetańskich i hinduskich zawierały dokładne instrukcje i opisy budowy napędu antygrawitacyjnego.
Przykładem tego stare teksty indyjskie zwane Vymaanika Shaastra, znalezione w 1908 roku. Teksty te zwierają opisy konstrukcji maszyn międzygwiezdnych, zwane Vimanami, którymi poruszali się "Bogowie". Jej angielskie tłumaczenie pojawiło się jeszcze przed intensywnymi niemieckimi poszukiwaniami w Tybecie. Wiele opisów znajdujących się w "Vimaanika Shastra" jest nadal niezrozumiałych.
Oto fragment jednego z opisów angielskiego tłumaczenia:

Konstrukcja musi być tak wykonana, aby była mocna i wytrzymała, jak wielkiego latającego ptaka, z lekkiego materiału. Wewnątrz należy zainstalować silnik rtęciowy z żelaznym aparatem podgrzewającym poniżej. Dzięki mocy zawartej w rtęci, która tworzy wir napędzający, człowiek siedzący wewnątrz może pokonywać ogromne odległości na niebie w najbardziej wspaniały sposób. Podobnie, wykorzystując proces opisany powyżej można budować Vimanę tak dużą, jak świątynia Boga-w-Ruchu. Cztery mocne pojemniki z rtęcią muszą być wbudowane w konstrukcję wewnętrzną. Gdy zostają one podgrzane przez kontrolowany ogień z pojemników żelaznych, Vimana rozwija moc gromu dzięki rtęci. I błyskawicznie staje się perłą na niebie.
(...) Poprzez przewody powinny zostać doprowadzone do pojemnika z kwasem siarkowym. Tworzą potem trzy siły, nazwane: marthanda, rowhinee, bhadra. Marthanda shakti powinna być doprowadzona do kamienia - ładunku, rtęci, miki i płynu wężowego. (...) Po uruchomieniu dużego koła, koła sandhi w naala - dandas również zaczną się obracać z dużą prędkością a prąd doprowadzony najpierw do pięciobocznej keelaka, a potem do zbiornika z olejem nabierze mocy i przechodząc przez dwie naalas rozkręci wszystkie koła w kolumnie do potężnej prędkości, generując prędkość 25000 linkas, która pozwoli vimanie pokonać 105 krosa lub prawie 250 mil w ciągu ghatika /24 minuty/ (...) Konstrukcja musi być wykonana tak, aby była mocna i wytrzymała, jak wielkiego latającego ptaka, z lekkiego materiału. Wewnątrz należy zainstalować silnik rtęciowy, z żelaznym aparatem podgrzewającym poniżej. Dzięki mocy zawartej w rtęci, która tworzy wir napędzający, człowiek siedzący wewnątrz może pokonywać ogromne odległości na niebie w najbardziej wspaniały sposób".


"Vimaanika Shastra" opisuje głównie budowę maszyn latających "Viman". W tym tekście są też rozdziały poświęcone m.in. sposobom przygotowania posiłków na czas lotu.

Prawdopodobnie Niemcy dotarli do tych opisów. Wiele innych starożytnych opisów mogło zawierać wiedzę o dziedzinie nauki i techniki, która mogła pozwolić Niemcom wyprzedzić cały świat o ponad 50 lat.
Jest to może trudne do uwierzenia, ale kiedy tuż po wojnie indyjscy specjaliści poproszeni zostali o przetłumaczenie i analizę tybetańskich manuskryptów, po zakończeniu badań oświadczyli oni, że starożytne pisma zawierają szczegółowe plany budowy statków kosmicznych o napędzie antygrawitacyjnym oraz zawierają szczegóły podróży na Księżyc.

Obrazek
Zimą 1942 roku nad poligonem doświadczalnym towarzystwa Vril krążył nowy pojazd latający Vril-1. Miał on 1,70 m wysokości i 11 m średnicy. Odpowiadał on wymiarom myśliwca. Pojazd został uzbrojony w 3 MK108 kalibru 30 mm i 2 MG17.

Obrazek
W czasie, kiedy trwały pracę nad Vril-1 stworzono zaawansowany projekt budowy dużego statku Vril-7

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1165
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Post autor: janusz » 18 września 2011, 17:50

W 1989 r. A. Allaud w swej książce Początki tajemne nazizmu oraz G. Galli w Hitler i nazizm magiczny, przedstawili ciekawą hipotezę. Twierdzą, że zjawisko hitleryzmu należy tłumaczyć głębokim wpływem swoistej doktryny ezoterycznej, a nie szaleństwem Hitlera. Na procesie przywódców nazistowskich w Norymberdze (1945—1946 r.) Alfred Rosenberg, czołowy ideolog hitlerowski, zeznawał:
„Thüle? Ależ wszystko wyszło stamtąd! Pouczenie tajne, któreśmy mogli stamtąd zaczerpnąć, pomogło nam więcej w dojściu do władzy niż dywizje SA i SS. Ludzie, którzy założyli to stowarzyszenie, byli prawdziwymi magami”.
Stowarzyszenie Thüle powstało w 1918 r. jako filia masonerii staropruskiej, w szczególności jej Zakonu Germanów. Przyjęło za symbol swastykę. Wśród jego 1500 członków znajdowali się m.in. Hitler, Hess, Himmler, Rosenberg, Frank, Bormann, a więc przywódcy reżimu nazistowskiego. Członkowie Thüle założyli w 1919 r. Partię Robotników, która w rok potem stała się nazistowską partią Hitlera. Wielki wpływ na dostojników III Rzeszy mieli filozofowie i okultyści, a wśród nich Dietrich Eckart i Guido von List (zm. 1919 r.). Większość autorów nie zaprzecza wpływom okultyzmu na Hitlera i jego najbliższe otoczenie, lecz najczęściej lekceważy je. Trudno dzisiaj ocenić stopień zależności między zagładą milionów ludzi i niemal całkowitym zniszczeniem Europy a okultyzmem. Z pewnością istniał, a w porządek świata na pewien czas wprowadzona została bezsprzecznie „demoniczna siła”.

W rozmowach z byłym gubernatorem Gdańska, Hermannem Rauschningiem, Hitler mówił o idei Nadczłowieka: „Człowiek staje się Bogiem. Taki jest w uproszczeniu sens. Człowiek jest stającym się Bogiem. Człowiek bezustannie musi wykraczać poza granice samego siebe. Jeśli tylko przystanie i odizoluje się, to zmarnieje i upadnie poniżej progu człowieczeństwa. Stanie się półzwierzęciem. Bogowie i zwierzęta, tak dzisiaj jawi się nam świat. I jakże elementarnie proste staje się wszystko. Czy podejmuję decyzję w polityce, czy wprowadzam nowy ład do naszego organizmu społecznego, to jest to jedna i ta sama decyzja. Wszystko, co izoluje się od Ruchu, co chce się zatrzymać, co trzyma się starego, wszystko to skarleje i musi upaść. Natomiast wszystko to, co słucha pragłosu człowieka, co oddaje się w służbę wiecznotrwałego ruchu, wszystko to nosi w sobie powołanie do nowego człowieka”.

Heinrich Himmler, przemawiając w 1937 r. do generałów SS, powiedział: „Jaki był człowiek przeszłości? Był włączony horyzontalnie w naturalną całość tworzoną przez klany, wspólnoty wiejskie, regiony, a wertykalnie był ogniwem długiego łańcucha przodków i następców, ogniwem podtrzymywanym przez wiarę w to, że jego klan wyda go ponownie na świat. Zauważcie, że u naszych przodków wnuk otrzymywał często imię swego dziada. Modlono się zawsze, by niebo zesłało syna, by nie narodzić się ponownie w obcym klanie, pod innym nazwiskiem. Można filozofować przez długie godziny, starając się dociec, czy za wiarą w reinkarnację przemawia tyle samo argumentów, co za jakąkolwiek inną wiarą. Jest ona tak samo trudna do naukowego dowiedzenia, jak chrześcijaństwo, doktryna Zaratustry, konfucjanizm i tym podobne. Ale ta wiara przedstawia wielką wartość: członkowie ludu, który wierzy w reinkarnację, szanują swoich przodków (a więc siebie samych) i zawsze będą mieli dzieci, a zatem lud ten będzie żył wiecznie”.

Ideologowie faszyzmu niemieckiego odwoływali się do koncepcji Nietzschego: „wiecznego nawrotu tego samego”. Ten prastary mit obecny był także w ogólnych swych zarysach w najstarszej tradycji indyjskiej, a także w przekazach germańskich. Mircea Eliade pisał: „Wiarę w okresowe zniszczenie oraz tworzenie się świata odnajdujemy już w «Atharwawedzie». (...) Przetrwanie podobnych idei w tradycji germańskiej (powszechna pożoga, ragnarok, a po niej nowe stworzenie) potwierdza indoaryjską strukturę tego mitu”.

Karl Maria Wiligut (1866—1946), osobisty guru Heinricha Himmlera, twierdził, że jest prawowitym dziedzicem rodu germańskich kapłanów. Jednym z jego przodków miał być Weisthor, legendarny kapłan, król i mag przedchrześcijańskiej cywilizacji. Każdy nowy męski potomek rodu Weisthora był inicjowany w tajemnice rodu. Wiligut miał przejść taką inicjację w 1890 r., a polegała ona m.in. na reinkarnacji duszy Weisthora w ciele Wiliguta. Sam ród Wiliguta-Weisthora, kapłani—królowie Wiligoci, pochodził bezpośrednio od związanych duchowym małżeństwem bożków powietrza (Asów) i wody (Wanów).

Hermann Göring, marszałek Rzeszy, uzależniony od morfiny, w swej ziemskiej posiadłości w Karinhall próbował odtworzyć świetność pałaców starożytnego Rzymu. Przed karierą polityczną u boku Hitlera był kilkakrotnie przymusowo osadzany w zakładach dla umysłwo chorych, gdzie określano go jako człowieka niebezpiecznego dla społeczeństwa.

Rudolf Hess w wyniku kabały postawionej przez astrologów udał się do Anglii w celu podjęcia pertraktacji z Brytyjczykami. Po jego nieudanej misji nastąpiła masowa seria aresztowań pośród „mistyków”. W The Labyrinth, wspomnieniach Waltera Schellenberga, oficera niemieckiego wywiadu, najbliższego adiutanta Himmlera, czytamy m. in.: „Zdumiewające, jak Hess z całkowitym przekonaniem fanatyka czy szaleńca, wierzył w stare przepowiednie i niezwykłe objawienia. Potrafił recytować urywki z ksiąg przepowiedni Nostradamusa i innych, których nie pamiętam. Poza tym wierzył w stare horoskopy, dotyczące jego samego, a także losów jego rodziny i Niemiec”.


Heinrich Himmler był nekromantą — niejednokrotnie przy podejmowaniu decyzji „radził się” duchów zmarłych szlachciców niemieckich. Sam uważał się za wcielenie średniowiecznego króla Henryka I (Ptasznika), który miał kierować jego postępowaniem. W swoim zamku w Wewelsburgu (Westfalia) próbował odtworzyć zamek św. Graala. Powołał krąg medytacyjny skupiony wokół okrągłego stołu, stworzył armię mnichów — wojowników oraz organizację zajmującą się tropieniem reliktów pogańskich i chrześcijańskich. Jedna z tajemnych organizacji — Ahnenerbe (Dziedzictwo Przodków) — poszukiwała takich przedmiotów, jak Święty Graal, Arka Przymierza, czy Całun Turyński. Przy umieszczonym na szczycie zamku Himmlera dębowym stole mogło zasiąść 12„rycerzy”. Na każdym z miejsc wyryto w srebrze imię rycerza SS. Jak podają autorzy The Messianic Legacy (M. Baigent, R. Leigh, H. Lincoln), Himmler zachęcał SS-manów do płodzenia dzieci na płytach nagrobnych, przekonany, że w ten sposób duchy zmarłych pokierują losem SS-mańskich dzieci.

Hitler, pod wpływem D. Eckarta, wierzył w tajemny spisek żydowski. Wspólnie wydali nawet broszurę pt. Der Bolschewismus von Moses bis Lenin. Ludobójstwo Żydów, jak twierdzą niektórzy badacze, miało charakter „ofiary rytualnej”, której domagała się doktryna ezoteryczna wyznawana m.in. przez Hitlera. Według Hermanna Rauschninga, wysokiego urzędnika hitlerowskiego, Hitler przez pewien czas wierzył, że kontaktuje się z demonami. Jego lekarz, Ernst Schenck, mówił o nim jako o „żywym trupie, umarłej duszy” („American Medical News”, 11 X 1985 r.).

Obrazek

W dopiero co wydanej ksiażce Paula Rolanda zainteresowani czytelnicy odnajdą wiele smaczków: niepublikowane zapisy rozmów, czy nieznane do tej pory fakty związane z życiem i działalnością nazistowskich przywódców. Stanowi ona godny podziwu, bardzo skrupulatny zapis studiów nad powiązaniami nazizmu ze światem nadnaturalnym. Doskonałym przykładem może być tytuł jednego z rozdziałów: „Hitler – medium, czy czarownik?”. Nie „medium, czy oszust” ani „szaleniec”, ale właśnie „czarownik”. :shock:

Michał
Posty: 80
Rejestracja: 22 stycznia 2011, 17:22

Re: Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Post autor: Michał » 20 września 2011, 11:47

myślę Januszu, że wykonujesz tu (na forum) bardzo dobra robotę - i nie chodzi mi tylko o ten temat ale ogólnie o wszystko co wstawiasz :)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1165
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Post autor: janusz » 20 września 2011, 16:23

Dziękuję Michale - staram się jak mogę :oops: ;)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1165
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Post autor: janusz » 26 września 2011, 22:30

Plotka głosi, że Niemcy uciekając po przegranej wojnie światowej, schronili się w swojej supertajnej bazie wojskowej w Antarktyce. Ukryć sie tam miał sam wódz Rzeszy – Hitler i jego prawa ręka Martin Borman.

Obrazek

Wokół tej ploki narosła legenda, że owa baza strzeżona była przez ultranowoczesne latające spodki, które umożliwiały faszystom kontrolowanie zdarzeń na świecie. Ewidencja potwierdzająca istnienie takiej struktury jest niezwykle skąpa, oparta na domysłach i na niepewnych raportach. Niemniej jednak zainteresowanie Niemiec Antarktydą było zawsze duże i zaczyna się już w XIX wieku. Największą wyprawę w Antarktykę przeprowadzili Niemcy w 1938 r., kiedy to pod dowództwem kapitana Alfreda Ritschera, eksplorowali Ziemię Królowej Maud położonej na wschodnim wybrzeżu Morza Weddella. Tuż przed tą wyprawą Niemieckie Towarzystwo Badań Polarnych zaprosiło do Hamburga słynnego podróżnika Richarda E. Byrda, który opowiadał członkom niemieckiej ekspedycji o swoich antarktycznych doświadczeniach i o tym co Niemcy mogą napotkać podczas przedzierania się prze polarne pustkowia. 10 lat później – Byrd wówczas już jako admirał – sam wyruszy śladem tych samych Niemców, którym doradzał – ty razem jednak w celu ich zniszczenia.

Obrazek

Kapitan Ritscher był aroganckim lecz kompetentnym człowiekiem. Częśc Antarktydy do której dopłynął nazwał Nową Szwabią na cześć okrętu, którym dowodził o nazwie Schwabenland. Okręt ten był pływającym laboratorium, które należało do kompanii lotniczej Lufthansa. Na pokładzie statku znajdowały się dwa samoloty zdolne startować i lądować na wodzie a także zespół naukowców i techników. Człowiekiem przed którym bezpośrednio odpowiadał kapitan Ritscher był sam Hermann Goering, członek tajemnego, ale wpływowego Stowarzyszenia Thule. Oficjalnym celem misji było studium na rentownością połowów wielorybów w tym rejonie. Niemców fascynowala jednak Antarktyda daleko bardziej i z samolotów dokonujących lotów w kierunku bieguna południowego zrzucano flagi ze swastyką przejmując te tereny pod zarząd Rzeszy. Ritscher znał raport angielskiego łowcy fok – Jamesa Weddella – który w 1823 r. napisał, że odnalazł morze wolne od lodu a dookoła statku zaobserwowano wiele ptaków. Morze miało mieć lagodne tempereatury i roiło się od wielorybów. Nikt jednak nie potrafił odnaleźć tego rejonu łącznie z samym komandorem Byrdem, który udał się na poszukiwanie opisanego przez Weddella akwenu w 1930 r. Ritscher podobno jednak znalazł to miejsce (!) Mial on odnaleźć olbrzymią lodową jaskinię, wypełnioną ciepłą wodą i z rosnącymiwewnątrz roślinami. Podobno gleba na Antarktydzie jest niezwykle żyzna i gdy ją rozmrozić jest ona w stanie podtrzymać życie każdej rośliny.

Obrazek

Przeszukując jaskinię, Niemcy odnaleźli drogę do podziemnego jeziora, ktore podgrzewane było ciepłymi źródłami geotermalnymi. Mimo że wiekszość uznaje istnienie takich jezior za fantazję, to potwierdzeniem tej teorii jest Jezioro Wostok, które mimo iż jest przykryte 4 kilometrową warstwą lodu, samo nie jest zamarznięte.

Jeśli informacje o faszystowskiej bazie na Antarktydzie znalazłyby potwierdzenie, to jej położenie w tak odludnym i niedostępnym miejscu było wręcz idealne. Miejsce które Niemcy nazwali Nową Szwabią znajdowalo sie w odleglości 5600 mil morskich od Afryki, 4800 mil od Australii i 1900 mil od Ameryki Południowej. Kapitan Ritcher i Schwabenland powrócili do Hamburga 12 kwietnia 1939 r. Wkroce potem wybuchła wojna i o antarktydzkiej wyprawie niemalże zapomniano.

Historia rzekomej niemieckiej bazy na Antarktydzie jest tak niesamowita, że wielu ludzi uznaje ją za wytwór fantazji. Tymczasem naprawdę trudno jest znaleźć inny powód do największej w historii Antarktydy ekspedycji wojskowej jaka miała miejsce w latach 1946-47 i znana była pod nazwą „Operation Highjump”. Operacją tą dowodził admirał Richard E. Byrd i do dziś tajemnicą jest powód jaki skłonił Amerykanów do posłania na burzliwe wody Antarktyki tak dużego zespołu okrętów wojennych tuż po oficjalnym zakończeniu wojny.

Obrazek

Wiadomo jedynie, że prezydent Harry Truman chciał w ostatniej chwili zatrzymać wyprawę, ale zostal przekonany przez swoich doradców wojskowych co do jej konieczności. Amerykańska flotylla osiągnęła wybrzeża Antarktydy 15 stycznia 1947 r. by powrócić już w lutym 1947 r. W jej skład wchodziło 13 okrętów ( w tym niewielki lotniskowiec) i wzięło w niej udział 4700 ludzi. Jeden z samolotów wyprawy miał odnaleźć tereny wolne od lodu, pełne błękitnych jezior i brązowych wzgórz. Przypominało to Shangri-La o której wspominał admiral Dönitz. Po zakończeniu operacji Highjump na jej temat krążyło wiele plotek, mających wskazać na jej prawdziwe cele. Panowala opinia, że USA chce zdobyć dla siebie nowe terytorium na Antarktydzie, plotki glosiły o olbrzymich złożach uranu a także o tym, że Amerykanie chcą stworzyć na Antarktydzie poligon atomowy. Jednak najczęściej powtarzana plotka mówiła o tym, że Amerykanie popłynęli na Antarktydę by zakończyć to co rozpoczęli Anglicy i ostatecznie wykurzyć nazistów z szóstego kontynentu.

Oficjalnym powodem przeprowadzenia operacji Highjump miały być testy nowych materiałów w ekstremalnych warunkach polarnych a także sprawdzenie możliwości zbudowania amerykańskiej stacji polarnej na terenie Antarktydy. Nigdy nie wyjaśniono dlaczego do testowania nowych materiałów posłano tak poważne siły mogące przetrwać w morzu przez 8 miesięcy. Mimo to flotylla wrócila już po 8 tygodniach. Nie wyjaśniono także dlaczego admiral Byrd osobiście dokonywał przelotów nad Nową Szwabią. Na koniec nie wyjaśniono rownież dostatecznie strat w ludziach jakie poniesiono podczas wyprawy. Wspominano jedynie o wypadku lotniczym i eksplozjach na okrętach. Podczas wyprawy wykonano ponad 70 tys. fotografii wybrzeża, ale nigdy nie oznaczono ich w sposób dzięki któremu można by bylo złożyc je w jedną całość by móc zobaczyć duży fragment antarktydzkiego wybrzeża.
Taka masa rozmaitych wątpliwości i brak konkretnych odpowiedzi wskazuje na dużą wagę jaką przykladano do tego co dzialo się na Antarktydzie. Jakby tego było mało admirał Byrd w wywiadzie udzielonym reporterowi Lee van Atta dla chilijskiej gazety El Mercurio ostrzegł przed możliwością ataku z regionu Antarktydy! Admirał Byrd wspomniał także o pojazdach lotniczych przeciwnika, które poruszały się z niezwykłą prędkością i daleko przewyższały to, czym dysponowali Amerykanie. Admirał po powrocie do Stanów odbył 7-godzinną rozmowe w Pentagonie a wszystkie informacje na temat Operacji Highjump zostały utajnjone. Wkrótce potem admirał Byrd przeszedl w stan spoczynku, by zakończyć swe życie w 1957 r. Admirał zmarł podczas snu i niektórzy podejrzewają, że został zamordowany.

Imię admirała jeszcze raz wzbudziło emocje wśród wszystkich interesujących sie losami niemieckiej bazy na Antarktydzie, gdy w latach 70-tych ukazał sie jego rzekomy pamiętnik. Opisuje on w nim wejście do wnętrza Ziemi, stada mamutów w tajdze rosnącej na Antarktydzie a także ludzi którzy ją zamieszkiwali, latali latającymi spodkami i mówili z silnym niemieckim akcentem. Pamiętnik admirała Byrda został w większości uznany za kompletną ściemę.

Obrazek

Dziś historię o niemieckiej bazie w Nowej Szwabii traktuje sie raczej z przymróżeniem oka, mimo, że prawdopodoboienstwo jej istnienia jest bardzo wysokie. Olbrzymie, puste przestrzenie pod lodami Antarktydy z pewnością istnieją, wyżłobione przez ciepło pochodzące ze źrodeł geotermalnych.. Dowodem na to jest choćby poteżne jezioro Wostok, które jest w stanie płynnym mimo, że przykrywa je 4 km. warstwa lodu. W Antarktyce znaleziono także wirusa, przy którym ludzki ale i zwierzęcy system immunologiczny jest bezbronny. Wiele wskazuje na to, że wirus został stworzony sztucznie a na Antarktydzie ktoś prowadził bliżej nieznane testy. Niemcy przyznały sobie także olbrzymią część szóstego kontynentu i nie robiłyby tego, gdyby im na tym kawałku lodu nie zależało. Na wodach Antarkydy spostrzeżono wiele niemieckich okrętów podwodnych a dostępu do Nowej Szwabii pilnowały niemieckie pancerniki kieszonkowe. Wyraźnie więc zależało Niemcom na tym terenie – aż za bardzo, jak na położony na końcu świata, lodowaty i nieużyteczny kawałek ziemi. Co sprawiło, że Niemcy zapałali do Antarktydy taką pasją?

Być może odpowiedż na to pytanie da odpowiedż również na to, dlaczego Niemcy zdecydowały się – będąc u szczytu potęgi gospodarczej – na samobójstwo i rzuciły się samotnie do gardła całemu światu?? Niemcy są praktycznym narodem i mogły się spodziewać jaki będzie końcowy wynik takiej wojny. Być może wiec wynik wojny nie miał dla Niemiec żadnego znaczenia i był tylko przykrywką lub zasloną dymną?

Na zakończenie tej historii jeszcze jeden twist i oto on. Niemcy dokonując wielu osiągnięć naukowych być może znaleźli i zrozumieli zasadę na jakiej resetuje Ziemię Planeta X. Wiedzieli, że weszliśmy w czas kalijugi i że dopiero po nim nastapi kolejny „złoty wiek”. Stowarzyszenie Thule nieustannie przeczesywało świat w poszukiwaniu tajemnej wiedzy i historycznych artefaktów. Szukając mitycznej Agharty natrafiono na Antarktydzie na sieć gigantycznych jaskiń pod lodem, w których można było złożyć nie tylko bazę, ale może nawet całe miasto. Takie miejsce było idealne do przetrwania rasy aryjskiej, która jak Vril wyłoniłaby sie z ziemskich czeluści by zacząć cywilizację na nowo. Tym jednak razem pod niemieckim przewodem. W jaki sposób, dyskretnie i bez wzbudzania czyjejś uwagi przewieźć miliony ton sprzętu, materiałów budowlanych a także setki tysiecy ludzi? Wojna światowa jest doskonałą przykrywką. Nie szuka wówczas brakujących ludzi, a niewielu zastanawia sie co słychać w lodach Antarktydy. Zabite miliony Niemców nie miały znaczenia, bo i tak nie można ich było uratować. Dlatego dziś, gdy zastanawiamy sie jak przetrwać odwiedziny Planety X, być może gdzieś pod lodami Antarktydy istnieje grupa ludzi, ktora nie może doczekać się jej nadejścia.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1165
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Post autor: janusz » 26 września 2011, 22:39

Poniższa opowieśc powstała na podstawie artykułu Jamesa Roberta, napisanego dla magazynu Nexus nr. 5 z 2005 r. Artykuł nosił tytuł: „Tajna Wojna Brytyjczyków w Antarktyce”

Obrazek

Grupa naukowców i komandosów z Maudheim znalazła „starożytny tunel”. Otrzymali oni rozkaz wejścia do środka i tylko dwójka z nich wróciła przed rozpoczęciem antarktycznej zimy. Podczas tych zimowych miesięcy, dwójka która przetrwała wizytę w niemieckiej bazie, przekazała przez radio absurdalne (tak się wydawało) infomacje o Polarnym Czlowieku, starożytnym tunelu i nazistach. Radiokontakt z grupą utracono w lipcu 1945 r. Ostatni przekaz konczył się dramatycznym krzykiem, że zbliża się Polarny Człowiek…

Do Maudheim wysłano kolejną grupę komandosów, która odnalazła ostatniego członka poprzedniej ekspedycji wciąż przy życiu, ukrytego w jednym z bunkrów. Przerażony uczestnik poprzedniej ekspedycji powiedział, że jego towarzysz schował się w drugim bunkrze, ale podążał za nim Polarny Człowiek. Jeden z brytyjskich żołnierzy otworzył bunkier i wślizgnął się do środka. Po chwili uslyszano dwa strzały. Drzwi bunkra otworzyły sie gwałtownie i zza nich wyskoczył…. Polarny Człowiek, który szybko zniknął w otaczających bazę skałach. Żołnierze byli tym faktem tak zaskoczeni, że strzelono w jego kierunku zaledwie kilka razy. Przerażeni tym co zobaczyli – żołnierze zdecydowali się w końcu wejść do bunkra. Wewnątrz znaleźli dwa ciała. Jedno z nich należało do komandosa, który kilka minut wcześniej wszedł do środka i miał on rozerwane gardło. Drugie należało do uczestnika poprzedniej wyprawy i zostały z niego zaledwie kości.

Obrazek Może to jest ten Wilk-człowiek, o którym wspominał w swoich opowieściach Dariusz Kwiecień ?

Ostatni członek poprzedniej ekspedycji opowiedział co stało się z ludźmi, którzy mu towarzyszyli. Po wejściu do tunelu natknęli się na wielką jaskinię ogrzaną ciepłem pochodzącym ze źrodeł geotermicznych. Jaskinia była potężną bazą, w której znajdował się nawet dok dla U-bootów. Podarzając dalej korytarzami, żołnierze natrafiali na kolejne jaskinie, w ktorych znajdowały sie dziwne pojazdy latające i inne niezidentyfikowane przedmioty. Brytyjczycy zostali jednak wkrótce wykryc i wywiązala się walka pomiędzy nimi, strażnikami i Polarnymi Ludźmi. Sześciu Brytyjczykow zostało schwytanych i na miejscu rozstrzelanych, reszta zginęła w walce. Pozostała dwójka wróciła do Maudheim w oczekiwaniu na pomoc. Zostali oni wyśledzeni przez Polarnych Ludzi i jeden z nich zginął w bunkrze. Ten ktory ocalal nie mógł o tym opowiedzieć przez radio, bo to w końcu odmówiło posłuszeństwa.

Żołnierze zebrali maksimum informacji na temat odkryć poprzedniej ekspedycji od ostatniego, pozostalego przy życie jej uczestnika. Nieoczekiwanie Polarny Człowiek, który umknął z bunkra pojawił sie ponownie i został tym razem zabity przez komandosów na miejscu. Okazał się być on tworem niemieckich modyfikacji genetycznych. Uznano, że Polarny Człowiek był wciąż człowiekiem, ale był bardziej owłosiony i duźo lepiej znosil mrozy niż typowi ludzie. Ciało Polarnego Człowiek postanowiono przetransportować do Anglii jako ewidencję nieieckiej działalności na Antarktydzie. Przedtem jednak komandosi zamierzali przedsięwziąć odpowiednie środki przeciwko niemieckiej bazie ukrytej w lodach szóstego kontynentu.

Żołnierze odnaleźli tunel i objuczeni maksymalna ilościa materiałów wybuchowych wkroczyli do środka. Tunel ciągnął się calymi milami, ale komandosi w koncu dotarli do opisywanej im uprzednio jaskini. W jaskini pracowała spora grupa ludzi, którzy jednak nie zauważyli przybyszów. Komandosi zaczęli powoli instalować przyniesione ze sobą ładunki wybuchowe…
cdn.
http://nowaatlantyda.com/2011/02/21/taj ... abii-cz-3/
http://nowaatlantyda.com/?s=Nowa+Szwabia

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1165
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Post autor: janusz » 29 września 2011, 23:11

Na temat technologii nazistowskich i teorii mówiących o tym, że widywane na niebie UFO to w rzeczywistości pojazdy oparte na pomysłach hitlerowców mówi poniżej Dariusz Kwiecień. Nowość to jego wypowiedź na temat opublikowanych niedawno sensacji dotyczących Wernera von Brauna.





O super żołnierzach, można dowiedzieć się co nieco z filmu ''Eksperyment SS''
http://www.google.pl/search?q=eksperyme ... q=7&oq=eks

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1165
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Post autor: janusz » 05 grudnia 2011, 20:44

Kontrowersyjny temat dotyczący hitlerowskich eksperymentów z ludzkim materiałem genetycznym.

W pierwszej połowie grudnia 2011 roku podczas pobytu Dariusza Kwietnia we Wrocławiu nagrano kilka ciekawych jego wypowiedzi. Oto zapis wideo poruszającego komentarza jakim podzielił się on na temat symboliki płaskorzeźb na budynku odrestaurowanego zespołu basenowego na ul. Teatralnej we Wrocławiu.


Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1165
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnicze Stowarzyszenia Vril i Thule

Post autor: janusz » 11 grudnia 2011, 22:37

Najnowsze materiały dotyczace tajemniczych niemieckich stowarzyszeń.

Mroczne Bractwo – Nazistowski kult
Towarzystwo Vril chciało osiągnąć doskonałość rasy aryjskiej. Okultyści Vril pracowali w sekrecie robiąc wszystko co w ich mocy dla promowania idei potęgi aryjskiej: od niszczenia ludzi na polu politycznym do wywoływania „duchów zmarłych”, urządzania orgii i składania ofiar z ludzi. To co czyniło tych ludzi unikalnymi (niestety, nie były to ofiary z ludzi – praktyka ta stosowana jest przez wszystkie mroczne tajne stowarzyszenia od zarania dziejów i stosowana jest dalej) to ich obsesja na punkcie mocy Vril. Była to uniwersalna siła mogąca robić wszystko, zarówno niszczyć jak i leczyć. Jest to koncepcja zbliżona do hinduskiej prany i chińskiej chi – energia życiowa przepływająca przez nas wszystkich. Towarzystwo Vril wierzyło że może kontrolować tą energię i wykorzystywać ją do zdobycia materialnej potęgi.

Niezmordowanie poszukiwali mocy. Zdobycie nadnaturalnych mocy może wymagać nadnaturalnych wysiłków. Dla wzmacniania swej kontroli nad Vril stosowano szereg praktyk w tym medytację i tzw. magię seksualną (sex majik) której stosowanie ma za sobą długą historię sięgającą czasów średniowiecznych czarownic. Mówi się że Towarzystwo używało magii seksualnej do „przyzywania” mocy Vril.

Najmroczniejszą stroną Vril było jednak ich przeświadczenie że nic nie aktywuje tak dużej mocy jak ofiara z dziecka.

Po I wojnie światowej w Bawarii żyło wiele osieroconych dzieci a ich zniknięcie mogło przejść bez echa. Vril postrzegali je jako bramy między światem astralnym i materialnym. Nie można było wyzwolić takiej mocy z dorosłej ludzkiej ofiary, dlatego dzieci wydawały się dla ich celów idealne.

Ofiary z ludzi to nie jedyne dziwne wydarzenia z tamtych czasów…

Maria Orsic, pochodząca z Zagrzebia, otrzymywała wiadomości od aryjskich „kosmitów” (demonów) żyjących w Alpha Tauri w systemie Aldebaran.

Według nich „kosmici” ci odwiedzili Ziemię i osiedli w Sumerze, słowo vril zaś pochodzić ma od antycznego sumeryjskiego Vril-Il [Jak bóg]. Towarzystwo uczyło technik koncentracji zaprojektowanych w celu obudzenia mocy Vril, a ich głównym celem było zbudowanie Raumflug [statku kosmicznego] i dostanie się do Aldebaranu. Aby to osiągnąć dołączyli do Towarzystwa Thule – wspólnie rozpoczęli ambitny projekt stworzenia między-wymiarowych statków opartych na przekazach od „kosmitów” z Aldebaran. W pózniejszym okresie członkowie Vril twierdzili że odbyli lot w Jenseitsflugmaschine [Maszyna latająca z innego świata] i Vril Flugscheiben [Latające dyski].

Szefowymi Vril były kobiety-media, dowodzone przez Marię Orsic. Wszystkie nosiły długie włosy splecione w koński ogon, wierzyły że spełniają one funkcje kosmicznej anteny odbierającej przekazy z innego świata [plemiona rdzennych Amerykanów również wierzyły że włosy są jak antena łącząca ze światem duchowym, dlatego nosili je długie].

Obrazek

Wraz z dojściem Hitlera do władzy w roku 1933, zarówno Thule jak i Vril otrzymały wsparcie finansowe ze strony rządu na rzecz kontynuowania programu budowy statków kosmicznych i maszyn wojennych. Członkowie towarzystw Thule i Vril zaczęli czcić Czarne Słońce, niewidzialne wewnętrzne światło wszechświata, generujące moc i komunikujące się z aryjskimi kosmitami poprzez channelingi. Te Czarne Słońce stało się ich bogiem odpowiedzialnym za istnienie mocy Vril, energii w formie przenikających wszystko fluidów kontrolowanych przez podziemną rasę Vril-ya, mających być potomkami ludu Atlantydy, oraz Aldebarańczyków [upadłych aniołów/demonów, maskaradujących jako Gwiezdni Bracia. To jest zródłem tak dużej popularności channelingów w obrębie wyznawców New Age, komunikujących się z Braćmi z Gwiazd i Federacją Galaktyczną. Nazistowska teozofia i mitologia Vril została przepakowana na nowo i ukazana jako doktryna "miłości i światła" dla New Agowców, nie mających pojęcia że dają się nabierać na te same kłamstwa co kiedyś naziści...]

Energia Vril
Książka Bulwer Lyttona „Nadchodząca Rasa” (rok 1871) opisuje zródło energii rasy Vril-ya. Nazywa ją Vril. Historia opisuje inżyniera kopalni znajdującego wejście do jaskini prowadzącej do podziemnego świata zamieszkałego przez zaawansowaną technologicznie rasę, która z wyglądu bardzo przypomina pre-rafaelitańskie przedstawienia aniołów (skrzydła itd.) Jest to bardzo dziwna książka napisana przez bardzo interesującą postać, która tak jak Bacon i Franklin, łączona jest z masonerią i innymi organizacjami od Nowego Porządku Świata.

(…)

Wspomnijmy że znał ją bardzo dobrze Nikola Tesla i być może miała ona wpływ na jego wynalazki. „Nadchodząca Rasa” jest pierwszą książką która wspomina o robotach (wtedy jeszcze inaczej je nazywając).

(Jakkolwiek nieprawdopodobna dla wielu może się wydawać ta historia, to trzeba pamiętać że Nikola Tesla istniał naprawdę, tak samo zresztą jak jego niezwykłe wynalazki. To nie jest teoria spiskowa, to jest absolutny i niezaprzeczalny fakt. Co więcej – sam Tesla mówił o tym że te wynalazki nie są jego pomysłu – mówił że ich projekty otrzymuje z Innego Świata, z centralnego galaktycznego zródła informacji… czyżby była to inna nazwa dla „Czarnego Słońca”?)

Mniej więcej od 30 minuty:




Moc Vril łączona jest z historiami o średniowiecznych magach i wiedzmach… łączona jest też z rejonami Bliskiego Wschodu i tamtejszymi bajkami typu „latające dywany” i lewitujący zaklinacze węży.

Potem znowu podniosłem oczy i spojrzałem, a oto był unoszący się zwój. I zapytał mnie anioł: Co widzisz? Ja odpowiedziałem: Widzę unoszący się zwój dwadzieścia łokci długi i dziesięć łokci szeroki (ponad 10 metrów długości i szerokości). Wtedy rzekł do mnie: To jest klątwa, która spadała na cały kraj. Dlatego każdy złodziej według niej będzie potępiony i każdy krzywoprzysięzca według niej będzie potępiony. Zesłałem ją – mówi Pan Zastępów – i wchodzi do domu złodzieja, i do domu tego, kto fałszywie na moje imię przysięga, i pozostaje w jego domu, i niszczy go wraz z jego drzewem i jego kamieniami. Potem wystąpił anioł, który rozmawiał ze mną, i rzekł do mnie: Podnieś oczy i zobacz, co to wychodzi! Wtedy zapytałem: Co to jest? A on odpowiedział: To, co wychodzi, to jest efa. I dodał: Taki jest ich wygląd na całej ziemi. A wtem podniosła się ołowiana pokrywa i zobaczyłem kobietę siedzącą w efie. I rzekł: To jest bezbożność! I zepchnął ją do wnętrza efy, i rzucił na jej wierzch ołowianą pokrywę. Znowu podniosłem oczy i spojrzałem, a oto wyszły dwie kobiety, których skrzydła poruszał wiatr, a miały skrzydła jak skrzydła bocianie. I one podniosły efę między niebo a ziemię. Wtedy zapytałem anioła, który rozmawiał ze mną: Dokąd one zaniosą efę? I odpowiedział mi: Będzie dla niej wzniesiona świątynia w ziemi Sinear, a gdy będzie gotowa, postawię ją tam na cokole. (Zachariasza 5:9, Biblia Warszawska)

ODPOWIEDZ