Święto Thaipusam

Tutaj wszystko inne dotyczące religii, oczywiście bez obrzucania sie błotem
Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Święto Thaipusam

Post autor: Blad » 25 sierpnia 2011, 12:46

W swoich poszukiwaniach, chyba przez wielki przypadek, bo w telewizorze, który mam ustawiony za plecami podczas pracy na komputerze, usłyszałem cos o święcie Thaipusam, Było to na tyle ciekawe że zcząłem oglądać a potem szukać coś na ten temat. Dlaczego to było takie fascynujace?

Thaipusam jest jednym z najważniejszych hinduskich świąt religijnych. To niezwykle wielobarwne, pachnące azjatyckimi owocami, kwiatami i rozlewanym mlekiem wydarzenie przyciąga setki tysięcy wiernych. Jest to dla upamiętnienia narodzin boga wojny Karttikeja (Murugana) trwa trzy dni, niezwykła mozaika Orientu połączona z brutalnymi scenami samookaleczenia się. To podwójna okazja do świętowania, doskonały czas do oczyszczenia i rozpoczęcia nowego rozdziału życia. Thapisuam jest bowiem świętem "końca i początku"... ( http://przewodnik.onet.pl/foto/malezja- ... atury.html )
Przed tą uroczystością uczestnicy poszczą 40 dni, Odbywają się liczne procesje podczas których widać umartwiających się ochotników. Formą modlitwy jest niesienie symbolicznych ciężarów kavadi.

Polecam zaiteresowanie się tym świętem :D i poszukanie wspólnych spraw z najważniejszym świętem chrześcijaństw,- Świętami wielkiej Nocy :D
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Święto Thaipusam

Post autor: janusz » 25 sierpnia 2011, 20:26

Filipiny: Szokujący zwyczaj

W dawnych wiekach w Wielki Piątek w całej Europie odbywały się procesje biczowników, bijących się dyscyplinami po obnażonych plecach aż do krwi. Jeszcze w drugiej połowie XVIII wieku zwyczaj ten był w Polsce powszechny. Teraz należy już do przeszłości, ale w niektórych państwach Ameryki Łacińskiej oraz na Filipinach nadal jest kultywowany.

Obrazek W krajach tych znany jest również znacznie bardziej szokujący zwyczaj – wieszanie ochotników na kilka minut na krzyżu. Cała ceremonia jest formą jak najwierniejszego odtworzenia wydarzeń Wielkiego Piątku. Mimo sprzeciwów Kościoła w tych państwach tradycja ta wydaje się być bardzo mocna. Poniżej przytaczamy przetłumaczoną przez nas relację z takich szokujących obrzędów, napisaną przez naocznego świadka – Juana Manuela Feliz, Hiszpana mieszkającego w stolicy Filipin – Manili.

"Księża z katedry San Fernando w San Fernando de Pampanga walczą z mieszkańcami San Pedro de Cutud, małej wioski położonej nieopodal. Przyczyną jest celebrowanie Wielkiego Tygodnia przez mieszkańców San Pedro de Cutud na "swój" sposób: z rozlewem krwi, biczownikami i prawdziwym ukrzyżowaniem.
Księża, następcy hiszpańskich misjonarzy, którzy uczynili z Filipin jedyny kraj katolicki w Azji, czują się zwyciężeni. Chcieliby Wielkiego Tygodnia ograniczonego do łagodniejszych tradycji, takich jak procesje ze świecami, nawiedzanie kościołów – 14 (jak 14 stacji Kalwarii) albo 7 (jak 7 ostatnich słów Chrystusa).

Mieszkańcom Cutud to nie wystarcza. Chcą by za ich grzechy lub w podzięce za uzdrowienie kogoś bliskiego lała się krew jak na Golgocie. Biczowanie się jest tradycją starą, ale ukrzyżowania zaczęły się stosunkowo niedawno. W 1962 roku odgrywający rolę Chrystusa Artemio Añosa, został ukrzyżowany jako pierwszy. Artemio krzyżowano 10 lat pod rząd, do 1972. Zmarł w roku 1990 na atak serca. Od 1972 do 1975 jego następcą był Juanito Piring. Od tego czasu krzyżowano coraz więcej osób. W 1999 ochotników było aż 12.

Ale ci, którzy sprawiają, że ulice rzeczywiście spływają krwią, to biczownicy. W ciągu Wielkiego Czwartku i Piątku liczne grupy mężczyzn w kapturach przemierzają ulice San Fernando de Pampanga y San Pedro de Cutud z koronami cierniowymi na głowach, obnażonym torsem i boso. Okładają swoje plecy biczem zakończonym pałeczkami z bambusa. Idą w rzędach, uderzając się rytmicznie bambusem rozrywającym ciało. Czasem poprzedza ich inny zakapturzony człowiek, niosący wielki, drewniany krzyż.

Ku rozpaczy księży, biczownicy kierują się wprost na dziedziniec przed katedrą i przed głównym portalem padają na twarz, wygłaszają swoje prośby i obietnice, kontynuując biczowanie. Ich pomocnicy także ich chłoszczą, a niektórzy mają nawet szczotkę z tłuczonego szkła, którą rozdzierają im plecy. Biczownicy krwawią tak mocno, że krew zalewa im całkowicie spodnie, a bicze wydają się kropidłami bryzgającymi krwią. Krew rzeczywiście płynie ulicami San Fernando.

Księża uważają, że przegrali "wojnę" od czasu gdy telewizja i prasa zaczęły przyjeżdżać do Cutud, żeby pokazać te zwyczaje całemu światu i robić wywiady z ukrzyżowanymi.

Byłem świadkiem tych obrzędów w latach 1999 i 2000. W Wielki Piątek przed trzecią po południu biczownicy, turyści, dziennikarze poszli oglądać ukrzyżowanie. Mieszkańcy uczynili z drogi targowisko, na którym oferowali napoje w butelkach, kawałki melona, kokosa, słodycze. Wreszcie zobaczyliśmy, że nadchodzi człowiek niosący krzyż. Nazywa się Herosito Sangalang, ma 42 lata i jest wędzarzem ryb w San Pedro Cutud. Obiecał dać się ukrzyżować za uleczenie swej chorej żony. Herosito wycofa się w następnym roku po 15 latach ukrzyżowań. Ma już następcę. Nazywa się Rubén Enaje, ma 39 lat, jest malarzem pokojowym w Tarlac. Obiecał dać się ukrzyżować gdy pewnego dnia wypadł z trzeciego piętra i nic mu się nie stało. Zdarzyło się to w 1988 i od tego czasu daje się krzyżować co roku.
Część "publiczności" zrezygnowała kiedy weszliśmy na pole ryżowe, gdzie miał się odbyć obrzęd. W nocy padało i trzeba było przejść w wodzie po kolana do suchego miejsca, gdzie miały stanąć krzyże. Potem musiałem stoczyć walkę z dziennikarzem australijskim, by być jak najbliżej. Najlepsze miejsca zarezerwowała telewizja.

ObrazekGwoździe ze stali nierdzewnej leżały 15 dni w alkoholu (tak mówili mieszkańcy Cutud), są cienkie i długie, mają 13 centymetrów, i kończą się wielką płaską główką. Sprawdza je ważna osoba – kat Fernando Alfaro, który nie chwyci za młot aż do biblijnej godziny trzeciej po południu. Fernando Alfaro jest ubrany w czarną koszulę i czarną czapkę. Mówi, że krzyżowanie sprawia mu przyjemność religijną, czy to się podoba czy nie księżom z San Fernando. Robi to już dziesięć lat. Widziałem jego pracę. Gdy krzyż leżał na ziemi badał końcem młota dłonie krzyżowanego, szukając najlepszego miejsca między koścmi i ścięgnami, przykładał gwóźdź i pewnie uderzał. Potem stawiano krzyż i w ten sam sposób przybijał stopy.
Kiedy oglądałem ukrzyżowanie Rubéna Enaje, Herosito Sangalang wisiał na krzyżu już 10 minut. Z powodu jego doświadczenia i twarzy przypominającej twarz Chrystusa wybierają go co roku aby szedł na czele Drogi Krzyżowej, obok Poncjusza Piłata na koniu i rzymskich centurionów. Tuż za nimi idą płacząc Maria Magdalena i Weronika. W tym roku wisiał na krzyżu przez 15 minut, najdłużej ze wszystkich.

Wenceslao Aquino był jedynym ukrzyżowanym nie mieszkającym w Pampandze; pochodzi z Valenzueli. Najstarszym ukrzyżowanym był 59-letni Bob Velez; miał na głowie perukę, żeby być bardziej podobnym do Jezusa.
Miałem już dość tego widoku. Poszedłem do miasteczka. Chciałem zobaczyć i sfotografować coś wesołego. Ujrzałem na podwórku jednego z domów dwuletniego chłopca pluskającego kijem w miednicy z wodą. Tak, to był nareszcie wesoły widok. Przyłożyłem aparat do oczu i wtedy dostrzegłem, że woda robi się czerwona. Kij, którym bawił się chłopiec, to był bicz z bambusowym końcem, którego jego ojciec jeszcze nie zdążył schować na następny rok..."

Przerażające.....ja tam wolę sobótkowe święta. :|

ODPOWIEDZ