Gwiezdne Kamienie.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: janusz » 26 stycznia 2011, 00:12

To pierwsze zdjęcie pochodzi z Chin i materiały na temat miejca jego pochodzenia są niedostępne. Drugie ''Muyuc Marca''znajduje się powyżej inkaskich murów Sacsayhuaman pod Cuzco w Peru. :P

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: janusz » 06 września 2011, 16:36

Niebo na górze, niebo w dole; Gwiazdy na górze, gwiazdy na dole;
Wszystko co jest nad, pokaże to, co pod, Szczęśliwyś który zagadkę rozwiążesz.

Szmaragdowa Tablica Thota
Śmierć jest najważniejszą zagadką życia. Wszyscy mogą być jej pewni i nikt nie wie, co ona oznacza.
Tajemnicę można sprowadzić do prostych dylematów. Czy kiedy umieramy, wszystko się dla nas kończy, czy też w jakiś sposób żyjemy nadal? Czy jesteśmy tylko sumą naszych materialnych części, czy istnieje także dusza? Czy dusza jest wymysłem ludzkiej psychiki, czy też wynalazkiem religii? A może jest czymś cudownie prawdziwym?
Nauka, która potrafi zważyć, zmierzyć i zbadać ciało zmarłego, nie jest w stanie powiedzieć, co dzieje się. po śmierci. W nauce powszechnie, chociaż nie jednogłośnie, zakłada się, że nie ma żadnej duszy, a „śmierć znaczy śmierć". Niektórzy naukowcy powtarzają takie stwierdzenia, jakby były one doświadczalnie potwierdzonymi faktami. A jednak nie są to żadne fakty, lecz przypuszczenia, których nie sposób dowieść. Można wręcz powiedzieć, że nauka prezentuje w tym momencie czysto religijne podejście, ponieważ wyraża głęboką wiarę w nieistnienie duszy, lecz nie dysponuje żadnym sposobem na udowodnienie tej tezy.
Religia zajmuje dokładnie przeciwną pozycję, broniąc jej z równym zapałem i na równie niepewnym gruncie. Nie ma naukowych dowodów na istnienie różnych religijnych niebios, piekieł czy zaświatów. Mimo to przedstawiciele religii nieustannie zapewniają nas, że dusza istnieje, po śmierci będzie osądzona, może wcielać się w różne formy i może się odrodzić.
Niezrodzona, odwieczna, niepamiętna, starożytna, nie ginie, kiedy ciało zostaje zabite (...), mniejsza niż mała, większa niż wielka, jest ukryta w sercu człowieka (...), rozumiejąc to (...), mądry człowiek nie może się smucić (...). Bezcielesna w ciałach, trwała wśród nietrwałych (...) zostaje uwolniona z paszczy śmierci.
Taka filozofia religijna dotycząca istnienia elementarnej, nieśmiertelnej cząstki bytu, była filarem starożytnych duchowych nauk, głoszonych w tak odległych częściach świata, jak Indie, Meksyk, Egipt, Indochiny, Azja i Ameryka Południowa. Ciekawostką jest, że Ten tajemniczy system idei wskazuje na istnienie wspólnej cywilizacji, o której nic nie mówią żadne podręczniki historii. To „wspólne źródło" wywierało wpływ na wszystkie te regiony. System ten stosował jako swą podstawową metodologię, ezoteryczną formę astronomii i prowadził do wznoszenia na ziemi ogromnych dzieł architektury, które odzwierciedlały układy i ruchy ciał niebieskich. Był rodzajem ''nauki o nieśmiertelności'', mającej na celu uwolnienie ludzkości ''z paszczy śmierci''. Jego początki giną w mrokach prehistorii czyli całkowitej ''amnezji'', jakiej doznał nasz gatunek w odniesieniu do ponad 40 000 lat naszej przeszłości. Amnezja ta obejmuje okres od pojawienia się człowieka współczesnego do spisania pierwszych ''źródeł historycznych'' w Egipcie i Sumerze w III tysiacleciu p.n.e.

Potężne pamiątki
Z tego długiego okresu prehistorii przetrwało do naszych czasów wiele potężnych monumentów. Są wśród nich kute w skale świątynie, kręgi megalitów, święte miejsca zaplanowane dokładnie w liniach prostych na ogromnych odległościach, jak choćby aleje ustawionych pionowo kamieni w Carnac w północnej Francji. Jedno ze znajdujących się tam ziemnych sztucznych wzgórz, zawierające megalityczny korytarz zorientowany dokładnie na punkt wschodu słońca w dniu zimowego przesilenia, zostało datowane metodą radiowęglową na około 4700 rok p.n.e. Uważa się, że najstarsze kręgi kamienne na Wyspach Brytyjskich, takie jak Callanish na Hebrydach, pochodzą z około 3000 roku p.n.e., ale możliwe, że są starsze. Tak naprawdę nikt tego nie jest pewien. W Japonii znajdują się megalityczne kręgi, które nigdy nie zostały odkopane. Megalityczne świątynie na Malcie są datowane nawet na 4000 lat p.n.e. W Etiopii kute w skale „kościoły" w Lalibeli i 300-tonowa granitowa stela w Aksum nie dają się datować żadnymi naukowymi metodami i nikt nie zna ich pochodzenia. Wyspy Pacyfiku są dosłownie usiane dziesiątkami tajemniczych megalitycznych konstrukcji. Nic możemy też zapominać o konstrukcjach z Egiptu, Meksyku i Ameryki Południowej, gdzie pojedyncze kamienne bloki osiągają wagę aż do 200 ton.nWiększość tych budowli łączy jedno: nie jesteśmy pewni, kiedy, w jaki sposób i przez kogo zostały zbudowane. Łączy je też zaawansowana technologia, dzięki której zostały wzniesione oraz dokładnie obliczone orientacje astronomiczne. Uważa się, że niektóre z megalitycznych alei w Carnac były wykorzystywane do obserwacji Księżyca. Wydaje się, że także kamienny krąg w Callanish został zaprojektowany, aby zwrócić uwagę na tajemnicze zjawisko astronomiczne zwane „południową skrajnością większego bezruchu Księżyca", które ma miejsce raz na 19 lat. Ponadto jedna z głównych osi przecinających Callanish jest wycelowa na punkty wschodu i zachodu słońca w dniach jesiennej i wiosennej równonocy. Natomiast główna oś słynnego na cały świat megalitycznego kręgu w Stonehenge w angielskim hrabstwie Wiltshire jest zorientowana, dzięki tak zwanemu „heelstone", na punkt wschodu słońca w dniu letniego przesilenia (najdalej na północ wysunięty punkt w rocznym zasięgu słońca wzdłuż horyzontu).
Precyzyjna orientacja Stonehenge informuje nas, że astronomia w ogóle, a punkt wschodu słońca w dniu letniego przesilenia w szczególności, musiały mieć ogromne znaczenie dla budowniczych kręgu, lecz nie mówią nam, dlaczego było to tak ważne. Wierzenia druidów, ściśle związane z ceremoniami przesileniowy-mi, mogłyby nam pomóc wypełnić tę lukę. Wskazują na możliwość, że Stonehenge nie było tylko miejscem prymitywnego brytyjskiego kultu solarnego, lecz miało związek z duchowymi poszukiwaniami reinkarnacji i nieśmiertelności duszy, w których empiryczne dociekania dotyczące pomiarów Ziemi i ruchów gwiazd stanowiły część procesu inicjacyjnego.
Uczeni nie podają w wątpliwość, że druidzi byli szczególnie zainteresowani liczbami. Z jakiegoś tajemniczego powodu szczególną atencją darzyli liczbę 72, która została wyprowadzona z obserwacji astronomicznych. Liczba ta pojawia się często w druidzkiej tradycji. Właśnie 72 kresek wymagało napisanie wszystkich 22 liter tajemnego alfabetu ogamicznego, którego używali kapłani. Pismo ogamiczne samo w sobie zawiera kod. Jak dowiódł Robert Graves w książce The White Goddess (Biała bogini), błyskotliwym studium poświęconym celtyckim mitom, „stosunek wszystkich liter w alfabecie do samogłosek wynosi 22 do 7 (...), co jest formułą matematyczną, niegdyś tajemną, wyrażającą stosunek obwodu koła do jego średnicy". Dzisiaj, za pomocą kieszonkowego kalkulatora, możemy łatwo obliczyć obwód dowolnego koła, mnożąc jego średnicę przez transcendentalną liczbę pi - która wynosi 3,141592... Proporcja 22:7 wyraża tę wartość z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku (22 podzielone na 7 wynosi 3,142857).
Przeczuwamy zatem, że druidzi musieli być biegłymi geometrami i matematykami. Ale mówi nam o tym tylko intuicja. Prawda jest taka, że nie wiemy nic o pochodzeniu druidów - nie wiemy nawet, jak długo istnieli, zanim po raz pierwszy opisał ich Cezar. Ponadto, chociaż zwykle kojarzy ich się z Celtami, którzy przybyli na Wyspy Brytyjskie około 600 roku p.n.e., istnieją przesłanki pozwalające przypuszczać, że sprawowali oni swą charyzmatyczną służbę kapłańską na Wyspach Brytyjskich setki lub nawet tysiące lat przed pojawieniem się Celtów. Na koniec wreszcie musimy uznać druidów za spadkobierców prawdziwie starożytnych tradycji związanych ze Stonehenge, które najprawdopodobniej przechowywali i czcili.

Zagadka Stonehenge nie jest odosobniona. Megality w jeszcze większej nawet skali były używane w starożytnym Peru i Boliwii do wznoszenia gigantycznych konstrukcji, takich jak zygzakowate mury Sacsayhuaman czy świątynie w Ollan-taytambo i Tiwanaku z 200-tonowymi kamiennymi ciosami. Równie ogromnych bloków użyto do wzniesienia „dolnej" i „grobowej" świątyni w Gizie, w Egipcie oraz tak zwanej świątyni Sfinksa. Sam Sfinks jest wykutym w skale monolitem o długości blisko 87 metrów. Wielka Piramida zawiera szereg bloków ważących około 100 ton, które w jakiś tajemniczy sposób przetransportowano na wysokość ponad 45 metrów nad ziemią. W Górnym Egipcie znajduje się tak zwany Ozyrejon w Abydos, zadziwiająca, częściowo podziemna konstrukcja ze 100-tonowych bloków, która wygląda na znacznie starszą niż otaczające ją budowle. Nie ulega wątpliwości, że piramidy w Gizie, najsłynniejsze ze wszystkich egipskich zabytków, wiele łączy z okresem 2600-2300 p.n.e., kiedy, jak pamiętamy, powstało Stonehenge. Nie ulega też wątpliwości, że ich geneza - tak samo jak Stonehenge -jest jeszcze starsza. Te same geometryczne i astronomiczne poszukiwania nieśmiertelności (a także liczbę 72), których wyrazem są megality, można znaleźć nie tylko w Egipcie, ale także w wielu innych kulturach na całej kuli ziemskiej, i to w najbardziej zamierzchłej przeszłości.
Wspólną cechą wszystkich tych kultur była próba rozwiązania zagadki duszy: dokładnie tak, jak - według relacji Cezara - czynili to druidzi. W Meksyku, w Egipcie, Kambodży, na Wyspie Wielkanocnej, w Ameryce Południowej i celtyckiej Brytanii, wszędzie trwały poszukiwania. Bardzo często miały one jakiś związek z postacią „boga" lub „cywilizującego bohatera", uważanego za wielkiego nauczyciela i założyciela religii. Zawsze i wszędzie poszukiwania te były prowadzone wśród świętych monumentów, stworzonych w celu podtrzymywania związku między niebem i ziemią.
Budowle te uważano za bramy do królestwa zaświatów - zarówno nieba, jak piekła. Zdawano sobie sprawę, że ostateczne przeznaczenie tych, którzy przechodzą przez owe bramy, będzie uzależnione od dokonanych przez nich samych wyborów.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: janusz » 09 września 2011, 14:09

Zaświatowe królestwa
Starożytni Egipcjanie wierzyli w istnienie straszliwego królestwa zaświatów, leżącego w części nieba zwanej „Duat" (co zwykle tłumaczy się jako „świat podziemny"), w którym dusze zmarłych musiały odbyć niebezpieczną podróż. Starożytni Meksykanie również opowiadali o królestwie zaświatowym, równie przerażającym, które nazywali „Krajem Tajemnicy":
Im bardziej płaczą, im bardziej jestem zasmucony,
tym bardziej moje serce tego nie pragnie,
czyż nie muszą, skoro wszystko zostało powiedziane, udać się do Kraju Tajemnicy?
Tutaj na ziemi nasze serca mówią:
O moi przyjaciele, gdybyśmy byli nieśmiertelni!
O przyjaciele, gdzie jest kraj, w którym nikt nie umiera?
Czy naprawdę muszę odejść? Czy tam jest moja matka?
Czy tam jest mój ojciec?
W Kraju Tajemnicy (...) moje serce drży;
Gdybym tylko nie musiał umrzeć, gdybym nie musiał zginąć (...)!
Cierpię i czuję ból.
Meksykanie nauczali, że zmarły musi przejść w Kraju Zagadki siedem trudnych prób, z których ostatnią był ostateczny sąd przed przerażającym obliczem boga śmierci. Istniała też legenda, mówiąca, że sam Quetzalcoatl umożliwił ewentualnym przyszłym podróżnym do krainy zaświatów zwycięstwo, przynosząc ukryte tam kości przodków i przywracając ich do życia. Starożytni Egipcjanie niemal identyczną rolę przypisywali bogu Ozyrysowi, panu zmartwychwstania i odrodzenia.
Zupełnie jak dawni Egipcjanie, ludy starożytnej Ameryki Środkowej wierzyły, że ich zaświaty znajdują się w tej części nieba, przez którą przebiega Droga Mleczna. Inna zastanawiająca zbieżność polega na tym, że oba te ludy najwyraźniej były przekonane, iż bramy zaświatów otwierają się „w czerwonej poświacie w mroku poprzedzającym świt". Jeszcze bardziej uderzający jest jednak stopień, w jakim oba te systemy inicjacyjne koncentrowały się na astronomii (a zwłaszcza na ezoterycznej wiedzy o cyklach niebios) i poszukiwały nieśmiertelności wśród gwiazd. Z tego właśnie powodu azteccy mędrcy, poproszeni o wyjaśnienie tajemnicy śmierci, „odpowiedzieli, że nie umrą, lecz przebudzą się ze snu, którym było ich życie (...), i znowu staną się duchami lub bogami (...). Powiedzieli też, że niektórzy zamienią się w Słońce, inni w Księżyc".
Taka apoteoza była ostatecznym celem, do którego dążyli wtajemniczeni idący drogą Quetzalcoatla, „tego, który zna tajemnice wszystkich czarów", o którym mity mówią: „przede wszystkim przekazał on człowiekowi naukę, pokazując mu, jak mierzyć czas i studiować ruchy gwiazd".

Naśladowanie niebios
W kontekście idei takich jak te nie powinno nas dziwić, że Teotihuacan, ze swoimi piramidami dedykowanymi Quetzalcoatlowi, Słońcu i Księżycowi, miało złożony astronomiczny układ, który ściśle wiązał miasto z niebem. Wiemy już, że główna oś miasta, Droga Umarłych, jest celowo odchylona o 15 stopni i 30 minut na wschód od magnetycznej pomocy. Wyjaśnienia tego odchylenia nie należy szukać w samej Drodze Umarłych, lecz w budowli dominującej nad Teotihuacan, Piramidzie Słońca, która została zbudowana tak, że jej zachodnie lico jest odchylone o 15 stopni i 30 minut na pomoc od magnetycznego zachodu, a lico wschodnie o 15 stopni i 30 minut od magnetycznego wschodu. Innymi słowy, przebieg Drogi Umarłych został zdeterminowany przez orientację zachodniego lica Piramidy Słońca.
Taka orientacja nie jest przypadkowa. Wskazuje ona punkt zachodu słońca na zachodnim horyzoncie w dwóch astronomicznie ważnych dniach, 19 maja i 25 lipca - jedynych dwóch dniach w roku, kiedy Słońce, w południe, przechodzi dokładnie pionowo nad szerokością geograficzną Teotihuacan (19,5 stopnia na północ od równika). W Teotihuacan stwierdzono również silny związek z punktem zachodu grupy gwiazd w konstelacji Byka, znanej jako Plejady - i to około 150 roku n.e., która to data dokładnie zgadza się z archeologią tego miejsca. Z astronomicznych symulacji komputerowych wynika, że w tamtych właśnie czasach, w pierwszym z dwóch w ciągu roku dni przejścia Słońca przez zenit, miało miejsce tak zwane heliakalne wzejście Plejad - to znaczy, że były one widoczne nisko na wschodzie na tle różowego nieba tuż przed świtem.
Dla starożytnych Majów z Ameryki Środkowej, którzy -jak nam wiadomo -utrzymywali stałe i ożywione kontakty z Teotihuacan w czasach jego rozkwitu, Droga Mleczna była szczególnie ważnym elementem niebios. Uważali ją za drogę prowadzącą do zaświatów, zwanych Xilbaba, które podobnie jak u wielu innych ludów Ameryki Środkowej znajdowały się na niebie. Jednym z dobrze znających tę kosmologię naukowców, który podjął zakrojone na szeroką skalę badania archeoastronomiczne w Teotihuacan, był Stansbury Hagar, sekretarz wydziału etnologii w Brook-lyn Institute of the Arts and Sciences. W akademickich czasopismach publikowanych w latach 20. XX wieku przedstawił on przekonujące dowody, iż Droga Umarłych w Teotihuacan - w niektórych tradycjach znana też jako Droga Gwiazd - mogła
w planach jej twórców „reprezentować Drogę Mleczną" i co za tym idzie pełnić funkcję symbolicznej drogi, po której „duchy miały przechodzić (...) między ziemią a krainą dusz położoną wśród gwiazd".
Najważniejszym elementem tej prowokacyjnej teorii jest uznanie Ziemi za „zwierciadło nieba" - a ściślej mówiąc, konstrukcji architektonicznych wzniesionych „w dole", na ziemi, na wzór pewnych elementów „w górze", na niebie i takie ich zorientowanie, by wskazać na konkretne zjawiska astronomiczne. Także trzy wielkie egipskie piramidy i Sfinks na plateau w Gizie są rozmieszczone zgodnie z takim właśnie planem, a co więcej, zostały powiązane z Nilem, który uważano za ziemskie odzwierciedlenie Drogi Mlecznej. Czy można uznać za dzieło przypadku istnienie takiego samego systemu idei w Teotihuacan, które - według Hagara - „oddawało na ziemi domniemany plan świata niebiańskiego, w którym mieli mieszkać bogowie i duchy zmarłych"?
Hagar podsumowuje swoje badania stwierdzeniem: „nie docenialiśmy ani znaczenia, ani rozpowszechnienia w całej starożytnej Ameryce astronomicznego kultu, którego jednym z elementów był plan niebios i którego Teotihuacan było jednym z najważniejszych ośrodków".
Jeśli Hagar ma słuszność, to ów kult musi być niezmiernie stary. Znajdujemy go w Egipcie już w III tysiącleciu p.n.e. Jeśli chodzi o Meksyk, to archeolodzy są pewni, że budowle Teotihuacan w obecnej postaci zostały zbudowane między 150 i 300 rokiem n.e. Jednak pod fasadami wszystkich trzech piramid znaleziono ślady wcześniejszych warstw budowlanych, wyznaczających wcześniejsze piramidy, które stały w tym samym miejscu. Sięgały one czasów prapagórków - z których część zawierała groty - czczonych w zamierzchłej przeszłości.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: janusz » 16 września 2011, 22:12

W 1995 roku astronom Frank Edge opublikował artykuł zawierający „gwiezdną interpretację" Sali Byków ze słynnej jaskini w Lascaux. Naukowcy generalnie są zgodni co do tego, że Sala Byków została namalowana mniej więcej 17 000 lat temu, to znaczy ponad 14 000 lat wcześniej, niż starożytni Grecy i Babilończycy określili i nazwali 12 znaków zodiaku. Zatem każdego, kto jest przywiązany do tej ortodoksyjnej teorii, musi niepokoić przekonująca, dokonana przez Edge'a, analiza podobieństw między zodiakalną (rzekomo dopiero grecko-babilońską) konstelacją Byka - taką, jak mogła ona wyglądać według komputerowych symulacji tuż przed świtem w dniu letniego przesilenia 15 000 roku p.n.e. - a Wielkim Bykiem z Lascaux:
Zastanówmy się przez chwilą nad znaczeniem sześciu kropek tuż nad barkami Byka z Lascaux. Porównując te punkty z Plejadami, możemy odkryć, jak silny jest związek między Bykiem z Lascaux a konstelacją Byka. Nie tylko punktów tych jest tyle samo, co widocznych gwiazd z grupy Plejad, ale także ich układ jest wiernym odbiciem układu Plejad i znajdują się one w takiej samej relacji do głowy Byka jak Plejady. Podobieństwo tego byka z epoki lodowcowej do tradycyjnego wizerunku gwiazdozbioru Byka jest tak uderzające, że jeśli znaleźlibyśmy Byka z Lascaux w średniowiecznym manuskrypcie, a nie na sklepieniu jaskini, natychmiast rozpoznalibyśmy w nim konstelację Byka.
Nosiciele niebos
Alexander Gurshtein, profesor astronomii w Mesa State College w stanie Kolorado, rozszerzył ostatnio wnioski Edge'a dotyczące Byka na inne gwiazdozbiory. W artykule opublikowanym w„Scientific American" z maja 1997 roku Gurshtein dowodzi, że „wizerunki najważniejszych gwiazdozbiorów mogą być znacznie starsze, niż dotychczas sądzono". Jego teoria opiera się, z grubsza rzecz biorąc, na fakcie, iż „spośród 12 znaków zodiaku tylko cztery mają rzeczywiste znaczenie w określonym czasie. Są to konstelacje, w których Słońce wschodzi w dniach wiosennej i jesiennej równonocy oraz w dniach zimowego i letniego przesilenia". Gurshtein wskazuje, że dzisiaj owymi czterema „nosicielami niebios" są gwiazdozbiory: Ryb, Panny, Bliźniąt i Strzelca. Jednak w czasach Babilończyków:
było zupełnie inaczej. Chybotanie osi ziemskiej [„precesja"] sprawia, że punkt, w którym Słońce wschodzi w dniach równonocy i przesileń, przesuwa się o jeden stopień w ciągu 72 lat. I tak około 700 roku p.n.e. (kiedy podobno został odkryty zodiak) najważniejszymi gwiazdozbiorami były: Baran [w dniu wiosennej równonocy], Waga, Rak i Koziorożec. To mogłoby wyjaśnić, dlaczego Babilończycy umieścili te właśnie znaki na swoich mapach, ale po co zadali sobie tyle trudu, by nadać nazwy pozostałym? Odpowiedź możemy znaleźć, cofając się jeszcze głębiej w przeszłość. Aby wszystkie 12znaków zodiaku miało znaczenie w czasach Babilończyków, proces nadawania nazw musiałby się rozpocząć około 4400 roku p.n.e., kiedy główne konstelacje były takie same jak dzisiaj. Innymi słowy, możliwe, że Ryby, Panna, Bliźnięta i Strzelec są najstarszymi znakami zodiaku, nazwanymi już w epoce kamienia.
Symulacje komputerowe wpływu „precesyjnego" chybotania osi ziemskiej na gwiezdne tło wskazują, że przedstawiona przez Gurshteina data: 4400 rok p.n.e., jest bardzo ostrożna. Jeśli jego tok rozumowania jest prawidłowy, to musimy przyjąć, że jest to najpóźniejsza data, kiedy mógł się rozpocząć proces nadawania nazw konstelacjom, gdyż wówczas już gwiazdozbiór Bliźniąt przestał być „domem" Słońca w dniu wiosennej równonocy i w wyniku zjawiska precesji zastąpiła go w tej funkcji sąsiednia konstelacja Byka. W tej samej epoce w dniu letniego przesilenia Pannę jako rządzącą konstelację zastąpił Lew, Strzelca w czasie jesiennej równonocy - Skorpion, a Ryby w czasie zimowego przesilena - Wodnik. Natomiast jeśli cofniemy się o 1600 lat, do roku 6000 p.n.e., odkryjemy, że wówczas Słońce właśnie zaczęło swą „precesyjną" podróż przez znak Bliźniąt w dniu wiosennej równonocy - a co za tym idzie przez Pannę w dniu letniego przesilenia, Strzelca - w czasie jesiennej równonocy i Ryb - w czasie przesilenia zimowego.
Z teorii Gurshteina wynika, że konstelacje te mogły być znane - w takiej samej postaci, w jakiej znamy je dzisiaj-już 6000 lat p.n.e. Jeśli to prawda, to znaczy, że zodiak nie został odkryty przez Greków ani Babilończyków. Musieli oni przejąć go jako dziedzictwo ze znacznie starszego źródła, które - przynajmniej teoretycznie - mogło wywierać wpływ również na inne starożytne kultury.

Miasta zodiaku
Na długo przed Edge'em i Gurshteinem Stansbury Hagar zwrócił uwagę na uderzające podobieństwo zodiaku zachodniego do tego, którego używali prekolumbijscy Majowie w Ameryce Środkowej. Uznał on wręcz, że „oba zodiaki są na tyle podobne, że można powiedzieć, iż oba prawdopodobnie wywodzą się z tego samego źródła, chociaż nie wiemy, gdzie i w jaki sposób doszło do komunikacji".
Kontynuując swoje wcześniejsze prace nad „imitacją nieba" w Teotihuacan, Hagar odkrył elementy zodiakalne w planie świątyń Majów i dowiódł, że:
Wiele, a być może wszystkie miasta Majów zostały zaplanowane tak, aby odzwierciedlały na ziemi układ ciał niebieskich. (...) W czterech miejscach - Uxmal, Chichen Itza, Yaxchilan i Palenąue - można rozpoznać niemal pełną sekwencję zodiakalną, a mniej lub bardziej kompletne sekwencje można zobaczyć też w wielu innych miejscach, między innymi w świątyniach i steli w Copan i Quirigua, najstarszych znanych Mąjowskich ruinach (...).
Najbardziej szczegółowe badania Hagar przeprowadził nad miastem Majów Uxmal, leżącym około 200 kilometrów na zachód od Chichen Itza; zaprezentował je w naukowym artykule Zodiakalne świątynie Uxmal, opublikowanym w 1921roku. Jak pokazują diagramy, zidentyfikował on świątynię położoną w pobliżu południowo-zachodniej granicy miasta jako ziemski model konstelacji Barana, tak zwany „Gołębnik" z charakterystycznym „grzebieniem" na dachu jako odpowiednik Byka, a „Pałac Gubernatorski" jako odpowiednik Bliźniąt (ponieważ „dwa węże, które zdobią jego fasadę, zajmują w zodiaku Majów miejsce odpowiadające znakowi Bliźniąt"). Poza tym „Dom Żółwi" reprezentuje Raka, centralnie położony dziedziniec do gry w piłkę to Lew, tak zwany „Klasztor Mniszek" - Panna, „Dom Kapłanów" - Waga, „Dom Ptaków" - Strzelec, a charakterystyczna „Piramida Czarownika" jest odpowiednikiem Skorpiona; Koziorożca, Wodnika i Ryby reprezentują trzy świątynie położone w pobliżu południowo-wschodniej granicy miasta.

ObrazekZodiakalne świątynie w Uxmal


Ten wielki kosmiczny schemat był, jak pisze Hagar:
oparty na wierze, że wszystko na tym świecie jest cieniem czy też odbiciem doskonałej rzeczywistości istniejącej w królestwie niebios. Dlatego naśladowanie zaobserwowanego planu nieba sprowadza na ziemie, jakąś część niebiańskiej doskonałości. Święte, zaprojektowane na wzór niebios, miasto uczestniczy w tej doskonałości i udziela swoim mieszkańcom dobroczynnych wpływów gwiazd.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: janusz » 26 września 2011, 23:56

Podstawowe fakty z dziedziny astronomii
Słońce generalnie zawsze wschodzi „na wschodzie", lecz nie zawsze pojawia się w tym samym punkcie wschodniego horyzontu. Niczym wskazówka gigantycznego zegara powoli przesuwa się wzdłuż horyzontu w ciągu roku solarnego, z każdym kolejnym świtem wstając nieco bardziej w lewo (na północ od wschodu), a następnie w przeciwnym kierunku i tak w nieskończoność. Pełny cykl, od południowego skrajnego punktu do północnego i z powrotem do południowego, trwa pełny rok.
W ciągu roku mamy cztery niezmiernie ważne momenty, z którymi niegdyś związane było mnóstwo religijnych ceremonii na całym świecie. We współczesnym zachodnim kalendarzu momenty te odpowiadają następującym datom:

•Grudniowe przesilenie (21 grudnia, środek zimy i najkrótszy dzień na północnej półkuli), kiedy Słońce osiąga najdalej na południe położony punktw swojej rocznej trasie.

•Marcowa równonoc (21 marca, początek wiosny na pomocnej półkuli), kiedy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie, a dzień i noc są równej długości.

•Czerwcowe przesilenie (21 czerwca, środek lata i najdłuższy dzień na północnej półkuli), kiedy Słońce osiąga najdalej na pomoc położony punkt w swojej rocznej trasie.

•Wrześniowa równonoc (21 września, początek jesieni na północnej półkuli), kiedy Słońce wschodzi dokładnie na wschodzie (tak samo jak poprzednio w marcu), a dzień i noc są równej długości (również jak w marcu).

Każdy z „głównych momentów" odpowiada konkretnemu punktowi na orbicie Ziemi wokół Słońca. Północny biegun naszej planety, której oś jest odchylona o 23,5 stopnia od pionu, znajduje się najdalej od Słońca 21 grudnia, najbliżej Słońca 21 czerwca, zaś 21 marca i 21 września jest ustawiony dokładnie bokiem.
Ziemia okrąża Słońce w odległości 146 milionów kilometrów, po płaszczyźnie otoczonej bezkresem przestrzeni kosmicznej i dalekimi gwiazdami. Ponieważ żyjemy na planecie o kształcie kuli, nic dziwnego, że uważamy tę przestrzeń za wielką sferę, w której środku się znajdujemy. Sferę tę zdobi około 2000 gwiazd, w niektórych częściach gęściej, w innych rzadziej, jednak obecnych wszędzie.
Pas owych gwiazd, który starożytni astronomowie podzielili na 12 znaków zodiaku, leży w płaszczyźnie orbity ziemskiej. Jeśli wyobrazimy sobie orbitę jako kolistą linię kolejową, to ów pas znaków zodiaku byłby szeregiem stacji położonych wzdłuż torów.
Oczywiste, że kiedy Ziemia przesuwa się wzdłuż orbity, Słońce znajduje się między nią a kolejno każdą ze „stacji" - tzn. każdym z 12 znaków zodiaku. W rezultacie obserwator na Ziemi odnosi wrażenie, że Słońce wschodzi na tle gwieznych wizerunków, które powoli zmieniają się w ciągu roku, spędzając mniej więcej miesiąc w każdym z „domów" zodiaku.
W większej skali czasu istnieje astronomiczne zjawisko zwane „precesją". Polega ono na bardzo powolnym chybotaniu osi ziemskiej, a w jego efekcie dla obserwatorów na Ziemi pas zodiaku równie wolno przesuwa się względem punktu wschodu Słońca. W rezultacie w każdej z epok cztery główne konstelacje wyznaczają kardynalne punkty równonocy i przesileń tylko czasowo. W wyniku owego ruchu precesyjnego, który odbywa się w tempie jednego stopnia na 72 lata, kardynalne punkty Słońca znajdują się w każdej z konstelacji przeciętnie przez 2160 lat. Zatem pełen cykl przejścia głównych punktów Słońca przez wszystkie 12 znaków zodiaku trwa niecałe 25 920 lat.

Obrazek
1.Pozycja wschodzącego Słońca w ciągu roku.
2.Nachylenie osi ziemskiej.
3.Położenie Ziemi w czasie obiegu wokół Słońca w czterech głównych punktach w ciągu roku.

Obrazek
Konstelacja, na której tle wschodzi Słońce, zmienia się co miesiąc w wyniku obiegu Ziemi wokół Słońca.

Zjawisko Precesji.
Obrazek
Wschód Słońca w erze Lwa, trwającej 2160 lat.

Obrazek
W wyniku cyklu precesyjnego gwiezdne tło, na którym wschodzi Słońce o określonej porze roku, „cofa się" w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara z prędkością jednego stopnia na 72 lata.

Każdy ze znaków zajmuje 30 stopni na kole zodiakalnym. Mnożąc to przez 72 lata, otrzymujemy czas trwania jednej ery - 2160 lat. Zatem pełen obrót o 360 stopni trwa 25 920 lat. Można w związku z tym zadać sobie pytanie - komu były potrzebne tak długotrwałe, niezwykle precyzyjne pomiary i obserwacje? Nawet przedpotopowi patriarchowie, których długość życia uczeni uważają za fantazję (rekordzista Matuzalem żył 969 lat, Adam zaś 930), nie wytrwali wystarczająco długo, aby zaobserwować pełny cykl zodiaku. :shock:

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: janusz » 07 października 2011, 20:44

Obserwatoria astronomiczne
Na granicy górnoegipskiego miasta Luksor, na wschodnim brzegu świętej rzeki Nil, 26 stopni na północ od równika ogromna centralna sala świątyni Amona-Re w Karnaku wyznacza wąską, prostą jak strzała, długą na blisko kilometr oś, odchylającą się dokładnie 26 stopni na południe od wschodu i 26 stopni na północ od zachodu. Egiptolodzy uważają, że to niezwykłe dzieło architektury, wznoszone przez wielu faraonów w II tysiącleciu p.n.e., pełniło wyłącznie funkcje ceremonialne. A jednak, kiedy jesteśmy na zachodnim krańcu tej osi i spoglądamy na wschód przez kilka kolejnych świtów w okolicy dnia zimowego przesilenia w grudniu , zauważymy, że co ranka punkt wschodu słońca coraz bardziej zbliża się do osi, wzdłuż której pa-trzymy. Na trzy tygodnie przed przesileniem dysk słoneczny jest widoczny na osi sali dopiero wtedy, gdy znajdował się już na wysokości około 15 stopni nad horyzontem; jednak 21 grudnia, w najkrótszym dniu roku, wschodzące słońce pojawiało się niemal dokładnie na osi, „koronując" odległą ceremonialną bramę.
Zdaniem dziewiętnastowiecznego brytyjskiego astronoma sir J. Normana Lockyera nie jest to dziełem przypadku, gdyż wszystkie główne świątynie starożytnego Egiptu „niezależnie od tego, co powiedzielibyśmy o sprawowanych w nich kultach czy odprawianych ceremoniach, zostały ponad wszelką wątpliwość skonstruowane jako obserwatoria astronomiczne- pierwsze obserwatoria na świecie, o jakich wiemy". W swoim klasycznym studium The Dawn ofAstronomy (Świt astronomii) (1894) Lockyer zwrócił szczególną uwagę na świątynię Amona-Re w Karnaku i stwierdził, że jej oś została celowo skierowana na punkty przesileń (punkt wschodu słońca w dniu zimowego przesilenia na południowym wschodzie i punkt zachodu słońca w dniu letniego przesilenia na północnym zachodzie) i dlatego „można powiedzieć, iż tysiące lat temu starożytni Egipcjanie doskonale znali przesilenia i (...) mniej lub bardziej dokładnie znali przebieg słońca w ciągu roku".

Dendera i jej zodiaki
150 kilometrów na północ od Karnaku stoi ptolemejska świątynia w Dendera, poświęcona Hathor, bogini wiedzy i miłości, kojarzonej z nocnym niebem. Ta wspaniała budowla, wzniesiona w I wieku p.n.e., jest blisko trzykrotnie starsza od najstarszych gotyckich katedr. Zachowała się w zadziwiająco dobrym stanie, wraz ze startymi od częstego używania wewnętrznymi schodami, prowadzącymi w górę, przez ciemne, chłodne korytarze wewnątrz murów, na dach.
Cała świątynia jest pokryta polichromowanymi reliefami o żywych barwach, które przedstawiaj ą całe symboliczne bogactwo figur astronomicznych i zawierają między innymi dobrze nam znane 12 znaków zodiaku i boga-gwiazdę: „Ozyrys, Pan Podwójnego (...), Orion, który kroczy po swoich Obydwu Krajach, który stoi na czele gwiazd nieba".
Wchodząc do świątyni przez potężny westybul z 24 kolumnami, widzimymy w górze, tak zwany kwadratowy zodiak z Dendery, z gwiazdozbiorem Lwa skierowanym na półn
oc po zachodniej stronie sklepienia. W kaplicy na dachu pojawiają się te same zodiakalne figury, tym razem w kolistym układzie zaprojektowanym przez kogoś, kto dobrze znał zjawisko precesji.

Obrazek

Cykl epok
Punkt wschodu słońca w dniu wiosennej równonocy był tradycyjnie uważany przez starożytnych za „najważniejszy moment roku", a charakter każdej astrologicznej epoki determinowała zodiakalna konstelacja, w której słońce wschodziło tego szczególnego dnia.
Obecnie żyjemy w „przededniu ery Wodnika", kiedy to Wodnik ma zastąpić Ryby w funkcji „domu słońca" w dniu wiosennej równonocy. Oznacza to także, że kiedy już zacznie się nowa epoka, wschód słońca w dniu jesiennej równonocy (21 września) będzie miał miejsce w Lwie (obecnie w Pannie), w dniu przesilenia zimowego (21 grudnia) w Skorpionie (obecnie w Strzelcu), a w dniu letniego 11 czerwca) w Byku (obecnie w Bliźniętach).
Innymi słowy, każda kolejna era astronomiczna ma swoje własne, charakterystyczne koordynaty, na które składają się dwie pary zodiakalnych konstelacji, znajdujących się w opozycji do siebie w głównych momentach roku. Wszystkie razem tworzą zadziwiający kosmiczny mechanizm, rodzaj tańca wokół równonocy i przesileń, w którym Wodnik jest zawsze parą Lwa, Skorpion - Byka, Ryby -Panny, zaś Strzelec - Bliźniąt. Pozostałe cztery znaki (Baran-Waga i Koziorożec-Rak) również stanowią pary, tak że gdy mechanizm się przesuwa, przesuwa się wszystko.
Te bliźniacze pary konstelacji były głównym obiektem zainteresowania profesora Alexandra Gurshteina - który cofnął wiek zodiaku co najmniej do VI tysiąclecia p.n.e. W starożytnych mitach często były one personifikowane jako „strażnicy" lub „nosiciele" niebios, a na kolistym zodiaku z Dendera przedstawiono je jako kobiece postacie z uniesionymi w górę rękoma.
Co dziwne - chociaż świątynia w Dendera została zbudowana w I wieku p.n.e., na początku ery Ryb, pozycja owych postaci wcale nie odzwierciedla nieba ery Ryb. Nie przedstawia też - co ewentualnie można by zrozumieć - nieba poprzedniej ery, kiedy słońce w dniu wiosennej równonocy wschodziło w znaku Barana. Zodiak z Dendera przedstawia niebo w „konfiguracji Wodnika" - nieba, którego główne „nosicielki" stoją w parach pod konstelacjami Lwa-Wodnika i Byka-Skorpiona.
Symulacje komputerowe (patrz diagramy) wskazują, że taka konfiguracja była charakterystyczna dla epoki od mniej więcej 4380 do 2200 roku p.n.e., kiedy wiosennej równonocy patronował gwiazdozbiór Byka, zaś Lew wyznaczał letnie przesilenie. Wprawdzie w I wieku p.n.e. epoka ta była już zamierzchłą starożytnością, ale wiemy, że przez egipskich kapłanów Dendera była związana ze znacznie dawniejszymi czasami. Jedna z inskrypcji w świątyni informuje nas nawet, że pierwotne plany tej budowli pochodzą z „pierwotnej epoki". Zostały one podobno znalezione „w starych tekstach spisanych na zwierzęcej skórze w czasach Towarzyszy Horusa".

Obrazek

Obrazek

Zodiak z Dendery przedstawiający konstelacje w kardynalnych punktach 4000 lat p.n.e.

Awatar użytkownika
Maat
Posty: 129
Rejestracja: 25 stycznia 2011, 23:23

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: Maat » 11 października 2011, 12:24

Janusz mam wrażenie, że pokłady twojej wiedzy są niewyczerpane. Gdybym Cię nie znała pomyślałabym, że masz konszachty z jakimiś rogatymi istotami. Chociaż pozory mylą zwłaszcza ze zadajesz się z Bladem. Muszę się dokładnie przyjrzeć, co kryjesz pod tą burzą włosów i kapeluszem, w którym ostatnio pokazuje się Andrzej(co Ty na to Dorotko). A tak poważnie, co powiesz na scenariusz nocnego nieba zamknięty w tym kadrze?

Godzinę przed świtem w dniu wiosennej równonocy 10500 roku p.n.e. Lew znajdował się tam, gdzie dzisiaj Wodnik, zaś Wodnik właśnie zachodził. W 2000 roku miała miejsce dokładnie odwrotna sytuacja: Wodnik wschodził a zachodził Lew. Dokładnie o wschodzie słońca w dniu wiosennej równonocy 10500 roku p.n.e. konstelacja Oriona znajdowała się na południowym południku nieba, zaś Smok na północnym leżąc naprzeciwko siebie po przeciwnych stronach sklepienia niebieskiego. W dniu wiosennej równonocy 2000 roku n.e. zdarzyło się dokładnie to samo, lecz o zachodzie słońca, a nie o wschodzie. Ponadto w 10500 roku p.n.e. Smok był na swej największej wysokości nad horyzontem, zaś w 2000 roku n.e. na najmniejszej. Orion natomiast w 10500 roku p.n.e. był najniżej, zaś obecnie jest najwyżej. Innymi słowy na tych dwóch niebach, które dzieli 12500 lat, konstelacje są te same, ale wszystko odwróciło się o 180 stopni. Czy może się w tym kryć jakiś przesalanie albo nauka, albo zapowiedź nadchodzących zmian?
Ostatnio zmieniony 12 października 2011, 11:47 przez Maat, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1173
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: janusz » 11 października 2011, 23:34

Obrazek Egipt to kraj mojej wielkiej młodzieńczej fascynacji. Mając naście lat byłem właśnie pod wrażeniem jego rogatych bogów. Podeirzewam, że ten z lewej strony mimo upływu lat jest do dzisiaj ze mną w konszachtach i powoli poprzez znaki na piasku przekazuje mi tajemnice przeszłości i przyszłości. ;)

Ponieważ, jak wierzono niegdyś, to, co się dzieje na dole, jest określane przez to, co dzieje się górze, ten pozostawiony przez odległą w czasie ''Organizację'' skan nieba, który tu wcześniej umieściłaś droga, egipska siostro Maat wskazuje na to, że wkrótce coś narodzi się na nowo. :|

Awatar użytkownika
Maat
Posty: 129
Rejestracja: 25 stycznia 2011, 23:23

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: Maat » 12 października 2011, 10:46

Mówisz, że Horus. Podejrzewam, że nie tylko. Wiele istot chce zawładnąć tak światłym umysłem i przeciągnąć Cię na swoją stronę. Jednak wiem, że Twoja mądrość i filozofia życiowa wybierze zawsze dobrą drogę mimo mechanizmów i funkcji naszego umysłu, które zostały zaprogramowane do zadań, jakie mamy wykonać dla …, no właśnie, dla kogo? Na to pytanie uzyskamy odpowiedz, gdy zapytamy samych siebie - w jakim celu zostaliśmy „stworzeni”? i czy można obejść system, który nami steruje utrudniając nam życie i relacje międzyludzkie? Ale czy to nie utopia?
Jednak wracając do głównego tematu myślę, że ten opis to jedna z ważnych wskazówek na podstawie, których można ustalić dokładną datę i miejsce zmian, o których mówisz.

Awatar użytkownika
Maat
Posty: 129
Rejestracja: 25 stycznia 2011, 23:23

Re: Gwiezdne Kamienie.

Post autor: Maat » 15 października 2011, 18:08

Kurcze to ty się z Thotem skumałeś, tym od – księżyca, magii, sprawiedliwości na tamtym świecie, leczenia, kalendarza, arytmetyki, geometrii, muzyki, liczb, rysunków a także pisma, które stało się główną przyczyną zapomnienia starożytnej wiedzy. Coś mi się wydaje, że nie mówisz nam o wszystkich tajemnicach bogów, które Ci zdradził.

ODPOWIEDZ