Radiestezja a miejsca mocy.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Radiestezja a miejsca mocy.

Post autor: janusz » 29 marca 2011, 23:28

Przed wiekami człowiek, choć pozbawiony urządzeń technicznych, potrafił w odpowiedni sposób posługiwać się subtelnymi energiami natury. Otaczał kultem miejsca mocy, gdzie koncentrowały się stymulujące energie przyrody, a wznoszone budowle dopasowywał do ich przebiegu. Potrafił też poprzez stosowanie odpowiednich kształtów i symboli polepszać panujący układ promieniowań. Ową wiedzę zawdzięczał niezwykłej intuicji i wnikliwej obserwacji świata przyrody albo też wtajemniczeniu duchowemu, którego dostąpił. Dziś ponownie zaczynamy zwracać się ku naturze. Dziedzinę wiedzy dotyczącą badania i wykorzystania występujących wokół nas pozytywnych energii przyrody nazywamy geomancją. Zgłębiając wiedzę naszych przodków, mamy przed sobą bardzo wiele do odkrycia.
Również dawni budowniczowie kościołów chrześcijańskich wybierali na ich lokalizację miejsca mocy. W nich łatwiej jest człowiekowi skoncentrować się na pracy wewnętrznej i modlitwie, uzyskać wyciszenie i wejść na wyżyny duchowe. Skoro istnieją takie miejsca wokół nas, skoro stworzył je Stwórca, dziwne by było, aby ich nie wykorzystać dla dobra ludzi. Dziś często o tym zapominają budowniczowie nowoczesnych kościołów i wznoszą je, niestety, byle gdzie, nierzadko nawet na terenach „odpadowych”, na których nie mogą powstać budynki mieszkalne. Zapytajmy ludzi, którzy uczęszczają na mszę do takich świątyń, czy odczuwają różnicę między nastrojem panującym w nich a np. w średniowiecznych budowlach sakralnych, nawet gdyby były one stare i zaniedbane. Znakomita większość przyzna, iż rzeczywiście coś jest w dawnych kościołach, co ich przyciąga.
W wielu zakonach chrześcijańskich byli nawet mnisi wyspecjalizowani w znajdowaniu najlepszych miejsc pod względem koncentracji naturalnych energii Ziemi i kosmosu. Do takich zakonów należeli na przykład cystersi. Posiedli oni ogromną wiedzę dotyczącą świata przyrody i jego energii. W ich bogatej spuściźnie możemy odnaleźć ślady wiedzy geomantycznej. Reguła cystersów nakazywała pokorę wobec przyrody, dlatego też budownictwo tego zakonu uwzględniało niewidzialne oddziaływania wokół nas. Cysterski kodeks, zwany Carta caritatis, określał zasady organizacji klasztorów. Wyspecjalizowani bracia szukali odpowiednich miejsc pod zabudowę. W takich miejscach musiała istnieć duża koncentracja energii kosmicznych, zapewniająca zdrowe życie i ułatwiająca pracę wewnętrzną. Mówiono o charisma loci, czyli charyzmacie miejsca. Położenie opactwa w dolinie otoczonej wodami, w pobliżu lasów dostarczających budulca, stało się wzorcem. Prostota formy architektonicznej była streszczeniem postawy wewnętrznej cystersa. Budowniczowie klasztorów cysterskich głosili, że przy wyszukanych formach trudno o należyte skupienie ducha. Podstawa estetyki cysterskiej zakładała piękno wewnętrzne. Jak głosił św. Bernard, było ono cenniejsze niż wszelkie ozdoby zewnętrzne. Miejsca mocy o szczególnie dużej sile oddziaływania nazywane są czakramami Ziemi. Błędne jest wysnuwanie prostej analogii między czakramami u człowieka i czakramami naszej planety. Po prostu na Ziemi istnieje więcej niż siedem czakramów. Należy je traktować jak węzły w sieci energetycznej i transformatory subtelnych energii. Jest to zresztą zgodne z hipotezą uczonych rosyjskich, Gonczarowa, Makarowa i Morozowa, według której struktura kuli ziemskiej ma przypominać strukturę kryształu. Na powierzchni naszego globu, podobnie jak na krysztale, istnieje rodzaj sieci posiadającej aktywne węzły. Zastanawiający jest fakt, że właśnie owe węzły pokrywają się z silnymi miejscami mocy na Ziemi. W nich wznoszono istotne dla rozwoju ludzkości obiekty i centra cywilizacyjne. Badając kościoły, zawsze spotykałem się z zainteresowaniem i życzliwością księży (widocznie takich przyciągają miejsca mocy). W tym kontekście warto wiedzieć na przykład, że największym specjalistą od geomancji w Austrii jest ksiądz katolicki i teolog dr Franz Jantsch. Napisał całą serię książek dotyczących austriackich miejsc mocy. W tym samym kraju, w Innsbrucku, istnieje instytut naukowy zajmujący się m.in. badaniem zjawisk radiestezyjnych i parapsychicznych, kierowany przez redemptorystę ks. prof. Andreasa Rescha. Wspomniany instytut wydaje czasopismo „Grenzgebiete der Wissenschaft” (Dziedziny graniczne nauki). Takie przykłady z różnych krajów można by mnożyć. Korzyści z odwiedzania miejsc mocy są nie tylko natury intelektualnej i estetycznej, ponieważ – jeśli otworzymy się na ich energie – może to być dla nas nowy rodzaj doświadczenia wzbogacającego nas wewnętrznie. Tego rodzaju punkty energetyczne inspirują i pobudzają kreatywność człowieka. Następuje też zwiększenie biowitalności, co jest istotne dla zdrowia i pomocne w zwalczaniu różnych dolegliwości. Niniejsza książka przeznaczona jest dla tych wszystkich czytelników, którym nie wystarczą przewodniki koncentrujące się jedynie na zwykłym opisie dziejów zabytków i ich architektury. „Polska magiczna” kierowana jest do osób, które chciałyby poznać to, co tajemnicze i osobliwe w naszym kraju, a nawet oprzeć poznanie niezwykłych miejsc mocy o własne doświadczenie wewnętrzne. W takich miejscach koncentrują się korzystne energie Ziemi i kosmosu, a człowiek może, udając się tam, doładować swe wewnętrzne akumulatory, poprawić kondycję swego organizmu, wyciszyć się, a nierzadko wzbogacić o nowe doświadczenia duchowe. Miejsca mocy są bowiem takimi energetycznymi punktami naszej planety, które służą ludziom swym niezwykłym oddziaływaniem od tysięcy lat.

Aby poznać pełniej oddziaływanie miejsc mocy, możemy wykorzystać metody radiestezyjne. Radiestezja zaś jest stosunkowo łatwą do opanowania, uniwersalną techniką pomiarową. Dzięki technikom radiestezyjnym różne rodzaje subtelnych oddziaływań Ziemi i kosmosu wokół nas nie są czymś abstrakcyjnym i nienamacalnym. To naturalne rodzaje emisji występujące w przyrodzie, które zresztą zaczyna się już mierzyć metodami naukowymi. Nie należy więc dawać posłuchu pogłoskom, że radiestezja to jakieś rzekomo okultystyczne zjawisko. Taka opinia pojawia się wśród fundamentalistów katolickich, którzy na siłę szukają wrogów wokół siebie, zapominając, że połowa wybitnych radiestetów to księża i zakonnicy. Warto tu wymienić choćby księży: Karola Hübnera, Czesława Klimuszkę, Jana Podbielskiego, Jana F. Twardzickiego czy z zagranicznych duchownych na przykład słynnego zakonnika Alexisa Mermeta, który stworzył podwaliny teleradiestezji, czyli pracy z wahadłem na odległość z wykorzystaniem próbek substancji i map. Sam termin radiestezja, oznaczający wrażliwość na promieniowania, wymyślił i wprowadził do literatury w latach 30. XX w. francuski ksiądz Alexis Bouly. Przedtem po prostu mówiono o różdżkarstwie i wahadlarstwie.
W książce wspominam o różnych pomiarach radiestezyjnych, bo właśnie dzięki nim możliwe jest badanie subtelnych energii występujących w miejscach mocy. Sztukę posługiwania się wahadłem czy różdżką może opanować prawie każdy i powtórzyć na własny użytek przytaczane przeze mnie badania obiektów. Być może przy takiej okazji uda się odkryć jeszcze coś nowego i nieznanego.
Istotną cechą miejsc mocy, którą można zbadać za pomocą wahadła, jest występowanie silnego pozytywnego promieniowania. Jego intensywność mierzona jest w jednostkach Bovisa. Odnoszą się one do promieniowania ciała zdrowego człowieka, które w tej skali wynosi 6500 jednostek. To jest punkt odniesienia umożliwiający obiektywizację pomiaru. Na podobnej zasadzie punktami odniesienia przy pomiarze temperatury stały się, wprowadzone przez Celsjusza, momenty zamarzania i parowania wody. W skali Bovisa wszystkie pozytywnie działające na człowieka promieniowania zaczynają się powyżej wspomnianej granicy 6500 jednostek. W miejscach koncentracji energii przyrody, zwanych miejscami mocy, intensywność promieniowania przekracza poziom 18 000 jednostek. A tam, gdzie wibracje Ziemi i kosmosu są szczególnie silne, sięga ona poza granicę 50 000 jednostek Bovisa. Takie miejsca uznawane są za czakramy Ziemi.
Dla osób, które nie będą miały możliwości dokonania własnych pomiarów w opisywanych miejscach mocy, moc promieniowania podana w skali Bovisa też będzie ważną informacją. Wskaże ona bowiem, które z badanych punktów są najsilniejsze i pozwoli wartościować ich znaczenie. Tak samo istotną informacją może być dominujący kolor promieniowania. Dzięki niej możemy ustalić, jakie przeznaczenie posiadają występujące w danym miejscu wibracje.
W miejscach mocy można odnaleźć również wznoszące cieki wodne, których promieniowanie, w przeciwieństwie do innych cieków, nie tylko nie szkodzi, ale też rozprowadza i kanalizuje energie przyrody. Ponieważ cieki kierują się ku powierzchni ziemi, tworzą źródełka w miejscach mocy. Ich woda ma zazwyczaj właściwości uzdrawiające i lecznicze. Dlatego też kultem otaczano źródełka i studnie budowane w pobliżu dawnych sanktuariów. Kult źródełek był bardzo żywy wśród wielu dawnych plemion, w tym wśród Jaćwingów, którzy zamieszkiwali na ziemiach Polski Północno-Wschodniej, czy Celtów, którzy najwięcej śladów pozostawili na południu naszego kraju. Odprawiano przy nich rytuały i były one celem pielgrzymek. Picie wody z tych źródełek wzmacniało siły witalne. Biowitalność takiej wody w skali Bovisa zawiera się w zakresie między 6500 a 10 000 jednostek.
Dawne świątynie dopasowywano często do promieniowań kosmicznych nazwanych siatką szwajcarską oraz siatką diagonalną. Są to promieniowania tworzące układy regularnych sieci o wymiarach 2,5 na 2 m (siatka szwajcarska) oraz ok. 3,8 m (siatka diagonalna). Niewidzialne „ściany” promieniowania siatki szwajcarskiej układają się zgodnie ze stronami świata, a siatki diagonalnej po przekątnej do owych stron. Kiedyś wznoszono ołtarze na skrzyżowaniach tych sieci. Stanowiły one rodzaj niewidzialnych przewodów energetycznych, mających rozprowadzać energie z centrum miejsca mocy po całej świątyni.
Na większe odległości energie geomantyczne były przesyłane poprzez strefy (linie) geomantyczne, zwane też ley lines. W ważnych miejscach krzyżowało się kilka takich linii. Łączyły one różne miejsca kultu.
Potrafiono również wykorzystać negatywne promieniowania uskoków geologicznych. Stanowiły one rodzaj zapór odgradzających miejsce święte od otoczenia, sacrum od profanum.
Duże możliwości w zakresie precyzyjnego namierzania różnych rodzajów energii i obiektywizacji pomiarów stwarza wymieniana przy opisie badań w tej książce różdżka rezonacyjna L-4 (Lambda-4), zwana też anteną Lechera. Różdżka wyposażona jest w suwak umożliwiający odczyt rezonowanej energii na skali. Podane na niej jednostki odpowiadają wartości lambda ćwierć (stąd nazwa różdżki L-4), czyli jednej czwartej długości fali generowanej przez namierzane obiekty. Różdżka jest wyskalowana, dlatego określone wartości można przypisać różnym źródłom promieniowania, takim jak np. żyła wodna, siatka szwajcarska, pierwiastki chemiczne i minerały. Także różne plemiona mają przypisane wartości, które można odczytać za pomocą różdżki rezonansowej. Ślady energetyczne działalności człowieka nadają się do odczytania nieraz jeszcze po wielu wiekach. Nastawiając dane wartości na suwaku różdżki, precyzyjnie określimy, czy występują one w danym miejscu. Poszerza to znacznie możliwości badawcze. W wielu najstarszych polskich miejscach mocy po dziś dzień można namierzyć ślady bytności dawnych plemion.
W miejscach mocy używane są też techniki pomiarowe umożliwiające rejestrację występujących częstotliwości i określenie ich w hercach. Dzięki temu możliwe jest dokładniejsze poznanie przeznaczenia danego promieniowania. Może ono szczególnie działać np. na serce człowieka, czy być przeznaczone dla jednego z jego czakramów, czyli subtelnych centrów energetycznych.
Tak więc w geomancji i radiestezji, aby poznać niewidzialne energie wokół nas i zobiektywizować ich ocenę, wykorzystuje się wiele zróżnicowanych możliwości pomiarowych. Stosując je, przekonamy się, że subtelne oddziaływania miejsc mocy są czymś realnym i dającym się zbadać. Dzięki temu możemy zbliżyć się do wyjaśnienia wielu tajemnic z przeszłości.
Układ promieniowań, występujący w opisywanych w przewodniku punktach energetycznych, oddziałuje na nasza sferę podświadomą, a podświadomość przemawia do nas podczas medytacji własnym językiem, próbując „opowiedzieć” o funkcji i przesłaniu danego miejsca. Wystarczy wyciszyć się, zamknąć oczy i skoncentrować się na odbiorze symboli. Medytacja w miejscach mocy jest zazwyczaj bardzo głęboka.
Dzięki zastosowaniu odpowiedniej techniki medytacyjnej można uzyskać obrazy i symbole medytacyjne, które nazwałem przesłaniami miejsc mocy. Medytację należy poprzedzić ćwiczeniami oddechowymi. Świetnie nadają się do tego celu ćwiczenia oddechowe jogi (np. pranayama). Gdy ktoś nie zna wspomnianych ćwiczeń, wystarczy po prostu miarowo, głęboko i spokojnie pooddychać. Najważniejsze jest wyrobienie w sobie umiejętności wyciszania umysłu i nastawienie się na odbiór wszelkich przesłań symbolicznych, płynących z najgłębszej warstwy naszej psychiki. Siadamy z wyprostowanym kręgosłupem, koncentrujemy naszą uwagę na oddechu i nastawiamy się na odbiór przesłań miejsca mocy. Powtarzamy w myśli pytanie: jakie jest przesłanie medytacyjne danego miejsca, które najlepiej wyraża jego funkcję?. Pojawiającego się w czasie medytacji obrazu staramy się nie poddawać „obróbce” myślowej i nie podporządkowywać kryteriom logiki.
Przed przystąpieniem do medytacji nie należy przykuwać uwagi do jakiegoś szczegółu otoczenia, gdyż może to zakłócić pojawiający się obraz. Najczęściej przesłanie miejsca mocy w formie symbolicznej wyraża jakąś cechę charakterystyczną, związaną z funkcją danego miejsca bądź jego dziejami. Dzięki temu możemy często wiele dowiedzieć się o wydarzeniach z przeszłości, a nawet rozszyfrować tajemnice związane z badanym obiektem. Jeżeli kilka osób jednocześnie w danym miejscu mocy zagłębia się w medytację w poszukiwaniu symbolicznych przesłań, często pojawiają się obrazy uzupełniające się wzajemnie. Zapamiętujemy każdy odebrany symbol, myśl lub wrażenie, a po medytacji notujemy je. Zbieranie własnych doświadczeń w miejscach mocy jest bardzo ważne, gdyż właśnie one najlepiej wzbogacają naszą wiedzę i odczucia. Na tym właśnie polega pełne zwiedzanie opisywanych punktów energetycznych przedstawionych w przewodniku: nie tylko oglądanie, ale też – a może przede wszystkim – wewnętrzne doświadczanie.
http://magicznepomorze.comuv.com/index.php

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Radiestezja a miejsca mocy.

Post autor: janusz » 07 września 2012, 01:10

Gwiazdy mówią.....

MUZEUM ENERGII
W dawnym Egipcie potrafiono wykorzystywać niewidzialne energie otaczające człowieka. Podobno egipscy kapłani posiedli tę wiedzę od Atlantów. Według badań radiestezyjnych przeprowadzonych w słynnym Muzeum Egipskim w Kairze, już samo nagromadzenie w jednym miejscu wielu starożytnych eksponatów powoduje, że cały ten teren ma podwyższony poziom korzystnego promieniowania. Okazuje się, że wiele mebli w starożytnym Egipcie było konstruowanych w ten sposób, aby móc wykorzystać pozytywne oddziaływanie kształtów i symboli.

ObrazekTron faraona Tutenchamona. Na oparciu tronu znajduje się symbol Słońca: dysk słoneczny, z którego wychodzą promienie zakończone ludzkimi dłońmi. Badania radiestezyjne końców poręczy fotela, na których faraon trzymał dłonie, wykazały, że wysyłają one energię w kolorze białego światła, która działa uzdrawiająco.

Wahadła stare jak piramidy
Niektóre meble zgromadzone w muzeum zakończone są zdobieniem w kształcie rzeźby przypominającej znane u nas wahadło "Izis". Na jego pomysł wpadli w XIX w. dwaj radiesteci francuscy: Chaumery i de Belizal, którzy pierwsze takie wahadło skonstruowali, analizując promieniowanie kształtów starożytnych przedmiotów i nawiązując do symboliki egipskiego krzyża. "Izis" wysyła wibracje odpowiadające kolorowi białemu w widmie światła słonecznego. Może służyć zarówno do celów leczniczych, jak i do diagnostyki.
Znaleziska archeologiczne świadczą o tym, że radiestezja była znana i stosowana w praktyce już w epoce faraonów. W grobowcach znajdowano wahadła wykonane z różnych materiałów. Do najbardziej znanych należy wahadło "Karnak", odkryte w 1930 r. w jednym z sarkofagów w Dolinie Królów przez francuskiego radiestetę Antoine'a Bovisa. Wahadło ma charakterystyczny podłużny kształt. Wysyła promieniowanie, które można wykorzystać do celów terapeutycznych, a także jako nośnik różnego rodzaju energii.
"Ozyrys" jest także wahadłem egipskim. Emituje promieniowanie zieleni ujemnej* o dużym natężeniu. Stosuje się je do niszczenia wirusów i bakterii oraz w terapii chorób nowotworowych. Eksperymenty wykazały, że za pomocą "Ozyrysa" można przekazywać leczącą energię również na odległość.

Patent na długowieczność
Obrazek Widoczne w dłoniach licznych posągów cylindry faraonów są znakomitymi energetyzatorami.

Wśród eksponatów Muzeum Egipskiego zwracają uwagę rzeźby pary książęcej Rahotepa i jego żony Nofret (Nefrotit) z ok. 2600 r. p.n.e. Rahotep był najwyższym kapłanem w świętym mieście Heliopolis. Rzeźby wykuto z dwóch oddzielnych bloków wapienia. Oba posągi są w doskonałym stanie. Inkrustowane emalią oczy emanują silne promienie energii koloru białego. Rzeźby pochodzą z grobowca Rahotepa w Mejdum.
W dłoniach wielu egipskich posągów można zauważyć tzw. cylindry faraonów. Jest to w gruncie rzeczy rodzaj energetyzatorów zbudowanych z dwóch cylindrycznych rurek. Cylindry faraonów jako pierwsi opisali Władimir Kowtun i Rusłan Dobrowolski. Zwiedzając wystawę sztuki egipskiej w muzeum w Pawłowsku (30 km od Sankt Petersburga), odkryli cylindry w dłoniach posągów. Okazało się, że żaden egiptolog nie potrafił wytłumaczyć ich znaczenia. Rusłan Dobrowolski natrafił w Tbilisi na XIX-wieczny manuskrypt, w którym opisano budowę i znaczenie cylindrów: właśnie za ich pomocą egipscy kapłani mieli porozumiewać się z bogami. Cylindry pełniły też rolę energetyzatorów i wzmacniały organizm. Podobno używano ich także w celu zapewnienia długowieczności.
Cylinder Księżyca zrobiony jest z blachy cynkowej i należy go trzymać w lewej ręce. Natomiast cylinder Słońca, wykonany z blachy miedzianej, winien być trzymany w prawej ręce. Oba cylindry wypełnione są specjalną mieszanką minerałów. Ważna jest nie tylko zawartość cylindrów, ale również temperatura sporządzanej mieszanki.
Zrekonstruowane cylindry faraonów przeszły w Rosji całą serię badań. Okazało się, że trzymanie ich w dłoniach działa na organizm wzmacniająco i zwiększa jego odporność. Wibracja cylindrów harmonizuje także pracę organów wewnętrznych człowieka. Z powodzeniem zastosowano je przeciwko bezsenności, zmęczeniu, a także wspomagająco przy leczeniu nowotworów.
Władimir Kowtun w 1996 r. otrzymał patent na cylindry. W Polsce można je kupić w sklepach z akcesoriami radiestezyjnymi lub Feng Shui.

Miecz przeciw chorobom i tarcza przeciw złu
Egipcjanie starożytni stosowali (tak jak zresztą i współcześni - zwłaszcza na południu kraju) różnego rodzaju amulety. Z pewnością najbardziej popularnym jest krzyż życia Ankh. Jako znak hieroglificzny przedstawia on słowo "żyć". Od najdawniejszych czasów Ankh jest symbolem wieczności, gdyż linie, które go wyznaczają, dążą ku nieskończoności i nigdy się nie spotykają. Jako amulet krzyż ten miał za zadanie materializować zaklęcia odwołujące się do procesów życiowych człowieka - np. zaklęcie zachowujące zdrowie, leczące, odmładzające itp. Można potraktować go jako rodzaj anteny przyciągającej energię kosmiczną. W moc Ankh wierzono w starożytnym Egipcie powszechnie - czego dowodzą wizerunki licznych postaci trzymających w dłoniach krzyż życia.
Innym powszechnie stosowanym w egipskiej medycynie wzorem energetycznym jest oko Horusa. Oprócz mocy uzdrawiania symbol ten miał również moc ochronną, dlatego rzeźbiono go na sarkofagach, wykuwano w stelach, malowano na łodziach.
Faraon używał wielu amuletów ochronnych. Jeden z nich przedstawiał Ureusa, czyli atakującą kobrę, i był noszony przez króla na czole jako "płonące oko Re". Amulet ten chronił faraona, a także miał służyć do pokonania przeciwników.
Czasem na amuletach pojawiała się para oczu. Oko lewe (księżycowe) miało formę oka Horusa i miało moc uzdrawiającą. Natomiast oko prawe, przedstawiające Ureusa, miało chronić przed złymi energiami.

ObrazekKrzyż życia Ankh jest rezonatorem energii kosmicznej.

Wielka Piramida wytwarza energię kosmiczną
Starożytni Egipcjanie znali potęgę kształtów i znaków. Świadczą o tym staroegipskie kartusze. Kartusz to słowo pochodzące z języka francuskiego. Oznacza owalną ramkę zamkniętą prostą kreską, w której umieszczano imiona władców, różnego rodzaju napisy ochronne i promieniujące symbole. W komorze Davisona, znajdującej się w Wielkiej Piramidzie w Gizie, możemy znaleźć ciekawy pionowy kartusz zapisany czerwoną farbą. Zawiera on napis HRW - HNUM - HFW, co jest interpretowane jako: NAJWYŻSZY KHUM, OCHRANIAJ MNIE. Niektórzy powiadają, iż ten napis zdradza prawdziwą funkcję Wielkiej Piramidy - nie jako grobowca, lecz ogromnego generatora energii kosmicznych.
Zwiedzając Muzeum Egipskie w Kairze, warto zwrócić uwagę na eksponaty przypominające bumerangi, z których emitowana jest silna negatywna energia w zakresie zieleni ujemnej. Niektórzy badacze uważają, że owe promieniujące negatywnymi wibracjami bumerangi miały niegdyś wielką siłę niszczącą. Istnieją teorie mówiące, że starożytni Egipcjanie (a być może Atlanci) zawieźli bumerangi z Egiptu do Australii i podarowali je aborygenom, którzy sprawnie posługują się nimi do dzisiaj.

Obrazek W dawnym Egipcie używano przedmiotów przypominających bumerangi.

Tezeusz i Ariadna
fot. autor

ODPOWIEDZ