Krzysztof Jackowski - fenomen czy norma?

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Krzysztof Jackowski - fenomen czy norma?

Post autor: Blad » 26 stycznia 2011, 12:40

O "jasnowidzu" z Człuchowa pewnie wielu z was słyszało ale trochę przybliżę tą sylwetkę.
Jasnowidz Krzysztof Jackowski zebrał kilkaset dokumentów potwierdzających współpracę z polską policją. Rozwiązuje średnio jedną sprawę w tygodniu. Policja idzie jednak w zaparte: – Nie ma czegoś takiego jak współpraca policji z jasnowidzami.



Komisarz: – Jest w nim coś odpychającego. Coś, co sprawia, że nie chce się z nim dłużej przebywać.
Co takiego?
– Jest inny.
Oficer operacyjny: – Powiedział, że rozmawiał ze zmarłą. Tego było dla mnie za wiele.
Funkcjonariusz sekcji kryminalnej zespołu ds. poszukiwań: – Przepowiedział koledze śmierć. Dwa lata później ten kolega zabił się w radiowozie. Chciałby pan mieć takiego znajomego?
Oficer CBŚ: – Żaden policjant w Polsce nie przyzna się pod nazwiskiem, że Jackowski pomógł mu w rozwiązaniu sprawy.
Dlaczego?
– Bo to jasnowidz.
Krzysztof Hajdas z Zespołu Prasowego Komendy Głównej Policji ucina temat: – Nie ma współpracy polskiej policji z jasnowidzami. Nie ma.

Oficjalnie policjanci rozmawiają o nim niechętnie albo wcale. Nie chcą przyznawać się do współpracy. Wymijająco o Jackowskim mówią nawet komendanci - autorzy pochwalnych listów. Najczęściej, że to był incydent albo że sprawy nie znają, a pisali na prośbę podwładnego.
Krzysztof Jackowski zaś od początku swojej współpracy z policją zbierał pisma. Te potwierdzające współpracę. Dziś w swoim archiwum ma kilkaset listów gratulacyjnych z całego kraju. Na nich policyjne pieczęcie, państwowe godła, podpisy komendantów i naczelników. Treść z grubsza ta sama: Komenda Policji taka to a taka dziękuje za pomoc w śledztwie, gratuluje lub przynajmniej zaświadcza fakt współpracy.

Papiery potwierdzają odnalezienie ponad sześciuset ciał, pięćdziesięciu osób zaginionych i ustalenie przebiegu stu pięćdziesięciu zbrodni. Jeżeli dodać do tego wizje nietrafione, a sam Jackowski przyznaje, że taka jest co piąta, będzie jeszcze ze dwieście niepotwierdzonych przypadków współpracy z organami ścigania. Czyli tysiąc w ciągu dwudziestu lat, pięćdziesiąt w roku, cztery w miesiącu. Średnio jedna tygodniowo.

To tak jakby Jackowski był w policji na etacie. Jakby sam był małą komendą. Dokumenty mówią o przekazaniu informacji, podaniu zgodnej z faktami wersji wydarzeń, udzieleniu wskazówek odnośnie przebiegu zbrodni albo miejsca przebywania zwłok. Nigdzie nie pada słowo „wizja”. Ani „jasnowidzenie".
Wizja nr 1: Klątwa

To był urzędnik. Stoi na podwórzu starej kamienicy, przy szopie. Od tyłu zakrada się do niego dwóch mężczyzn. Jeden z nich zadaje cios nożem, potem drugi, trzeci. Nóż się łamie. Widzi to kobieta.

Policjant z Łomży: – Jackowski chciał mieć do wizji osobistą rzecz ofiary. Koledzy zawieźli notes. Nic mu o sprawie nie powiedzieli. Kiedy się okazało, że to, co mówi, ma sens, przywieźli Jackowskiego do Łomży i zabrali na grób ofiary. Potem kazali mu znaleźć miejsce zbrodni. Wiedzieli, gdzie to jest, ale chcieli go sprawdzić. Po jakimś czasie dotarł. Zrobił na nich wrażenie, bili mu brawo.

O sprawcy nie powiedział nic istotnego. Nic, co mogłoby pomóc w śledztwie. Finał tej sprawy był makabryczny. Jeden z prowadzących śledztwo z głupia frant zapytał Jackowskiego, ile będzie żył. Ten powiedział mu, że niedługo zginie w wypadku samochodowym. Dwa lata później policjant zabił się w radiowozie. – Jakby klątwę rzucił ten Jackowski. Chciałby pan mieć z kimś takim do czynienia? Ja nie chcę – mówi policjant, który brał udział w tamtym śledztwie.

Koszula wyciągnięta ze spodni. Ruchy nerwowe. Gestykuluje tak, że mógłby rękami pozabijać. Sprawia wrażenie roztargnionego, niepoukładanego bałaganiarza. Człowieka, który nie wie, co to terminarz, kalendarz, zegarek. Na pierwszy rzut oka Jackowski jest wesoły, bezpośredni, dowcipny i energiczny. Ekstrawertyk, brat łata. Ale już po paru minutach rozmowy opowiada, jakim ciężarem jest jego dar. Nie wychodzi mu z kobietami. Rodzina się rozpadła. Przyjaciół brak. Odsunął się od ludzi.

– Jestem strzępkiem nerwów – mówi. – Palę papierosa za papierosem. Podczas wizji pobieram energię zdarzeń. Żyję zanurzony w zbrodni. To się odkłada, nawarstwia. Rodzi mrok. W sylwestra, którego od lat spędzam sam w domu, dostaję SMS-y z życzeniami: „Krzysztof, wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Jak najwięcej zwłok”.

Wizja nr 2: Mrok

Dom jednorodzinny pod Częstochową. Kobieta ma na imię Sylwia. Zna jakąś straszną tajemnicę. Wie o czyjejś śmierci. O morderstwie. Wie, kto jest zabójcą. Ten zabójca ją dusi. Zwłoki Sylwii zawinięte są w folię. Leżą obok innego ciała. To mężczyzna. Właśnie prawdę o jego śmierci znała Sylwia.

Oficer operacyjny: – Sprawa zaginięcia, którą się zajmowałem, zainteresowała twórców serialu telewizyjnego „Eksperyment jasnowidz”, którego pan Jackowski był bohaterem. Poszukiwaliśmy zaginionej Sylwii S. Kobieta utrzymywała się z prac dorywczych i, delikatnie mówiąc, nie gardziła towarzystwem mężczyzn. Często jeździła na saksy. Postawiliśmy hipotezę, że pojechała do Niemiec z jednym z kochanków. Twórcy programu dostarczyli nam kasetę z nagraniem wizji pana Jackowskiego.

Dwa miesiące później koledzy z Częstochowy, pracując nad zupełnie inną sprawą, zatrzymali morderców Sylwii S. Jej byłego męża i jego brata. Rzeczywiście zabili, bo Sylwia S. wiedziała o dokonanym przez nich wcześniej morderstwie. Ciała obu ofiar znajdowały się w tym samym miejscu – na wysypisku śmieci w Brzezinach. Ciało Sylwii zawinięte było w folię.

Oficer dodaje: – Jackowski twierdził, że przekazuje słowa Sylwii S.: „Wychowywała mnie babcia Fredzia, przeżyłam śmierć Bogdana”. Żeby było jasne, utrzymywał, że mówiła do niego osoba z zaświatów. Trup miał opowiadać niezwiązane ze śledztwem fakty, żeby podnieść w oczach żyjących swoją wiarygodność! Przepraszam. Jak dla mnie, tego było już za wiele. Ale informacja o Fredzi i Bogdanie była prawdziwa. Potwierdziła to później matka Sylwii S.

Jackowski twierdzi, że pierwsze wizje, a raczej wówczas jeszcze przeczucia, pojawiły się w wieku 25 lat. Przychodziły same. Nigdy nie dotyczyły jego osobiście, tylko otoczenia. Raz czuł, że na ulicy ciągnik uderzy w malucha, i po godzinie uderzał; kiedy indziej, że ktoś spadnie z fabrycznego komina, dzień później spadał monter. Jeszcze przez 10 lat pracował w wyuczonym zawodzie tokarza. Po godzinach przywoływał wizje. Najpierw dla osób prywatnych, później dla policji w rodzinnym Człuchowie, wreszcie dla komend w całym kraju. W końcu rzucił pracę i zaczął żyć tylko z wizji. Jego specjalność to odnajdywanie zwłok.

Jackowski mówi: – Zmarli, których znalazłem, to moi przyjaciele. Nie znałem ich, ale stale czuję ich bliskość. Żeby przywołać wizję, muszę mieć jakąś osobistą rzecz osoby, której szukam. Ale to nie koszula, nie sweter do mnie mówią, tylko ci zmarli. Uświadomiłem to sobie kilka lat temu. Kiedy znajduję ciało topielca siedem kilometrów od miejsca utonięcia, to znaczy, że muszę odbierać informację, którą on przekazuje po śmierci. Jeśli nikt nie widział, jak topielec tonie, to skąd ja wiem, gdzie leży?

Oficer CBŚ: – Świat opisywany przez Jackowskiego znacząco odbiega od ogólnie przyjętego obrazu. Dlatego wielu policjantom trudno go zaakceptować. Dla mnie początkowo było największym problemem, jak wizje jasnowidza formalnie włączyć do materiałów dochodzeniowych. Wydawało mi się niepoważne dawać prokuratorowi teczkę, w której obok odcisków palców, wywiadu środowiskowego czy sekcji zwłok jest zapis wizji jasnowidza. Dziś nie mam takich dylematów. Wypracowaliśmy dwa sposoby: przesłuchujemy Jackowskiego jako świadka albo traktujemy jako źródło operacyjne, po którym w aktach z zasady nie pozostaje żaden ślad. A i spraw z udziałem Jackowskiego zrobiło się tyle, że prokuratorzy gładko to przyjmują. Ba, zdarza się, że sami powołują go na biegłego. Przyzwyczaili się.

Wizja nr 3: Sława

Dziewczyny się rozdzieliły. Tylko jedna pojechała do Berlina. Druga została w jakimś zrujnowanym domu. W niektórych oknach nie ma szyb, są pozabijane deskami. Przecieka dach. Ten dom stoi w lesie koło Słupska. Dziewczyna miała niebieską sportową torbę. Nie żyje od kilku tygodni. Została tam zamordowana. Jej ciało wciąż jest obok tego domu.

Policjant ze Słupska: – Na podstawie opisu Jackowskiego rodzice zaginionej dziewczyny znaleźli zrujnowany dom, leśniczówkę. Okazało się, że mieszka tam kolega ich córki z wujem. Znali chłopaka. Ściągnęli policję, ale skończyło się na niczym. Nie było żadnych dowodów, że popełniono tam jakiekolwiek przestępstwo. Nie można zatrzymać człowieka na podstawie samej wizji. I całe szczęście, że nie można. Pół roku później słowa Jackowskiego się potwierdziły. Wujek chłopaka zeznał, że to siostrzeniec zabił. Zgwałcił dziewczynę, poćwiartował, a ciało spalił w piecu.

To właśnie takie sukcesy – z opóźnionym zapłonem – najskuteczniej budują legendę Jackowskiego. Komisarz: – Sytuacje, kiedy najpierw się kpi, a później trzeba odszczekać, zostają w pamięci. Tworzą się historie jakby wyreżyserowane przez życie, z własnym napięciem i zwrotami akcji. Kochają to media, zwłaszcza telewizja i bulwarówki. Kupują każdą taką opowieść. Jackowski stał się gwiazdą.

Sam twierdzi, że rozgłosu na siłę nie szuka, ale popularność sprawia mu przyjemność, a jakże. Polskie telewizje dwukrotnie emitowały serial dokumentalny z Jackowskim w roli głównej. W ubiegłym roku wystąpił w japońskim programie telewizyjnym. Z policyjnych zdjęć ofiar odczytywał historie ludzi i krzywdę, która ich spotkała. Był w formie, sypał szczegółami, datami, nazwiskami. Japończycy uznali go za najskuteczniejszego jasnowidza na świecie.

Redakcja tygodnika „NIE” chce go namówić na jeszcze jedno wyzwanie. Niech rzuci na kolana Amerykanina Jamesa Randiego, właściciela fundacji, która zadeklarowała, że każdemu, kto udowodni, że ma paranormalne umiejętności, zapłaci milion dolarów. Na razie Jackowski odmawia, twierdząc, że Randi jest zwykłym oszustem.

Odmawia z bólem serca. Jakaż to byłaby dla niego okazja! Nie o milion szła rozgrywka, ale o honor, o marzenie życia. Jackowski przecież od lat, każdego dnia nie robi nic innego, tylko udowadnia. On żyje dla udowadniania. Coś go gna. Musi pokazać, że nie jest hochsztaplerem, swych wizji nie wymyśla, takich rzeczy w ogóle wymyślić się nie da. Dlatego nazbierał tyle dokumentów z godłami. Mówi: – Moje wizje są potwierdzone urzędowo.

Funkcjonariusz sekcji kryminalnej zespołu ds. poszukiwań: – Prawda jest taka, że Jackowski jest sławny. Przez 15 lat do dziś niemal każdy policjant, który zajmuje się poszukiwaniem zaginionych, miał z nim kontakt. Policjant z wydziału dochodzeniowo--śledczego: – Bardzo często koledzy od razu lecą z każdą sprawą do Jackowskiego. Nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu jasnowidza w śledztwie, ale powinien to być instrument ostateczny, stosowany wtedy, kiedy wszystko inne zawodzi. Współpracowałem z nim wielokrotnie i wiem, że jego wizje są bardzo nierówne. Raz trafia w stu procentach, raz w połowie, a czasem wcale. Dlatego zawsze do tych wizji mam podejście sceptyczne. Dopiero jeśli jego słowa zaczynają się w toku śledztwa potwierdzać, korzystam z tych informacji. Wcześniej taka wizja może wprowadzić policjantów w błąd, a dochodzenie pchnąć na manowce.

Krzysztof Hajdas z biura prasowego KGP jest nieugięty. Dla niego kogoś takiego jak Jackowski w ogóle nie ma. – Nie mogę odnieść się do żadnego konkretnego jasnowidza. Powiem ogólnie: tego typu osoby pojawiają się na peryferiach dochodzeń wyłącznie za sprawą rodzin ofiar czy osób zaginionych. Rodzina idzie do jasnowidza, a później powiadamia policję, że zna osobę, która wie coś istotnego dla sprawy. Funkcjonariusze nie mają wtedy wyjścia. Jeśli nie chcą łamać kodeksu postępowania karnego, muszą przesłuchać jasnowidza. Inaczej złamaliby kodeks.
– A skąd listy gratulacyjne?
– Właśnie stąd.

Wizja nr 4: Przeznaczenie

Jackowski w restauracji czeka na ludzi, dla których ma wykonać wizję. Są trzy rodziny. Za nimi podróż przez pół Polski tylko po te kilka sekund. Potrzebuje jakiejś osobistej rzeczy osoby, o której ma mówić. Ja przyniosłem czapkę żony. Nic jej nie jest. To ma być test. Niezależny od jego dokumentów i listów gratulacyjnych ostateczny dowód. Jeśli opisze właścicielkę czapki – jak wygląda, ile ma lat, gdzie mieszka, czy ma dzieci – zdał.

Ludzie czekają w kolejce. Restauracja mu nie przeszkadza. W telewizji Jackowski lubi wykonywać teatralne gesty, ale tak naprawdę wizję może przywołać wszędzie. Jego asystent prowadzi ludzi do mistrza. Zdradza parę tajników: – Bywa, że Krzysztof siedzi w domu rozparty w fotelu, grzebie w komputerze albo ogląda film w telewizji. Obok leżą rzeczy trupa. Robi coś, robi, a nagle wstaje i już. Skończył wizję.

Mawia, że najważniejszy jest luz. Nie można wizji pożądać, trzeba mieć ją w dupie. Ale zarazem być stanowczym. Nie prosić o informację, tylko jej żądać. Jackowski przy stoliku miętosi w dłoni czyjąś koszulę. Patrzy na zdjęcie młodego chłopaka. Będzie wizja. Rozgląda się, wącha koszulę, przykłada do czoła, oddala, znów zbliża. Dłonią wpędza do nozdrzy zapach. Oczy częściowo uciekły mu pod górne powieki. Drżą. Będzie wizja. Już jest tuż-tuż.

Naprzeciwko siedzi kobieta. Matka. Oczy napuchnięte od łez. Będzie śmierć.
– Syn nie żyje. Został przed miesiącem zamordowany przez kogoś, kto podszedł z tyłu. Nie widzę tej osoby, ale to był ktoś postawny i silny. Ciało syna leży w jeziorze w pobliżu drewnianego pomostu. Proszę dać kartkę, narysuję mapkę – mówi Jackowski.
Matka nie ma karteczki. Ktoś jej podaje. Ale czy to na pewno? Czy nie ma nadziei? Może pomyłka? Może syn żyje?
Teraz ja. Ja mam czapkę, będę słuchał o żonie.
Jackowski: – Widzi pan. To jest właśnie najgorsze. Nienawidzę tego. Muszę mówić matkom, że straciły dzieci, żonom, że mężowie nie wrócą. Dzieciom, że mama leży poćwiartowana na wysypisku śmieci. Ja mam, proszę pana, średniej wielkości własny cmentarz. Sześćset ludzkich historii. Mówię o nieszczęściach, o śmierci, zdradzie, chorobie, przeznaczeniu, które musi się wypełnić. Ja już przez ten ból uciekam od ludzi. Jak najmniej ludzi. Nie chcę ludzi. Wystarczą rzeczy. A pan co ma?
– Czapkę. Czemu pan tego nie rzuci? Po co pan to robi?
– Bo umiem. Każdy ma w życiu zadanie do wykonania. Czasem wychodzą niesamowite rzeczy. Wie pan? Wszystko, co ma się zdarzyć, już się zdarzyło. Tylko musi się wypełnić. To jak taśma z filmem, który reżyser wymyślił i nakręcił, ale jeszcze sam go nie widział. Film już jest zmontowany, ale reżyser jeszcze nie wie do końca, jak wszystko wygląda. Pan da tę czapkę, zobaczymy, co się da powiedzieć.
– Panie Krzysztofie, proszę wybaczyć. Rozmyśliłem się. Już nic nie chcę wiedzieć. Niech zostanie tak, jak jest.



Igor T. Miecik, Newsweek http://www.przyszloscwprzeszlosci.info/ ... -jackowski

I taka z najnowszych spraw którym zajmuje się Krzysztof Jackowski.



Wracając do meritum sprawy, Dla mnie zdolności Pana Krzysztofa nie są czymś nienormalnym, paranolmalnym czy niemożliwym.
Każdy z nas potrafiłby coś takiego zrobić gdyby tylko się postarał. Trzeba pracować nad sobą, pracować nad sobą, pracowć nad sobą. Dawno temu człowiek miał takie możliwości, ale jeżeli coś jest nieużywane ,, zanika. Tak też jest z naszymi umiejętnościami.

PS. Sprawa zaginionego chłopaka wyjaśniła się, jego ciało znaleziono w pobliżu miejsca gdzie wskazał Krzysztof.
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Re: Krzysztof Jackowski - fenomen czy norma?

Post autor: chanell » 06 kwietnia 2011, 11:00

Moimi przyjaciółmi są zmarli – mówi Krzysztof Jackowski.

Rzecz miała miejsce kilka lat temu w zachodniej Polsce. Policja od kilku tygodni bezskutecznie poszukiwała dziewczyny, która po prostu „zapadła się pod ziemię”. Wszystko zmieniło się w momencie, kiedy na miejscu pojawił się Krzysztof Jackowski. W trakcie wizji nagle poczuł wyraźnie, że ktoś próbuje z nim nawiązać kontakt. Najpierw opowiada, jak doszło do bestialskiego morderstwa, a potem opisuje miejsce, gdzie zostały ukryte zwłoki…

Krzysztof Jackowski już dawno zorientował się, że część jego sukcesów nie zawdzięcza bynajmniej swojemu niewątpliwie genialnemu darowi jasnowidzenia, który pokonuje w tak niezwykły sposób barierę „czasu i przestrzeni”, ale właśnie osobom zmarłym, które nawiązują z nim kontakt!

Zresztą to "odkrycie" zdarza się także zwykłym ludziom, nawet policjantom. Podczas naszego pobytu w Stanach Zjednoczonych mieliśmy okazję zapoznać się z unikalną dokumentacją następującej historii. Na posterunek policji zgłaszają się rodzice zamordowanego chłopaka. W trakcie ich zeznań cały czas rozmowa jest nagrywana przez policjantów na magnetofon. Jakież jest ich zdziwienie, kiedy po odsłuchaniu nagrań na taśmie słychać wyraźny głos, który rodzice rozpoznają bezbłędnie – to głos zamordowanego syna!

Podał on nazwisko mordercy i miejsce ukrycia zwłok. Ten materiał został przez nas nagrany w Teksasie w ramach „Projektu Messing”, o którym mówimy coraz więcej i który obok projektu „Otwarte Niebo” będzie naszym priorytetowym projektem w tym roku.

4 kwietnia 2011 roku Krzysztof Jackowski podczas spaceru po Warszawskiej Starówce wypowiedział się w sprawie swoich przemyśleń o kontaktach ze światem zmarłych. Jego wnioski na pewno są warte zapamiętania wszystkim, którzy szukają dowodów na istnienie „życia po śmierci”

http://www.youtube.com/watch?v=81T5DrWi ... r_embedded

http://www.nautilus.org.pl/?p=artykul&id=2323
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

ODPOWIEDZ