Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: janusz » 25 czerwca 2015, 00:22

Święty Jan czyli dusza na szczycie świata
Wojciech Jóźwiak - okiem astrologa

Obrazek

Kiedy u plemion żyjących nad Wisłą i Odrą zmieniano wiarę i stawało się jasne, że to nie jest chwilowa fanaberia książąt z Gniezna i że chrześcijańscy misjonarze już sobie nie pójdą, skąd przyszli, wtedy kapłani starej religii zaczęli studiować nowe nauki i badać je pod kątem, czy nie dałoby się ich gładko połączyć z pradawną wiarą.

A przede wszystkim, czy pod okiem nowych kapłanów będzie można celebrować odwieczne obrzędy, bez których Słowianie nie wyobrażali sobie życia. Głównym z nich było święto obchodzone około letniego przesilenia, podczas najkrótszych nocy. Przetrwało ono i dotarło do nas przez wieki pod nazwą Kupała lub Kupalnocka.

Sprytne zwycięstwo pogan nad Kościołem

Było to święto połączenia światów ludzi i bogów - a przy okazji wszelkich innych przeciwieństw: nocy i dnia, ciemności i światła, wody i ognia, dzikiego lasu i uprawnego pola, kobiety i mężczyzny. Właśnie w ceremonialnym spotkaniu kobiet i mężczyzn wyrażało się połączenie tamtych wszystkich przeciwieństw. Zanurzano się w wodzie, po czym młodzieńcy wyławiali z wody narzeczone, widząc w nich „dar" z zaświatów. Skakano w ogień i dziewczęta cieszyły się widokiem chłopców wynurzających się z ognia niby z krainy świetlistych bóstw. Czy będzie można to robić dalej, kiedy już cieśle stawiają nowe kościoły?

Mędrcy dawnej wiary zrobili wywiad: co Kościół świętuje w porze najkrótszych nocy? Świętego Jana! A czegóż dokonał ów bohater? Ochrzcił Chrystusa, zanurzając go wodzie Jordanu! Słowiańscy szamani ucieszyli się: scena Jezusowego chrztu przypominała im to, co działo się podczas Kupały. Tak - powiedzieli - będziemy co roku na świętego Jana inscenizować tamten Boży chrzest, i będziemy to robić tak samo jak dotąd! I w ten sposób wigilia świętego Jana została przechwycona przez miłośników pogańskiej tradycji. Oczywiście, wraz z mijaniem pokoleń sens tej tradycji zacierał się w pamięci, tym bardziej że klerykom nie podobało się, że tej nocy ich owieczki zapominają o przykazaniu „nie cudzołóż". Jednak przesłanie dawnego święta Kupały zachowało się w pieśniach i symbolach, i dzisiaj możemy je zrekonstruować.

Obrazek Swarożyc.

Gdy umysł żąda wolności

Jaki jest astrologiczny sens świętojańskich świąt? Związane są one z letnim przesileniem czyli solstycjum - momentem, kiedy Słońce, przesuwając się na tle gwiazdozbiorów, znajduje się najdalej od równika. W Egipcie lub w północnych Indiach świeci ono wtedy w zenicie. U nas jest najwyżej na niebie, zachodzi najpóźniej, noc jest najkrótsza. Zwykle dzieje się to 21 czerwca, i tak też jest w tym roku. Św. Jana jest trzy dni później, ale różnica jest niezauważalna. Dawną pogańską Kupałę obchodzono prawdopodobnie podczas pełni najbliższej przesilenia. Etnolodzy tłumaczą, że urządzanie wielkich świąt w tym czasie miało też taki sens, że był to okres odpoczynku od prac w polu. Skończono sianokosy i czekano, aż dojrzeje zboże. Ustawała gospodarska krzątanina. Jednak wydaje mi się, że za tym kryje się głębsze zjawisko. Od dawna nie uprawiamy już roli wołem i sochą, a jednak w tym czasie coś dziwnego dzieje się w naszych umysłach. W czerwcu Słońce, idąc przez znak Bliźniąt, dochodzi do swojej najwyższej pozycji na niebie. To, co jednocześnie dzieje się w naszych duszach przypomina wchodzenie na szczyt góry. Wspinać się jest czymś wspaniałym: coraz wyżej i wyżej, coraz więcej świata widać, człowiek czuje się coraz bardziej wolny i coraz bliższy górnym i boskim światom. Wchodzenie na górę to jakby zrywanie z ciążącym żywiołem ziemi i wzbijanie się w powietrze. Nie darmo wtedy Słońce jest w powietrznym znaku Bliźniąt.

Dosyć myślenia czas na emocje


Lecz kiedy już jesteś na szczycie, co dalej? Na szczycie miejsca dla stóp jest mało i wielka przestrzeń naokoło łączy się z ciasnotą. Podziwiasz widoki, ale są one dalekie i niedosiężne. To jest smutek szczytu. Ale każdy następny krok prowadzi w dół.
Kiedy Słońce zbliża się do końca znaku Bliźniąt, do letniego przesilenia, panuje taki właśnie nastrój. Jest pięknie: masz w nadmiarze światła, ciepła, powietrza, pozytywnych „klimatów" - ale co dalej? Nie zatrzymasz tego, podobnie jak powietrza w płucach, i w tym momencie zaczynasz pragnąć, by coś się z Tobą stało. Potrzebna jest burza, wstrząs, poruszenie i połączenie rozdzielonych żywiołów. Dawni słowiańscy mędrcy znakomicie wyczuli, że w tej porze roku konieczny jest rytuał łączący to, co rozdzielone. I zaprojektowali święto Kupały. Astrologicznie obrzędy kupalne są inscenizacją wejścia Słońca do znaku Raka. Słońce reprezentuje tu ogień, znak Raka, główny wodny znak - żywioł wody. To co najgorętsze i najjaśniejsze, Słońce, zanurza się w chłodnych i ciemnych wodach znaku Raka. Jednocześnie intelekt znaku Bliźniąt ustępuje miejsca emocjom Raka. Nie na darmo Noc Kupały była najbardziej emocjonującym świętem w słowiańskim kalendarzu!

Obrazek

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: janusz » 01 lipca 2015, 12:41


Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: janusz » 22 lipca 2015, 23:43

Zalew w Sieniawce

Na upalne dni, miłośnikom wycieczek rowerowych wokół Ślęży, polecam dawny ''Staw Trzcinowy'' w Sieniawce. :D
Zbiornik ma ok. 300 m długości, pełni funkcje retencyjne i rekreacyjne – nad nim funkcjonuje Ośrodek Wypoczynku i Rekreacji Sieniawka (kąpielisko z małą gastronomią i polem biwakowym)

Obrazek
Kąpielisko „ZALEW” w Sieniawce – niestrzeżone.

http://dolnyslask360.pl/miejsce.php?q=696

Obrazek

Obrazek Dwór rycerski w Sieniawce.

Dwór o konstrukcji szachulcowej, bardzo oryginalny i malowniczy zabytek z 1678 r. Kiedyś tak budowane dwory były liczne na Śląsku, wznosiły je mniej zamożne rodziny rycerskie, ale ze względu na wrażliwość drewnianej konstrukcji na wilgoć zaniedbania szybko prowadziły do ich niszczenia. Zwłaszcza okres powojenny, kiedy dwory były oddane pod opiekę (a raczej „na pastwę”) PGR-ów przyczynił się do tego, że szachulcowe budynki dworskie niemal zniknęły ze śląskiego krajobrazu. Obecny budynek dworu w Sieniawce powstał w 1678 r., ale prawdopodobnie już wcześniej istniała w tym miejscu obronna siedziba rycerska, o czym świadczy zachowana pozostałość fosy. Budynek remontowano na pocz. XX w. i w 1968 r.; obecnie służy jako dom mieszkalny.

Obrazek Zegar słoneczny

Obrazek

Dwór jest budynkiem piętrowym (kondygnacja parteru częściowo murowana), na planie wydłużonego prostokąta, dwutraktowym, nakrywa go wysoki, dwuspadowy, gontowy dach. W drewnianym portalu znajduje się data budowy, monogram IHS i inicjały fundatora (MRA IPH), a wyżej zegar słoneczny. Za dworem rozciąga się niewielki park, po przeciwnej stronie – zespół budynków dawnego folwarku z obszernym dziedzińcem (zabudowa z połowy XIX w.). Gospodarkę dworską przypomina też ciąg pięciu stawów rybnych na potoku na płd.-zach. od dworu.

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: janusz » 14 sierpnia 2015, 00:05


https://www.youtube.com/watch?v=gTld7BlqCWw

Opublikowany 26.07.2015
Pytania i odpowiedzi do ostatniego filmu poświęconego Ślęży i jej pradawnej historii. Tym razem odpowiadamy na pytania związane z kopalnią złota na szczycie Ślęży oraz osadnictwem rzekomych Silingów na Śląsku.

Ślęża - Góra Bogów:
https://www.youtube.com/watch?v=cZUGTKdahO0

Dodatkowe informacje na blogu:
http://eloblog.pl/pytania-i-odpowiedzi- ... -na-slezy/

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: janusz » 13 listopada 2015, 21:22


Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: janusz » 28 listopada 2015, 14:29

Będkowice: W cieniu Śląskiego Olimpu
15 MARCA 2015 - AUTOR: JOANNA LAMPARSKA - DZIAŁ SERWISU: DOLNY ŚLĄSK JAKIEGO NIE ZNACIE

Trudno gdybać nad tym, co jadali właściciele dworu w Będkowicach, na pewno jednak uwielbiali piwo. Jeśli kamienie nauczą się kiedyś mówić, to opowiadać będzie o tym wejście do dworu. Ma piękny, renesansowy portal z piaskowca i dziwne wgłębienia po bokach, gdzieś tak na wysokości czterdziestu – pięćdziesięciu centymetrów. Lesław Pańczyszyn, właściciel dworu przypuszcza, że te wgłębienia mają związek z kulinarnymi gustami dawnych gospodarzy.


– Tędy wnoszone były beczki z piwem. To najprawdopodobniej było szesnastoprocentowe piwo warzone w Świdnicy, przywożone tutaj w beczkach o pojemności stu pięćdziesięciu litrów. Ich najszersza część nie zmieściłaby się w tym przejściu. W jednym miejscu wejście zostało więc poszerzone – mówi obecny właściciel. Potwierdza to Cezary Buśko, wrocławski archeolog. Przypomina, że podobnie robiono w kamienicach w samej Świdnicy, choć czasem ościeże wycierało się od przepychania beczki, a czasami było po prostu poszerzane. Ze Świdnicy do Będkowic jest zaledwie około dwudziestu kilometrów, transporty z piwem nie musiały długo jechać, a jęczmienny, a potem pszeniczny napój z tego miasta miał (do czasu) cenioną jakość. Kto wie, może właściciel dworu siadał sobie przed domem i z kuflem piwa, spoglądał na Ślężę, górę pełną czarów? Bo, co jak co, ale widok z okien dworu jest nie podrobienia.

Obrazek

Pod górą kalendarzową

Będkowice powstały w miejscu wyjątkowym. Po wschodniej stronie Masywu Ślęży, na wysokości 200-222 m npm. Choć Ślęża nie jest wielka jak Mont Everest, ani sławna jak Olimp to wzbudza o wiele więcej emocji niż jakiekolwiek inne wzniesienie. Dlaczego? Bo wyrasta nieoczekiwanie na wielkiej pustej przestrzeni, podobno ukryte są na niej skarby, nazistowskie fabryki oraz sztolnie, ma mnóstwo legend i badacze wciąż spierają się o genezę jej powstania. O Ślęży powstają poematy i setki książek. Już w XVIII wieku Gottfried Heinrich Burghardt pisał, że nazywa się ją często Śląską Wyrocznią albo Calender. „Nauczono się bowiem z długiego doświadczenia, że wówczas, gdy góra nakłada sobie czepiec, to znaczy, kiedy chmury opuszczają się na jej szczyt, przyczepiając się do niego, wówczas z pewnością spadnie ulewa, albo w innej porze roku spadnie śnieg (…) Dlatego ów wierzchołek wydaje się być zręcznym astrologiem przepowiadającym przyszłą pogodę. Dlatego śląscy rolnicy nie muszą kupować kalendarzy” (tłum. Wojciech Kunicki za „Podróż na Górę Ślężę, Wrocław 2012). Z zachodnich okien dworu właściciele mogli więc bez problemu obserwować szczyt Ślęży i przewidywać pogodę.

Niestety, o samych Będkowicach ciągle niewiele wiadomo. Wieś została po raz pierwszy wymieniona w 1209 roku, w dokumencie księcia śląskiego Henryka I Brodatego, który został wystawiony dla opactwa augustianów na Piasku we Wrocławiu. Dokument ten określał przebieg granicy pomiędzy włościami księcia a ziemiami zakonników w tym regionie. Ponad trzy wieki później po dawnej stronie księcia stanęła rezydencja otoczona fosą, bardzo prosta w formie, surowa, a przez to monumentalna. Trudna dla obecnego właściciela, bo to nie młody pałac z krótką przeszłością. To nie zamek opisany przez setki historyków. To prawdziwy, renesansowy kolos z tajemnicami, których nie sposób wyjaśnić, bo od wieków nie żyją ludzie, którzy znali odpowiedzi na większość pytań. Tutaj należy wydzierać informacje ze ścian, działać powoli, ale i rozważnie.

Obrazek

– Zawsze chciałem mieć zamek. Nie pałac, ale właśnie zamek. Surowy, duży, wielopokoleniowy – mówi Lesław Pańczyszyn. We Wrocławiu ma sklep z bronią, ale razem z żoną zdecydowali, ze zamieszkają w Będkowicach. Ze stolicy Dolnego Śląska to tylko czterdzieści kilometrów, ale i aż czterdzieści, kiedy już zakosztuje się wiejskiego życia. Najpierw dojeżdżali do dworu z miasta, zastanawiali się nad urządzeniem w zabytku hotelu i restauracji. Potem powoli zmieniali plany i ani razu nie żalą się, że na początku spali w zrujnowanych i wyziębionych pomieszczeniach. Raz spróbowali rozpalić w dworskim piecu. Narobiło się tyle dymu, że znowu trzeba było wietrzyć i temperatura we wnętrzach spadła z jedenastu stopni Celsjusza do pięciu. Poprzedni, dawni gospodarze zamurowali jedno z okien, żeby ocieplić budynek. Ale obecni gospodarze widzą, co się dzieje na Ślęży i – jeśli wierzyć starym zapisom – informacje o nadchodzącej pogodzie mają z pierwszej ręki. Na stałe zamieszkali zresztą w zabudowaniach gospodarczych naprzeciwko dworu. W ten sposób cały czas mogą podziwiać swoją rezydencję.

Obrazek

Dwór obronny na wodzie

Zanim powstał dwór, w jego miejscu stała wieża obronna, a potem zamek wystawiony przez ród Gellhornów. Nickel Gellhorn rozebrał warownię do fundamentów i w 1546 roku zaczął wznosić nową, bardzo okazałą siedzibę. Miała charakter obronny, okienka strzelnicze na poziomie piwnic i zwodzone przęsło mostu na fosie. Okna nie były zbyt duże, dwór nie jest wewnątrz zbyt jasny, ale harmonijne rozmieszczenie pomieszczeń, a także ich powierzchnia wynagradzały mieszkańcom niedogodności. Bezpośrednie zejście do piwnicy z części jadalnej umożliwiało szybkie dostarczenie trunków na stół. Będkowicka siedziba była bardzo nowoczesna jak na swoje czasy, dr Artur Kwaśniewski sugeruje, że Gellhorn mógł poznać styl życia elit brandenburskich bądź przebywał tam na dworze lektorskim. Tam podejrzał pewne pomysły i wprowadził u siebie. Pamiątką po inwestorze jest portal, przez który każdy, kto przyjedzie do Będkowic, musi przejść wchodząc do dworu.

Od 1671 roku przez prawie 180 lat wieś była własnością członków rodu von Zedlitz stanowiąc gniazdo jednej z gałęzi rodu. Im właśnie można przypisać pierwszą barokową modernizację będkowickiego dworu, co oznaczało m.in. zmianę kształtu dachu. W 1746 roku Zedlitzowie zamieszkali w barokowym pałacu w Kraskowie, a Będkowice przestały być stale zamieszkiwaną siedzibą. Od tej pory majątkiem zajmowali się zarządcy. Kolejni właściciele wnieśli zabudowania gospodarcze, które w nienagannym stanie przetrwały do 1945 roku. Potem w życiu Będkowic pojawił się PGR i wszystko zaczęło obracać się w perzynę.

Obrazek

– W 2001 roku w dworze w Będkowicach mieszkało kilka rodzin. Bez kanalizacji, prawie bez okien. Przez budynek wiało na przestrzał. Mieszkańcy wyrzucali śmieci prosto do fosy – wspomina Lesław Pańczyszyn. Mówiąc delikatnie, żadne doznania, ani węchowe, ani wzrokowe nie sprawiłyby tu nikomu przyjemności. Również budynki gospodarcze miały swój własny smrodek. Wcześniej PGR hodował tu ponad dwa i pół tysiąca świń, w budynkach składowana była kiszona kapusta i ogórki, sprzedawane podobno jeszcze dwa lata po okresie przydatności. Łatwo było również natknąć się na fekalia. Tak naprawdę więc Lesław Pańczyszyn kupił w 2002 roku stajnię Augiasza. I to bez przenośni. Robotnicy, którzy sprzątali to wszystko, musieli wkładać maseczki, ale i one na wiele nie pomagały.

Jeszcze był skład zużytych opon. Kilka tysięcy starych opon samochodowych rozrzuconych wokół dworu, w które zdążyły już wrosnąć drzewa.

– Sam wywiozłem prawie dwa tysiące – wspomina obecny właściciel. Musiał też wyczyścić fosę, którą otoczony jest dwór. Jeszcze chwila a góra śmieci przerosłaby samą Ślężę.

Obrazek

Lesław Pańczyszyn jest perfekcjonistą. Nie można nawet powiedzieć, że dokładnie zna każdy kamień w dworze, on zna każdy jego centymetr. I każdy z tych centymetrów jest jego wielką miłością. Mimo surowej bryły i jej rozmiarów, wnętrza dworu są przytulne, choć dziś jeszcze przypominają wielki plac budowy. Sam dwór można uznać za bezstylowy, ale jak pisze jego badacz i znawca dr inż. arch Artur Kwaśniewski „w świetle współczesnych założeń badawczych, bezzasadne staje się pojęcie „budowla bezstylowa”, bo owa „bezstylowość” to nie brak stylu, lecz powściągliwość języka formy”. Dlatego za mało atrakcyjną (na pierwszy rzut oka) powierzchownością dworu kontrastowały niegdyś jego wnętrza. Spod farby olejnej i powojennych tynków odsłaniają się powoli manierystyczne freski. Nad głową stropy z XVI-XVIII wieku, pod stopami częściowo oryginalne podłogi, w ścianach paleniska piecowe z XVII-XVIII wieku, Zdaniem dr Kwaśniewskiego Będkowice są jednym z najcenniejszych źródeł dokumentujących życie nowożytnej szlachty na prowincji śląskiej. Po znaleziskach widać, że szlachta miała się dobrze i potrafiła otaczać się pięknymi przedmiotami.

Obrazek

Spod gruzów właściciel odzyskuje zabytkowe kafle. To prawdziwa orgia wzorów: od prostych po niezwykle finezyjne. Od wielkich, np. z postacią śpiącego myśliwego po mniejsze, przedstawiające domy. Dworki piec z XVIII wieku zdobi obecnie ekspozycję Muzeum Miejskiego we Wrocławiu w Pałacu Królewskim. Są również gliniane dzbany, unikatowe misy, szkło, porcelana, nawet nocniki. I setki „drobiazgów” znalezionych i opisanych przez archeologów. Puzzle historii, które pewnego dnia uda się, być może, poskładać w całość. Lesław Pańczyszyn odkrył m.in. zabytkową porcelanę, obecnej wciąż na rynku, a założonej w 1869 roku firmy Villeroy & Boch. Kiedy oglądam te wszystkie skarby, aż trudno mi uwierzyć, że kryje je tylko ten jeden dwór. A co jeszcze czeka w ukryciu? Czasem dziwactwa. Mój gospodarz wyciąga tajemnicze pudło, w którym leżą… zmumifikowany kot i dwa szczury. Kota znalazł między deskami stropu. Najprawdopodobniej zwierzę się tam zaklinowało i zostało już na zawsze.

Obrazek

Będkowice mają dziś szanse na dołączenie do, ciągle niewielkiej, elitarnej grupy dolnośląskich zabytków, które wrócą do świetności. Trafiły dobrze. Obecni właściciele wzięli w dworze ślub, więc tak jakby związali się z nim na zawsze. Lesław Pańczyszyn mówi, że jego żona lubi to miejsce, on zaś darzy je miłością. Dają sobie czas. Z taką materią jak dwór nie należy się spieszyć, gospodarz powoli kolekcjonuje antyki, projektuje nowe żygacze, skupuje stare bryczki i powozy. W tej chwili kładzie nowy dach. Podobnie jest z parkiem, w którym – ja sam się śmieje – ma własny archipelag. Pięć wysepek na jednym ze stawów, to jest coś! Mój gospodarz nawet na drodze okazuje przywiązanie do Będkowic. Na samochody zamówił dwie rejestracje: DO ZAMKU i DO DWORU. Nikt inny w Polsce takich nie ma. Ale też nikt inny nie mieszka pod najbardziej tajemniczą górą Dolnego Śląska.

Obrazek

http://joannalamparska.pl/bedkowice-w-c ... go-olimpu/

rafal.zwdh
Posty: 23
Rejestracja: 14 kwietnia 2013, 15:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: rafal.zwdh » 30 listopada 2015, 10:39

Ktoś wie może czemu forum cheops nie działa?


Wrzucam zdjęcia z Kwarcowej Góry, z miejsca gdzie odprawiane są staropolskie obrządki andrzejkowe.
A sądząc po rdzy na niektórych z wiszących na drzewie kluczy/breloczków/nożyczek andrzejki odbywaja się tam od wielu lat...

Miejsce bardzo magiczne, wyjątkowo jak na Ślężę wszędzie znajdują się białe skały z krwawo czerwonymi zaciekami. Nad głową kręgi zataczała para myszołów, jest tam miejsce na ognisko i dwa kwietniki zbudowane z kamieni.

A skoro kwietniki to na myśl przyszły mi do głowy czarownice ;) tak mało męskie mi się wydawały...

Kwietnik:
Obrazek

Drugi kwietnik, a nad nim muszelki dynia i snopek trawy:
Obrazek

Palenisko:
Obrazek



A to już tajemniczy fundament znajdujący się w okolicy:
Obrazek

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: janusz » 30 listopada 2015, 22:11

Spacer po Sobótce sprzed II wojny światowej?

Stare fotografie, wspomnienia i najnowsza technologia. Trwają prace nad aplikacją, dzięki której będzie można odbyć wirtualny spacer po Sobótce z lat 40-tych.

Obrazek fot. fotopolska.eu (Lata 1930-1940 , ul. Świdnicka na odcinku pomiędzy Rynkiem a pl.

Chcesz poznać tajemnice Sobótki sprzed II wojny światowej? Być może już za kilka miesięczny będzie to możliwe. Grupa pasjonatów - z użyciem najnowocześniejszych technologii - odtwarza w trójwymiarze podwrocławską Sobótkę z czasów międzywojennych. Jak to możliwe? Miłośnicy historii i nowych technologii zbierają stare zdjęcia, mapy czy obrazy i na ich podstawie odtwarzają zabudowania. Trudniejsze budowle jak fontanny, czy płaskorzeźby są modelowane w plastelinie a następnie fotografowane w 3D. Dane są wprowadzane do programu, a całość trafi na specjalnie przygotowane mapy terenu Sobótki. Skąd taki pomysł tłumaczy jeden z autorów projektu Robert Marciniak:
- Nazywamy siebie lokalnymi patriotami. Zawsze chcieliśmy to zrobić. Zawsze tylko o tym rozmawialiśmy. Jak to fajnie musiało wyglądać sto lat temu, jaka ta kamienica musiała być kiedyś przepiękna, to miejsce musiało być po prostu śliczne. Dożyliśmy czasów kiedy możliwości technologiczne pozwalają na to (stworzenie aplikacji). Jesteśmy w stanie to zrealizować i teraz tylko odtwarzamy - tłumaczy Robert Marciniak.
Projekt zakłada odtworzenie blisko 150 architektonicznych elementów miasta.


https://www.youtube.com/watch?v=U25pMq_NNRc
- Zbieramy wszystkie informacje i źródła, czyli wszystko co zostało utrwalone na pożółkłych fotografiach, obrazach czy w pamięci najstarszych mieszkańców. Ustalamy też dokładne lokalizacje budynków, czy pomników - tłumaczy Robert Marciniak. - Następnie to jest żmudna praca, modelowanie budynków, każdej ulicy osobno. To wszystko trzeba wymodelować, często się to robi w plastelinie, a później fotografuję i wprowadza do komputera. Nie ma możliwości zrobić tego inaczej. To już nie istnieje. W tej sposób możemy zwiedzić Sobótkę sprzed stu lat - kończy jeden z pomysłodawców projektu.
Przed pasjonatami jeszcze wiele miesięcy pracy. Równolegle trwa przygotowywanie wirtualnego spaceru po miejscowości Choszczno w województwie zachodniopomorskim. Efekty można już podziwiać na zdjęciach.

http://www.prw.pl/articles/view/39553/S ... to-mozliwe

P.S.Cheops działa na nowym adresie informacja na PW.....

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: janusz » 07 marca 2016, 13:59

Kamienne tajemnice Ślęży

Pod Ślężą jeszcze ''pachnie'' zimą, ale......

Obrazek

....dla prawdziwych poszukiwaczy, każdy czas jest dobry ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jednak wiosna się zbliża.... :D

Obrazek

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1178
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Tajemnice Śląskiego Olimpu.

Post autor: janusz » 21 marca 2016, 12:57

Na Raduni było ostatnio jak w krainie królowej lodu. :D

Obrazek

Obrazek

Szczególnie tajemniczo prezentowały się ''smocze skałki.'' ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ślęża była zamglona....
Obrazek

......ale Wieżyca przywitała nas ładnie :D

Obrazek

Salve - witaj! bądź pozdrowiony! :)

Obrazek

Co prawda, jak to mówią ....licho jednak nie śpi ;)

Obrazek

.....i w końcu wracaliśmy ze strumieniami potoków pod butami :o

Obrazek

Obrazek

ODPOWIEDZ