Dynastia Piastów

Awatar użytkownika
chanell
Posty: 453
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 23:54
Lokalizacja: Kraków - PL

Dynastia Piastów

Post autor: chanell » 04 sierpnia 2011, 15:55

Ostatnia gałąź Piastów

Niegdyś równali do największych dynastii Europy. Jednak w XVII wieku ich świetność była już tylko wspomnieniem. Po Piastach legnicko-brzeskich pozostało jedynie mauzoleum w Legnicy. Pełne zagadek i niespodzianek, tak jak historia całego rodu.Podróżujący po Śląsku w roku 1800 amerykański dyplomata akredytowany w Berlinie John Quincy Adams, późniejszy prezydent USA, odwiedziwszy Mauzoleum Piastów w Legnicy, nie mógł wyjść z podziwu, że istniała tu i wymarła w 1675 r. dynastia tak stara i tak zasłużona dla dziejów Europy, o której w ogóle wcześniej nie słyszał. Bez wątpienia przyćmiewała w owym czasie Piastów sława Habsburgów, Burbonów, Hohenzollernów, Wittelsbachów, Wettynów czy Romanowych. Mauzoleum, eksponujące na przykład udział Piastów w powstrzymaniu mongolskiej ekspansji w XIII w., mogło jednak skłonić do refleksji wrażliwego na historię oświeceniowego polityka.

PECHOWY JERZY WILHELM

Taką też rolę ów pomnik zgasłej dynastii miał do spełnienia. Mauzoleum upamiętnia przedstawicieli dwóch ostatnich generacji rodu, którego początki giną w mrokach dziejów. Legnickie mauzoleum unaocznia jednak i inne niż tylko kres Piastów dramaty i paradoksy związane z ową dynastią. Przede wszystkim uderzać musiało to, że nekropolium kalwińskich książąt usytuowano w świątyni szermierzy kontrreformacji – jezuitów. Radykalny odłam reformacji i ortodoksyjni obrońcy katolicyzmu w jednej świątyni! To ewenement w skali Europy.
Ostatnie generacje książąt piastowskich to książęta na Legnicy, Brzegu i Wołowie. Przywilej króla czeskiego Wacława IV z 1379 r. gwarantował Piastom tej linii prawo do dziedziczenia Legnicy i Brzegu (Wołów dokupili w XVI w.) bez względu na dokonywane wewnątrz podziały ojcowizny między czasem nader licznych synów i wnuków. To uchroniło księstwa od dalszych trwałych podziałów i politycznej degradacji. W XVI w. książę Fryderyk II (zm. 1547) opowiedział się za reformacją, co postawiło go i jego potomków w trwałej opozycji wobec katolickiego suwerena – króla czeskiego. Ta sytuacja zaostrzyła się jeszcze w XVII w., gdy kolejni Piastowie legniccy przeszli do obozu kalwińskiego, zaś czescy monarchowie – w tym czasie niemal wyłącznie z dynastii habsburskiej – obierali coraz ostrzejszy kurs w stronę kontrreformacji. Konflikt osiągnął apogeum w czasie wojny trzydziestoletniej (1618–1648), którą kilku Piastów legnicko-brzeskich spędziło na emigracji w spokojnej wówczas Rzeczypospolitej. Tu wychował się przedostatni męski przedstawiciel rodu – książę Chrystian, który najpierw objął najskromniejszą część dziedzictwa – Wołów. Jednakże po zgonach bezdzietnych braci Jerzego III i Ludwika IV, niebawem scalił w jednym ręku wszystkie trzy księstwa. Kontaktami nawiązanymi w Polsce, w tym i znajomością języka polskiego, tłumaczy się wzmożone zainteresowanie Chrystiana tak pochodzeniem swego rodu, jak i polską sceną polityczną. Jak jeden z jego przodków, książę Henryk XI w XVI w., Chrystian wysuwał mało realną – jak się powszechnie uważa – swoją kandydaturę do tronu polskiego po abdykacji Jana Kazimierza w 1668 r. Działo się to na fali nawoływań owładniętej sarmackim nacjonalizmem polskiej szlachty: „Chcemy Piasta!”. Ale, jak pokazały kolejne dwie elekcje, niekoniecznie musiał to być Piast w sensie dosłownym. Nic przecież z tą dynastią nie mieli wspólnego Wiśniowieccy czy Sobiescy.
Prawdą jest i to, że świadomość historyczna śląskich Piastów nie musiała się formować i prawdopodobnie nie formowała głównie w Polsce. W ciągu kolejnych dekad XVII w. spod pióra śląskich pisarzy, w tym tak wybitnych jak Andreas Gryphius, wychodziły rozmaite dzieła opiewające rodzimą dynastię i wolno nawet przypuszczać, że nowożytny polski mit piastowski rodził się na podstawie dokonań Ślązaków, a nie odwrotnie. Jako gorliwy wyznawca kalwinizmu Chrystian utrzymywał ożywione kontakty z Radziwiłłami. Współczesne źródła śląskie donoszą o tym, że Chrystian chciał nawet ochrzcić swojego syna imieniem Piast, ale sprzeciwili się temu duchowni twierdzący, że to pogańskie imię nie przystoi księciu. Przypuszczalnie ważny głos przypadł tu matce, księżnej Ludwice, z domu Anhalt-Dessau.
Jerzy Wilhelm, bo takie imię w końcu otrzymał, uzyskał gruntowne wykształcenie (studia we Frankfurcie nad Odrą), znał biegle, oprócz niemieckiego, łacinę i francuski, umiał tez rozmawiać po włosku, hiszpańsku i po polsku. Gdy zmarł jego ojciec Chrystian w 1672 roku, Jerzy Wilhelm liczył sobie dwanaście lat. Regencję sprawowała jego matka księżna Ludwika. Oczarowana francuską kulturą dworską, żyła z rozmachem, co nie zawsze budziło entuzjazm elit politycznych w podległych jej księstwach. Dążyły do tego, aby władzę po ojcu jak najszybciej przejął młody Jerzy Wilhelm. Gdy w 1675 roku osiągnął stosowny wiek (15 lat), 14 marca złożył hołd lenny suwerenowi Śląska, królowi czeskiemu, zarazem cesarzowi Leopoldowi I Habsburgowi. Otrzymawszy odeń księstwa w inwestyturę, czyli we władanie, powrócił na Śląsk i przystąpił do wykonywania swych powinności. Niewiele zdążył zdziałać.
Odebrał hołdy stanów księstw, powołał do życia Kapitułę Orderu Złotego Jelenia – rodzaj elitarnego stowarzyszenie myśliwskiego, po czym – zaziębiwszy się w podbrzeskich lasach na polowaniu – późną jesienią, 21 listopada 1675 r., zmarł z pierwszymi objawami ospy, jakiej nabawił się w jednej z chłopskich chałup w czasie, gdy osłabionego gorączką przewożono go do zamku w Brzegu. Niewiele można powiedzieć o osobowości młodego księcia, ukrytej najczęściej za sztywną dworską etykietą. O tym, że był bystrym młodzieńcem, świadczy informacja, że zapytany w Wiedniu przez cesarza o drażliwą kwestię wyznaniową, a konkretnie: jaką religię uważa za najwłaściwszą (Welches doch wohl die beste Religion wäre), Jerzy Wilhelm miał odpowiedzieć: „Tę, która podoba się Bogu i cesarzowi” (dosłownie: Gott und der Kayser treu seyn), czym zyskał uznanie Leopolda i otoczenia. Zarazem jednak młody wyznawca kalwinizmu sprytnie wyszedł z opresji, unikając wobec katolickiego suwerena jakichś jasnych deklaracji w tym zakresie.

NIEDOSZŁA SOBIESKA

Tak więc z końcem roku 1675 władza w trzech śląskich księstwach znów przeszła do rąk księżnej Ludwiki, która – świadoma dokonanego na jej oczach końca dynastii – ufundowała wspaniałe mauzoleum w legnickim kościele św. Jana. Znakomici artyści, których zatrudniła, zadbali o bogaty program ideowy wnętrza oraz o klasę artystyczną wypełniających je dzieł: sarkofagów, sztukaterii, malowideł i panegirycznych inskrypcji. Dominują w tym wnętrzu cztery naturalnej wielkości figury: rodziców – Chrystiana i Ludwiki, dzieci: Jerzego Wilhelma i Karoliny. Stoją jakby zatrzymani w ruchu oraz pełni smutku, prowadząc rodzinną konwersację, którą los tak drastycznie, przedwcześnie przerwał.
Ponieważ dziedziczenie księstw dotyczyło tylko męskich przedstawicieli rodu, zgodnie z zasadą prawa lennego przejął je w bezpośrednie władanie suweren, czyli Leopold I jako król czeski (ale nie jako cesarz, jak się niekiedy podaje). Od razu przystąpiono do stopniowej rekatolicyzacji protestanckich księstw, czego widomym przejawem było osadzenie w Legnicy i Brzegu jezuitów. Uzyskali legnicki kościół św. Jana, ale Leopold I zastrzegł, że mają obowiązek zachować kalwińskie Mauzoleum Piastów. Jerzy Wilhelm nie był jedynym dzieckiem Christiana i Ludwiki. Wieku dorosłego dożyła także starsza jego siostra, księżna Karolina, która jednak przysporzyła rodzicom wielu zmartwień. Pierwszym okazało się małżeństwo z Fryderykiem von Schleswig-Holstein-Sondenburg-Wiesenburg z bocznej linii dynastii oldenburskiej.
Nie byłoby w tym związku nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ślub z katolickim arystokratą odbył się 3 maja 1673 r. potajemnie, a poprzedziło go niespełna rok wcześniejsze przejście księżnej na katolicyzm. Jakby tego było mało, małżeństwo zawarte pod wpływem szalonej miłości, zamiast chłodnej kalkulacji, szybko okazało się wielką pomyłką i już 12 stycznia 1674 r. małżonkowie znaleźli się w separacji. Narodzony z tego związku syn Leopold pozostał pod opieką ojca. Nie powiodły się plany Karoliny przejęcia po zmarłym bracie trzech osieroconych księstw. Leopold I wyznaczył księżnej w 1680 r. roczną pensję i ostatnich 27 lat życia spędziła we wrocławskiej rezydencji książąt legnicko-brzeskich przy ul. Szewskiej 48. W renesansowej sieni do dziś ujrzeć można barwne herby dawnych książęcych właścicieli.
Jest jeszcze jeden epizod w życiu Karoliny, o którym warto wspomnieć. Jak wiadomo, na skutek układów pomiędzy dworem polskim a wiedeńskim synowi króla Jana III przypadła śląska Oława w księstwie brzeskim. Leopold I mógł nią dysponować po śmierci w 1675 r. ostatniego Piasta. Rezydował zatem w Oławie królewicz Jakub Sobieski, którego próbowano ożenić z księżną Karoliną. Małżeństwo dla obu stron byłoby niewątpliwie bardzo wygodne – Jakub podniósłby swój prestiż, żeniąc się ze śląską arystokratką z rodu pierwszych władców Polski, zarazem legitymizowałby swoje prawa do nowo pozyskanej Oławy. Natomiast Karolina zyskałaby realną władzę w części dziedzictwa przodków, a zarazem związałaby się z królewskim synem. Małżeństwu temu sprzeciwił się jednak Leopold I, w którego interesie leżała jak najściślejsza integracja księstw śląskich z tronem, a nie umacnianie się w jednym z nich lokalnych władców, którzy by proces ten hamowali. Nawrócona na katolicyzm Karolina po rozwodzie szukała pocieszenia w wierze. Oddała się działalności charytatywnej. Mało wiadomo o jej pielgrzymkach w 1688 r. do Piekar Śląskich i Częstochowy.

MIĘDZY DYNASTIAMI

Nim Karolina zmarła, spełniono jej osobliwe życzenie: odwrócono posąg księżnej w legnickim mauzoleum od posągów rodziców i brata. Karolina jako katoliczka zademonstrowała w ten sposób odstępstwo od kalwinizmu. Przywiązaniu do konfesji rzymskiej dała wyraz raz jeszcze, decydując o miejscu swego pochówku – u stóp powstałego za jej życia nowego, wspaniałego baldachimowego nagrobka św. Jadwigi w Trzebnicy. W ten sposób niejako przybliżyła się do swej kanonizowanej przodkini. Przodkami interesował się także Jerzy Wilhelm. Źródła donoszą, z jakim wielkim zainteresowaniem oglądał w ostatnim roku swego życia nagrobki kilku średniowiecznych Piastów Śląskich, zwłaszcza zaś mauzoleum Bolesława III w opactwie cysterskim w Lubiążu. O dziedzictwo po śląskich Piastach, nie tylko o realne – trzy księstwa – ale i o ideowe – bój rozpoczął się jeszcze za ich życia. Śląsk od 1348 r. był częścią Korony Czeskiej, a książęta – lennikami królów czeskich. Oprócz nich najwięcej praw do określonych fragmentów Śląska mieli Hohenzollernowie. Wynikały nie tylko z faktu, że dawniej posiadali pewne obszary (księstwo karniowskie), ale że też trzymali się układów o wzajemnym dziedziczeniu, zawartych w 1537 roku z księciem Fryderykiem II legnicko-brzeskim.
Układy te zakwestionowały jednak stany czeskie oraz król Ferdynand I Habsburg, toteż potomkowie Fryderyka II musieli się tych ziem wyrzec, natomiast Hohenzollernowie nie uczynili tego nigdy. Po 1675 r. Wielki Elektor nieustająco – rzec można – bombardował Leopolda I przypomnieniami o swoich prawach do dziedzictwa po Jerzym Wilhelmie, oferując w zamian np. pomoc w walce z Turkami w 1683 r. Habsburgowie, poza drobnymi ustępstwami, nie poddawali się presji słabszego rywala, uważając się za prawowitych następców dynastii Piastów na Śląsku. Taką też ideę propagowano w sztuce śląskiego baroku, zwłaszcza w wielkich opactwach cysterskich w Lubiążu czy Krzeszowie. Problem pojawił się w 1740 r., kiedy zmarł ostatni męski potomek rządzącej linii Habsburgów, cesarz (a dla Śląska król czeski) Karol VI. Młody król pruski Fryderyk II Wielki nie uznał praw jego córki Marii Teresy do dziedziczenia po Piastach i prawa swoje w trzech wojnach wyegzekwował siłą. W ten sposób większość Śląska odpadła od Korony św. Wacława, na 200 lat wiążąc się państwem pruskim, a od 1871 r. – niemieckim.

HERBOWE PARADOKSY

Do wątków piastowskich nawiązywano raz silniej, raz słabiej także po 1945 r. Warto jednak zauważyć kolejny paradoks – herb śląski, czyli w swej genezie Piastowski, pojawia się dziś w herbach dwóch państw: Republiki Czeskiej, mającej w swoich granicach południowo-wschodnie rejony Śląska, oraz... Księstwa Liechtenstein, albowiem władca tego państwa nigdy nie wyrzekł się tytułu księcia karniowskiego, które to władztwo utracił w 1918 r. Wymarli śląscy Piastowie, ale ich prawnopolityczne dziedzictwo wciąż pozostaje żywe, tyle że poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej. Paradoks czy szyderczy chichot historii?
http://www.focus.pl/historia/artykuly/z ... stow/nc/1/
Lubię śpiewać ,lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy :)

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1171
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Dynastia Piastów

Post autor: janusz » 02 września 2011, 01:22

Smok i miecz w heraldyce Piastów a król Artur
Wszyscy słyszeliśmy legendy o królu Arturze, ale czy był on popularny na ziemiach polskich także w XIII w.? Czy te legendy znalazły odbicie w kulturze polskiego średniowiecza? I jaki związek z tematem mają smoki na polskich monetach i pieczęciach?

Król Artur znany w Wielkopolsce?
Ślady recepcji legend arturiańskich na ziemiach polskich niewątpliwie znajdziemy w XIII w. Bardzo ciekawy przykład programu politycznego wyrażonego za pomącą symboliki zaczerpniętej z legend arturiańskich na pieczęciach podaje prof. Panfil. Chodzi tu o księcia poznańskiego Przemysła I, który zmieniając herby na pieczęciach (używał tarczy z trzema ukośnymi pasami, czyli herb Lanselota, wspiętego lwa i trzech lilii)1 w zamierzony przez siebie sposób nawiązuje do legendy arturiańskiej. Panfil tak odczytuje jego program ideowo-polityczny: „Jeżeli Przemysł I „gra” Lanselota, to zadania Galahada (syn Lanselota – przyp. W.G.) otrzymuje do wypełnienia jego syn Przemysł II, polskim Graalem jest utracona na skutek grzechu przodków korona królewska, aktualizacją stanu bożej łaski zaś renovatio regnum Polonorum dokonane w 1295 roku.”

Obrazek
Trzy herby Przemysła I

Miecz od anioła?
Kolejnym dowodem, że w Wielkopolsce nastąpiła recepcja legend arturiańskich jest Kronika Wielkopolska, która powstała pod koniec XIII w. i jest doprowadzona do roku 1273 (zawiera również ustępy dotyczące XIV w., ale są one dopisane do głównego zrębu dzieła). Jej autorem jest prawdopodobnie Godzisław Baszko, kustosz Katedry poznańskiej.

Obrazek
Pieczęć Przemysła I z 1252 roku. Na tarczy trzymanej przez stojącego księcia znajduje się wyobrażenie lwa.

Autor tej kroniki podaje, że Bolesław Chrobry otrzymał swój miecz od anioła i dzięki temu mieczowi miał zwyciężać swych wrogów. Widzimy więc, że miecz pełni tutaj funkcję nie tylko znaku siły, ale wskazuje, że źródłem tej siły jest sam Bóg, bo to On poprzez swego anioła przekazał miecz Chrobremu. Jest to dla nas o tyle ważny przekaz, że pochodzi z XIII w., czyli z okresu w którym mamy do czynienia ze śladami recepcji legend arturiańskich w symbolice napieczętnej Piastów. Autor Kroniki wielkopolskiej wyraźnie wierzy w cudowność miecza Bolesława Chrobrego. Miecz otrzymany w cudowny sposób i dający cudowną moc nie jest oryginalnym pomysłem kustosza Katedry poznańskiej. Z taką sytuacją mamy do czynienia w legendzie arturiańskiej. Miecz króla Artura Excalibur ma również ponadnaturalny rodowód i również daje cudowną moc. Artur, dzięki swej prawości, wyciąga miecz ze skały, co daje mu prawo do korony. Chrobry jako człowiek prawy swój miecz otrzymuje od Boga (Bóg nie wysłałby anioła z darem do człowieka niegodziwego) i pokonując tym mieczem swych wrogów wywalcza, jako pierwszy z Piastów, prawo do korony. Chrobry nie tylko poprzez miecz staje się podobnym do Artura. Jeżeli przyjąć hipotezę Panfila, że korona dla trzynastowiecznych Piastów jest Graalem, to Chrobry nie tylko szuka Graala, ale nawet go znajduje. Argumentem przemawiającym za tym, aby odnieść zapis Kroniki wielkopolskiej do legendy arturiańskiej jest zarówno czas jak i miejsce jej powstania. Jest ona spisana w XIII w. w Poznaniu, a więc mniej więcej w tym samym czasie i w tym samym miejscu, co pieczęcie księcia poznańskiego Przemysła I, również nawiązujące do legendy arturiańskiej. Zatem symbolika legendy arturiańskiej musiała być czytelna przynajmniej dla elit wielkopolskich, a do tych na pewno zaliczał się autor Kroniki wielkopolskiej. Mało tego, mamy tutaj do czynienia ze spójną całością. Chrobry w tym kontekście występuje jako Artur, Przemysł I jako Lanselot, a Przemysl II jako Galahad.

Szczerbiec
Miecz o cudownych właściwościach występuje także w innych zapisach kronikarskich. Podamy tutaj dwa przykłady, na które powołuje się Piech. Pierwszy pochodzi z kroniki Galla. Znajdziemy tam opis cudownego miecza, którego moc uratowała gród, podstępnie zaatakowany przez Pomorzan6. Drugi opis pochodzi z Kroniki polsko-śląskiej (również trzynastowiecznej, tak jak Kronika wielkopolska). Piech tak streszcza ten fragment: Kazimierz Odnowiciel zniechęcony niepowodzeniami składa swój miecz na ołtarzu. Gdy to uczynił usłyszał głos z ołtarza „Weź miecz swój i uderzaj na wroga”. Piech interpretuje tę sytuację w następujący sposób: W ten sposób nastąpiło ponowne powołanie władcy do służby wojennej, jego sakralizacja, a zarazem sakralizacja miecza, którym pokonał wrogów.

Obrazek
Kto był polskim Lanselotem?

Możemy więc uznać, że głównym atrybutem władzy był miecz i to jemu była przypisana moc, która daje siłę właścicielowi. Również ze Szczerbcem, mieczem koronacyjnym królów polskich, jest związanych wiele legend. Miał być to miecz Bolesława Chrobrego, czyli miecz otrzymany od Boga, choć pochodzi z końca XII w. lub początku XIII w. Miecz ten po raz pierwszy został użyty jako insygnium władzy podczas koronacji Władysława Łokietka. Zapewne stąd legenda, że jest to miecz Bolesława Chrobrego, wypada, bowiem aby ten, który odzyskał koronę wywalczoną przez Chrobrego miał także miecz, który zapewni mu zwycięstwo nad wrogami i obronę korony. Łokietek poprzez posiadanie miecza Bolesława staje się spadkobiercą nie tylko jego korony, ale także błogosławieństwa, które jest przypisane do Szczerbca, czyli do miecza Bolesława I Chrobrego. Tym mieczem Bolesław I wywalczył koronę i tym mieczem Władysław odzyskał utraconą koronę.

Smok w Czersku!
Bardzo ciekawym przykładem herbów piastowskich jest smok w herbach książąt czerskich. Smok pojawia się na pieczęciach Trojdena I ( 1329 r.) a później jego następców, Siemowita III, Kazimierza I, stając się herbem terytorialnym dzielnicy czerskiej, aż do czasów Janusza III. Ten ostatni na pieczęci z 1525 r. używa czwórdzielnej tarczy, w polu 1 i 4 widnieje orzeł w mitrze, a w polu 2 i 3 skrzydlaty smok. W tym wypadku musiała nastąpić recepcja pozytywnych wartości związanych z symboliką smoka.

Obrazek
Pieczęć Janusza III z 1525 roku

Mówiąc o smoku w kulturze polskiego średniowiecza większości z nas nasuwa się na myśl smok wawelski. Kultura chrześcijańska widzi w nim symbol szatana. Co więc skłoniło książąt czerskich do uczynienia ze smoka własnego godła?

Słów kilka o smokach
Smok był symbolem kojarzonym w kulturze religijnej w Polsce z cechami jednoznacznie negatywnymi. W łacinie średniowiecznej draco to synonim szatana, szczególnie silnie wpisany w kulturę dzięki opisom biblijnym. Smok był związany z żywiołem ziemi i wody. Dla porównania, na dalekim wschodzie smok jest utożsamiany z siłami dobra, w Birmie wyobraża on stwórcę, z którego ust wylewają się wody pierwotne, w Egipcie łączony był z symbolem mądrości.

Ludzie średniowieczni rozróżniali kilka gatunków smoków, najmniejszym była amphitera - przypominała węża ze skrzydłami. Również worm przypominał węża, nie posiadał bowiem ani nóg ani skrzydeł, jednak miał on gigantyczne rozmiary. Worm w języku niemieckim był nazywany wurm, a w słowiańskim - żmij. Amphisbena posiadała dwie głowy na końcach wężowatego ciała, wyvern był to z kolei uskrzydlony i dwunogi smok o długim i wijącym się ogonie. Jednak najpopularniejszym na zachodzie smokiem był smok z czterema nogami i parą skrzydeł, który ział płomieniami.

Dobry smok?
Smok jako symbol pozytywnych wartości w Europie Zachodniej funkcjonował na Wyspach Brytyjskich, gdzie według legend widniał na proporcach bojowych Brytów i Sasów, a sam król Artur był nazywany najwyższym smokiem, zaś wyvern stał się symbolem władcy. Należy przyjąć, że wraz z upowszechnieniem się legend arturiańskich książęta czerscy przyjęli smoka jako symbol władcy. Piech uważa, że ma to związek z przyjęciem smoka jako plastycznego obrazu dobrego wojownika, powołuje się przy tym na Galla Anonima, który określenia draco używa w stosunku do władcy.

My jednak uważamy, że pojawienie się smoka u książąt czerskich nie ma związku z kroniką Galla, ale z legendami arturiańskimi.

Pieczęcie Przemysła I, zapiski w kronice wielkopolskiej i pieczęcie Trojdena I pojawiają się mniej więcej w tym samym czasie, czyli od poł. XIII do poł. XIV w. Sugeruje to, że mamy do czynienia z odbiorem symboli w tym samym kontekście kulturowym. Ponadto jednoznacznie negatywne znaczenie smoka w kulturze chrześcijańskiej powoduje, że może on stać się herbem, tylko jeżeli będzie odczytany pozytywnie, a więc musi być inny równie silny kontekst kulturowy, gdzie smok pełni funkcję symbolu pozytywnego. Kronika Galla nie wydaje się mocną przeciwwagą dla negatywnego znaczenia smoka w kulturze chrześcijańskiej, zaś recepcja legend arturiańskich musiała nastąpić w takim stopniu, że smok w herbie Czerska był kojarzony z Arturem, a nie z szatanem.

Czy Gall znał legendę o Królu Arturze?
Na marginesie naszych rozważań należałoby się zastanowić czy w kronice Galla nie znajdziemy pierwszych śladów recepcji legend arturiańskich na ziemiach polskich. Za tą tezą przemawia określenie draco, użyte w stosunku do władcy, jak i wysoki walor miecza (Excalibur) jako atrybutu władcy czy cudowny miecz z przytaczanego już przez nas fragmentu kroniki. Za tą tezą może przemawiać także pochodzenie samego autora kroniki. Gall pisze swoją kronikę w Krakowie, a tam smok jest symbolem jednoznacznie negatywnym. Katedra krakowska była pod wezwaniem św. Michała, istniał tez na Wawelu drugi kościół pod wezwaniem św. Jerzego. Także kościół na Skałce był pod wezwaniem św. Michała. Takie nagromadzenie kościołów pod wezwaniem „smokobójców” na tak małym obszarze musi wskazywać na jednoznacznie negatywną konotację smoka. Co więc skłoniło autora kroniki do określenia władcy słowem draco? Wydaje się że jedyne wyjaśnienie tego zjawiska to właśnie recepcja legendy arturiańskiej.

Czersk a wyspy Brytyjskie
Smok, jako symbol wartości pozytywnych został zaakceptowany w Polsce tylko przez książąt czerskich. Najpierw jako herb osobisty Trojdena I, później jako herb Księstwa Czerskiego, następnie pojawia się na pieczęciach Siemowita III, Kazimierza I, jak i ostatniego z Piastów mazowieckich Janusza III. Smok pojawia się także na monetach bitych przez książąt czerskich. W Czersku, podobnie jak na Wyspach Brytyjskich, symbolem władcy staje się wyvern.

Na kontynencie Europejskim, poza Czerskiem i wyspami Brytyjskimi, nigdzie w okresie średniowiecza władca nie jest utożsamiany ze smokiem.

Oprócz symboliki chrześcijańskiej, smok pojawia się także w legendach. Możemy tutaj podać Pieśń o Nibelungach czy podania Wikingów. Jednak i tam smoki są kojarzone negatywnie. W mitologii germańskiej i skandynawskiej smoki należą do świata podziemi, są utożsamiane ze strażnikami skarbów. W legendzie o Sigurdzie, Fafnir zabił własnego ojca aby zdobyć skarb Andvariego, za swój czyn Fafnir zamienia się w smoka aby pilnować skarbu. Ciekawym zjawiskiem jest przejmowanie przez smokobójców pewnych cech smoka. Zygfryd zabijając smoka pilnującego skarbów Nibelungów (Pieśń o Nibelungach) obmywa się w jego krwi i zyskuje odporność na ciosy, Sigurd pije krew (lub zjada serce) Fafnira, zyskując zdolność rozumienia ptaków. Widzimy więc, że smok nie tylko w symbolice chrześcijańskiej ma konotacje jednoznacznie negatywne, ale także w kulturze świeckiej. Tak więc Trojden I (a za nim jego następcy), umieszczając smoka w swoim herbie, musi mieć pewność, że będzie on odczytywany zgodnie z zamysłem władcy, czyli należy przyjąć że recepcja legend arturiańskich na ziemiach polskich nastąpiła w takim stopniu, że smok w herbie książąt czerskich jednoznacznie przywodził na myśl smoka-Artura, a nie smoka-szatana czy germańskiego smoka ze świata podziemi lub słowiańskiego smoka ludojada, zagrażającego słońcu.
Bibliografia

Źródła

Kronika wielkopolska, przekład K. Abgarowicz, opracowała B. Kurbis, Warszawa 1965
Gall tzw. Anonim, Kronika Polska, przekład R. Grodecki, wyd. 5, Wrocław 1982.

Opracowania

Lexikon der christlichen Ikonographie, wyd. E Krischbaum, t. 1-8, Rom-Wien 1968-1976.
T. Allan, Wikingowie, życie, legendy, sztuka, Warszawa 2002.
J. Bąbel, Smoki i smokobójcy (dostęp 21 stycznia 2008).
E. Kopicki, Katalog podstawowych typów monet i banknotów Polski oraz ziem historycznie z Polską związanych, t. 1, cz. 1, Warszawa 1974.
M. Magnusson, The Vikings, Stroud 2000.
Z. Michniewicz, Węzłowe problemy symboliki w sfragistyce i heraldyce Piastów, “Wiadomości Numizmatyczne”, R. XIV 1970, z. 2, s. 75-76.
T. Panfil, Lingua Symbolica. O pochodzeniu i znaczeniu najstarszych symboli heraldycznych w Polsce, Lublin 2002.
Z. Piech, Ikonografia pieczęci Piastów, Kraków 1993.
Z Piech, Uwagi o genezie i symbolice herbu książąt kujawskich, „Studia Historyczne”, R. 30, 1987, z 2.
F. Piekosiński, Pieczęcie polskie wieków średnich, Kraków 1899.
G. Philips, M. Keaman, King Arthur: The True Story, London 1992.
J. Prieur, tłum. J. Kluza, Symbole świata, Warszawa 1997.
J. Wyrozumski, Dzieje Polski piastowskiej (VIII w. - 1370), Kraków 1999.

Przypisy

1 Chodzi tu o pieczecie Przemysła I z lat 1243-1247 i 1252-1257.

2 T. Panfil, Lingua Symbolica. O pochodzeniu i znaczeniu najstarszych symboli heraldycznych w Polsce, Lublin 2002, s. 264-265.

3 Kronika wielkopolska, przekład K. Abgarowicz, opracowała B. Kurbis, Warszawa 1965. s. 72-74.

4 T. Panfil, Lingua ..., s. 264-265.

5 Tamże, s. 263-265.

6 Gall tzw. Anonim, Kronika Polska, tł. R. Grodecki, wyd. 5, Wrocław 1982, s. 76.

7 por. Z. Piech, Ikonografia pieczęci Piastów, Kraków 1993, s. 49.

8 Tamże, s. 49.

9 J. Wyrozumski, Dzieje Polski piastowskiej (VIII w. - 1370), Kraków 1999, s. 300.

10 Z. Piech, Ikonografia..., s. 95.

11 Tamże, s. 93.; Lexikon der christlichen Ikonographie, wyd. E Krischbaum, t. 1-8, Rom-Wien 1968-1976.

12 T. Panfil, Lingua..., s. 57.

13 J. Prieur, tłum. J. Kluza, Symbole świata, Warszawa 1997, s. 80.

14 T. Panfil, Lingua..., s. 57-59.

15 Tamże, s. 91.

nf16. Z. Piech, Ikonografia..., s. 95

17 M. Plezia, Wstęp w: Anonim tzw. Gall, Kronika Polska, tł. Grodecki, wyd. 5, Wrocław 1982, s. 9-11.

18 Tamże, s. 15.

19 Por. Z. Michniewicz, Węzłowe problemy symboliki w sfragistyce i heraldyce Piastów, “Wiadomości Numizmatyczne”, R. XIV 1970, z. 2, s. 75-76.

20 Oczywiście jest to tylko hipoteza i wymagałaby głębszych badań. Za tą hipotezą na pewno przemawia fakt że Gall pochodził, czy raczej odebrał wykształcenie w środkowej Francji, gdzie legendy arturianskie były bardzo dobrze znane. Już w poł XII w. legendy arturianskie zostały literacko opracowane przez Chretien`a de Trroyes (1135?-1183) tworzącego w północnej Francji. W Anglii w XII opracowaniem legend arturiańskich zajmuje się Geoffrey z Monmouth, ten autor po części bazuje na zapiskach Nennius`a, kronikarza z VIII w. ( por. G. Philips, M. Keaman, King Arthur: The True Story, London 1992).

21 Najpełniejszą publikację pieczęci książęcych znajdziemy w pracy F. Piekosińskiego, Pieczęcie polskie wieków średnich, Kraków 1899. Badania monet przeprowadziliśmy na podstawie E. Kopicki, Katalog podstawowych typów monet i banknotów Polski oraz ziem historycznie z Polską związanych, t.1, cz. 1, Warszawa 1974.

22 Por. T. Allan, Wikingowie, życie, legendy, sztuka, Warszawa 2002, s.59; M. Magnusson, The Vikings, Stroud 2000.

23 Por. M. Magnusson, The Vikings.

24 Również w wierzeniach słowiańskich smok jest utożsamiany z siłami zła, „Weles, słowiański chtoniczny bóg płodności pól i zmarłych, władca Zaświatów i śmierci, strażnik pokładów złota i skarbów, przeciwnik Peruna przyjmował niekiedy postać żmija. Był on Pierwszym Żmijem, ognistym wężem, synonimem Ognistej Rzeki łączącej się z Piekłem. Żmije, smoki, ażdachy, chały, ały to w mitologii słowiańskiej wężopodobne stwory mieszkające w chmurach i jeziorach, działające na szkodę ludzi, to ludojady wypijające wody i zagrażające pożarciem słońca.” J. Bąbel, Smoki i smokobójcy (dostęp 21 stycznia 2008).

25 Inaczej wygląda sprawa z lwem, który obok orła jest najczęściej występującym godłem wśród herbów Piastów. W związku z tym Piech postawił hipotezę, że lew nawet jako przeciwnik księcia symbolizował cechy pozytywne, siłę, odwagę, królewski majestat, był on groźnym a zarazem godnym przeciwnikiem, a pokonany przekazuje zwycięskiemu władcy wartości, których był reprezentantem (Z Piech, Uwagi o genezie i symbolice herbu książąt kujawskich, „Studia Historyczne”, R. 30, 1987, z 2, s. 181). Taka interpretacja może budzić pewne wątpliwości. Możemy przyjąć, że pokonany lew przekazywał władcy pozytywne wartości, których był reprezentantem, ale jeżeli w scenie walki symbolizował on tylko pozytywne wartości, to książę stawał się tym, który walczy po złej stronie lub bez powodu. Szlachetny rycerz nie może walczyć z innym równie szlachetnym rycerzem bez powodu, chyba, że faktycznie mamy tutaj do czynienia z walką turniejową. Jednak ta teza Piecha jakoby taką walkę należało porównywać do turnieju rycerskiego może budzić pewne wątpliwości, gdyż turnieje takie nie kończyły się śmiercią przeciwnika, a przynajmniej nie była ona celem walki. Tymczasem na pieczęciach książę zabija lwa, co wyraźnie widać na pieczęciach Kazimierza Konradowica, czy Ziemomysła, gdzie lew jest przebijany mieczem księcia. Być może, że właściwsza interpretacja tego przedstawienia musi zakładać, że lew, który jest przeciwnikiem księcia reprezentuje również (ale nie tylko) cechy demoniczne, przy czym uważamy za słuszną tezę, że książę-zwycięzca przejmuje pozytywne cechy, których uosobieniem był lew. Lew, podobnie jak smok utożsamia cechy pozytywne jeżeli występuje na tarczy, zaś jako przeciwnik jest związany z cechami negatywnymi. Może jednak nie byłoby błędem przyjąć, ze znaczenie symboliczne smoka i lwa jest uzależnione od kontekstu, w jakim funkcjonuje dany symbol. Jeżeli przyjmiemy, że lew nie był reprezentantem żadnych wartości, ani pozytywnych ani negatywnych, a jedynie pewnych cech, to istotnie może on być reprezentantem tylko pozytywnych cech. Mamy wówczas do czynienia z lwem jako uosobieniem pozytywnych cech, a nie wartości, które odnoszą się do sfery moralnej, Piech tymczasem mówi o wartościach (Z. Piech, Ikonografia..., s. 181). Jednak jest zasadnicza różnica pomiędzy symboliką lwa i smoka. Lew jest reprezentantem cech, stąd władca może przejąć jego cechy, zaś smok jest reprezentantem wartości, dlatego władca-smokobójca nie przejmuje wartości od smoka. Władca, który przedstawia się jako smokobójca nigdy nie przyjmuje wyobrażenia smoka jako własnego herbu, a władcy używający smoka jako godła nigdy nie przedstawiają się jako smokobójcy. W tym drugim wypadku smok jest reprezentantem tylko pozytywnych wartości stąd władca nie może walczyć ze smokiem, który jest uosobieniem nie tylko wartości, ale i samego władcy.

Zredagował: Kamil Janicki

http://histmag.org/?id=2468

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1171
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Dynastia Piastów

Post autor: janusz » 18 stycznia 2013, 23:22

Obrazek
„Nie daj Boże zjazd piastowski!” co chwile powtarzają bohaterowie najnowszej książki Elżbiety Cherezińskiej. Jeśli przypomnieć sobie kilka faktów z naszej historii, wyjdzie na to, że mają rację. Gdzie spotykało się dwóch, trzech lub więcej Piastów, tam diablęta zacierały ręce. Bo przecież coś musiało się stać. Oni to dopiero mieli fantazję. Późniejsze warchoły mogą się schować…
Okres rozbicia dzielnicowego to chyba najnudniejszy materiał do przerobienia w trakcie szkolnej edukacji historycznej. Autorzy podręczników rozłożyli na łopatki szczwanych i walecznych Piastów, stępili przebiegłość i nieustępliwość Brandenburczyków, a w blasku majestatu czeskich Przemyślidów widzianym ich oczyma przepaliły się chyba wszystkie żarówki. Zamiast historii wojen domowych, podstępnych sojuszy i zuchwałych ataków, uczniowie wkuwają datę powstania testamentu Krzywoustego i listę ziem, jakie otrzymali poszczególni książęta. No po prostu szalenie pasjonujące! Mam nadzieję, że dzięki Cherezińskiej choć kilka osób odkryje na nowo ten wyjątkowo burzliwy okres w historii Polski. „Korona śniegu i krwi” zabiera nas bowiem w przedziwną podróż w czasie, wręcz w inny wymiar.



Poznajemy historię Piastów przemieszaną z wątkami fantastycznymi. Na kartach powieści spotykamy całą plejadę książąt: jest tu rozbójnik Rogatka, Henryk Probus (występujący również pod mianem Herzoga Heinricha), który wcale nie jest taki prawy, wytrawny polityk Boesław, rubaszny Mściwój Pomorski, dzielny Leszek Czarny, bogobojny Bolesław, zwany Wstydliwym, ambitny karzeł Władysław, którego wzrost mierzono na łokcie (Łokietek), przy okazji będący synem piastówny-zołzy Eufrozyny, przebiegły stryj Przemysła Bolesław no i oczywiście sam dzielny i szlachetny Przemysł, książę Starej Polski i przyszły król.

Trzynastowieczna Polska według jej wizji to kraj, gdzie obok chrześcijaństwa prężnie działają wyznawcy dawnych bogów i po cichu szepcze się o „starej krwi”, czyli potomkach Bezpryma. Nawet na dworach możnych, wydawałoby się od dawna schrystianizowanych, żyją (nie wychylając się) przedstawiciele dawnych kultów. Zresztą, wielu ludzi „ochrzczono powierzchownie”, przez co w głębi ich serc kwitnie szeroko pojęty synkretyzm. Jednym tchem modlą się oni do Dziewicy Maryi i bogini Mokosz. Maria matka Jezusa ma tu w zwyczaju mieszać się do polityki przez swoja żywą świętą – Kingę, która gdy się nie pilnuje świeci, lewituje i pachnie liliami (akurat ten wątek jak dla mnie jest raczej przerysowany). Zwierzęta herbowe zamiast siedzieć grzecznie na tarczach paradują po świecie kiedy im się żywnie podoba, ryczą, latają, szpiegują, bawią się z małymi dziećmi…

Gdzieś w tle widać spiski możnych, ingerencje obcych władców, macki Brandenburczyków próbujące opleść Pomorze, wdzięcznych jeszcze Chrobremu Żydów, sieć sojuszy, wilkołaki, dawnych bogów i kiepsko wypełniających swoje obowiązki kapłanów tego nowego, zdradzieckie napady, małe wojenki sąsiedzkie i większe boje, spory biskupów z książętami i między sobą i wiele innych wątków. Istna karuzela!

Mamy tu całą rozpiętość ówczesnego społeczeństwa i mieszankę charakterów. Wierność przyjaźni kłoci się z interesem rodu, wierność małżeńska sprowadza się do trzymania żony i kochanki na zamku tak, by na siebie nie wpadały. Autorka porusza wiele ważnych i uniwersalnych problemów, jak choćby bunt młodych przeciw starym, małżeństwa z rozsądku, chora ambicja czy nietolerancja dla inności.

Cherezińska prowadzi narrację z perspektywy różnych bohaterów, co za każdym razem jest wyraźnie zaznaczone. I tak patrzymy na świat oczyma Przemysła, jego żony Lukardis, poganki Jemioły, czy choćby prostej gospodyni Ochny. Linia czasowa jest wyraźnie zaznaczona i nie ma w niej retrospekcji. Zamiast tego otrzymujemy konkretne informacje o czasie akcji. Biorąc pod uwagę wartki nurt narracji, bardzo się to przydaje. Kolejne wypadki następują po sobie w szaleńczym tempie, a opowieści różnych bohaterów prowadzone bywają równolegle, by wreszcie spleść się we wspólnym, zaskakującym finale.

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Dynastia Piastów

Post autor: Blad » 26 stycznia 2013, 18:54

Janusz, co do króla Artura, Czerska, i "smoka",,, może te słowa, napisane przez Galla Anonima, człowieka czasów Bolesława Krzywoustego i jego też opisujący dzieła dadzą coś do myślenia:

"Książę zaś północny, zaniepokojony cokolwiek tym podstępem, nie porzucił przecie swego postanowienia, ufnosc serca pokładajac w Bogu, nie w bracie. Niby wiec smok, który ogniem zionac, samym tchnieniem palac otoczenie, a to, co nie spłoneło, rozbijajac gietkim ogonem, przebiega ziemie, by czynic spustoszenia - tak Bolesław napada Pomorze, tepiac elazem opornych, a ogniem warownie. Lecz pominmy to, co zdziałał, idac i przechodzac przez kraj, a przystapmy do obleżenia miasta Białogrodu w głebi kraju."


"Teraz jednakże pozwólmy cesarzowi przez jakis czas przedzierac sie przez lasy Polski, a przyprowadzimy z Pomorza naszego „ognistego smoka"."

Zamiast smoka, raczej zastanowiłbym się dlaczego Gall Anonim wielokrotnie nazywa go władcą północy.
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

Awatar użytkownika
janusz
Posty: 1171
Rejestracja: 18 stycznia 2011, 01:38

Re: Dynastia Piastów

Post autor: janusz » 27 stycznia 2013, 00:39

Ano właśnie, dlaczego? Czyżby jakiś znaczący wiking zamieszkały na północy kraju, czyli kumpel zza morza. ;)

Awatar użytkownika
Blad
Posty: 550
Rejestracja: 12 stycznia 2011, 20:33
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Re: Dynastia Piastów

Post autor: Blad » 28 stycznia 2013, 22:03

Nie Januszku,, Gall Anonim nawiązuje tutaj do Mieszka I, protoplasty rodu Piastów, za którego jest uważany.
Ibrahim ibn Jakub Żyd sefardyjski, pochodzący z Tortosy w kalifacie Kordoby, kronikarz, podróżnik i kupiec. Zajmował się handlem z plemionami słowiańskimi, głównie niewolnikami, nie jest wykluczone, że uprawiał też, na rzecz Maurów, działalność wywiadowczą, pozostawił po sobie relację z podróży do krajów słowiańskich, którą odbył w latach 965 - 966. W tej to relacji władcę Polan – Mieszka I (M(e)šqo) nazywa Królem Północy. Spod jego pióra pochodzi najstarszy znany opis Pragi (F(a)rāga/B(a)rāġa) i świadectwo, że pod panowaniem księcia czeskiego znajdowała się wtedy ziemia krakowska. Wymienia bowiem czeskiego księcia Bolesława I jako władcę Pragi, Bohemii (Boy(e)ma) i Krakowa (K(a)rākō/K(a)rākū). A więc południe. Mieszko panował wyżej, na północy. Jako że Bolesław III nie był królem, (nie pozwalała na to sytuacja i polityka zewnętrzna państwa) a tylko ksieciem, za Ibrahimem Gall Anonim nazywa go księciem północy.

Co do wikingów ciekawy art dotyczący odkryć archeologicznych w Bodzi

http://www.polskieradio.pl/8/650/Artyku ... ali-Polske

I taki oto list skierowałem do prof. Buko

Szanowny Panie Profesorze

Zupełnie przez przypadek w mojej drodze poszukiwań trafiłem na Pańskie opracowanie badań archeologicznych w Bodzi. Dla mnie te badania są jedną z opcji w mojej Historii, i z tych ogólników bardzo pasuje do moich wyobrażeń tamtych czasów. Pozwoli Pan że opowiem Panu swoją historię.

Jest rok 1016, Brytania. Niemiecki kronikarz Thietmar tak opisał tę historię:

Król Anglów Etelred zmarł w roku od narodzenia Pańskiego 1016 i w lipcu tegoż roku przybili do brzegów Anglii wspomniani bracia Harald i Kanut wraz z ich wodzem Turgutem i trzystu czterdziestu okrętami. Przystąpili oni zaraz do oblężenia miasta zwanego Londynem, gdzie siedziała z załogą królowa, w żałobie po śmierci męża i obrońcy, wraz z synami Edelstenem i Edmundem, dwoma biskupami i innymi możnymi państwa. Wciągnąwszy okręty, z których każdy miał na pokładzie osiemdziesięciu ludzi, na rzekę zwaną Tamizą, przez sześć miesięcy przypuszczali szturmy do miasta. W końcu królowa, zmęczona długotrwałą wojną, wyprawiła posłów, którzy mieli prosić o pokój i wywiedzieć się dokładnie, czego nieprzyjaciele od niej żądają. Posłom tym odpowiedzieli natychmiast nienasyceni w zemście wrogowie, że jeżeli królowa zgodzi się wydać na śmierć swoich synów, a siebie samą wykupić za piętnaście tysięcy funtów srebra, biskupów zaś za dwanaście tysięcy i wszystkie pancerze, których liczba sięgała nie prawdopodobnej wysokości dwudziestu czterech tysięcy, i jeżeli dla zabezpieczenia tego dostarczy trzystu wybranych zakładników, wówczas będzie mogła uzyskać dla siebie i dla swoich towarzyszy pokój wraz z życiem. W przeciwnym wypadku — zawołali oni po trzykroć — zginą wszyscy od jednego miecza. Dostojna królowa, wstrząśnięta bardzo, ze swoimi, tą propozycją, obiecała po długim, pełnym wahań zastanawianiu się nad nią, że tak uczyni, i potwierdziła to przez wymienionych wyżej rycerzy.

41. Tymczasem obaj bracia uciekli w ciszy nocnej na łódce przed grożącym im niebezpieczeństwem i zaczęli zbierać w tajemnicy przed nieprzyjacielem, kogo tylko mogli, dla obrony ojczyzny i ocalenia matki. Atoli pewnego dnia wódz piratów Turgut, chcąc spustoszyć najbliższe okolice, wylądował z wielką gromadą i natknął się nagle na spotkanych na drodze nieprzyjaciół. Dojrzawszy ich z daleka, zachęcił swoich do walki i natarł na nich walecznie. W bitwie tej polegli po obu stronach Edmund i Turgut ,pośród tłumu towarzyszy. Żadna ze stron nie osiągnęła spodziewanego zwycięstwa, wobec czego jedni i drudzy wycofali się dobrowolnie z wielkimi stratami i głośno narzekając, iż zrządził to ślepy przypadek.
Nam jednak Pismo zabrania wierzyć w jakikolwiek przypadek czy przeznaczenie. Tymczasem Danowie, choć osłabieni, odszukali pomocne im okręty, lecz widząc, jak od strony pozostałego przy życiu Edelstena i przybywających zewsząd Brytów nadciąga odsiecz dla miasta, rzucili się do ucieczki wymordowawszy uprzednio zakładników. Niechaj Bóg — obrońca tych, którzy nadzieję w Nim pokładają, zniszczy ich oraz wytraci, aby nigdy już więcej nie mogli zagrażać w swój zwykły sposób ani tym, ani innym chrześcijanom.
Cieszmy się z ocalenia miasta, lecz smućmy się co do reszty!

Już wiemy że informacje Thietmara były nieścisłe i lekko mowiąc mijały się z rzeczywistością. Tym Edmundem o którym wspomina Thietmar był Edmund Żelaznoboki. 18 października 1016 roku wojska Kanuta wygrywają bitwę pod Ashington w hrabstwie Essex. Po bitwie został zawarty pokój. Kanut otrzymał ziemie na północ od Tamizy, Edmund zachował Wessex. Ustalono również, że w wypadku śmierci jednego z nich, jego ziemie przechodzą we władanie drugiego.

Edmund zmarł 30 listopada 1016 r. w Oksfordzie, Londynie lub Glastonbury. Jedna z wersji na temat jego śmierci głosi, że został zasztyletowany w łazience na polecenie Kanuta.

Edmund Żelaznoboki miał dwóch synów, spadkobierców jego dziedzictwa. Edwarda, którego historia w latach późniejszych nazwała Wygnańcem (Edmund The Exhile) i starszego o rok lub dwa pierworodnego, Edmunda. Edward właśnie się urodził kiedy zacząłem moją opowieść, a więc obaj bracia to jeszcze dzieci. Edmund 1 lub 2 roczne dziecię, a Edward to niemowlę (zachodzi nawet możliwość że był pogrobowcem).

I cała moja historia dotyczy tych dwóch właśnie braci.

Jakkolwiek czy w jakikolwiek sposób sprawa przejęcia Anglii poprzez śmierć Emunda Żelaznobokiego się rozwiązała to pozostały jeszcze sprawy spadkowe, które w przyszłości mogły przynieść wiele kłopotów. Za Florianem z Worcester, który tę historię opisywał cały wiek później, Kanut myślał tak:
„ Byłoby hańbiącym czynem zamordowanie książąt w Anglii, i po krótkim czasie wysłał ich do zaprzyjaźnionego króla Szwecji z listem śmiertelnym”

Problem spadkowy Kanuta został już w podobny sposób rozwiązany wcześniej przez innego duńskiego króla, a uwieczniony przez Szekspira w postaci Hamleta.

W tym czasie, królem Szwecji był Olaf Skötkonung, syn Eryka Wielkiego i siostry Bolesława Chrobrego Sygrydy (Świętosławy a w historii brytyjskiej znanej także jako Gunhilda Polska). Sygryda była również matką Kanuta, a więc w tym świetle wysłał książęta do swojego przyrodniego brata. Większość kronik Anglo-Normandzkich podnosi fakt że król Olaf odmówił katowskiej prośby i wysłał dzieci pod pilnym okiem Earla Walgara na Węgry.
Trasa którą odbyli książęta wraz z Hrabią Walgarem utonęła gdzies w mrokach historii z dwóch powodów. Jednym i tym najważniejszym jest fakt, że Kanut, gdy się dowiedział że spadkobiercy Żelaznobokiego przeżyli, wysłał za nimi zabójców z wyrokiem śmierci.

Siatki szpiegowskie w już w tamtych czasach były mocno rozwinięte i informacja o podobnych podbojach obiegała szybko Europę. Dotarły one również do Chrobrego, tym bardziej że to działo się obrębie jego rodziny. Sprawa przecież dotyczyła dwóch jego siostrzeńców i co najważniejsze spadkobierców króla Anglii. Ten kraj Chrobry znał dobrze bo to za jego pozwoleniem powstał Jomsborg, i stąd również udawali się polscy rycerze na wyprawy łupieżcze na wyspy brytyjskie. Również prawdopodobnie znał Kanuta, który to przybył wcześniej na dwór królewski po swoją matkę, ratującą się ucieczką przed zemstą Tryggvasona.

Ale nie będę zanudzał Pana Profesora tymi opowieściami, w każdym bądź razie cała ekspedycja po pięciu dniach ląduje w obrębie jeziora Ładoga (na ziemiach przyznanych Waregom za Nestorem) i tu transportem rzecznym dostają się do Kijowa.
Jakkolwiek o historii Edwarda wiemy „bardzo dużo” tak Edmund niknie nam w jej mrokach.

W 1018 roku Chrobry po wygranej bitwie pod Wołyniem (22 lipca) i podpisaniu pokoju w Budziszynie, wraz ze swoim zięciem Swiętopełkiem wkraczają do Kijowa i tu prawdopodobnie zastają książęta. Wprawdzie Nasz Gall Anonim opisał że na jego wejście wyszły tylko kobiety ale może nie brał dzieci pod uwagę, tym bardziej że całą sprawę otaczała wielka tajemnica.
Tak całą sytuację opisał Thietmar
Kiedy wkraczali do miasta, tamtejszy arcybiskup powitał ich uroczyście z relikwiami świętych oraz innymi różnymi okazał ościami w monastyrze świętej Zofii, który spłonął w poprzednim roku wskutek nieszczęśliwego wypadku. Obecne były przy tym: macocha wspomnianego księcia, jego żona oraz dziewięć jego sióstr, z których jedną, dawniej sobie upatrzoną , ten stary wszetecznik Bolesław uprowadził bezwstydnie, zapominając o swojej ślubnej małżonce. Równocześnie ofiarowano mu niezliczoną ilość pieniędzy, z których dużą część rozdzielił między swych sprzymierzeńców i ulubieńców, pewną zaś część odesłał do ojczyzny. Wśród posiłków, jakie znajdowały się przy boku wspomnianego księcia, było od nas trzystu, od Węgrów pięciuset, od Pieczyngów wreszcie tysiąc ludzi. Wszystkich tych ludzi odesłał tamtejszy władca do domu, gdy mógł stwierdzić z radością, jak mieszkańcy kraju garną się do niego i swoją wierność mu okazują. W tym wielkim mieście, które jest stolicą owego państwa, jest więcej niż czterysta kościołów i osiem rynków, mieszkańców zaś liczba niedająca się wyrazić. Jak w całym tym kraju, mieszkańcy owi składają się z dużej liczby niewolników, którzy zewsząd tu zbiegli, oraz w szczególności z obrotnych Duńczyków Pieczyngom, którzy ich ciągle nękali, stawiali oni dotąd skuteczny opór i innych także gromili nieprzyjaciół.
33. Bolesław, uniesiony tym powodzeniem, wysłał tamtejszego arcybiskupa do Jarosława z żądaniem odesłania mu córki i obietnicą zwrotu w zamian za to jego żony wraz z macochą i siostrami. Następnie wyprawił z bogatymi darami swego ukochanego opata Tuni do naszego cesarza, aby zaskarbić sobie nadal jego łaskę i pomoc oraz okazać gotowość wypełnienia wszystkich jego życzeń w przyszłości. Wysłał także posłów do pobliskiej Grecji , którzy mieli zapewnić tamtejszego cesarza o jego życzliwości, jeżeli cesarz ze swojej strony zechce dotrzymać wierności i przyjaźni. W przeciwnym wypadku — mieli mu oświadczyć — Bolesław stanie się jego zdecydowanym i nieustępliwym wrogiem. Niechaj Bóg wszechmogący pośredniczy w tych wszystkich sprawach i wskaże łaskawie, co Jemu się podoba, a nam korzyść przynieść może.

W moich rozważaniach posunąłem się dalej. Wspomniany Florian z Worcester zapisał że Edmund zmarł na Węgrzech, tyle że nikt nie wie kiedy i gdzie, natomiast Edward wrócił z wygnania i osiadł na tronie Anglii w roku 1057 (wprawdzie na bardzo krótko ale wrócił).

Losy Edmunda są nieznane. Ja w swoich założeniach uwzględniłem przybycie Edmunda pod opiekę naszego Bolesława Chrobrego, i wtedy natknąłem się na artykuł o wykopaliskach w Bodzi. Podesłał mi go mój kolega, znany malarz i kopista dzieł Jana Matejki, Piotr Walerski.
Jako że wcześniej nie słyszałem o Bodzi, sprawdziłem to na mapie i nagle dostałem „oświecenia”. To jest niedaleko Gniezna, tam gdzie przebywał Chrobry, a z artykułu wiadomo że pochowane tam osoby były majętne i co najważniejsze, przyjezdne.

Szanowny Panie Profesorze. Czy jest taka możliwość że pochowany w Bodzi młody mężczyzna zaledwie 25 letni (młody jak na nasze czasy bo na czasy średniowiecza to już w połowie swojego życia) mógłby być np. dowódcą straży młodego Edmunda lub nawet samym Earlem Walgarem, który zginał w walce z nadesłanymi przez Kanuta zanujcami.

Te moje poszukiwania są związane z inną dla mnie bardzo ważną sprawą, sprawą Piotra Włosta, ale to może innym razem.



Pozdrawiam serdecznie

Andrzej Puchalski
Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się proste
Wędzonki, kiełbasa, szynka
http://www.smokedsausage.uk

ODPOWIEDZ